konsultant313 26.03.11, 15:01 Wow, jestem pod wrażeniem listu - prawdziwie rozsądny głos w dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
mnbvcx Re: Obrażeni, że świat ich nie chce - list 26.03.11, 15:40 "Nie zauważyliście jeszcze (po tylu latach studiowania!), że najlepsi, liderzy, wybitni, prawdziwe gwiazdy (na pewno znacie, przynajmniej ze słyszenia takich studentów), nie mają Może najwyższa pora na smutną konstatację, że życie w grupie jest tak skonstruowane, że zwycięzca bierze wszystko, drugi, trzeci, czwarty też sobie jakoś dobrze poradzą, ale jak się jest poza pierwszą dwudziestką, trzydziestką, pięćdziesiątką, setką, itd., i do tego bez istotnego doświadczenia na rynku pracy, to może najwyższa pora przestać mieć pretensje, bo się okaże, że można je mieć tylko do siebie." Niestety mylisz sie. zycie w grupie nie moze byc tak skonstruowane, ze mala grupa sobie radzi (sa zdolni, badz maja tzw dojscia), a reszta idzie na przemial. Porzadek, prawo w spoleczenstwie opiera sie na jego akceptacji. Jesli wiekszosc przestanie go akceptowac to go zmieni. I uwierz mi, lepiej zmieniac go ewolucyjnie, zanim sytuacja sie zradykalizuje. Odpowiedz Link Zgłoś
paseo Magda ,26 lat i "kilka fakultetow" 26.03.11, 17:12 JAKICH,zapytam??? Z jakiej uczelni i jaka jest ich wartosc??? Ja konczylem kiedys politechnike Warszawska.Jesli sie chcialo naprawde zdobyc wiedze,zaliczyc wszystko i ukonczyc studia,to prawie nie bylo juz czasu na nic innego. Najbardziej uparci robili czasem jeszcze cos drugiego,ale NIE wyobrazam sobie,jak mozna zrobic 4 ,piec a nawet jak czytam 6 roznych studiow?? Na to jest tylko jedna odpowiedz; to NIE sa prawdziwe studia i to NIE sa prawdziwe uczelnie. Codziennie mijam autobus jadac do mojej firmy,z napisem wielkimi literami: w naszej uczelni ZDAWALNOSC 100 % .To przeciez mowi juz wszystko.Niedawno tazke Gazeta opisywala sprawe uczelni,na ktorej wpisywano zaliczenia studentom,nawet jesli prowadzacy ich oblal.Bo CHODZI o kase,wielka kase ! Nie dziw sie czlowieku,ze twoje 4,5,6 fakultetow maja wartsoc paieru,nma ktorym zostaly wydrukowane.W rankingu 500 najlepszych uczelni swiata NIE ma ani jednej z Polski. Przychodza do firmy ludzie zdyplomami uczelni,o ktorych nikt nie slyszal.Dumni z siebie i spodziewajacy sie NIE wiadomo czego.BEZ pojecia o realnym zyciu i realnym zawodzie,potrzebujacy miesiecy a czasem lat dla opanowania specyfiki wielkiej firmy,logistyki,obiegu dokumentow i podzialu zadan. Pisanie,ze nie ma pracy i pisanie o starconym pokoleniu to BREDNIA.Pracy jest ile kto chce.A ze nie takiej,nie tak platnej jakby sie chcialo???? W Lotto tez nie wygrywa sie na zyczenie,potrzeba czasu,czasem mnostwo.Wez wiec prace jakakolwiek,zacznij zarabiac,poznaj firme i realne zycie a w miedzyczasie szukaj dalej.Zdobedziesz obycie i znajomosc juz jednego zawodu,juz bedzie co wpisac w rubryce praca wykonywana i juz bedzie trwal staz do emerytury i bedzie ubezpieczenie.I nie trzeba bedzie spuszczac oczu przed mama/tata/babcia,ze jest sie ciezarem ,zamiast pomoca. Zamiast wylewac zale ,podsycane przz nierozsadne media,wezcie sie do roboty ! jakiejkolwiek,albo zalozcie wlasna firme.Setki tysiecy Polakow robia to co roku,kto WAM broni ???To takze wina rodzicow,bo zamiast postawic sprawe jasno: nie pracujesz to nie jesz a nawet nie mieszkasz,latami utrzymuja dorosle potomstwo,zamiast odpoczac wreszcie i zajac sie reszta wlasnego zycia. Gdy czytam te wszystkie lamenty,to robi mi sie niedobrze. Odpowiedz Link Zgłoś
tenochtitlan3 Na marginesie życia. 26.03.11, 18:30 Totalnie bzdurny list i debilne odpowiedzi internautów powyżej piejących o tym jak to dzisiaj trzeba sobie założyć własną firmę i OK. Wszystkiemu są winni młodzi ludzie, bo przecież 5% ich rówieśników zarabia powyżej 10000 PLN, więc pozostałe 95% też może. Gratuluję trafnej oceny sytuacji w kraju. Zgadzam się, że kształcenie na studiach to dziś farsa. Ale pęd do wiedzy na wyższych uczelniach nie wziął się z lenistwa, bo komuś tam nie chciało się iść do zawodówki. Od początku lat 90' lansuje się modę na studia, której głównym propagatorem są politycy. Dlaczego? Bo nie ma pracy. Ludziom wmawia się, że to ich wina, bo nie mają wykształcenia i dyplomów. No to ludzie idą na studia w przeświadczeniu, że jak je skończą to znajdą pracę. A pracy w Polsce nie ma. Nasz kraj jest wydrenowany z miejsc pracy. Tyle, że politykom przez gardło przejść nie może ten niewygodny fakt. Najciekawsze tłumaczenia są takie, że teraz za dużo magistrów a za mało po zawodowym. G Ó W N O prawda. W urzędach pracy jest też pełno piekarzy, murarzy i ślusarzy, którzy mają problem ze znalezieniem pracy. Im z kolei wmawia się, że brakuje inżynierów biotechnologii i fizyków kwantowych tudzież molekularnych. Dla rodziny i znajomych królika są etaty w urzędach. Rekrutacja do urzędów to dzisiaj jedna wielka farsa. Konkursy są rozpisywane pod poszczególne osoby wytypowane na długo przed rzekomą rekrutacją. Ten kto się ustawił na takiej linii siedzi cicho, bo wie, że innym przez to nie pomoże a żyć każdy też chce. Farsa w policji, wojsku gdzie rodzice załatwiają pociechom etaty, bo to stała pensyjka i emerytura po 15 latach pracy (90% przyjęć w tych instytucjach to desant). Obrażeni? Właściwie za co? Że w tym kraju nie ma przemysłu? Że firmy chcą zatrudniać na umowę o dzieło przez całe życie i płacić 200 euro na miesiąc? Że głupiej pracy szuka się przez rok czasu? Młodzi nie są obrażeni, proszę Jaśnie Państwa. Młodzi są W K U R W I E N I. Rewolucji nie ma jeszcze tylko dlatego, że nasz kraj nijak ma się do Zachodu, gdzie młodzież po skończeniu 18 lat idzie na własne i odcina pępowinę. Tam ludzie muszą liczyć na siebie i jak im się nie udaje to wychodzą na ulice. A w Polsce? Chwalą się, że mieszkają z rodzicami, więc mogą odłożyć trochę grosza, biorą od rodziców wałówki i pieniądze etc. Na rodziców bierze się też kredyty hipoteczne, bo młodzi nie mają zdolności kredytowej (nawet jak pracują). Póki żyją rodzice to OK. A co jak umrą? Sytuacja gospodarcza w Polsce jest fatalna i to nie jest wina młodych ludzi. Jak to jest, że ci sami młodzi, którzy w Polsce nie mają żadnych szans, za granicą dochodzą do statusu zamożnych w ciągu paru lat zaledwie? Ja czekam aż w ten kraj przywali porządny meteoryt i zrówna wszystko z ziemią. Potem niech Niemcy zagospodarują nasz kraj. Im jakoś wszystko lepiej wychodzi. Odpowiedz Link Zgłoś
rabart Re: Na marginesie życia. 26.03.11, 18:54 Masz rację. Po prostu pracy w Polsce nie ma. I nie zmieni tego inna edukacja, czy zakładanie własnych "biznesów". Odpowiedz Link Zgłoś
mr.kev Re: Na marginesie życia. 26.03.11, 19:45 No raczej. Najbardziej w k u r w i a j ą c y są "pracodawcy" od trzymiesięcznych bezpłatnych staży po 40h w tygodniu. Jeżeli ktoś studiuje, jest w tym dobry, i załóżmy ma trochę pieniędzy od rodziców, a trochę ze stypendiów, NIE MOŻE przez 3 miesiące zniknąć z uczelni. Jeżeli ktoś już skończył studia, to po przepracowaniu 40h tygodniowo w agencji reklamowej "Pitu-max" raczej nie da rady odpracować tylu godzin, żeby zarobić na życie. Jeżeli ktoś potrzebuje przeszkolenia, zanim jego praca zacznie przynosić efekty, to można na początku płacić mu minimalną albo szkolić go krócej. Jeżeli jest za głupi na krótsze szkolenie - to powinno się znaleźć innego pracownika. A tak - darmowa siła robocza, którą można wykorzystać, wymienić, wypluć... Odpowiedz Link Zgłoś
asiazlasu Re: Na marginesie życia. 26.03.11, 22:06 nigdy ale to przenigdy nie slyszalam o stazach bezplatnych w jakimkolwiek europejskim kraju !!! niewolnictow bylo w egipcie i to dawno; we Francji pracodawca nie szanowalby pracownika ktory sam sie nie szanuje i ma tak mala (za darmo !) opinie o wlasnej wartosci. Cos tu nie gra. Odpowiedz Link Zgłoś
asiazlasu Re: Na marginesie życia. 26.03.11, 22:20 dodaje : to perwersyjny system : pracodawca kreci sie na okraglo ze stazystami, po diabla mu zatrudniac pracownikow ? na co ci mlodzi ludzie czekaja zeby nacisnac na zmiane prawa pracy ? Bo inaczej niedlugo Polska bedzie nie zielona lecz przezroczysta plama ektoplazmy. Zorganizowac sie i wydusic zmiane kodeksu pracy inaczej kraj sie wykrwawi z wyksztalconych ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
ewelina_1 Re: Na marginesie życia. 27.03.11, 00:34 "Bezpłatne" staże to chodziło o pracodawców. To oni mają darmową siłe robocza. Stażysta dostaje coś około 600zł (poprawcie na dokładna kwotę). A prawo pracy już się zmieniło. Staże są też dla wykwalifikowanych pracowników, jeśli stracili pracę i przez dłuższy czas nie mogą jej znaleźć. Pracodawcy są wniebowzięci. Dostają za darmo wykwalifikowanego pracownika! A ten pracuje w pełnym wymiarze czasowym za ok. 600zł mając jeszcze rodzinę na utrzymaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
manipulacja.net.pl Obrażeni, że świat ich nie chce - list 27.03.11, 00:51 Powodów owego BRAKU PRACY jest kilka, jednakże są one dosyć proste, mianowicie: PO PIERWSZE słaba jakość kształcenia. Uniwersytety nie współpracują z firmami (tak jak to czynią zagraniczne uczelnie) by wyedukować potencjalnych pracowników, co skutkuje brakiem praktycznych umiejętności zawodowych u absolwentów. Polskie szkoły wyższe zamiast kooperować z przedsiębiorstwami, przygotowując tym samym studentów do pracy, wolą udawać, że problemu nie widzą. Natomiast na rynku pracy od kandydata oczekuje się praktyki, doświadczenia i chcąc nie chcąc świeżo upieczeni magistrzy muszą odbywać, często katorżnicze, staże/praktyki, które "praktykę" mają tylko w nazwie, a w istocie są sposobem na pozyskanie darmowej siły roboczej przez pracodawców. W poziom nauczania godzi również poziom samych nauczających. Nie jest tajemnicą, że bardzo wielu wykładowców prezentuje mizerną klasę (choć zdarzają się pasjonaci), czyli wątły zasób wiedzy zdobyty jeszcze za komuny, będący najczęściej kalką poglądów "wyższych rangą" profesorów. O sposobie przekazywania wiedzy, z litości (dla czytelników oczywiście) nie wspomnę. Problemem nie są jednak ludzie sami w sobie, tylko niemożność usunięcia ich ze stanowiska na państwowym uniwersytecie, bo "przecież prof. Maliniak pracuje tu już tyle lat, może nie wnosi zbyt wiele do nauki, ale za to załatwił mojej siostrzenicy posadę i wszyscy go lubią, poza tym zostało mu już tylko 6 lat do emerytury". Dodatkowo państwowe uczelnie, jak każda państwowa firma, pomijając marnotrawienie pieniędzy podatników, obniżają konkurencyjność rynku edukacji wyższej, przez co prywatne szkoły nie mają szans na rozwój i najczęściej pozostają w stadium "Uniwersytetu Kilku Pokoi", gdzie jakość kształcenia oscyluje między nędzą a kpiną. PO DRUGIE, wysokie koszty pracy. Spowodowane są one z kolei wysokimi składkami i podatkami jakie musi zapłacić pracodawca. Do puli jaką ma przeznaczyć na pensje dla pracownika musi doliczyć m.in. daninę dla ZUSu, składki chorobowe, rentowe i zaliczkę na podatek. Po zebraniu wszystkich dodatkowych opłat do kupy, wychodzi iż przedsiębiorca prócz zapłacenia pracownikowi pensji, będzie musiał jeszcze około 1/3 całej tej sumy oddać państwu (zainteresowanych odsyłam do, trochę nieaktualnych już, danych NBP). Nie wspominając o wysokich podatkach CIT i PIT, które i tak będzie musiał zapłacić. Nic więc dziwnego, że zagraniczni inwestorzy nie chcą budować zakładów pracy w Polsce, a rodzimi biznesmeni zatrudniają na umowę zlecenie/o dzieło (brak składek) , jak ognia bojąc się oferować umowy o pracę - po prostu się to NIE OPŁACA. PO TRZECIE ulgi składkowe dla studentów, uczniów i niepełnosprawnych. Za wyżej wymienioną grupę pracowniczą pracodawca nie płaci wcześniej wspomnianych składek. To natomiast przyczynia się do powstawania nierównej konkurencji na rynku pracy. Osoby niestudiujące i absolwenci są w diametralnie gorszej sytuacji. Logicznym jest, że przedsiębiorca chętniej zatrudni osobę, za której pracę musi mniej zapłacić. O ile jestem jeszcze wstanie zrozumieć zapewnienie ubezpieczenia NIEPRACUJĄCYM uczniom, studentom i osobom niepełnosprawnym, to nijak nie mogę pojąć, że pracującym z tej grupy składki płaci państwo, a nie pracodawca. Co do uczniów i studentów, jest ich mnóstwo w dużych metropoliach (szczególnie Kraków, Warszawa, Gdańsk, Wrocław). Przyjeżdżają niekiedy z odległych stron Polski, by studiować w "wielkim mieście". Przeważnie dostają pieniądze na utrzymanie od rodziców. Zazwyczaj to ok. 1000zł, z czego 300-500zł idzie na czynsz za wynajmowane w 4-6 osób mieszkanie, a reszta na jedzenie, papierosy, alkohol, kosmetyki, ksero. Innymi słowy, rodzice zapewniają im podstawowy byt w mieście, gdzie studiują. Zatem mając zaspokojone podstawowe potrzeby, student idący do roboty (bo na alkohol nie starcza;-)) nie będzie wybredny, jeżeli chodzi o płacę. Wszak nawet jeśli dostanie 1000zł na rękę, to zważywszy, iż ma już zapewniony wikt i opierunek (z tym może być gorzej ;-)), kwota ta wydaje się być całkiem spora. Tymczasem owe 1000zł wydaje się być NICZYM dla chcącego pracować, a zarazem utrzymać się, nie-studenta. Większość moich studiujących znajomych - a dodam jest ich sporo - wpisuje się w ten wzorzec, czym poniekąd psuje rynek pracy. Rynek dostosowuje się adekwatnie do sytuacji, zatem jeśli rząd wprowadza irracjonalne przepisy forujące pewne grupy, to później mamy sytuację niskich (niestosownie) płac i powszechnego bezrobocia w innych grupach. To samo tyczy się niepełnosprawnych, którym państwo powinno zapewniać równe szanse na rozwój, zamiast faworyzować w sposób, który prowadzi do nierówności. Pal sześć, jeśli jeszcze różnica w tej nierówności trafiałaby do kieszeni owych niepełnosprawnych. Tymczasem w praktyce, pieniądze z PFRONu trafiają, w głównej mierze, w ręce bezwstydnych oszustów. Dla przykładu podam schemat działania pewnej krakowskiej firmy bazującej na dotacjach z PFRON. Otóż, jest sobie spółka z o.o, która zatrudnia 200 osób niepełnosprawnych (w umiarkowanym stopniu). Natomiast PFRON zobowiązuje się pokryć koszty pracy przy najniższej krajowej pensji (ok. 1200 zł na rękę) z własnych środków. Wszystko wydaje się być w porządku, do czasu gdy okazuje się, że nowo zatrudniony niepełnosprawny, zamiast codziennie zjawiać się w pracy, robi to zaledwie co tydzień i to tylko po to by podpisać kartę obecności - posada jest fikcyjna. Po miesiącu ciężkiej pracy (cztery 15 minutowe wizyty w biurze) nastaje czas wypłaty. Jednak nasz pracuś, pełną pensję widzi jedynie na papierze. W rzeczywistości z 1200zł dostaje tylko połowę, a podpisuje jakby dostał całość. Oczywiście może zażądać całej wypłaty, na co szef z braku wyjścia przystanie, z tym że czym prędzej rozwiąże z nim współpracę. A kto by rezygnował z 600zł/mc za nicnierobienie? Dodam jeszcze, że dla kamuflażu, firma zatrudnia z 10 osób na normalnych, niefikcyjnych stanowiskach, np. w charakterze ochrony biura. PFRON wykłada co miesiąc 1200 zł, z czego połowa idzie dla oszusta. Dokonajmy prostych obliczeń 1200zł / 2 * 190 (osób) = 600zł * 190 = 114 000 zł (!). Powtórzę: 114 000 zł Z NASZYCH PODATKÓW ląduje na koncie kanciarza, drugie tyle w kieszeniach nic nierobiących osób!!! Nawet nie chce sobie - i Wam przy okazji - psuć nerwów zastanawianiem się ile działających w taki sposób "firm" może w Polsce istnieć. Wymienione wyżej przyczyny braku pracy, można "łatwo" rozwiązać: -Prywatyzacja szkolnictwa wyższego (nie bez powodu najlepsze na świecie uniwersytety są prywatne). -Zmniejszenie podatków i składek - co wiąże się z obcięciem "socjalu" oraz prywatyzacją sektora ubezpieczeniowego i zdrowotnego. -Zniesienie ulg składkowych dla PRACUJĄCYCH studentów, uczniów i niepełnosprawnych (oraz wszelkich innych uprzywilejowanych grup) - pracodawca, a nie państwo, powinien płacić składki za takiego pracownika. Odpowiedz Link Zgłoś
mr.kev Re: Obrażeni, że świat ich nie chce - list 27.03.11, 15:27 Taak i potem trafiają się takie sytuacje jak mnie... jestem studentką kierunku humanistycznego /filologia - całkiem sporo twardej wiedzy do opanowania, nieważne/. Aplikowałam na praktyki jako pozycjoner w agencji reklamowej X. Okazało się, że praktyki trwają właśnie 3 miesiące po 40h w tygodniu w godzinach narzuconych przez firmę, są bezpłatne, firma nie zgadza się na przedłużenie praktyk/większą elastyczność czasu pracy. I kogoś tam znaleźli do takiej roboty. Super, nie?:> Odpowiedz Link Zgłoś
mr.kev Re: Obrażeni, że świat ich nie chce - list 27.03.11, 15:28 Oczywiście w roku akademickim - jakoś od października czy listopada, żeby nie było, że się leniwej studentce wakacji nie chce poświęcić w celu nabycia nowych umiejętności ^^ Odpowiedz Link Zgłoś
tenochtitlan3 E, tam... 01.04.11, 23:51 Powody braku pracy są znacznie szersze i dotykają całego świata. Znakomicie oddaje realizm tej sytuacji książka ,,Koniec pracy'' J. Rifkina. Twoje racje są oczywiście zgodne z prawdą. Słusznie też zauważasz w cudzysłowiu, że proste są sposoby na rozwiązanie. Nie ma rozwiązań. Żyjemy w systemie, z którego nie da się przejść do innego, lepszego. Tylko rewolucja może coś zmienić. I nie piszę tu bynajmniej o walce zbrojnej. Myślę, że ludzkość doszła do kresu swoich możliwości rozwojowych w sensie technologicznym, ustrojowym etc. W świecie opartym na pieniądzu nie da się już ewoluować. Rewolucja i przeciwwaga jednocześnie obecnego stanu rzeczy musi opierać się na wartościach czysto duchowych, dostępnych wszystkim ludziom. Problem polega na tym, że brakuje przewodnika, który wskaże drogę tego rozwoju duchowego. Ludzie zbyt mocno tkwią w starym, materialistycznym systemie by sami się z niego wyrwali. Wszyscy chyba widzą, że to droga ku przepaści. Papierki z magicznymi cyferkami rządzą ludźmi. Co musi się stać by ludzie zrozumieli, że stali się niewolnikami pieniądza? Odpowiedz Link Zgłoś
ab-um Obrażeni, że świat ich nie chce - list 26.04.11, 23:58 Tenochtitlan, naprawdę cenię twoje opinie, wypowiadałeś/aś się świetnie, zresztą nie tylko pod tym artykułem - ale z tym new agem:) to trochę przesada. Na razie skupmy się na tradycyjnych demonstracjach ulicznych, z niezwykłą chęcią wziąłbym udział. Odpowiedz Link Zgłoś