Japończycy bez wody i jedzenia

14.03.11, 12:32
To, co mi się podoba u nich, to nieprawdopodobny spokój, jaki zachowują. Tam, gdzie byłam, siła trzęsienia była znacznie mniejsza (150km od Sendai), ale i tak przez 2 dni nie było prądu i wody. Sklepy jednak zostały otwarte niemal natychmiast i sprzedawały podstawowe rzeczy po obniżonych cenach (nie tak, jak u nas, kiedy hieny zarabiają na ludzkiej tragedii). Japończycy stali spokojnie w gigantycznych kolejkach, bez przepychanek, bez cwaniackiego wpychania się, bez awantur.
Okazali się też bardzo pomocni dla cudzoziemców - ci, którzy mówili po angielsku, tłumaczyli komunikaty, recepcjonistki w hotelu zostały z nami - tłumem gai-jinów - aż wszyscy nie wyjechali (ponad 2 dni). Inni pomogli skontaktować się z rodziną, kiedy nie działały prawie żadne telefony.
Domo arigato gozaimasu, Japończycy. Może kiedyś Polacy też dorosną do tego poziomu.
Pełna wersja