Tato chory? Może umrzeć? Dziecko najważniejsze!...

02.07.11, 22:38
Wspaniały pomysł! Gdyby był OBOWIĄZEK poświęcenia życia ojca na potrzeby chorego dziecka, dyskusji by nie było! Sam jestem ojcem czwórki kochanych dzieciaków (loguje się z konta żony - to dla tropicieli fałszywych tożsamości) i chętnie deklaruję, że oddał bym za nich życie, ale nie wiem, jakbym się czuł, gdyby moje dziecko potrzebowało jakiegoś witalnego organu - ja wiem? Serca? - i na mocy prawa tylko do obcego ekarza należała by decyzja, że pobrane zostanie moje serce. I nie chodzi o moje poświęcenie - chodzi o to, że ktoś za mnie podejmie decyzję o moim poświęceniu...
Jestem pewien, że takie rozwiązanie spotkało by się ze sprzeciwem i oburzeniem. Bo nie dotyczyło by TYLKO kobiet. Brawa dla autorki!
    • best.dezynwoltura Tato chory? Może umrzeć? Dziecko najważniejsze!... 03.07.11, 15:12
      BRAWO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • obywatelka_demokratka Tato chory? Może umrzeć? Dziecko najważniejsze!... 03.07.11, 19:45
      Brawo!!!!!!
    • tytanya Tato chory? Może umrzeć? Dziecko najważniejsze!... 03.07.11, 21:48
      Doskonały komentarz!
    • heterofob2 zgadzam się, ale 04.07.11, 00:55
      Zgadzam się bezgranicznie, ale z jednym poważnym zastrzeżeniem: zakazu aborcji chcą nie tylko mężczyźni, ale także kobiety, i to w proporcjach stawiających pod znakiem zapytania demagogiczną argumentację typu "gdyby mężczyźni zachodzili w ciążę..."

      Argument, że osoba opowiadająca się za zakazem aborcji powinna oddać organ potrzebującemu dziecku, odnosi się w jednakowym stopniu do mężczyzn i do kobiet.

      ----


      - Córeczko! Ludzie opowiadają, że to i tamto, a tak naprawdę chodziło o usunięcie zygoty, czyli iluśtam komórek, z których nie wiadomo, co będzie. Z jednych zygot rozwija się płód, z innych nie, tak samo jak wcześniej jedna komórka jajowa dojrzała, inne nie. No więc gdy starałam się o aborcję, to chodziło nie o ciebie, lecz o jedną z takich zygot. Ta zygota nie była tobą. Zaczął tobą być płód po tym, gdy rozwinął się układ nerwowy na tyle, żeby zacząć odbierać bodźce. Gdybym zdołała usunąć ten płód (aby ratować oczy), nic by ci się nie stało: nie urodziłabyś się tu i teraz, ale urodziłabyś się u innej mamusi. Opierzony Wąż Kecalkoatl wyjąłby twoją duszyczkę z tego usuwanego płodu i włożył do innego. Zresztą prawdopodobnie przeniósł cię nie raz: do mnie trafiłaś wtedy, gdy płód innej kobiety obumarł. Kocham cię i zawsze cię kochałam, odkąd istniejesz. Nigdy bym cię nie dała skrzywdzić.
      - Wiem, mamo! Wierzę ci. Kocham cię.
    • ostra_siostra Ciekawostka 04.07.11, 12:16
      Wątek dotyczący praw reprodukcyjnych i nie ma głosów panów chcących zmuszać kobiety do tracenia zdrowia lub życia? Niebywałe! Czyżby nagle panowie przestraszyli się, że sami też musieliby się poświęcić, a nie tylko próbować rozkazywać kobietom?
Pełna wersja