gnom_opluwacz 19.11.11, 19:32 Uff, jak to dobrze, że tylko prawica używa "skażonego" języka. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
ibsen82 Jak rozmawiać, żebyśmy się nie zabijali? 19.11.11, 19:42 palecwkompocie.blox.pl/2011/04/Ofiara-political-corectness.html poprawność polityczna fałszuje rzeczywistość Odpowiedz Link Zgłoś
dean08 Re: Jak rozmawiać, żebyśmy się nie zabijali? 19.11.11, 22:26 - Ja bym powiedział nawet ostrzej: używanie odpowiednich słów sprawia, że się nie zabijamy, unikamy wojen - mówił Wolton Pewnie jakby Hitler mówił tylko, że ma problem z nadmiarem różnorodności kulturowej w Niemczech to by Holocaustu nie było. Wiara w magię jest nader silna... Odpowiedz Link Zgłoś
adamantia Jak rozmawiać, żebyśmy się nie zabijali? 23.11.11, 11:46 !! Twitter, nie Tweeter... Odpowiedz Link Zgłoś
joseph.007 Jak rozmawiać, żebyśmy się nie zabijali? 23.11.11, 12:30 Osoby czarnoskóre w Polsce natomiast wielokrotnie zwracały uwagę, że nie chcą być nazywane Murzynami, ponieważ to słowo powszechnie kojarzone jest z rasizmem - zauważyła Graff. - Jest więc bez sensu upierać się przy tym określeniu. Z „Murzynem” w ogóle apostołowie politpoprawności, importowanej z posthippisowskiej kultury anglosaskiej, mają poważny problem. W jezykach krajów (post)kolonialnych, które w dawnych czasach masowo eksploatowały murzyńskich chłopów lub niewolników – jak Wielka Brytania w koloniach czy USA u siebie – rzeczywiście praktycznie nie było na Murzyna określenia, które nie miałoby automatycznie wydźwięku obraźliwego (z osławionym „Nigger” na czele). Tymczasem w Polsce, która nigdy afrykańskich kolonii nie miała, słowo „Murzyn” (ze staropolskiego „Maurzyn”, czyli po prostu mieszkaniec Krainy Maurów, tj. Afryki – analogicznie do „Moskwicin”, „Węgrzyn”, „Tatarzyn” itp.) na określenie rzadko widywanego przybysza z dalekich krain przez całe wieki miało charakter całkowicie neutralny i nie wartościujący. Dowody? Po pierwsze, słowo to było bez najmniejszego problemu ani kontrowersji aż do bardzo niedawna używane także przez najbardziej zagorzałych bojowników o równość rasową i antydyskryminację. Po drugie, nawet w potocznej mowie brak właściwie negatywnych skojarzeń związanych z „Murzynem”, a te które są – jak „Murzyn zrobił swoje, Murzyn może odejść” czy „Wynająć Murzyna do roboty” – mają raczej wydźwięk współczujący wobec kogoś bezlitośnie wykorzystywanego. Po trzecie, nie rażą w mowie ani piśmie zestawienia pojęciowe typu „piękna Murzynka” czy „szlachetny Murzyn”. Po czwarte i najważniejsze, jakoś nie wyobrażam sobie, żeby ktoś chciał obrazić kogoś czarnoskórego epitetem: „Ty Murzynie!” To brzmi raczej śmiesznie (bo i kto by się obraził za np. „Ty Polaku!”); wszyscy zresztą chyba znamy ze słyszenia obelgi, jakimi w tym celu posługuje się rozmaita chamota – żadna z nich nie brzmi „Murzyn”… Cóż, kiedy jak wiadomo, jeśli rzeczywistość nie zgadza się z ideowymi założeniami, to dla zawodowych zmieniaczy świata jest to oczywistym dowodem na nieprawdziwość rzeczywistości… Skoro w tradycyjnym języku angielskim nie ma na czarnoskórych określenia neutralnego, a są tylko obraźliwe – to znaczy, że tak jest we wszystkich językach. A skoro we wszystkich – to i w polskim. A skoro tak, to znaczy że słowo „Murzyn” jest jednak obraźliwe, tylko trzeba uświadomić o tym fakcie wszystkich którzy dotąd tego nie wiedzieli – C.B.D.O. No i tak zaczyna się zastępowanie „Murzyna” np. „Afrofrancuzomoskwowarszawiakiem” (to jest, wedle mego rozeznania, poprawne politycznie określenie czarnoskórego Francuza, który właśnie przeprowadził się z Arbatu na Mokotów ;) Oczywiście jest to bezskuteczne, a przy tym ośmiesza nie tylko samą akcję, ale niejako przy okazji i całą walkę z rasizmem hurtem… Dziwne, że nie mogą tego pojąć Polacy, w których kraju przez dziesięciolecia usiłowano nazywać brutalny zamordyzm „demokracją socjalistyczną”, piszczącą biedę „przejściowymi brakami w zaopatrzeniu”, a strzelanie do demonstracji własnych obywateli „obroną narodu przed kontrrewolucją” – i jakoś nie bardzo się te próby przyjęły. Chyba rzeczywiście jest trochę tak jak stoi w omawianym artykule – dorosło już całe pokolenie, które nie pamięta cenzury i nie ma świadomości, że jest ona złem także wtedy gdy jej twórcom przyświecają szlachetne intencje; na własnej skórze zaś dopiero musi się przekonać, że urzędowa zmiana nazwy jakiegoś zjawiska (i karanie sądowne za używanie poprzedniej) nie zmienia faktycznie obiektywnej rzeczywistości, a już na pewno nie na lepsze. Odpowiedz Link Zgłoś