sekwana2005
01.12.10, 07:27
Historia zaciera nam się w pamięci - pozostają głównie czarno-białe stereotypy. Np. porównania do Pinocheta pierwszy użył Jaruzelski - mówiąc że nie chce nim być. W domowym archiwum mam ulotki po 13 grudnia, jakoby (kłamstwo) wzorem Pinocheta Jaruzelski tysiące "solidaruchów" zamknął na stadionach, gdzie zamarzali...
Wypomina się tu Kwaśniewskiemu przynależność do Socjalistycznego Związku Studentów Polskich - do cholery - nie było innej studenckiej organizacji, ta na niektórych uczelniach zrzeszała ponad 80 % studentów, sam działałem w studenckiej turystyce, kulturze, w ruchu naukowym - szyld dla większości był mało ważny. Na pierwszym roku studiów wmówiłem szefowi Zarządu Wojewódzkiego SZSP że ma dać dotację na inscenizację studenckiego ślubu - fajna, integracyjna impreza. Zbuntował się, gdy potem przyszedłem z wnioskiem o dotację na inscenizację "studenckiego rozwodu". Na drugim roku studiów może zostałem zarejestrowany jako TW - konferencja koła naukowego straciła zarezerwowany ośrodek i asystent naukowy, nie SB - opiekun koła naukowego dogadał się z kolegą ze studiów, któremu podlegał ośrodek więziennictwa. Ale jaja ! Równolegle ze studencką konferencją narada szefów sądów, prokuratur i więzień. Mój kolega miesiąc trzeźwiał.
Na innej konferencji firmowanej przez politologów z Uniwersytetu Śląskiego i Akademii Spraw Wewnętrznych MSW prorektor tej ostatniej, pułkownik SB marudnie upominał się o nagrodę "za głos w dyskusji" dla studenckiego działacza opozycyjnego. Cholera - może zależało mu na fotce, gdy nagrodę wręcza?
W czasie IX Zjazdu PZPR zrobiliśmy na Ordynackiej Biuro Informacyjne - rozpowszechniając między innymi Stefana Bratkowskiego "List do Zjazdu" i stanowisko Wsiewołoda Wołczewa (taki polsko-bułgarski komunista, którego ojca, działacza Kominternu Stalin wykończył). Nocami nawet kilkunastu delegatów na zjazd u nas dyskutowało, wspólnie z naukowcami i dziennikarzami.
- Krzysiek, a ty z której jesteś towarzyszu redakcji?
- Z Financial Times - odpowiedział Christopher Bobinsky
Zapomnianym dziś sprzętem, teleksami, dostawaliśmy opinie i uchwały zakładowych organizacji PZPR - i Soliarności.
Z jakiejś konferencji cenzura nie puściła mojego tektsu w miesięczniku mającego dwa tysiące nakładu. Niespodziewanie zobaczyłem się na pierwszej i trzeciej stronie "Trybuny Ludu".
Niespodziewanie Daniel Fried, zanim został ambasadorem, a był tylko szefem "odcinka polskiego" w Departamencie Stanu zadzwonił, że ma tłumaczenie tego tekstu na "amerykański", właśnie do Warszawy przyleciał i chce pogadać. Pewnie agentem amerykańskim zostałem, bo z nim kawę wypiłem, w dodatku przy wejściu do ambasady marinej obmacały mi nawet jaja.
Rozmowy rewelacyjne, z tłumaczem. Daniel udawał, że nie zna polskiego, ja udawałem że nie znam angielskiego. Jak któryś z nas się wku...ł - tłumacza poprawiał...
Jak było w ruskiej ambasadzie - nie wiem, nie byłem.
W Moskwie byłem tylko dwa razy - po olimpiadzie na konferencji naukowej, gdzie powiedziałem, iż "leninowska koncepcja związków młodzieży" polega na tym, że jej nie ma. bo są tylko z różnych sytuacji różne opinie.
Dysonans poznawczy u "braci" wywołałem, gdy pytany czy byłem w Mauzoleum, odpowiedziałem że mimo wszystko wolę Lenina czytać niż oglądać.
W schronisku w Pięciu Stawach Polskich niemal po pysku dostałem od "patriotów", gdy zobaczyli że czytam dzieła Marksa, akurat o Feuerbachu. Ktoś mnie obronił:
- Ostatecznie to też taternik !
Potem razem śmialiśmy się z fragmentu (cytuję z pamięci) o XIX-wiecznym filozofie
- Tu jest teza - a tu antyteza
- Tu Sancho Pancha poklepał się po obu rozłożystych pośladkach
-A gdzie synteza?
- Oczywiście pośrodku!
Tak i dyskusje o Jaruzelskim wyglądają.
Na upadek komunizmu musiał czekać - by grób swojego ojca zmarłego na zesłaniu na Sybir odwiedzić...