japolak
23.03.11, 17:05
Ja kocham Węgry, kiedyś przynajmniej (nie jednocześnie) ze dwie Węgierki.
W polskim ogrodzie zażerałem się owocami, nie do końca rozumiejąc, że to soczysta włoska węgierka.
Zarówno w czasie I jak i II wojny światowej losy naszych bratanków były inne od polskich.
Nie mnie osądzać...
Dla mnie trawsza byłaby tablica, upamiętniająca jak w 1956 Polacy oddawali krew i inną pomoc ofiarom węgierskiego powstania. Partyjni i bezpartyjni.
Co przez lata bratankowie wspominali mi przy gulaszu, "byczej krwi" czyli Egri Bicaver, białym Badacsonyi znad Jeziora Słowiczych Języków, czyli Balatonu.
Do dziś pamiętam, co w tym języku znaczy karstesbarlangtutatokarsulat.
I że chodzę siusiać gdzie na drzwiach jest napis gyermek...
Oż cholera - to moze Geremek był ich? Jak Matejko Czechem? Dom urodzenia Mickiewicza, co pisał "Litwo, ojczyzna moja..." jest na Białorusi... Dziś by się u naszych braci litewskich w UE nazywał Mickevicius...
A od czasu "Seksmisji" wiem, że Kopernik była kobietą. Prawdopodobnie Maria Curie-Skłodowska też...
Lubię Węgrów, choć rzadziej już odwiedzam. Także bo ich Alma Palinka (taka Mamusia wódek) miała 85-95 % "w cieniu"...
Ale dalej żrę paprykę na śniadanie, obiad i kolację, choć z cieplarni polskich - i nie tylko...
Z ciekawości - czym prezydenci wznieśli toasty?
Tokajem, kiedyś w Polsce uwielbianym?
Jak poleżał kilkadziesiąt lat - można było kroić jak galaretkę...