Dodaj do ulubionych

Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list

03.03.11, 19:13
tolerancja nie jest naturalna cecha ludzi- trzeba sie jej nauczyc. przez piewsze kilkaset lat chrzescijanie byli przesladowani. wystarczylo kilkadziesiat, by stali sie przesladowcami.
Obserwuj wątek
      • altavitae Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 03.03.11, 22:35
        Dokladnie to samo !
        Jestem Polka..i zawsze to podkreslam w rozmowach z tutejszymi..ale wracac do Polski mi niesporo.
        Ten kraj zostal totalnie przemielony przez KK i spoleczenstwo , ktore chyba nigdy nie nie bedzie zaliczane do liberalnej kultury i cywilizacji europejskiej.
        Jestesmy w sensie istnienia narodowego ..ewenementem na skale swiatowa.A jest to ewenement bardzo niechlubny.
        Wiem , ze gdybym wrocila..mialabym powazne problemy ...moze nie z rodzina..ale z innymi ludzmi..i " instytucjami"
        • hermina5 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 08:36
          O matko jedyna!

          Teraz posypią się listy w stylu:

          "jestem nauczycielką i jestem wegetarianką"
          "jestem nauczycielką i jestem Żydówką"
          "jestem nauczycielką i jestem z "Krytyki politycznej"
          itp

          Ludzie, zanim ktoś wypłodzi jeszcze 10 takich listów, pomyslcie trochę. Idziecie do szkoły, a zaczynacie od napisania, jakie głupie macie wspóllpracownice. (opis pokoju nauczyciwelskiego) To grono nie lubi, kiedy ktoś się wyróznia - dostajecie w prezencie na wlasny dystans i poczucie wyzszosci, dystans i poczucie wyzszosci drugiej strony. Napierw was nie lubia, dopiero potem, ewentualnie szukają haka. A taki hak znajdzie sie i na katoliczke.
          • brat_barnaba Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 10:30
            Usiłujesz "rozmydlić" problem, pomniejszyć jego wagę sugerując, że powodem ostracyzmu i agresji wobec autorki był jej pogardliwy stosunek do koleżanek i kolegów nauczycieli. Nadaremnie. Każdy w miarę rozgarnięty człowiek wie dobrze jakie stosunki panują w naszym społeczeństwie i że rzeczywista przyczyną szykan wobec młodej nauczycielki była jej odmienność światopoglądowa i obyczajowa. Twój wysiłek intelektualny na rzecz klajstrowania sprawy i "zamiatania pod dywan" faktycznego prześladowania niekatolików (a w szczególności ateistów) w Polsce poszedł na marne!
              • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 11:57
                Nie ironizuj. Po prostu miałaś niebywałe szczęście albo pracujesz akurat w środowisku indyferentnym światopoglądowo i religijnie, co też w końcu się zdarza, nawet w tym chorym kraju. Albo skwapliwie ukrywasz swoje poglądy milcząco akceptując ten terror religijny, który faktycznie ma miejsce w Polsce.
                • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:25
                  Nie ideologizuj.

                  o prostu miałaś niebywałe szczęście albo pracujesz akurat w środ
                  > owisku indyferentnym światopoglądowo i religijnie

                  Pracowałam w różnych środowiskach, wiec nie sadzę, aby niebywałe szczęście mniw nie opuszczało. Mało kogo tam interesowało, co kto wyznaje. Powiedziałabym wręcz, ze to w ogóle nikogo nie interesowało.

                  >lbo skwapliwie ukrywasz swoje poglądy milcząco akcept
                  > ując ten terror religijny,

                  To nieprawdopodobne, ze osoba tak walczaca o tolerancję i róznorodnosc posta, LEPIEJ ODE MNIE WIE, JAK SIE ZACHOWUJĘ , KIEDY MNIE PRZESLADUJE TERROR, Z KTORYM SIE NIE ZETKNEŁAM.
                  • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:28
                    Co pewien czas zżera mi posty i przychodzi połowa. Chciałam również głośno i wyraznie powiedzieć, że jako AGNOSTYK równeiż nie miałam NIGDY osobistych problemów z katolikami w pracy. A tutaj sadzę, ze konflikt poszedł po linii - ketechetka -religioznawczyni, z czego jedna zaczeła podbuntowywać resztę.

                    • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:32
                      Dodam jeszcze jedno od siebie - naprawdę mozna miec problem z katolikiem w gabinecie ginekologiczny. Ale często gęsto to nie problem katolika, ale gigantycznej obłudy, bo katolik -ginekolog widzacy banknot szybko przechodzi na stronę agnostyków, a nawet ateistów...I to jest prawdziwy problem, bo sami sobie ten system wybudowalismy, a teraz znów ktoś poleci głosować na SLD, które znów nic nie zrobi.
                      • krasnov To "norma" w tym kraju 31.03.11, 07:02
                        Znam kilkoro nauczycieli ateistów lub agnostyków. Wszyscy ukrywają swoje poglądy ze strachu przed represjami i prześladowaniem. I wyrzuceniem z pracy, oczywiście.
                    • indywidualismus Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:46
                      iluminacja256 napisał:
                      . Chciałam również głośno i w
                      > yraznie powiedzieć, że jako AGNOSTYK równeiż nie miałam NIGDY osobistych probl
                      > emów z katolikami w pracy.
                      To świetnie, ale nie napisałaś GDZIE pracujesz/pracowałaś (hermina tak samo). I czy masz jakiekolwiek, a jeśli tak, to jakie pojęcie o współczesnej szkole. Publicznej, czyli katolickiej.
                      Pozdrawiam, też agnostyk.
                      • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:17
                        Nie mam obecnie kontaktu ze szkołą, ostatni miałam gdzieś około 2004 r. Mam jednak kilku znajomych, którzy pracują lub pracowali w zawodzie. Jeden z nich doprowadził posrednio do "pozbycia się " księdza, z którym , deliaktnie mówiąc, młodzież sobie nie radziła i wymienienia go na rozsadniejszego katechetę, wiec czasem swięta krowa nie jest aż taka nietykalna.
                        Dla mnie jednak problem jest rozłozony trochę naczej - szkoła ZAWSZE była systemowa, kiedyś pędziła na akademie ku czci PZPR, teraz na msze za JP II. Jesli dyrektor miał ciągoty harcersko-patriotyczne, nagle okazywało się, ze co drugi nauczyciel je ma, a co za tym idzie uczniowie też mieć musza :) Zwykły, najzwyklejszy koniunkturalizm i równanie do średniej - podejrzewam, ze to jest w polskiej szkole niezmienne.

                        Sama idea religii w szkole jest idiotyczna i szkodliwa zarówno dla szkoły, jak i dla religii. NA SZCZĘSCIE NIE JEST OBOWIAZKOWA i warto o tym pamiętać.
                        • krzysiozboj Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 16:26
                          Widzę obrywasz od ateistów za to że nie obrywasz od katolików :D
                          A co do religii w szkole, wprowadzono nam ją gdy byłem w 4 klasie technikum, poszedł ostry konflikt między uczniami akurat naszej klasy i katechetą, po roku katechezy część z nas poprosiła o końcowe świadectwo religii po 4 klasie i deklarowała niechęć dalszej katechezy. Zmieniono nam katechetę i było później całkiem fajnie. Więc tu jakby potwierdzam tylko to co piszesz, to nie są święte krowy.
                  • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:38
                    > Pracowałam w różnych środowiskach, wiec nie sadzę, aby niebywałe szczęście mniw
                    > nie opuszczało. Mało kogo tam interesowało, co kto wyznaje. Powiedziałabym wr
                    > ęcz, ze to w ogóle nikogo nie interesowało.

                    Przepraszam, ale właśnie potwierdzasz, że miałaś szczeście pracować w środowiskach indyferentnych światopoglądowo i religijnie. Owszem, są takie, ja równiez większość życia przepracowałem w takim właśnie środowisku. Ale już np. środowisko w miejscu mojego zamieszkania było zupełenie inne i moje dzieci musiały znosić wiele szykan ze strony swoich zindoktrynowanych religijnie równieśników. Na szczęscie były do tego dobrze przygotowane. :)

                    > To nieprawdopodobne, ze osoba tak walczaca o tolerancję i róznorodnosc posta,
                    > LEPIEJ ODE MNIE WIE, JAK SIE ZACHOWUJĘ , KIEDY MNIE PRZESLADUJE TERROR, Z KTORY
                    > M SIE NIE ZETKNEŁAM.

                    Niepotrzebnie krzyczysz wielkimi literami, w dodatku insynuujesz mi coś, czego nie twierdziłem, a jedynie wskazałem na możliwość pewnej postawy. Wyraziłem przypuszczenie jako jedna z mozliwości, a to istotna różnica niż "wiedzenie" lepiej. Nie twierdziłem też, że musiałas się zetknąć z terrorem religijnym, a nawet przeciwnie, napisałem, ze pewnie miałaś szczęście nie zetknąć się z tym zjawiskiem. Nie znaczy to jednak, że takie zjawisko nie istnieje. Znam je doskonale z autopsji, kiedy to np. oburzona sąsiadka nawymyślała mi, że mam czelność kosić trawnik w Boże Ciało. I z wielu innych zdarzeń i sytuacji.
                    • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:04
                      Przepraszam, ale właśnie potwierdzasz, że miałaś szczeście pracować w środowisk
                      > ach indyferentnych światopoglądowo i religijnie

                      Nie sadzę, aby to było wybitne szczescie czy sukces. Dla mnie akurat w Polsce o wiele wiekszym problemem niz katolicym czy ateizm jest nagminne wymuszanie na pracownikach zakładania własnej działalnosci gospodarczej, co odciaza pracodawcę , a wszystkie socjalne powinnosci przerzuca na pracownika i czego juz raczej swiatopoglądową indyferencją nie nazwę , bo bardzo to ładnie pokazuje kult neoliberanego kantowania człowieka. Jesli po 4 na 5 rozmów o pracę masz taka alternatywę to naprawdę, dumanie nad tym, czy twój szef jest katolikiem czy ateistą raczej mało cię interesuje, znacznie bardziej interesują jego poglądy socjoekonomiczne.


                      oje dzieci musiały znosi
                      > ć wiele szykan ze strony swoich zindoktrynowanych religijnie równieśników

                      Religia nie powinna być nauczana w szkole. Jest nauczana na skutek zapisów konkordatowych. Aby nie była, nalezaloby wypowiedziec postanowienia konkoradatu. Tylko tyle i aż tyle. I tutaj nalezy mieć pretensje do pewnego rządu, nie do nauczycieli...

                      Znam je doskonale z
                      > autopsji, kiedy to np. oburzona sąsiadka nawymyślała mi, że mam czelność kosić
                      > trawnik w Boże Cialo

                      Jesli robiłeś to na trasie procesji, to raczej mnie to nie dziwi i to kwestia nieingerencji, a nie -terroru. Poza tym, chyba sasiadka zrobiła to we własnym imieniu, a nie w imieniu setek katolików , wiec trudno to raczej nazwać terrorem. Nie pcham sie do koscioła i on raczej też nie pcha się bardzo w moje zycie, poza gabinetami ginekologicznymi i tutaj rzeczywiscie widze spory problem.

                      Nie znoszę w tych dyskusjach pozycjonowania się w formie czarne -białe. Zły, narzucający wszystko katolik - porzadny, opresjonowany ateista /agnostyk/innowierca. Rzeczywistosc jest zazwyczaj trochę bardziej wielowymiarowa - goraco polecam przeczytanie ostatniej ksiazki M. Szczygła "Zrob sobie raj" . Jest tam sporo rozdziałów o "polskim katolicyzmie i czeskim ateizmie" Niekiedy bardzo zaskakujacych.
                      • sclavus Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:15
                        Konkordat wcale nie stanowi o nauczaniu religii w szkołach....
                        Religia do szkół została wprowadzona kuchennymi drzwiami, najpierw jako nieoboeiązkowa, następnie quasi obowiązkowa; najpierw nieodpłatnie a następnie płatnie... z prawem wtrącania się katechetów w sprawy pedagogiczne...
                        Nadgorliwość polityków i wielkiej części nauczycieli, stworzyła całą resztę...
                        PeeS - moje dzieciaki uczyły się początkowo w szkole katolickiej, ale ... nigdy nie miały lekcji religii... - oczywiście, nie było to w Polsce!
                        • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:26
                          Mylisz sie . Miałam tę watpliwą przyjemnosc, ze zarówno konkordat , jak i uatawa antyaborcyjna przypadały na lata mojej burzliwej antysystemowej młodosci, więc zywo mnie to interesowało i najgorszemu wrogowi nie zyczyłabym takiej indoktrynacji dzieciaków i młodzieży jaka były lata 90. w Polsce.

                          To tekst umowy konkordatowej:

                          KONKORDAT



                          między Stolicą Apostolską
                          i Rzecząpospolitą Polską

                          Artykuł 12

                          1. Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę tolerancji Państwo gwarantuje, że szkoły publiczne
                          podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.

                          2. Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.

                          3. Nauczyciele religii muszą posiadać upoważnienie (missio canonica) od biskupa diecezjalnego. Cofnięcie tego upoważnienia oznacza utratę prawa do nauczania religii. Kryteria wykształcenia pedagogicznego oraz forma i tryb uzupełniania tego wykształcenia będą przedmiotem uzgodnień kompetentnych władz państwowych z Konferencją Episkopatu Polski.

                          4. W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym.

                          5. Kościół katolicki korzysta ze swobody prowadzenia katechezy dla dorosłych, łącznie z duszpasterstwem akademickim.


                            • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 15:27
                              Konkordat jest, w cytowanej przez Ciebie częś
                              > ci, sprzeczny z Konstytucją RP (art.25 pkt 2), a jako akt prawny niższego rzędu
                              > niż ustawa zasadnicza

                              Konkordat nie jest aktem prawnym niższego rzędu niż konstytucja, ale umowa międzynarodową - zawarta miedzy takim państwem jak Polska i takim państwem jak Watykan.
                              Zeby było zabawniej konkordat podpisano przed uchwaleniem Konstytucji , a uchwalenie konstytucji poprzedzała gigantyczna awantura o preambułę konstytucyjną odwołująca sie do (b)Boga.

                              Tak wiec, konkordatu nie mozna nie wykonywać, mozna go najwyżej zerwać, bo redefiniować się nie da - katechetów opłaca MEN.
                              • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 17:52
                                Umowy międzynarodowe zawierane przez państwo polskie muszą być zgodne z Konstytucją RP, która jest nadrzędna wobec wszystkich innych aktów prawnych, w tym umów ratyfikowanych przez Sejm (konkordat został podpisany przez rząd Suchockiej, a ratyfikowany przez Sejm awuesowsko-unijny AWS+UW) Ustawę zasadniczą uchwala natomiast Zgromadzenie Narodowe (Sejm + Senat), a ponadto podlega ona zatwierdzeniu w referendum powszechnym. Umowa sprzeczna z Konstytucją nie powinna w ogóle być zawarta, a jeśli została zawarta wcześniej, to winna być wypowiedziana. Oczywiście, istnieje tez możliwość dostosowania ustawy zasadniczej do sprzecznej z nią umowy, ale to raczej przypadki wyjątkowe. Z pierwszeństwem i następstwem konstytucji i konkordatu nie jest do końca tak, jak sugerujesz. Jego ratyfikacja, a więc wejście w życie, została dokonana przez Sejm III kadencji, podczas gdy Konstytucję RP uchwaliła jeszcze izba II kadencji (wraz z Senatem). Awantura - jak piszesz - o preambułę nie była bynajmniej "gigantyczna", a nawet stosunkowo niewielka (mówię, oczywiście o dyskusji w Sejmie i Senacie), gdyż przeciwnicy odwołania do boga byli niejako postawieni pod ścianą. Bez tej inwokacji uchwalenie, a zwłaszcza zatwierdzenie w referendum nie byłyby w ogóle możliwe. Pomimo poparcia cześci hierarchów KK Konstytucja ledwie przeczołgała się przez referendum, bowiem wpływy sił wstecznych i destrukcyjnych są wciąż w Polsce bardzo duże, a ponadto duża część społeczeństwa wykazuje obojętność wobec swoich praw do współdecydowania o losie kraju.
                                Biedny ten nasz kraj :((
                                • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 18:58
                                  Czy religia katolicka w szkole jest obowiazkowa dla wszystkich, w tym niewierzących? Nie jest. Jakby była obowiazkowa, to byłoby sprzeczne z konstytucją. Dla niewierzacych jest etyka - jak jej nie ma to trzeba wyskoczyć z ryjem na dyrektora, bo tutaj to jego zafajdany inters, zeby zorganizować etykę jak ma grupę uczniów niewierzących.

                                  Czy jest to jedyna religia, której lekcje są w szkole mozliwe? Nie, maja też taka mozliwosc np. ewangelicy.


                                  A ta katechetka pewnie poczuła, ze konkurencja jest coś za cwana i za mądra, wiec zaczeła knuć. Czasem siętrafi takie grono, ze tylko swinie sobie podkładaja a pretekstem moz ebyc umycie zebów pastą mietową ( bo pewnie pił w pracy)
                                • p.s.j Re: Zamiatanie problemu pod dywan 09.03.11, 11:39
                                  > Umowy międzynarodowe zawierane przez państwo polskie muszą być zgodne z Konstyt
                                  > ucją RP, która jest nadrzędna wobec wszystkich innych aktów prawnych,

                                  Careful, carefuuuulll.... Wchodzisz na grząski grunt, na którym okopali się około-LPRowi krytycy Unii, kwestionujący traktat akcesyjny i inne unijne rozwiązania na podstawie Konstytucji RP właśnie...
                                • izak31 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 24.03.11, 10:55
                                  Gdyby była tak jak piszesz to by czesciej bylo słychac o zerwaniu konkordatu. niestety umowy miedzynarodowe są ponad Konstytucją Rzeczpospolitej. Jedynie to mozna pomachac szabelką jak Prezydent bedzie cos robił zgodnego z konkordatem,ze np. lamie Konstytucje bo to na Nią składal przysięge. A zaa złamanie Konstytucji powinna byc procedura odwołania prezydenta z urzedu.
                          • nonna2 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 08.03.11, 09:04
                            [...]organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych. [...]

                            Pomijając głupotę takiego punktu konkordatu, oceniam sam zapis - "zgodnie z wolą". Oświadczenia powinni pisać ci, którzy chcą religii, a nie ci , którzy nie chcą. Takie podejście sprawiło, że powstało błędne koło. Ludzie posyłają dzieci na religię dla świętego spokoju, aby się nie wychylać. Ile powstaje w ten sposób szkód moralnych, świat widzi.
                            Kto nas wyprowadzi z tego błędnego koła?
                            Pierwszą czynnością nowych władz powinno być pisanie oświadczeń przez tych, którzy chcą chodzić na lekcje religii, a potem się zobaczy.
                      • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 14:36
                        iluminacja256 napisał:

                        Wybacz, ale ta rozmowa nie jest o problemach pracowniczych ludzi pracy najemnej, które są oczywiście ważne, ale akurat nie w dyskusji o światopoglądzie i jego skutkach społecznych. W wielu miejscach pracy światopogląd rzeczywiście nie odgrywa roli, bo - że się tak wyrażę - nie ma po temu okazji, większą rolę grają tam często poglądy polityczne. Ale właśnie w szkole, do której bezpardonowo wkroczyła religia, konflikty na tle religijnym zdarzają się i jest to chyba nawet nieuchronne.

                        Nie można uzasadniać nauki religii w szkołach konkordatem, ponieważ jest to ledwie umowa międzynarodowa, podczas gdy ustawa zasadnicza w art.25 mówi o neutralności światopoglądowej i religijnej państwa. Państwowa szkoła winna być więc wolna od wszelkich wpływów wyznaniowych i tylko hipokryzji, która obecnie urosła w Polsce do rangi racji stanu należy zawdzięczać orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 1993 r. o braku sprzeczności nauczania religii w szkołach z Konstytucją RP. Dla każdego logicznie myślącego człowieka ta sprzeczność jest bowiem oczywista.
                        Moja posesja nie leży, oczywiście, na trasie procesji, a dobry kilometr od najbliższego kościoła, moje koszenia trawy nie miało więc żadnego wpływu na uroczystości kościelne. Oburzenie sąsiadki było więc typowym przeświadczeniem większości katolików, że ich śwęta religijne obowiązują wszystkich obywateli i wszyscy winni podporządkować się ich "przepisom". Zresztą procesje "bożocielne" wychodza na ulice miast na ogół nielegalnie, bo proboszczowie nawet nie fatygują się aby wystapić do władz o zezwolenie na zajęcie pasa drogowego (tak się to oficjalnie nazywa) w określonym czasie i miejscu ponieważ, jak większość ich wyznawców, są przekonani o nadrzędności praw religijnych nad pzrepisami porządkowymi.

                        Ja nie "pozycjonuję" ani siebie, ani nikogo na "czarnych" i "białych", robią to właśnie ci, którzy nie dostrzegają złożoności społeczeństwa i usiłują podporządkować swoim poglądom oraz obyczajom innych. Szczygła kupiłem, ale zdążyłem dopiero przeczytać dwa eseje, w tym świetny "Zapaliło się łóżko" o słynnym czeskim ekscentryku Egonie Bondym. Reszta leży i czeka na swoja kolejkę. :))
                        • nibywroclawianin Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 19:01
                          Boże Ciało i kilka innych świąt religijnych jest w Polsce zarazem świętem religijnym jak i państwowym. Nie wiem co na to mówi prawo, ale uważam że zakłócanie spokoju czynnościami (w szerokim rozumieniu) porządkowymi, powinno nie mieć miejsce.
                          • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 19:20
                            To mi troche przypomina historie znajomego, który lata temu coś budował jako inzynier w Iranie chyba. W islamie przez miesica się posci i je po zmierzchu i przed switem . Ich jako innowierców, do tego przybyszy z innego kraju i tradycji ten post nie dotyczył, ale dosyć szybko kapneli się, z e nietaktem byłoby publiczne zarcie pod nosem facetow, którzy posiłek zjedli o swiecie, a następny zjedzą po zmierzchu. I sprawa kosiarki ma się podobnie.
                            • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 21:01
                              Konwenanse i grzeczności mają sens jeśli są wzajemne. Czy sądzisz, że katolicy gotowi są również szanować święta innowierców i zachowywać się powściągliwie w Pesach, Jom Kipur czy Chanuka? Albo choćby prawosławną wigilię i Boże Narodzenie, wypadające dwa tygodnie po katolickich? Nie teoretyzuk, tylko popatrz na realną rzeczywistość i dopiero wówczas fromułuj odważne sentencje.
                              • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 21:21
                                Zamiast żołądkowac się zza monitora,jak to sasiadka ci kosiarkę przesladuje w Boze Ciało, lepiej pojedz sobie na Podlasie na prawosławną Wigilię. Tam katolicy są w mniejszosci i jakos w kosciele ci ksiadz powie, dwa tygodnie po katolickiej, ze teraz bracia obchodzą swoją Wigilię wg kalendarza juliańskiego i zaden katolik prawosławnemu pod domem kociej muzyki nie urzadza w jego swięta, a raczej zyczy wszystkiego najlepszego. Tak samo na prawosławnej Górze Grabarce i katolików i prawosławnych spotkasz na modlitwie , a jeden drugiemu po mordzie nie daje jakoś.

                                ale ty to mi coś na takiego wyglądasz, co specjalnie by sobie koszue "Nie płakałem po papiezu" kupił i dziwił sie potem, ze wszystkich wokól wk.ur...a, a przecież taki tolerancyjny i go pzresladują !
                                • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 08.03.11, 01:12
                                  Bądż łaskaw snuć swoje hipotezy i wyprowadzać wnioski z jakichś znanych ci z autopsji przykładów, bo - jak już nadmieniłem - zanadto teoretyzujesz.
                                  Użycie tzw. brzytwy Ockhama (notabene średniowiecznego mnicha, który jako pierwszy upowszechnił spostrzeżenie, że nie należy mnożyć bytów ponad potrzeby) skłania aby zapytać dlaczego w ogóle muszę znosić jakieś fanaberie ludzi mających abstrakcyjne wizje, oddających cześć i składających hołdy jakimś dziwacznym, fikcyjnbym postaciom i w dodatku respektować te fantasmagorie oraz dostosowywać się do wynikających z tych imaginacji obyczajów.
                                  To fakt, że po papieżu nie płakałem, bo nie był on bohaterem mojej bajki (jak zresztą dla bardzo wielu ludzi na świecie; to tylko polskie histeryczne media lansowały wizerunek Wojtyły jako wicepanaboga, a może nawet nadboga), niemniej nie odczuwałem potrzeby manifestowania swoich uczuć i paradowania w stosownej koszulce. Specjalistami od manifestowania swoich emocji są właśnie katolicy, którzy muszą zawsze zawiadamiać cały świat o swoich konfabulacjach i wizjach. Nie uważam jednak, że ci, którzy włożyli koszulki z "nie płakałem..." wkurzali WSZYSTKICH. Mnie akurat nie wkurzali, skąd więc masz legitymację aby czynić tak daleko idące uogólnienia? Po raz kolejny uciekasz się do demagogii, panie nadrzeżączka.
                                  • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 08.03.11, 10:24
                                    Napisałem ci wyraznie o realizacji praktycznej - rusz tyłek na Podlasie, zobaczysz jak zachowuj sie katolicy wobec prawoslanych, a wg twoich teorii oni przeciez zadnego innowiercy nie szanują. I kto tu uprawia demagogię?

                                    mie akurat nie wkurzali, skąd więc masz legitymację aby czynić tak dalek
                                    > o idące uogólnienia?

                                    Doskonale wiem, ze ciebie nie wkurzali, przeciez ci napisałem, ze ty uwazasz ich za zupełnie ok, wiec o co ci chodzi? Jesteś katolikiem? Nie. Jateż. Ale mnie wkurzali. Bo nie lubie idiotów, którzy nie potafią sie zachować jak umrze dla kogoś ktoś wazny. To znaczy nei demonstrować, ze ma sie to w dupie, bo dla ciebie nie był wazny,

                                    raz kolejny uciekasz się do demagogii, panie nadrzeżącz
                                    > ka.

                                    Argumenty się kończą?
                          • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 21:14
                            nibywroclawianin napisał:
                            > Boże Ciało i kilka innych świąt religijnych jest w Polsce zarazem świętem relig
                            > ijnym jak i państwowym. Nie wiem co na to mówi prawo, ale uważam że zakłócanie
                            > spokoju czynnościami (w szerokim rozumieniu) porządkowymi, powinno nie mieć mi
                            > ejsce.

                            Mylisz się. Boże Ciało nie jest świętem państwowym. Jest świętem kościelnym sankcjonowanym przez państwo w ten sposób, że stanowi ustawowo dzień wolny od pracy. Święta państwowe mają swoje nazwy i są to m.in. Święto Narodowe Trzeciego Maja, Narodowe Święto Niepodległości (11.XI), Święto Pierwszy Maja, Święto Wojska Polskiego (15.VIII) i inne, przy czym dniami wolnymi od pracy są tylko wymienione święta, pozostałe przypadają w zwykłe dni robocze. Zakazu pracy we własnym ogrodzie nie ma w żaden dzień, także w święta. Przepisy porządkowe mówią tylko o zakłócaniu spokoju w czasie tzw. ciszy nocnej tj. w godzinach 22-6.
                          • miriam_73 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 09.03.11, 17:14
                            Boże Ciało nie jest świętem państwowym. Jest dniem ustawowo wolnym od pracy. Tyle i tylko tyle. Świąt panstwowych/narodowych będących dniami wolnymi mamy aż... 3: 1 maja (święto panstwowe), 3 maja i 11 listopada (święta narodowe).
    • maura4 Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 03.03.11, 21:38
      Niestety religia katolicka w świeckiej szkole wyrządza krzywdę oświacie, uczniom i dobrym nauczycielom. Niech nikt nie mówi, że to ludzie, a nie religia, bo wystarczy ją ze szkoły usunąć, a wraz z nią znikną mierni, bierni, ale wierni. Może wtedy do pracy w szkole przyjdą dobrzy nauczyciele i wychowawcy. Jeżeli dorosla osoba, nauczycielka nie radzi sobie z tym, to jak czują się nie uczestniczący w zajęciach z religii uczniowe ? Szkoda dobrej, zaangażowanej nauczycielki. Jeszcze bardziej uczniów.
        • skuba2 A ile z tych "przykazań" ma związek z religią? 06.03.11, 20:29
          Wszystkie są wcześniejsze nawet niż judaizm. (Patrz Hammurabi, etc.) Zauważ, że nawet pierwsze jest wysoce niejudaistyczne i niechrześcijańskie, bo zabrania "mieć innych bogów przede mną" co oznacza, że inni istnieją, jak najbardziej, tylko nie wolno ich mieć "przed" własnym bogiem plemiennym! Nawet nie ma zakazu czczenia tych "innych"! A reszta przykazań to zwykłe nakazy porządkowe zacieśniające grupową solidarność wewnątrz plemienia.
          Fakt, że kościół kreuje się na obrońcę obyczaju, dowodzi, że nie ma już nic innego do zaofiarowania! Nauka - nie, szkoły - nie, szpitale, nie, opieka społeczna - też już raczej nie, nawet w wojsku juz klecha nie zagrzewa do boju, choć przyda się in articulo mortis! Smutny los kościoła.
        • brat_barnaba Zindoktrynowani biedacy 07.03.11, 10:55
          chybawierzący napisał:
          > To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie

          Ty tak na poważnie czy robisz sobie jaja?
          Poza pierwszymi trzema "przykazaniami", które mają charakter regulaminu grupowego (lojalności plemiennej), wszystkie pozostałe dają się z grubsza zastapić uniwersalną zasadą nie czynienia drugiemu człowiekowi tego, czego sami sobie nie życzylibyśmy. Ludzkość "odkryła" tę zasadę (i wynikające z niej prawa) na długo przed tym, jak zostały sformułowane i pojawiły się w religii słynne "przykazania". Przywłaszczenie sobie przez chrześcijan uniwersalnych praw ludzkich i przekonanie większości katolików o religijnym pochodzeniu tych zasad, to wynik działania słynnej goebbelsowskiej dewizy, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Kłamstwo o religijnych pochodzeniu "przykazań" powtarzane jest miliardy razy od dwóch tysiącleci, nic więc dziwnego, że - wbrew oczywistym faktom - bardzo wielu ludzi jest zindoktrynowanych tak, jak ty, i nie zastanawia się nawet nad tym jawnym oszustwem.
        • asraz Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 12:44
          DZIESIĄTE PRZYKAZANIE BOŻE brzmi: " Ani żadnej rzeczy,która jego jest".

          Jest to wyjątkowo głupie przkazanie. Czyżby Bóg nie umiał myśleć i wysławiać się w
          sposób logiczny.Pozostałe są w miarę czytelne, chociaż ponoć jedno a nich zostało
          zafałszowane?????
          • brat_barnaba Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 12:57
            Nie zafałszowane, tylko po prostu usunięte, wykreślone. BYło ono w kolejności drugim "przykazaniem" i zabraniało sporządzać wszelkie wyobrażenia Boga (rysunki, obrazy, rzeżby itp), co uniemożliwiało rozwój przemysłu dewocjonaliów i czerpanie z tego przemysłu powaznych dochodów przez KK. Nie patyczkowano się więc z nim tylko wywalono je z Dekalogu, a powstały w ten sposób "deficyt" jednego przykazania zlikwidowano w ten sposób, że ostatnie podzielono na dwa i w ten sposób wyszło owo niezgodne z normą jezykową zdanie bez orzeczenia.
            Poniżej cytuję oryginalne brzmienie niegdysiejszego drugiego przykazania w wersji "mojżeszowej".
            II. Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg Twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czyniący miłosierdzie tym tysiącom tym, którzy mnie miłują i strzegą moich przykazań.
          • brat_barnaba Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 13:02
            PS
            Zmieniono też przy okazji czwarte przykazanie, które w oryginale nakazywało czcić dzień święty, którym była sobota czyli "szabat". Ponieważ jednak KK zmienił dzień świąteczny na niedzielę, to "zreformowano" też przykazanie nakazując święcić ogólnie "dzień święty" nie precyzując o który dzień chodzi. :))
      • szampans Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 00:30
        Młoda nauczycielka biologii w jednej z warszawskich szkół średnich wyznała mi, że jest bardzo wierząca.
        -Jak to godzisz z teorią ewolucji?- zapytałem.
        -Z teorią ewolucji? Nie ma tego w programie - powiedziała, wertując podręcznik - A...jest ! Ale nie będę tego uczyć, bo to teoria pełna błędów.
        -A co sądzisz o historii Jonasza, który podobno wędrował w brzuchu wieloryba? Znasz taki gatunek walenia?
        -Kiedyś taki gatunek MUSIAŁ istnieć - odpowiedziała.
        Zamurowało mnie. Nie potrafiłem już nic więcej powiedzieć.
        ******************************
        Zamierzałem napisać do Pani Minister z pytaniem, czy teoria Darwina może zostać pominięta na lekcjach biologii. Po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że to i tak nic nie da. Nauczyciel-katolik, któremu się przypomni o obowiązku nauczania zgodnie z programem, może zawsze się wykpić, wspominając o tej teorii i zaznaczając jednocześnie, że się z nią nie zgadza.
        ******************************
        Farmaceuci-katolicy żądają prawa do odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Nigdzie w świecie poza Polską taka rzecz by nie przeszła. W Polsce najpewniej to nastąpi.
        ******************************
        Młodym, myślącym ludziom mogę poradzić tylko jedno: niech wyjeżdżają z tego kraju jak najprędzej.
        • joseph.007 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 10:44
          szampans napisał:

          > Młoda nauczycielka biologii w jednej z warszawskich szkół średnich wyznała mi,
          > że jest bardzo wierząca.
          > -Jak to godzisz z teorią ewolucji?- zapytałem.
          > -Z teorią ewolucji? Nie ma tego w programie - powiedziała, wertując podręcznik
          > - A...jest ! Ale nie będę tego uczyć, bo to teoria pełna błędów.
          > -A co sądzisz o historii Jonasza, który podobno wędrował w brzuchu wieloryba? Z
          > nasz taki gatunek walenia?
          > -Kiedyś taki gatunek MUSIAŁ istnieć - odpowiedziała.
          > Zamurowało mnie. Nie potrafiłem już nic więcej powiedzieć.


          I tak już ci się powiedziało cokolwiek za dużo :D Taka sytuacja mogłaby mieć miejsce w USA, gdzie popularne są różnego rodzaju radykalne wyznania protestanckie, uważające kreacjonizm i w ogóle dosłowne odczytywanie Biblii za podstawę swoich doktryn. Jeżeli jednak piszesz, że rzecz miała ponoć miejsce w Warszawie, a nauczycielka była "bardzo wierząca" (czyli - jak rozumiem - była religijną katoliczką, bo baptystów czy świadków Jehowy jest w Polsce stosunkowo niewielu, zwłasza wśród inteligencji), to pardon, ale sytuacja wygląda na od początku do końca zmyśloną. Z tego prostego powodu, że katolicyzm zarówno aprobuje teorię ewolucji (ongiś nb. nazwaną przez JPII "czymś więcej niż tylko teorią"), jak i nie każe traktować dosłownie przypowieści biblijnych o potopie, wieży Babel, Jonaszu itd.

          > Farmaceuci-katolicy żądają prawa do odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych.
          > Nigdzie w świecie poza Polską taka rzecz by nie przeszła.

          A skąd ci to przyszło do głowy? Akurat we wszystkich cywilizowanych krajach o których słyszałem, pracownik ma prawo do odmowy wykonywania prac sprzecznych z jego religią - np. w UK muzułmanin pracujący w sklepie może odmówić obsadzania go na stoisku alkoholowym, żyd może odmówić obsługi stoiska z wieprzowiną, sikhowie mają prawo do noszenia turbanu i sztyletu w każdych okolicznościach itd. Czy katolicy to jakiś gorszy rodzaj ludzi?
          • brat_barnaba Baju baju .... 07.03.11, 11:27
            joseph.007 napisał:
            > katolicyzm zarówno aprobuje teorię ewolucji (ongiś nb. nazwaną przez JPII "czymś więcej
            > niż tylko teorią")

            Nie sądzę aby JP2, który sam miał tytuł profesora (co prawda "nauki" o bycie domniemanym czyli mniemanologii) nie wiedział czym jest teoria naukowa i mógł palnąc takie głupstwo, jak cytujesz. Niestety, błędnie pojmujesz pojęcie teorii naukowej; nie jest to bynajmniej żadna hipoteza, domniemanie, coś wymyślonego i niesprawdzonego, ale "całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska. Jest podsumowaniem wyników szczegółowych pracy naukowej. Wieńczy badania naukowe."
            Teoria naukowa to naukowe objaśnienie czegoś, co rzeczywiście istnieje i jest sprawdzalne. Hipotezą, domniemaniem jest Bóg, którego obecności nie da się w żaden sposób potwierdzić ani naukowo objaśnić.

            > Akurat we wszystkich cywilizowanych krajach o których słyszałem, pracownik ma prawo do
            > odmowy wykonywania prac sprzecznych z jego religią - np. w UK muzułmanin pracujący w
            > sklepie może odmówić obsadzania go na stoisku alkoholowym, żyd może odmówić obsługi
            > stoiska z wieprzowiną, sikhowie mają prawo do noszenia turbanu i sztyletu w każdych
            > okolicznościach itd. Czy katolicy to jakiś gorszy rodzaj ludzi?

            Źle słyszałeś albo usiłujesz wprowadzić czytelników twojego posta w błąd. Nie ma takich zasad "we wszystkich cywilizowanych krajach". Pracownik, który nie chce wykonywać czynności obowiązujących na danym stanowisku, musi sobie szukać innej pracy, a nie stawiać pracodawcę pod ścianą. To czysty absurd i bzdura. Ocvzywiście, w jakimś pojedyńczym przypadku i przy "familiarnych" stosunkach pracodawcy z pracownikiem, ustepstwo takie jest możliwe, ale bynajmniej nie jako reguła czy zasada. Zasadą jest, że to pracownik przyjmuje albo nie warunki pracodawcy, a nie odwrotnie.
            To, co usiłujesz zasugerować (że np. farmaceuci -katolicy mogliby odmawiać dystrybucji medycznych środków antykoncepcyjnych) to klasyczne zmierzanie w kierunku tradycyjnego polskiego warcholstwa!
            • joseph.007 Re: Baju baju .... 07.03.11, 12:06
              1. Ściślej mówiąc, JPII stwierdził dosłownie, że teoria ewolucji jest "czymś więcej niż tylko hipotezą" (plus qu'une hypothese).
              2. Mówię o tym, jaka jest powszechnie przyjęta praktyka. W większości normalnych krajów pracownik, który wykazałby że celowo zmuszano go do łamania swoich zasad religijnych, wygrałby w cuglach w każdym sądzie pracy. I jest to dla mnie zrozumiałe. Byłbym niewątpliwie przeciwko omawianemu przepisowi, gdyby wprowadzał on np. zakaz sprzedaży środków antykoncepcyjnych przez katolików. Dopóki jednak byłaby to tylko możliwość odmowy, to problemu specjalnego nie widzę - badania socjologiczne z 2009 r. wykazały, że 75% Polaków (w tym 67% osób określającyh się jako głęboko wierzące) akceptuje antykoncepcję; przypuszczam że śród farmaceutów odsetek ten nie jest mniejszy.
              • brat_barnaba Re: Baju baju .... 07.03.11, 12:26
                joseph.007 napisał:
                > 1. Ściślej mówiąc, JPII stwierdził dosłownie, że teoria ewolucji jest "czymś wi
                > ęcej niż tylko hipotezą" (plus qu'une hypothese).

                A to mi dopiero odkrycie! Teoria naukowa to nie to samo co hipoteza i każdy rozgarnięty człowiek powinien o tym wiedzieć. Chyba, że ogół katolików, których szefem jest rzymski papież jest tak mało rozgarnięty (co jest bardzo prawdopodobne), że trzeba im tłumaczyć czym się różni teoria od hipotezy.

                Ad.2 Przepraszam, ale odrwacasz teraz kota ogonem. Czym, innym jest mobbing czyli nadużywanie pozycji służbowej do wymuszania określonych czynności, postaw czy zachowań pracownika, a czym innym prawo do odmowy wykonywania pracy ze względu na poglądy religijne. Obie te rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. Powiedzmy więc to jasno jeszcze raz: pracownik nie może warunkować wykonywania pracy swoimi poglądami religijnymi, może najwyżej pracę zmienić lub w ogóle jej nie podejmować. To pracodawca określa warunki, a pracownik albo je przyjmuje, albo nie. Kropka.
          • aaannemarie Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 17:46
            Myślę zatem, że w świetle powyższej wypowiedzi Josepha 007 Francja nie jest krajem cywilizowanym, bo nie zdarzyło mi się ani nikomu z bliskich aby farmaceuta odważył się mieszać religię do swej pracy. Za dużo chętnych na jego miejsce, wzbudziłby też szczere zdziwienie. We Włoszech, kraju wzywającym Pana Boga na pomoc, acz nie praktykującym też.
          • szampans Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 08.03.11, 02:54
            Aby zdezawuować czyjąś wypowiedź, najłatwiej napisać, że z pewnością została ona zmyślona.
            Otóż nie została. Ta nauczycielka jest rzeczywiście katoliczką - jak widać z tych, co prof. dendrologii Maciej Giertych (ojciec byłego ministra edukacji) , który publicznie, w TV, twierdził, że bajka o królu Kraku i smoku wawelskim jest dowodem na to, że dinozaury i ludzie żyli w tym samym okresie.
            To prawda, że JP II przyznał, iż teoria ewolucji jest teorią uzasadnioną. Tym bardziej mnie przeraża fakt występowania takich przypadków jak ten, który opisałem. Okazuje się bowiem, że wśród polskich, wykształconych na uniwersytetach nauczycieli istnieją tacy, którzy nie potrafią zrozumieć, że Biblii nie wolno traktować dosłownie, ponieważ jest ona pełna sprzeczności i absurdów. Niestety, indoktrynacja religijna przynosi opłakane skutki. Prymitywne, wywodzące się ze starożytności tłumaczenie powstania Wszechświata nie wymaga od słuchacza większego wysiłku. Aby poznać świat i zrozumieć powstawanie gatunków potrzeba ogromnej wiedzy. Większośc młodych Polaków woli przyjąć ideologię jak najprostszą, a Kr-k ich do tego stale nakłania.
        • dr_herpes Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 12:01
          Ogólnie rozumiem, co próbujesz powiedzieć, ale w jednym miejscu rozmijasz się z prawdą. farmaceuta nie może odmówić wydania antykoncepcji z powodów ideologicznych czy etycznych. Jeżeli spotkasz się z taką sytuacją, poproś o imię i nazwisko,, łap telefon i od razu dzwoni do inspektoratu farmaceutycznego. Farmaceuci nie są od uprawiania katolicyzmu czy innej ideologii w pracy. Są od wydawania leków i innych środków. Reguluje to prawo farmaceutyczne i inne rozporządzenia ministra
    • basienka001 Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 04.03.11, 19:20
      Jestem dumna,ze jestem Polka.Mieszkam w Szwajcarii i po zamazpojsciu zachowalam takze swoje panienskie nazwisko.Znajomi mieli bardzo duzo klopotow z szeleszczeniami,ale w koncu sie przyzwyczaili,a ja zawsze uwazalam,ze nie mam co sie wstydzic swojej narodowosci.Do czasu.Od okolo 5-ciu lat zaczely ogarniac mnie watpliwosci.Patrzac na Polske z pewnej perspektywy i majac porownanie z inna rzeczywistoscia mysle,ze dobrze zrobilam wyjezdzajac.Czytajac list nauczycielki tylko sie w tym utwierdzilam.I tylko jest mi coraz bardziej smutno,bo to przeciez moj Heimat.Pozdrawiam.
      • asteroida2 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 11:53
        > Jestem dumna,ze jestem Polka

        Sorry, ale dumna, to możesz być z czegoś, co jest twoją zasługą. Z czegoś, na co nie miałaś żadnego wpływu, możesz się np. cieszyć. Bycie z tego "dumną" jest równie mądre, jak bycie dumną z bycia brunetką albo z tego, że masz taki a nie inny znak zodiaku.
        • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 12:01
          Generalnie, co do zasady, że dumnym można być z tego, co się samemu osiągnęło lub kim się jest - masz rację. Ale w szczególnych okolicznościach, np. na emigracji, zachowanie własnej tożsamości narodowej i jej manifestowanie może być pewnego rodzaju osiągnięciem oraz powodem do dumy. To pojęcie (duma) ma wiele aspektów i nie można interpretować go zawężająco.
      • piotrek410 Re: A to Polska wlasnie... 06.03.11, 12:50
        Wszystkim porzadnym ludziom, takim jak Pani, czyli ludziom z kregoslupem moralnym, nie ulegajacym infantylnym konformizmom w postaci religijnej hipokryzji, zalecalbym jak najszybsza ucieczke z Polski. Dla dobra dzieci, ktore beda w zabiedzonej, a wiec religijnie skoltunionej Polsce, poniewierane i szykanowane.

        Bieda w Polsce bedzie sie powiekszac, bo narod religijnych kretynow jakimi staja sie Polacy, to narod skorumpowany, dziki, odrazajacy dla obcych, czyli pozostawiony sam sobie, omijany z dalega jak kupa smierdzacego gowna.
        • brat_barnaba Re: A to Polska wlasnie... 07.03.11, 11:38
          Nie podzielam twojej defensywnej, kapitulanckiej postawy i wezwania do ucieczki z kraju. Przeciwnie, uważam, że trzeba ze wszystkich sił walczyć z kołtunerią, ciemnotą i hipokryzja. Polska to także ojczyzna moja, twoja i autorki artykułu, a nie własność katolickiej bogoterii, terroryzującej psychicznie i moralnie resztę obywateli.
          Ubolewam nad tym, że autorka artykułu skapitulowała, że nie wystarczyło jej sił, odporności psychicznej i samozaparcia aby przeciwstawić się obłudzie środowiska. Nie jest jednak osamotniona, przyjdą po niej nastepni.
          • krzysiozboj Re: A to Polska wlasnie... 07.03.11, 22:49
            Katolików niestety też, nie Tylko Twoja. Ten tekst z tym terroryzowaniem psychicznym mi się "podoba". Zgadnij co by wyszło gdyby z tej dyskusji zliczyć chamskie, obraźliwe i agresywne posty i posegregować je w/g klucza "do kogo adresowane". To nieco powie Ci kto, kogo i w jaki sposób "terroryzuje psychicznie"
            • brat_barnaba Re: A to Polska wlasnie... 08.03.11, 01:26
              krzysiozboj napisał:
              > Katolików niestety też, nie Tylko Twoja. Ten tekst z tym terroryzowaniem psychi
              > cznym mi się "podoba". Zgadnij co by wyszło gdyby z tej dyskusji zliczyć chamsk
              > ie, obraźliwe i agresywne posty i posegregować je w/g klucza "do kogo adresowan
              > e". To nieco powie Ci kto, kogo i w jaki sposób "terroryzuje psychicznie"

              Niestety, muszę zakończyć dyskusję z Tobą w tej części wątka, ponieważ nie przestrzegasz elementarnych zasad insynuując mi nieprawdziwe sformułowania. Nie napisałem bynajmniej, że Polska jest "Tylko" (i to wielką literą) moja, a także moja.
              Możesz sobie zliczać "chamskie, obraźliwe i agresywne posty", ale wynik pewnie i tak zfałszujesz, tak jak fałszujesz cudze wypowiedzi.
        • hypertryper Re: A to Polska wlasnie... 07.03.11, 19:25
          Nie wiem, skad wy takie pomysły bierzecie. Ja to chyba nie znam teraz ani jedenej osoby, która by do koscioła chodziła, a mieszkam w Polsce...Moze na jakiejs wsi zabitej dechami to ktos jeszcze na to uwagę zwraca, ale na pewno nie w miescie.
      • kzworskaop.pl Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:10
        podziwiam panią,całym sercem jestem z panią.ja tez nie chodzę do kościoła ,moi sąsiedzi patrzą na mnie jak na raroga,podkreślając przy każdej rozmowie ,że ten sąsiad jest bardzo porządny bo chodzi do kościoła . i tak dalej.przedszkola zniknęły z naszej dzielnicy a za to budują kościół ,wciśnięty między dwoma blokami.a jaka wypasiona parafia!!! zmieściło by się co najmniej 50 bezdomnych cktórzy krążą koło śmietników.jedno wielkie szambo zię robi dzięki księżom ktorzy są naetatach nieistniejących jednostek wojskowych ,w szkołach,w szpitalach,więzieniach.wszystko za nasze podatki. koszmarna sytuacja i nie ma widzę wyjścia.
        • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 11:52
          Nieprawda, że nie widzi Pani wyjścia. Skoro tylko pisze Pani publicznie o tym, to już jest nieżle. Trzeba tak dalej - pisać, mówić, ujawniać, demaskować, a - jak tzreba - to i nogą tupnąć. Zapewniam Panią, że wielu z tych "bohaterów", którzy przyklaskują obecnym porzadkom, to zwykli konformiści i oportuniści, którzy jak się na nich zdecydowanie krzyknie - stulą uszy i grzecznie zmienią kierunek. Trzeba po prostu być zdecydowanym i twardym, nie ustępować, a walczyć o prawdę i uczciwość w życiu publicznym. Jak mawiał żartobliwie majster ze słynnego skeczu w kabarecie Dudek (J.Kobuszewski do W.Gołasa) "Chamstwu nalezy przeciwstawiać się siłom, bezwzględnościom i godnościom osobistom". :))
          Ja tak robię od niemal półwiecza (kiedy zostałem ateista w wieku 14 lat) i zapewniam Panią, że jeszcze nigdy i nikomu nie udało się zdominować mnie światopoglądowo, upokorzyć ani dyskryminować. Czuję się wolny, w pełni praw i aby obronić tę swoją pozycję nie musiałem nawet nigdy uciekać się do żadnych środków prawnych, wystarczyło zawsze zdecydowanie, twarda, jednoznaczna postawa i odważne (w razie konieczności) atakowanie przeciwników zamiast cofania się i ucieczki. Co Pania obchodzą te chochoły i ćwoki, którzy utożsamiają "porządność" z chodzneim do kościoła? Co mogą Pani zrobić? Zalezy Pani nan tych kołtunach i hipokrytach? Głowa do góry!!!!!
    • w.zboralski Droga Pani,żyje Pani w prywatnym ranczo biskupów, 06.03.11, 16:48
      czyli watykańskich mafiozów. A mafiozi mają to do siebie,że nie lubieją uczciwych ludzi i swoim posługaczom, n.p. dyrektorkom szkół szerzących watykańską ideologię, nakazują uczciwych ludzi fizycznie eliminować. Więc na Pani miejscu bym się cieszył, że jeszcze nie spalili Pani domu albo nie poderżnęli Pani gardła. Watykańscy mafiozi są do wszystkiego zdolni wobec kobiet odmawiających płacenia im haraczu - tzw. "na tecę" (zwłaszcza ci, którzy wolą seks z małymi dziećmi...). Czy już teraz Pani wie, z kim ma do czynienia? Dlatego ja mieszkam w Anglii. Szkoda, że wcześniej nikt Pani tego nie uświadomił, pewnie już dawno by Pani szczęśliwie sobie ułożyła życie w jakimś bezpiecznym miejscu na ziemi, wolnym o watykańskiej mafii.
    • jop-jop Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 17:36
      Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy też nie jest na miejscu.
      Dlaczego lekceważyć to, co dla innych jest ważne?
      Nie chodzę do kościoła, ale gdy biorę udział w ślubach znajomych, pogrzebach czy chrzcinach zachowuję się zgodnie z rytuałami, by okazać szacunek obecnym.
      Gdybym miała znajomych Żydów, Protestantów czy Muzułmanów itd., chętnie przyjęłabym zaproszenie na bar micwę czy konfirmację i nie demonstrowałabym mojej niewiary, o której wszyscy znajomi i tak wiedzą.
      Tak samo zwiedzając meczet zdejmowałam buty i nie pchałam się do części dla mężczyzn, idąc ma mszę w łemkowskiej wiosce by popatrzeć na ginący folklor stałam na kobiecej połowie i starałam się naśladować gesty ludzi, a przyjmując zaproszenie wierzących znajomych wstawałam, gdy się modlili przed jedzeniem, a nie rzucałam się pierwsza do misek.
      I to nie wypływa z chęci zatajenia mego światopoglądu, bo oprowadzający po meczecie nie weźmie mnie za Muzułmankę, w wioskowym kościele też będę obca, a znajomi, jak wspomniałam wcześniej, i tak wiedzą.

      Nasuwa mi się tu porównanie - tak jak nowonawróceni starają się być świętsi od papieża, tak autorka listu wciąż potrzebuje utwierdzenia w swoich poglądach.
      • excrement Nie weszła tam z dobrej woli 06.03.11, 17:58
        Śmiesznie brzmi gadka o lekceważeniu w sytuacji gdy autorkę zagoniło tam odgórne polecenie, a nie dobra wola.

        Przyklęknięcie w tej sytuacji byłoby raczej wyrazem braku szacunku dla samej siebie, w ten sam sposób Ty wyrażasz brak szacunku dla odmienności wyznania autorki. Mało tego: odgrywanie roli wiernego (także ze strony samych wyznawców, choćby towarzystwa po fachu z tego artykułu) to dopiero obraza dla istoty religii - tak zwany faryzeizm.

        Nazwy wyznawców religii piszesz błędnie wielką literą.
      • ja_111 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 18:14
        szczerze mówiąc jestem wierzącą 'inaczej' - protestantką. gdy byłam w kościele z powodu ślubu bądź pogrzebu nigdy nie klękałam tylko stałam z boku. dziwnie bym się czuła klękając - nie jestem jedną z katoliczek więc dlaczego mam klękać? czy nie wystarczającym okazaniem szacunku jest skłonić głowę gdy ktoś się modli? w moim mniemaniu to wystarczy. nie muszę tańczyć gdy ktoś mi każe, ani klękać ani zachowywać się tak jak to robią w kościołach, gdzie ludzie 'mówią językami'. Mogę okazać szacunek nie zachowując się tak jak inni.
          • villianna Re: Człowiek na poziomie się kłania 07.03.11, 10:03
            Jest przyjęte w naszej kulturze, że przyklęknięcie oznacza wyraz hołdu. Łączenie tego z mówieniem dzień dobry czy niesraniem na ulicy to czysta demagogia. Żaden szanujący siebie i swoje poglądy nie-katolik nie będzie klękał przed ołtarzem fałszywego (w swoim odczuciu) boga.

            Osoby, które odbierają to jak brak kultury, same takowej są pozbawione. Czasy kiedy poganie musieli klękać przed chrześcijańskim bogiem, albo im głowy ucinali, minęły w Polsce jakieś 1000 lat temu.
          • asraz Re: Człowiek na poziomie się kłania 07.03.11, 13:13
            myslacyszaryczlowiek1 napisał:

            > mówi dzień dobry, nie mlaska, nie sra na ulicy, nie lata nago po kosciele ( a t
            > acy też byli). Umie się zachować tam gdzie jest gościem.

            Co najmniej połowa Palaków nie zna zasad dobrego wychowania. Prawdą jest , że sami nie
            srają na ulicy, ale wyprowadzają swoje pieski, które srają wszędzie gdzie się da, a kupki
            pozostają na chodnikach, trawnikach i nie tylko.
      • agulha Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 19:46
        Demonstracyjne nieprzyklękanie?! Wielu katolików w starszym wieku też nie przyklęka, tylko się schyla jakby. Demonstracyjne to by było, jakby rozmawiała przez komórkę albo czytała gazetę.
        Sama jestem niepraktykująca i wychowana w czasach, kiedy religii w szkołach nie było. Chodziło się na nią do kościoła. Jak dla mnie, to było zdrowe. Kto nie chciał, nie chodził. A teraz uczniów i nauczycieli się do tego zmusza. Właściwie dlaczego w ogóle ona musiała tam być? Że niby uczniów pilnować? To pozostali nauczyciele zamiast klękać i się modlić też powinni raczej stać z tyłu i mieć baczenie na młodzież.
        W meczecie zdejmuję buty, nawet czasem zakładam chustkę i nie włażę do części zastrzeżonej dla mężczyzn modlących się, ale też nikt mnie nie zmusza do obecności w meczecie w czasie modłów ani bicia pokłonów w stronę Mekki.
        Jak moja znajoma została zaproszona na Pesach w pobożnej żydowskiej rodzinie, to pozwolono jej, podobnie jak dzieciom rodziny, zjeść czekoladki po obiedzie - bo dzieci i nie-żydów nakaz koszerności nie obowiązuje.
        Obecność chrześcijanina w mszy - w tym także innego obrządku - to jest, uważam, zupełnie inna sprawa.
      • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:32
        > Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy
        > też nie jest na miejscu.

        Wywracasz kota tym, co ma w srodku na zewnatrz. Dlaczego niewierząca nauczycielka została zmuszona do uczestnictwa w rytuale religijnym?

        > Nie chodzę do kościoła, ale gdy biorę udział w ślubach znajomych, pogrzebach cz
        > y chrzcinach zachowuję się zgodnie z rytuałami, by okazać szacunek obecnym.

        Szacunek przez hipokryzję? Myślisz, że oni są wdzięczni wiedząc, że robisz to tylko na pokaz?
        • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:57
          Ja czegoś nie pojmuję - od kiedy to chodzenie na ślub do kościoła, na pogrzeb, na mszę jest przymusowe dla niewierzących? Toż to tylko zabobony, hokus-pokus, czary-mary, więc nie lepiej tam nie iść miast prowokacyjnym zachowaniem drażnić tam innych?
          Ci co tak mocno chcieliby uczyć innych tolerancji sami widzę mają kłopot w własnym ego trafiając na sytuację gdy grupa osób chce coś zrobić inaczej niż dana jednostka.
          • jk1962 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 21:30
            krzysiozboj napisał:
            Ja czegoś nie pojmuję - od kiedy to chodzenie na ślub do kościoła, na pogrzeb, na mszę jest przymusowe dla niewierzących?
            ...............
            No fakt. Nikt pod karabinem nie prowadzi. Czasami jednak niewierzący chce pożegnać zmarłego, wierzącego. Czy to coś złego? Czy mysi wtedy padać na kolana, jak wszyscy?
            • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 21:47
              Ano właśnie ani nikt pod karabinem nie prowadzi ani ... nikt nie zmusza do pogrzebów w obrządku katolickim. Jeśli rodzina czy zmarły wcześniej uznał że w takim obrządku chce mieć pogrzeb to taki kłopot to uszanować? Czy musi to być okazja do odstawienia szopki by własne ego musiało coś pokazać? Mało tego, w większości przypadków nawet nikt nie będzie robił uwag komuś kto jednak i tak postanowi odstawić szopkę w takiej chwili.
              Zresztą i tak jakoś nie bardzo pojmuje to "pożegnanie" przez niewierzącego, pożegnać to miał okazję za życia, teraz to co najwyżej ma do czynienia z hokus-pokus nad rozkładającymi się tkankami, chyba nic więcej. Dla wierzącego to jednak coś innego, to modlitwa za duszę zmarłego, za spokój tej duszy i za przyjęcie jej do raju - dla niewierzącego hardcor w czary-mary. Naprawdę nie ma sensu się pakować w to, będą szczęśliwsi i wierzący, i niewierzący bo jego ego nie poczuje się uciśnione czy sfrustrowane a tym rozkładającym się tkankom z punktu widzenia niewierzącego nie powinno to robić różnicy.

              Jeśli już jesteśmy przy pogrzebach, wierzących i niewierzących to jednego nie mogę pojąć - gdzie są te miliony grobów bez znaków krzyża w Polsce bo to chyba trąci lekko hipokryzją, nabijamy się z tych hokus-pokus, dzielnie walczymy z zakłamanym KRK a jak już trzeba iść na drugi świat to jakoś zapominamy wydać stanowcze polecenie o zakazie krzyża na grobie i zakazie pogrzebu w obrządku KRK.
          • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 07:20
            Jeszcze raz, bo nie zrozumiałeś. To szkoła publiczna, skąd wzięła się obowiązkowa msza z okazji otwarcia sali gimnastycznej? Dlaczego ateiści i innowiercy zostali zmuszeni do uczestnictwa w katolickiej mszy?
            I, na koniec, dlaczego idąc na ślub albo pogrzeb mam udawać że się modlę? Mam coś pod nosem bełkotać, bo nie znam tekstów modlitw? Myślisz, że zgromadzeni nie uznaja tego za parodiowanie ichj rytuałów?
            • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 08:51
              Bredzisz.
              Raz nie rozumiem Twojej potrzeby uczestniczenia w hokus-pokus. Dwa nie znam przypadku (a jesli by ktoś gdzieś taki wyskrobał to będzie to mocne odstępstwo od normy) by katolicy agresywnie reagowali na uroczystościach kościelnych na ludzi którzy tylą są obecni i nie uczestniczą w "rytuałach" o ile ci nie zakłócają owych uroczystości.
              A może znasz jakieś wytyczne w KRK mówiąca o takim a nie innym traktowaniu niewiernych na uroczystościach kościelnych? Bo to co opowiadasz to bajki z serii kanibalizmu u katoli - no bo zjadają tam kogoś i piją jego krew.
              • ar.co Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 09:35
                Najwyraźniej trzeba ci to uświadomić po raz kolejny, może wreszcie dotrze: autorka listu nie poszła na mszę z własnej woli. Została do tego zmuszona - uznano, że jest to obowiązek wynikający z umowy o pracę (bo to z umowy o pracę wynikał obowiązek opieki nad uczniami). W umowie o pracę nauczycieli nie ma obowiązku klękania, modlenia się. bicia pokłonów czy biczowania się - bo to w końcu też jeden z katolickich zwyczajów religijnych, obecnie nieco zapomniany, ale w Polsce nigdy nie wiadomo. Na mszę poszła, bo musiała. Klękać nie musiała i bardzo dobrze, że tego nie robiła.
              • strikemaster Dalej nie zrowumiałeś 07.03.11, 18:31
                więc powtórzę najważniejsze:
                To szkoła publiczna, skąd wzięła się obowiązkowa msza z okazji otwarcia sali gimnastycznej? Dlaczego ateiści i innowiercy zostali zmuszeni do uczestnictwa w katolickiej mszy?

                A teraz ładnie odpowiedz zamiast mi cos imputować, ja nie jestem nauczycielem i modlitw nie udaję.
                • krzysiozboj Re: Dalej nie zrowumiałeś 07.03.11, 20:50
                  Potrafiłbyś mi opisać w jaki sposób zostali zmuszeni? Jakimi konsekwencjami groził brak uczestnictwa? Potrafisz przy okazji uwiarygodnić ów list?
                  A jak już udowodnisz ów przymus to myślę że bez problemu bedziesz w stanie ukarać przed sądem winnych owego przymusu.

                  A ja zwyczajnie traktuję to jak opowieści sfrustrowanej kobiety, porzucającej pracę a swoje niepowodzenia tłumaczącej sobie brakiem tolerancji u katoli.
            • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 09:14
              Jeszcze jedno - gdybyś odrobinę znał temat to wiedziałbyś że w temacie np ślubu klecha nie tylko nie wyprosi gościa ale także nie ma specjalnych problemów by jeden z nowożeńców był niewierzący. Będzie tylko obserwatorem i nikt go nie będzie tam do niczego zmuszał. No ale tego nie powiesz bo to nie będzie pasowało do Twojej teorii dyskryminacji na mszach.
              • issmohlum Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 18:38
                drogi krzysiozboju,
                a czeste sa przypadki kiedy to osoba wierzaca z pary mieszanej, (tj. katolik/katliczka z ateista/ateistka) jest jedynie obserwatorem ceremoni laickiej, czyt. nie-koscielnej i godzi sie na slub nie-koscielny, a rodzina osoby katolickiej, rowniez katolicka przystaje na to bez oka mrugniecia?
                albo z pana hipokryta okrutny, albo ocza panskie mocno we przody boskie skierowane...
      • eeela Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 00:47

        > Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy
        > też nie jest na miejscu.
        > Dlaczego lekceważyć to, co dla innych jest ważne?

        Że co???

        Jakby ci kazali z racji obowiązków pracowych pójść do meczetu, też byś biła czołem o ziemię, żeby "demonstracyjnie" nie okazywac lekceważenia dla cudzej religii?
      • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 12:14
        jop-jop napisała:
        > Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy
        > też nie jest na miejscu.
        > Dlaczego lekceważyć to, co dla innych jest ważne?

        Przepraszam, że nie cytuję Cię w całości, ale twój wykład z tolerancji jest najzupełniej zbędny. Mylisz bowiem dwie zupełnie różne rzeczy - dobrowolne zainteresowanie jakąś odmiennością i związane z tym zobowiązanie do poszanowania tej odmienności z przymusem, jakiemu poddana została autorka artukułu i próba wymuszenia na niej obecj jej obyczajowości. Kapito?
        Poza tym dlaczego uważasz, że obyczaje czy poglądy jednych sa ważniejsze niz obyczaje i poglądy innych? Zawsze tam, gdzie na nautralnym gruncie spotykają się różne światopoglądy i obyczajowości, są one sobie równe, nie ma prawd i zasad "mojszych". W tym określonym przypadku był to właśnie "grunt neutralny", bo szkoła nie jest placówka wyznaniową lecz świecką. I to religijni aktywiści dokonali wtragnięcia ze swoimi obyczajami wyznaniowymi na ten neutralny grunt, a nie nauczycielka. Wobec tego to oni byli niejako (nieproszonymi ustawowo) gośćmi w szkole i to oni powini byli uszanować obyczaje nauczycielki. Jasne?
      • asiazlasu Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 14:55
        "ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy też nie jest na miejscu. "

        Dlaczego "demonstracyjne" ??? Ja nie wiem kiedy klekac, kiedy wstawac, kiedy sie zegnac. Nie chce tez tego robic bo mysle ze to ma jakies znaczenie dla wierzacych. A dla mnie zadne. W sumie takie wizyty w kosciele to tylko niepotrzebny mi stres : patrze na prawo, lewo kto co robi i udaje ze ja tez. Zeby sie nie wyroznic. Zaznaczam ze zdarzalo mi sie to gdy towarzyszylam w kosciele tesciowej - zeby jej sprawic przyjemnosc.
        Od pewnego czasu sprawiam sobie przyjemnosc : zostaje w domu. Przywilej dojrzalosci.
      • herbapol Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 17:24
        jop-jop bardzo rozsądnie piszesz.Jeśli chcemy by nas szanowano,musimy szanować innych.Demostrowanie swoich przekonań religijnych jast mi tak samo wstrętne,jak demonstrowanie swego ateizmu.Koszenie trawy w Boże Ciało jest taką demonstracją.Aptekarz,który nie chce sprzedawać środków antykoncepcyjnych z przekonań religinych,jast mi tak samo obcy,jak ortodoksyjny chasyd z Przemyśla,który nie może sobie w szabat rozpalić ognia w piecu.No,cóż,różni ludzie chodzą po tym świecie.
        • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 20:48
          Pozorujesz tylko postawę indyferentną, bo w rzeczywistości chcesz jednak dyrygować cudzym postępowaniem i rozstrzygać co jest słuszne, a co nie, kiedy mamy do czynienia z demonstracją, a kiedy z zachowaniem "naturalnym". Szabas czy Boże Ciało obchodzą Ci, którzy związani są swoją wiarą lub poglądami, nie mają oni jednak prawa dyktować innym kiedy mają świętować, a kiedy nie.
        • eeela Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 23:31
          Koszenie trawy w Boże Ciało jest taką demonstracj
          > ą.

          To znaczy twoim zdaniem niewierzący nie powinni kosić trawy w święta religijne? Jakich jeszcze czynności powinno im się zabronić? Trzepania dywanów? Robienia zakupów? Uprawiania seksu? Jedzenia pierogów z mięsem w wieczór wigilijny?

          Dobre, dobre. Ten wątek coraz bardziej mnie bawi.
          • hypertryper Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 23:45
            Czy ktos tu w ogóle napisał coś o zabranianiu niewierzacym czegokolwiek?
            Nie.

            Mozna w Wielki Piątek mieszkając obok koscioła tluc hip -hop z co drugim slowem " k.u. rwa " na cąły regulator, tylko takim zachowaniem wystawia sie świadectwo tylko i wyłącznie sobie.

            Bo cżłowiek, który nie może zrozumieć, ze czasem warto uszanować drugiego i zwyczajnie nie robić takich rzeczy, nie rozumie po prostu zasad wspołzycia miedzyludzkiego. To sa zachowania tożsame z naszczaniem na klatkę w bloku mieszkalnym - brak kultury i wyczucia. Nic więcej.
            • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 08.03.11, 01:37
              Oczywiście, dzwony kościelne robiące mi pobudkę w dzień wolny od pracy o wpół do szóstej rano są OK, bo to przejaw wyższej kultury religijnej, a nie zwykłe chamstwo jak w przypadku hip-hopu. Nieprawdaż? To samo megafony kościelne drące się w promieniu kilometra, choć wewnątrz ledwie kilkadziesiąt osób zajmujących ćwierć nawy.
              • iluminacja256 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 09.03.11, 09:45
                Mój drogi , istnieje nieprzekraczalna granica hałasu w skupiskach ludzkich.

                JESLI dzwony koscielne jąprzekraczają i walą jak oszalałe przez 20 minut o 6 rano, to idzie pan do urzedu miasta i składa zawiadomienie, lub zbiera podpisy i składa zawiadomienie o przekroczeniu normy dopuszczlnego hałasu. I mozesz sie pan zdziwić, bo było juz kilka przypadków wymiany lub wyciszenia dzownów , po takiej interwencji mieszkańców.

                Do tego dodam, ze akurat w Polsce PIERWSZA msza niedzielna to godzina szósta i wtedy biją dzwony, o ile w ogóle biją, bo np. u mnie bija TYLKO na Anioł Pański czyli o 12.

                Muezzina też byś uwazal za chama ?
                • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 09.03.11, 20:05
                  Niby wiesz, że dzwonią, tylko nie wiesz w którym kościele. Dzwony, podobnie jak muezin, wzywają wiernych na modlitwę, a zatem biją nie w godzine rozpoczęcia mszy, a 30 minut wcześniej. Na mszę o godzinie 6 dzwony wzywają wiernych o 5.30, a to jest jeszcze pora tzw. ciszy nocnej.
                  Poza tym nie bądź śmieszny z tym zbieraniem podpisów. Po pierwsze konformistyczne społeczeństwo, choć powszechnie krytykuje kościół, na ogół nie waży się "podnieś rękę" na tę instytucję. Po drugie, w moim mieście, w sąsiedniej dzielnicy zebrano swego czasu ponad 2 tysiące podpisów przeciwko budowie kościoła pośró budynków mieszkalnych, a kuria i tak postawiła na swoim i kościół wybudowała. Nic więc dziwnego, że w kolejnych protestach w innych dzielnicach udało się zebrać już tylko po ok. 500 podpisów. Które zresztą były później wnikliwie analizowane przez kościół.
    • pablobodek Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 18:40
      Pani Agnieszko ! Podziwiam Panią za odwagę, za postawę.
      Jestem zbudowany, że są takie, jak Pani osoby. Dziękuję Pani i życzę dużo zdrowia i wytrwałości.
      Kościół katolicki po prostu zabiega, walczy wszelkimi sposobami o maksimum władzy w Polsce !
      Przez te 22 lata osiągnął bardzo dużo !
      Ale również sromotnie przegrywa, jak w wyborach prezydenckich.
      Nie każdy ma dość determinacji na kłopotliwą apostazję. Ale możemy głosować nogami, lekceważąc zebrania w kościołach. No i możemy głosowac na partię postępu cywilizacyjnego i rozdziału państwa od religii - na nieklerykalny RUCH POPARCIA Palikota !!
      Konkordat musimy wypowiedzieć !!
    • myslacyszaryczlowiek1 Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 06.03.11, 19:07
      I docenić rolę religii w życiu społeczeństw, a przedewszystkim zauważyć że
      Nie było plemienia ateistów w dziejach ludzkości
      Nie było cywilizacji, kultury bez wierzeń religijnych jak do tej pory. Dobór naturalny sprawił że stada ateistów wyginęły. Człowiek jest zwierzęciem społecznym i religia mu jest potrzebna do życia w społeczeństwie, do lepszego komunikowania się w stadzie z poszczególnymi członkami stada. Religia powoduje spoistość grupy, stada, plemienia, cywilizacji.
      W dziejach ludzkości jak na razie było tak że jedna religia była zastępowana inną, ale zawsze religia była obecna. Człowiek jako zwierzę społeczne potrzebował religii i wiary. chociażby do tego aby społeczność sprawnie funkcjonowała. Chociażby do tego aby uporządkować w swoim umyśle wiele spraw które większość z was uważa za oczywiste, a one wynikają z nakazów religijnych.
      Nie wystawiamy staruszków na mróz jak u Eskimosów, czy nie zrzucamy ze skał jak na Wyspach Wielkanocnych. Żony nie są niewolnicami jak u Arabów. Nie obcinamy napletka niemowlętom jak u Żydów. Archeolodzy rozpoznają kultury po sposobie grzebania zmarłych.
      Nawet takie pojęcie jak uczciwość rozumiemy tak jak rozumiemy , a nie tak jak Kali w Pustyni i Puszczy Sienkiewicza. Moralność , rozumowanie, spostrzeganie innych ludzi i świata to wszystko wynikło z nauczania religijnego.
      Istnienie dwóch silnych religii na danym obszarze zawsze powoduje konflikt prędzej czy później. Pragnę zwrócić uwagę, że człowiek jako istota żyjąca w stadzie musi ujednolić „machanie ogonem”, aby inne jednostki zyjące w stadzie wiedziały czy machamy wrogo, czy zalecamy się do samicy, czy też traktujemy olewająco społeczność w której żyjemy i nie klękamy jak w tym przypadku, co może być odczytane jako wrogie. Czy wybrankę swego serca porywamy – jak u Czeczenów czy Cyganów , czy też robimy zaloty w inny sposób- okres narzeczeństwa, wzajemnego poznawania się , czy też np. żonę wyznaczają nam rodzice. I to tak z każdą dziedziną życia z których sobie nie zdajemy sprawy że pochodzą z przyjętych wzorców religijnych. A u niektórych ludów nawet w Europie machnięcie obcego ogonem do samicy ze stada może oznaczać nóż w plecach.
      Być może jesteśmy u progu nowej religii, gdzie jednostka i jej widzimisie są najważniejsze, tylko że po paru pokoleniach się okaże że każdy macha ogonem jak chce, i taka społeczność nie ma szans ze społecznością która mówi jednym głosem. Wegetarianie czy miłośnicy schabowego nie przeciwstawią się nowej kulturze. Wystarczy aby muzułmanie zdobyli trochę władzy politycznej, a dalej to już pójdzie lawinowo. Bo religia, szamani, czarownicy, kapłani przeważnie wzmacniali władzę świecką. Odszczepieńcy zawsze byli traktowani wrogo, a inne wiary, religie funkcjonowały gdzieś na obrzeżach w enklawach i były łatwym celem urojonych niepowodzeń ( pogromy). I były tolerowane tylko do momentu jeśli liczba członków nie zagrażała głównemu nurtowi. Podaje się przykład USA na udane multi kulti. Tylko proszę zauważyć że te wszystkie mniejszości funkcjonują na zasadach mniejszości wokół głównego nurtu o rodowodzie chrześcijańskim i są za mało liczne aby wywrzeć jakiś wpływ na ten główny nurt. Funkcjonują na takiej samej zasadzie jak chociażby Żydzi w Europie. Tkwienie w tych małych ojczyznach wśród swoich jest karane gorszą pozycją społeczną.
      Dlatego poszczególne kultury, cywilizacje przetrwały bo miały ujednolicone „jak ludzie mają żyć”. A tam gdzie każdy robił co chciał szybko się okazywało że jednostka, rodzina jest niczym w porównaniu ze społecznością która w coś wierzyła i miała jednolity „kodeks” religijny i to wszystko co wynika z nakazów religijnych. Mamy kodeks kulturowy wryty w swój mózg poprzez wychowanie w rodzinie tylko z tego sobie nie zdajemy sprawy. Relacje osób które zostały podmienione w szpitalu i czuły obcość rodziny nasuwają nawet myśl że być może, się rodzimy w jakimś tam niedużym stopniu Żydami, chrześcijanami, czy też muułmaninami. ( to jest tylko hipoteza) Dlatego możliwe jest przetrwanie społeczności bez religii przez kilkadziesiąt lat, bo też swoim dzieciom przekażemy część tego nauczania religijnego. Tylko że po jakimś czasie się okaże że poszczególni członkowie tej społeczności ” gdzie każdy sobie żyje jak chce” stanie sie bezbronna wobec społeczności których członkowie żyją w jednej wierze i albo przyjmie jej wiarę albo będzie żyć na dole drabiny społecznej po za jej głównym nurtem i po jakimś czasie wymrze.
      Dzieje ludzkości i historia pokazuje że tak do tej pory było. Sobie nie zdajemy sprawy ile z religii i jej nakazów mamy w swoim umyśle. Mózg ludzi jest bardzo plastyczny, wbrew twierdzeniu, że homoseksualizm jest wrodzony, można tak go wypromować że praktyki homoseksualne będą powszechnie obowiązującą normą jak np. u plemion z Nowej Gwinei.www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/zycie-erotyczne-dzikich/nc/1/do-druku/1/ To tylko jeden z przykładów.
      Być może kościół, wiarę zastąpią media, i ich pranie mózgu, pod warunkiem że będą mówić jednym głosem. Ale przykład muzułmanów żyjących od kilku pokoleń, cyganów żyjących od kilkudziesięciu pokoleń w kulturze chrześcijańskiej pokazuje że wychowanie, wzorce z domu rodzinnego są o wiele silniejsze niż medialne pranie mózgów.
        • krzysiozboj Re: Ale katolski cymbał !!! 06.03.11, 20:13
          cymbał to z Ciebie bo to pisane wyżej nawet nie jest czystą teorią, to jest praktyka np we Francji (tam masz już od dawna wolność od KRK, tu masz opisany schemat co dalej) gdzie zdyscyplinowany islam rozkłada zlaicyzowane społeczeństwo.
      • skuba2 Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie religia! 06.03.11, 20:20
        Religia, owszem , bywa przydatna w środowiskach prymitywnych, gdzie ma za zadanie wyjaśnienie świata. Teraz to zadanie utraciła na rzecz nauki, więc kreuje się na obrońcę obyczaju i moralności. A co mi za pożytek z człeka "moralnego", który zachowuje zasady współżycia społecznego ze strachu przed piekłem? Tymczasem księża usiłują twierdzić, że ateiści to ludzie niemoralni...(Czy stąd w szkołach pomysł "etyki" dla niewierzących?) Tymczasem nawet potoczna obserwacja dowodzi, że jest zupełnie odwrotnie, choćby dlatego, że nie ma kto im odpuścić grzechów!
        • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 06.03.11, 20:30
          Bzdury waść opowiadasz
          1. Sporo ludzi nauki jest głęboko wierząca więc nauka niczego tu nie zastąpiła.
          2. Większość ludzi bardzo podatna na wpływy z zewnątrz/na pranie mózgu, no chyba że uznamy że nadal jesteśmy środowiskiem prymitywnym - wtedy pozostaje pytanie o to czym chcemy ich "tresować".
          3. Ten dowód z "odpuszczeniem grzechów" to już kompletny odjazd.
            • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 11:06
              A chciałbyś zaszydzić, to ja poproszę byś podał coś na potwierdzenie
              "Nadal uważasz
              > , że wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie to gniew boży z powodu grzech
              > ów ludzi"
              że jest to oficjalne stanowisko krk lub dogmat wiary, inaczej napiszę Ci że malutki kłamczuszek i marny prowokator z Ciebie.
              • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 11:53
                Dlaczego uważasz, że szydzę ? Przecież piszesz, że nauka niczego nie wyjaśnia, nie zmienia postrzegania świata. Zapytałam cię więc o kilka oczywistych spraw, które nauka wyjaśniła, a wcześniej były w woli bogów. Wukan dymił, bo bóg się gniewał. Wierni nieśli dary i modły. Nie opowiadaj bajek o oficjalnym stanowisku KK, b ono też przez wieki w większości spraw uległo zmianie. Mówimy o wpływie religii na postrzeganie świata, zjawisk przyrodniczych, atmosferycznych, społecznych. Nie chcesz chyba powiedzieć, że choćby w przypadku kobiet stanowisko KK jest takie same od wieków i niezmienne. Nie mam pojęcia jakie jest oficjalne stanowisko KK w sprawie deszczu. Czy to bóg zsyła opady, czy nie. Wiem, że polscy posłowie któregoś lata modlili się o deszcz. Te modły nie były z pewnością powodowane wiedzą naukową, bo daliby sobie spokój, a przekonaniami religijnymi tym, że to bóg może w zasuszonej Polsce opady zarządzić. Taki wpływ na postrzeganie przez nich świata ma religia, niezależnie od oficjalnego stanowiska KK. A co z niebem, które do niedawna było domem boga ?
                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 16:01
                    To już nazwałeś mnie(albo prawie) prowokatorem, szydercą, kłamczuchą, w końcu pajacem. A ja przecież piszę, tylko o faktach, które miały miejsce. Są udokumentowane. Gdybyś o tej nauce napisł, to przynajmniej miałbyś jakieś argumenty w dyskusji, a tak to ja myślę, że nic nie wiesz i stać cię tylko na kolejne łatki dla mnie.
                    • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 18:10
                      Maura, bardzo mało wiesz o religii, w tym o katolickiej. Kościól Katolicki już dawno stwierdził, że nauki ścisłe są od wyjaśniania tego jak funkcjonuje świat, ale nie zmienia to faktu, że wierzymy, że Bóg go stworzył. Ty tak nie uważasz? Wolno CI, ale pozwól nam żyć według naszej wiary. Natomiast nigdy treścią wiary chrześcijańskiej nie było to, że np. wulkany wybuchają ze względu na gniew Boga. przeczytaj Księgę Hioba, a przekonasz się, że mam rację. Dodam jeszcze, że fizyki uczył mnie ks. profesor i nie przeszkadzała mu wiara w nauce ani odwrotnie.
                      • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 20:41
                        A czy ja mówię tylko o wpływie religii katolickiej na postrzeganie świata ? Religie miały wpływ na myślenie o świecie, "rozumienie " zjawisk przyrody na długo przed pojawieniem się chrześcijaństwa. Jasne, że wraz z chrześcijaństwem i stopniowym zanikaniem wierzeń pogańskich, to się zmieniało. Jednak chrześcijaństwo nie powstało w próżni. Wyewoluowało ze starszych religii. Nie opowiadaj, że chrześcijanie nie odbierali piorunów jako gniewu bożego. A potop to pietruszka ? Kto go spowodował i za co ? A te modły posłów o deszcz, to co to jest ? To przypadkiem nie echo pogaństwa ? Nie pamiętasz co niektórzy księża mówili po tsunami ? Ja pamiętam - kara boża. Stary, ja nie zabranim ci żyć w/g twojej wiary ? To ty sobie życie sobie sam komplikujesz, wchodząc na takie " śliskie " tematy. Nie czytaj po prostu. Nie będzie ci niemiło.
                      • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:41
                        mielcin1 napisał:
                        > Maura, bardzo mało wiesz o religii, w tym o katolickiej. Kościól Katolicki już
                        > dawno stwierdził, że nauki ścisłe są od wyjaśniania tego jak funkcjonuje świat,
                        > ale nie zmienia to faktu, że wierzymy, że Bóg go stworzył. Ty tak nie uważasz?
                        > Wolno CI, ale pozwól nam żyć według naszej wiary. Natomiast nigdy treścią wiar
                        > y chrześcijańskiej nie było to, że np. wulkany wybuchają ze względu na gniew Bo
                        > ga. przeczytaj Księgę Hioba, a przekonasz się, że mam rację. Dodam jeszcze, że
                        > fizyki uczył mnie ks. profesor i nie przeszkadzała mu wiara w nauce ani odwrotn
                        > ie.

                        Niestety, również większość katolików wie bardzo mało o swojej religii i pojmuje ją na infantylnym poziomie uczniowskiego katechizmu. Spróbuj np. zapytać przeciętnego katolika co znaczy i czego (kogo) dotyczy "niepokalane poczęcie", a niemal wszyscy odpowiedza ci, że poczęcia Jezusa, choć to bzdura, bo chodzi o poczęcie jego matki Marii, której rodzice poczęli ja "w sposób cudowny" i w związku z tym nie podlegała ona skutkom grzechu pierworodnego. Dziwaczne to o skomplikowane, chyba właśnie zbyt jak na pzreciętną katolicką głowę.
                        W stworzenie świata przez Boga możecie sobie wierzyć, choć nie ma na to żadnych dowodów, a - co gorsza - żadnych przesłanek logicznych. Bo po co niby wszechmocny i doskonały Bóg, który nie ma żadnych niezaspokojonych potrzeb, miałby tworzyć cokolwiek? Są więc tylko dręczące pytania: skąd to wszystko i co później oraz myślenie życzeniowe, że to jeszcze nie koniec i jakiś ratunek na wieczność istnieje. Nikt jednak nie zastanawia się nad tym, że pojęcie wieczności to abstrakcja, gdyż w materialnym świecie nic nie jest wieczne, ani planety, ani gwiazdy, ani galaktyki, a nawet chyba Wszechświat, który albo stanie się kiedyś jedną wielką czarną dziurą albo materia wypali się, a powstała z niej energia rozproszy w bezmiarze przestrzeni.
                        Księży profesorów są całe tabuny, przeważnie jednak są to profesorowie teologii czyli "nauki" o bycie domniemanym, a więc niejako mniemanologii. I jeśli nawet zdarzy się jakiś profesor prawdziwej nauki, noszący sutannę, to cóż, taki fach wybrał i jest w pewnym sensie jego niewolnikiem. Tak samo jak niewolnikiem idei, której się oddał, jest sam papież. Choćby więc któryś z nich (papieży) w ogóle nie wierzył w żadnego Boga, to i tak musi robić dobrą minę do złej gry, bo tego wymagają racja stanu i jego osobisty interes.
                        • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:59
                          Po pierwsze KRK jest daleki od dosłownego traktowania biblii
                          Po drugie czy ze stwierdzeniem "niemało ateistów jest analfabetami wtórnymi, mającymi kłopot ze zrozumieniem tekstu pisanego" będziesz mocno polemizował? Czy z takiej tezy można wysnuć wnioski że ateiści to idioci na tle katoli? Ano nie.
                          Po trzecie - faktem jest że KRK o wiele łatwiej dociera do biedoty a więc tej części słąbiej wykształcone bo wynika to nieco ze specyfiki tego w co się wierzy. Biedocie daje ona nadzieję na coś lepszego (pal licho czy złudną czy faktyczną), bogatemu i lepiej wykształconemu wiara często będzie się kojarzyła z ograniczeniami niestety. I pewnie przełoży się to na procentowy rozkład wykształcenia wierzących i niewierzących taki a nie inny ale nie róbmy z tego dowodów że wierzący musi być idiotą bo to wynika z wiary a niewierzący będzie światłym człowiekiem bo to z kolei wynika z odrzucenia zabobonów.
                          • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:16
                            krzysiozboj napisał:
                            > Po pierwsze KRK jest daleki od dosłownego traktowania biblii
                            > Po drugie czy ze stwierdzeniem "niemało ateistów jest analfabetami wtórnymi, ma
                            > jącymi kłopot ze zrozumieniem tekstu pisanego" będziesz mocno polemizował?

                            Będę. Ateiści to w większości ludzie nieporównywalnie wysoko wykształceni w stosunku do katolickiej większości. I najczęściej o bardzo wysokich walorach moralnych. Aby zostać ateistą tzreba się wspiąć na pewien szczyt świadomości, wiedzy i odwagi.
                            • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 01:12
                              Ateiści to w większości ludzie nieporównywalnie wysoko wykształceni w sto
                              > sunku do katolickiej większości. I najczęściej o bardzo wysokich walorach moral
                              > nych. Aby zostać ateistą tzreba się wspiąć na pewien szczyt świadomości, wiedzy
                              > i odwagi.
                              Najlepsze jaja to są wtedy gdy ateistę chowają koledzy ateiści. Po co im te ceremoniały, nieudolnie naśladujące pogrzeb katolicki. Po co im niedziela. Po co im inne atrybuty kultury chrześcijańskiej.
                              Nawet Stalin gdy Niemcy byli parę km od Moskwy, ze strachu obwoził jakąś tam ikonę samolotem dookoła miasta.
                              • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 01:52
                                Sadzisz takie pierdoły, bo widać, rzekomomyślący, że nigdy nie byłeś na nowoczesnym świeckim pogrzebie, przygotowanym przez renomowaną firmę pogrzebową. Obecnie są to coraz częściej wspaniałe uroczystości pożegnalne z udziałem zawodowych filharmoników, aktorów scen dramatycznych, prozą i poezją, do których bełkotliwe, pospieszne odczytanie znanych do znudzenia i banalnych tekstów liturgicznych nawet się nie umywa.
                                Niedawno byłem na pogrzebie śpiewaczki operowej, którego zwieńczeniem była piękna aria w wykonaniu głównej bohaterki uroczystości, odtworzona z CD. W ten sposób pożegnała się ona z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, podczas gdy urna z jej prochami była umieszczana w kolombarium. Bez tego obrzydliwego festiwalu murarskiego, który zwykle dominuje na katolickich pogrzebach "całocielnych".
                                Ty, człowieku, po prostu nie wiesz co piszesz i choć minęły już dawno czasy nieporadności świeckich pogrzebów, nadal upowszechniasz idiotyczne stereotypy. Tak jak ci parttyzanci, którzy nie wiedzieli, że wojna skończyła się przed trzydziestu laty i nadal wysadzali pociągi.
                                • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:16
                                  Ależ byłem, i mało nie pękłem ze śmiechu z nieudolności świeckiego księdza.
                                  Ale ja nie o tym.
                                  Po co wam te modły w postaci śpiewanej arii nad jakimś truchlem, czy prochami, po co wam cmentarze? Przecież duchów zmarłych nie ma. Uprawiacie jakieś zabobony, zamiast postąpić racjonalnie i nakarmić ludzką padliną głodne pieski w schronisku. Jesteście śmieszni z tym swoim zaprzeczeniem Boga, jednocześnie będąc niewolnikiem tradycji i obyczajów przerobionych na swoją modlę. To samo z wigilią, z choinką, opłatkiem, jajkiem wielkanocnym, i tym wszystkim czym wasz umysł nasiąkł w dzieciństwie.
                                  Mam okazję spotkać się czasami z taką ateistyczną rodziną. Prawie dorosła córka ze swoim chłopakiem bardziej przypomina mi ludzką samicę w rui niż człowieka.
                                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 14:13
                                    A widzisz, zapomniałam o tym twoim wpisie. Ateisci są irracjonalni, bo urządzają pochówek swojemu zmarłemu, szanują ciało zmarłego, a powinni ciepnąć gdzieś pod płotem, albo rzucić na pożarcie psom, bo nie wierzą w boga. A ten kto w boga nie wierzy, człowiekiem nie jest, być ne może. To jest katolicka, mądra, ponadczasowa myśl przewodnia tego co napisałeś. To która katolicka szkoła tak naucza ? A może dobrodziej na mszy ? Z tego co napisałes wynika, że ateiści nie mają uczuć. Nie potrafią kochać, nie cierpią po śmierci zmarłego, więc i żadne rytuały, choćby odegranie ulubionego utworu zmarłego są im niepotrzebne. Straszna nienawiść wali po oczach z tego twojego wpisu. Brak szacunku do ludzi. Co cie chlopie tak na dobra sprawę obchodzi, kto, jak urzadza pochówek ? Skąd u ciebie taka potrzeba poniżania bliźniegoktóry inaczej mysli, czuje, zachowuje się. Wyrządza ci krzywdę ? Czujesz się zagrozony, boisz się ? Stąd ta agresja ? Jakimś wytłumaczeniem dla mnie jest to, że jesteś zawzietym katolikiem,a z agresją ze strony takich ludzi spotkałam się w realu również. Mimo wszystko nie wiem, kto, gdzie i jak wychowuje takich jak ty ludzi.
                              • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:30
                                Co ty z szarymi myślami człowieku masz z tymi pogrzebami ? Tak często o tym piszesz, że mam wrażenie, że to twój pogrzeb ma być ukoronowaniem, najważniejszym wydarzeniem twojego życia. Jakby dziwnie by to nie brzmiało, bo przecież będziesz martwy. Niczego nie będziesz czuł i widział. Dlatego tak bardzo się boisz, aby jacyś koledzy nie pochowali cię bez bizantyjskiego przepychu. Nie wszyscy mają takiego jak ty stracha. Nie dla każdego pogrzeb ma być tym najwazniejszym wydarzeniem. Niektórzy bardziej chcą ładnie żyć, niż mieć ładny pogrzeb. To nie strasz już.
                                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 13:25
                                    No niech ci będzie. Ateiści na pogrzebach są irracjonalni, bo ? Zabrakło mi wyjaśnienia dlaczego. Przy okazji napisz dla lepszego mojego zrozumienia - katolicki pochówek jest racjonalny, bo....Wiem już, że pochówek bez księdza cię po prostu śmieszy, ale to nie dowód na irracjonalność ateistów, a raczej na to, że nie powinieneś brać w nim udziału. Nawet jeżeli idziesz tam, bo zmarł twój znajomy ( nie podejrzewam, że z ciekawości, aby się pośmiać, bo to bardzo nieładnie by o tobie mówiło), to zawsze można pójść już po uroczystości i zapalić znicz w samotności. Pomodlić się. W ten sposób pożegnać się. A tak swoją drogą, skąd w katolickiej Polsce tyle niekatolickich pochówków ? I to wśród twoich znajomych ? Żebyś miał tak zdecydowaną, niepodważalną opinię, musiało być ich sporo.
                              • asiazlasu Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:19
                                "Po co im niedziela"

                                zeby odpoczac po pracy. Wymog ekonomiczny : odnowic sily robocze.

                                a po co im pogrzebowy obrzadek laicki ? Bo TEZ kochaja ludzi ktorzy odchodza i TEZ potrzebuja symbolicznej ceremonii pozegnania. Zeby dotarlo ze ten ktos zmarl. Taka ludzka psychologia.
                                Ateista TEZ czlowiek. Widac trudno to zrozumiec....
                                • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:47
                                  Tylko że chodzi o to że przy tym symbolicznym pożegnaniu zbiorą się różni ludzie. Dla jednych wyczyny świeckiego księdza będą śmieszne, dla innych bardzo poważne. Jeden będzie pękał ze śmiechu, drugi płakał, będzie pomieszanie z poplątaniem. Takim ludziom będzie trudno żyć obok siebie. To tak samo jak Polka ożeni się z arabem, różnica kulturowa sprawi dla niej to będzie piekło jak wyjedzie do kraju arabskiego, a dla araba będzie piekło jak Polka postanowi się z nim rozwieść. I jak żyć w takim zróżnicowanym społeczeństwie. Jeden będzie rozkładał dywanik aby się pomodlić drugi będzie patrzył na niego jak na dziwadło.
                            • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:43
                              Masz pewnie na myśłi takich głęboko moralnych ateistów jak Stalin czy Dzierżyńśki? Moralność dotyczy jednostek. W każdej grupie są jednostki przestrzegające zasad i te, któe łąmią zasady. Stosowanie statystycznych uproszczeń do niczego nie prowadzi. Dokładnie tak samo jak wyciąganie jednostkowych przykładów. Sednem sporu jest jednak, w tym wątku, to że Kościól Katolicki nie wierzy w pioruny czy wulkany, ani w doczesne kary Bożę, nawet jeśłi jakiś niedouczony ksiądz tak powie. Bo, co CIebie i Maurę zaskoczy, my wierzymy w Boga, a nie w księży.