nbs_r
19.10.11, 08:49
Problem jest nie w rodzaju testow a w samych egzaminach.
Cokolwiek by nie robic, egzaminy zawsze beda albo za bardzo syntetyczne ("testomania") albo niesprawiedliwe (egzaminy na "rozumowanie" czyli test na inteligencje lub, co gorsze, na wiedze, ktora nie zostala przekazana).
Od przekazywania doglebnej wiedzy i sprawdzania tego wynikow sa lekcje. Tylko wtedy nauczyciel ma wystarczajaco duzo czasu by wyjasnic "co, jak, dlaczego", wykryc problemy i je skorygowac. I to dziala calkiem niezle dopoki nie zacznie sie nakladac sztucznych ograniczen w postaci np. egzaminow. Bo jesli o sukcesie ucznia decyduja nie oceny zebrane w ciagu roku, a wynik jednego koncowego egzaminu, to cala edukacja idzie w kat i zaczyna sie nauka zdawania egzaminow (testow, quizow, zadan itd.). Moim zdaniem zamiast egzaminow powinno sie po prostu brac srednia ocen i skupic sie na samym nauczaniu bo ostatecznie tylko to sie liczy.
Egzaminy koncowe nie tylko wypaczaja sens calej edukacji ale tez maja watpliwa wartosc jako miara dokonan ucznia. Jedyny z nich "pozytek" to wyrownywanie (niestety w dol) jakosci nauczania poszczegolnych szkol ale to przeciez powinno byc robione nie przez nakladanie wymagan na ucznia lecz na szkoly i nauczycieli.