Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list

03.03.11, 19:13
tolerancja nie jest naturalna cecha ludzi- trzeba sie jej nauczyc. przez piewsze kilkaset lat chrzescijanie byli przesladowani. wystarczylo kilkadziesiat, by stali sie przesladowcami.
    • 6burakow Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 03.03.11, 19:40
      Mysle ze to co sie stalo jest symptomatyczne dla Polski i Polakow. Wyemigrowalem z powodu komunizmu, nie wroce z powodu katolicyzmu.
      • altavitae Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 03.03.11, 22:35
        Dokladnie to samo !
        Jestem Polka..i zawsze to podkreslam w rozmowach z tutejszymi..ale wracac do Polski mi niesporo.
        Ten kraj zostal totalnie przemielony przez KK i spoleczenstwo , ktore chyba nigdy nie nie bedzie zaliczane do liberalnej kultury i cywilizacji europejskiej.
        Jestesmy w sensie istnienia narodowego ..ewenementem na skale swiatowa.A jest to ewenement bardzo niechlubny.
        Wiem , ze gdybym wrocila..mialabym powazne problemy ...moze nie z rodzina..ale z innymi ludzmi..i " instytucjami"
        • hermina5 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 08:36
          O matko jedyna!

          Teraz posypią się listy w stylu:

          "jestem nauczycielką i jestem wegetarianką"
          "jestem nauczycielką i jestem Żydówką"
          "jestem nauczycielką i jestem z "Krytyki politycznej"
          itp

          Ludzie, zanim ktoś wypłodzi jeszcze 10 takich listów, pomyslcie trochę. Idziecie do szkoły, a zaczynacie od napisania, jakie głupie macie wspóllpracownice. (opis pokoju nauczyciwelskiego) To grono nie lubi, kiedy ktoś się wyróznia - dostajecie w prezencie na wlasny dystans i poczucie wyzszosci, dystans i poczucie wyzszosci drugiej strony. Napierw was nie lubia, dopiero potem, ewentualnie szukają haka. A taki hak znajdzie sie i na katoliczke.
          • brat_barnaba Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 10:30
            Usiłujesz "rozmydlić" problem, pomniejszyć jego wagę sugerując, że powodem ostracyzmu i agresji wobec autorki był jej pogardliwy stosunek do koleżanek i kolegów nauczycieli. Nadaremnie. Każdy w miarę rozgarnięty człowiek wie dobrze jakie stosunki panują w naszym społeczeństwie i że rzeczywista przyczyną szykan wobec młodej nauczycielki była jej odmienność światopoglądowa i obyczajowa. Twój wysiłek intelektualny na rzecz klajstrowania sprawy i "zamiatania pod dywan" faktycznego prześladowania niekatolików (a w szczególności ateistów) w Polsce poszedł na marne!
            • hermina5 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 11:38
              Jestem Polką. Jestem ateistką. Nikt mnie z pracy za to nie wyrzucił. Przykro mi bardzo, powinno byc inaczej.
              • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 11:57
                Nie ironizuj. Po prostu miałaś niebywałe szczęście albo pracujesz akurat w środowisku indyferentnym światopoglądowo i religijnie, co też w końcu się zdarza, nawet w tym chorym kraju. Albo skwapliwie ukrywasz swoje poglądy milcząco akceptując ten terror religijny, który faktycznie ma miejsce w Polsce.
                • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:25
                  Nie ideologizuj.

                  o prostu miałaś niebywałe szczęście albo pracujesz akurat w środ
                  > owisku indyferentnym światopoglądowo i religijnie

                  Pracowałam w różnych środowiskach, wiec nie sadzę, aby niebywałe szczęście mniw nie opuszczało. Mało kogo tam interesowało, co kto wyznaje. Powiedziałabym wręcz, ze to w ogóle nikogo nie interesowało.

                  >lbo skwapliwie ukrywasz swoje poglądy milcząco akcept
                  > ując ten terror religijny,

                  To nieprawdopodobne, ze osoba tak walczaca o tolerancję i róznorodnosc posta, LEPIEJ ODE MNIE WIE, JAK SIE ZACHOWUJĘ , KIEDY MNIE PRZESLADUJE TERROR, Z KTORYM SIE NIE ZETKNEŁAM.
                  • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:28
                    Co pewien czas zżera mi posty i przychodzi połowa. Chciałam również głośno i wyraznie powiedzieć, że jako AGNOSTYK równeiż nie miałam NIGDY osobistych problemów z katolikami w pracy. A tutaj sadzę, ze konflikt poszedł po linii - ketechetka -religioznawczyni, z czego jedna zaczeła podbuntowywać resztę.

                    • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:32
                      Dodam jeszcze jedno od siebie - naprawdę mozna miec problem z katolikiem w gabinecie ginekologiczny. Ale często gęsto to nie problem katolika, ale gigantycznej obłudy, bo katolik -ginekolog widzacy banknot szybko przechodzi na stronę agnostyków, a nawet ateistów...I to jest prawdziwy problem, bo sami sobie ten system wybudowalismy, a teraz znów ktoś poleci głosować na SLD, które znów nic nie zrobi.
                      • krasnov To "norma" w tym kraju 31.03.11, 07:02
                        Znam kilkoro nauczycieli ateistów lub agnostyków. Wszyscy ukrywają swoje poglądy ze strachu przed represjami i prześladowaniem. I wyrzuceniem z pracy, oczywiście.
                    • indywidualismus Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:46
                      iluminacja256 napisał:
                      . Chciałam również głośno i w
                      > yraznie powiedzieć, że jako AGNOSTYK równeiż nie miałam NIGDY osobistych probl
                      > emów z katolikami w pracy.
                      To świetnie, ale nie napisałaś GDZIE pracujesz/pracowałaś (hermina tak samo). I czy masz jakiekolwiek, a jeśli tak, to jakie pojęcie o współczesnej szkole. Publicznej, czyli katolickiej.
                      Pozdrawiam, też agnostyk.
                      • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:17
                        Nie mam obecnie kontaktu ze szkołą, ostatni miałam gdzieś około 2004 r. Mam jednak kilku znajomych, którzy pracują lub pracowali w zawodzie. Jeden z nich doprowadził posrednio do "pozbycia się " księdza, z którym , deliaktnie mówiąc, młodzież sobie nie radziła i wymienienia go na rozsadniejszego katechetę, wiec czasem swięta krowa nie jest aż taka nietykalna.
                        Dla mnie jednak problem jest rozłozony trochę naczej - szkoła ZAWSZE była systemowa, kiedyś pędziła na akademie ku czci PZPR, teraz na msze za JP II. Jesli dyrektor miał ciągoty harcersko-patriotyczne, nagle okazywało się, ze co drugi nauczyciel je ma, a co za tym idzie uczniowie też mieć musza :) Zwykły, najzwyklejszy koniunkturalizm i równanie do średniej - podejrzewam, ze to jest w polskiej szkole niezmienne.

                        Sama idea religii w szkole jest idiotyczna i szkodliwa zarówno dla szkoły, jak i dla religii. NA SZCZĘSCIE NIE JEST OBOWIAZKOWA i warto o tym pamiętać.
                        • krzysiozboj Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 16:26
                          Widzę obrywasz od ateistów za to że nie obrywasz od katolików :D
                          A co do religii w szkole, wprowadzono nam ją gdy byłem w 4 klasie technikum, poszedł ostry konflikt między uczniami akurat naszej klasy i katechetą, po roku katechezy część z nas poprosiła o końcowe świadectwo religii po 4 klasie i deklarowała niechęć dalszej katechezy. Zmieniono nam katechetę i było później całkiem fajnie. Więc tu jakby potwierdzam tylko to co piszesz, to nie są święte krowy.
                          • makoshika Katolicy nie mordują strzałem w tył głowy, mają 07.03.11, 23:03
                            bardziej wyrafinowane metody. To, co robią te szuje jest dowodem, że religia nie ma nic wspólnego z moralnością.
                            • krzysiozboj Re: Katolicy nie mordują strzałem w tył głowy, ma 07.03.11, 23:07
                              Ale też mordują czy nie? No i w sumie to chyba dobrze że jestem katolikiem, co prawda jakoś tak średnio czuję się oprawcą ale przynajmniej nie czuję się ofiarą - a to już zawsze coś :))
                          • fred_die Re: Zamiatanie problemu pod dywan 09.03.11, 09:10
                            W czwartej klasie technikum to masz już dowód osobisty w kieszeni i katecheta może cię co najwyżej pocałować, sam wiesz gdzie. Wcześniej o twojej edukacji decyduje rodzic, który decyzję pozostawia szkole, patrz katechecie i nie masz nic do gadania.
                  • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:38
                    > Pracowałam w różnych środowiskach, wiec nie sadzę, aby niebywałe szczęście mniw
                    > nie opuszczało. Mało kogo tam interesowało, co kto wyznaje. Powiedziałabym wr
                    > ęcz, ze to w ogóle nikogo nie interesowało.

                    Przepraszam, ale właśnie potwierdzasz, że miałaś szczeście pracować w środowiskach indyferentnych światopoglądowo i religijnie. Owszem, są takie, ja równiez większość życia przepracowałem w takim właśnie środowisku. Ale już np. środowisko w miejscu mojego zamieszkania było zupełenie inne i moje dzieci musiały znosić wiele szykan ze strony swoich zindoktrynowanych religijnie równieśników. Na szczęscie były do tego dobrze przygotowane. :)

                    > To nieprawdopodobne, ze osoba tak walczaca o tolerancję i róznorodnosc posta,
                    > LEPIEJ ODE MNIE WIE, JAK SIE ZACHOWUJĘ , KIEDY MNIE PRZESLADUJE TERROR, Z KTORY
                    > M SIE NIE ZETKNEŁAM.

                    Niepotrzebnie krzyczysz wielkimi literami, w dodatku insynuujesz mi coś, czego nie twierdziłem, a jedynie wskazałem na możliwość pewnej postawy. Wyraziłem przypuszczenie jako jedna z mozliwości, a to istotna różnica niż "wiedzenie" lepiej. Nie twierdziłem też, że musiałas się zetknąć z terrorem religijnym, a nawet przeciwnie, napisałem, ze pewnie miałaś szczęście nie zetknąć się z tym zjawiskiem. Nie znaczy to jednak, że takie zjawisko nie istnieje. Znam je doskonale z autopsji, kiedy to np. oburzona sąsiadka nawymyślała mi, że mam czelność kosić trawnik w Boże Ciało. I z wielu innych zdarzeń i sytuacji.
                    • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:04
                      Przepraszam, ale właśnie potwierdzasz, że miałaś szczeście pracować w środowisk
                      > ach indyferentnych światopoglądowo i religijnie

                      Nie sadzę, aby to było wybitne szczescie czy sukces. Dla mnie akurat w Polsce o wiele wiekszym problemem niz katolicym czy ateizm jest nagminne wymuszanie na pracownikach zakładania własnej działalnosci gospodarczej, co odciaza pracodawcę , a wszystkie socjalne powinnosci przerzuca na pracownika i czego juz raczej swiatopoglądową indyferencją nie nazwę , bo bardzo to ładnie pokazuje kult neoliberanego kantowania człowieka. Jesli po 4 na 5 rozmów o pracę masz taka alternatywę to naprawdę, dumanie nad tym, czy twój szef jest katolikiem czy ateistą raczej mało cię interesuje, znacznie bardziej interesują jego poglądy socjoekonomiczne.


                      oje dzieci musiały znosi
                      > ć wiele szykan ze strony swoich zindoktrynowanych religijnie równieśników

                      Religia nie powinna być nauczana w szkole. Jest nauczana na skutek zapisów konkordatowych. Aby nie była, nalezaloby wypowiedziec postanowienia konkoradatu. Tylko tyle i aż tyle. I tutaj nalezy mieć pretensje do pewnego rządu, nie do nauczycieli...

                      Znam je doskonale z
                      > autopsji, kiedy to np. oburzona sąsiadka nawymyślała mi, że mam czelność kosić
                      > trawnik w Boże Cialo

                      Jesli robiłeś to na trasie procesji, to raczej mnie to nie dziwi i to kwestia nieingerencji, a nie -terroru. Poza tym, chyba sasiadka zrobiła to we własnym imieniu, a nie w imieniu setek katolików , wiec trudno to raczej nazwać terrorem. Nie pcham sie do koscioła i on raczej też nie pcha się bardzo w moje zycie, poza gabinetami ginekologicznymi i tutaj rzeczywiscie widze spory problem.

                      Nie znoszę w tych dyskusjach pozycjonowania się w formie czarne -białe. Zły, narzucający wszystko katolik - porzadny, opresjonowany ateista /agnostyk/innowierca. Rzeczywistosc jest zazwyczaj trochę bardziej wielowymiarowa - goraco polecam przeczytanie ostatniej ksiazki M. Szczygła "Zrob sobie raj" . Jest tam sporo rozdziałów o "polskim katolicyzmie i czeskim ateizmie" Niekiedy bardzo zaskakujacych.
                      • sclavus Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:15
                        Konkordat wcale nie stanowi o nauczaniu religii w szkołach....
                        Religia do szkół została wprowadzona kuchennymi drzwiami, najpierw jako nieoboeiązkowa, następnie quasi obowiązkowa; najpierw nieodpłatnie a następnie płatnie... z prawem wtrącania się katechetów w sprawy pedagogiczne...
                        Nadgorliwość polityków i wielkiej części nauczycieli, stworzyła całą resztę...
                        PeeS - moje dzieciaki uczyły się początkowo w szkole katolickiej, ale ... nigdy nie miały lekcji religii... - oczywiście, nie było to w Polsce!
                        • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 13:26
                          Mylisz sie . Miałam tę watpliwą przyjemnosc, ze zarówno konkordat , jak i uatawa antyaborcyjna przypadały na lata mojej burzliwej antysystemowej młodosci, więc zywo mnie to interesowało i najgorszemu wrogowi nie zyczyłabym takiej indoktrynacji dzieciaków i młodzieży jaka były lata 90. w Polsce.

                          To tekst umowy konkordatowej:

                          KONKORDAT



                          między Stolicą Apostolską
                          i Rzecząpospolitą Polską

                          Artykuł 12

                          1. Uznając prawo rodziców do religijnego wychowania dzieci oraz zasadę tolerancji Państwo gwarantuje, że szkoły publiczne
                          podstawowe i ponadpodstawowe oraz przedszkola, prowadzone przez organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych.

                          2. Program nauczania religii katolickiej oraz podręczniki opracowuje władza kościelna i podaje je do wiadomości kompetentnej władzy państwowej.

                          3. Nauczyciele religii muszą posiadać upoważnienie (missio canonica) od biskupa diecezjalnego. Cofnięcie tego upoważnienia oznacza utratę prawa do nauczania religii. Kryteria wykształcenia pedagogicznego oraz forma i tryb uzupełniania tego wykształcenia będą przedmiotem uzgodnień kompetentnych władz państwowych z Konferencją Episkopatu Polski.

                          4. W sprawach treści nauczania i wychowania religijnego nauczyciele religii podlegają przepisom i zarządzeniom kościelnym, a w innych sprawach przepisom państwowym.

                          5. Kościół katolicki korzysta ze swobody prowadzenia katechezy dla dorosłych, łącznie z duszpasterstwem akademickim.


                          • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 14:43
                            Nie, sclavus nie myli się. Konkordat jest, w cytowanej przez Ciebie części, sprzeczny z Konstytucją RP (art.25 pkt 2), a jako akt prawny niższego rzędu niż ustawa zasadnicza nie powinien być w tej części wykonywany.
                            • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 15:27
                              Konkordat jest, w cytowanej przez Ciebie częś
                              > ci, sprzeczny z Konstytucją RP (art.25 pkt 2), a jako akt prawny niższego rzędu
                              > niż ustawa zasadnicza

                              Konkordat nie jest aktem prawnym niższego rzędu niż konstytucja, ale umowa międzynarodową - zawarta miedzy takim państwem jak Polska i takim państwem jak Watykan.
                              Zeby było zabawniej konkordat podpisano przed uchwaleniem Konstytucji , a uchwalenie konstytucji poprzedzała gigantyczna awantura o preambułę konstytucyjną odwołująca sie do (b)Boga.

                              Tak wiec, konkordatu nie mozna nie wykonywać, mozna go najwyżej zerwać, bo redefiniować się nie da - katechetów opłaca MEN.
                              • iluminacja256 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 15:28
                                Poza tym, przepraszam, ale ja też musze popracowac czasem, wiec w tym watku dzisiaj juz sie nie odezwe
                              • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 17:52
                                Umowy międzynarodowe zawierane przez państwo polskie muszą być zgodne z Konstytucją RP, która jest nadrzędna wobec wszystkich innych aktów prawnych, w tym umów ratyfikowanych przez Sejm (konkordat został podpisany przez rząd Suchockiej, a ratyfikowany przez Sejm awuesowsko-unijny AWS+UW) Ustawę zasadniczą uchwala natomiast Zgromadzenie Narodowe (Sejm + Senat), a ponadto podlega ona zatwierdzeniu w referendum powszechnym. Umowa sprzeczna z Konstytucją nie powinna w ogóle być zawarta, a jeśli została zawarta wcześniej, to winna być wypowiedziana. Oczywiście, istnieje tez możliwość dostosowania ustawy zasadniczej do sprzecznej z nią umowy, ale to raczej przypadki wyjątkowe. Z pierwszeństwem i następstwem konstytucji i konkordatu nie jest do końca tak, jak sugerujesz. Jego ratyfikacja, a więc wejście w życie, została dokonana przez Sejm III kadencji, podczas gdy Konstytucję RP uchwaliła jeszcze izba II kadencji (wraz z Senatem). Awantura - jak piszesz - o preambułę nie była bynajmniej "gigantyczna", a nawet stosunkowo niewielka (mówię, oczywiście o dyskusji w Sejmie i Senacie), gdyż przeciwnicy odwołania do boga byli niejako postawieni pod ścianą. Bez tej inwokacji uchwalenie, a zwłaszcza zatwierdzenie w referendum nie byłyby w ogóle możliwe. Pomimo poparcia cześci hierarchów KK Konstytucja ledwie przeczołgała się przez referendum, bowiem wpływy sił wstecznych i destrukcyjnych są wciąż w Polsce bardzo duże, a ponadto duża część społeczeństwa wykazuje obojętność wobec swoich praw do współdecydowania o losie kraju.
                                Biedny ten nasz kraj :((
                                • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 18:58
                                  Czy religia katolicka w szkole jest obowiazkowa dla wszystkich, w tym niewierzących? Nie jest. Jakby była obowiazkowa, to byłoby sprzeczne z konstytucją. Dla niewierzacych jest etyka - jak jej nie ma to trzeba wyskoczyć z ryjem na dyrektora, bo tutaj to jego zafajdany inters, zeby zorganizować etykę jak ma grupę uczniów niewierzących.

                                  Czy jest to jedyna religia, której lekcje są w szkole mozliwe? Nie, maja też taka mozliwosc np. ewangelicy.


                                  A ta katechetka pewnie poczuła, ze konkurencja jest coś za cwana i za mądra, wiec zaczeła knuć. Czasem siętrafi takie grono, ze tylko swinie sobie podkładaja a pretekstem moz ebyc umycie zebów pastą mietową ( bo pewnie pił w pracy)
                                • p.s.j Re: Zamiatanie problemu pod dywan 09.03.11, 11:39
                                  > Umowy międzynarodowe zawierane przez państwo polskie muszą być zgodne z Konstyt
                                  > ucją RP, która jest nadrzędna wobec wszystkich innych aktów prawnych,

                                  Careful, carefuuuulll.... Wchodzisz na grząski grunt, na którym okopali się około-LPRowi krytycy Unii, kwestionujący traktat akcesyjny i inne unijne rozwiązania na podstawie Konstytucji RP właśnie...
                                • izak31 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 24.03.11, 10:55
                                  Gdyby była tak jak piszesz to by czesciej bylo słychac o zerwaniu konkordatu. niestety umowy miedzynarodowe są ponad Konstytucją Rzeczpospolitej. Jedynie to mozna pomachac szabelką jak Prezydent bedzie cos robił zgodnego z konkordatem,ze np. lamie Konstytucje bo to na Nią składal przysięge. A zaa złamanie Konstytucji powinna byc procedura odwołania prezydenta z urzedu.
                          • nonna2 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 08.03.11, 09:04
                            [...]organy administracji państwowej i samorządowej, organizują zgodnie z wolą zainteresowanych naukę religii w ramach planu zajęć szkolnych i przedszkolnych. [...]

                            Pomijając głupotę takiego punktu konkordatu, oceniam sam zapis - "zgodnie z wolą". Oświadczenia powinni pisać ci, którzy chcą religii, a nie ci , którzy nie chcą. Takie podejście sprawiło, że powstało błędne koło. Ludzie posyłają dzieci na religię dla świętego spokoju, aby się nie wychylać. Ile powstaje w ten sposób szkód moralnych, świat widzi.
                            Kto nas wyprowadzi z tego błędnego koła?
                            Pierwszą czynnością nowych władz powinno być pisanie oświadczeń przez tych, którzy chcą chodzić na lekcje religii, a potem się zobaczy.
                      • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 14:36
                        iluminacja256 napisał:

                        Wybacz, ale ta rozmowa nie jest o problemach pracowniczych ludzi pracy najemnej, które są oczywiście ważne, ale akurat nie w dyskusji o światopoglądzie i jego skutkach społecznych. W wielu miejscach pracy światopogląd rzeczywiście nie odgrywa roli, bo - że się tak wyrażę - nie ma po temu okazji, większą rolę grają tam często poglądy polityczne. Ale właśnie w szkole, do której bezpardonowo wkroczyła religia, konflikty na tle religijnym zdarzają się i jest to chyba nawet nieuchronne.

                        Nie można uzasadniać nauki religii w szkołach konkordatem, ponieważ jest to ledwie umowa międzynarodowa, podczas gdy ustawa zasadnicza w art.25 mówi o neutralności światopoglądowej i religijnej państwa. Państwowa szkoła winna być więc wolna od wszelkich wpływów wyznaniowych i tylko hipokryzji, która obecnie urosła w Polsce do rangi racji stanu należy zawdzięczać orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego z 1993 r. o braku sprzeczności nauczania religii w szkołach z Konstytucją RP. Dla każdego logicznie myślącego człowieka ta sprzeczność jest bowiem oczywista.
                        Moja posesja nie leży, oczywiście, na trasie procesji, a dobry kilometr od najbliższego kościoła, moje koszenia trawy nie miało więc żadnego wpływu na uroczystości kościelne. Oburzenie sąsiadki było więc typowym przeświadczeniem większości katolików, że ich śwęta religijne obowiązują wszystkich obywateli i wszyscy winni podporządkować się ich "przepisom". Zresztą procesje "bożocielne" wychodza na ulice miast na ogół nielegalnie, bo proboszczowie nawet nie fatygują się aby wystapić do władz o zezwolenie na zajęcie pasa drogowego (tak się to oficjalnie nazywa) w określonym czasie i miejscu ponieważ, jak większość ich wyznawców, są przekonani o nadrzędności praw religijnych nad pzrepisami porządkowymi.

                        Ja nie "pozycjonuję" ani siebie, ani nikogo na "czarnych" i "białych", robią to właśnie ci, którzy nie dostrzegają złożoności społeczeństwa i usiłują podporządkować swoim poglądom oraz obyczajom innych. Szczygła kupiłem, ale zdążyłem dopiero przeczytać dwa eseje, w tym świetny "Zapaliło się łóżko" o słynnym czeskim ekscentryku Egonie Bondym. Reszta leży i czeka na swoja kolejkę. :))
                        • nibywroclawianin Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 19:01
                          Boże Ciało i kilka innych świąt religijnych jest w Polsce zarazem świętem religijnym jak i państwowym. Nie wiem co na to mówi prawo, ale uważam że zakłócanie spokoju czynnościami (w szerokim rozumieniu) porządkowymi, powinno nie mieć miejsce.
                          • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 19:20
                            To mi troche przypomina historie znajomego, który lata temu coś budował jako inzynier w Iranie chyba. W islamie przez miesica się posci i je po zmierzchu i przed switem . Ich jako innowierców, do tego przybyszy z innego kraju i tradycji ten post nie dotyczył, ale dosyć szybko kapneli się, z e nietaktem byłoby publiczne zarcie pod nosem facetow, którzy posiłek zjedli o swiecie, a następny zjedzą po zmierzchu. I sprawa kosiarki ma się podobnie.
                            • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 21:01
                              Konwenanse i grzeczności mają sens jeśli są wzajemne. Czy sądzisz, że katolicy gotowi są również szanować święta innowierców i zachowywać się powściągliwie w Pesach, Jom Kipur czy Chanuka? Albo choćby prawosławną wigilię i Boże Narodzenie, wypadające dwa tygodnie po katolickich? Nie teoretyzuk, tylko popatrz na realną rzeczywistość i dopiero wówczas fromułuj odważne sentencje.
                              • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 21:21
                                Zamiast żołądkowac się zza monitora,jak to sasiadka ci kosiarkę przesladuje w Boze Ciało, lepiej pojedz sobie na Podlasie na prawosławną Wigilię. Tam katolicy są w mniejszosci i jakos w kosciele ci ksiadz powie, dwa tygodnie po katolickiej, ze teraz bracia obchodzą swoją Wigilię wg kalendarza juliańskiego i zaden katolik prawosławnemu pod domem kociej muzyki nie urzadza w jego swięta, a raczej zyczy wszystkiego najlepszego. Tak samo na prawosławnej Górze Grabarce i katolików i prawosławnych spotkasz na modlitwie , a jeden drugiemu po mordzie nie daje jakoś.

                                ale ty to mi coś na takiego wyglądasz, co specjalnie by sobie koszue "Nie płakałem po papiezu" kupił i dziwił sie potem, ze wszystkich wokól wk.ur...a, a przecież taki tolerancyjny i go pzresladują !
                                • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 08.03.11, 01:12
                                  Bądż łaskaw snuć swoje hipotezy i wyprowadzać wnioski z jakichś znanych ci z autopsji przykładów, bo - jak już nadmieniłem - zanadto teoretyzujesz.
                                  Użycie tzw. brzytwy Ockhama (notabene średniowiecznego mnicha, który jako pierwszy upowszechnił spostrzeżenie, że nie należy mnożyć bytów ponad potrzeby) skłania aby zapytać dlaczego w ogóle muszę znosić jakieś fanaberie ludzi mających abstrakcyjne wizje, oddających cześć i składających hołdy jakimś dziwacznym, fikcyjnbym postaciom i w dodatku respektować te fantasmagorie oraz dostosowywać się do wynikających z tych imaginacji obyczajów.
                                  To fakt, że po papieżu nie płakałem, bo nie był on bohaterem mojej bajki (jak zresztą dla bardzo wielu ludzi na świecie; to tylko polskie histeryczne media lansowały wizerunek Wojtyły jako wicepanaboga, a może nawet nadboga), niemniej nie odczuwałem potrzeby manifestowania swoich uczuć i paradowania w stosownej koszulce. Specjalistami od manifestowania swoich emocji są właśnie katolicy, którzy muszą zawsze zawiadamiać cały świat o swoich konfabulacjach i wizjach. Nie uważam jednak, że ci, którzy włożyli koszulki z "nie płakałem..." wkurzali WSZYSTKICH. Mnie akurat nie wkurzali, skąd więc masz legitymację aby czynić tak daleko idące uogólnienia? Po raz kolejny uciekasz się do demagogii, panie nadrzeżączka.
                                  • hypertryper Re: Zamiatanie problemu pod dywan 08.03.11, 10:24
                                    Napisałem ci wyraznie o realizacji praktycznej - rusz tyłek na Podlasie, zobaczysz jak zachowuj sie katolicy wobec prawoslanych, a wg twoich teorii oni przeciez zadnego innowiercy nie szanują. I kto tu uprawia demagogię?

                                    mie akurat nie wkurzali, skąd więc masz legitymację aby czynić tak dalek
                                    > o idące uogólnienia?

                                    Doskonale wiem, ze ciebie nie wkurzali, przeciez ci napisałem, ze ty uwazasz ich za zupełnie ok, wiec o co ci chodzi? Jesteś katolikiem? Nie. Jateż. Ale mnie wkurzali. Bo nie lubie idiotów, którzy nie potafią sie zachować jak umrze dla kogoś ktoś wazny. To znaczy nei demonstrować, ze ma sie to w dupie, bo dla ciebie nie był wazny,

                                    raz kolejny uciekasz się do demagogii, panie nadrzeżącz
                                    > ka.

                                    Argumenty się kończą?
                          • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 21:14
                            nibywroclawianin napisał:
                            > Boże Ciało i kilka innych świąt religijnych jest w Polsce zarazem świętem relig
                            > ijnym jak i państwowym. Nie wiem co na to mówi prawo, ale uważam że zakłócanie
                            > spokoju czynnościami (w szerokim rozumieniu) porządkowymi, powinno nie mieć mi
                            > ejsce.

                            Mylisz się. Boże Ciało nie jest świętem państwowym. Jest świętem kościelnym sankcjonowanym przez państwo w ten sposób, że stanowi ustawowo dzień wolny od pracy. Święta państwowe mają swoje nazwy i są to m.in. Święto Narodowe Trzeciego Maja, Narodowe Święto Niepodległości (11.XI), Święto Pierwszy Maja, Święto Wojska Polskiego (15.VIII) i inne, przy czym dniami wolnymi od pracy są tylko wymienione święta, pozostałe przypadają w zwykłe dni robocze. Zakazu pracy we własnym ogrodzie nie ma w żaden dzień, także w święta. Przepisy porządkowe mówią tylko o zakłócaniu spokoju w czasie tzw. ciszy nocnej tj. w godzinach 22-6.
                            • focus35 Re: Bracie Barnabo 07.03.11, 21:21

                              miło Cię poczytać, bo wiesz co piszesz i dlaczego
                              tak mało merytorycznie się wypowiem, bo jedynie pochwalnie:)

                          • miriam_73 Re: Zamiatanie problemu pod dywan 09.03.11, 17:14
                            Boże Ciało nie jest świętem państwowym. Jest dniem ustawowo wolnym od pracy. Tyle i tylko tyle. Świąt panstwowych/narodowych będących dniami wolnymi mamy aż... 3: 1 maja (święto panstwowe), 3 maja i 11 listopada (święta narodowe).
                  • brat_barnaba Re: Zamiatanie problemu pod dywan 07.03.11, 12:42
                    PS
                    Przy okazji stwierdzam niemal cudowność twojej postaci, jako że wystepujesz w dwóch osobach, jako hermina5 oraz iluminacja256. Co prawda to jeszcze nie "trójca", ale już coś! :))
      • chybawierzacy I oto nam chodzi 06.03.11, 20:07
      • granby Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 00:45
        ja tez
      • 6.smiech Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 14:40
        6burakow napisał:

        > Mysle ze to co sie stalo jest symptomatyczne dla Polski i Polakow. Wyemigrowal
        > em z powodu komunizmu, nie wroce z powodu katolicyzmu.

        BRAWO ! Bardzo sluszne i trafne.
    • maura4 Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 03.03.11, 21:38
      Niestety religia katolicka w świeckiej szkole wyrządza krzywdę oświacie, uczniom i dobrym nauczycielom. Niech nikt nie mówi, że to ludzie, a nie religia, bo wystarczy ją ze szkoły usunąć, a wraz z nią znikną mierni, bierni, ale wierni. Może wtedy do pracy w szkole przyjdą dobrzy nauczyciele i wychowawcy. Jeżeli dorosla osoba, nauczycielka nie radzi sobie z tym, to jak czują się nie uczestniczący w zajęciach z religii uczniowe ? Szkoda dobrej, zaangażowanej nauczycielki. Jeszcze bardziej uczniów.
      • chybawierzacy To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 06.03.11, 20:09
        • skuba2 A ile z tych "przykazań" ma związek z religią? 06.03.11, 20:29
          Wszystkie są wcześniejsze nawet niż judaizm. (Patrz Hammurabi, etc.) Zauważ, że nawet pierwsze jest wysoce niejudaistyczne i niechrześcijańskie, bo zabrania "mieć innych bogów przede mną" co oznacza, że inni istnieją, jak najbardziej, tylko nie wolno ich mieć "przed" własnym bogiem plemiennym! Nawet nie ma zakazu czczenia tych "innych"! A reszta przykazań to zwykłe nakazy porządkowe zacieśniające grupową solidarność wewnątrz plemienia.
          Fakt, że kościół kreuje się na obrońcę obyczaju, dowodzi, że nie ma już nic innego do zaofiarowania! Nauka - nie, szkoły - nie, szpitale, nie, opieka społeczna - też już raczej nie, nawet w wojsku juz klecha nie zagrzewa do boju, choć przyda się in articulo mortis! Smutny los kościoła.
        • robert6_666666 Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 06.03.11, 22:35
          moze dwa przykazania Voltaire'a

          1. Nie czyn blizniemu twemu co tobie niemile.
          2. Nie czyn blizniemu twemu co tobie jest mile.. mozecie miec zupelne inne gusta...
        • brat_barnaba Zindoktrynowani biedacy 07.03.11, 10:55
          chybawierzący napisał:
          > To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie

          Ty tak na poważnie czy robisz sobie jaja?
          Poza pierwszymi trzema "przykazaniami", które mają charakter regulaminu grupowego (lojalności plemiennej), wszystkie pozostałe dają się z grubsza zastapić uniwersalną zasadą nie czynienia drugiemu człowiekowi tego, czego sami sobie nie życzylibyśmy. Ludzkość "odkryła" tę zasadę (i wynikające z niej prawa) na długo przed tym, jak zostały sformułowane i pojawiły się w religii słynne "przykazania". Przywłaszczenie sobie przez chrześcijan uniwersalnych praw ludzkich i przekonanie większości katolików o religijnym pochodzeniu tych zasad, to wynik działania słynnej goebbelsowskiej dewizy, że kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą. Kłamstwo o religijnych pochodzeniu "przykazań" powtarzane jest miliardy razy od dwóch tysiącleci, nic więc dziwnego, że - wbrew oczywistym faktom - bardzo wielu ludzi jest zindoktrynowanych tak, jak ty, i nie zastanawia się nawet nad tym jawnym oszustwem.
        • asraz Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 12:44
          DZIESIĄTE PRZYKAZANIE BOŻE brzmi: " Ani żadnej rzeczy,która jego jest".

          Jest to wyjątkowo głupie przkazanie. Czyżby Bóg nie umiał myśleć i wysławiać się w
          sposób logiczny.Pozostałe są w miarę czytelne, chociaż ponoć jedno a nich zostało
          zafałszowane?????
          • brat_barnaba Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 12:57
            Nie zafałszowane, tylko po prostu usunięte, wykreślone. BYło ono w kolejności drugim "przykazaniem" i zabraniało sporządzać wszelkie wyobrażenia Boga (rysunki, obrazy, rzeżby itp), co uniemożliwiało rozwój przemysłu dewocjonaliów i czerpanie z tego przemysłu powaznych dochodów przez KK. Nie patyczkowano się więc z nim tylko wywalono je z Dekalogu, a powstały w ten sposób "deficyt" jednego przykazania zlikwidowano w ten sposób, że ostatnie podzielono na dwa i w ten sposób wyszło owo niezgodne z normą jezykową zdanie bez orzeczenia.
            Poniżej cytuję oryginalne brzmienie niegdysiejszego drugiego przykazania w wersji "mojżeszowej".
            II. Nie uczynisz sobie obrazu rytego ani żadnej podobizny tego, co jest na niebie w górze i co na ziemi nisko, ani z tych rzeczy, które są w wodach pod ziemią. Nie będziesz się im kłaniał ani służył. Ja jestem Pan, Bóg Twój, mocny, zawistny, karzący nieprawość ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia tych, którzy mnie nienawidzą, a czyniący miłosierdzie tym tysiącom tym, którzy mnie miłują i strzegą moich przykazań.
          • brat_barnaba Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 13:02
            PS
            Zmieniono też przy okazji czwarte przykazanie, które w oryginale nakazywało czcić dzień święty, którym była sobota czyli "szabat". Ponieważ jednak KK zmienił dzień świąteczny na niedzielę, to "zreformowano" też przykazanie nakazując święcić ogólnie "dzień święty" nie precyzując o który dzień chodzi. :))
        • sclavus Re: To znasz lepsze przykazania niz te 10? Nie 07.03.11, 13:19
          A ty?
          Nie znasz wcześniejszych, których odbiciem jest te 10???
          Nieuk!!!
      • szampans Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 00:30
        Młoda nauczycielka biologii w jednej z warszawskich szkół średnich wyznała mi, że jest bardzo wierząca.
        -Jak to godzisz z teorią ewolucji?- zapytałem.
        -Z teorią ewolucji? Nie ma tego w programie - powiedziała, wertując podręcznik - A...jest ! Ale nie będę tego uczyć, bo to teoria pełna błędów.
        -A co sądzisz o historii Jonasza, który podobno wędrował w brzuchu wieloryba? Znasz taki gatunek walenia?
        -Kiedyś taki gatunek MUSIAŁ istnieć - odpowiedziała.
        Zamurowało mnie. Nie potrafiłem już nic więcej powiedzieć.
        ******************************
        Zamierzałem napisać do Pani Minister z pytaniem, czy teoria Darwina może zostać pominięta na lekcjach biologii. Po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że to i tak nic nie da. Nauczyciel-katolik, któremu się przypomni o obowiązku nauczania zgodnie z programem, może zawsze się wykpić, wspominając o tej teorii i zaznaczając jednocześnie, że się z nią nie zgadza.
        ******************************
        Farmaceuci-katolicy żądają prawa do odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych. Nigdzie w świecie poza Polską taka rzecz by nie przeszła. W Polsce najpewniej to nastąpi.
        ******************************
        Młodym, myślącym ludziom mogę poradzić tylko jedno: niech wyjeżdżają z tego kraju jak najprędzej.
        • joseph.007 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 10:44
          szampans napisał:

          > Młoda nauczycielka biologii w jednej z warszawskich szkół średnich wyznała mi,
          > że jest bardzo wierząca.
          > -Jak to godzisz z teorią ewolucji?- zapytałem.
          > -Z teorią ewolucji? Nie ma tego w programie - powiedziała, wertując podręcznik
          > - A...jest ! Ale nie będę tego uczyć, bo to teoria pełna błędów.
          > -A co sądzisz o historii Jonasza, który podobno wędrował w brzuchu wieloryba? Z
          > nasz taki gatunek walenia?
          > -Kiedyś taki gatunek MUSIAŁ istnieć - odpowiedziała.
          > Zamurowało mnie. Nie potrafiłem już nic więcej powiedzieć.


          I tak już ci się powiedziało cokolwiek za dużo :D Taka sytuacja mogłaby mieć miejsce w USA, gdzie popularne są różnego rodzaju radykalne wyznania protestanckie, uważające kreacjonizm i w ogóle dosłowne odczytywanie Biblii za podstawę swoich doktryn. Jeżeli jednak piszesz, że rzecz miała ponoć miejsce w Warszawie, a nauczycielka była "bardzo wierząca" (czyli - jak rozumiem - była religijną katoliczką, bo baptystów czy świadków Jehowy jest w Polsce stosunkowo niewielu, zwłasza wśród inteligencji), to pardon, ale sytuacja wygląda na od początku do końca zmyśloną. Z tego prostego powodu, że katolicyzm zarówno aprobuje teorię ewolucji (ongiś nb. nazwaną przez JPII "czymś więcej niż tylko teorią"), jak i nie każe traktować dosłownie przypowieści biblijnych o potopie, wieży Babel, Jonaszu itd.

          > Farmaceuci-katolicy żądają prawa do odmowy sprzedaży środków antykoncepcyjnych.
          > Nigdzie w świecie poza Polską taka rzecz by nie przeszła.

          A skąd ci to przyszło do głowy? Akurat we wszystkich cywilizowanych krajach o których słyszałem, pracownik ma prawo do odmowy wykonywania prac sprzecznych z jego religią - np. w UK muzułmanin pracujący w sklepie może odmówić obsadzania go na stoisku alkoholowym, żyd może odmówić obsługi stoiska z wieprzowiną, sikhowie mają prawo do noszenia turbanu i sztyletu w każdych okolicznościach itd. Czy katolicy to jakiś gorszy rodzaj ludzi?
          • brat_barnaba Baju baju .... 07.03.11, 11:27
            joseph.007 napisał:
            > katolicyzm zarówno aprobuje teorię ewolucji (ongiś nb. nazwaną przez JPII "czymś więcej
            > niż tylko teorią")

            Nie sądzę aby JP2, który sam miał tytuł profesora (co prawda "nauki" o bycie domniemanym czyli mniemanologii) nie wiedział czym jest teoria naukowa i mógł palnąc takie głupstwo, jak cytujesz. Niestety, błędnie pojmujesz pojęcie teorii naukowej; nie jest to bynajmniej żadna hipoteza, domniemanie, coś wymyślonego i niesprawdzonego, ale "całość logicznie spoistych uogólnień, wywnioskowanych na podstawie ustalonych faktów naukowych i powiązanych z dotychczasowym stanem nauki. Ma na celu wyjaśnienie przyczyny lub układu przyczyn, warunków, okoliczności powstawania i określonego przebiegu danego zjawiska. Jest podsumowaniem wyników szczegółowych pracy naukowej. Wieńczy badania naukowe."
            Teoria naukowa to naukowe objaśnienie czegoś, co rzeczywiście istnieje i jest sprawdzalne. Hipotezą, domniemaniem jest Bóg, którego obecności nie da się w żaden sposób potwierdzić ani naukowo objaśnić.

            > Akurat we wszystkich cywilizowanych krajach o których słyszałem, pracownik ma prawo do
            > odmowy wykonywania prac sprzecznych z jego religią - np. w UK muzułmanin pracujący w
            > sklepie może odmówić obsadzania go na stoisku alkoholowym, żyd może odmówić obsługi
            > stoiska z wieprzowiną, sikhowie mają prawo do noszenia turbanu i sztyletu w każdych
            > okolicznościach itd. Czy katolicy to jakiś gorszy rodzaj ludzi?

            Źle słyszałeś albo usiłujesz wprowadzić czytelników twojego posta w błąd. Nie ma takich zasad "we wszystkich cywilizowanych krajach". Pracownik, który nie chce wykonywać czynności obowiązujących na danym stanowisku, musi sobie szukać innej pracy, a nie stawiać pracodawcę pod ścianą. To czysty absurd i bzdura. Ocvzywiście, w jakimś pojedyńczym przypadku i przy "familiarnych" stosunkach pracodawcy z pracownikiem, ustepstwo takie jest możliwe, ale bynajmniej nie jako reguła czy zasada. Zasadą jest, że to pracownik przyjmuje albo nie warunki pracodawcy, a nie odwrotnie.
            To, co usiłujesz zasugerować (że np. farmaceuci -katolicy mogliby odmawiać dystrybucji medycznych środków antykoncepcyjnych) to klasyczne zmierzanie w kierunku tradycyjnego polskiego warcholstwa!
            • joseph.007 Re: Baju baju .... 07.03.11, 12:06
              1. Ściślej mówiąc, JPII stwierdził dosłownie, że teoria ewolucji jest "czymś więcej niż tylko hipotezą" (plus qu'une hypothese).
              2. Mówię o tym, jaka jest powszechnie przyjęta praktyka. W większości normalnych krajów pracownik, który wykazałby że celowo zmuszano go do łamania swoich zasad religijnych, wygrałby w cuglach w każdym sądzie pracy. I jest to dla mnie zrozumiałe. Byłbym niewątpliwie przeciwko omawianemu przepisowi, gdyby wprowadzał on np. zakaz sprzedaży środków antykoncepcyjnych przez katolików. Dopóki jednak byłaby to tylko możliwość odmowy, to problemu specjalnego nie widzę - badania socjologiczne z 2009 r. wykazały, że 75% Polaków (w tym 67% osób określającyh się jako głęboko wierzące) akceptuje antykoncepcję; przypuszczam że śród farmaceutów odsetek ten nie jest mniejszy.
              • brat_barnaba Re: Baju baju .... 07.03.11, 12:26
                joseph.007 napisał:
                > 1. Ściślej mówiąc, JPII stwierdził dosłownie, że teoria ewolucji jest "czymś wi
                > ęcej niż tylko hipotezą" (plus qu'une hypothese).

                A to mi dopiero odkrycie! Teoria naukowa to nie to samo co hipoteza i każdy rozgarnięty człowiek powinien o tym wiedzieć. Chyba, że ogół katolików, których szefem jest rzymski papież jest tak mało rozgarnięty (co jest bardzo prawdopodobne), że trzeba im tłumaczyć czym się różni teoria od hipotezy.

                Ad.2 Przepraszam, ale odrwacasz teraz kota ogonem. Czym, innym jest mobbing czyli nadużywanie pozycji służbowej do wymuszania określonych czynności, postaw czy zachowań pracownika, a czym innym prawo do odmowy wykonywania pracy ze względu na poglądy religijne. Obie te rzeczy nie mają ze sobą nic wspólnego. Powiedzmy więc to jasno jeszcze raz: pracownik nie może warunkować wykonywania pracy swoimi poglądami religijnymi, może najwyżej pracę zmienić lub w ogóle jej nie podejmować. To pracodawca określa warunki, a pracownik albo je przyjmuje, albo nie. Kropka.
          • aaannemarie Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 17:46
            Myślę zatem, że w świetle powyższej wypowiedzi Josepha 007 Francja nie jest krajem cywilizowanym, bo nie zdarzyło mi się ani nikomu z bliskich aby farmaceuta odważył się mieszać religię do swej pracy. Za dużo chętnych na jego miejsce, wzbudziłby też szczere zdziwienie. We Włoszech, kraju wzywającym Pana Boga na pomoc, acz nie praktykującym też.
          • szampans Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 08.03.11, 02:54
            Aby zdezawuować czyjąś wypowiedź, najłatwiej napisać, że z pewnością została ona zmyślona.
            Otóż nie została. Ta nauczycielka jest rzeczywiście katoliczką - jak widać z tych, co prof. dendrologii Maciej Giertych (ojciec byłego ministra edukacji) , który publicznie, w TV, twierdził, że bajka o królu Kraku i smoku wawelskim jest dowodem na to, że dinozaury i ludzie żyli w tym samym okresie.
            To prawda, że JP II przyznał, iż teoria ewolucji jest teorią uzasadnioną. Tym bardziej mnie przeraża fakt występowania takich przypadków jak ten, który opisałem. Okazuje się bowiem, że wśród polskich, wykształconych na uniwersytetach nauczycieli istnieją tacy, którzy nie potrafią zrozumieć, że Biblii nie wolno traktować dosłownie, ponieważ jest ona pełna sprzeczności i absurdów. Niestety, indoktrynacja religijna przynosi opłakane skutki. Prymitywne, wywodzące się ze starożytności tłumaczenie powstania Wszechświata nie wymaga od słuchacza większego wysiłku. Aby poznać świat i zrozumieć powstawanie gatunków potrzeba ogromnej wiedzy. Większośc młodych Polaków woli przyjąć ideologię jak najprostszą, a Kr-k ich do tego stale nakłania.
        • dr_herpes Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 12:01
          Ogólnie rozumiem, co próbujesz powiedzieć, ale w jednym miejscu rozmijasz się z prawdą. farmaceuta nie może odmówić wydania antykoncepcji z powodów ideologicznych czy etycznych. Jeżeli spotkasz się z taką sytuacją, poproś o imię i nazwisko,, łap telefon i od razu dzwoni do inspektoratu farmaceutycznego. Farmaceuci nie są od uprawiania katolicyzmu czy innej ideologii w pracy. Są od wydawania leków i innych środków. Reguluje to prawo farmaceutyczne i inne rozporządzenia ministra
          • maura4 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 13:24
            To stan na dziś. Natomiast farmaceuci katoliccy, czy jak tam się nazwali, właśnie walczą o zmiany w prawie, aby mogli odmawiać sprzedaży srodków antykoncepcyjnych, czy wręcz nie posiadać ich w sprzedaży.
    • basienka001 Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 04.03.11, 19:20
      Jestem dumna,ze jestem Polka.Mieszkam w Szwajcarii i po zamazpojsciu zachowalam takze swoje panienskie nazwisko.Znajomi mieli bardzo duzo klopotow z szeleszczeniami,ale w koncu sie przyzwyczaili,a ja zawsze uwazalam,ze nie mam co sie wstydzic swojej narodowosci.Do czasu.Od okolo 5-ciu lat zaczely ogarniac mnie watpliwosci.Patrzac na Polske z pewnej perspektywy i majac porownanie z inna rzeczywistoscia mysle,ze dobrze zrobilam wyjezdzajac.Czytajac list nauczycielki tylko sie w tym utwierdzilam.I tylko jest mi coraz bardziej smutno,bo to przeciez moj Heimat.Pozdrawiam.
      • asteroida2 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 11:53
        > Jestem dumna,ze jestem Polka

        Sorry, ale dumna, to możesz być z czegoś, co jest twoją zasługą. Z czegoś, na co nie miałaś żadnego wpływu, możesz się np. cieszyć. Bycie z tego "dumną" jest równie mądre, jak bycie dumną z bycia brunetką albo z tego, że masz taki a nie inny znak zodiaku.
        • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 12:01
          Generalnie, co do zasady, że dumnym można być z tego, co się samemu osiągnęło lub kim się jest - masz rację. Ale w szczególnych okolicznościach, np. na emigracji, zachowanie własnej tożsamości narodowej i jej manifestowanie może być pewnego rodzaju osiągnięciem oraz powodem do dumy. To pojęcie (duma) ma wiele aspektów i nie można interpretować go zawężająco.
    • piotrek410 A to Polska wlasnie... 05.03.11, 23:41
      ktora cywilizowany swiat omija szerokim lukiem...
      • piotrek410 Re: A to Polska wlasnie... 06.03.11, 12:50
        Wszystkim porzadnym ludziom, takim jak Pani, czyli ludziom z kregoslupem moralnym, nie ulegajacym infantylnym konformizmom w postaci religijnej hipokryzji, zalecalbym jak najszybsza ucieczke z Polski. Dla dobra dzieci, ktore beda w zabiedzonej, a wiec religijnie skoltunionej Polsce, poniewierane i szykanowane.

        Bieda w Polsce bedzie sie powiekszac, bo narod religijnych kretynow jakimi staja sie Polacy, to narod skorumpowany, dziki, odrazajacy dla obcych, czyli pozostawiony sam sobie, omijany z dalega jak kupa smierdzacego gowna.
        • brat_barnaba Re: A to Polska wlasnie... 07.03.11, 11:38
          Nie podzielam twojej defensywnej, kapitulanckiej postawy i wezwania do ucieczki z kraju. Przeciwnie, uważam, że trzeba ze wszystkich sił walczyć z kołtunerią, ciemnotą i hipokryzja. Polska to także ojczyzna moja, twoja i autorki artykułu, a nie własność katolickiej bogoterii, terroryzującej psychicznie i moralnie resztę obywateli.
          Ubolewam nad tym, że autorka artykułu skapitulowała, że nie wystarczyło jej sił, odporności psychicznej i samozaparcia aby przeciwstawić się obłudzie środowiska. Nie jest jednak osamotniona, przyjdą po niej nastepni.
          • krzysiozboj Re: A to Polska wlasnie... 07.03.11, 22:49
            Katolików niestety też, nie Tylko Twoja. Ten tekst z tym terroryzowaniem psychicznym mi się "podoba". Zgadnij co by wyszło gdyby z tej dyskusji zliczyć chamskie, obraźliwe i agresywne posty i posegregować je w/g klucza "do kogo adresowane". To nieco powie Ci kto, kogo i w jaki sposób "terroryzuje psychicznie"
            • brat_barnaba Re: A to Polska wlasnie... 08.03.11, 01:26
              krzysiozboj napisał:
              > Katolików niestety też, nie Tylko Twoja. Ten tekst z tym terroryzowaniem psychi
              > cznym mi się "podoba". Zgadnij co by wyszło gdyby z tej dyskusji zliczyć chamsk
              > ie, obraźliwe i agresywne posty i posegregować je w/g klucza "do kogo adresowan
              > e". To nieco powie Ci kto, kogo i w jaki sposób "terroryzuje psychicznie"

              Niestety, muszę zakończyć dyskusję z Tobą w tej części wątka, ponieważ nie przestrzegasz elementarnych zasad insynuując mi nieprawdziwe sformułowania. Nie napisałem bynajmniej, że Polska jest "Tylko" (i to wielką literą) moja, a także moja.
              Możesz sobie zliczać "chamskie, obraźliwe i agresywne posty", ale wynik pewnie i tak zfałszujesz, tak jak fałszujesz cudze wypowiedzi.
              • brat_barnaba Re: A to Polska wlasnie... 08.03.11, 01:28
                popr. sfałszujesz
        • hypertryper Re: A to Polska wlasnie... 07.03.11, 19:25
          Nie wiem, skad wy takie pomysły bierzecie. Ja to chyba nie znam teraz ani jedenej osoby, która by do koscioła chodziła, a mieszkam w Polsce...Moze na jakiejs wsi zabitej dechami to ktos jeszcze na to uwagę zwraca, ale na pewno nie w miescie.
    • marajka Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 16:43
      Miałam niewierzącego nauczyciela, w swojej sali nie miał krzyża tylko godło. Nikt go nie szykanował, był lubiany. No ale i dyrektorka do księdza mówiła: proszę pana... Małe miasto. Województwo wschodnie.
      • kzworskaop.pl Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:10
        podziwiam panią,całym sercem jestem z panią.ja tez nie chodzę do kościoła ,moi sąsiedzi patrzą na mnie jak na raroga,podkreślając przy każdej rozmowie ,że ten sąsiad jest bardzo porządny bo chodzi do kościoła . i tak dalej.przedszkola zniknęły z naszej dzielnicy a za to budują kościół ,wciśnięty między dwoma blokami.a jaka wypasiona parafia!!! zmieściło by się co najmniej 50 bezdomnych cktórzy krążą koło śmietników.jedno wielkie szambo zię robi dzięki księżom ktorzy są naetatach nieistniejących jednostek wojskowych ,w szkołach,w szpitalach,więzieniach.wszystko za nasze podatki. koszmarna sytuacja i nie ma widzę wyjścia.
        • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 11:52
          Nieprawda, że nie widzi Pani wyjścia. Skoro tylko pisze Pani publicznie o tym, to już jest nieżle. Trzeba tak dalej - pisać, mówić, ujawniać, demaskować, a - jak tzreba - to i nogą tupnąć. Zapewniam Panią, że wielu z tych "bohaterów", którzy przyklaskują obecnym porzadkom, to zwykli konformiści i oportuniści, którzy jak się na nich zdecydowanie krzyknie - stulą uszy i grzecznie zmienią kierunek. Trzeba po prostu być zdecydowanym i twardym, nie ustępować, a walczyć o prawdę i uczciwość w życiu publicznym. Jak mawiał żartobliwie majster ze słynnego skeczu w kabarecie Dudek (J.Kobuszewski do W.Gołasa) "Chamstwu nalezy przeciwstawiać się siłom, bezwzględnościom i godnościom osobistom". :))
          Ja tak robię od niemal półwiecza (kiedy zostałem ateista w wieku 14 lat) i zapewniam Panią, że jeszcze nigdy i nikomu nie udało się zdominować mnie światopoglądowo, upokorzyć ani dyskryminować. Czuję się wolny, w pełni praw i aby obronić tę swoją pozycję nie musiałem nawet nigdy uciekać się do żadnych środków prawnych, wystarczyło zawsze zdecydowanie, twarda, jednoznaczna postawa i odważne (w razie konieczności) atakowanie przeciwników zamiast cofania się i ucieczki. Co Pania obchodzą te chochoły i ćwoki, którzy utożsamiają "porządność" z chodzneim do kościoła? Co mogą Pani zrobić? Zalezy Pani nan tych kołtunach i hipokrytach? Głowa do góry!!!!!
          • hen-live Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 23:49
            Zgadzam sie z Toba calkowicie.Tylko takie poglady powinna miec wladza, Trybunal Konstytucyjny,sady i oswiata. A jest tak ze wszyscy boją sie Kosciola, Rydzyk jest bezkarny itd.
    • w.zboralski Droga Pani,żyje Pani w prywatnym ranczo biskupów, 06.03.11, 16:48
      czyli watykańskich mafiozów. A mafiozi mają to do siebie,że nie lubieją uczciwych ludzi i swoim posługaczom, n.p. dyrektorkom szkół szerzących watykańską ideologię, nakazują uczciwych ludzi fizycznie eliminować. Więc na Pani miejscu bym się cieszył, że jeszcze nie spalili Pani domu albo nie poderżnęli Pani gardła. Watykańscy mafiozi są do wszystkiego zdolni wobec kobiet odmawiających płacenia im haraczu - tzw. "na tecę" (zwłaszcza ci, którzy wolą seks z małymi dziećmi...). Czy już teraz Pani wie, z kim ma do czynienia? Dlatego ja mieszkam w Anglii. Szkoda, że wcześniej nikt Pani tego nie uświadomił, pewnie już dawno by Pani szczęśliwie sobie ułożyła życie w jakimś bezpiecznym miejscu na ziemi, wolnym o watykańskiej mafii.
    • jop-jop Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 17:36
      Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy też nie jest na miejscu.
      Dlaczego lekceważyć to, co dla innych jest ważne?
      Nie chodzę do kościoła, ale gdy biorę udział w ślubach znajomych, pogrzebach czy chrzcinach zachowuję się zgodnie z rytuałami, by okazać szacunek obecnym.
      Gdybym miała znajomych Żydów, Protestantów czy Muzułmanów itd., chętnie przyjęłabym zaproszenie na bar micwę czy konfirmację i nie demonstrowałabym mojej niewiary, o której wszyscy znajomi i tak wiedzą.
      Tak samo zwiedzając meczet zdejmowałam buty i nie pchałam się do części dla mężczyzn, idąc ma mszę w łemkowskiej wiosce by popatrzeć na ginący folklor stałam na kobiecej połowie i starałam się naśladować gesty ludzi, a przyjmując zaproszenie wierzących znajomych wstawałam, gdy się modlili przed jedzeniem, a nie rzucałam się pierwsza do misek.
      I to nie wypływa z chęci zatajenia mego światopoglądu, bo oprowadzający po meczecie nie weźmie mnie za Muzułmankę, w wioskowym kościele też będę obca, a znajomi, jak wspomniałam wcześniej, i tak wiedzą.

      Nasuwa mi się tu porównanie - tak jak nowonawróceni starają się być świętsi od papieża, tak autorka listu wciąż potrzebuje utwierdzenia w swoich poglądach.
      • maciekz70 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 17:49
        Tylko,że jej obecność na mszy była wymuszona.A poza tym jakim prawem odbywa się msza święta z okazji otwarcia sali gimnastycznej w świeckiej szkole.
        • 0ffka Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:27
          maciekz70 napisał:

          > .... poza tym jakim prawem odbywa się
          > msza święta z okazji otwarcia sali gimnastycznej w świeckiej szkole.

          Też tego nie pojmuję! Chory kraj.. wasal watykański!
      • excrement Nie weszła tam z dobrej woli 06.03.11, 17:58
        Śmiesznie brzmi gadka o lekceważeniu w sytuacji gdy autorkę zagoniło tam odgórne polecenie, a nie dobra wola.

        Przyklęknięcie w tej sytuacji byłoby raczej wyrazem braku szacunku dla samej siebie, w ten sam sposób Ty wyrażasz brak szacunku dla odmienności wyznania autorki. Mało tego: odgrywanie roli wiernego (także ze strony samych wyznawców, choćby towarzystwa po fachu z tego artykułu) to dopiero obraza dla istoty religii - tak zwany faryzeizm.

        Nazwy wyznawców religii piszesz błędnie wielką literą.
      • ja_111 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 18:14
        szczerze mówiąc jestem wierzącą 'inaczej' - protestantką. gdy byłam w kościele z powodu ślubu bądź pogrzebu nigdy nie klękałam tylko stałam z boku. dziwnie bym się czuła klękając - nie jestem jedną z katoliczek więc dlaczego mam klękać? czy nie wystarczającym okazaniem szacunku jest skłonić głowę gdy ktoś się modli? w moim mniemaniu to wystarczy. nie muszę tańczyć gdy ktoś mi każe, ani klękać ani zachowywać się tak jak to robią w kościołach, gdzie ludzie 'mówią językami'. Mogę okazać szacunek nie zachowując się tak jak inni.
        • myslacyszaryczlowiek1 Człowiek na poziomie się kłania 06.03.11, 18:45
          mówi dzień dobry, nie mlaska, nie sra na ulicy, nie lata nago po kosciele ( a tacy też byli). Umie się zachować tam gdzie jest gościem.
          • villianna Re: Człowiek na poziomie się kłania 07.03.11, 10:03
            Jest przyjęte w naszej kulturze, że przyklęknięcie oznacza wyraz hołdu. Łączenie tego z mówieniem dzień dobry czy niesraniem na ulicy to czysta demagogia. Żaden szanujący siebie i swoje poglądy nie-katolik nie będzie klękał przed ołtarzem fałszywego (w swoim odczuciu) boga.

            Osoby, które odbierają to jak brak kultury, same takowej są pozbawione. Czasy kiedy poganie musieli klękać przed chrześcijańskim bogiem, albo im głowy ucinali, minęły w Polsce jakieś 1000 lat temu.
            • brat_barnaba Re: Człowiek na poziomie się kłania 07.03.11, 12:49
              Nie zwracaj uwagi na tego trolla i nie odpowiadaj na jego prowokacyjne, obraźliwe posty. To znany na wszystkich forach "grasant", którego poważni ludzie ignorują.
          • asraz Re: Człowiek na poziomie się kłania 07.03.11, 13:13
            myslacyszaryczlowiek1 napisał:

            > mówi dzień dobry, nie mlaska, nie sra na ulicy, nie lata nago po kosciele ( a t
            > acy też byli). Umie się zachować tam gdzie jest gościem.

            Co najmniej połowa Palaków nie zna zasad dobrego wychowania. Prawdą jest , że sami nie
            srają na ulicy, ale wyprowadzają swoje pieski, które srają wszędzie gdzie się da, a kupki
            pozostają na chodnikach, trawnikach i nie tylko.
      • agulha Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 19:46
        Demonstracyjne nieprzyklękanie?! Wielu katolików w starszym wieku też nie przyklęka, tylko się schyla jakby. Demonstracyjne to by było, jakby rozmawiała przez komórkę albo czytała gazetę.
        Sama jestem niepraktykująca i wychowana w czasach, kiedy religii w szkołach nie było. Chodziło się na nią do kościoła. Jak dla mnie, to było zdrowe. Kto nie chciał, nie chodził. A teraz uczniów i nauczycieli się do tego zmusza. Właściwie dlaczego w ogóle ona musiała tam być? Że niby uczniów pilnować? To pozostali nauczyciele zamiast klękać i się modlić też powinni raczej stać z tyłu i mieć baczenie na młodzież.
        W meczecie zdejmuję buty, nawet czasem zakładam chustkę i nie włażę do części zastrzeżonej dla mężczyzn modlących się, ale też nikt mnie nie zmusza do obecności w meczecie w czasie modłów ani bicia pokłonów w stronę Mekki.
        Jak moja znajoma została zaproszona na Pesach w pobożnej żydowskiej rodzinie, to pozwolono jej, podobnie jak dzieciom rodziny, zjeść czekoladki po obiedzie - bo dzieci i nie-żydów nakaz koszerności nie obowiązuje.
        Obecność chrześcijanina w mszy - w tym także innego obrządku - to jest, uważam, zupełnie inna sprawa.
      • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:32
        > Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy
        > też nie jest na miejscu.

        Wywracasz kota tym, co ma w srodku na zewnatrz. Dlaczego niewierząca nauczycielka została zmuszona do uczestnictwa w rytuale religijnym?

        > Nie chodzę do kościoła, ale gdy biorę udział w ślubach znajomych, pogrzebach cz
        > y chrzcinach zachowuję się zgodnie z rytuałami, by okazać szacunek obecnym.

        Szacunek przez hipokryzję? Myślisz, że oni są wdzięczni wiedząc, że robisz to tylko na pokaz?
        • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:57
          Ja czegoś nie pojmuję - od kiedy to chodzenie na ślub do kościoła, na pogrzeb, na mszę jest przymusowe dla niewierzących? Toż to tylko zabobony, hokus-pokus, czary-mary, więc nie lepiej tam nie iść miast prowokacyjnym zachowaniem drażnić tam innych?
          Ci co tak mocno chcieliby uczyć innych tolerancji sami widzę mają kłopot w własnym ego trafiając na sytuację gdy grupa osób chce coś zrobić inaczej niż dana jednostka.
          • jk1962 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 21:30
            krzysiozboj napisał:
            Ja czegoś nie pojmuję - od kiedy to chodzenie na ślub do kościoła, na pogrzeb, na mszę jest przymusowe dla niewierzących?
            ...............
            No fakt. Nikt pod karabinem nie prowadzi. Czasami jednak niewierzący chce pożegnać zmarłego, wierzącego. Czy to coś złego? Czy mysi wtedy padać na kolana, jak wszyscy?
            • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 21:47
              Ano właśnie ani nikt pod karabinem nie prowadzi ani ... nikt nie zmusza do pogrzebów w obrządku katolickim. Jeśli rodzina czy zmarły wcześniej uznał że w takim obrządku chce mieć pogrzeb to taki kłopot to uszanować? Czy musi to być okazja do odstawienia szopki by własne ego musiało coś pokazać? Mało tego, w większości przypadków nawet nikt nie będzie robił uwag komuś kto jednak i tak postanowi odstawić szopkę w takiej chwili.
              Zresztą i tak jakoś nie bardzo pojmuje to "pożegnanie" przez niewierzącego, pożegnać to miał okazję za życia, teraz to co najwyżej ma do czynienia z hokus-pokus nad rozkładającymi się tkankami, chyba nic więcej. Dla wierzącego to jednak coś innego, to modlitwa za duszę zmarłego, za spokój tej duszy i za przyjęcie jej do raju - dla niewierzącego hardcor w czary-mary. Naprawdę nie ma sensu się pakować w to, będą szczęśliwsi i wierzący, i niewierzący bo jego ego nie poczuje się uciśnione czy sfrustrowane a tym rozkładającym się tkankom z punktu widzenia niewierzącego nie powinno to robić różnicy.

              Jeśli już jesteśmy przy pogrzebach, wierzących i niewierzących to jednego nie mogę pojąć - gdzie są te miliony grobów bez znaków krzyża w Polsce bo to chyba trąci lekko hipokryzją, nabijamy się z tych hokus-pokus, dzielnie walczymy z zakłamanym KRK a jak już trzeba iść na drugi świat to jakoś zapominamy wydać stanowcze polecenie o zakazie krzyża na grobie i zakazie pogrzebu w obrządku KRK.
              • mielcin1 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 18:36
                Krzysio, ładnie powiedziane. Dodajmy do tego oburzenie, gdy taki "niewierzący" przychodzi do Kościoła brać śłub i strasznie się oburza, że mu nauki chcą dawać.
                • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 18:40
                  Widze, że sobie dobrze robicie. A co z tematem, czyli faktem, ze nauczycielkę zmuszono do uczestnictwa w mszy?
                  • mielcin1 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 18:47
                    Jeśłi zmuszają mnie do czegoś niezgodnego z prawem, protestuję, idę do sądu, lub przyjmuję argumenty, któe mi przedstawią. Ta Pani nie zrobiła tego. Na pytanie czy powinno się ją zmuszać, odpowiem, że nie. Ale z tekstu nie wynika, że złożyła protest. Wynika natomiast, że sama zrezygnowała z pracy, a teraz "czuje się zmuszona". Przypomnę, że w Polsce bardzo trudno jest zwolnić z pracy kobietę w ciąży. Znamy tylko jedną stronę realcji.
                    Po raz drugi nikogo nie należy zmuszać. Zmuszający musi jednak powiedzieć, że jest zmuszany.
          • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 07:20
            Jeszcze raz, bo nie zrozumiałeś. To szkoła publiczna, skąd wzięła się obowiązkowa msza z okazji otwarcia sali gimnastycznej? Dlaczego ateiści i innowiercy zostali zmuszeni do uczestnictwa w katolickiej mszy?
            I, na koniec, dlaczego idąc na ślub albo pogrzeb mam udawać że się modlę? Mam coś pod nosem bełkotać, bo nie znam tekstów modlitw? Myślisz, że zgromadzeni nie uznaja tego za parodiowanie ichj rytuałów?
            • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 08:51
              Bredzisz.
              Raz nie rozumiem Twojej potrzeby uczestniczenia w hokus-pokus. Dwa nie znam przypadku (a jesli by ktoś gdzieś taki wyskrobał to będzie to mocne odstępstwo od normy) by katolicy agresywnie reagowali na uroczystościach kościelnych na ludzi którzy tylą są obecni i nie uczestniczą w "rytuałach" o ile ci nie zakłócają owych uroczystości.
              A może znasz jakieś wytyczne w KRK mówiąca o takim a nie innym traktowaniu niewiernych na uroczystościach kościelnych? Bo to co opowiadasz to bajki z serii kanibalizmu u katoli - no bo zjadają tam kogoś i piją jego krew.
              • ar.co Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 09:35
                Najwyraźniej trzeba ci to uświadomić po raz kolejny, może wreszcie dotrze: autorka listu nie poszła na mszę z własnej woli. Została do tego zmuszona - uznano, że jest to obowiązek wynikający z umowy o pracę (bo to z umowy o pracę wynikał obowiązek opieki nad uczniami). W umowie o pracę nauczycieli nie ma obowiązku klękania, modlenia się. bicia pokłonów czy biczowania się - bo to w końcu też jeden z katolickich zwyczajów religijnych, obecnie nieco zapomniany, ale w Polsce nigdy nie wiadomo. Na mszę poszła, bo musiała. Klękać nie musiała i bardzo dobrze, że tego nie robiła.
              • strikemaster Dalej nie zrowumiałeś 07.03.11, 18:31
                więc powtórzę najważniejsze:
                To szkoła publiczna, skąd wzięła się obowiązkowa msza z okazji otwarcia sali gimnastycznej? Dlaczego ateiści i innowiercy zostali zmuszeni do uczestnictwa w katolickiej mszy?

                A teraz ładnie odpowiedz zamiast mi cos imputować, ja nie jestem nauczycielem i modlitw nie udaję.
                • krzysiozboj Re: Dalej nie zrowumiałeś 07.03.11, 20:50
                  Potrafiłbyś mi opisać w jaki sposób zostali zmuszeni? Jakimi konsekwencjami groził brak uczestnictwa? Potrafisz przy okazji uwiarygodnić ów list?
                  A jak już udowodnisz ów przymus to myślę że bez problemu bedziesz w stanie ukarać przed sądem winnych owego przymusu.

                  A ja zwyczajnie traktuję to jak opowieści sfrustrowanej kobiety, porzucającej pracę a swoje niepowodzenia tłumaczącej sobie brakiem tolerancji u katoli.
            • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 09:14
              Jeszcze jedno - gdybyś odrobinę znał temat to wiedziałbyś że w temacie np ślubu klecha nie tylko nie wyprosi gościa ale także nie ma specjalnych problemów by jeden z nowożeńców był niewierzący. Będzie tylko obserwatorem i nikt go nie będzie tam do niczego zmuszał. No ale tego nie powiesz bo to nie będzie pasowało do Twojej teorii dyskryminacji na mszach.
              • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 18:33
                Czy ja cos o dyskryminacji na mszach pisalem? Napisałem, ze dyskryminacja jest zmuszanie nauczycieli (lub kogokolwiek innego) do udziału w mszach. No i przypominam, nie jestem nauczycielem, ani tym bardziej autorką cytowanego listu.
              • issmohlum Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 18:38
                drogi krzysiozboju,
                a czeste sa przypadki kiedy to osoba wierzaca z pary mieszanej, (tj. katolik/katliczka z ateista/ateistka) jest jedynie obserwatorem ceremoni laickiej, czyt. nie-koscielnej i godzi sie na slub nie-koscielny, a rodzina osoby katolickiej, rowniez katolicka przystaje na to bez oka mrugniecia?
                albo z pana hipokryta okrutny, albo ocza panskie mocno we przody boskie skierowane...
      • eeela Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 00:47

        > Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy
        > też nie jest na miejscu.
        > Dlaczego lekceważyć to, co dla innych jest ważne?

        Że co???

        Jakby ci kazali z racji obowiązków pracowych pójść do meczetu, też byś biła czołem o ziemię, żeby "demonstracyjnie" nie okazywac lekceważenia dla cudzej religii?
      • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 12:14
        jop-jop napisała:
        > Szykany szykanami, ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy
        > też nie jest na miejscu.
        > Dlaczego lekceważyć to, co dla innych jest ważne?

        Przepraszam, że nie cytuję Cię w całości, ale twój wykład z tolerancji jest najzupełniej zbędny. Mylisz bowiem dwie zupełnie różne rzeczy - dobrowolne zainteresowanie jakąś odmiennością i związane z tym zobowiązanie do poszanowania tej odmienności z przymusem, jakiemu poddana została autorka artukułu i próba wymuszenia na niej obecj jej obyczajowości. Kapito?
        Poza tym dlaczego uważasz, że obyczaje czy poglądy jednych sa ważniejsze niz obyczaje i poglądy innych? Zawsze tam, gdzie na nautralnym gruncie spotykają się różne światopoglądy i obyczajowości, są one sobie równe, nie ma prawd i zasad "mojszych". W tym określonym przypadku był to właśnie "grunt neutralny", bo szkoła nie jest placówka wyznaniową lecz świecką. I to religijni aktywiści dokonali wtragnięcia ze swoimi obyczajami wyznaniowymi na ten neutralny grunt, a nie nauczycielka. Wobec tego to oni byli niejako (nieproszonymi ustawowo) gośćmi w szkole i to oni powini byli uszanować obyczaje nauczycielki. Jasne?
      • asiazlasu Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 14:55
        "ale uważam, że demonstracyjne nieprzyklękanie w czasie mszy też nie jest na miejscu. "

        Dlaczego "demonstracyjne" ??? Ja nie wiem kiedy klekac, kiedy wstawac, kiedy sie zegnac. Nie chce tez tego robic bo mysle ze to ma jakies znaczenie dla wierzacych. A dla mnie zadne. W sumie takie wizyty w kosciele to tylko niepotrzebny mi stres : patrze na prawo, lewo kto co robi i udaje ze ja tez. Zeby sie nie wyroznic. Zaznaczam ze zdarzalo mi sie to gdy towarzyszylam w kosciele tesciowej - zeby jej sprawic przyjemnosc.
        Od pewnego czasu sprawiam sobie przyjemnosc : zostaje w domu. Przywilej dojrzalosci.
      • herbapol Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 17:24
        jop-jop bardzo rozsądnie piszesz.Jeśli chcemy by nas szanowano,musimy szanować innych.Demostrowanie swoich przekonań religijnych jast mi tak samo wstrętne,jak demonstrowanie swego ateizmu.Koszenie trawy w Boże Ciało jest taką demonstracją.Aptekarz,który nie chce sprzedawać środków antykoncepcyjnych z przekonań religinych,jast mi tak samo obcy,jak ortodoksyjny chasyd z Przemyśla,który nie może sobie w szabat rozpalić ognia w piecu.No,cóż,różni ludzie chodzą po tym świecie.
        • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 20:48
          Pozorujesz tylko postawę indyferentną, bo w rzeczywistości chcesz jednak dyrygować cudzym postępowaniem i rozstrzygać co jest słuszne, a co nie, kiedy mamy do czynienia z demonstracją, a kiedy z zachowaniem "naturalnym". Szabas czy Boże Ciało obchodzą Ci, którzy związani są swoją wiarą lub poglądami, nie mają oni jednak prawa dyktować innym kiedy mają świętować, a kiedy nie.
        • eeela Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 23:31
          Koszenie trawy w Boże Ciało jest taką demonstracj
          > ą.

          To znaczy twoim zdaniem niewierzący nie powinni kosić trawy w święta religijne? Jakich jeszcze czynności powinno im się zabronić? Trzepania dywanów? Robienia zakupów? Uprawiania seksu? Jedzenia pierogów z mięsem w wieczór wigilijny?

          Dobre, dobre. Ten wątek coraz bardziej mnie bawi.
          • hypertryper Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 23:45
            Czy ktos tu w ogóle napisał coś o zabranianiu niewierzacym czegokolwiek?
            Nie.

            Mozna w Wielki Piątek mieszkając obok koscioła tluc hip -hop z co drugim slowem " k.u. rwa " na cąły regulator, tylko takim zachowaniem wystawia sie świadectwo tylko i wyłącznie sobie.

            Bo cżłowiek, który nie może zrozumieć, ze czasem warto uszanować drugiego i zwyczajnie nie robić takich rzeczy, nie rozumie po prostu zasad wspołzycia miedzyludzkiego. To sa zachowania tożsame z naszczaniem na klatkę w bloku mieszkalnym - brak kultury i wyczucia. Nic więcej.
            • eeela Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 08.03.11, 01:08
              To sa zachowania tożsame z naszczaniem na klatkę w bloku mieszkaln
              > ym - brak kultury i wyczucia.

              I koszenie trawy we własnym ogródku w Boże Ciało się do takich zachowań zalicza, tak?

              :-D
            • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 08.03.11, 01:37
              Oczywiście, dzwony kościelne robiące mi pobudkę w dzień wolny od pracy o wpół do szóstej rano są OK, bo to przejaw wyższej kultury religijnej, a nie zwykłe chamstwo jak w przypadku hip-hopu. Nieprawdaż? To samo megafony kościelne drące się w promieniu kilometra, choć wewnątrz ledwie kilkadziesiąt osób zajmujących ćwierć nawy.
              • iluminacja256 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 09.03.11, 09:45
                Mój drogi , istnieje nieprzekraczalna granica hałasu w skupiskach ludzkich.

                JESLI dzwony koscielne jąprzekraczają i walą jak oszalałe przez 20 minut o 6 rano, to idzie pan do urzedu miasta i składa zawiadomienie, lub zbiera podpisy i składa zawiadomienie o przekroczeniu normy dopuszczlnego hałasu. I mozesz sie pan zdziwić, bo było juz kilka przypadków wymiany lub wyciszenia dzownów , po takiej interwencji mieszkańców.

                Do tego dodam, ze akurat w Polsce PIERWSZA msza niedzielna to godzina szósta i wtedy biją dzwony, o ile w ogóle biją, bo np. u mnie bija TYLKO na Anioł Pański czyli o 12.

                Muezzina też byś uwazal za chama ?
                • brat_barnaba Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 09.03.11, 20:05
                  Niby wiesz, że dzwonią, tylko nie wiesz w którym kościele. Dzwony, podobnie jak muezin, wzywają wiernych na modlitwę, a zatem biją nie w godzine rozpoczęcia mszy, a 30 minut wcześniej. Na mszę o godzinie 6 dzwony wzywają wiernych o 5.30, a to jest jeszcze pora tzw. ciszy nocnej.
                  Poza tym nie bądź śmieszny z tym zbieraniem podpisów. Po pierwsze konformistyczne społeczeństwo, choć powszechnie krytykuje kościół, na ogół nie waży się "podnieś rękę" na tę instytucję. Po drugie, w moim mieście, w sąsiedniej dzielnicy zebrano swego czasu ponad 2 tysiące podpisów przeciwko budowie kościoła pośró budynków mieszkalnych, a kuria i tak postawiła na swoim i kościół wybudowała. Nic więc dziwnego, że w kolejnych protestach w innych dzielnicach udało się zebrać już tylko po ok. 500 podpisów. Które zresztą były później wnikliwie analizowane przez kościół.
    • pablobodek Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 18:40
      Pani Agnieszko ! Podziwiam Panią za odwagę, za postawę.
      Jestem zbudowany, że są takie, jak Pani osoby. Dziękuję Pani i życzę dużo zdrowia i wytrwałości.
      Kościół katolicki po prostu zabiega, walczy wszelkimi sposobami o maksimum władzy w Polsce !
      Przez te 22 lata osiągnął bardzo dużo !
      Ale również sromotnie przegrywa, jak w wyborach prezydenckich.
      Nie każdy ma dość determinacji na kłopotliwą apostazję. Ale możemy głosować nogami, lekceważąc zebrania w kościołach. No i możemy głosowac na partię postępu cywilizacyjnego i rozdziału państwa od religii - na nieklerykalny RUCH POPARCIA Palikota !!
      Konkordat musimy wypowiedzieć !!
      • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 20:34
        > Ale również sromotnie przegrywa, jak w wyborach prezydenckich.

        CO takiego przegrał w wyborach prezydenckich?
        • ljkoziol2 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 01:33
          Jak to co.A jak myślisz kogo popierał kościół?Przecież z Komorowskiego robiono demona a polecono głosować na pedała K.
          • strikemaster Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 07:21
            Kościół popiera wygranych, bo popieranie przegranych mu się nie opłaca.
    • myslacyszaryczlowiek1 Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 06.03.11, 19:07
      I docenić rolę religii w życiu społeczeństw, a przedewszystkim zauważyć że
      Nie było plemienia ateistów w dziejach ludzkości
      Nie było cywilizacji, kultury bez wierzeń religijnych jak do tej pory. Dobór naturalny sprawił że stada ateistów wyginęły. Człowiek jest zwierzęciem społecznym i religia mu jest potrzebna do życia w społeczeństwie, do lepszego komunikowania się w stadzie z poszczególnymi członkami stada. Religia powoduje spoistość grupy, stada, plemienia, cywilizacji.
      W dziejach ludzkości jak na razie było tak że jedna religia była zastępowana inną, ale zawsze religia była obecna. Człowiek jako zwierzę społeczne potrzebował religii i wiary. chociażby do tego aby społeczność sprawnie funkcjonowała. Chociażby do tego aby uporządkować w swoim umyśle wiele spraw które większość z was uważa za oczywiste, a one wynikają z nakazów religijnych.
      Nie wystawiamy staruszków na mróz jak u Eskimosów, czy nie zrzucamy ze skał jak na Wyspach Wielkanocnych. Żony nie są niewolnicami jak u Arabów. Nie obcinamy napletka niemowlętom jak u Żydów. Archeolodzy rozpoznają kultury po sposobie grzebania zmarłych.
      Nawet takie pojęcie jak uczciwość rozumiemy tak jak rozumiemy , a nie tak jak Kali w Pustyni i Puszczy Sienkiewicza. Moralność , rozumowanie, spostrzeganie innych ludzi i świata to wszystko wynikło z nauczania religijnego.
      Istnienie dwóch silnych religii na danym obszarze zawsze powoduje konflikt prędzej czy później. Pragnę zwrócić uwagę, że człowiek jako istota żyjąca w stadzie musi ujednolić „machanie ogonem”, aby inne jednostki zyjące w stadzie wiedziały czy machamy wrogo, czy zalecamy się do samicy, czy też traktujemy olewająco społeczność w której żyjemy i nie klękamy jak w tym przypadku, co może być odczytane jako wrogie. Czy wybrankę swego serca porywamy – jak u Czeczenów czy Cyganów , czy też robimy zaloty w inny sposób- okres narzeczeństwa, wzajemnego poznawania się , czy też np. żonę wyznaczają nam rodzice. I to tak z każdą dziedziną życia z których sobie nie zdajemy sprawy że pochodzą z przyjętych wzorców religijnych. A u niektórych ludów nawet w Europie machnięcie obcego ogonem do samicy ze stada może oznaczać nóż w plecach.
      Być może jesteśmy u progu nowej religii, gdzie jednostka i jej widzimisie są najważniejsze, tylko że po paru pokoleniach się okaże że każdy macha ogonem jak chce, i taka społeczność nie ma szans ze społecznością która mówi jednym głosem. Wegetarianie czy miłośnicy schabowego nie przeciwstawią się nowej kulturze. Wystarczy aby muzułmanie zdobyli trochę władzy politycznej, a dalej to już pójdzie lawinowo. Bo religia, szamani, czarownicy, kapłani przeważnie wzmacniali władzę świecką. Odszczepieńcy zawsze byli traktowani wrogo, a inne wiary, religie funkcjonowały gdzieś na obrzeżach w enklawach i były łatwym celem urojonych niepowodzeń ( pogromy). I były tolerowane tylko do momentu jeśli liczba członków nie zagrażała głównemu nurtowi. Podaje się przykład USA na udane multi kulti. Tylko proszę zauważyć że te wszystkie mniejszości funkcjonują na zasadach mniejszości wokół głównego nurtu o rodowodzie chrześcijańskim i są za mało liczne aby wywrzeć jakiś wpływ na ten główny nurt. Funkcjonują na takiej samej zasadzie jak chociażby Żydzi w Europie. Tkwienie w tych małych ojczyznach wśród swoich jest karane gorszą pozycją społeczną.
      Dlatego poszczególne kultury, cywilizacje przetrwały bo miały ujednolicone „jak ludzie mają żyć”. A tam gdzie każdy robił co chciał szybko się okazywało że jednostka, rodzina jest niczym w porównaniu ze społecznością która w coś wierzyła i miała jednolity „kodeks” religijny i to wszystko co wynika z nakazów religijnych. Mamy kodeks kulturowy wryty w swój mózg poprzez wychowanie w rodzinie tylko z tego sobie nie zdajemy sprawy. Relacje osób które zostały podmienione w szpitalu i czuły obcość rodziny nasuwają nawet myśl że być może, się rodzimy w jakimś tam niedużym stopniu Żydami, chrześcijanami, czy też muułmaninami. ( to jest tylko hipoteza) Dlatego możliwe jest przetrwanie społeczności bez religii przez kilkadziesiąt lat, bo też swoim dzieciom przekażemy część tego nauczania religijnego. Tylko że po jakimś czasie się okaże że poszczególni członkowie tej społeczności ” gdzie każdy sobie żyje jak chce” stanie sie bezbronna wobec społeczności których członkowie żyją w jednej wierze i albo przyjmie jej wiarę albo będzie żyć na dole drabiny społecznej po za jej głównym nurtem i po jakimś czasie wymrze.
      Dzieje ludzkości i historia pokazuje że tak do tej pory było. Sobie nie zdajemy sprawy ile z religii i jej nakazów mamy w swoim umyśle. Mózg ludzi jest bardzo plastyczny, wbrew twierdzeniu, że homoseksualizm jest wrodzony, można tak go wypromować że praktyki homoseksualne będą powszechnie obowiązującą normą jak np. u plemion z Nowej Gwinei.www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/zycie-erotyczne-dzikich/nc/1/do-druku/1/ To tylko jeden z przykładów.
      Być może kościół, wiarę zastąpią media, i ich pranie mózgu, pod warunkiem że będą mówić jednym głosem. Ale przykład muzułmanów żyjących od kilku pokoleń, cyganów żyjących od kilkudziesięciu pokoleń w kulturze chrześcijańskiej pokazuje że wychowanie, wzorce z domu rodzinnego są o wiele silniejsze niż medialne pranie mózgów.
      • pis_busters Re: Ale katolski cymbał !!! 06.03.11, 20:08
        Ale katolski cymbał !!!
        • krzysiozboj Re: Ale katolski cymbał !!! 06.03.11, 20:13
          cymbał to z Ciebie bo to pisane wyżej nawet nie jest czystą teorią, to jest praktyka np we Francji (tam masz już od dawna wolność od KRK, tu masz opisany schemat co dalej) gdzie zdyscyplinowany islam rozkłada zlaicyzowane społeczeństwo.
      • skuba2 Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie religia! 06.03.11, 20:20
        Religia, owszem , bywa przydatna w środowiskach prymitywnych, gdzie ma za zadanie wyjaśnienie świata. Teraz to zadanie utraciła na rzecz nauki, więc kreuje się na obrońcę obyczaju i moralności. A co mi za pożytek z człeka "moralnego", który zachowuje zasady współżycia społecznego ze strachu przed piekłem? Tymczasem księża usiłują twierdzić, że ateiści to ludzie niemoralni...(Czy stąd w szkołach pomysł "etyki" dla niewierzących?) Tymczasem nawet potoczna obserwacja dowodzi, że jest zupełnie odwrotnie, choćby dlatego, że nie ma kto im odpuścić grzechów!
        • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 06.03.11, 20:30
          Bzdury waść opowiadasz
          1. Sporo ludzi nauki jest głęboko wierząca więc nauka niczego tu nie zastąpiła.
          2. Większość ludzi bardzo podatna na wpływy z zewnątrz/na pranie mózgu, no chyba że uznamy że nadal jesteśmy środowiskiem prymitywnym - wtedy pozostaje pytanie o to czym chcemy ich "tresować".
          3. Ten dowód z "odpuszczeniem grzechów" to już kompletny odjazd.
          • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 09:12
            Krzysiu, to ty nadal masz obraz świata stworzony oprzez religie ? Nadal uważasz, że wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie to gniew boży z powodu grzechów ludzi ? Nadal jak popatrzysz w niebo, to wiesz, że tam mieszka bóg ?
            • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 11:06
              A chciałbyś zaszydzić, to ja poproszę byś podał coś na potwierdzenie
              "Nadal uważasz
              > , że wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie to gniew boży z powodu grzech
              > ów ludzi"
              że jest to oficjalne stanowisko krk lub dogmat wiary, inaczej napiszę Ci że malutki kłamczuszek i marny prowokator z Ciebie.
              • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 11:53
                Dlaczego uważasz, że szydzę ? Przecież piszesz, że nauka niczego nie wyjaśnia, nie zmienia postrzegania świata. Zapytałam cię więc o kilka oczywistych spraw, które nauka wyjaśniła, a wcześniej były w woli bogów. Wukan dymił, bo bóg się gniewał. Wierni nieśli dary i modły. Nie opowiadaj bajek o oficjalnym stanowisku KK, b ono też przez wieki w większości spraw uległo zmianie. Mówimy o wpływie religii na postrzeganie świata, zjawisk przyrodniczych, atmosferycznych, społecznych. Nie chcesz chyba powiedzieć, że choćby w przypadku kobiet stanowisko KK jest takie same od wieków i niezmienne. Nie mam pojęcia jakie jest oficjalne stanowisko KK w sprawie deszczu. Czy to bóg zsyła opady, czy nie. Wiem, że polscy posłowie któregoś lata modlili się o deszcz. Te modły nie były z pewnością powodowane wiedzą naukową, bo daliby sobie spokój, a przekonaniami religijnymi tym, że to bóg może w zasuszonej Polsce opady zarządzić. Taki wpływ na postrzeganie przez nich świata ma religia, niezależnie od oficjalnego stanowiska KK. A co z niebem, które do niedawna było domem boga ?
                • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 15:33
                  też mógłbym Ci popisać co nauka twierdziła kilkaset lat temu ale ... musiałbym zacząć pajacować tak jak Ty
                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 16:01
                    To już nazwałeś mnie(albo prawie) prowokatorem, szydercą, kłamczuchą, w końcu pajacem. A ja przecież piszę, tylko o faktach, które miały miejsce. Są udokumentowane. Gdybyś o tej nauce napisł, to przynajmniej miałbyś jakieś argumenty w dyskusji, a tak to ja myślę, że nic nie wiesz i stać cię tylko na kolejne łatki dla mnie.
                    • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 18:10
                      Maura, bardzo mało wiesz o religii, w tym o katolickiej. Kościól Katolicki już dawno stwierdził, że nauki ścisłe są od wyjaśniania tego jak funkcjonuje świat, ale nie zmienia to faktu, że wierzymy, że Bóg go stworzył. Ty tak nie uważasz? Wolno CI, ale pozwól nam żyć według naszej wiary. Natomiast nigdy treścią wiary chrześcijańskiej nie było to, że np. wulkany wybuchają ze względu na gniew Boga. przeczytaj Księgę Hioba, a przekonasz się, że mam rację. Dodam jeszcze, że fizyki uczył mnie ks. profesor i nie przeszkadzała mu wiara w nauce ani odwrotnie.
                      • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 20:41
                        A czy ja mówię tylko o wpływie religii katolickiej na postrzeganie świata ? Religie miały wpływ na myślenie o świecie, "rozumienie " zjawisk przyrody na długo przed pojawieniem się chrześcijaństwa. Jasne, że wraz z chrześcijaństwem i stopniowym zanikaniem wierzeń pogańskich, to się zmieniało. Jednak chrześcijaństwo nie powstało w próżni. Wyewoluowało ze starszych religii. Nie opowiadaj, że chrześcijanie nie odbierali piorunów jako gniewu bożego. A potop to pietruszka ? Kto go spowodował i za co ? A te modły posłów o deszcz, to co to jest ? To przypadkiem nie echo pogaństwa ? Nie pamiętasz co niektórzy księża mówili po tsunami ? Ja pamiętam - kara boża. Stary, ja nie zabranim ci żyć w/g twojej wiary ? To ty sobie życie sobie sam komplikujesz, wchodząc na takie " śliskie " tematy. Nie czytaj po prostu. Nie będzie ci niemiło.
                      • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:41
                        mielcin1 napisał:
                        > Maura, bardzo mało wiesz o religii, w tym o katolickiej. Kościól Katolicki już
                        > dawno stwierdził, że nauki ścisłe są od wyjaśniania tego jak funkcjonuje świat,
                        > ale nie zmienia to faktu, że wierzymy, że Bóg go stworzył. Ty tak nie uważasz?
                        > Wolno CI, ale pozwól nam żyć według naszej wiary. Natomiast nigdy treścią wiar
                        > y chrześcijańskiej nie było to, że np. wulkany wybuchają ze względu na gniew Bo
                        > ga. przeczytaj Księgę Hioba, a przekonasz się, że mam rację. Dodam jeszcze, że
                        > fizyki uczył mnie ks. profesor i nie przeszkadzała mu wiara w nauce ani odwrotn
                        > ie.

                        Niestety, również większość katolików wie bardzo mało o swojej religii i pojmuje ją na infantylnym poziomie uczniowskiego katechizmu. Spróbuj np. zapytać przeciętnego katolika co znaczy i czego (kogo) dotyczy "niepokalane poczęcie", a niemal wszyscy odpowiedza ci, że poczęcia Jezusa, choć to bzdura, bo chodzi o poczęcie jego matki Marii, której rodzice poczęli ja "w sposób cudowny" i w związku z tym nie podlegała ona skutkom grzechu pierworodnego. Dziwaczne to o skomplikowane, chyba właśnie zbyt jak na pzreciętną katolicką głowę.
                        W stworzenie świata przez Boga możecie sobie wierzyć, choć nie ma na to żadnych dowodów, a - co gorsza - żadnych przesłanek logicznych. Bo po co niby wszechmocny i doskonały Bóg, który nie ma żadnych niezaspokojonych potrzeb, miałby tworzyć cokolwiek? Są więc tylko dręczące pytania: skąd to wszystko i co później oraz myślenie życzeniowe, że to jeszcze nie koniec i jakiś ratunek na wieczność istnieje. Nikt jednak nie zastanawia się nad tym, że pojęcie wieczności to abstrakcja, gdyż w materialnym świecie nic nie jest wieczne, ani planety, ani gwiazdy, ani galaktyki, a nawet chyba Wszechświat, który albo stanie się kiedyś jedną wielką czarną dziurą albo materia wypali się, a powstała z niej energia rozproszy w bezmiarze przestrzeni.
                        Księży profesorów są całe tabuny, przeważnie jednak są to profesorowie teologii czyli "nauki" o bycie domniemanym, a więc niejako mniemanologii. I jeśli nawet zdarzy się jakiś profesor prawdziwej nauki, noszący sutannę, to cóż, taki fach wybrał i jest w pewnym sensie jego niewolnikiem. Tak samo jak niewolnikiem idei, której się oddał, jest sam papież. Choćby więc któryś z nich (papieży) w ogóle nie wierzył w żadnego Boga, to i tak musi robić dobrą minę do złej gry, bo tego wymagają racja stanu i jego osobisty interes.
                        • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:59
                          Po pierwsze KRK jest daleki od dosłownego traktowania biblii
                          Po drugie czy ze stwierdzeniem "niemało ateistów jest analfabetami wtórnymi, mającymi kłopot ze zrozumieniem tekstu pisanego" będziesz mocno polemizował? Czy z takiej tezy można wysnuć wnioski że ateiści to idioci na tle katoli? Ano nie.
                          Po trzecie - faktem jest że KRK o wiele łatwiej dociera do biedoty a więc tej części słąbiej wykształcone bo wynika to nieco ze specyfiki tego w co się wierzy. Biedocie daje ona nadzieję na coś lepszego (pal licho czy złudną czy faktyczną), bogatemu i lepiej wykształconemu wiara często będzie się kojarzyła z ograniczeniami niestety. I pewnie przełoży się to na procentowy rozkład wykształcenia wierzących i niewierzących taki a nie inny ale nie róbmy z tego dowodów że wierzący musi być idiotą bo to wynika z wiary a niewierzący będzie światłym człowiekiem bo to z kolei wynika z odrzucenia zabobonów.
                          • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:16
                            krzysiozboj napisał:
                            > Po pierwsze KRK jest daleki od dosłownego traktowania biblii
                            > Po drugie czy ze stwierdzeniem "niemało ateistów jest analfabetami wtórnymi, ma
                            > jącymi kłopot ze zrozumieniem tekstu pisanego" będziesz mocno polemizował?

                            Będę. Ateiści to w większości ludzie nieporównywalnie wysoko wykształceni w stosunku do katolickiej większości. I najczęściej o bardzo wysokich walorach moralnych. Aby zostać ateistą tzreba się wspiąć na pewien szczyt świadomości, wiedzy i odwagi.
                            • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 01:12
                              Ateiści to w większości ludzie nieporównywalnie wysoko wykształceni w sto
                              > sunku do katolickiej większości. I najczęściej o bardzo wysokich walorach moral
                              > nych. Aby zostać ateistą tzreba się wspiąć na pewien szczyt świadomości, wiedzy
                              > i odwagi.
                              Najlepsze jaja to są wtedy gdy ateistę chowają koledzy ateiści. Po co im te ceremoniały, nieudolnie naśladujące pogrzeb katolicki. Po co im niedziela. Po co im inne atrybuty kultury chrześcijańskiej.
                              Nawet Stalin gdy Niemcy byli parę km od Moskwy, ze strachu obwoził jakąś tam ikonę samolotem dookoła miasta.
                              • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 01:52
                                Sadzisz takie pierdoły, bo widać, rzekomomyślący, że nigdy nie byłeś na nowoczesnym świeckim pogrzebie, przygotowanym przez renomowaną firmę pogrzebową. Obecnie są to coraz częściej wspaniałe uroczystości pożegnalne z udziałem zawodowych filharmoników, aktorów scen dramatycznych, prozą i poezją, do których bełkotliwe, pospieszne odczytanie znanych do znudzenia i banalnych tekstów liturgicznych nawet się nie umywa.
                                Niedawno byłem na pogrzebie śpiewaczki operowej, którego zwieńczeniem była piękna aria w wykonaniu głównej bohaterki uroczystości, odtworzona z CD. W ten sposób pożegnała się ona z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, podczas gdy urna z jej prochami była umieszczana w kolombarium. Bez tego obrzydliwego festiwalu murarskiego, który zwykle dominuje na katolickich pogrzebach "całocielnych".
                                Ty, człowieku, po prostu nie wiesz co piszesz i choć minęły już dawno czasy nieporadności świeckich pogrzebów, nadal upowszechniasz idiotyczne stereotypy. Tak jak ci parttyzanci, którzy nie wiedzieli, że wojna skończyła się przed trzydziestu laty i nadal wysadzali pociągi.
                                • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:16
                                  Ależ byłem, i mało nie pękłem ze śmiechu z nieudolności świeckiego księdza.
                                  Ale ja nie o tym.
                                  Po co wam te modły w postaci śpiewanej arii nad jakimś truchlem, czy prochami, po co wam cmentarze? Przecież duchów zmarłych nie ma. Uprawiacie jakieś zabobony, zamiast postąpić racjonalnie i nakarmić ludzką padliną głodne pieski w schronisku. Jesteście śmieszni z tym swoim zaprzeczeniem Boga, jednocześnie będąc niewolnikiem tradycji i obyczajów przerobionych na swoją modlę. To samo z wigilią, z choinką, opłatkiem, jajkiem wielkanocnym, i tym wszystkim czym wasz umysł nasiąkł w dzieciństwie.
                                  Mam okazję spotkać się czasami z taką ateistyczną rodziną. Prawie dorosła córka ze swoim chłopakiem bardziej przypomina mi ludzką samicę w rui niż człowieka.
                                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 14:13
                                    A widzisz, zapomniałam o tym twoim wpisie. Ateisci są irracjonalni, bo urządzają pochówek swojemu zmarłemu, szanują ciało zmarłego, a powinni ciepnąć gdzieś pod płotem, albo rzucić na pożarcie psom, bo nie wierzą w boga. A ten kto w boga nie wierzy, człowiekiem nie jest, być ne może. To jest katolicka, mądra, ponadczasowa myśl przewodnia tego co napisałeś. To która katolicka szkoła tak naucza ? A może dobrodziej na mszy ? Z tego co napisałes wynika, że ateiści nie mają uczuć. Nie potrafią kochać, nie cierpią po śmierci zmarłego, więc i żadne rytuały, choćby odegranie ulubionego utworu zmarłego są im niepotrzebne. Straszna nienawiść wali po oczach z tego twojego wpisu. Brak szacunku do ludzi. Co cie chlopie tak na dobra sprawę obchodzi, kto, jak urzadza pochówek ? Skąd u ciebie taka potrzeba poniżania bliźniegoktóry inaczej mysli, czuje, zachowuje się. Wyrządza ci krzywdę ? Czujesz się zagrozony, boisz się ? Stąd ta agresja ? Jakimś wytłumaczeniem dla mnie jest to, że jesteś zawzietym katolikiem,a z agresją ze strony takich ludzi spotkałam się w realu również. Mimo wszystko nie wiem, kto, gdzie i jak wychowuje takich jak ty ludzi.
                              • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:30
                                Co ty z szarymi myślami człowieku masz z tymi pogrzebami ? Tak często o tym piszesz, że mam wrażenie, że to twój pogrzeb ma być ukoronowaniem, najważniejszym wydarzeniem twojego życia. Jakby dziwnie by to nie brzmiało, bo przecież będziesz martwy. Niczego nie będziesz czuł i widział. Dlatego tak bardzo się boisz, aby jacyś koledzy nie pochowali cię bez bizantyjskiego przepychu. Nie wszyscy mają takiego jak ty stracha. Nie dla każdego pogrzeb ma być tym najwazniejszym wydarzeniem. Niektórzy bardziej chcą ładnie żyć, niż mieć ładny pogrzeb. To nie strasz już.
                                • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:38
                                  O pogrzebach piszę bo tu najlepiej widać irracjonalność ateistów. Tak samo jak rozpowszechnione wróżbiarstwo we Francji. Że jednak gdzieś tam głęboko w duszy człowieka tkwi jaka potrzeba irracjonalności. Ewolucja sprawiła że potrzebę religii mamy w genach, a stada ateistów wyginęły.
                                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 13:25
                                    No niech ci będzie. Ateiści na pogrzebach są irracjonalni, bo ? Zabrakło mi wyjaśnienia dlaczego. Przy okazji napisz dla lepszego mojego zrozumienia - katolicki pochówek jest racjonalny, bo....Wiem już, że pochówek bez księdza cię po prostu śmieszy, ale to nie dowód na irracjonalność ateistów, a raczej na to, że nie powinieneś brać w nim udziału. Nawet jeżeli idziesz tam, bo zmarł twój znajomy ( nie podejrzewam, że z ciekawości, aby się pośmiać, bo to bardzo nieładnie by o tobie mówiło), to zawsze można pójść już po uroczystości i zapalić znicz w samotności. Pomodlić się. W ten sposób pożegnać się. A tak swoją drogą, skąd w katolickiej Polsce tyle niekatolickich pochówków ? I to wśród twoich znajomych ? Żebyś miał tak zdecydowaną, niepodważalną opinię, musiało być ich sporo.
                              • asiazlasu Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:19
                                "Po co im niedziela"

                                zeby odpoczac po pracy. Wymog ekonomiczny : odnowic sily robocze.

                                a po co im pogrzebowy obrzadek laicki ? Bo TEZ kochaja ludzi ktorzy odchodza i TEZ potrzebuja symbolicznej ceremonii pozegnania. Zeby dotarlo ze ten ktos zmarl. Taka ludzka psychologia.
                                Ateista TEZ czlowiek. Widac trudno to zrozumiec....
                                • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:47
                                  Tylko że chodzi o to że przy tym symbolicznym pożegnaniu zbiorą się różni ludzie. Dla jednych wyczyny świeckiego księdza będą śmieszne, dla innych bardzo poważne. Jeden będzie pękał ze śmiechu, drugi płakał, będzie pomieszanie z poplątaniem. Takim ludziom będzie trudno żyć obok siebie. To tak samo jak Polka ożeni się z arabem, różnica kulturowa sprawi dla niej to będzie piekło jak wyjedzie do kraju arabskiego, a dla araba będzie piekło jak Polka postanowi się z nim rozwieść. I jak żyć w takim zróżnicowanym społeczeństwie. Jeden będzie rozkładał dywanik aby się pomodlić drugi będzie patrzył na niego jak na dziwadło.
                            • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:43
                              Masz pewnie na myśłi takich głęboko moralnych ateistów jak Stalin czy Dzierżyńśki? Moralność dotyczy jednostek. W każdej grupie są jednostki przestrzegające zasad i te, któe łąmią zasady. Stosowanie statystycznych uproszczeń do niczego nie prowadzi. Dokładnie tak samo jak wyciąganie jednostkowych przykładów. Sednem sporu jest jednak, w tym wątku, to że Kościól Katolicki nie wierzy w pioruny czy wulkany, ani w doczesne kary Bożę, nawet jeśłi jakiś niedouczony ksiądz tak powie. Bo, co CIebie i Maurę zaskoczy, my wierzymy w Boga, a nie w księży.
                              • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:36
                                A ty do której mojej wypowiedzi się odnosisz ? Do tej pisanej do człowieka z szarymi myślami ? To skąd ci się wzięlo na umoralnianie ? Skąd ta wstawka o moralności ? Niby, że pogrzeb niezgodny z wyobrażeniem szarych myśli, jest niemoralny ? Nic nie zrozumiałeś z tego co pisałam. Może to moja wina. Może niezbyt precyzyjnie formułuję swoje myśli. Jeszcze raz. Nie odnoszę się do nauk KK. Nie wiem jakie są w poruszanych przeze mnie kwestiach, wpływu religii na postrzeganie przez ludzi zjawisk przyrody. Widzę natomiast jak zachowują się i słyszę co mówią wierni. Jezeli jest modlitwa katolików do boga o deszcz, to ja nie wiem czy ona jest zgodna z naukami KK, czy nie. Czy wszechmocny bóg katolików jest w stanie zesłać opady, czy nie. Ci co organizują z tego powodu mszę, sądzą, że tak. Inaczej chyba nie modliliby się. Taki wpływ ma na nich religia, niezależnie od tego czy to zgodne z naukami jakie słyszą, czy nie. Czy w końcu rozumiesz, że nie interesuje mnie co głosi twój kościół, a jedynie to jak zachowują się i jak myślą wierni ? Jak religia wpływa na postrzeganie przez nich świata.To, że według ciebie ich myślenie nie jest zgodne z naukami KK, to przecież nie moja wina.
                                • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:40
                                  Moim zdaniem ich myślenie jest zgodne z logiką. Jeśłi wierzą, że Bóg jest wszechmocny, to prośba do niego ma sens. Nieprawdą jest i zabobonem tylko, to że tsunami to kara boża na pedofilów. Mauro wierz w co chcesz, ale i nam na to pozwól i oszczędź nam swoich nadętych uwag, o naszej tępocie. Żyj i daj żyć innym. To proste. a nazywa się tolerancją.
                                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 11:07
                                    To bardzo nieładnie wkładać w moje usta słowa, których nie napisałam. Ani razu nie użyłam słowa zabobon, tępota. Piszę tylko o tym co obserwuję, a że te obserwacje cię dotykają, to już raz napisałam- nie czytaj. Nie wchodź na "śliskie " tematy. Będziesz szczęśliwy nie wiedząc, nie słysząc, nie czytając. Tolerancja w twoich ustach trąci herezją - oszczędź nam swoich uwag maura. Ja naprawdę nie kieruję ich do ciebie, ani do nikogo innego. Ten wpis jest do ciebie, ale na twoje życzenie. Nikt nie ma obowiązku podejmować ze mną dyskusji, ani czytać moich wypocin. Robi to tylko ten, kto chce pogadać. Po co to robisz i jak niby zabraniam ci zyć zgodnie z twoją wiarą ? Czy to ty dalej na forum piszesz, że uczyłeś etyki ? Sprawdzę, bo trudno byłoby mi w to uwierzyć.
                                    • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 11:18
                                      Tak uczyłem łąciny, filozofii i etyki. Piszę o tolerancji, bo mam prawo nawet do zabobonów. A Ty piszesz niby ogólnie, niby do nikogo, ale oceniasz negatywnie poglądy i wiarę innych. Dlatego właśnie mówię pozwól nam wierzyć tak jak chcemy. A jeśłi chcesz się z nami wdać w dyskusję, zapytaj w co wierzymy, a wtedy dowiesz się, jak wiele bzdur napisałaś.
                                    • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 11:31
                                      Przy okazji - uważasz, że osoba wierząca nie powinna uczyć etyki?
                                      • jk1962 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:07
                                        mielcin1 napisał:
                                        Przy okazji - uważasz, że osoba wierząca nie powinna uczyć etyki?
                                        ............................
                                        Oczywiście że nie powinna uczyć etyki osoba wierząca.
                                        Państwo opłaca już indoktrynację uczniów w ilosci dwóch godzin tygodniowo na lekcjach religii. Tam niewierzący nauczyciele wstępu nie mają, co jest skandalem jeśli bedziemy pamiętać o konstytucyjnym rozdziale kościoła i państwa. A ty chcesz dzieci indoktrynować na lekcjach etyki. Czy wy nie możecie odpuścić tym co nie chcą mieć nic wspólnego z religią, katechetami i nawiedzonymi katolikami? Nie mają prawa? Przecież nie będziecie uczyć etyki lecz umoralniać na watykańską modłę. To zresztą robisz na tym forum.
                                        • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:22
                                          Byłeś na mojej lekcji, znasz program, który realizowałem? Dla wiadomości osób niewykształconych: etyka jest działem filozofii, a tę wolno uprawiać każdemu, niezależnie od wyznania. Nie wspomnę już o logikę myślenia, która w imię tolerancji kazałaby pytać kandydata o stosunek do religii. I jakie religie odpadają? Tylko katolicyzm, czy tylko chrześcijaństwo? Śmieszny jesteś.
                                          • jk1962 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 12:48
                                            mielcin1 napisał:
                                            Dla wiadomości osób niewykształconych: etyka jest działem filozofii, a tę wolno uprawiać każdemu, niezależnie od wyznania.

                                            Ja nic nie mówię o uprawianiu. Nie odwracaj kota ogonem. Nie udawaj durnia! Ja mówię o watykańskiej propagandzie którą wierzący zobowiązani są szerzyć. A lekcje etyki to dla nich świetna okazja do szerzenia prawd wiary.
                                            Jeśli uczyłeś etyki ta zapewne zgodzisz się że etyka uczy jak rozstrzygać dylematy moralne. A wy nie będziecie tego uczyć bo katolicyzm autorytarnie rozstrzyga niektóre dylematy. Przecież nie będziesz nauczać niezgodnie z podstawami Twojej wiary. Prawda?
                                            • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 13:01
                                              NIeprawda. Etyka nie jest nauką o rozstrzyganiu dylematów. I nieprawda, że szerzę lub szerzyłem jakąś propagandę. Ja proponowałem uczniom przegląd różnych stanowisk w zakresie etyki, przedstawiałem im argumenty, a oni sami podejmowali decyzję. Jedną z ważnych tez które stawiałem wręcz jako założenie wstępne było, że etyka nie jest antyreligią.
                                              • jk1962 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 13:52
                                                mielcin1 napisał:
                                                Etyka nie jest nauką o rozstrzyganiu dylematów.

                                                Czyżby? To czego uczyłeś? Teorii etycznych? No tak. Przecież piszesz:

                                                Ja proponowałem uczniom przegląd różnych stanowisk w zakresie etyki,

                                                Jedną z ważnych tez które stawiałem wręcz jako założenie wstępne było, że etyka nie jest antyreligią.

                                                A właśnie że jest antyreligią. Jeśli religia narzuca autorytarnie stanowisko moralne to gdzie miejsce na rozważania etyczne? Jedno drugie wyklucza. Przecież katolik ma obowiązek przestrzegać systemu moralnego przedstawionego autorytarnie. Tu nie ma miejsca na dyskusję. Jak więc katolik ma rozważać słabe strony systemu moralnego który uważa za jedynie słuszny i niepodważalny pod groźbą kary?
                                              • asiazlasu Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 09.03.11, 09:24
                                                mielcin1 napisał:

                                                > NIeprawda. Etyka nie jest nauką o rozstrzyganiu dylematów. I nieprawda, że szer
                                                > zę lub szerzyłem jakąś propagandę. Ja proponowałem uczniom przegląd różnych sta
                                                > nowisk w zakresie etyki, przedstawiałem im argumenty, a oni sami podejmowali de
                                                > cyzję. Jedną z ważnych tez które stawiałem wręcz jako założenie wstępne było, ż
                                                > e etyka nie jest antyreligią.

                                                etyka jest nauka o moralnosci i zajmuje sie problemem : jak najlepiej sie zachowywac. Nie ma nic wspolnego z religia przez sam fakt swojego istnienia.
                    • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 20:27
                      Kobieto, pierdzielisz coś o wulkanach, o jakichś bajeczkach, o mordach krk szczególnie tego w Polsce. Myślę że gdybym za najbardziej rozpoznawalnego polskiego uczonego, kogoś kto dokonał najbardziej przełomowego odkrycia podał Mikołaja Kopernika to buntu by tutaj nie było. Jeśli już dodam (lub któryś oświecony lewak sam doczyta) że był to zakonnik kościoła KRK (tak zacofanego, tępego i polującego na czarownice) to już pewnie będzie spore zdziwienie. Ten spec od zabobonów wywrócił w tamtych czasach postrzeganie kosmosu do góry nogami, mało tego, wówczas też u nas panował katoland i o dziwo nie spalono go na stosie. W takie wyliczanki można się bawić ale po co? Jaki sens ma z Tobą polemika kiedy starasz się ją sprowadzić do idiotyzmów z wulkanami?
                      • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 20:57
                        Aż musiałam zerknąć do swoich wpisów, bo nic o żadnych mordach nie pamiętam i rzeczywiście ni słowa. Skąd to ci się wzięlo ? Chyba z nerwów. Widzę, że dla krzysia świat zaczyna się wraz z chrześcijaństwem i nie ma pojęcia, że religie, wierzenia miały wpływ na postrzeganie świata przez ludzi, już co najmniej 5000 lat przed. Zanim Kopernik dokonał swojego wielkiego odkrycia, chrześcijaństwo kształtowało wizję świata prawie piętnaście stuleci. Nie spalili go, bo nie było kogo. Najpierw umarl, a potem ogłoszono jego dzieło.
                        • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:12
                          To Twoja wersja postrzegania KRK
                          "Dlaczego uważasz, że szydzę ? Przecież piszesz, że nauka niczego nie wyjaśnia, nie zmienia postrzegania świata. Zapytałam cię więc o kilka oczywistych spraw, które nauka wyjaśniła, a wcześniej były w woli bogów. Wukan dymił, bo bóg się gniewał. Wierni nieśli dary i modły. Nie opowiadaj bajek o oficjalnym stanowisku KK, b ono też przez wieki w większości spraw uległo zmianie. Mówimy o wpływie religii na postrzeganie świata, zjawisk przyrodniczych, atmosferycznych, społecznych. Nie chcesz chyba powiedzieć, że choćby w przypadku kobiet stanowisko KK jest takie same od wieków i niezmienne. Nie mam pojęcia jakie jest oficjalne stanowisko KK w sprawie deszczu. Czy to bóg zsyła opady, czy nie. Wiem, że polscy posłowie któregoś lata modlili się o deszcz. Te modły nie były z pewnością powodowane wiedzą naukową, bo daliby sobie spokój, a przekonaniami religijnymi tym, że to bóg może w zasuszonej Polsce opady zarządzić. Taki wpływ na postrzeganie przez nich świata ma religia, niezależnie od oficjalnego stanowiska KK. A co z niebem, które do niedawna było domem boga ?"
                          Ja tylko podałem najbardziej jaskrawy przykład sytuacji kiedy to zakonnik krk tak mocno "ograniczony dogmatami kościoła" wywraca świat nauki w pewnej dziedzinie.

                          Teraz chcesz uciekać dalej w przeszłość, chciałabyś bardzo pokazać jak to kapłani różnych religii pociskali ciemnotę oswieconemu świeckiemu ludowi. Twój pech będzie polegał na tym że im dalej sięgniesz to tym większy odsetek ludzi potrafiących czytać, pisać ludzi dokonujących odkryć to będą właśnie kapłani różnych religii. Jeśli bedziesz mocno chciała podawać mi przykłądy miejsc gdzie się oni mylili w swoich teoriach to ja zaproponowałbym Ci jeszcze odrobinę cofnąć się w czasie, do czasów kiedy nie było żadnych kapłąnów i żadnych religii. Dojdziemy do ateistycznej małpy na drzewie i wtedy faktycznie odpada nam problem szerzenia zabobonów przez kapłanów wszelakiej maści.
                          • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:01
                            Gdzie w tym wpisie widzisz moją wersję postrzegania KK ? Nawet o bogach piszę w liczbie mnogej, a chyba w KrK jest jeden, choć potrójny. Nie chcę nawet mówić o oficjalnych stanowiskach KK, a ogólnie o wpływie religii. Trudno uciec od pogańskich wierzeń, bo one cały czas są obecne w naszym życiu, choć czasem zmienione, czasem nieuświadomione. No na przykładzie modłów o deszcz - czy to KK tak naucza czy też ludzie sami tak uważają? Nie wiem, ale wpływ religii oczywisty. Jakiej też nie wiem, bo nie znam tego co mówi o deszczu KK. Jeżeli to nie katolicyzm, to pogaństwo w czystej postaci. Wtedy żyli bogowie, którzy wladali deszczem. I trzeba było ich przebłagać podczas suszy. Znasz imiona pogańskich bogów ? Na pewno. W Gdańsku jest piękny Neptun, a sprawiedliwości w polskich sądach i nie tylko strzeże Temida. W naszym życiu jest wiele odniesień do pogańskich bogów i wierzeń, bo to jest nasze dziedzictwo. Mimo wielu stuleci ciągle o nich pamiętamy. Niestety nie pamiętamy, jako ludzkość czasów, kiedy pojawił się współczesny człowiek przed 200 tys. lat, ani wcześniejszych. Trudno więc się do nich odnosić. Dopiero odkrywamy te wiedzę.
                        • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:48
                          Kopernik dostał swoje dzieło na łóżu śmierci. A jeśli wiesz, jak wyglada cykl wydawniczy, to łatwo się domyśłisz, że mieli czas na palenie. Ale tak się składa, że działo się to w czasach, gdy najświatlejsze umysły Europy zachwycały się Polską, jako krajem tolerancji.
                      • mika.1978 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:14
                        Gwoli ścisłości - skoro wg Ciebie krk był taki postępowy - to pozwolę sobie przypomnieć Ci postać Galileusza i jego procesu - prowadzonego przez ten och jakże postępowy kościół.
                        W trakcie tego procesu skrytykowano również główne dzieło Kopernika, jako sprzeczne z Pismem (a tym samym nieprawdziwe).
                        A że sam Kopernik był duchownym, no cóż... Zakładam, że znasz trochę historię i orientujesz się jak w tamtych czasach wyglądał system kształcenia - co więcej po śmierci ojca Kopernika wychowywał stryj (biskup) - który zadecydował o przyszłości swojego pasierba. Dodajmy, że MK był z wykształcenia i zawodu kimś więcej niż duchownym (lekarzem, prawnikiem, ekonomistą, inżynierem...) - zwykło się tego typu osoby określać mianem: "człowiek renesansu". No właśnie renesansu - czyli odrodzenia po latach ciemnoty wieków średnich (zdominowanych przez krk). Odpowiedzią krk na odrodzenie była święta inkwizycja (która tropiła, sądziła i prześladowała nie tylko innowierców - w tym protestantów, ale wszelkich wolnomyślicieli). Proponuję zatem większą rozwagę w doborze przykładów dla udowodnienia swoich sądów.
                        • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:31
                          Inkwizycję podlinkowałem w innym miejscu i bynajmniej nie napiszę nigdzie że ta karta historii przynosi chwałę kościołowi.
                          www.okiem.pl/bog/inkwizycja.htm
                          Wiem jak wyglądał system szkolnictwa i wtedy i wcześniej, jakby na to nie patrzeć był często oparty na zakonnikach którzy w tamtych czasach byli wyjątkowo dobrze wykształceni. Ktoś wcześniej stara mi się wcisnąć że krk, czy ogólniej religie to wyłącznie pociskanie ludziom bajeczek o wulkanach etc, pokazałem jaskrawo że bycie wierzącym nie musi przeszkadzać w przełomowych odkryciach. I tu myślę że przykłądu dobierać lepiej nie muszę. Kopernikowi bycie zakonnikiem, wykształcenie odebrane u zakonnika, jego wiara nie przeszkodziła mu w pracach naukowych i tyle.
                          Sam posiadam bardzo dobre techniczne wykształcenie, współpracuję i z wierzącymi i niewierzącymi, ani mnie wiara jakość szczególnie nie przeszkadza w pracy ani niektórym znajomym brak owej wiary nie pomaga. Ja tylko prosiłbym by kwestie wiary, tego czy ona przeszkadza czy pomaga w pojmowaniu świata, w nauce zostawić w spokoju bo moim zdaniem jedno z drugim nie koliduje. A przestępców, rzezimieszków, zbrodniarzy było pełno w historii ludzkości i byłbym daleki od twierdzenie że najwięcej ich było u katoli i że fakt bycia przestępcami wynikał u nich z wiary bo to nieprawda, to było jaskrawe zaprzeczenie kanonów wiary.
                          • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:10
                            A jednak nie wszystko pojmujesz, zwłaszcza istotę funkcjonowania kościoła w wiekach średnich. Zakonnikami, a nawet biskupami bywali wówczas ludzie niekoniecznie wierzący w Boga. Koronowane i książęce głowy, a także arystokracja kupowali (dosłownie) biskupstwa dla swoich kilkuletnich niekiedy synów, niektórzy z nich przez wiele lat pełnili te funkcje nie mając w ogóle święcen, kanonik to było czysto tytularne stanowisko uprawniajace do państwowej gaży itd itp. Np. najstarszy (nieślubny ale najmądrzejszy) syn Zygmunta Starego Jan Telnicz został kanonikiem krakowskim w wieku 11 lat aby otrzymywać państwowe pieniądze na utrzymanie jego matki i dwojga rodzeństwa (również nieślubnych dzieci Zygmunta Starego), zaś w wieku 20 lat mianowanmo go biskupem wileńskim. Jednak święcenia kapłańskie przyjął dopiero 11 lat później. W historii KK bywali też nawet kilkuletni papieże i cała masa ludzi nie mająca nic wspólnego z wiarą - bandyci, oszuści, zbrodniarze, pełniący oficjalnie funkcje prałatów, biskupów i kardynałów.
                            Również Kopernik nie miał de facto nic wspólnego (poza pensją kanonika) z kościołem, który był dla niego (jak zresztą i wielu innych) tylko bazą materialną do prowadzenia działalności naukowej. Innej bazy wszak wówczas nie było, bo kościół miał całkowity monopol na naukę; uprawianie nauki poza kościołem kończyło się na ogół oskarżeniem o czary i śmiercią podczas tortur lub na stosie. W pewnym sensie Kopernik miasł fart, gdyż umarł przed opublikowaniem swojego fundamentalnego dzieła (na łożu śmierci dostarczono mu tylko próbne odbitki stron), które, notabene, natychmiast trafiło na kościelny indeks i zostało z niego zdjęte dopiero po prawie 300 latach w roku 1828 (opublikowano ten fakt dopiero w 1835 r.) Gdyby Kopernik nie umarł "w porę" niewykluczone, że spotkałby go podobny los jak Galileusza, a moze nawet Giordano Bruno.
                            Tak więc podpieranie się Kopernikiem jako argumentem na rzecz tolerancje kościoła wobec nauki jest wyjątkowym strzałem kulą w płot!
                            • krzysiozboj Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:41
                              Oki, jeśli tak na to patrzeć. Tylko wtedy dochodzimy do sytuacji kiedy w tym okresie (a okres lubiany przez przeciwników kościoła bo inkwizycja) to co dobre nie związane z wiarą a to co złe jak najbardziej.
                              Jeśli nie top1 nasz to chyba top1 wszechczasów - Einstein, też nie można go zakwalifikować jako zdeklarowanego ateistę (bynajmniej nie pisze tu iż był wyznania krk)

                              Zresztą cała ta polemika ma tą sama wadę jaką Ty mi wytknąłeś o czym już kilka razy tu wspominałem. Wiara katolicka a instytucja krk to nie tożsame pojęcia, tak ja Ty możesz się upierać że Kopernik wierzącym być nie musiał tak ja mogę się upierać że nawet ci współcześni przestępcy w kościele wierzący być nie muszą, że nie mam najmniejszego zamiaru akceptować nazywania mnie członkiem mafii pedofilskiej tylko z tego tytułu że jakiś odsetek księży to pedofile. Bycie wysokim hierarchom koscielnym daje sporo profitów, za dużo by rezygnować z tego w sytuacji utraty wiary.

                              Nie chcę też brnąć dalej w polemikę czy wiara ogranicza umysłowo, tego nie będzie mozna mi prosto udowodnić o obrzucać się tutaj czymkolwiek an tyl tle średnio mam zamiar.
                            • hypertryper Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:46
                              Wisz pan co? Jak pan coś piszesz, to bądz pan łaskaw, coś najsampierw przeczytać, by się nie kompromitować niewiedzą z lekcji historii na poziomie szkoły sredniej !


                              W pewnym
                              > sensie Kopernik miasł fart, gdyż umarł przed opublikowaniem swojego fundamenta
                              > lnego dzieła (na łożu śmierci dostarczono mu tylko próbne odbitki stron)które
                              > , notabene, natychmiast trafiło na kościelny indeks

                              Kopernik , panie szanowny, umarł w 1543 roku, a w 1542 wyszły pierwsze arkusze "O obrotach" i wtedy też działo zreferowano papiezowi , takze i on i dostojnicy koscielni dobrze wiedzieli, co bedzie drukowane przed smiercią Kopernika. "O obrotach " wyszlo w Norymberdze w tymze samym roku , w którym Kopernik umarl.
                              Reakcji koscioła nie było ZADNEJ.

                              Klamstwem jest jakoby "O obrotach" dostało sie natychmiast na indeks ksiag zakazanych... z tego powodu, ze indeks ksiag zakazanych w ogóle wtedy jeszcze nie istniał !

                              Owszem, indeks ksiag zakazanych powstanie, ale w 15 LAT PO WYDANIU " o obrotach sfer niebieskich" czyli w 1559 roku! I rzeczywiscie, dzieło Kopernika, wydane po raz drugi w 1566 roku, wreszcie trafi na "Indeks ksiag zakazanych" , ale bedzie to rok...1616 czyli...w 73 lata po publikacji, w dobie szalejącej kontrreformacji i to jest to Pańskie natychmiast!
                              Ludzie, jak ta się zna historię , to lepiej się nie kompromitowac!
                              • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 02:20
                                Wiem, wiem, potrafisz uruchomić Google i znaleźć w Wikipedii hasło Kopernik. Tyle, że - jako żródło amatorskie, nieautoryzowane - zawiera ono nieścisłości. W roku 1542 ukazały się tylko fragmenty pracy Kopernika jako "artykuły przyczynkarskie". Całe, kompeltne dzieło "De revolutionibus orbitum coelestium" wyszło spod prasy drukarskiej i zostało oprawione w sierpniu 1543 r, podczas gdy Kopernik zmarł 24 maja tegoż roku.
                                Początki indeksu ksiąg zakazanych sięgają XIII wieku, kiedy to zakazano niekontrolowanego rozpowszechniania Biblii, zaś w roku śmierci Kopernika ogłoszono, że druk każdej książki wymaga zgody Świętej Inkwizycji. Fakt, że pierwszą publikację indeksu wydano drukiem w 1559 roku nie znaczy wcale, że już wcześniej w trybie doraźnych zarządzeń nie represjonowano dzieł naukowych. Dzieło Kopernika trafiło na indeks natychmiast kiedy zorientowano się w papiestwie o co w nim chodzi, ponieważ wcześniej, ze względu na hermetyczny charakter naukowy dzieła sądzono, że dotyczy ono jakichś obliczeń matematycznych. W skali historycznej nie był to bynajmniej okres długi zwazywszy, że wiedza oraz informacje rozpowszechniane byłu wówczas bardzo powoli. Istotne jest to, że fundamentalne dzieło astronomiczne, które dokonywało dosłownie rewolucji w nauce, znalazło się na indeksie i przebywało na nim przez całe wieki.
                                Nie napinaj się więc, człowieku, ze swoimi wikipedystycznymi "rewelacjami" jako rzekomo demaskującymi moje nieuctwo, bo tylko się puszysz jak kurczak w deszcz.
                                • hypertryper Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 11:16
                                  em, wiem, potrafisz uruchomić Google i znaleźć w Wikipedii hasło Kopernik. Ty
                                  > le, że - jako żródło amatorskie, nieautoryzowane -
                                  >Nie napinaj się więc, człowieku, ze swoimi wikipedystycznymi "rewelacjami"


                                  Szanowny panie, to, ze pan tak wiedze historyczną nabywasz , to pańska sprawa. Problem zaczyna sie wtedy, kiedy wydaje się panu, ze tak jak Pan robią to inni, czyli dokonujesz naduzycia i zwyczajnego zawęzenia poznawczego, przypisujac swoje zachowania innym.Klasyczny bład logiczny popełniany na poziomie gimnazjum. Tak wiec , wybacz pan, ale wiedze historyczna czerpie sie z ksiazek, a tutaj legitymizujesz pan tylko własne nieuctwo, a do tego - najwyczajniejsze chamstwo . Wstyd, ponoc tak to tylko katolicy robią, a pan jesteś wykształcony.

                                  roku 1542 ukazały się tylko fragmenty pracy Kopernika jako "artykuły przyczynka
                                  > rskie"

                                  Ukazały sie DWA ROZDZIAŁY. A całosc dzieła została zreferowana papiezowi wraz z zastzezeniem złagodzenia wstepu i jemu też dedykowana na rok przed smiercią Kopernika.

                                  Początki indeksu ksiąg zakazanych sięgają XIII wieku, kiedy to zakazano niekont
                                  > rolowanego rozpowszechniania Biblii,

                                  Indeks Ksiąg Zakazanych powstał w roku 1559. I to jest fakt. Niekontrolowane rozpowszechnianie Biblii w XIII w jest zwiazan z nasilajacym się ruchem albigensów, który zaczynał zagrazać biskupstwu rzymskiemu jako jedna z licznych herezji - bo de facto całe sredniwiecze to okres scierania sie kolejnych odsłon odczytań Biblii i bardzo krwawych zamieszek na tym tle - ikonoklasci, milenarysci, albigensi, waldensi, katarzy, I nie ma to nic wspólnego z "indeksem ksiag zakazanych" o których mówimy, ale widać tego ci nie wiadomo

                                  zieło Kopernika tr
                                  > afiło na indeks natychmiast kiedy zorientowano się w papiestwie o co w nim chod
                                  > zi, ponieważ wcześniej, ze względu na hermetyczny charakter naukowy dzieła sądz
                                  > ono, że dotyczy ono jakichś obliczeń matematycznych

                                  Nie bredź. Po prostu nie potrafisz przyznac, ze pomyliłeś się o 73 lata, pominałeś , ze wyszło drugie pelne wydanie " O obrotach" w wolnym rozpowszechnianiu i wyzszym nakładzie , pominałes, ze zmienił sie okres historyczny ( nadeszła kontrreformacja ) i teraz stosujesz mniemanologię stosowaną jak katolik . Miałem cię za inteligentnego rozmówce, a tutaj widzimy, jak jest

                              • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:26
                                hypertryper
                                a może osobom, któe tu piszą o błyskaiwcznej reakcji na dzieło Kopernika, chodzi o istotnie szybszą i zdecydowanie negatywną reakcję protestantów?
                            • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:22
                              Bracie barnabo a masz jakiś dowód, że Kopernik poza bazą nie miał nic wspólnego z wiarą? Jakis dokument? Wypowiedź Mikołaja? Czy tylko, jak sądzę, dośpiewujesz sobie coś co Tobie się wydaje oczywiste. Faktem jest, że przjął niższe sięcenia (dziś już nie ma niższych święceń) i więcej o jego pobożności nie wiemy. Z braku danych niw możemy wnioskować. Ale z faktu, że cała Akademia Krakowska w jego czasach to duchowni, a w śród nich osoby znane z pobożności już można. Pytanie czy Kopernik żył w średniowieczu czy w renesansie jest nierozstrzygalne. A może jest tak że renesans to tylko ostatnia faza średniowiecza, jak chcą wcale liczni historycy?
                              • brat_barnaba Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 19:49
                                Chodziło mi o to, że Kopernik był księdzem tylko nominalnie, ponieważ faktycznie nigdy nie zajmował się kapłaństwem.
                        • hypertryper Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 21:59
                          ">No właśnie renesansu - czyli odrodzenia po latach ciemnoty wieków średnich (zdominowanych >przez krk).

                          Masz się za osobę wykształconą? Inteligentną ? To powiedz mi, jakim cudem, mozesz wypisywac takie brednie, jak te o ciemnocie wiekow srednich? Mediewista by cię zabił i nie dziwię się. A wiesz dlaczego?
                          Po pierwsze - w sredniowieczu trudno w ogóle mówić o kosciele katolickim - to raz. To zwalczające się sekty - gnostycy, manicheisci, millenarysci, arianiści , ikonoklaści i nie wiadomo kto jeszcze, schizma za schizmą - papież w Rzymie i papież w Awinionie jednoczesnie - a kazdego uznaje inna część krajów europejskich za własciwego ! :)

                          A po drugie: Z czegóz by to się "odrodziła" kultura łacińska, gdyby mozolnie jej nie katalogowano w wiekach srednich? Szlag by ją trafił najpierw przez najazdy Ostrogotów, Wizygotów i Hunów, potem Abbasydów (arabowie). Ten alfabet ktoś przechował, Wizygotom raczej "Rozmyslania" Marka Auteliusza przydatrne nie były...

                          A mysląc o ciemnocie wieków srednich odziwdz sobie kiedyś Reims, Amiens, Chartres, choćby i Fryburg i popatrz na sposób konstruowania tych budowli - jesli to jest wyraz ciemnoty , to już nic nie mam do dodania - architektonicznie nie powstało nic doskonalszego przy minimum srodków technicznych ,moze oprócz piramid
                          • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 22:29
                            No to ja pierwsza do tego zabicia sie nadaję. Powiedz no kochany ile trwało średniowiecze ? 1000 lat ? No i co wystawiasz po tak dlugim czasie na licytację ? Budynki -piękne. Przepisywane dzieła. No co jeszcze ? A umysły ludzkie też wystawisz ? Myśl średniowieczną ? Przebiją wytwory myśli ludzkiej odrodzenia i oświecenia ? A te epoki jak długo trwały ? Może to ciemnoty umysłowej dotyczy to sformułowanie ?
                            • hypertryper Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 23:31
                              Szanowna Pani. Sredniowiecze to czas wędrówek ludów i ich wycinania się nawzajem i najwiekszego wycinania dokonań starozytnosci przez umysłowych troglodytów.

                              To teraz sobie Pani szanowca wyobraz póldzikie stowrzenia, z toporkami, które nie znają żadnego pisma, bo mają tylko tradycję ustną, które przewlaja się przez całą Europę w te i nazad grabiąc, rozwalając i niszcząc, zeby znależć sobie terytorium zyciowe. Jasniej sie już robi, dlaczego poczatki sredniowiecza są ciemne? Bo połowa Europy spływa krwią, a nie dlatego, z ekosciól wszystkich utrzymuje w ciemnocie.

                              Uniwersytet. Mówi to Pani cos ? Paryż, Bolonia, Padwa, Cambrigge, Oxford, Praga Czeska, wreszcie i Kraków. Trivium i Quadrivium - sztuki wyzwolone. Karolińskie Szkoły zakonne, w ktorych uczą sie kobiety - nie szycia, ale pisania i czytania ! Renesans karoliński. Sagi rycerskie. Romans dworski. Poezja prowansalska. Trubadurzy, minnisingerzy i muzyka sredniowieczna. Chorał gregoriański. Iluminacje sredniowieczne. Gotyk plomienisty. Lokacje miejskie i budowa miast ...Mało?



                              • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 01:34
                                Dzięki za fachową wiedzę.
                                Jeszcze chciałbym zwrócić uwagę na kilka aspektów.
                                1. Proszę w swych sądach nie przykładać moralności naszych czasów do czasów 100lat wcześniejszych, a już zupełnym nieporozumieniem jest przykładanie do lat kilkaset lat wcześniejszych.
                                Kilkaset lat temu ta moralność, osąd dobra zła był zupełnie inny niż dzisiaj. To się zmieniało na przestrzeni wieków, i cały czas zmienia. A bardzo to lubią wykorzystywać przeciwnicy kościoła, religii.
                                Przecież nawet znakomitym umysłom tamtych czasów np. Washingtonowi nie mieściło się za bardzo w głowie równość między czarnym a białym człowiekiem.
                                2. proszę zauważyć jak rewolucyjną była wtedy postawa kościoła dotycząca kobiet. To było novum, na tamte czasy. Ale przykłada się dzisiejszą miarę do tamtych czasów i oskarza się Kościół o dyskryminację.
                              • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:07
                                Nie mam ochoty kłócić się o nazywanie średniowiecza wiekami ciemnymi, ale jest to nazwa uprawniona. Cokolwiek nie napisałbyś o dokonaniach średniowiecznych, to w porównaniu do Starożytności nastapił ogromny upadek kultury i nauki. To głównie z tego powodu niektórzy dodają do wieków średnich - ciemne. Uniwersalizm - wspólnota religii, idei -teocentryzm, ustroju, języka- zahamował rozwój. Pewnie, że coś się działo, ale na 1000 -lecie to dorobek kulturalny, naukowy ludzkości z tego okresu jest marny. Nie mogło być jednak inaczej, kiedy nie było nowych idei, a najpopularniejszą "nauką " była scholastyka, a świadomość, myślenie i światopogląd kształtowały głównie systemy filozoficzne stworzone przez św. Augustyna i Tomasza. Wszystkie następne okresy trwały w sumie 500 lat, czyli połowę tego co Średniowiecze, a jaki nastapił ogromny rozwój, spowodowany nowymi ideami. Jezeli ktoś porównuje 200 lat Odrodzenia, czy 100 lat Oświecenia z 1000 lat Średniowiecza, to nie może być to dla tego ostatniego korzystne.
                                • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:37
                                  maura
                                  obśmiałem się jak norka. Czy Ty wiesz co to jest scholastyka? Zacznijmy od tego, że łączy się ze szkołą, bo to okres olbrzymiego wysiłku sdukacyjnego przy równoczesnych bardzo niekorzystnych tendencjach politycznych - mam na myśłi migracje, wojny, potężny upływ krwi. Wysiłek średniowiecza trzeba najzwyczajniej docenić. W porównaniu z nim renesans (jeśłi go uznać za osobny okres) w wielu dziedzinach był regresem, np. w kwestii tolerancji, chigieny etc
                                  • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 11:40
                                    Wcale się nie dziwię, że się obśmiałeś, bo kiedy czyta się o "nauce" zwanej scholastyką, to trudno przynajmniej się nie uśmiechnąć. Co mają migracje, wojny wspólnego z "nauką" , która udowadnia "rozumowo " z góry przyjęte, niepodważalne dogmaty religijne ? Dziś to szersze pojęcie. O scholastyce mówimy, kiedy ktoś chce udowodnić z góry przyjętą prawdę. Nie wierzę, że uczyłeś etyki i filozofii. Sprawdziłam, tak piszesz. Nie ten poziom argumentacji. Zdarzało mi się dyskutować z ludźmi po filozofii, to mam porównanie.
                                    • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 11:47
                                      Rozumiem, że dla Ciebie poziom argumentacji, to poziom zgody z tym co Ty myśłisz. Ale nie na tym polega dyskusja. Twoja wiara w to czy uczyłem nie ma to żadnego znaczenia. Scholastyka to filozofia szkolna, to tak samo, jak geometria, któej uczą nas w szkole. Dawno już wiadomo, że prawda jest inna, ale uczą nas uproszczonej euklidesowej wersji. Jeżeli chce się oceniać poziom filozofii średniowiecznej na podstawie rozmów w szkole, to gratuluję. Weź wypracowanie ucznia z podstawówki i wyśmiej współczesna polską naukę o literaturze.
                                      • maura4 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 13:07
                                        Każdy twój wpis jest dowodem na to, że z filozofią wiele wspólnego mieć nie możesz. Ja to co piszę, argumentuję. Różnie mi to wychodzi. Raz mądrze, raz głupio. Raz lepiej, raz gorzej. Żeby była dyskusja, to dwie strony muszą "bić " się na argumenty. Przypomniij sobie jakie uwagi, "argumenty" mi wysyłałeś. Pozwól żyć itp. O scholastyce nie będę już dyskutować, bo to mija się z celem.
                                        • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 13:46
                                          Przeczytałem bieżący wątek. Dostrzegam tam zarówno Twoje wypowiedzi, jak i moje odpowiedzi. Wśród Twoich kilka uwag bazujązych na mocno szkolnym, przdawnionm i nieaktualnym pojmowaniu średniowiecza. Oraz uparte wyrażanie bezpodstawnej opinii na temat moich kwalifikacji do uczenia/zajmowania się filozofią. Gdzie są argumenty, których podobno chcesz w dyskusji? Pytam o Twoje argumenty? I nie te ad personam (jak wypowiedź o tym czy i ile mam współnego z filozofią), ale ad rem?
                          • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:29
                            hyeprtryper
                            może to miłość niedozwzajemniona, ale miło spotkać kogoś, kto wie co mówi. Ja dodałbym jeszcze jako dowód ciemnoty średniowiecza klasztory benedyktyńskie i uniwersytety, które dziwnym trafem to właśnie ciemniaki średnioweczne powołały do życia. Pozdrawiam ponad i poza wyznaniowo.
                        • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 09:57
                          Oj mika słabo znasz historię. Ci"ludzie renesansu" byli mocno zadufanymi w sobie ludkami, którzy chcieli wrócić do cudów świata starożytnego i często popełniali śmieszniutkie błedy. Ale to temat na inną bajkę. Natomiast fakt, że w renesansie wyrzynano się od religijnymi pretekstami, jest strasznym wstydem całego chrześcijaństwa. Dla ułatwienia dodam, że to nie w tych "ciemnych" wiekach palono masowo na stosie. I to nie Kościół Katolicki przodował w tej dziedzinie. Poczytaj co Zwingli i Kalwin wyczyniali w Szwajcarii, a po nich pierwsi Amerykanie. Jednak my katolicy, ustami Jana Pawła II przeprosiliśmy za ofiary naszych błędów. A zresztą w tym wątku chodzi o to w co wierzymy teraz. Bo przeszłości nie zmienimy.
          • brat_barnaba "Głeboko wierzący" naukowcy :)) 07.03.11, 14:55
            krzysiozboj napisał:
            > Bzdury waść opowiadasz
            > 1. Sporo ludzi nauki jest głęboko wierząca więc nauka niczego tu nie zastąpiła.

            Sporo to znaczy ile? Jaka część? Otóż, Panie Demagogu, mam dla Pana złą wiadomość. Według badań przeprowadzonych w roku 1996 przez poważne pismo naukowe "The People" ponad 80 procent laureatów Nagrody Nobla deklaruje się jako ateiści, a wśród noblistów - fizyków i biologów odsetek ten wynosi aż 93 procent.
            To którzy to "ludzie nauki" są tak "głęboko wierzący"? Pewnie profesorowie teologii :)))
            • krzysiozboj Re: "Głeboko wierzący" naukowcy :)) 07.03.11, 15:41
              Przypisujesz mi demagogię a ... masz kłopoty z interpretacją słowa pisanego. Napisałem gdzieś większość? Jeśli wiarę traktujemy jako czyste hokus-pokus które stoi w sprzeczności z nauką to choćby te 20% jest mało?
        • myslacyszaryczlowiek1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 06.03.11, 21:41

          > Religia, owszem , bywa przydatna w środowiskach prymitywnych, gdzie ma za zadan
          > ie wyjaśnienie świata. Teraz to zadanie utraciła na rzecz nauki, więc kreuje si
          > ę na obrońcę obyczaju i moralności.
          Przeczytaj jeszcze raz to co napisałem. Człowiek jest zwierzęciem społecznym. I aby funkcjonował w społeczeństwie musi znać swoisty kod kulturowy tego społeczeństwa. A jeśli tego kodu brakuje biorą się nieporozumienia, mieszają się pojęcia np.dobra, zła. Np. dla jednych czynem haniebnym będzie uśpienie niechcianego pieska, a dla innych czynem haniebnym będzie trzymanie tego pieska w schronisku w zimnej klatce w której piesek się męczy, więc lepiej go uśpić.
          . Wiele kultur wśród swoich obowiązkowych rytuałów miało eutanazję i gerontobójstwo. Rytuały bywały niegroźne (pozostawianie otwartego okna, by przeciąg przyspieszył śmierć i dusza łatwiej uwolniła się z ciała, czy zatykanie wszelkich możliwych dziur w domu, by dusza nie miała się gdzie schować), ale też pragmatycznie skuteczne (zabijanie, palenie, głodzenie, porzucanie przy drodze, zrzucanie ze skał). .. wyborcza.pl/1,76842,7030164,Starcy_udaja_sie_w_podroz.html#ixzz1FmfDtvpe , a dla nas to będzie morderstwo, czyn haniebny.. Itd... Więc aby funkcjonować w tym społeczeństwie ten kod musi bardzo zbliżony , prawie że jednakowy dla wszystkich ludzi. Bo inaczej społeczeństwo jest podzielone a jednostki nie wiedzą jak ze sobą "rozmawiać".
          • lks17 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 07.03.11, 18:13
            hej, tu wiek XXI, a ty błądzisz po jaskiniach. Zgadzam się, że potrzeba religii nadal istnieje ale jest to potrzeba innej religii, a właściwie sądzę, innej praktyki niż dotychczasowe i innej roli funkcjonariuszy pana Boga. Stajemy sie b. autonomiczni, bardziej podmiotowi, tak samo pewnie słabi i potrzeba Boga, to potrzeba absolutu, ale w sprawach ludzkiego życia, a nie bajania o zbawieniu, piekłu i innych strachach wykorzystywanych przez zorganizowane kościelne mafie. Piekło to my i aby być "zbawionym" nie trzeba kropidła czy szamańskich zabiegów (przynajmniej dla myślących szarych ludzi).
            • mielcin1 Re: Moralność to obyczaj (mos, moris) a nie relig 08.03.11, 10:42
              Jestem myślaćy, może i szary, ale wierzę w piekło, o i nim mówił Jezus. Pozwól mi wierzyć i żyć zgodnie z moim sumieniem. Chcesz żyć bez kropidła - szczęść Boże. Ja mam inną wiarę i wolno mi
      • drupal Re: Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 06.03.11, 21:48
        To co, Czesi skazani są na zagładę?

        myslacyszaryczlowiek1 napisał:

        > Nie było plemienia ateistów w dziejach ludzkości
        • krzysiozboj Re: Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 06.03.11, 21:58
          co prawda nie mnie pytasz ale ...
          Moim zdaniem pójdą tą drogą co Niemcy, Francja, GB, Szwecja ... . Jeśli jakaś zwarta i mocna kultura/religia będzie chciała zawitać do nich to nie przeciwstawią się jej niczym, ot na początku będzie "wesołe multi-kulti" a później to co w w/w krajach. Czy Twoim zdanie Niemcy/Francja istnieją dzisiaj kulturowo w sposób jednoznaczny i wyrazisty? Czy stoją przed problemem jak za 20-50 lat nie stać się krajem islamskim?

          Co do Czechów to tu akurat KRK (z udziałem także naszego króla) zawinił ostro i powinien się pokajać. Mieli wielkiego człowieka kościoła i własnie mali ludzie w KRK posłali go na stos, póxniej sporo prześladowań na tle religijnym. Ale to jakby zupełnie inny temat "skąd u Czechów tak mocny laicyzm", dyskusja bardziej o tym gdzie może prowadzić społeczeństwo bez narzuconych norm/schematów postępowania.
          • myslacyszaryczlowiek1 Re: Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 07.03.11, 12:08
            A ile pokoleń ludzkich żyć ( jak długo) istnieją ateistyczne Czechy, to samo z krajami zachodnimi. Komunizm zdołał przetrwać kilkadziesiąt lat. Ten okres w dzisiejszych czasach może się znacznie przedłużyć ze względu na kształtowanie umysłów przez wszechobecne media, telewizję, powszechną szkołę, pod warunkiem że będą indoktrynować umysły jednakowym głosem.
            • krzysiozboj Re: Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 07.03.11, 15:50
              Co do tego że ludzie "potrzebują" prania mózgu, wytyczania schematów, wzorców zgadzamy się obaj. To jak długo można bez takich wzorców przetrwać to ciężko jednoznacznie odpowiedzieć bo to procesy dynamiczne, zachodzące bardzo powoli. Nie potrafiłbym napisać od kiedy Czechy stały się laickie (znam osoby tam mieszkające i nadal praktykujące), łatwiej mi jest określić początek procesu (moim zdaniem spalenie Husa co było zbrodnią kościoła).
              A co do kształtowania umysłów przez media - tego bałbym się bardziej niż radykalnego islamu.
      • flavros Re: Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 07.03.11, 11:22
        To są wszystko następstwa zorganizowanej religii, w tym przypadku katolicyzmu. Trzeba zacząć od pierwszego i najważniejszego pytania, czy biblijny bóg YHWH istnieje. Ja uważam, że nie i nie mam zamiaru brać udziału w tej całej szopce, która jest wynikiem wiary w niego.

        Skupiasz się na drugorzędnej roli religii a zapominasz o jej podstawie. Typowe dla np. polskich płytko wierzących katolików.

        • myslacyszaryczlowiek1 Re: Ta pani coś powinna wiedzieć o religiach. 07.03.11, 12:26
          Ten spór jest nie do rozstrzygnięcia, jak na razie. Z jednej strony masz daleko idące wnioski z wykopalisk, gdzie na podstawie wykopania paru szkieletów wysuwa się bardzo daleko idące wnioski i hipotezy ( które się przyjmuje w świadomości społecznej jako pewnik), a z drugiej masz chociażby przepowiednie fatimskie.
          Czy bóg istnieje to jest sprawa drugorzędna. Ja chciałem zwrócić uwagę na aspekt który większość ludzi uważa za oczywiste, a one nie są oczywiste. Wystarczy pobieżnie zapoznać się z innymi kulturami, plemionami które żyły odizolowane, aby sobie uświadomić jak religia ukształtowała nasze umysły, naszą cywilizację. Aby dostrzec ogrom tego wszystkiego, a które samo nie przychodzi, chociaż myślimy że z tym się rodzimy. Podałem to na wybranych przykładach. Przecież dużo nie brakowało a byśmy mieli haremy, każdy mężczyzna by miał tyle żon, ile mógłby utrzymać itd....
    • helguera Będzie mogła p.pisac z Pacewiczem i p.Agatą 06.03.11, 19:34
      ksiązki ,może felietony,a może pani dostanie etat w gazecie.Nigdy by mi nie przeszkadzało by moje dzieci uczył ktoś niewięrzący,czy nieochrzczony.Jednak nigdy bym nie pozwolił by pani uczyła me dzieci,jest pani żałosna i malutka.Jak już tyle pani o sobie i swych dzieciach napisala to może jeszcze coś wiecej...czy ojciec byl przy porodzie,czy ma pani psa i czy był szczepiony,czy mówiła pani dzieciom że ludzie łączą się w pary w róznych konfiguracjach plciowych.
      • gburiaifuria Re: Będzie mogła p.pisac z Pacewiczem i p.Agatą 07.03.11, 09:35
        a jakies argumenty? Dlaczego zalosna i malutka? Bo moherowy mozdzek nie lubi zadnej innosci, a wrecz nienawidzi tolerancji i malo tego, zawsze musi w to co wyskrobie wpuscic troche jadu, bo tak naprawde maly moherowy mozdzek jest malutki. To spadaj moherku do waszego dziennika, nikt nie kaze ci czytac Pacxewicza, za madry zreszta dla ciebie.
    • b-a-lau Dobry nauczyciel lecz flak psychiczny. Polskie szk 06.03.11, 19:36
      szkolnictwo nie potrzebuje "cieniasów psychicznych", którzy przy pierwszych problemach z głąbami pedagogicznymi wymięka jak czopek w du..e emerytki. Jak ma się pani tak rozklekotać w pracy to lepiej, że odejdzie ze szkoły. Poglądy i postawę moralną ma pani wspaniałą. Ma pani charyzmę do działania. Ale co z tego, gdy po roku pani "puchnie" Po 10 latach, to ma pani prawo "zwiędnąć, z puchnąć i opaść z sił" Na pewno byli nauczycielki, które panią w działaniu popierały(chociaż po cichu). A pogląd mój na temat nauczycielek katechetek jest taki. W kościele jest silna hierarchia. Jak sobie pani wyobraża, że katechetka będzie mądrzejsza od księdza????? Uwzględniając, iż polscy księża nie "grzeszą" intelektem, oczytaniem moralnością i tolerancją!! Tak więc katechetka jest taka jaka jest. Dziwie się tylko dyrektorce, że jest takim głąbek kościelnym. Ja też jestem niewierzącą nauczycielką po apostazji. Pozdrawiam
      • krzysiozboj Re: Dobry nauczyciel lecz flak psychiczny. Polski 06.03.11, 19:54
        Księża są różni, są i małostkowi, z wątpliwą moralnością, nietolerancyjni ale są też i inni, są też i oddani temu w co wierzą w dobrym tego znaczeniu. W kościele jest mocna hierarchia ale tyczy raczej samych "struktur", tu problemem była nie tyle katechetka a środowisko nauczycielskie. Na podstawie relacji jednej ze stron dość ryzykowne jest wyrokowanie czy tamto środowisko było małostkowe i nietolerancyjne czy nasza nauczycielka np lubiła prowokować zapalne sytuacje manifestując to czy tamto, czy nie robiła np "ciekawych i pikantnych" wykładów z historii chrześcijaństwa, tego nie wiemy, nie mamy obrony strony oskarżonej tutaj.
      • maura4 Re: Dobry nauczyciel lecz flak psychiczny. Polski 07.03.11, 09:27
        Czlowiek nie po to zatrudnia się w szkole, aby toczyć walkę ze sklerykalizowanym gronem pedagogicznym, a po to, aby czegoś dzieci nauczyć. Jeżeli jeszcze ma pasję, chce dzieci otworzyć , nauczyć myślenia to w wielu polskich szkołach jest na pozycji straconej. Nie ona jedna "uciekła " ze szkoły. Jakiś czas temu głośno było o nauczycielce matematyki, która zaporotestowała przeciwko karaniu uczniów, klęczęniem z rękami w górze przed świętym obrazkiem. Ona tez straciła pracę mimo, że w opinii uczniów byla dobrym nauczycielem. No a potem są takie kwiatki, które można sobie pooglądać na youtube - przed maturą nie mają naprawdę podstawowej wiedzy, nie mówiąc o myśleniu.
      • brat_barnaba I po b-a-l-u, panno Lalu :) 07.03.11, 15:12
        b-a-lau napisała:
        > Ja też jestem niewierzącą nauczycielką po apostazji.

        Przepraszam bardzo, a po co Pani była ta apostazja? Czy chciała Pani coś zamanifestować i wobec kogo? Ja, osobiście, czułbym się niekomfortowo i lekko upokorzony, że muszę chodzić "tłumaczyć się", coś oświadczać przed klechami, w dodatku organizować sobie na to świadków (zdaje sie, że niezbędni) itd. Zostałem ochrzczony bez mojej wiedzy i zgody, więc czynność tę uważam za bezskuteczną i niebyłą. W praktyce zaś wystarczyło, że przy okazji którejś z tzw. wizyt duszpasterskich powiedziałem księdzu, żeby wykreślili mnie ze swojej "kartoteki" i omijali mój dom, bo nie należę do ich klienteli. Od tamtej pory mam spokój, nikt mnie nie nachodzi, nie molestuje religijnie, nie nagabuje, więc po co mam się fatygować i odgrywać jakiś spektakl? No, chyba że dla sztuki scenicznej :)))))
        Pozdrawiam ciepło.
        • mika.1978 Re: I po b-a-l-u, panno Lalu :) 07.03.11, 21:29
          brat_barnaba napisał:

          > b-a-lau napisała:
          > > Ja też jestem niewierzącą nauczycielką po apostazji.
          >
          > Przepraszam bardzo, a po co Pani była ta apostazja? Czy chciała Pani coś zamani
          > festować i wobec kogo? Ja, osobiście, czułbym się niekomfortowo i lekko upokorz
          > ony, że muszę chodzić "tłumaczyć się", coś oświadczać przed klechami, w dodatku
          > organizować sobie na to świadków (zdaje sie, że niezbędni) itd. Zostałem ochrz
          > czony bez mojej wiedzy i zgody, więc czynność tę uważam za bezskuteczną i nieby
          > łą.
          Niby tak, ale...
          Pozostaje Pan w szeregach organizacji, która niezależnie od Pańskiej woli powołuje się na Pana milczącą obecność w swoich szeregach - np argumentując, że w Polsce należy zakazać aborcji, in vitro, sztucznej antykoncepcji, itp., itd. - bo 90% społeczeństwa to katolicy.
          Ja postanowiłam się z tego cyrku wypisać właśnie po to, żeby krk nie mógł się powoływać w tego typu dyskusjach na moją milczącą obecność w swoich szeregach.
          Póki co żadna formacja polityczna nie ma wystarczających - użyję tu zwrotu kolokwialnego - "jaj", żeby panom biskupom powiedzieć: "sprawdzam" (np. poprzez wprowadzenie podatku kościelnego albo zweryfikowanie stanowiska kościoła w referendum).
          Ja głosu krk uwiarygadniać nie zamierzam (choć zdaję sobie sprawę, że jestem zaledwie marnym ziarnkiem w tej piaskownicy). Nie mam ślubu kościelnego, moje dzieci nie są ochrzczone, nie chcę katolickiego pogrzebu (apostazja to też sposób na upewnienie się, że nikt nie postara się zmienić Twojego światopoglądu w chwili gdy Ciebie po prostu już nie będzie).
          Pozdrawiam serdecznie,
          Mika, apostatka
    • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 19:44
      Bynajmniej nie mam zamiaru twierdzić że wśród chrześcijan nie ma ludzi małostkowych, nietolerancyjnych, uprzedzonych ale ... tu chyba za daleko poszło we wnioskach.
      Dla kontrastu zapytałbym co się dzieje w USA przemyśle medialnym gdy ktoś zdeklaruje się jako antysemita, jak mają się chrześcijanie w krajach typowo muzułmańskich itd.
      Ja w ostatnią niedzielę wysłuchałem kazania z etyki w pracy i biznesie, mały wykład z funkcjonowania rynku. To co tam słyszałem zdziwiło by wielu bo ... to było mocno dalekie od stereotypów KRK. Mam na podstawie tego jednego kaznodziei (u którego przynajmniej w tym kazaniu moim zdaniem więcej z protestantyzmu było niż z KRK) budować obraz kościoła katolickiego?

      Przesłanie które idzie z powyższego jest co najmniej tak chore jak zachowanie katechetki, katechetka zachowaniem neguje zasady które głosi a nasza bohaterka na podstawie kilku osób w jakimś środowisko buduje sobie opinię n/t KRK. Do tego warto tutaj zauważyć bardzo ważną rzecz - mamy opis tylko jednej strony nasączony emocjami, takie coś zazwyczaj ma sporo niedopowiedzeń i przejaskrawień.
    • didimos68 Dobrze życzę tej pani 06.03.11, 19:48
      Dobrze życzę tej pani niej jej się jej wszystko poukłada, znajdzie dobrą szkołę ale mam nadzieje że moje dzieci na nią nie trafią.
    • 0ffka Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 19:57
      Pani Agnieszko Woroniecka-Baloge dziękuję Pani poruszenie tego tematu!
    • skuba2 Brawo! Za odwagę i ugruntowane poglądy. A poza tym 06.03.11, 20:07
      ... już najwyższa pora, żeby powstała w każdym mieście, obok szkól wyznaniowych jakie istnieją teraz, także szkoła bezwyznaniowa, bez nauki religii! Chodziłem do takiej szkoły średniej w 1958 roku, wtedy jedynej w mieście, i pamiętam jak dewotki pikietowały szkołę wciskając uczniom zaproszenia na lekcje religii w jakimś kościele. Zabawa była setna. Niestety, dziś ta szkoła, jak ognia boi się swojej tradycji i każdy rok szkolny zaczyna mszą w katedrze.
      Wcześniej chodziłem do zwykłego liceum, było nas w klasie trzech niewierzących i mieliśmy potężne przeboje z kolegami podpuszczanymi przez klechę "żeby choć się zapisać", bo inaczej lekcja musiała być sytuowana na początku, lub na końcu dnia nauki a jemu było niewygodnie.
    • sat50 Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - list 06.03.11, 20:07
      Naiwna Pani jest, że w Polsce się zmieni, już mamy takie zmiany korupcyjne, powoływanie różnych komisji, wywoływanie różnych skandali aby tylko nie pokazać co się dzieje, w kraju, puszczanie filmów prze TV o seksie w porze obiadowej - a potem narzekanie i pisanie o seksualności młodych ludzi. Była Pani za dobra chcąc nauczyć myślenia racjonalnego - w Polsce jest potrzebny człowiek, który nie umie liczyć, myśleć, daje na tacę dla czarnej mafii i jej się boi ( też doświadczyłem, miałem dyr. szafarza zostałem osunięty po 20 latach pracy jako nauczyciel bo tak kazała wyrocznia ) ale ja się śmieje z tego - ciemnogród jest pożądany nie tylko przez czarną mafie ale rządowi jest to też na rękę robiąc takie reformy jakie się robi w szkolnictwie i w kraju.
    • zwyklyglupol Mimo wszystko nie każdy katolik to debil 06.03.11, 20:15
      Pani Agnieszko serdecznie współczuję, jednak proszę się nie poddawać i nie wrzucać wszystkich katolików do jednego worka. Sytuacja przez Panią opisana łączy w sobie oprócz kwestii roli kościoła w życiu publicznym jeszcze jedną-umysłową dulszczyznę, hipokryzję i zwykłą głupotę, która nie ma barw partyjnych ani religijnych. W tym wypadku skumulowała się w szkole.
      Jak śpiewał Kazik Staszewski : "(...)Dlaczego tutaj ciągle myśl nie płynie
      Bo prawda, jak mówią, jest bardzo banalna
      Głowy pustoszy komuna mentalna".
      Ci ludzie po prostu nienawidzą każdego, kto jest inny od nich, komu się udało. To niestety plaga, która dotyka ogromnej części narodu polskiego. Nienawiść do ludzi bogatych jest tego elementem, wszak wiadomo,że jak ma pieniądze to żyd, złodziej i komuch.
      Religia jest tutaj tylko pretekstem, proszę mi wierzyć, gdyby była Pani religijna, wierząca to poprzez swoje otwarcie na innych spowodowałaby Pani, że ci ludzie znaleźli by inną drogę do zamęczenia Pani.
      Nie bronię ich, bo jak bronić takiej podłości. Chciałbym tylko zapewnić Panią, że w tym kraju jednak żyje sporo ludzi (ja sam znam wielu), którzy są katolikami, a jednak podzielają Pani podejście to tematu lekcji religii, otwartości itp. Niestety na pierwszym planie wciąż są nienawistne oszołomy, ale to z roku na rok będzie się zmieniać. Kościół zmieni swoje oblicze tak jak zmienił na zachodzie Europy, od tego nie ma odwrotu. I za 20 lat większość z tych co zostanie to będą ludzie, którzy są w kościele z powodu rzeczywistej i przemyślanej wiary, a nie dlatego, bo tak wypada, a kto inny to diabeł od razu.
      Pozdrawiam.
      • krzysiozboj Re: Mimo wszystko nie każdy katolik to debil 06.03.11, 20:24
        1. Słuszna uwaga moim zdaniem że generalnie nie lubi się tego co inne, co się wyróżnia, co nieznane i że średnio ma to związek z wiarą, ot taka małostkowość.
        2. Co do ludzi bogatych - wyszliśmy z komuny gdzie każdy miał równo czyli przysłowiowe g...o, dojść do sporego majątku (powiedzmy min setki mln) bez dziedziczenia przez kilka pokoleń jak w starych demokracjach nie jest takie proste, nie mówię że niemożliwe ale bez uwłaszczenia się na czyimś lub na publicznym jest moim zdaniem trudne. więc że takie stereotypy są to i nie dziwne.
        3. Kościół pewnie musi się zmienić by istnieć, musi wyzbyć małostkowości i hipokryzji ale ... ja bym się zachodem nie fascynował tak. Tam kulturowo zostanie on zastąpiony przez islam, jakoś nie jestem przekonany by to było lepsze niż nawet ten nasz małostkowy katolski.
      • robert6_666666 Re: Mimo wszystko nie każdy katolik to debil 06.03.11, 22:42
        oczywiscie ze nie kazdy.. w koncu w Polsce teoretycznie jest troche ponad 90% katolikow. Jakby kazdy byl debilem to troche by w tym kraju gorzej wygladalo niz jest :-) :-) :-)
        • ar.co Re: Mimo wszystko nie każdy katolik to debil 07.03.11, 09:54
          Ponad 90% ochrzczonych, a nie katolików - a to duża różnica. Ja też jestem ochrzczona (nikt mnie nie pytał o zdanie), a katoliczką nie jestem, chociaż pewnie KK wrzuca mnie do tego worka rzekomych 90%. I nie zamierzam oficjalnie występować z KK - nie ja się tam zapisywałam, nie ja będę się martwić o wypisywanie. No, chyba że wprowadzą podatek wyznaniowy, ale do tego KK nigdy nie dopuści, bo wtedy z tych "ponad 90%" zostałaby im może połowa (jak dobrze pójdzie).
      • agabaloge Re: Mimo wszystko nie każdy katolik to debil 16.03.11, 17:01
        Pani zwykly glupolu:) ( coż za idiotyczny nick dla tak inteligentnej osoby):
        Nie wrzucam absolutnie katolików do jednego worka, osobiście znam wspaniałych chrześcijan (i protestantów i katolików), ale niestety nie spotkałam ich w szkole. Wierzę więc w Panskie zapewnienia i bardzo dziekuję za wsparcie. i prosze zmienic ten nick!!!!:)
        agnieszka
    • adkr1 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 21:01
      Witam Pani Agnieszko.
      Podziwiam za odwagę, i dziękuję że są tacy ludzie.
      :)
      adamzwawy
      • marcin.3000 Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 23:25
        > Witam Pani Agnieszko.
        > Podziwiam za odwagę, i dziękuję że są tacy ludzie.
        > :)
        > adamzwawy

        Krytykowanie Polski katolickiej w mediach Agory to nie odwaga, tylko konformizm. Ten przyklad dobrze ilustruje techniki Agory we wciskaniu kitu swoim niezbyt bystrym odbiorcom. Jak mam do wyboru Agorę z jej targetem oraz Kościół katolicki, to doprawdy zaczynam z sympatią myśleć o księżach.
        • ar.co Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 07.03.11, 09:56
          To fakt, na twoim przykładzie sądząc - "odbiorcy" Agory nie zbyt bystrzy. Ale jakbyś przeniósł się do "Naszego Dziennika", to w obu grupach "odbiorców" średnia bystrość bardzo by wzrosła.
          Bo to, co tu zaniża poziom, w "Naszym Dzienniku" bardzo by podniosło.
    • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 21:16
      Dla maruderów i "uciśnionych przez KRK", może czasem warto zauważyć że nie każdy klecha jest małostkowy, że pewne przywary nie wynikają z wiary a z wad ludzkich i pewne zachowania będą niezależnie od tego na jaką "wiarę" trafimy, że więcej zależy od tego na jaka osobowość trafimy a nie od tego co słowami deklaruje, że chrześcijaństwo nie ogranicza umysłowo tych którzy chcą się rozwijać (nie czasy stosów a by być wyrzuconym z koscioła to trzeba się cholernie napracować, innych "kar" doczesnych chyba kościół jako takich nie przewiduje), że sporo ludzi potzrebuje wytyczonych wzorców bo wtedy im łatwiej a te wynikające z chrześcijaństwa wcale takie złe nie są.

      I też, że nim się zdepcze coś co funkcjonowało setki czy tysiące lat to trzeba mieć pomysł na to co dalej bo "pełny luzik" może nie wypalić, wtedy może warto w drodze ewolucji coś poprawić niż robić demolkę dla samej demolki.
    • jk1962 plucie na Konstytucję 06.03.11, 21:51
      Zaszczuto nauczycielkę z powodów religijnych a większość na tym forum uważa że wszystko jest O.K. Żałosny, durny ciemnogród. Nikt nie może być w Polsce dyskryminowany z powodu wyznania. Także braku takowego. Tak my sami, bez zadnych nacisków z zewnątrz, zapisaliśmy w najważniejszym akcie prawnym, Konstytucji. Gdybyśmy traktowali siebie poważnie to ci wszyscy szczujący powinni pójść do więzienia. Ale przecież zdanie katolickiego motłochu jest ważniejsze od Konstytucji. Byle biskup może Konstytucją sobie tyłek podetrzeć. Ale co tam biskup. Byle klecha czy zasrany nauczyciej z jakiejś dziury może łamać Konstytucję. Czy wy debile nie rozumiecie że oni plują nam w twarz? My sami sobie w twarz plujemy.
      • mielcin1 Re: plucie na Konstytucję 07.03.11, 16:09
        Przeczytałęm tekst, pod którym się wypowiadasz. Z tekstu tego nie wynika, że ktoś autorkę szczuł. Wręcz widzę tam informację o niedotrzymywaniu przez nią standardów pracy. Ale to co mnie zastanawia, to to z jakim brakiem szacunku dla drugiego człowieka i jego religii piszesz rozwijając transparent tolerancji i Konstytucji. Chamstwo, które bije z Twojego tekstu mnie zmroziło. A co do tego czy autorka ma rację.... w Polsce istnieją sądy - jeśłi chce się skarżyć, jeśłi ma podstawy, to Konstytucja i wynikające z niej prawa dają jej taką ochronę.
        • jk1962 Re: plucie na Konstytucję 07.03.11, 16:33
          mielcin1 napisał:
          w Polsce istnieją sądy - jeśłi chce się skarżyć, jeśłi ma podstawy, to Konstytucja i wynikające z niej prawa dają jej taką ochronę.
          ......................
          Ochronę i bezkarność w Polsce ma kler.

          Pani od religii przestaje się do mnie odzywać jakoś w połowie roku.
          Słyszę, że sprowadzam dzieci na złą drogę .
          Szczytem szczytów jest jednak msza z okazji poświęcenia nowej sali gimnastycznej. Muszę na nią iść,


          I twierdzisz że nie była szczuta?
          A może w Polsce nie palono ludzi z powodu przekonań?
          www.polityka.pl/historia/1513370,1,pierwszy-polski-ateista.read
          Warto zajrzeć do "Polskich złudzeń narodowych" Ludwika Stommy, aby przekonać się, że jeszcze w początkach XX w. rodzący się ruch spółdzielczy i ludowy był atakowany z ambon za to, że za jeden z celów stawiał sobie walkę z analfabetyzmem na wsi. Bo piśmienny chłop był zagrożeniem na kilku poziomach - mógł nie tylko zacząć pisać skargi, ale też czytać Biblię i konfrontować ją z rzeczywistością.

          Więcej... wyborcza.pl/1,75475,9210490,Nie_boje_sie_pana_ani_jegomosci__wezme_siekiereczke_.html#ixzz1FvbvwMDD

          Kler nadal trzyma was ogłupionych a wy z wdzięczności płacicie za te "dpbra".
          • mielcin1 Re: plucie na Konstytucję 07.03.11, 17:09
            Rozśmieszyłęś mnie tą odpowiedzią. Po pierwsze nie odnosisz się w żaden sposó do porażającego braku kultury z jakim się wypowiadałeś, co jest zasadniczym powodem mojej pierwszej wypowiedzi. Po drugie słabiutko znasz historię ruchu spółdzielczego i oświatowego - sprawdź sobie np hasło ks. Marcinkiewicz. Po trzecie trudno mi uznać za szczucie fakt, że ktoś komuś nie mówi "dzień dobry" Po czwarte osoby prześladowane czy szczute mogą się zgłosić do sądu i wbrew temu co piszesz prawo to nie przysługuje tylko duchowieństwu, ale każdemu obywatelowi. Jestem jak widzisz świadomy wych praw człowiekiem. I fakt, że Ty użyjesz obraźliwych epitetów świadczy tylko negatywnie o Tobie.
            • jk1962 Re: plucie na Konstytucję 07.03.11, 20:03
              mielcin1 napisał:
              osoby prześladowane czy szczute mogą się zgłosić do sądu i wbrew temu co piszesz prawo to nie przysługuje tylko duchowieństwu, ale każdemu obywatelowi.
              ..........................
              A po co ateista ma iść do sądu obwieszonego krzyżami w sprawie o dyskryminację z powodów religijnych? Nie po to te krzyże tam wiszą żeby ateiści wiedzieli czego mają się spodziewać?
              • mielcin1 Re: plucie na Konstytucję 08.03.11, 10:44
                BYłem kilka razy w sądzie i krzyży tam nie widziałem. Ale problem tego artykułu polea na tym, że ta Pani nie skorzystała ze swocih praw, bo łatwiej pozować na prześladowaną. NIe bredź o tym, że poldkie sądy nie szanują prawa i przestań obrażać inaczej myślacych. przeproś za blzugi i wyluzuj
    • arctgx 2+2=4 i amen! 2+2=5 i amen! diabeł=666 i amen! 06.03.11, 22:20
      Nie weryfikować! To wszystko prawdy objawione przez Najwyższego. Nieważne czy rozumiesz co to 2, 4, 5, znak sumy i równości - masz wierzyć i szerzyć te prawdy.

      Tabliczkę mnożenia znaj jak pacierz - nieważne czy rozumiesz każde z jej równań.

      Dzieci od ich wczesnych lat nagradzane bywają za udzielanie "prawidłowych" odpowiedzi, przy czym mało kogo z nagradzających interesuje rozumienie. Nawet, jeśli takiej, powiedzmy, odległości Ziemi od Słońca uczeń własnymi siłami od podstaw nie ustali, to przynajmniej może umieć rozróżniać, czego ewentualnie sam doświadczył, co wywnioskował samodzielnie, a co po prostu przyjął na wiarę i ma prawo zachowania do tej informacji dystansu. Nikt prawie nie akcentuje tego, że na wiarę można przyjąć zarówno rzecz prawdziwą, jak i totalną bzdurę, ale też czyste imaginacje - tyle mówi tytuł tego wpisu.

      Brak tej umiejętności rozróżniania czyni ludzi podatnymi nie tylko na bezkrytyczne wchłanianie religijnych wizji, ale i treści płynących ze strony rynku, polityków czy dowolnego innego źródła.
    • krzysiozboj Re: Jestem nauczycielką i jestem niewierząca - li 06.03.11, 22:24
      Jeszcze jedna myśl mi przyszła do głowy jeśli już jesteśmy przy prześladowaniach wszelakich mniejszości. Czy przeciętny afiszujący sie np homoseksualista, wyznawca proroka etc jeśli zostanie zwolniony z pracy bo np pracodawca uznał że jest kiepskim pracownikiem to napisze tutaj że wylali go z pracy dlatego że był słaby czy bedzie dowodził że to z powodu nietolerancji?
      Nie twierdzę że tutaj było tak samo bo wiem że katolicy potrafią być małostkowi ale znamy relację tylko jednej strony, nie budujmy proszę na jej podstawie daleko idących wniosków.
    • miroskom Polska - zasrany, katolicki grajdoł 06.03.11, 22:25
    • miroskom Mimo wszystko, większość katolików to debile 06.03.11, 22:28
      • mielcin1 Re: Mimo wszystko, większość katolików to debile 07.03.11, 17:21
        Ale jak widać po Twojej wypowiedzi niektórzy debile katolikami nie są. pytanie czy istnieje jaki kolwiek związek.
Pełna wersja