Dodaj do ulubionych

Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Brytanii

04.04.11, 16:33
Dla ambitnych i wybitnych w Polsce nie ma miejsca.
Nawet jak takiego przyjmą, to tylko po to, aby go zniszczyć.
A "undergraduate" śmierdzi cwaniactwem...
Obserwuj wątek
      • mohh w zasadzie bredzisz chłopie 04.04.11, 19:50
        dyplomy z cam i oxf nie są 'w zasadzie jedynymi cenionymi dyplomami na swiecie'.
        nie czytałem jeszcze artykułu, ale domyślam się że autorowi chodzi o to, że w Polsce ludzie/pracodawcy itp podchodzą z podejrzliwością do obcych dyplomów i wolą to co im znane.

        inna sprawa, że podobnie jest w innych krajach w jakims stopniu, bo lokalne uczelnie są lepiej znane niż zagraniczne, może poza tymi dwoma które wymieniłeś, o istnieniu oxbridge wie każdy, nawet ty.
      • ciotka_ltd Bo GW pewnie zna takich ludzi jak i ja. 04.04.11, 21:40
        Co mieli powazne problemy ze znalezieniem pracy w Polsce z...doktoratem Harvardu. Robionym na wlasna reke, a nie dzieki 'oddelegowaniu' z juz i wczesniej cieplego stolka, zazwyczaj mocno partyjnego. Powod jeden i zawsze ten sam: szefowie sie bali, ze kandydat ma zbyt dobre 'papiery' i ich ze stolka wygryzie.
        Mnie samej udalo sie przepracowac 10 lat w Uniwersecie Warszawskim i uczelniana bizantyjska hierarchia zaczela mnie dusic. Pracuje w brytyjskim uniwersytecie ze scislej czolowki od 10 lat. I nadal mi sie podoba, nawet coraz bardziej (Cameron obcial budzetowe pieniadze na ksztalcenie, ale - o czym sie w Polsce nie mowi - dodal na prace badawcze, a wiec - z dotacjami Unii - wyskrobalo sie troche i na moje 'research centre').
    • maciejso Dominiko, wywróciłaś nam ranking uczelni 04.04.11, 17:19
      do góry nogami. Piszesz, że dyplomów brytyjskich uczelni się nie ceni w Polsce.
      Chciałabyś rozwinąć może swoją złotą myśl i poprzeć jakimikolwiek danymi poza wypowiedzią jednej socjolożki? Rozumiesz też chyba, że nie możesz ot tak po prostu sobie wyrwać jednej kolumny z rocznika statystycznego i przedstawiać jej jako pismo objawione, tylko musisz rzetelne przedstawić analizę porównawczą, w tym przypadku powinnaś podać jak kształtuje się zainteresowanie studiami w Polsce, uwzględniając czynniki demograficzne. Skąd masz dane o tym, że pracodawcy nie cenią brytyjskich dyplomów? Zadzwoniłaś do jednego pracodawcy i Ci powiedział, że woli polskie dyplomy, po czym potraktowałaś swoją tezę za udowodnioną? Artykuł jest nierzetelny, niebezpiecznie blisko zbliżasz się do manipulacji. Od tezy którą postawiłaś, już tylko krok, by stwierdzić, że polskie uczelnie są najlepsze na świecie, a fakt, że pierwszy polski uniwersytet jest w piątej setce światowych rankingów, to z całą pewnością błąd i niezrozumienie polskich realiów.



      • boni.m Re: Dominiko, wywróciłaś nam ranking uczelni 04.04.11, 18:42
        Ona ma 100% racje. Polska po prostu nie uznaje dyplomow z UK, nawet jesli to jest Oxbridge. Z punktu widzenia polskiego prawa to Oxord i Cambridge nie sa zadnymi uniwersytetami gdyz:
        1. Wykladowcy nie maja tam ani belwederskich profesur ani tez habilitacji, a wiec
        2. Te uczelnie nie wydaja zadnych dyplomow, a tylko nic w Polsce nie warte swistki paperu.
        Jak widac polskie wladze z Prezydentem Komorowskim, Premierem Tuskiem i Minister Kudrycka, w swej dostojnej madrosci, nie uznaja tych zagranicznych rankingow, gdyz wiedza, ze najlesze uczelnie na swiecie moga byc tylko w Polsce, z malymi wyjatkami dla takich poteg naukowych jak np. Libia czy Slowacja, albowiem Rzeczpospolita Polska uznaje dyplomy wyzszych uczelni wydane w tych krajach!
        lech.keller@gmail.com
        • luni8 Re: Dominiko, wywróciłaś nam ranking uczelni 05.04.11, 06:27
          > 2. Te uczelnie nie wydaja zadnych dyplomow, a tylko nic w Polsce nie warte swistki paperu.

          A teraz mi napisz kogo to tak właściwie interesuje?
          Dla pracodawcy wykształcenie jest co najwyżej informacją że coś umiesz w temacie. To czy jest formalnie uznawane już go nie interesuje.

          No chyba że chcesz pracować w państwowej firmie gdzie na dane stanowisko wymagają określonego biurokratycznie tytułu.
    • paulhandyman A kto wraca do Polski po studiach w UK ? 04.04.11, 17:21
      Pracuje w HR w UK prawie 15 lat. Często mam styczność z młodymi ludźmi z Polski, którzy mają ukończone studia na którymś z uniwrsytetów w Wielkiej Brytanii. Nie słyszałem o przypadku, by ktoś z takim dyplomem chciał wracać do Polski. Wielu z tych ludzi często wyjeżdża do USA lub ostatnio w "modzie" jest Dubai, Abudabi czy też Singapur. Zastanawia mnie kto wypisuje takie głupoty, że tych ludzi nikt nie chce w Polsce zatrudnić... Wpierw warto by sprawdzić, kto z tych ludzi wogóle chce wracać do Polski i po co ? (no chyba, że są jakieś indywidualne przypadki, którzy chcą zarabiać 10 K funtów rocznie w PL .... ale to jakieś ekstrema)
      • najlepszygeorge Re: A kto wraca do Polski po studiach w UK ? 04.04.11, 17:45
        Trochę ludzi jednak wraca, bo na Zachodzie to wcale nie jest różowo jak to się przedstawia. Obecnie pod względem finansowym można zarabiać tyle co na Zachodzie, więc twoje liczby nie do końca są prawdziwe.
        Teza artykułu jest jednak częściowo prawdziwa. Ponieważ nie pracujesz w Polsce, to nie rozumiesz tej polskiej specyfiki, mianowicie, że tu zatrudniający nie ocenia kandydata pod względem jego wiedzy i kwalifikacji, ale pod względem tego czy nie jest konkurencją dla niego samego. Wiem, że to nielogiczne, ale w Polsce szuka się często ludzi głupich. Osoba po studiach zagranicznych i z doświadczeniem zagranicznym może zostać uznana za zybt ambitną i zawstydzać pana dyrektora znajomością np. języków obcych.
        Pamiętaj, że w tym dzikim kraju wciąż króluje zawiść, cwaniactwo i tumiwisizm.

        Dodatkowo, człowiek z UK jest przesiąknięty innym standardami i kulturą pracy. Znam to, bo sam pracowałem dla Anglików i rzeczywiście tam się traktuje zwłyego pracownika jako parntera i generalnie jest chęć wpsółpracy, wspólnego działania. W dyskusji nikt cię nie dyskredytuje tylko dlatego, bo masz mały staż.
        Polacy za to kochają hierarchie i tak jest arcyważny PAN dyrektor, wokół którego lata stado dupowłazów i wg którego zwykły pracownik nie ma nic do powiedzenia.
      • aegis_of_heart Sam sobie odpowiedziałeś. 04.04.11, 18:03
        Skoro pracujesz w HR w UK, to chyba normalne, że nie spotykasz ludzi wracających do Polski, prawda?
        Nawet gdybyś pracował w jakimś doradztwie na uniwersytecie, to też mało prawdopodobne, by ktoś zwracał się do Ciebie z projektem "chcę wrócić do Polski" - bo i w sumie po co, najwyzej po radę i zapewnienie, że to nie ma sensu.

        Co do wyjazdu do USA czy na bliski wschód - to też logiczne, skoro i tak nie pracujesz w kraju ojczystym, a w większości specjalności pensje i możliwości są tam znacznie wyższe.

        Natomiast co do reszty muszę zgodzić się z najlepszymgeorgem. Polska to kraj głupiej hierarchii oraz rekturetów-"menedżerów" bojących się zatrudniać najlepszych, by ci ich szybko nie wygryźli.

        To jest bardzo duży problem, zarówno "leśnych dziadków", jak i pokolenia z lat 90., kiedy to menedżerem mógł zostać każdy: byle był po studiach, BEZ doświadczenia i sklecał dwa proste zdania po angielsku. Ci ludzie są często zwyczajnie niekompetentni, słabi, a zatem też zakompleksieni. Dorwali się do zbyt wysokich względem umiejętności stanowisk i muszą o nie walczyć. Części udało się nabrać szlifu i umiejętności, a części nie i ci muszą sobie radzić metodami politycznymi. Jedną z nich jest zduszanie w zarodku: przyjmowanie "młodych ambitnych dynamicznych", ale nie za zdolnych i niezależnych.
        Byłbyś na jednej rozmowie/testach/konkursie i widział strach rekruterów przed kandydatami, to zapomniałbyś o częstej ściemie "szukamy najlepszych". Niestety, w Bolandzie to nie jest zawsze prawda, nawet w rzekomo "bardzo ambitnych" miejscach pracy.
      • tornson Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 21:41
        wnec2005 napisał:

        > czas na szkoly techniczne jezeli takowe sa w Polsce.
        Uczelnie są, ale bantustan z rozprzedanym przemysłem i unicestwioną bazą R&D nie ma gdzie tych ludzi zatrudniać. A zagranicą wszędzie pierszeństwo mają "swoi" chocby niewiem jaką uczelnie ktoś skończył w innym kraju.
        • ciotka_ltd Nie wszedzie 'preferuja >swoich<', Tornson... 04.04.11, 21:58
          Nie widac tego w brytyjskich uczelniach, ktore kadrowo wygladaja jak Wieza Babel. Na kazdym wydziale i kazdym kierunku. Tu wygrywa ten, kto moze zaproponowac cos nowego, nowa 'optyke' (to slowo to zart - 'optics' to nowy sztampowy potworek pseudo-intelektualny), przy - rzecz jasna - solidnej profesjonalnej wiedzy.
          Jak jest gdzie indziej - nie wiem, nie pracowalam.
          • tornson Re: Nie wszedzie 'preferuja >swoich<', To 04.04.11, 22:30
            ciotka_ltd napisała:

            > Nie widac tego w brytyjskich uczelniach, ktore kadrowo wygladaja jak Wieza Babe
            > l. Na kazdym wydziale i kazdym kierunku. Tu wygrywa ten, kto moze zaproponowac
            > cos nowego, nowa 'optyke' (to slowo to zart - 'optics' to nowy sztampowy potwor
            > ek pseudo-intelektualny), przy - rzecz jasna - solidnej profesjonalnej wiedzy.
            > Jak jest gdzie indziej - nie wiem, nie pracowalam.
            Piszesz o sytuacji na samych uczelniach, a mi chodziło o kwestie zatrudnienia gdy uczelnię skończyło się w innym kraju niż ten gdzie staramy się o pracę, w takiej sytuacji zawsze ten "obcy" ma ciężej.
    • aussie1inc Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Brytanii 04.04.11, 17:59
      Ci Polacy, ktorzy chca pracowac w Polsce powinni koniecznie studiowac na polskich uczelniach, bo od poczatku przyzwyczaja sie do polskiego dziadostwa, wiec pozniej juz nic nie bedzie ich dziwic. Zawsze przyjemniej korzystac z wiedzy polskiego niedouczonego prodesora doktora na dodatek habilitowanego, niz od jakiegos doktora co to na Oxfordzie jest profesorem!!! (Zgroza!!!) Poza tym w Polsce nikt nie lubi ambitnych, wiec znacznie lepiej udawac przyglupa, bo wtedy szef nie bedzie taki podejrzliwy, ze go taki mlody i przemadrzaly chce wykopac.
      A reszta, ci ambitni i inteligentni, powinni od razu wyjechac na studia na stale, a do Polski przyjezdzac z wizyta, krotka, rodzinna, bo te dwa systemy - zagraniczne studia i polskie zycie nie pasuja do siebie zupelnie.
    • qvintesencja Bzdury na resorach 04.04.11, 18:12
      Wiekszosc studiujacych w UK to nie byl zaden Oxford bo tam jest kilkanascie osob tylko rozne szkolki typu University of Scumbria in Tomato. Ludzie poznali sie ze jest to podobne do Wyzszej Szkoly Kosmetologii w Kaczych Dolach wiec nie ma najmniejszego sensu sie tam wrzucac kase.

      W ogole to temat 'studia w UK' jest skonczony z powodu kryzysu i ogromnego wzrostu oplat.
    • boni.m Polska nie uznaje dyplomow z UK! 04.04.11, 18:34
      Tak wiec chyba jest to oczywiste, ze jesli ktos chce wrocic do Polski, to nie bedzie studiowac w UK! Ja np. oprobowalem znalezc w Polsce prace z australijskim PhD (nie bylo to Oxbridge, ale jeden z najlepszych australijskich uniwersytetow). W Polsce oferowano mi gora polowe tego, co placa mi na zachodzie Europy, tyle w w Polsce to bylo w zlotowkach, a na zachodzie Europy to jest w euro...
      lech.keller@gmail.com
        • ar.co Re: Polska nie uznaje dyplomow z UK! 04.04.11, 19:16
          Tu nie chodzi o pretensje, tylko o to, żeby lech.keller mógł po raz tysiączny wylać na forum swoje żale o to, że po "jednym z najlepszych australijskich uniwersytetow" nikt geniusza do pracy nie chciał w Polsce przyjąć. Robi to zresztą od dłuższego czasu w każdej dyskusji związanej w jakikolwiek sposób ze szkolnictwem wyższym.
          • ciotka_ltd Ale czemu bredzi,ze Polska nie uznaje dyplomow UK 04.04.11, 22:12
            Fakt, i tu (Wlk.Brytania) glowa panstwa - jak i w Australii - ciagle jest ta sama Ela II ;)
            Niemniej 1) istnieja wzajemne porozumienia co do tzw. nostryfikacji dyplomow pomiedzy Polska i UK, jeszcze z czasow zamierzchlej komuny; 2) I tak za kilka lat (moze ze 3?) bedzie w Unii Europejskiej calkowicie nieistotne, z ktorego panstwa dyplom pochodzi. Przynajmniej formalnie, bo pewnie ze 2 generacje musza wymrzec, by stalo sie to nieistotne takze i w praktyce.
            • u.know.who Re: Ale czemu bredzi,ze Polska nie uznaje? 06.04.11, 00:37
              Poczytaj wyraznie na stronie MNiSW, ze Polska NIE uznaje doktoratow z brytyjskich uniwersytetow!
              Wwdlug:
              www.buwiwm.edu.pl/uzn/ramy.htm
              UMOWY DWUSTRONNE
              Umowy bilateralne, na podstawie których osoby posiadające dyplomy uzyskane w jednym państwie mogą kontynuować naukę w uczelniach w drugim państwie będącym strona umowy:
              Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Austrii o ekwiwalencji w szkolnictwie wyższym, podpisana w Wiedniu dnia 23 stycznia 1995 r. /Dz. U. z I996 r. Nr39, poz. 169 i 170/.
              Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Białorusi o uznaniu ekwiwalencji w szkolnictwie wyższym, równoważności stopni naukowych i stopni w zakresie sztuki, podpisana w Warszawie dnia 28 kwietnia 2005 r. Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Francuskiej + Załącznik o wzajemnym uznawaniu dokumentów uprawniających do wstępu na studia wyższe, okresów studiów, dyplomów, tytułów i stopni, podpisana w Warszawie dn. 28 maja 2008 r. (weszła w życie 26 stycznia 2009 r.)
              Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Litewskiej o wzajemnym uznawaniu dokumentów uprawniających do podejmowania studiów wyższych oraz uznawaniu okresów studiów, tytułów zawodowych, stopni naukowych i stopni w zakresie sztuki podpisana w Wilnie dnia 9 marca 2005 r. (M.P. Nr 71, poz. 979). Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Federalnej Niemiec o uznaniu ekwiwalencji w szkolnictwie wyższym /Dz. U. z 1998 r. Nr 92, poz. 584/. Nad realizacją tej umowy czuwa powołana specjalnie w tym celu stała Komisja Ekspertów, która m.in. aktualizuje dane o systemach szkolnictwa wyższego w obu krajach. Wnioski z prac Komisji zamieszczane są w odrębnych protokołach.
              Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Rządem Republiki Słowackiej o wzajemnym uznawaniu okresów studiów oraz równoważności dokumentów o wykształceniu i nadaniu stopni i tytułów uzyskanych w Rzeczypospolitej Polskiej i Republice Słowackiej, sporządzona w Warszawie dnia 18 lipca 2005 r.
              Umowa między Rządem Rzeczypospolitej Polskiej a Gabinetem Ministrów Ukrainy o wzajemnym uznawaniu akademickim dokumentów o wykształceniu i równoważności stopni podpisana dn. 11 kwietnia 2005 r.
              Obowiązujące umowy dwustronne regulujące zasady uznawania równoważności dyplomów uzyskanych za granicą:
              Porozumienie między Rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a Rządem Czechosłowackiej Republiki Socjalistycznej w sprawie równoważności dokumentów o wykształceniu, stopniach i tytułach naukowych, wydawanych w PRL i CSRS, sporządzone w Warszawie dnia 16 grudnia 1987 r. /nie opublikowane; zatwierdzone Uchwałą Rady Ministrów Nr 1 8/89 z dnia 20 lutego 1989r./ *
              Porozumienie między Rządem Polskiej Rzeczypospo1itej Ludowej a Rządem Arabskiej Republiki Syryjskiej o wzajemnym uznawaniu studiów, dyplomów i stopni naukowych, podpisane w Damaszku dnia 22 września 1985 r. /nie opublikowane, zatwierdzone Uchwałą Rady Ministrów nr 158/88 z dnia 29 sierpnia 1988 r./ *.
              Porozumienie między Rządem Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej a Libijską Arabską Dżamahiriją Ludowo-Socjalistyczną o wzajemnym uznawaniu studiów, świadectw, dyplomów i Stopni naukowych, sporządzone w Trypolisie dnia 8 września 1987 r. /nie opublikowane, zatwierdzone Uchwałą Rady Ministrów nr 26/89 z dnia 23 lutego 1989 r./ *.
              DALEJ SA TYLKO Wypowiedziane umowy dwustronne regulujące zasady uznawania dyplomów i tytułów zawodowych uzyskanych za granicą...
          • ubiquitousghost88 Aborigine Kangaroo Sheeps University 04.04.11, 22:34
            ar.co napisała:

            > Tu nie chodzi o pretensje, tylko o to, żeby lech.keller mógł po raz tysiączny w
            > ylać na forum swoje żale o to, że po "jednym z najlepszych australijskich uniwe
            > rsytetow" nikt geniusza do pracy nie chciał w Polsce przyjąć. Robi to zresztą o
            > d dłuższego czasu w każdej dyskusji związanej w jakikolwiek sposób ze szkolnict
            > wem wyższym.
          • u.know.who Re: Polska nie uznaje dyplomow z UK! 06.04.11, 00:30
            Czytaj ze zrozumieniem! W Polsce pracowalem jako profesor wizytujacy i adiunkt kilka lat, ale nie majac uznawanego w Polsce doktoratu, nie moglem zrobic habilitacji, a wiec znow wyjechalem an Zachod. Zzadroscisz mi, ze zarabiam teraz prawie 10 razy tyle co w Polsce, za ponad 5 razy mniej godzin pracy?
            lech.keller@gmail.com
    • tornson W czym one niby są najlepsze? 04.04.11, 21:37
      Tylko w durackich rankigach liczby publikacji w anglosaskich periodykach, logiczne że anglosaskie uczelnie tutaj przodują, tak jak niemieckie przodują w publikacjach niemieckojęzycznych, francuskie francuskich, a polskie polskich. Jak chcesz być szczurem zapie...jącym w londyńskim City to oczywiście jest to dobry kierunek, ale kiedy chcesz być inżynierem to niemieckie politechniki nie mają sobie równych.
      • najlepszygeorge Re: W czym one niby są najlepsze? 04.04.11, 22:29
        tornson napisał:

        > Tylko w durackich rankigach liczby publikacji w anglosaskich periodykach, logic
        > zne że anglosaskie uczelnie tutaj przodują, tak jak niemieckie przodują w publi
        > kacjach niemieckojęzycznych, francuskie francuskich, a polskie polskich. Jak ch
        > cesz być szczurem zapie...jącym w londyńskim City to oczywiście jest to dobry k
        > ierunek, ale kiedy chcesz być inżynierem to niemieckie politechniki nie mają so
        > bie równych.

        Tak, wmawiajmy sobie: nic nie wygrywamy, ale i tak jesteśmy najlepsi, rankingi nic nie warte. Mentalność typowa dla polskiej kadry naukowej.
        • tornson Re: W czym one niby są najlepsze? 04.04.11, 22:34
          najlepszygeorge napisał:

          > tornson napisał:
          >
          > > Tylko w durackich rankigach liczby publikacji w anglosaskich periodykach,
          > logic
          > > zne że anglosaskie uczelnie tutaj przodują, tak jak niemieckie przodują w
          > publi
          > > kacjach niemieckojęzycznych, francuskie francuskich, a polskie polskich.
          > Jak ch
          > > cesz być szczurem zapie...jącym w londyńskim City to oczywiście jest to d
          > obry k
          > > ierunek, ale kiedy chcesz być inżynierem to niemieckie politechniki nie m
          > ają so
          > > bie równych.
          >
          > Tak, wmawiajmy sobie: nic nie wygrywamy, ale i tak jesteśmy najlepsi, rankingi
          > nic nie warte. Mentalność typowa dla polskiej kadry naukowej.
          W któym miejscu napisałem że polskie najlepsze?? Poprostu daleki jestem od podniecania się amerykańskimi rankingami robionymi propagandowo pod anglosaskie uczelnie. Jeśli chodzi o kształcenie techniczne to jest ono dużo lepsze na Kontynencie niż na Wyspach. A jeśli chodzi o ekonomię to tuja liczą się znajomości, pewne predyspozycje i odpowiednie mentalne i ideologiczne nastawienia, wiedza jest mniej ważna.
          • moa.k Re: W czym one niby są najlepsze? 05.04.11, 00:42
            No jasne, przecież w polsce są przełomowe badania rozkładające na łopatki uniwersytety zagraniczne tylko nie są uwzględniane w rankingach bo nie są tłumaczone na angielski. Śmiech na sali.

            Jak w takim razie sobie tłumaczysz 4 miejsce w Europie uniwersytetu szwajcarskiego
            Swiss Federal Institute of Technology Zurich?

            Miejsce 6 i 8 uniwersytetów francuskich? (Ecole Polytechnique, Ecole Normale Superieure, Paris)

            9 niemieckiego? (University of Göttingen)

            W rankingu europejskim, 53 z 82 sklasyfikowanych uniwersytetów są w krajach NIE-ANGLOJĘZYCZNYCH.

            Ranking ten bierze cytowania i prace w największym stopniu ze wszystkich rankingów.

            "Citations – research influence
            Citation impact (normalised average citation per paper)
            32.5%"


            Ranking:
            www.timeshighereducation.co.uk/world-university-rankings/2010-2011/europe.html#score_OS%7Csort_rank%7Creverse_false
            Metodologia:
            en.wikipedia.org/wiki/Times_Higher_Education_World_University_Rankings#Times_Higher_Education_World_University_Rankings_draft_methodology




            • najlepszygeorge Re: W czym one niby są najlepsze? 05.04.11, 02:12
              Musisz właśnie zrozumieć tę naszą cechę narodową dumnego głupka - sarmaty przekonanego, że zna się na wszystkim, mimo iż w życiu się tym nie zajmował. W tym wypadku chodzi o metodologię tworzenia rankingów uczelni.
              Przecież wszyscy wiedzą, że polskie uczelnie są najlepsze, dlatego walą do nas na studia drzwiami i oknami, z potomkami liderów murzyńskich wiosek na czele.
              Gdyby nie te przebrzydłe rankingi robione przez antypolaków na zlecenie żydo-masonerii w celu zagłady polskiej nauki, cały świat mógłby korzystać z rewolucyjnych dokonań naszych wybitnych naukowców.
      • ethebor Re: W czym one niby są najlepsze? 05.04.11, 07:45
        Mają mają :) Najlepszą uczelnią "obszaru niemieckojęzycznego" (i zarazem najlepszą uczelnią "Europy kontynentalnej") jest ETH Zurich.

        tornson napisał:

        > Tylko w durackich rankigach liczby publikacji w anglosaskich periodykach, logic
        > zne że anglosaskie uczelnie tutaj przodują, tak jak niemieckie przodują w publi
        > kacjach niemieckojęzycznych, francuskie francuskich, a polskie polskich. Jak ch
        > cesz być szczurem zapie...jącym w londyńskim City to oczywiście jest to dobry k
        > ierunek, ale kiedy chcesz być inżynierem to niemieckie politechniki nie mają so
        > bie równych.
    • matt7893 USA torturami zmusza do nostryfikacji PhD 04.04.11, 21:52
      USA torturami kradzieza mienia i wysiedleniem etnicznym zmusza do nostryfikacji
      najwyzszego stopnia naukowego USA, PhD w Polsce nie umiejacej nawet
      produkowac elektroniki o wielkiej skali integracji na uczelniach z technologia
      ponizej III Rzeszy w latach 30tych; wywozi z domu w Utah z dyplomem niewaznym
      w Polsce bez srodkow do zycia; odcina od domu i wlasnosci: mkk.blox.pl
    • clk Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 21:59
      Studiuje w UK - koncze tutaj studia. Finansowane ze stypendium/ srodkow wlasnych.

      Jakis czas temu, rozwazalam chwilowo opcje powrotu do Polski - opcja odpadla, chyba bardziej ceni sie osoby, studiujace w 'XXI prywatnej wyzszej szkole zarzadzania'. Bylam mocno rozczarowana propozycjami pracy - zarowno ze strony finansowej, jak i stanowisk pracy.

      Dodam 'nieskrominie' ze mam juz doswiadczenie kilkuletnie w pracy (nie, nie na zmywaku).

      UK nie jest moim miejscem do zycia - Polakow niestety sie kategoryzuje.

      Polska tez niestety nie :(
    • bidifi Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Brytanii 04.04.11, 22:08
      bardzo czesto mlodzi ludzie wracaja do Kraju z dyplomami uczelni zagranicznych stojacych na poziomie naszych ,, Akademii Pana Mietka" i wowczas papierem takim to mozna sobie......jedyna wartoscia mlodego czlowieka jest znajomosc jezyka lecz ostatnio i to nie jest takie pewne.....
      • najlepszygeorge Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 22:23
        Nic takiego nie cieszy Polaka jak nieszczęście drugiego Polaka, co nie? I trzeba jeszcze dołożyć, żeby zabolało.
        Przecież większość prac w Polsce to wyoutsourcowane działy operacyjne central z Zachodu. Do ich wykonywania wcale nie trzeba kończyć studiów wyższych - no chyba, że kogoś satysfakcjonuje wklepywanie danych do systemu mając tytuł mgr prestiżowej uczelni.

        Chyba tylko w Polsce jesteś jakaś paranoja ze strony pracodawców, że tylko magister z 2 językami obcymi może być w mojej firmie pomocą księgowej.

        Też studiowałem za granicą (w Niemczech) ekonomię, podobno dobra uczelnia i teraz się zastanawiam po co. Kilka razy słyszałem, że 'pan się tu zmarnuje', 'ta praca będzie nudna', 'pan ma zbyt wysokie kwalifikacje i ambicje'. To dajcie mi bardziej wymagające stanowisko skoro tak - takich nie mamy.
      • cocodrilloc Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 22:37
        Ja tez koncze studia za granica (nie w UK, ale wciaz na Zachodzie) i ciagle tylko wysluchuje od znajomych z Polski komentarze podobne do Twoich. A to, ze poziom niby nizszy, a to, ze uczelnia jakas kiepska i w ogole to wstyd sie przyznac, ze sie studiuje za granica. A prawda jest taka, ze moja uczelnia, chociaz wiekszosci Polakow zupelnie nieznana, w rankingach znajduje sie setki pozycji wyzej niz najlepszy polski uniwersytet. Polacy nie chca studiowac w Wlk. Brytanii - ok, przyjmuje do wiadomosci. Ale dorabianie ideologii o marnym poziomie brytyjskich studiow jest smieszne, zwlaszcza kiedy porownuje sie brytyjskie uczelnie do polskich, ktore juz sa w ogole najgorsze w UE, a polskie dyplomy za granica budza jedynie usmiech politowania...
        • clk Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 22:44
          Polacy nie studiuja na uczelniach w UK, bo ich czesto nie stac. Ewentualnie wyjada na semestr na erazmusa i tyle.
          Nie twierdze,ze wszystkie uczelnie zagraniczne sa super.
          ALE: skonczylam jeden kierunek w PL. Jakosc ksztalecnia UK- Polska - nieporownywalna. Nie mowiac juz o infrastukturze itd (studiuje na sporym universytecie w UK). Podejscie do studenta tez inne.
          Nikt mi nie wmowi, ze prywatne szkoly wyzsze, ktorych jest wysyp w PL, sa lepsze.
          -
          "Some people think football is a matter of life and death. I assure you, it's much more serious than that. "

          Bill Shankly
    • jeanie_mccake Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 22:47
      Zawsze mnie dziwiła obsesja tej gazetki na punkcie edukacji "na wyspach" ale jednocześnie bawiła jej totalna ignorancja.
      Kilka lat temu pisali dość często o tym, że studia w Szkocji są bezpłatne dla Polaków - wtedy jeszcze nie były, a od kiedy już są to milczą na ten temat i system angielski nazywają brytyjskim.
      Poza tym, kto ma nawet najmniejsze pojęcie o edukacji "na wyspach" dobrze wie, że jakieś 20 lat temu ta pi... Thatcher chciała się przed wyborami chwalić, że pod jej rządami jest dwa razy więcej uniwersytetów, niż wcześniej więc zmieniła definicję słowa "uniwersytet" tak, że na dyplomach angielskich czy szkockich odpowiedników i U. Jagiellońskiego i Górnośląskiej Wyższej Szkoły Czegoś Tam widnieje to samo słowo "University".
      A poza nawet tym, na zachód wyjechała dość nagle kilka lat temu wielka fala 20+latków, potem z różnych powodów mniej a ci, co chcieli i mogli studiować już zostali przyjęci więc nic dziwnego, że kilka tysięcy mniej osób spośród kilkaset tysięcy Polaków w UK ubiega dziś o miejsce na studiach.
    • logicpower93 Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Brytanii 04.04.11, 23:28
      do ciotka ltd.

      tak wiem co to jest university of nottingham. zaczalem pisac tam doktorat dostalem funding. niestety bardzo sie rozczarowalem. bylem nawet po the formal complaint, ktora wykazala bledy proceduralne w przypisaniu supervisora, brak supervision reports, nie mowiac o kompletnym bullying ze strony jelous academicians . jezeli chodzi o poziom ... przecietny, nastawiony na azje i wysokie tuition fees ... lepszego promotora mojego doktoratu znalazlem w opolu ( computer science and philosophy). tak to fakt ze wiecej sie publikuje w uk ( artykuly roznej jakosci ), atmosfera jest luzniejsza i lepsze biblioteki ... to wszysko zalezy ... mialem oferte przeniesienia doktoratu do king's college i bristol uni ale nie dostalem fundingu :( generalnie jesli chodzi o zaawansowany research wazniejsze sa indywidualne publikacje i supervisor a nie uniwersytet na ktorym studiujesz ... byc moze uniwersystet ma wieksze znaczenie na poziomie undergraduate poziom teachingu ale phd research to juz calkiem inna sprawa i zapewniam cie ze sa takie same koterie, connections jak w polsce ... w polsce jest to stosunkowo smieszne bo gra toczy sie o znacznie mniejsza stawke ...
      • golass Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 04.04.11, 23:52
        studiowalem w polsce i niemczech jednoczesnie. mialem rozdwojenie jazni, w polsce bylem smieciem, za granica studentem. potem popracowalem troche w polsce i zwinalem manatki, bo najlepsza opcja nad wisla jaka na mnie czekala to zostac krolem wysypiska, sam bym bowiem na pewno przejal z czasem polski sposob postrzegania mlodych talentow. tyle w temacie. szkoda tylko, ze nie ma szans "samowykorzenienia" i tak na zawsze juz bede zerkal w polska strone z sentymentem, zdegustowaniem, nadzieja i poczuciem porazki.
    • retro-story Apel studentów polskich studiujących poza krajem 04.04.11, 23:48
      ... można znaleźć tutaj:
      Ten apel został przekazany prof. Marii Orłowskiej z MNiSW podczas IV Kongresu Polskich Stowarzyszeń Studenckich w Cambridge, w marcu tego roku.

      www.petycje.pl/petycja/6823/reforma_polskiego_szkolnictwa_wy%C5%BBszego_-_apel_student%C3%93w_polskich_studiuj%C4%84cych_za.html
      W przygotowaniu jest reforma szkolnictwa wyższego w Polsce - to pierwszy krok, ale potrzeba większych zmian.
    • zupkolandia Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Brytanii 04.04.11, 23:55
      dlugo sie zastanawialam.. i doszlam do wniosku ze powinnam dolozyc swoje 3 grosze.

      mam tytul magistra UW. 5 lat studiow nie wspominam najlepiej: niesamowita nuda, brak interdyscyplinarnych przedmiotow, kadra ktora ma studenta gdzies (byly oczywiscie cudowne wyjatki!!) no i oczywiscie dziekanat czyli: to twoja wina studencie ze..

      (ze zaginal moj indeks w dziekanacie, ze dzwonie do dziekanatu w przeddzien obrony z pytaniem czy się znalazł i jedyne co slysze to krzyk w słuchawce.. i w koncu w dniu obrony /ubrana na galowo z kwiatami w reku bo ‘wchodze nastepna’/ okazuje się ze mam za malo punktow .. kiedy w istocie mialam nadwyzke)

      tuz po obronie (oczywiscie na 5 przy czym nie jestem pewna czy ktokolwiek zadal sobie trud przeczytania mojej pracy) powiedzialam sobie nigdy wiecej.. a raczej NIGDY WIECEJ.

      tak sie zlozylo ze zaraz po tym wyjechalam do UK..
      rok nauki jezyka, uczenia się ze może być inaczej.. drugi rok – studia magisterskie.
      Inny swiat. Praca naukowa może być niesamowicie satysfakcjonująca, wykładowcy chca wiedziec jakie mam zdanie, zawsze jest czas na pytanie, na wykladach lektorzy z roznych dziedzin spoza wydzialu.. (ostatnio mialam wyklad z badaczem pracujacym dla googla – wyklad o Cross-cultural design) najnowsze badania, dostep do wszystkich możliwych publikacji online.. itd.

      Nikt mnie nie przekona ze nieoplaca się wyjechac..
      Nie licze na to ze po skonczeniu studiow dostane prace za 20tys miesięcznie. . to bardzo naiwne podejście. Nie mniej te studia przywróciły mi pasje do nauki, poznawania.. znow chce się rozwijac bo widze ze to ma sens..
      w obecnych czasach kiedy trzeba być pracownikiem wyjatkowo elastycznym na takim podejściu do nauki, siebie, zycia można tylko zyskac.
      • clk Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 00:44
        I tu sie zgodze.

        W Polsce wiecznie czulam sie, jakby ktos mi robil laske, ze pozwala mi studiowac: od pan w dziekanacie, ktore laske robily, iz wykonywaly swoja prace, po wykladowcow, ktorych nic nie interesowalo.

        W UK jest bardziej 'przyjaznie' dla studenta: pani w dziekanacie wita cie z usmiecham na ustach i nie traktuje jak intruza. Wiele rzeczy mozna zalatwiac elektornicznie (nie ma czegos takiego, jak kolejki). Nauczyciele sa dla Ciebie i aby pomoc tobie (80% z nich). Sa mozliwosci faktycznie uczenia sie, a nie tylko zaliczania.

        Pod wzgledem zaplecza naukowego : absolutnie nie ma co porownywac.

        Poza tym, szczeze: jesli chcesz podjac prace w Europie, badz w swiecie, bardziej rozpoznawalny jest dyplom z angielskiej uczelni (nawet tej 'sredniej') niz z Polskiej.
        • rocco-siffredi Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 00:52
          mises.pl/blog/2011/04/04/wisniewski-mlodzi-znieksztalceni/
          Gazeta Wyborcza donosi, że młodzi nie są w stanie znaleźć pracy mimo wiedzy i dyplomów. Dalsza część artykułu sugeruje, że spójnik „i” nie jest tu właściwie potrzebny — dyplom ma oznaczać wiedzę, a wiedza pracę. Mowa zatem o wiedzy szkolnej, uczelnianej. Jakiego rodzaju jest to wiedza? Czy jest to wiedza sprzyjająca rynkowym potrzebom, a więc potrzebom swobodnie wyrażanym przez ogół konsumentów? A jeśli jest to coś zupełnie przeciwnego, to czy koszty alternatywne typowego „wykształcenia” nie przekraczają płynących zeń rzekomych korzyści?

          Dotykamy tutaj paradoksu zawartego w światopoglądzie, który nazwę edukacjonizmem. Paradoks ten polega na tym, że wiedza uczelniana, która jest w myśl rzeczonego światopoglądu niezbędna w osiągnięciu dobrej pozycji na rynku, stanowi w ogromnej mierze bezwstydną antyrynkową propagandę, zwłaszcza w zakresie tzw. „nauk społecznych”. To na uniwersytetach powstała teoria dóbr publicznych i kolektywnych, głosząca, że istnieją pewne kategorie niezbędnych do życia dóbr, których rynek w żadnej mierze nie jest w stanie wytworzyć. To z uniwersytetów wyszły nieprzeliczone teorie „niedoskonałości rynkowej”, „asymetrii informacyjnej”, wszechobecnych „monopoli”, chronicznej skłonności rynku do generowania gwałtownych cyklów koniunkturalnych, nadprodukcji przez rynek potrzeb konsumenckich, i wiele, wiele innych. Wszystkie jako rozwiązanie sugerują „naprawcze” ingerencje urzędniczego aparatu agresji, przemocy i przymusu. Wydziały ekonomiczne spolaryzowane są pomiędzy zwolennikami pro-etatystycznych doktryn monetaryzmu i keynesizmu, niemal całkowicie pomijając jakiekolwiek chociaż wzmianki o dorobku szkoły austriackiej, która na bazie logicznej analizy kategorii ludzkiego działania dochodzi do wniosków konsekwentnie i bezwyjątkowo prorynkowych. Wydziały rozmaitych socjologii, politologii, europeistyk i stosunków międzynarodowych bez skrępowania stręczą swoim wychowankom enuncjacje wszelkiego rodzaju Marksów, Foucaultów i Habermasów, nie zająkując się na ogół, nawet przelotnie, o osobach takich jak Etienne de la Boetie, Franz Oppenheimer czy Albert Jay Nock. Nawet wydziały nauk przyrodniczych, wydawałoby się mniej skłonne do uprawiania roszczeniowej sofistyki, pełne są orędowników walki (za cudze pieniądze rzecz jasna) z „globalnym ociepleniem” (obecnie funkcjonującym pod nazwą „zmian klimatycznych”) oraz fundowania sobie z cudzej kieszeni bajońsko kosztownych zabaw, takich jak np. „Wielki Zderzacz Hadronów”.

          Nietrudno się domyślić, dlaczego owoce pracy umysłowej uniwersytetów (z których przeważająca większość jest albo wprost upaństwowiona, albo sowicie przez państwo subsydiowana) są przeważnie właśnie takie — rynkowe zapotrzebowanie na zawodowych rezonerów jest raczej niewielkie. Bardzo duży popyt na ich usługi wyrażają natomiast urzędnicze aparaty agresji, przemocy i przymusu, których istnienie opiera się wyłącznie na posłuszeństwie rządzonych, a to wymaga „legitymizacji” władzy — tym skuteczniejszej, im bardziej strojącej się w piórka wysokiego intelektualizmu.

          To jednak, co jest wygodnym gniazdkiem dla pracowników uzależnionego od państwa kartelu edukacyjnego, staje się pułapką dla tych, którzy ośrodki antyrynkowej propagandy pragną wykorzystać w celu zagwarantowania sobie rynkowych miejsc pracy. Powab edukacjonizmu jest tu wyraźnie silny — dyplom domniemanego znawstwa w choćby i najbardziej kuriozalnej „dyscyplinie wiedzy” wydaje się uchodzić za istotniejszy niż konkretne umiejętności w zakresie zaspokajania potrzeb konsumentów. Może to dziwić, zwłaszcza w świetle powszechnie znanego faktu, że osoby mogące uchodzić za sztandarowe przykłady przedsiębiorców, którzy osiągnęli rynkowy sukces (Ford, Carnegie, Rockefeller czy — bardziej współcześnie — Gates, Jobs i Zuckerberg), albo nie miały żadnego uczelnianego wykształcenia, albo stosunkowo szybko rezygnowały z jego zdobywania. Co nie oznacza rzecz jasna, że mogły sobie pozwolić na lekceważenie cnoty intelektu. Przeciwnie — swoje fortuny zawdzięczały one właśnie głębokiej znajomości ludzi oraz ich potrzeb, jak również odkrywczym zastosowaniom wiedzy technologicznej.

          Może więc przyszłości w zakresie kształtowania i przekazywania cennych na rynku pracy umiejętności nie należy upatrywać w zetatyzowanym kartelu edukacyjnym, ale w niezależnych instytutach badawczych i dobrze rokujących, pryncypialnie odmawiających przyjmowania jakichkolwiek subsydiów uczelniach prywatnych? Może za warunek niezbędny do swobodnego powstawania wiedzy autentycznie pożytecznej z punktu widzenia społeczeństw należy uznać likwidację gildiowego systemu urzędniczej akredytacji? Chyba że samemu liczy się na wstąpienie w szeregi akredytujących bądź obudowujących ich działania akademickimi uzasadnieniami (według danych GUS-u, liczba tych pierwszych wzrosła w Polsce z 159 tysięcy w roku 1990 do ponad pół miliona pod koniec roku 2010). Jeśli celem jest właśnie to drugie, to warto jednak pamiętać, że — ceteris paribus — przyrost liczby pasożytów to spadek liczby żywicieli. Z czego, rzecz jasna, wynika, że w pewnym momencie i ta pierwsza liczba zacznie gwałtownie spadać.

          Podsumowując, rynek pracy nie jest, wbrew dość powszechnemu przesądowi, stałej wielkości tortem, po rozdzieleniu kawałków którego ci niewystarczająco szybcy skazani są na głód. Dopóki istnieją niezaspokojone potrzeby ludzkie — a są one najprawdopodobniej niemożliwe do pełnego zaspokojenia — dopóty istnieją możliwości bycia zatrudnionym. Wśród tych potrzeb nie ma jednak przypuszczalnie oglądania czyjejkolwiek kolekcji dyplomów, jeśli nie towarzyszy im autentyczne świadectwo stosownych umiejętności.
      • humanista123 Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 01:29
        Co do polskiej części - nie komentuję, musiałaś mieć wyjątkowego pecha lub jesteś wyjątkowo rozkapryszona...

        Co do części zagranicznej to:

        "(...) studia magisterskie. Inny swiat. Praca naukowa może być niesamowicie satysfakcjonująca, (...)" - bardzo przepraszam, ale jaką "pracę naukową" wykonują studenci studiów magisterskich ?

        "wykładowcy chca wiedziec jakie mam zdanie," - umiejętna gra pozorów, ulegasz złudzeniom. W Polsce pod tym akurat względem jest większa szczerość - na 1, 2 czy 3 roku studiów 99 % studentów nie masz szans powiedzieć niczego oryginalnego dla starego wygi. Chyba, że należysz do 1 % procenta geniuszy.

        "zawsze jest czas na pytanie" - w Polsce też, dla chcącego nie ma nic trudnego.

        "na wykladach lektorzy z rożnych dziedzin spoza wydzialu.." - na marnych polskich studiach trzeba z reguły zaliczyć określoną (niemałą) ilość zajęć z innych dziedzin, przychodzą "lektorzy" (rozumiem, emigracja, język ojczysty cierpi) spoza wydziału, albo trzeba samemu fatygować się na inne wydziały.

        "najnowsze badania, dostęp do wszystkich możliwych publikacji online.. itd." - dziecko drogie, nie wiem co robiłaś w czasie studiów w Polsce, ale na pewno nie interesowałaś się pracą naukową...

        Ludzie kochani, wiem, że dobrze jest studiować za granicą, ale nie wmówicie mi że zalety studów TAM polegają na wyliczonych powyżej cechach.
        • zupkolandia Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 01:42
          wiem trudno uwierzyc ze moze byc inaczej niz w Polsce.. (chociaz oczywiscie nauka na poszczegolnych wydzialach bardzo sie rozni)

          nie rozumiem fragmentu:
          > dziecko drogie, nie wiem co robiłaś w czasie studiów w Polsce, ale na pewno nie
          > interesowałaś się pracą naukową...

          'milo' byc tak ocenionym.. ale nie bede juz tutaj odbijac pileczki bo nie po to zamiescilam komentarz...zreszta nie bede 'psuc' tej wypowiedzi bo bardzo ladnie wpisuje sie w polskie uczelniane realia o ktorych pisalam

          chyba glowna mysl jest taka ze czas na reforme szkolnictwa wyzszego... inaczej kazde kolejne pokolenie bedzie stracone.
          • najlepszygeorge Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 02:24
            Takie brednie jakie wypisuje 'humanista123' to piszą ludzie, którzy w życiu nie studiowali za granicą chociażby na prowincjonalnej uczelni.
            Wszystko zaczyna się od podejścia do człowieka - w Polsce student to dla wykładowców jest śmieciem, który nie zasługuje na żadne godne traktowanie. I to dowartościowywanie się: wy jesteście nikim, a ja to wielki dr hab prof zw tego i owego i jak ja byłem w waszym wieku, to dopiero były studia...
            Trudno również pominąć żenującą znajomość języków obcych wśród polskiej kadry i brak obycia 'w branży', czyli ofiary tzw. chowu wtórnego - całe życie na jednej uczelni.
            • humanista123 Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 09:48
              "Wszystko zaczyna się od podejścia do człowieka - w Polsce student to dla wykładowców jest śmieciem, który nie zasługuje na żadne godne traktowanie. I to dowartościowywanie się: wy jesteście nikim, a ja to wielki dr hab prof zw tego i owego i jak ja byłem w waszym wieku, to dopiero były studia..."

              Piętrowa bzdura. Szkoda słów na komentarz. Studia w Polsce to Ty znasz z artykułów prasowych i opowiadań znajomych...

              "Trudno również pominąć żenującą znajomość języków obcych wśród polskiej kadry"

              Ciekawe, a ja w Polsce nie spotkałem ani jednego wykładowcy, który nie znałby co najmniej jednego języka obcego. Co do kadry w UK, to przypominam Ci, że angielski nie jest dla nich językiem obcym :)

              "i brak obycia 'w branży', czyli ofiary tzw. chowu wtórnego - całe życie na jednej uczelni."
              To akurat bywa problemem, ale nie musi mieć wpływu na jakość kształcenia licencjackiego czy magisterskiego. To zależy na ile zdolny i naukowo aktywny jest "zasiedziały" pracownik. A tutaj nie ma prostych zasad.

              Jak Twoja poprzedniczka, zdecydowanie naciągasz, swoje sądy opierasz na fikcji. Skąd u Ciebie tyle kompleksów?
              • najlepszygeorge Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 10:29
                Nic nie naciągam, bo chciałem w Polsce studiować. Jeżeli dla ciebie standardem jest to, że idąc na 'office hours' nie wiesz czy zastanisz profa, bo wg niego te 'office hours' to do niczego nie zobowiązują - możesz sobie w końcu postać 2h przed biurem.
                Wybrałem się też do biblioteki SGH, gdzie obejrzałem muzealne komputery i systemy, nie znalazłem ŻADNEJ anglojęzycznej książki (standardów światowych) i poczułem się jak dziecko gdy chciałem skorzystać z anglojęzycznej literatury - pamiętam, że jest tam takie oddzielna sala z literaturą obcą, trzeba wpisać się do zeszytu, powiedzieć pani czego się szuka i pani tobie wyda a ty pod jej okiem możesz, na miejscu wyłącznie, sobie poczytać ;)
                • humanista123 Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 11:09
                  Jaaasne, w Polsce żaden wykładowca nie pojawia się na dyżurach, taki standard...
                  Jaasne, polskie biblioteki nie mają wykupionego dostępu on-line do kolekcji czasopism naukowych z całego świata... nic z tych rzeczy. A gdzieeetam...
                  Jaaasne w bibliotekach instytutowych nie ma książek anglojęzycznych z danej branży... jaaasne
                  Jaaaasne, jak Ci na czymś nowym bardzo zależy nie jesteś w stanie tego sprowadzić albo błyskawicznie kupić przez internet.
                  Normalnie pustynia. Kamień na kamieniu. Tu nie da się studiować po prostu

                  No popatrz, a w UK już licencjaci prowadzą badania naukowe i wszyscy wykładowcy pytają ich o zdanie.
                  • moa.k Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 12:53
                    No niestety tak jest, może czasopisma są, ale dostęp do angielskich książek jest bardzo marny. Jeśli w ogóle są to często starsze wiekiem od studenta i przez to nieważne.

                    Nie wiem też gdzie znalazłeś wykładowców w Polsce mówiących po angielsku? W moim rodzinnym mieście (100k+) na wydziale anglistyki pewnej publicznej uczelni wykładowcy mieli problem z dogadaniem się z anglojęzycznymi gośćmi.

                    Właśnie twoje podejście typu "na 1, 2 czy 3 roku studiów 99 % studentów nie masz szans powiedzieć niczego oryginalnego dla starego wygi" jest jedną ze zmór obecnego systemu, czemu od razu zakładamy że uczą nas geniusze i eksperci w swojej dziedzinie jeśli nie jest to niczym podparte oprócz ich rozdmuchanego ego? Na zachodzie jest zupełnie inaczej.

                    Przytoczę pewną sytuacje:
                    Na ćwiczeniach w małych grupach (6 osobowe, "personal tutorial") dwóch moich kolegów pokazało dużo prostszy dowód jednego z twierdzeń pokazanych w notatkach do kursu niż ten przedstawiony w notatkach. Co zrobił wykładowca? Nie, nie zmazał tablicy i nie zapomniał o wydarzeniu, jak by to się wydarzyło w Polsce - zrobił zdjęcie tablicy i obiecał że w notatkach z następnego roku będzie już pokazany ten prostszy do zrozumienia dowód, oczywiście razem z przypisem dziękującym imiennie studentowi.

                    Swoją drogą fascynujące jest to jak Polscy wykładowcy są przywiązani do notatek i slajdów z wykładów, w UK wszystkie są udostępnione na ich stronach internetowych, w Polsce wykład często polega na siedzeniu i przepisywaniu z projektora. Pewnie inaczej nie potrafią zapełnić czasu i boją się że po udostępnieniu wszystkich notatek/slajdów nikt na wykład by nie przychodził.

                    "Jaaaasne, jak Ci na czymś nowym bardzo zależy nie jesteś w stanie tego sprowadzić albo błyskawicznie kupić przez internet. "

                    Właśnie o to chodzi, w Polsce większość książek trzeba sobie niestety "sprowadzić lub błyskawicznie kupić przez internet" kiedy to w UK bilbioteki są dobrze wyposażone.

                    bardzo przepraszam, ale jaką "pracę naukową" wykonują studenci studiów magisterskich ?
                    Oj nie ma co przepraszać, ale ostrzegam że możesz doznać szoku :) Otóż w UK wiele uczelni prowadzi program UROP (Undergraduate Research Opportunities Programme) czyli program badań dla studentów właśnie lat 1,2,3. Co roku jest wiele projektów z różnych dziedzin w które można się zaangażować, ba, można nawet zaproponować własny! Program polega na tym że student staje się częścią zespołu doktoranckiego i prowadzi badania całe lato, oczywiście nie za darmo, płacone jest mu około 1.5k funtów za miesiąc pracy. Na koniec imię studenta oczywiście znajdzie się na publikacji naukowej :)

                    Pozdrawiam, jak byś miał jeszcze jakieś pytania czy potrzebował sprostowań to służę pomocą :)
                    • najlepszygeorge Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 13:13
                      "bardzo przepraszam, ale jaką "pracę naukową" wykonują studenci studiów magisterskich ?
                      Oj nie ma co przepraszać, ale ostrzegam że możesz doznać szoku :) Otóż w UK wiele uczelni prowadzi program UROP (Undergraduate Research Opportunities Programme) czyli program badań dla studentów właśnie lat 1,2,3. "

                      W Polsce uważa się, że dopóki nie przejdziesz tego 5letniego okresu poniżania i sprowadzania twojej osoby do zera, po czym dostajesz tytuł 'megi', to nie masz prawa ubiegać się, a nie daj boże uczestniczyć w pracy badawczej.
                      No bo który w Polsce wykładowca pomysli, że są studenci zainteresowani dziedziną i nie każdy student spędza wony czas upijając się na wyścigi.
                    • humanista123 Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 13:33
                      -Fajnie, że ktoś zauważył dostęp do czasopism, ufff.
                      -Książki - znajdziesz, sprowadzisz lub kupisz wszystko. Nie tak łatwo jak w UK, ale dla chcącego nie ma nic trudnego. (Proszę nie podawaj przykładów, że na jakiejś Wyższej Szkole Gotowania -Na Gazie czegoś nie ma - w ten sposób udowodnisz wszystko).
                      -Hmmm, stykałem się przez lata z UJ UW i paroma innymi polskimi uczelniami no i cholera jasna jakoś wszyscy lepiej lub gorzej znali ten angielski, czytali publikacje, jeździli na konferencje itp. Kurczę, pewnie miałem wyjątkowe szczęście.... Znali też inne języki...
                      -Możliwość samodzielnego wniesienia czegoś nowego w swoją dyscyplinę zaraz na początku studiów (o tym pisałem) to niezmiernie rzadka rzecz niestety i żadna reforma tego nie zmieni. Trzeba wiele lat ciężkiej pracy, zarówno w PL jak i UK. Nie piszę o tym, że w Polsce uczą pseudo-geniusze o wybujałym ego tylko o relacji mistrz-uczeń.
                      -"Co zrobił wykładowca? Nie, nie zmazał tablicy i nie zapomniał o wydarzeniu, jak by to się wydarzyło w Polsce - zrobił zdjęcie tablicy i obiecał że w notatkach z następnego roku będzie już pokazany ten prostszy do zrozumienia dowód, oczywiście razem z przypisem dziękującym imiennie studentowi." Oczywiście, polski wykładowca zaraz by zmazał tablicę, pobił i wyrzucił ze studiów. Bo to kanalie są... Ty to świetnie wiesz...
                      -Co do badań naukowych prowadzonych przez studentów pierwszych lat to sam sobie odpowiedziałeś: "Program polega na tym że student staje się częścią zespołu doktoranckiego i prowadzi badania całe lato, oczywiście nie za darmo, płacone jest mu około 1.5k funtów za miesiąc pracy. Na koniec imię studenta oczywiście znajdzie się na publikacji naukowej". Czyli po prostu mylisz pojęcia - staż/praktyka/ćwiczenia w zespole badawczym to nie to samo prowadzenie własnych badań. Bo na to drugie trzeba lat doświadczenia.
                      Gdyby nie te 1,5k funtów, to sytuacja do złudzenia przypominałaby polską, gdzie studentami i doktorantami zrobiono już niejedną habiltację...

                      Proszę, napisz coś konkretnego, poza tym, że w UK wszyscy mówią i piszą po angielsku oraz że UK czy USA to bardzo bogate kraje.


          • humanista123 Re: Polacy nie rwą się studiować w Wielkiej Bryta 05.04.11, 09:28
            Tłumaczę: jeśli na poważnie sugerujesz, że robiąc magisterkę w Polsce nie miałaś dostępu do czasopism naukowych i najnowszych publikacji ze swojej dziedziny, to znaczy, że nigdy nie szukałaś takiego dostępu. Tyle chciałem powiedzieć, a lekceważący ton wynikał z mojego rozbawienia Twoimi słowami. Przepraszam.

            Raz jeszcze powtarzam: warto studiować za granicą, ale nie z powodów, które wymieniłaś.
    • hetmanwiechu Warto studiowac na Oxfordzie 05.04.11, 02:22
      Jak sie jest madrym, pieknym, i bogatym warto studiowac na Oxfordzie.

      Najlepsze na tej uczelni jest to, ze jest tam duzo ladnych, madrych i chetnych to poznania swiata dziewczyn. Jest bledem rozumowanie ze jak ktos jest madry to odrazy brzydki. Ci co tak mysla, duzo na tym traca.

      Rowniez bar w collegach na Oxfordzie jest znacznie tanszy niz na miescie. Pint kosztuje 2.10 funta, a na miescie 3 z plusem. Warto wiec byc studentem.

      Wiekszosc colleges ma tez swoje cellars gdzie jest trzymane wino, przewaznie francuskie bordeaux, po bardzo przystepnych cenach. Medoc juz za 6.50 funtow w St. John's college (bo tyle bylo jak ja tam bylem, teraz nie wiem). Rothschild Bordeuax tez kolo 7 funtow.

      Jedzenie jest podle, ale nie zawsze i czlowiek jak glodny i tak wszytsko zje. Wazne ze jest tanie. Lunch w collegu 3 funty i jesz do upadlego.

      Mamy tez fajne imprezy co sie BOP nazywaja, big open party czy cos w tym stylu, gdzie mozna sie przebierac w costumes i wyrywac ladne laski.

      Tyle o Oxfordzie, jak tam u was na Polskich uczelniach? Macie ladne i latwe dziewczyny z calego swiata? Tanie francuskie winot tez macie? A po ile smoked salmon na jadalni?
      • najlepszygeorge Re: Warto studiowac na Oxfordzie 05.04.11, 02:48
        U nas jest super :) Ja właśnie po 3 latach dostałem miejsce w akademiku - full wypas: 4 osoby w 20 m2 pokoju, łózka piętrowe, do tego prysznic na korytarzu na jakieś 150 ludzi. Do WC chodzisz z własnym papierem w ręce i o ile nikt nie urwał/obsrał deski to mamy warunki jak w hotelu :). Lodówkę mamy na parapecie za oknem - przynajmniej wiemy, że jak ktoś ukradł żarcie to swój złodziej był.
        Co do dziewczyn to na polibudzie właściwie ich nie ma, a są za to takie twory kobietopodobne :) Zresztą wszystko jedno, bo i tak spędzamy czas w męskim towarzystwie grając w Quak'e i pijąc tanie wino :)
        Co roku mamy juwenalnia, na których pijemy na umór najtańsze piwo z Biedronki, czasami dostanie się w ryło od dresu, ale taki już los studenta ;)
        Studia nasze są zdecydowanie ciekawszego od jakiegoś tam Oxfordu - im łatwiej wkuwasz podręcznik i/lub robisz ściągi, tym lepiej przechodzisz przez egzaminy, do tego dodać należy ogromnej wartości dydaktycznej zajęcia w laboratorium na sprzęcie muzealnym :)
        A po 5ciu latach wyrzeczeń otrzymuje się upragniony dyplom i można ropzocząć karierę od bezpłatnego 6miesięcznego stażu, a później śmiało walić na zmywak do UK.
        Pozdrowienia z Polski.
        • hetmanwiechu Re: Warto studiowac na Oxfordzie 05.04.11, 03:04
          no to u was kicha i rekodzielo.

          u nas pokoje jedno osobowe, na dodatek sprzataczka przychodzi raz na tydzien. Lazienka i kuchnia wspolna na szesc osob, ale zarcia nikt nie kradnie a w kiblu papier donosza codziennie rano. Prysznic tez czysty bo codziennie czyszcza.

          Jak zapakuje lodowke swojska to w pizdu nikt jej nie dotknie, bo mam na pietrze muzulumanow i koshernych, wiec w nocy spie spokojnie. Fakt czosnkiem troche jedzie, ale coz, zycie.
      • ubrana_prawda Prostak na Oxfordzie 05.04.11, 07:31
        Prymitywne są Twoje wywody hetmanwiechu. Patrzysz na te swoje studia przez pryzmat taniego wina, jedzenia, dziewczyn, sprzątaczek i papieru toaletowego. A gdzie meritum - merytoryczne przedstawienie wysokiego poziomu studiów na sławnym Oxfordzie. Chcesz zaimponować czytelnikom forum, bo mniemasz, że jak już studiujesz na Oxfordzie to ten fakt automatycznie legitymizuje twój rzekomo wysoki poziom ? Wyraźnie wypływają z ciebie kompleksy przywiezione na brytyjską ziemię z Polski - to wnoszę pod wpływem twojej pisaniny, obarczonej "wiktowo-opierunkową" retoryką. Wniosek nasuwa się automatycznie - casus hetmanwiechu dowodzi, że obracanie się na światowej sławy uniwersytecie nie gwarantuje przejęcia prestiżu i wysokich lotów wiedzy takiego miejsca. Do tego potrzebna jest indywidualna ciekawość świata i pęd do wiedzy. Samo zaliczenie prestiżowej uczelni nikogo intelektualistą, ani wybitnym uczonym nie uczyni.
        • hetmanwiechu Re: Prostak na Oxfordzie 06.04.11, 00:39
          Mylisz sie i popelniasz blad natury merytorycznej, nie dodajesz kontraargumentu tylko bluzgi.

          Kazda analiza porownawcza zbudowana jest na prostych lecz waznych fundamentach. Dyskusja na tym forum polega narazie na subiektywnej ocenie. Na przyklad: profesor nas nie szanuje, nie mam mozliwosci rozwoju, to sa argumenty opierajace sie nie na faktach.

          Dlatego postanowilem porownac szkoly w Polsce i na swiecie opierajac sie na faktach. Nigdy w Polsce nie studiowalem, wiec nie wiem jak jest.

          Zadaje wiec pytania:

          Na oxfordzie papier toaletowy jest. A u was? wedlug georga, trzeba przyniesc swoj.
          Na oxfordzie mam prysznic na 6 osob. A u was? 150, wedlug georga
          Na oxfordzie mamy fajne laski. A u was? Podobno nie.
          Na oxfordzie mamy wino wysokiej jakosci, ale w taniej cenie. A u was?

          Zadajac proste pytania mozna dojsc do wniosku gdzie jest lepiej.

          Na oxfordzie mamy wiele bibilotek i dostep elektroniczny do milionow publikacji (nigdy na oxfordzie nie kupilem ksiazki bo byly w bibliotece za darmo). A u was?

          itd itp

          Moze dalej jestem prostakiem wedlug ciebie, ale w prosty sposob potrafie porownac dwa systemy ksztalcenia, nie obrazajac tym innych.


          Pozdrawiam,
          Oxford alum

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka