Czekając na Martę

26.12.10, 18:26
serdecznie życzę, żeby się im ułożyło. Historia co najmniej wyjątkowa.
Tylko czemu nie powiedziała mu wcześniej o córce? Wydaje się w porządku facet..
    • lungompa Re: Czekając na Martę 26.12.10, 22:20
      Jesli ta historia jest prawdziwa - zycze duzo sily i wytrwalosci i wszystkiego co najlepsze...
      Jednak wydaje mi sie, ze jest tu zbyt wiele zbiegow okolicznosci (lacznie z czasem ukazania sie tego opowiadania) i niedokonczonych, niejasnych watkow...
      Mam nadzieje, ze moja podejzliwosc, ze chodzi tu glownie o sprzedanie obrazow jest bezpodstawna...
      • sliski_wacek Re: Czekając na Martę 26.12.10, 23:18
        oczywiscie ze nieprzypadkowo takie cos sie puszcza w swieta. tydzien przed czy po i pies z kulawa noga by sie nie zainteresowal. nie sadze ze chodzi tu tylko o sprzedaz. przypadki niekoniecznie sa tez przypadkami, poznal corke na ulicy, biologia tak dziala. facet jest artysta ma zmysl i oko to podobienstw i twarzy itp, wiec cos go w niej przyciagnielo, najwyrazniej podobienstwo do siebie.

        zycze im szczescia, oby sie wszytsko udalo

    • watersnakes2 Re: Czekając na Martę 27.12.10, 06:39
      > Tylko czemu nie powiedziała mu wcześniej o córce? Wydaje się w porządku facet..

      Moze wlasnie dlatego ze taki w porzadku? Jesli z jakich przyczyn nie chcesz z kims byc, to nie mowisz mu o rzeczach/osobach/sprawach ktore moglyby w tej drugiej osobie podtrzymywac nadzieje na jeszcze jakas relacje.

      Sama historia, fakt, dosc telenowelowa, jednak wzruszajaca wiec trzymam kciuki za wszystkich bohaterow.
      • lewis-1970 Re: Czekając na Martę 27.12.10, 09:11
        Pierwsza miłość jest najpiękniejsza... Gdy wspominam siebie sprzed 22 lat... Też miał na imię Igor... Teraz też kocham, ale zupelnie już inaczej, dojrzalej...
        Zazdroszczę, że znów się spotkali, oby im się udało!
    • three-gun-max Zdradziła dwa razy - zdradzi i trzeci 27.12.10, 12:30
      Najpierw zdradziła pierwszego gacha z przyszłym mężem, potem z męża z gachem. Obudź się koleżko bo czeka cie powtórka.

      A tak pozatym to fajny sposób na wciśnięcie komuś swoich bohomazów :)
      • lungompa Re: Zdradziła dwa razy - zdradzi i trzeci 27.12.10, 14:24
        No nie byl bym taki krytyczny. Ludzie pod wplywem czasu sie zmieniaja.
        Czasem nawet na lepsze :)
        Zastanawia mnie natomiast ta anonimowosc i tajemniczosc...
        Dziewczyna - to rozumiem - ale ARTYSTA ?!
        Z tego co wiem, to kazdy tworca stara sie miec jak najwiekszy rozglos - organizuje wystawy, jezdzi na plenery itd itp i stara sie by wiedzialo o nim jak najwiecej osob.
        A tu - totalna tajemnica. Imie zmienione (SIC). Kontakt e-mailem przez.. (no wlasnie - do kogo - kolegow menadzerow ?) Skoro decyduje sie na publikacje detali swojego zycia i prosi o pomoc to po co ten kamuflaz ? Nie ma zadnej stronki internetowej (a to mozna zrobic w jeden dzien !) albo nawet jakas prosta wrzuta na Youtube gdzie mozna by zobaczyc te obrazy.
        I niestety nic - takie kupowanie kota w worku...
        Motywacja do kupna obrazu nie powinna byc sama empatia.
        • balajanek Re: Zdradziła dwa razy - zdradzi i trzeci 27.12.10, 20:30
          Jako opowiadanie-bardzo dobre.
          Czy tak może być w życiu? Nie wiem,za dużo zbiegów okoliczności i zaskakujących sytuacji.
          Co jest nie tak? Post scriptum.
          • three-gun-max Re: Zdradziła dwa razy - zdradzi i trzeci 28.12.10, 12:03
            Pewnie jakiś kumpel autorów nie mógł opchnąć obrazów. Koleżeńska przysługa :)
    • 1sz-truten Czekając na Martę 28.12.10, 07:29
      calkiem niezly pomysl na reklame za darmo ha ha ha

      zycze sprzedania obrazow
      nie dlatego ze uwierzylem w ta opowiastke ale ze pomysl wydaje mi sie super
      ale jak przekonal do tego wybiorcza ?
    • jan1958 B. jak Bydgoszcz ? 28.12.10, 16:56
    • vratnelahve Czekając na Martę 30.12.10, 18:22
      Obrazów prezentowanych w artykule nie mógł namalować absolwent ASP, są za słabe. Chyba że w czasach wczesnego liceum...
      • dezynwoltura Re: Czekając na Martę 31.12.10, 00:06
        Nie no i historyjka i "obrazy" to jakieś nieporozumienie :-/
        Co to za harlekin?!?
    • kochanic.a.francuza Czekając na Martę 01.01.11, 11:55
      Jesli to prawdziwa historia, to przepraszam bohaterow za zgryzliwosc.
      Jesli to zabieg marketingowy to wstydzcie sie panowie. Kiczowate story.
      Jak macie deficyt talentow literackich, nalezy oglosic konkurs na love story. Ludzie napisza historie o jakich Wam sie nie snilo. Sponsorow, ktorzy wyloza na nagrody chyba znajdzie sie?
      • stara.beata Re: Czekając na Martę 03.01.11, 11:04
        kiczowata historia, kiczowate obrazy, ale naiwni głupcy i tak się znajdą. interes się kręci, pieniążki spływają, więc o co chodzi?
    • mbmb1 Czy to aby prawda? 01.01.11, 13:07
      Historia jak z filmu, aż się wierzyć nie chce. A jakiś czas temu, po reportażu o ćpunach czytałem na forum zarzuty, że tamten artykuł był "podkręcony", że wiele szczegółów się nie zgadzało i było poprawionych, żeby artykuł bardziej chwytał za serce. To ponoć po biografii Kapuścińskiego taka moda się zrobiła na mieszanie fikcji z faktami. Ciekawe, czy tutaj to samo... chętnie bym przeczytał jakąś deklarację Autora albo Gazety...
      • karbat Re: Czy to aby prawda? 01.01.11, 13:37
        historia o chorobie jakich tysiace , setki tysiecy w kraju . Historia podlana wielka miloscia , komuna , Londynem itp .
        Obrazy namawlowane przez pana artyste ( patrz zdjecie ) .... trzeba b. mocno reklamowac ...
        Kiepski text , b. kiepskie obrazy ( obraz ) ... osobie , ktora dotknela choroba , zycze powrotu do zdrowia .



      • karbat Re: Czy to aby prawda? 01.01.11, 13:47
        z artykulu dowiadujemy sie , ze postacie tworzacy malowidla jak zalaczone na zdjeciu to ... artysci ....
        Pomijam autobiografie osoby malujacej , ale ten ... zaprazentowany kicz nazywany obrazem jest ... porazajacy . moja osobista opinia , pisze co widze .
    • kalatala obrazy 01.01.11, 14:52
      Noooo... nie powiesiłabym tego na ścianie.
    • adam.realista Analiza - Prawa Natury, czyli Ona 02.01.11, 21:40
      Z zawodu jestem psychologiem. Pewna znajoma, socjolog, podrzuciła mi na pocztę link do tego artykułu, ciekawa mojej opinii. Jej wysłałem bardziej dogłębną analizę, jednak postanowiłem i w tej dyskusji zabrać głos, trochę bardziej na luzie.

      Rzewna historyjka, przypominająca seriale brazylijskie. Nic więc dziwnego że wiele zgorzkniałych, zmęczonych nudnym codziennym życiem pań się zapewne wzruszyło, bo przecież ich mąż jest taki pospolity, mało serialowy. Brzuszek mu rośnie, włosy się przerzedziły. Czasem gdy wraca styrany z pracy i zaśnie znużony na fotelu to mu skarpetki śmierdzą i o zgrozo, czasem puści przez sen bąka.

      A on? On to co innego. Przecież to artysta. Niewątpliwie szczupły szatyn, barczysty, wysportowany, zawsze elegancki i nigdy nie puszcza bąków bo przecież powszechnie wiadomo, że bohaterowie brazylijskich seriali i artyści nigdy nie pierdzą.

      Wróćmy jednak do tej rzewnej, historyjki, odrzućmy subiektywne ozdoby i podsumujmy fakty:

      Ona odkryła, że jest z nim w ciąży. Nie zerwali ze sobą, więc dziecko miało ojca. Co robi ona? Cynicznie pozbawia biologicznego ojca prawa do JEGO dziecka, cynicznie wrabia w ojcostwo innego, niewinnego mężczyznę. CYNICZNIE, bo przecież to nie sytuacja ją do tego zmusiła. To ona sama postanowiła poprawiać naturę - zabrać dziecku biologicznego ojca i dać innego, fałszywego...

      Życie to nie serial brazylijski. Czy wyobrażacie życie w związku opartym na kłamstwie, intrydze? Jedno kłamstwo pociąga następne kłamstwa, one z kolei nowe. Po pewnym czasie kłamstwa zaczynają mnożyć się niekontrolowanie, jak kiedyś króliki w Australii. Jak żyć ciągłym stressie, strachu, że powie się o jedno słówko za dużo po kilku drinkach, podczas kłótni czy nawet przez sen wygada, że ktoś z sąsiadów coś widział, że temat powróci? Że dziecko będzie miało wypadek i przy próbie przeszczepu kawałka tkanki, transfuzji krwi, itp wszystko wyjdzie na jaw? Chciałybyście romantyczne miłośniczki seriali brazylijskich żyć w takim układzie?

      Ludzie wierzący powiedzą, że dopadła ją kara boska, ateiści wyjaśnią, że ciągły, podświadomy stress zniszczył jej małżeństwo, zdrowie. Nie możemy przecież zaprogramować swoich snów, by były pogodne czy przyszłych wydarzeń. W poczucie winy, sumienie wierzą jednak zarówno ateiści, jak i ludzie wierzący. Od siebie dodam - ciągłe, wieloletnie niemożliwe do zabicia, wygaszenia, wyłączenia.

      Współczuję więc jej trochę, ale takie są prawa natury. Niech jej historia będzie więc lekcją i przestrogą...
      • dar61 Nie wierzę... 04.01.11, 16:19
        ...by psycholog, a nawet psycholog mający za znajomą socjolożkę, nie znał słowa "sterany".
        By nie znał wieloletniej już tradycji zapisu łącznego słowa "nietrzymająca".

        Po 2. - nie uwierzę, by tak odkrywający swą duszę w opowieści artysta, w opowieści - nie we własnoręcznym zapisie - miał odwagę i potrzebę pokazywać swe najbardziej rozpoznawalne i rozszyfrowywujące jego postać wyroby, skoro kryje się ze swymi personaliami. Nie jest to w końcu zwykły artysta, ale artysta sztuk wzorniczych, zwanych dizajnerskimi. Pewnie stara się teraz rozpocząć nową drogę artystyczną, jak i małżeńską. Nie dzwi mnie jego kamuflaż.

        Tak się składa, że do punktu 3. wpisu adamowego mógłbym się ... lustrzanie, ze znajomością realiów odnieść, ale szanując me rodzinne tajemnice nie obciążę nimi tu forumiaków.

        Po 3. - magazyn tutejszy grupuje reportaże. Nawet takie, jakie spiszą do spółki dwaj sterani życiem dziennikarze. Domyślnie - nie są to ich wymysły. Wymysły specjalistów od scenariuszy -za przeproszeniem - seriali tv.
        Wróćmy jednak do tej adamowej wiwisekcji. Słowa "stress", mimo nacisków anglosasizmów, nie zna polszczyzna. Mamy "stres".
        Analiza tu diagnozowana jest stronnicza. Czuć w niej podteksty jakiegoś nieudanego związku.
        Mono-, czy hetero - nieważne.
        Chciałybyście, romantyczne miłośniczki seriali brazylijskich, wierzyć takim analizom?

        Ja - nie.
        Choć romantycznego serialu brazylijskiego oglądnąłem odcinek jeden - i to, mimo nacisków swych domowniczek, odcinek niepełny.

        ;-)
        • dar61 Nie wierzę... 04.01.11, 16:34
          ... by Dar61 nie znał kpinek z konstrukcji "wykonywujący", łączący "wykonuje" i "wykonywa".
          A jak zna, to niech się przyzna do swej wpadki z "rozszyfrowywujące" i odszczeka.
          Bo Marta i Monika są warte tego.

          ***
          Pisałem już, że uwielbiam mirabelki?
          • adam.realista Re: Nie wierzę... 05.01.11, 00:11
            Przyznam, że mam pewne problemy, by zgadnąć co pan artysta miał na myśli. Pocieszam się, że nie ja pierwszy, bo również pani Mirabelka też identyczny problem miała.

            Uważam, że dar wyrażania swoich myśli w prosty, jasny sposób jest skarbem, który należy pielęgnować, a nie niszczyć pseudointelektualnymi, koszmarnymi gniotami typu "analiza tu diagnozowana", itp. Gdy pan zacznie wyrażać swoje myśli jasno, być może wróci zdolność logicznego myślenia. Być może, ale warto spróbować - proszę uwierzyć mi na słowo. Wtedy uniknie pan takich wpadek:

            - "tak odkrywający swą duszę w opowieści artysta" szanuje swe rodzinne tajemnice nie obciąża nimi tu forumiaków, więc zapomniał poinformować czytelników o dziecku (dzieciach) ze swego nieudanego małżeństwa. Skąd wiem? Sam się wygadał. Napisał, przecież "i to, mimo nacisków swych domowniczek" Z artykułu i wypowiedzi pani Mirabelki wynika, że mieszka tylko z Martą, więc ma on co najmniej jedną córkę.

            - po co nieudolnie gmatwać, kluczyć, zasłaniać się dziennikarzami, skoro i tak nie ucieknie od zadanych pytań typu - jaki konkretnie procent pieniędzy uzyskanych ze sprzedaży obrazów trafi do Marty? Jaką gwarancję mają ewentualni chętni, że przynajmniej 5% tam trafi?

            Na koniec jeszcze jedna rada. Jeżeli się do kogoś wyciąga rękę, by pomógł panu i pana przyszłej żonie, to nie atakuje się, nie próbuje ich się rozliczać, czepiać się za użyte przez nich słówka. Nie tędy droga. Chce pan rzeczywiście pomóc pani Marcie? Zaczynam mieć wątpliwości.
            • dar61 Nie wypada... 05.01.11, 21:18
              ... mi stawiać się na miejscu spisywacza opowieści podmiotu lirycznego reportażu.
        • adam.realista Re: Nie wierzę... 05.01.11, 00:03
          Ktoś zabrał wreszcie głos. Nie wiadomo kto. Czy to sam pan "dizajner", czy pan redaktor. Moja sąsiadka, prosta kobieta powiedziałaby, że ktoś tam coś znowu kręci, bo nie wie w co wpaść...

          Na początek dobra rada. Jeżeli ktoś chce udawać, że jest fachowcem w jakiejś dziedzinie, to zanim komuś zwróci uwagę, powinien upewnić się czy ma rację. Z przykrością chciałbym poinformować Waszą Upierdliwość, że zarówno forma "sterany", jak i "styrany" są poprawne. Łatwo to można sprawdzić, klikając choćby TU. Mnie bardziej odpowiada forma "styrany", bo widzę pewien związek ze słowem "tyrać", zaś "sterany" kojarzy mi się bardziej z kimś kto jest bardzo zmęczony zażywaniem sterydów. Będę więc nadal używał słowa "styrany", ale innym niczego nie zarzucam.

          Nie podobają mi się wymysły feministek, by panią socjolog nazywać socjolożką czy może socjoloszką(?). Ja im w drogę nie wchodzę, nie agituję i nie życzę sobie, by one wtrącały się do mego życia czy poglądów, agitowały. Żyjemy w wolnym kraju, więc nadal będę używał określenia "pani socjolog".

          Nie jestem też zwolennikiem spolszczania angielskich wyrazów, ponieważ wtedy szybko wchodzą do powszechnego użycia, wypierając polskie odpowiedniki. Tworzą się dziwaczne neologizmy, które z czasem powszednieją. Niedawno w telewizji słyszałem, że ktoś dizajnował coś tam. Polskie słowa "projektant", "wzornictwo" powoli giną. Jeszcze 20-30 lat temu, w użyciu były słowa "design", "designer". Słowo "dizajn" wywołałoby gromki śmiech, podobnie jak słowo "dizajnować". Dawno temu w powszechnym użyciu było też słowo "stress", z czasem spolszczone na "stres". W tym przypadku mogę wykazać trochę dobrej woli i zacznę używać słowa "stres". Tolerancyjny jestem, sam świata nie naprawię, chociaż trudno mi się trochę przyzwyczaić, gdy młody człowiek opowiada drugiemu - "po tych dragach dostał takiego pałera, że jak policja go na hajłeju zatrzymała, to wyjął gana i ich załatwił", itd.

          Teraz wróćmy do tematu. Na pierwszy rzut oka widać, że o chorych na raka i ich najbliższych wie pan niewiele. Gdyby pan był bardziej zorientowany w temacie, to by wiedział więcej o osobach, które straciły swych rodziców, małżonków, brata, siostrę, dziecko, poznali ogrom nieszczęścia, gdy umiera dziecko, młoda piękna dziewczyna czy matka. Wiedziałby pan ilu różnych oszustów, hien, naciągaczy kręci się wokół chorych, oferując za horrendalne cudowne, "niezawodne" lekarstwa. Jak ludzie, którzy stracili swoich bliskich i często pieniądze, napatrzyli się na dziesiątki tragedii współtowarzyszy niedoli, są sceptycznie, wręcz podejrzliwie nastawieni do różnych nie do końca jasnych zbiórek pieniędzy, koloryzowanych historii. Jak dbają o to, by żadna złotówka dana z dobrego serca nie zginęła po drodze, by pomóc tym, którzy jeszcze żyją, bo wiedzą jak ogromne są potrzeby. Nie powinno to pana dziwić, nie powinien pan reagować na moje pytania agresją, ale podszedłby pan do moich pytań, na które nie otrzymałem odpowiedzi ze zrozumieniem...
          • dar61 Nie wypada... 05.01.11, 21:25
            ... mi odpowiadać za "podmiot liryczny".

            ***

            Właśnie teraz patrzę na fotografię kogoś z mych "wstępnych" w pokrewieństwie, kogo ze mną już nie ma i nigdy nie będzie. W szufladzie obok, dla przestrogi, leży kilka pustych opakowań po wilkakorze, opakowań własności tego kogoś, z kim już na tym świecie się nie spotkam, a żal.
            I proszę "Adama..realistę", by nie mówił mi "...widać, że o chorych na rak i ich najbliższych wie pan niewiele...".

            Dobrze pan wie panie "Adamie.r", że nie ma moja poprzednia pisanina objawów agresji do pana, a do pana słów, w których gąszczu za dużo było domysłów wobec podmiotu lirycznego, niepotrzebnych zarzutów wobec dam wszelakich i za dużo pewności swej nieomylności w zdalnej diagnozie.

            ***

            Nie zwę się feministą - choc pono każdy porządny człowiek nim jest - a zwykłym użytkownikiem języka polskiego. Języka, w którym możliwe jest być żołnierką, kapitanką czy profesorką - socjolożką.
            Wiem też, że co w polszczyźnie ["niedizajnerskiej"] jest możliwe, to się tak mówi, pisze i nie krzywi się na to.

            sjp.pwn.pl/szukaj/sterany
            sjp.pwn.pl/szukaj/styrany
            Pewnie to jakiś regionalizm. Oby nie taki, jak "steropian"

            Przyjmijże pan, panie "A." moje uściski za niechęć do dizajnowania projektantów, boś mi pan w tej niechęci druh najbliższy.
            A stosuję "zapiątek" miast "łykenda" od dawna.

            Dziękuję za dobrą - dobrą - wolę.
            • tylko1wpis Re: obaj... 06.01.11, 19:04
              ...ściemniacie jak posrani.

              jeden wart drugiego.
              pseudo psycholog na poziomie nierozgarniętego studenta 1 roku wygłaszający teorie z książeczek santorskiego pt."poczytaj mi mamo", drugi (niespełniony literat?) plotący coś bez ładu i składu i bez polotu, ale przekonany że wie co mówi i że jest elokwentny (nie jest).
              ot, dwa pyszne pawiany.

              a w temacie:
              niesamowita historia, jakich w życiu wiele (tak!). zbyt oczywista by była jedynie wymysłem dziennikarzy. zresztą - gdyby nawet, to za takie coś jest kryminał. który człowiek (dziennikarz) zdobyłby się na taki idiotyzm?
              dla sprzedania paru obrazów?

              życzę bohaterom wszystkiego najlepszego.
              czasem trzeba przejść prawie całe życie, by COŚ zrozumieć. ...czego by się nie zrozumiało i nie doświadczyło bez tych "przejść".
              • stara.beata Chyba pęknę ze śmiechu 07.01.11, 10:56
                Wielu zindoktrynowanych idiotów spotkałam na swojej drodze życia, ale żaden z nich nie próbował mnie przekonać, że jakaś historyjka jest prawdziwa, bo przecież ukazała się w gazecie. Wyborcza ostoją prawdy i wszyscy mają wierzyć we wszystko, co tam jest napisane? Głupców nie sieją. Gdyby za każde kłamstwo opublikowane w Gazecie jeden redaktor szedł do kryminału, nie byłoby dziś komu jej redagować.
            • adam.realista Re: Nie wypada... 07.01.11, 03:21
              Ale pan jest upierdliwy. Mam wrażenie, że pan znał tylko słowo "sterany", natomiast ze słowem "tyrać" pan się nie spotkał, więc tym bardziej nie mógł pan znać słowa"styrany". Pomylił więc pan dwa bardzo podobne w brzmieniu i znaczeniu, słowa. Być może etymologicznie spokrewnione, być może nie. tak czy inaczej, to zupełnie różne słowa.

              Wytłumaczę to panu, jak dziecku, by raz na zawsze zamknąć ten temat. Dawno, dawno temu było staropolskie słowo "terać" , czyli "poniewierać, gromić, łajać". Słowo nie umarło bezpotomnie, ponieważ pozostawiło po sobie słowo o szerokim znaczeniu "sterany", czyli wyczerpany długotrwałym wysiłkiem (niekoniecznie pracą), piętrzącymi się trudnościami.

              Co do słowa "tyrać", to jedne źródła podają, że też pochodzi od słowa "terać", a inne że od słowa tyran, tyrania. Nie dbam o to. Ważne jest, że słowo tyrać istnieje i oznacza "ciężko pracować", i właśnie od tego słowa pochodzi imiesłów "styrany", czyli zmęczony pracą, przepracowany.

              Nie ma słownika doskonałego, uniwersalnego. Każdy słownik ma ograniczoną ilość słów, nie ma i nie będzie słownika, który zawierałby wszystkie słowa. Słownik PWN jest świetny, wiarygodny, ale też ma swoje wady. Autorzy też liczą na pewną samodzielność korzystających. Choćby na to, że gdy np nie znajdzie słowa "styrany", to domyśli się od jakiego słowa ten imiesłów został utworzony i je też sprawdzi: Tekst linka. Poza tym, jeżeli w jednym słowniku nie ma danego słowa, a w kilku innych, również online to słowo występuje, to myślący człowiek nie wysnuje karkołomnego wniosku, że to regionalizm. Tak więc proszę zapamiętać raz na zawsze:

              - zarówno słowo "styrany", jak i słowo "sterany" są dopuszczalne,
              - obydwa słowa różnią się znaczeniem, chociaż pewne podobieństwa istnieją. Człowiek sterany życiem, wcale nie musi być styrany (pracą). Równie dobrze może być bezrobotnym, leniem,
              - słowo "styrany" nie jest żadnym regionalizmem. Jest słowem potocznym.
            • adam.realista Re: Nie wypada... 07.01.11, 03:42
              Proszę też darować sobie koloryzowane historyjki rodzinne, bo nie pociągają mnie opowieści Harlequin. Jedna, o Marcie już wystarczy. Z wypowiedzi innych wynika, że mijająca się z prawdą.

              Dopóki nie doczekam się odpowiedzi na zadane pytania typu jaką mam pewność, że pieniądze ze sprzedaży obrazów trafią na lekarstwa dla Marty, że ona tych lekarstw potrzebuje, będzie pan zupełnie niewiarygodny. Poza tym, napisałem przecież, że pewnych dziwnych tekstów nie zrozumiałem, a pan ich mi nie wyjaśnił. Chodzi np o ten:

              ".. by Dar61 nie znał kpinek z konstrukcji "wykonywujący", łączący "wykonuje" i "wykonywa".
              A jak zna, to niech się przyzna do swej wpadki z "rozszyfrowywujące" i odszczeka.


              albo ten:
              "By nie znał wieloletniej już tradycji zapisu łącznego słowa "nietrzymająca".


              Wolałbym, by pan wyjaśnił, bo co mi przyjdzie z pańskiego szczekania.
    • adam.realista Analiza - On, czyli ostrzeżenie 02.01.11, 21:46
      Odrzućmy tkliwą pod względem logicznym nie trzymającą się kupy historyjkę z tanich seriali.

      Ofiara czy drapieżnik? Analizowałem pod względem psychologicznym jego obrazy, ale jednoznacznej odpowiedzi nie dam. Bardziej skłaniam się ku opcji "drapieżnik", ale może on czuje się drapieżnikiem a jest ofiarą? A może działają wspólnie i w porozumieniu? przyznaję - nie wiem.

      Wiele historyjek napisał o sobie i o Marcie, ale "zapomniał" napisać wielu istotnych rzeczy:

      1. Dlaczego związał się więzami małżeńskimi z kobietą której nie do końca kochał, skoro wówczas miał przecież podobno pieniądze, powodzenie, chętne kobiety? Może dziecko? Jeżeli tak, to dlaczego nie napisał ani słowa o dziecku czy dzieciach ze swego małżeństwa? Co było przyczyną rozwodu? Alkohol?

      2. Dlaczego w artykule nie ma bezpośredniego kontaktu mailowego, nawet w postaci anonimowego konta?, Jaką rolę pełnią panowie redaktorzy GW? Pośredników, kontrolerów, kumpli, przyzwoitek? Oczywiście, jest mnóstwo innych możliwości, że prawdy chyba nie dojdę.

      3. Tak się składa, że moja mama zmarła na raka. Wiele czasu spędziłem w szpitalach, na rozmowach z chorymi ich rodzinami. Wiele się dowiedziałem. Dużo czasu spędziłem też na rozmowach, dyskusjach a kilka razy nawet kłótniach z lekarzami. Też się wiele dowiedziałem. Sam nie zbierałem pieniędzy, bo było już za późno, zapadł wyrok na moją mamę. Jednak rzeczywiście ostatnio medycyna zanotowała olbrzymi postęp w leczeniu nowotworów. Prawda że jest mnóstwo nowych, niezwykle drogich, ale często skutecznych lekarstw. Koszt takich kuracji to kilkadziesiąt, często kilkaset tysięcy dolarów. Wiem jednak jak działa ten system, bo wciąż utrzymuję kontakty z współtowarzyszami niedoli z czasów pobytu w szpitalu mojej mamy. System działa następująco - jeżeli lekarz zasugeruje, że jest drogi, nowoczesny lek, który może pomóc, ale zdobyć go można praktycznie tylko "prywatnie", lekarze, pielęgniarki, współtowarzysze niedoli szybko udzielą ci elementarnych informacji:

      - należy się jak najbardziej uwiarygodnić, bo to zwielokrotni prawdopodobieństwo sukcesu. od tego są odpowiednie fundacje. tam każdego zweryfikują, zażądają odpowiednich zaświadczeń, opinii lekarzy, historii choroby, zanim założą ci konto czy subkonto, zanim zgodzą się firmować jakąkolwiek zbiórkę. tam też możesz zachować anonimowość, chociaż z reguły mało kto z tego korzysta, bo zmniejsza to prawdopodobieństwo sukcesu.

      Zastanawiam się więc - dlaczego pan artysta Igor nie skorzystał z tego alfabetu? Czy dlatego, że pani Marta z nim współdziała i wcale nie istnieje potrzeba zdobycia drogich lekarstw? Czy może pan Igor chce robić za bankiera i chociaż drogie lekarstwa są pani Marcie rzeczywiście potrzebne to dotrą to niej tylko ochłapy ponieważ po drodze jest dwóch panów redaktorów GW i jeden pan artysta? Przecież uczciwiej byłoby urządzić aukcję obrazów online, podając subkonto jakiejś wiarygodnej fundacji. Jeżeli mam kupić jakieś obrazy wątpliwej wartości i jakości, nie wiedząc czy rzeczywiście dokładam się do lekarstw czy może do kolejnej flaszki pana artysty, to ja za taki interes dziękuję!

      Jako psycholog wiem, że artysta Igor uważnie śledzi tę dyskusję, zagląda tu kilka razy dziennie. Tylko on może nawet anonimowo włączyć się do dyskusji i odpowiedzieć na nurtujące mnie pytania. Wątpię jednak czy się odezwie. Chciałbym się mylić w swojej analizie. Wtedy ze wstydu bym musiał chyba kupić jeden z jego obrazów. Nie są w moim guście. W miarę poprawne warsztatowo, widać wyrobioną rękę, ale poraża pustka intelektualna, płaskość, brak tej głębi, która przyciąga wzrok i myśli. Słowo jednak się rzekło, więc jak się mylę i pan Igor wyjaśni moje wątpliwości, to jakiś obraz będę musiał kupić. Dam jako prezent komuś. Na pierwszy rzut oka robi jakieś tam wrażenie, więc nie mój problem.
      • vratnelahve Re: Analiza - On, czyli ostrzeżenie 03.01.11, 15:38
        adam.realista napisał:
        Jaką rolę pełnią panowie redaktorzy GW?

        tak, panowie Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski siedzą cicho...
        czyżby dali się nabrać?
      • tylko1wpis Re: dzizas, liczysz że ktoś TO przeczyta??? 06.01.11, 19:10
        zejdź na ziemię, starczyło mi cierpliwości na 3-4 zdania tej pseudo głębi.

        ...jako psycholog potwierdzasz jedynie że trzeba wypalić pięć tuzinów świec by znaleźć między wami kogoś kto coś wie a nie jedynie myśli że wie.
        (tak, zajrzałem na początek jeszcze kilku akapitów).
        • adam.realista Nie muszę liczyć, wiem, 07.01.11, 03:31
          że ktoś to przeczytał. Jeżeli pan tego nie wie, to lituję się nad panem i nawet nie spodziewam się, że pan domyśli się, skąd wiem. Jeżeli więc pan twierdzi, że ja jestem na poziomie nierozgarniętego studenta I roku, to niech się pan zastanowi się, na jakim poziomie rozwoju intelektualnego jest pan? Dla ułatwienia podam, że nie chciałbym obrażać Neandertalczyków.
    • stara.beata Najbardziej żal mi córek 03.01.11, 11:28
      Anonimowość? Bzdura. Nawet jak nie podali danych, to w środowisku Igora, Marty i ich córek aż huczy od plotek. Pan artysta sprzeda swoje tandetne obrazy za grubą kasę, spędzi ze swoją nową-starą narzeczoną wczasy na Majorce, a córki do końca życia straciły prywatność. Będą wytykane palcami przez sąsiadów i znajomych, a ta starsza od bękartów wyzywana. Nie rozumiem, jak matka mogła się zgodzić na upublicznienie tej historii, wywlekanie rodzinnych brudów. Też mam dwie dorosłe córki, ale takiego świństwa nie zrobiłabym im nawet za wszystkie pieniądze świata.
      • adrian_ktostam Re: Najbardziej żal mi córek 04.01.11, 00:26
        mnie tez jest ich zal, pod warunkiem, że istnieja. nie chce mi się jakos wierzyc, że matka by az tak wielkie swinstwo corce zrobiła. a moze ona ma np. trzech synow?

        jedno jest pewne. ta opowiesc Igora to stek klamstw. tak się sklada, że zaraz po studiach, ze swiezo odebranym dyplomem inzyniera tez wyruszyłem do Anglii. nie bede ukrywal. poczatki byly inne, niz to sobie wyobrazalem. zamiast przy stole kreslarskim, wyladowalem jako pomocnik na budowie. wiele się nauczylem. teraz, po latach bez trudu znalazlbym ongis wymarzona prace za stolem kreslarskim, ale to mi juz się nie oplaca. ten Igor rzekomo mial dobra prace, "wynajmowal porzadne mieszkanie", wiec mu na Wyspach powodzilo się dobrze, bo niewielu nawet tubylcow stac, by wynajmowac porzadne mieszkanie.

        i co? i tu zaczyna sie klamliwa bajka. Igor zaczyna dzialac zupelnie irracjomalnie, nielogicznie. w UK za kazda recepte od lekarza placi sie w aptece jakies 7-8 funtow, dokladnie nie pamietam. nie wazne jest czy lekarstwo kosztuje 5 czy 5000 funtow. a co on robi? zamiast ja wziac do swego "porzadnego mieszkania", zalatwic jej konto w banku - 2 godziny czasu, jakis rachunek na jej nazwisko - jeszcze krocej i tzw NIN, czyli National Insurance Number - pol dnia czasu, do 2 tygodni oczekiwania, on rzuca prace, czyli pozbywa się tak potrzebnych w zaistnialej sytuacji wysokich, angielskich dochodow. wraca do Polski i woli swoje zalosne obrazy sprzedawac przy pomocy dziennikarzy Gazety.

        jedna wieka sciema. nie wiadomo czy istnieje Marta, czy istnieja jej corki. dlaczego nie wzial on Marty do siebie, tym bardziej, że tam piekna corka rzekomo tez tam mieszka. jezeli ten Igor rzeczywiscie byl kiedykolwiek w Anglii, mieszkal tam, to marnie mu sie wiodlo. pracowal byc moze dorywczo na zmywaku czy jako pomocnik na budowie, wiec wykorzystal pierwsza szanse, jej nieszczescie, by na jej chorobie zerowac, kase zbic.

        wypada tylko pogratulowac dziennikarzom Gazety naiwnosci i czynnego udzialu w tym przekrecie, a Wyborczej firmowania tego szemranego przedwsięwziecia.
        • mirabelka.44 Re: Najbardziej żal mi córek 04.01.11, 11:48
          Niestety, te córki istnieją i pani Beata ma rację. W jej środowisku huczy od plotek. Widziałam ją, pracowałam w tej samej firmie, ale nie w tym samym budynku. Po ukazaniu się artykułu koleżanki już przed świętami dzwoniły do mnie. Te, które ją dobrze znały były szczególnie wzburzone tym, że jej starsza córka jest podobna do jej byłego męża jak dwie krople wody a do Igora (imię zmienił) zupełnie nie. Tak więc wygląda na to, że by zatrzymać go przy sobie uknuła intrygę, robiąc z własnej córki bękarta, chociaż ona najprawdopodobniej wcale nie jest bękartem. Ci co ją dobrze znają twierdzą jeszcze, że podobno jej córki wciąż utrzymują dobre stosunki z jej byłym mężem, a o nowym kochasiu mamusi wyrażają niezbyt pochlebne opinie, nie lubią go, unikają jak ognia. Wygląda więc na to, że ta nieszczęsna kobieta sięgnęła dna. Artykuł zawiera jeszcze mnóstwo przekłamań, jednak ze względu na dobro jej dzieci, więcej szczegółów nie podam.
          • adrian_ktostam Re: Najbardziej żal mi córek 04.01.11, 16:04
            Nasuwa sie tylko jeden komentarz

            Tekst linka
            • adrian_ktostam Re: Najbardziej żal mi córek 04.01.11, 16:06
              Komentarz
          • dar61 Ad 'Najbardziej mi żal - podpis - życzliwa' 04.01.11, 16:29
            Któż zrozumie kobiety...
            Nawet sąsiadki, czy współpracownice.

            Jak to szło?
            [unisono, z łkaniem]:
            "... Przeżyłam bez z Ciebie tyle lat
            Poukładałam sobie świat..."


            P.S. Uwielbiam mirabelki, szczególnie kiedy są jeszcze kwaskowe.
            • mirabelka.44 Re: Ad 'Najbardziej mi żal - podpis - życzliwa' 04.01.11, 20:01
              Wcale nie jestem panu życzliwa, co jeszcze nie znaczy, że uważam pana za wroga i niech tak pozostanie. Aluzji z piosenką nie zrozumiałam. Piszę anonimowo, ale pan pisze nie tylko anonimowo, ale jeszcze używa fałszywego imienia i innych fałszywych danych. To, co poprzednio napisałam podtrzymuję, więcej nie mam nic do dodania, no chyba, że pan zachowa się jak ostatni głupiec i nadal będzie mnie prowokował jakimiś zgryźliwymi uwagami i chybionymi aluzjami.

              Bez odbioru
    • vratnelahve Czekając na Martę 03.01.11, 15:51
      co na te głosy powątpiewania panowie Piotr Głuchowski i Marcin Kowalski, laureaci Grand Press 2009?
      artykuł na poziomie brukowca w GW? dla mnie przykra niespodzianka
    • guciul Czekając na Martę 04.01.11, 23:42
      W Miłości siła, a Jej siostry to Nadzieja i Wiara .

      Wszystkiego dobrego Państwu życzę.
      • inesk Re: Czekając na Martę 12.01.11, 13:37
        Przeczytalam te smutna opowiesc i napisalam do autorow,i co ?
        Inic ,nie odzywaja sie a moze te obrazy naprawde sa fajne i moznaby cos kupic.
        Dochodze do wniosku jak inni,ze to historia wymyslona przez panow redaktorow.
        • marinellla Re: Czekając na Martę 15.01.11, 19:53
          Te obrazy NAPRAWDĘ nie wyglądają na dzieła absolwenta ASP :/
Inne wątki na temat:
Pełna wersja