oldnick5
01.12.11, 19:37
Warszawa, 25 listopada 2010
Pan
Bronisław Komorowski
Prezydent
Rzeczpospolitej Polskiej
Wielce Szanowny Panie Prezydencie,
Jako obywatel uważający się za patriotę oraz po prostu jako człowiek, uprzejmie proszę Pana o abolicję dla Wojciecha Jaruzelskiego, Czesława Kiszczaka i pozostałych osób oskarżonych przez IPN w związku z wprowadzeniem stanu wojennego.
Uważam, że za takim rozwiązaniem przemawia szereg względów historycznych, politycznych, prawnych, społecznych i humanitarnych.
Po pierwsze, nie da się udowodnić, że stan wojenny nie został wprowadzony również w celu ochrony Polski przed interwencją ZSRR.
Po drugie, nie da się udowodnić, że stan wojenny nie został wprowadzony również w celu ochrony Polski przed wojną domową.
Po trzecie, stawiając zarzuty prawne o kierowanie "zorganizowanym związkiem przestępczym o charakterze zbrojnym", młodzi prokuratorzy IPN zdają się w ogóle nie rozumieć, czym była historyczna PRL - państwo, wedle dzisiejszych kryteriów, od początku do końca nielegalne. Rozumieć to powinni jednak ludzie, którzy dziś sprawują władzę, a urodzili się w latach czterdziestych i pięćdziesiątych.
Po czwarte, zawierając i konsekwentnie wypełniając porozumienia Okrągłego Stołu, Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak walnie przyczynili się do powstania demokratycznej niepodległej Polski.
Po piąte, karne ściganie autorów stanu wojennego po upływie trzydziestu lat od jego wprowadzenia i dwudziestu lat od odzyskania wolności wygląda bardziej na zemstę niż na sprawiedliwość - szczególnie gdy ściga się schorowanych osiemdziesięciolatków, za którymi nie stoi już żadna siła.
Po szóste, zdecydowana większość społeczeństwa nadal uważa, iż wprowadzenie stanu wojennego było słuszne. Od lat wyraziście dowodzą tego sondaże różnych ośrodków socjometrycznych. Pomijać ten fakt, to poniekąd lekceważyć własny naród.
Po siódme, żaden sądowy proces, zwłaszcza prowadzony kilkadziesiąt lat po fakcie, nie ustali jednej absolutnej prawdy o stanie wojennym. W pamięci milionów rodaków, którzy przeżyli to tragiczne wydarzenie, na zawsze pozostaną miliony prawd osobistych - w dużej mierze wspólnych, lecz przecież także istotnie różnych. Różne poglądy na sprawę mają także profesjonaliści. Historia wskazuje, że tego typu różnic usunąć się nie da.
Po ósme, polityka różni się od wojny między innymi tym, że dziejowy zwycięzca nie musi zabijać pokonanego. Uważam, że ogłoszona przez Prezydenta Rzeczpospolitej w 2010 roku abolicja wobec Wojciecha Jaruzelskiego i pozostałych przy życiu twórców stanu wojennego z 1981 roku byłaby w pełni zgodna z etosem "Solidarności", z której wywodzą się ludzie rządzący dziś Polską.
Jestem gotów szerzej uzasadnić te tezy w publicznej dyskusji. Wymagałaby ona konkretnego miejsca, udziału przedstawicieli głównych stron sporu oraz przestrzegania formalnych i merytorycznych reguł rozmowy. W wolnej Ojczyźnie takiej debaty dotychczas nie było - a szkoda, gdyż naszym dzieciom mogłaby ona przynieść jedynie pożytek. Tak jak abolicja, o którą Pana Prezydenta solennie proszę.
Z głębokim respektem i dobrymi życzeniami
Stanisław Remuszko
* * *
Przedkładając załączony apel, uprzejmie informuję, że trzy i pół roku temu - 25 kwietnia 2007 - w Kancelarii Prezydenta RP złożyłem (za pokwitowaniem) identyczny co do kropki list adresowany do Lecha Kaczyńskiego. O ile wiem, trafił on od razu ad acta; w każdym razie nie dostałem nań żadnej odpowiedzi.
Cała historia jest opisana na mojej stronie internetowej, a także w książce "Wariacje obywatelskie" na stronach 213-218.
Wiem, że demokratyczny prezydent nie jest monarchą absolutnym i - formalnie rzecz biorąc - nie może zwolnić obywateli od odpowiedzialności karnej bez wcześniejszego przeprowadzenia odpowiednich procedur. Ja jednak nie sugeruję Panu Prezydentowi żadnych konkretnych rozwiązań prawnych, a słowa "abolicja" używam w charakterze symbolu, który oddaje tenor mej patriotycznej intencji. Przypuszczam, że gdyby wystąpił Pan w tej sprawie ze swoją własną polityczną inicjatywą - z cichym westchnieniem ulgi poparła by taki pomysł zdecydowana większość społeczeństwa i dałoby się dla jego urzeczywistnienia znaleźć stosowne parlamentarne rozwiązania legislacyjne.
Rzecz jasna, zdaję sobie sprawę z wrzawy, jaka musiałaby się wtedy również podnieść. Jako żywy obserwator naszego życia publicznego odnoszę jednak wrażenie, że - w statystycznym bilansie ostatniego dwudziestolecia - z roku na rok szczęśliwie spada zarówno liczba, jak i odsetek moich rodaków zainteresowanych bezwzględnością dziejowych personalnych rozliczeń. Wierzę, że odważny i wytrwały prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Bronisław Komorowski, który doskonale rozumie potrzebę narodowej zgody ponad podziałami, znajdzie niejeden sposób, by wesprzeć ten dobry proces przemian obywatelskiej mentalności.
Stanisław Remuszko
www.remuszko.pl/abolicja