Nowoczesna polska rodzina, czyli patriarchat

14.02.11, 11:11
Genialne zestawienie. To się nazywa samoobnażenie, comin out - mówiąc nowoczesnym językiem.
No właśnie Panie Redaktorze. Jak Pańska Gazeta pisze o rodzinie, to o czym będzie? Tak, tak, oczywiście o prezerwatywach i innej antykoncepcji. Hahaha. Genialne prawda? :)
    • jurek4491 Nowoczesna polska rodzina, czyli patriarchat 14.02.11, 11:26
      Rozpędzić na cztery wiatry tą zacną instytucę IPN a prokuratorzy niech się zajmią bandziorami a nie duperelstwem. W zeszłym roku te bystrzachy umożyły śledztwo bo stwierdzili że Hitler wykitował,ktoś musiał im donieść bo w dalszym ciągu przekopywali by bagna ,trzęsawiska i przeszukiwali opuszczone kopalnie. Katastrofę samolotu z Sikorskim też chcieli podpasować pod Ruskich i wyszła im kaszana, czy nasze państwo stać żeby utrzymywać Instytut Gnojówki Narodowej.
    • aa1000 Nowoczesna polska rodzina, czyli patriarchat 14.02.11, 13:18
      IPN
      Znając zaściankowość PO, to największe szanse mają panowie Gowin i Rokita. Jeden, żeby nie przeszedł do PJN, drugi żeby nie wszedł.
    • strangeday Re: Nowoczesna polska rodzina, czyli patriarchat 14.02.11, 14:04
      W sumie zadziwiające, w jaki sposób autor modyfikuje rzeczywistość.

      W artykule w rp jak byk jest o tym, że to nie płeć decyduje o tym kto się zajmuje domem - dla pana Leszczyńskiego to oznacza z automatu 'patriarchat'.
    • rodzaj_konta Nowoczesna polska rodzina, czyli patriarchat 14.02.11, 16:07
      Poniżej oryginał z RZ, polecam szczególnie koniec, gdzie jest o niedopuszczaniu facetów do pewnych obowiązków przez kobiety.

      14.02.2010
      "Polski model rodziny kształtowany jest głównie przez czynniki ekonomiczne. Przy podejmowaniu decyzji o tym, kto ma pracować zarobkowo, a kto przejąć obowiązki domowe, tradycja i przekonania schodzą na dalszy plan.

      To wnioski z raportu na temat ról zawodowych kobiet i mężczyzn, który opracowało Centrum Rozwoju Zasobów Ludzkich, instytucja związana z Ministerstwem Pracy.

      – Najczęściej mamy do czynienia z modelem mieszanym: oboje partnerzy pracują i oboje dzielą się obowiązkami domowymi – mówi Małgorzata Borowska, ekspertka ds. równości z firmy Idea Zmiany, biorącej udział w realizacji programu CRZL.

      Dodajmy: dzielą się nierówno. Ta osoba, która zarabia mniej, czuje się w obowiązku przejąć zadania domowe, by wyrównać swój wkład w życie rodziny. Z reguły tą osobą jest kobieta. – Kobiety uważają, że nie jest to sprawiedliwe, ale nie mają innego wyjścia. To smutne, że praca w domu nie przynosi prestiżu i nie jest traktowana w kategoriach ekonomicznych – dodaje Borowska.

      Raport podaje, że nierówności płacowe i idące za nimi dysproporcje w podziale domowych obowiązków odbijają się negatywnie zarówno na kobietach, jak i mężczyznach.

      Bardzo często kobiety, widząc, że są mniej cenione na rynku pracy, przestają podejmować wysiłek, by podjąć pracę zawodową. Uważają, że nie ma ona dla rodziny specjalnej wartości.

      Z kolei mężczyźni w okresach trudnych dla rodziny uciekają od obowiązków domowych, poświęcając się pracy.

      Eksperci, którzy przeprowadzali badanie, relacjonują też, że bardzo często kobiety odsuwają mężczyzn od obowiązków domowych – uważają, że mężczyzna po prostu nie umie właściwie powiesić prania i denerwują się, gdy ktoś wkracza do ich “królestwa”.

      Szczególnie jest to wyraźne przy opiece nad małym dzieckiem.

      “Rola mężczyzny jest sprowadzana do roli: przynieś, podaj, zawieź, a nie polega na czynnościach kształtujących relacje między ojcem a dzieckiem” – alarmują autorzy raportu.

      Coraz bardziej pragmatyczne mamy też podejście do wychowania dzieci. Dziś traktuje się je jako inwestycję. I to inwestycję kosztowną.

      Ma to wpływ na decyzje o posiadaniu dzieci. “Na dzieci decydujemy się wtedy, gdy rodzinę na to stać. Przy ograniczonych środkach finansowych rodzina zakłada że lepiej jest mieć mniej dzieci, a za to “lepszej jakości”” – zauważają autorzy raportu."


      I ten drugi komnetarz Szułdrzyńskiego

      "Od dłuższego czasu rodzina jest polem doświadczalnym cywilizacyjnej wojny. Szczególnie lewica dąży do rewolucji w rodzinie, widząc w niej źródło społecznych nierówności i patologii, miejsce, w którym siłą narzuca się hierarchie i religię.

      Jednocześnie zdarza się, że radykalni konserwatyści, występując w obronie tradycyjnego modelu rodziny, zdają się ignorować społeczne przemiany.

      Opisywany dziś w "Rzeczpospolitej" raport pokazuje, że owszem, polska rodzina bardzo się w ostatnich latach zmienia. Ale zmiany te przebiegają niejako w poprzek sporów ideologicznych. Bo to nie ideologia sprawia, że model rodziny ulega przeobrażeniu, lecz warunki materialne.

      To nie tradycja ma dziś największy wpływ na podział ról w rodzinie, decyduje o tym raczej wysokość zarobków i wkład do rodzinnego budżetu. Wbrew więc lewicowym stereotypom rodzina to nie siedlisko patriarchatu. Coraz rzadziej rodziny rządzone są twardą ręką ojca tylko dlatego, że tak mówią obyczaje. Głową rodziny zostaje ten, kto zarabia więcej, a ten, kto zarabia mniej lub nie pracuje, zajmuje się domem. Niezależnie od płci.

      Inna sprawa, czy to dobrze dla naszych pociech. Niezależnie od tez stawianych przez ideologów dzieci w różnych okresach swojego życia potrzebują częstszego kontaktu z matką lub ojcem. A zburzenie sprawdzonego przez tysiące lat modelu może mieć tragiczne skutki – dla rodzin i dla społeczeństwa.

      Autorzy raportu mówią wprost – nowoczesność sprawia, że dzieci coraz częściej traktowane są przez rodziców jako inwestycja. Tak jak rodziny inwestują w dzieci, tak państwo powinno inwestować w rodziny. Przyjmując do wiadomości przemiany społeczne – gdy takie rzeczywiście zachodzą – ale równocześnie w miarę możliwości wspierając tych, którzy chcą żyć tak jak ich rodzice i dziadkowie."

      Komentarz GW jest, jak przy filmach, zainspirowany przez artykuł RZ, ale z nimi samym to niewiele ma wspólnego.
    • helguera Leszczyński jak pewna pani etyk 14.02.11, 20:40
      Ona nic nie wie o tym by kościół robil coś dobrego[powiedziala to w Tv]on nie wie co IPN zrobił dobrego.W obydwu tych przypadkach nie wiedza nie dziwi,obydwoje zaciekle atakuja i stale dyskredytuja ''szkodliwe''instytucje.No ale Leszczyński mogł się aby zająknać na temat tego co lpn zrobił w sprawie Jedwabnego,sprawie tak bliskiej gazecie.Bo nie licze by ktos z gazety pochwalił Instytut za tropienie zbrodni komunistycznych,.
Pełna wersja