sparker
06.04.11, 14:11
M.Migalski: „Może byłem naiwny, ale wierzyłem w przemianę prezesa” Rzeczpospolita 06.04.2011
Fragmenty programu „Strefa XXX” (Polsat):
- Tak, wierzyłem, bardzo wierzyłem – mówi europoseł Maniek Migalski. - Wierzyłem w te cuda prezesa, naprawdę, gdybym nie wierzył, nie byłbym teraz europosłem. (Wyciąga i pokazuje fotografie) To ja w redakcji, a to podwieszony pod sufit podczas programu „Po prostu komentuj”. Ja zwykły, skromny politolog i komentator polityczny skazany na średniactwo i zapomnienie. I nagle co? Stał się cud! Znalazłem się w Brukseli z super zarobkami.
- Panie pośle, czy wcześniej był pan świadkiem jakichś nadprzyrodzonych wydarzeń?
- Tak. Wkrótce po wstąpieniu do PiS byłem świadkiem pierwszego cudu. Jechaliśmy kiedyś z prezesem Kaczyńskim na spotkanie wyborcze i pod Głogowem zabrakło nam benzyny. Podjechaliśmy na stację, zatankowaliśmy do pełna. Pamiętam, że wyciągnąłem kartę żeby zapłacić, a prezes Kaczyński widząc moje zdenerwowanie, wziął ode mnie kartę VITAY i powiedział „Maniek, ja to załatwię, nie lękaj się”. Następnie z uśmiechem podał moją kartę pracownikowi stacji. Po kilku dniach okazało się, że z mojej karty nie zeszły żadne płatności , a wręcz przeciwnie, mam na koncie 500 dodatkowych punktów VITAY do wymiany na atrakcyjne nagrody. Cud!
- Rzeczywiście, co było potem?
- Następny cud stał się na moim blogu.
- Jak to?
- Nie wiem do dziś. To dla mnie tajemnicze wydarzenie. Już w godzinę po tragicznych wydarzeniach w łódzkim biurze PiS-u na moim blogu pojawił się wpis, że znaleźli się winni tego zamachu: byli nimi Kutz, Palikot i Niesiołowski.
- Czy był pan świadkiem przemiany prezesa Kaczyńskiego?
- Tak. Jeden jedyny raz widziałem przemianę prezesa Kaczyńskiego. Było to na zjeździe PiS w Truskolasach. Prezes powiedział „poczekajcie, chłopaki” i pobiegł, a właściwie pokicał w stronę pobliskiego zagajnika. Nie było go długo, zbyt długo. Byłem pełny najgorszych obaw, ale też jakiejś wielkiej nadziei, że biorę udział w czymś bardzo doniosłym. Nagle powietrze zafalowało, poczułem ostry zapach ozonu i z zagajnika wyszedł… no nie wiem, jak to określić… inny prezes, jakby z lekka poświatą. Świecił się po prostu, szczególnie na łokciach.
- Czy prezes coś powiedział?
- Tak. Dwa słowa. „Leki wziąłem”
- Próbował pan to sobie jakoś wytłumaczyć?
- Tak, wielokrotnie. Jednak doszedłem do wniosku, ze mój umysł tego nie ogarnia, ze jestem na to za głupi, w związku z czym wystartowałem do europarlamentu z listy PiS. Znów stał się cud, bo mnie wybrali. Po pewnym okresie owionął mnie taki unijny powiew niewiary i sceptycyzmu. Zanim się zorientowałem, już byłem świadkiem mojej własnej przemiany. Wynikła z niej moja niezależność i bezpartyjność. Aż sam się nią przyjemnie zdziwiłem. Następną fazą mojej przemiany było wstąpienie do PDF – Partii dla Fajnych, założonej przez Aśkę Klusikową. Teraz mi dobrze. Nie rozumiem tylko tych, którzy wypierają się tego, co widzieli.
- Czyli co? Widzieli, a nie uwierzyli?
- Właśnie tak. Aśka Klusikowa widziała przemianę, a teraz przeprasza za brak cudów. Ja tego nie rozumiem, jeśli mam do wyboru być podłym albo chamskim, to wybieram być podłym. PDF (Partia dla Fajnych) jest dla rozczarowanych brakiem cudów, a ja nie wiem co ze mną będzie, bo naprawdę szczerze wierzyłem w tę przemianę.
Reklama Google
19 zł za Kolekcję „Cuda Jarosława Kaczyńskiego”