Nierealny limit sierot

24.01.11, 17:14
Problem polega na tym, ze w Polsce zbyt chetnie odbiera sie rodzinom dziecko z powodow, ktore nie powinnu wchodzic w gre: np rodzina jest zbyt uboga, lub samotna matka nie daje sobie rady z przychowkiem, albo jest w glebokiej depresji. W tej sytuacji nalezy pomoc rodzinie, a nie zabierac jej dziecka. Jesli ubostwo jest tak dotkliwe, ze dziecko na tym cierpi, to sie go nie zabiera, tylko otacza sie rodzine opieka i pomoca - i opieka ta nie musi byc wylacznie "panstwowa". Wieksza krzywda jest wtraceie dzieka do sierocinstwa, niz zycie w ubostwie czy z matka, ktora ma depresje kliniczna.
Gazety codziennie przynosza doniesienia o pozbaweiniu praw rozicielskich w przypadkach, kiedy wystarczy autentyczna pomoc rodzinie.
W ten sposob zmniejsza sie staystyki spolecznych sierot. Bo nawet rodzinny dom dziecka moze byc gorszym rozwiazaniem niz pozbawienie dziecka rodzicow. Nie zawsze oczywoscie, ale czesto.
    • maj16 Rodziny zastępcze - przede wszystkim! 24.01.11, 20:12
      Samorządom powinno zależeć na zachęcaniu ludzi do zakładania zawodowych rodzin zastępczych. Przecież to jest zdecydowanie tańsze niż jakikolwiek dom dziecka - mały czy duży. W rodzinie zastępczej dzieci są cały czas z tymi samymi osobami, w domu dziecka (nawet rodzinnym) są dyżury wychowawców - w nocy kto inny, w dzień kto inny.
      Potrzebna jest w całym kraju potężna akcja propagująca rodzicielstwo zastępcze. Jest sporo ludzi, którzy chcieliby się zająć poszkodowanymi przez los dziećmi, ale brakuje im zachęty czy pomocy przy przechodzeniu przez liczne procedury.

      W Słupsku przez brak rodzin zastępczych dwoje wspaniałych, grzecznych, dobrze uczących się chłopców niemal z dnia na dzień ma się przeprowadzać z pogotowia opiekuńczego do odległego Domu Dziecka. Wiąże się to ze zmianą szkoły, kolegów, otoczenia. Jeden z nich za kilka miesięcy kończy podstawówkę! Nagle wyrywa się ich z tego co znają do obcego otoczenia, do obcych ludzi. Na szczęście zrobiła się wrzawa w miejscowej prasie i pracownicy socjalni starają się ich zatrzymać w Słupsku w palcówce opiekuńczej:
      www.gp24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20110121/SLUPSK/508721143
      Mamy XXI wiek! Do wielkich rozmiarów rozdęto prawa dziecka! Nie wolno na dziecko krzyknąć, skarcić... A tu proszę - co się wyrabia z dziećmi, za którymi nie stoi rodzina biologiczna? Zamiast jak inni uczniowie cieszyć się rozpoczętymi feriami, informuje się ich o kolejnej koszmarnej zmianie w ich życiu...
      Po prostu samorząd nie próbował nawet zachęcać słupszczan do tworzenia rodzin zastępczych. Po co? Przecież taki twór jak Komitet Praw Dziecka czy Rzecznik Praw Dziecka nie będzie grzmiał, że tym dzieciom dorośli właśnie łamią kręgosłup.
    • mocten Nierealny limit sierot 24.01.11, 21:51
      "Od 1 stycznia w domu dziecka nie może mieszkać więcej niż 30 dzieci."
      Ale mieszka, bo nie ma pieniędzy.
      Minie kilka lat, i te dzieci jako dorosłe osoby zwrócą się do państwa o odszkodowanie za nie zapewnienie im w czasie dzieciństwa opieki zgodnej z prawem.
    • iskram Nierealny limit sierot 24.01.11, 22:14
      Powinno objąc sie takie rodziny pomocą, a nie tworzyć domów dziecka, każdą rodzinę w dobie dzisiejszej wiedzy, idzie wyprowadzić na prostą, a z domów dziecka wychodzą pokaleczeni ludzie , i w ten sposób tworzy sie patologię, a nie przeciwdziała jej!!!!!!!!!!!
    • damnniel Nierealna to jest walka z głupotą urzędników 24.01.11, 22:29
      I wcale nie chodzi o taką oczywistość jak sprawdzenie małżeństwa przed założeniem rodzinnego domu dziecka, ale kłopoty późniejsze. A te są niemałe - plany zajęć niemal jak w szkole i przedszkolu, dozłotówkowe rozliczanie kasy za każde dziecko (mimo że i tak takie domy generują oszczędności z punktu widzenia gmin), wizyty jakichś zakompleksionych kurdupli z byle ściemniarskiego urzędu którzy traktują rodziców zastępczych jak biznesmenów. I jeszcze jedno - wielki bidul to wspaniałe miejsce do obsadzenia przez władze samorządowe swoich ludzi na stanowiskach. Dlatego żaden samorząd nie odbierze sobie takiej możliwości ugłaskania swoich pazernych działaczy.
    • lukasz.magiera Nierealny limit sierot 25.01.11, 00:10
      Witam! Od 5 lat prowadzimy wraz z rodzicami rodzinny dom dziecka, tzw. zawodową rodzinę zastępczą. Pod naszą opieką było już kilkanaście osób, także myślę, że mam prawo zabrać głos w tej sprawie. Problemem przy założeniu rodziny nie są w cale kursy czy szkolenia tylko pieniądze, tj. wynagrodzenie dla opiekunów. Kursy są łatwe i przyjemne i jeżeli ktoś ma z nimi problem to znaczy, że nie nadaje się na opiekuna. Nie jest to powód do wstydu i narzekań, ponieważ w tej pracy trzeba być szczególnie odpornym na stres i wyrozumiałym. Na dziecko dostajemy ok.700zł/msc (na koszty utrzymania dziecka, skrupulatnie rozliczone przez sąd), a pensje dopiero kiedy mamy 3 dzieci i wynosi ona ok.1400zł. Na pierwszy rzut oka mogłoby być, ale kiedy przyłożymy to do rzeczywistości to tych pieniędzy brakuje i trzeba dokładać ze swoich. Nie wspomnę już o obowiązkowych wizytach u psychologa, setkach przejechanych kilometrów itd. Kiedy chcieliśmy rozliczyć kilkuset złotowy remont samochodu były wielkie pretensje, że wykorzystujemy pieniądze dzieci na prywatne cele. Muszę oczywiście dodać, że samochód jest także użytkowany do innych celów i nie jeździ tylko z dziećmi, ale kiedy jadę po zakupy, czy odwożę je do szkoły to czy to nie jest w ramach pracy i pomocy dzieciom, szczególnie, że prezesi firm jadą na wakacje odliczają podatek vat z paliwa, ponieważ ich lexus ma kratkę z tył. Zauważam, że żyjemy na tej samej płaszczyźnie prawnej więc jest to niesprawiedliwe. Dzieci, które przychodzą do rodziny zastępczej są wyrwane z patologii i bardzo ciężko się z nimi współpracuje, po 2 latach nowa łazienka w naszym domu wyglądała tragicznie(nie koniecznie psują specjalnie, ale rozbity klosz, okno, szyba od drzwiczek kominka to norma, do tego dochodzi zwykła eksplatacja sprzętu przy podwojonej ilości ludzi= dwa razy częstsze remonty i naprawy), ciągłe wizyty w szkole(znowu paliwo i nerwy), problemy z biologicznymi rodzicami, którzy mieszkają w chlewie, ale u nas odbitą piłkę na ścianie zobaczą i zaalarmują PCK, że być może nie spełniamy wymogów bhp. Niezapowiedziane wizyty kontrolne(uważam, że przez pierwszy rok, dwa można takie robić, ale nie po 5 latach super współpracy traktują cię jak idiotę i kontrolują czy dzieci mają co jeść-zapewne jest to uzależnione od pracowników opieki społecznej na danym regionie, ponieważ niektórzy są zbyt ambitni i wyszukują problemy na siłę, albo chcą pokazać, że są ważni). Jest wiele problemów i nie wyobrażam sobie, że np. mógłbym stworzyć rodzinę zastępczą od zera , tj. wziąść kredyt na mieszkanie w którym zorganizowałbym taką rodzinę, że mógłbym się z pensji proponowanej przez państwo utrzymać i wyżywić swoją rodzinę biologiczną. Żyję na wsi i mam duży dom, ale żeby otworzyć coś takiego w mieście to niestety nie ma możliwości szczególnie, że ludzie ciężko się dorabiają i nie mają ochoty na dzielenie się. Sam niejednokrotnie denerwowałem się kiedy widziałem, że za ciężko zdobyte pieniądze kupiona rzecz jest traktowana jak zabawka, którą można rozwalić. Przy czym dzieci są bezkarne, nie można stosować wobec nich kar, bo zaraz się skarżą i UWAGA straszą prokuratorem!!! Akurat to doskonale zapamiętały z kazania o prawach i obowiązkach, kiedy idą do zawodowej rodziny zastępczej. Nie raz także panie z urzędu podchodziły nas, że jak my nie weźmiemy tego dziecka to pójdzie do Domu Dziecka i się zmarnuje- po prostu zabieg psychologiczny na litość i dziecko się brało. Każdy wie, że Dom Dziecka to tragiczna patologia i ostateczność. Można tak działać przez wiele lat jednak jest to praca społeczna nie zarobkowa więc pozwoli nam dojść do zaspokojenia kilku procent popytu na miejsca w rodzinach zastępczych, na pewno nie zlikwiduje problemu Domów Dziecka, ten problem zlikwiduje tylko godziwe wynagrodzenie zawodowych rodziców. Dzieci w pewnym wieku same chcą iść do Domu Dziecka, ponieważ mają tam raj=zero obowiązków, olewanie szkoły, sprzątania, słuchania kogokolwiek, kultura bycia, to wszystko jest na żenująco niskim poziomie. Poza tym Domy Dziecka kompletnie nie służą wychowaniu tylko chowaniu, gdyż wychowankowie w 95% popadają w taką samą patologię z której zostają wyciągnięci (są to moje osobiste spostrzeżenia i podobne do raportów opieki społecznej. Rodziny rezygnują z prowadzenia zawodowej rodziny, ponieważ ich na to nie stać.Jest to prawda bardzo prosta. Zauważam, że gdyby dali na dziecko połowę tego ile kosztuje utrzymanie dziecka w Domu Dziecka, czyli 3000 na pół=1500 to problem znikł by sam i w 2020 już mogłoby nie być Domów Dziecka w ogóle. Niestety jest to plan zbyt prosty i oczywisty jak na polskie warunki, w których potrafimy wszystko skomplikować do rozmiaru absurdu. Pozdrawiam wszystkich ludzi, którzy prowadzą zawodowe rodziny zastępcze i życzę wytrwałości, ponieważ robicie dobrą robotę i to zupełnie bezinteresownie, bo 1500zł to w dzisiejszych czasach nie jest argument nawet dla bezrobotnych!
      • q-ku potwierdzam to co piszesz 25.01.11, 01:17
        skądinąd znam zagadnienie
        logiczne byłoby dać na dziecko połowę tego co w domu dziecka
        oszczędność wielka, a dla Was to racja bytu
      • damnniel Szacunek i podziw kolego 25.01.11, 17:44
        Linijkę wyżej napisałem o problemach o których słyszałem. Ty pokazałeś, że wiedziałem niewiele więc tym bardziej zadziwia mnie siła tych którym "się chce". Dzieciakom ciężko się dziwić - sam w ich wieku niespecjalnie byłem zainteresowany nauką i przyszłością pomimo że moja rodzina nie nosiła znamion patologicznych. Tym bardziej przeraża niemoc, głupota a często niezrozumiałe działanie na szkodę dzieci noszące wręcz znamiona przestępstwa popełnianego z premedytacją przez "biurwokratów". Pozdrawiam serdecznie!
    • patriota-polski Gdzie są "obrońcy życia"? 25.01.11, 12:33
      Ci "święci" interesują się tylko "życiem" od "poczęcia" do narodzin. No bo kogo by obchodziło jakieś dziecko, które myśli i czuje albo nawet - nie daj Boże - mówi. Liczy się tylko płód, embrion, zygota i zapłodniona komórka jajowa nawet kiedy jest komórka na poziomie świadomości równej 0.
Pełna wersja