mirwojski 04.03.11, 11:28 Porównajcie teraz - Nowosielski i środowisko w którym dorastał i - Nikifor Krynicki. Pochodzenie podobne, zamiłowania podobne, nawyki - inne. A reszta. Porównajcie teraz.... Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
mike1976 Malarz,który poznał Pana Boga. I diabła 05.03.11, 10:18 Wspaniały tekst. Dziękuję :) Odpowiedz Link Zgłoś
szama3 Malarz,który poznał Pana Boga. I diabła 05.03.11, 16:08 mimo tego, że Klub Inteligencji Katolickiej chciałby, to jednak jego najlepszym przyjacielem był podobny do niego estetycznie wyglądowo i intelektualnie Tadeusz Różewicz, Czerni jesteś idiotką szama3 Odpowiedz Link Zgłoś
qwerty-10 Malarz, który poznał Pana Boga. I diabła 12.03.11, 10:59 Droga pani autorko - w przyszłości niech pani nie używa obraźliwych sformułowań. Kto to jest unita? - tak obraźliwie o katolikach greckiego obrządku mówili prawosławni - z kolei przezywani przez unitów - dysunitami. O ile wiem Nowosielscy brali ślub przed pierwsza wojną światową , to jak mogła ona być spolonizowana? jest jeszcze wiele niescisłośći „Artystę można zabić jednym słowem” Kazimierz Kutz Jerzy Nowosielski nie pamiętał, jak był przyniesiony na chrzest w cerkwi grecko-katolickiej na ul. Wiślnej w Krakowie 22 lutego 1923 r. Pamiętał cerkiew, jeszcze z czasów z przed II Wojny światowej. Wypełnioną po brzegi wiernymi i śpiewem chóru cerkiewnego. Uważał tamten chór za „najznamienitszy i najlepszy”, jaki kiedykolwiek słyszał. Może, dlatego że sam w nim śpiewał? Wtedy to, młodzież wołyńska i galicyjska bojkotująca Uniwersytet Jana Kazimierza we Lwowie, gremialnie studiowała w Krakowie. I choć Wołyniacy nie byli prawosławni, chodzili do cerkwi na Wiślną i śpiewali w tamtejszym chórze i to oni, mówił Nowosilski stworzyli to coś, co dało cerkwi na Wiślnej najlepsze duchowe misterium sakralne. A cerkiew na Wiślnej ma niezwykłą akustykę. W tej cerkwi czuło się „ducha” mówił Nowosilski, pewnie tego samego, który tak ogarnął i zawładną wyobraźnią Jurija. Wtedy też postanowił pielgrzymować do Ławry Peczerskiej na Wołyniu i zostać zakonnikiem u Studytów pod Lwowem. Problemy zdrowotne i II wojna światowa zmieniła w jego życiu i życiu cerkwi greckokatolickiej na ul. Wiślnej - wszystko. Pamiętam, jak podczas rozmowy Jurij Nowosilski z wielką fascynacją opowiadał o tamtych duchowych przeżyciach i czasach. Był świadkiem, kiedy tę cerkiew na Wiślnej, zrujnowano i był świadkiem, jak powstała niczym „Feniks z popiołów” Rozmawiałem z nim w fundacji św. Włodzimierza w Krakowie. A był to czas, kiedy na Wiślnej gościli rzymskokatoliccy o. Salezjanie. Trójramienny krzyż na cerkwi został obcięty na jednoramienny, freski pracowni Jana Matejki zostały zatynkowane i zamalowane, marmurowy portal ikonostasu rozbity. Szczęściem zachowały się ikony, które po latach wróciły na dawne miejsce i obcięte ramiona krzyża też, odnalezione podczas niedawnego remontu dachu. A dzięki mozołowi konserwatorów z pod tynku wydobyto i freski Jana Matejki. Nowosilski uważał, że cerkiew i jej liturgia odnoszą się do miejsca, w którym zostały stworzone i żyją, stanowią, bowiem jedną nierozłączna całość, właśnie duchową. Mówił:- „ Akcja Wisła” zabiła duchowość nieodwracalnie: - „te modlitwy bez ikonostasu, ta pogarda dla grecko-katolickich duchownych i wiernych, to budzi we mnie lęki” i rodzi strach”. Ale to nie był strach fizyczny, to był strach artysty o duchowość! Był świadkiem, kiedy funkcjonariusze UB założyli „kocioł” na Wiślnej i rozpoczęli likwidacje Cerkwi Grecko-katolickiej w Polsce. Prawdopodobnie wtedy postanowił o innej drodze, która dałaby mu taka formę niezależności, do której nawet „system” się nie przyczepi. Czy poszedł tą drogą? W jakimś sensie owszem, ale to doświadczenie spowodowało, że wrócił. Znam wielu, którzy po „akcji Wisła” podwinęli ogony i choć widać było i słychać tę „ lisią kitę ukraińskości” bali się nawet własnego cienia. A Nowosilski?- on pisał ikony, uczył pisać i rozumieć a jak trzeba było to przywalił i zmiażdżył ostrym słownym sarkazmem. Czy był konformistą? To zależy od punktu widzenia „innych”, no i oczywiście czasów, w których żył. Chociaż sam mówił, że jest polskim malarzem. Ale nie wstydził się swoich rodziców. Ojca Ukraińca z Łemkowszczyzny i matki spolonizowanej Austriaczki. Kto te czasy pamięta, dobrze wie jak w Polsce było być Ukraińcem, a ja wiem że i dzisiaj, nie zmieniło się wiele. Wystarczy ks. Isakowicz-Zalewski „ że o kole od roweru już nie wspomnę” Kim był? Bardzo rozsądnie powiedział biskup Włodzimierz na kazaniu w czasie mszy żałobnej w cerkwi na Wiślnej. „czy był Ukraińcem, Polakiem , prawosławnym, greko-katolikiem? - chyba nie da się Nowosilskocho zamknąć w tych ramach” przyporządkować miejscu, on sam czuł się czymś szerzej pojętym był człowiekiem świata, co udowodnił swoją twórczością, zdobił polichromiami kościoły rzymskokatolickie, cerkwie prawosławne ale i nasza cerkiew grecko-katolicka zawdzięcza mu wiele” To właśnie w cerkwi grecko-katolickiej spełnił swoje życiowe marzenie. Zaprojektował, wybudował i wykonał polichromie w cerkwi w Białym Borze. Swoje największe działo podarował fundacji św. Włodzimierza w Krakowie gdzie wykonał kaplicę w greckim stylu z jednymi diakońskimi wrotami. Uważał tę kaplicę za swoja perełkę. Jego ikony dają duchowe zrozumienie jego samego, ale też uczą wschodniej tradycji i rozumienia Boga i liturgii bizantyjskiej. Pamiętam jak wielkie wrażenie zrobiła na mnie Jego ikona „Zmartwychwstania Pańskiego” gdzie w bardzo czytelny sposób Nowosilski opisuje to „misterium” Zmartwychwstały Chrystus zstępuje do piekieł niszczy go i powstaje światłość wielka. Gra mistrza kolorem wydaje się czasami laikowi niestosowna i niezrozumiała. Nowosilski miał z tego wiele uciechy a czasami i poprawek, jak np. ikonostas we Wrocławskiej katedrze. Miał też ogromne poczucie humoru. Pamiętam jak prof. Włodzimierz Mokry opowiadał mi o wielkiej wystawie przemycanych ikon, którą zorganizował przy pomocy jakiegoś urzędu celnego w Fundacji św. Włodzimierza w Krakowie. Nowosielski chodził oglądał te ikony, na pytanie prof. W. Mokrego - i jak? Odpowiedział: - dobrze kiedy kryminologia może przyczynić się do wydarzenia artystycznego. 25. lutego 2011 roku Nowosilskiego po 88 latach znów przyniesiono do tej samej cerkwi na Wiślnej. Nabożeństwo żałobne koncelebrował Biskup Wrocławsko-Gdański Włodzimierz, przybył Kardynał Franciszek Macharski i liczne duchowieństwo grecko-katolickie. Właściwie wszyscy proboszczowie cerkwi, w których są polichromie ikonostasy Nowosilskoho od Górowa Iławeckiego przez Biały Bór do Wrocławia. A chór cerkiewny śpiewał tak wzniośle, jak za tych czasów, które pamiętał Nowosilski. Modlitwa dla Jurija była wzniosła i piękna jak jego polichromie. Nowosilskiego często proszono o namalowanie ikony- spełniał te prośby ale nie brał za nie zapłaty, mówił: „niech zaplatą za nią będzie twoja modlitwa” Ile namalował ikon? Pięknie to ujął biskup Włodzimierz „ Bóg, raczy wiedzieć” Na portalach internetowych w gazetach wyczytałem wiele dziwnych rzeczy i to kim był i kim się czuł Nowosilski. Nowosilski – dla przyjaciół „Nowosiel” był po prostu sobą. Nowosilski był „ortodoksyjnie prawosławny” ale w swoim mistycznym czy też metafizycznym znaczeniu, nie da się go wpisać na listę wiernych prawosławnych Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego, choć jego hierarchowie tego by chcieli. Ale jak to dobrze że Rzymokatolicy , Greko-katoliccy i Prawosławni modlili się za niego, szkoda tylko ze nie razem, myślę że Nowosielski właśnie tego chciał! Najlepiej to ujął Minister Kultury Bogdan Zdrojewski „ był malarzem świętych i świętym wśród malarzy” Kiedyś reżyser Kazimierz Kutz opowiadał o swoim i Nowosielskiego przyjacielu poecie Tadeuszu Różewiczu. Kutz mając ich obu na uwadze stwierdził: - takich twórców można „zabić jednym słowem” To kupczenie dziennikarskie i nie tylko, kim był Nowosilski i czy był prawosławnym i czy był Polakiem jest delikatnie mówiąc nie na miejscu. Wiem, że ostatni raz w życiu kolędował z o. Petrom Pawlyszcze i wiem, że prałat Myron Mychajliszyn ksiądz greckokatolicki był jego spowiednikiem. Nie czyńcie tego, co miał Kutz na uwadze, bo jeszcze jego duszę miast zbawić zabijecie. Odpowiedz Link Zgłoś