alakyr
31.08.11, 21:08
Czegoś tak bzdurnego dawno nie czytałem, zaczyna się od peanów na cześć wspaniale przeprowadzonej transformacji, bez wnikania w szczegóły oczywiście a dziś już dobrze wiemy co było spaprane i to często nieodwracalnie. Na ten temat ani słowa ponieważ neoliberalna strategia transformacji kontynuowana jest przez obecny rząd, który autor wspiera z całych sił, nawet za cenę śmieszności.
Następnie autor przedstawia tabelę z wspóczynnikami mającymi dowodzić tezy jak szybko Polska rośnie. Trochę znam się na sprawozdawczości i gdybym tego rodzaju analizę np. sprzedaży przedstawił w firmie pewnie długo bym niepopracował.
Nie prościej byłoby przedstawić dane w cyfrach bezwzględnych np. w $ lub EUR po uwzględnieniu różnic wynikających z siły nabywczej? Poza tym autor bieże do porównań dane z 1990 roku, dla starej Europy one coś mówią dla nowej już nie bardzo. Wiele firm jeszcze coś sprzedających za chwilę przestanie istnieć, zniesiono cła, Polskę zalała fala importowanych towarów. Ja bym do porównań wziął np. rok 1995 kiedy sytuacja ekonomiczna była bardziej klarowna. No ale nie o rzetelność autorowi chodzi w tym tekście.
No i dopiero pod koniec artykułu dowiadujemy się że z faktu wzrostu PKB niekoniecznie korzysta społeczeństwo, nie ma bezpośredniego przełożenia wzrostu PKB na poziom zamożności społeczeństwa. Że w PKB na głowę może dogonimy Niemcy za 15 lat /ciekawe jakie atutor wziął założenia?/ ale w poziomie zamożności to chyba nigdy.
A wysokim PKB chyba się nie najemy ani nie kupimy mieszkania.