prawie_bezrobotny
31.12.11, 10:52
Tak jest.
Religijność jest żywa w obszarach ubóstwa, gdzie służy iluzją lepszego życia.
Ale jak się standard życia trochę poprawia, znaczna część ludzi zauważa, że to się dzieje nie za sprawą modlitw, lecz konkretnych czynników i przedsięwzięć.
Świąteczne spotkania rodzinne też stają się krępujące. Jednemu się wiedzie lepiej, drugiemu gorzej. Czuje się fałsz, gdy brat lepiej sytuowany życzy biedniejszemu bratu lepszego roku, ale nie zamierza się do tego przyczynić, żeby mu się poprawiło. Wobec tego następnym razem uniknie tego skrępowania i hipokryzji zarazem wyjeżdżając po prostu na święta na Teneryfę, do Egiptu, względnie do Zakopanego albo Wisły.
I to nie jest wg mnie efekt laicyzacji zamierzonej przez jakieś ciemne siły, lecz zwyczajny proces usamodzielniania się człowieka.