pzgr
20.01.11, 09:15
1. Limity w szkołach publicznych miały sens - czasem miałem poczucie, że odbudowuję stolicę w 1945 roku - studenci siedzieli na podłodze i na parapetach. I oczywiście, dzienni wymieszani z wieczorowymi (wieczór = ranek za pieniądze).
2. Limity w niepublicznych - wara od nich - wystarczy wymóg kadry i ogólne przepisy BHP.
3. Z drugiej strony, rozumiem uczelnie rozdymające nabory do granic absurdu - to jest szmal, żywa gotówa, a to, co daje rząd, to starcza na 3 miesiące utrzymania budynku. Zatem pomysł na reformę w tym względzie jest prosty - mniej studentów - więcej kasy.
PS. Zobaczymy, co z habilitacją zrobią chłopcy i dziwczęta w Sejmie, ale spodziewam się, że góra urodzi mysz.