titus_flavius
02.01.11, 09:57
Profesor Domański zbyt wiele czasu poświęca czytaniu o Anglii, a za mało obserwacji tego co jest w Polsce. Jakoś nie potrafi zdefiniować klas spolecznych, ani też pokazać istotnych barier między nimi, czy też wzajemnej niechęci.
Nadużywa pojęcia "inteligencja", nie potrafiąc nadać mu jednolitego znaczenia. W jednym miejscu pisze, ze są to prawnicy, lekarze, osoby zajmujące wysoką pozycję zawodową. Na koniec zaś, ze prawdziwą inteligencją są naukowcy, artyści, nauczyciele szkół średnich, dziennikarze. W jednym miejscu pisze o anatagoniźmie pomiędzy pracownikami fizycznymi i umysłowymi - po czym okazuje się, że chodzi o sekretarkę, a nie inżynierów. A jak chodzi o przykład mezaliansu pomiędzy klasami, wyjeżdża z arystokratą i nauczycielką. Czyżby to oznaczało, ze w Polsce jest jakaś klasa społeczna arystokracji? A swoją drogą, na studiach miałem prawdziwego rodowego księcia z książąt, który oświadczał się i dostał kosza od koleżanki z roku. Ożenił się z inną, bynajmniej nie arystokratką. I to jest prawdziwa ograniczania doboru kandydata na współmałżonka: poznaje się go w pracy, na studiach, albo w kręgu znajomych. Istotnie ciężko, aby sprzątaczka zdołała poznać na stopie towarzyskiej i oczarować profesora socjologii. Natomiast znam małżeństwa mechaników z lekarką, czy też prawniczką.