rodzaj_konta
29.01.11, 15:45
"Czasem jednak zdarza się cud. Czasem zdarza się tak, że jeden człowiek niosący siatki z zakupami jest w stanie zatrzymać czołg na Placu Tiananmen. Bo stwierdzi, że jego ulicą czołg jechać nie będzie."
Niestety właśnie przypadek Placu Tiananmen pokazuje jak mało znaczy człowiek niosący siatki z zakupami.
A sam przypadek Placu jest wyjątkowo źle dobrany do dyskusji o ludobójstwie. Tak jak nasz Grudzień nie był ludobójstwem. Tłumienie, nawet krwawe, sprzeciwu na szczęście nie ma całego ideologicznego zaplecza, które całkiem słusznie, wskazali wcześniej.
"- Konwencja Lemkina miała sprawić, że już "nigdy więcej". A potem była Kambodża, Ruanda i Drafur. - mówił Gebert - Gorzka prawda jest taka, że hasło "nigdy więcej" znaczy tylko tyle, że nigdy więcej Niemcy nie będą mordować Żydów podczas II WŚ. Oświęcim raz powołany do życia nie odchodzi."
Ponieważ cierpienie po ludobójstwie zostało zmonopolizowane w światowych mediach i opinii publicznej przez Holokaust. I jak każdy monopol nie dopuszcza rozmycia zainteresowania na inne rzezie.
Efektem ubocznym jest również brak jakichkolwiek mozliwości/chęcie/zdolności do zapobiegania nowym (skoro nie są tak istotne).
Chociaż jak praktycznie to miałoby wyglądać. Nasze własne histerie i nagonki polityczne są tylko o krok od tego z cytatu:
"To jest ten sam język. Wyprowadza on ofiary ze świata ludzi. Na człowieka mówi się bydło, a potem nazywa go robakiem. Pojawia się teoria spisku, gdzie "obcy" "wnika" do nas i nam śmiertelnie zagraża. "Karaluch zawsze rodzi karalucha""
Cytując profesora B. "to bydło", i reżysera W. "to wojna" itd. itp. wystarczy przelecieć się po bieżacych forach.
Na koniec "Halil Berktay wymienił dwa charakterystyczne symptomy: eskalację języka nienawiści i fakt, że władza nie ma zamiaru robić nic, by mu przeciwdziałać."