martazmijka Jedno jest pocieszające... 02.01.12, 11:51 Nie chcę oceniać rodziców ani tego co zrobili. Artykuł jest kiepski i zdecydowanie nie wyczerpuje tematu. Pocieszające jest to, że z wypowiedzi na tym forum wynika, że jest mnóstwo ekspertów w wychowywaniu dzieci, rozwiązywaniu ich i swoich z nimi problemów, a tym samym kandydatów na rodziny zastępcze. Więc miejmy nadzieje, że Ania (jak i inne dzieci) szybko znajdzie nowy dom i wyrośnie na ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Re: Jedno jest pocieszające... 02.01.12, 11:58 Ocena jest tylko jedna: miażdżąca. Rodzice nadają się do dołu z wapnem, a nie na opiekunów, nie powierzyłbym takim nawet psa. Było miło, ale się skończyło, bo się zrobiło nieprzyjemnie. Serce by mi pekło, gdybym miał wsadzić dziecko do samochodu i odstawić do bidula, który jawi mi się jako najgorszy koszmar koszmarów. To jak wyrok śmierci, bo znamy realia bidulów. Odpowiedz Link Zgłoś
kerkopithekion dzięki trollu :) 02.01.12, 13:15 dzięki za wszystkie twoje posty, trollu_bagienny doskonale rozumiesz o co tu tak naprawdę chodzi, rzadko się zdarza taka empatia (jak widać choćby tutaj na forum) rozumiem że to jest wynik twoich własnych doświadczeń z dzieciństwa... przeżyłeś koszmar, ale (za co cię podziwiam, powaga) potrafiłeś wyciągnąć z tego bardzo dojrzałe i mądre wnioski twoje dzieci mają fantastycznego tatę (choć cena, jaką tata kiedyś zapłacił, była niewspółmiernie wysoka) zgadzam się z każdym słowem w twoich postach i tylko dorzucę jeszcze jeden argument (oczywiście bazując tylko na skąpych info z artykułu) - "rodzice" zastępczy praktycznie odrzucili ofertę terapii to bardzo znamienne Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Dzięki za wsparcie! 02.01.12, 13:48 Moje życie to bajka w porównaniu z egzystencją dzieciaków w bidulach i rodzinach "dysfunkcyjnych", jak to lubią nazywać psychologowie i pedagodzy (których nota bene uważam za największych wrogów dzieciaków i ich rodziców - potrafią tylko gadać wytarte banały wyczytane w książkach innych teoretyków życia), było bajecznie cudowne, ale wyłącznie od strony materialnej. Strona emocjonalna to pustka albo przenikliwy smutek. Babcia straszyła mnie bidulem, do tego cały czas dawano mi do zrozumienia, że robi mi się wielką łaskę, że mogę żyć "w normalnym domu". Takie dzieciństwo powoduje, że człowiek nie lubi się narzucać, przeprasza, że żyje itd. Co do "naszej Ani", obawiam się, że czeka ją smutna egzystencja w sierocińcu, bo teraz każdy urzędnik będzie się obawiał podjęcia decyzji w sprawie umieszczenia jej w nowej rodzinie, żeby nie skrzywdzić jej jeszcze bardziej. Pewne jest to, że dziewczynka straciła poczucie stabilizacji i gdyby w ten sposób, co jej matka, postąpił ktoś z mojej rodziny, nie chciałbym mieć z taką osobą nic wspólnego. Nic takich ludzi nie różni od tych, co to jadąc na wakacje, przywiązują psa w lesie do drzewa na pewną śmierć. W przypadku tego dziecka chodzi o śmierć emocjonalną. Człowiek tak zraniony nie chce kochać ani być przywiązanym, żeby znowu nie poczuć odrzucenia, może już tylko i wyłącznie chłodno kalkulować, żeby przetrwać. Odpowiedz Link Zgłoś
kerkopithekion bardzo mądrze piszesz 02.01.12, 15:09 takie odrzucenie jest rzeczywiście jak amputacja - człowiek staje się niezdolny do miłości, przestaje ufać i najpewniej już nigdy nikomu nie zaufa i jeszcze fajnie że wspominasz o tych psach przywiązywanych gdzieś w lesie przed wyjazdem na wakacje - mam takiego psa w domu, blizna na szyi zostanie już na zawsze... podobnie jak strach przed wszystkim (na szczęście z wyjątkiem domowników, czyli mnie i mojej córki) ja miałam dzieciństwo absolutnie cudowne pod względem emocjonalnym, choć byłam sama z mamą (więc raczej nie opływałam w dostatki) ale wydaje mi się że sporo rozumiem i empatii też mi nie brakuje (w końcu tłukę się już po tym świecie prawie 60 lat, sporo przeżyłam, sporo widziałam i z samodzielnym myśleniem też jakoś nigdy nie miałam problemów ;) ) więc aż mi skóra cierpnie na myśl o tym, co ty przeżywałeś jako taki nikomu niepotrzebny dzieciak trzymany z łaski przez własną rodzinę, brrr i jeszcze: pełna zgoda co do wartości psychologów i pedagogów - może gdzieś istnieją myślący i wartościowi przedstawiciele tych profesji, ale reszta skutecznie ich zagłusza swoją drogą to ciekawe jak wielu psychologów ponosi totalną porażkę wychowując własne dzieci, sama znam kilka takich przypadków i na marginesie: coś często w tym wątku powołują się ludzie na Pismo święte itd. - zastanawia mnie tylko (jako ateistkę z wyboru od 35 lat), czy naprawdę w Piśmie św. można znaleźć tylko argumenty na poparcie postępowania tych "rodziców" zastępczych, ani słowa nie ma tam o takich "Aniach"...? Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: bardzo mądrze piszesz 03.01.12, 15:36 Nistety NIE pisze mądrze - ma skrzywiony świat z powodu własnych kompleksów i własnych przeżyć. Jak widze ty też miałaś problemy i twóje spojrzenia świata jest mocno jednostronne -identycznie skrzywione jak trolla. Odpowiedz Link Zgłoś
szerszen0 Re: Dzięki za wsparcie! 03.01.12, 00:49 trolu bagienny musisz mi uwierzyć na słowo, że doskonale Cię rozumiem (chociażby wspomnienia z prezentem z Wigilii- ja dostałam książeczkę z zagadkami, ale...już rozwiązanymi przez córkę żony mojego ojca-bo po 1.ta córka nudziła się, a po 2.cyt"i tak pewnie miałabym problem z rozwiązaniem większości zagadek";) ) ale moje odczucia są inne - Ania sobie poradzi, dzieci są silne bardzo żal mi rodziców zastępczych- przyznanie się do bezsilności i porażki po 6,5 roku wychowywania dziecka,to musi być trudna decyzja. To nie jest ironia, naprawdę takie mam odczucia. Odpowiedz Link Zgłoś
prawdziwy_ewelina22 Re: Jedno jest pocieszające... 02.01.12, 13:24 drogi trollu bagienny, zapewne jesteś bezrobotny i na garnuszku podatników (w tym mnie), sądząc po ilości twoich wypowiedzi w tym wątku. Skoro jesteś taki o niebo lepszy od tych nieszczęsnych rodziców nieszczęsnej Ani, to zacznij nie mówię od razu brać do domu, ale odwiedzać chociaż jedno jedyne dziecko w DD na dobre i na złe, zanim choć jeszcze raz przemówisz w necie w podobnej sprawie. Zalecam ci też lekturę Nowego Testamentu. Co by nie mówić o obłudnych katolach, NT zawiera jedno zdanie: "Kto z was jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień." Zdanka tego nie był w stanie przebić, ani Budda, ani Allach, ani inny prorok. Ty zdaje się powyżej życzyłeś tej rodzinie dołu z wapnem to o wiele więcej niż kamień. Rozumiem, więc trollu bagienny, iż jesteś więcej niż bez grzechu rozumianego zgodnie z jakimkolwiek swiatopoglądem, tak? Twoja krzywda prawdziwa czy urojona doznana kiedykolwiek nie upoważnia cię do szczucia na ludzi, o których przeczytałeś nasmarowane kilka linijek. 200 lat temu specjalizowałbyś się w paleniu czarownic na stosie. Pozdrawiam i w nowym roku życzę ci tego samego czego życzysz innym Odpowiedz Link Zgłoś
kerkopithekion Re: Jedno jest pocieszające... 02.01.12, 13:28 rozumiem że ty, jako osoba "bez grzechu", właśnie "rzucasz kamień" how perfectly charming Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Boże, zagrzmij wreszcie! 02.01.12, 13:57 Durna babo! Skoro tak się rozliczamy z czasu spędzonego w sieci, to polecam ci film "Dzień świra", w którym główny bohater tłumaczy reszcie oszołomów twego pokroju, że życie to nie jest szychta w kopalni od 6 do 14 i kolejne zmiany; z twoich wypowiedzi można wywnioskować, skoro już mamy czas na złośliwości, że jesteś opóźnioną intelektualnie i społecznie kurą domową na garnuszku małżonka, który zaiwania na kilku etatach, żebyś mogła pierdzieć w fotel i wysmarowywać takie głodne kawałki w przerwie na jakiś serial, lekturę pisma dla gospodyń domowych albo wyciąganie cyca względnie ruszenie tyłka w celu odebrania licznej progenitury z przedszkola lub szkoły. To tyle moich wrażeń. Rusz opasłe dupsko, które ledwo wciska się w dżinsy i przejdź się do najbliższego domu dziecka, powiedz, że chcesz sobie odwiedzić jakieś dziecko, a pokażą ci środkowy palec obojętnie której ręki. To nie galeria handlowa, żebyś sobie robiła window shopping względnie Kinder-Spaziergang, żeby potem koleżankom przy kawce opowiedzieć, jaka to jesteś dobra, bo dzieciakom z bidula lizaki za zetę kupiłaś. One mają takie ciocie od przypadku do przypadku głęboko w dupie. Odpowiedz Link Zgłoś
satelitka1 Re: Jedno jest pocieszające... 03.01.12, 00:38 zapomiałeś o jednym - "rodzice" zastępczy SWIADOMIE wzięli to dziecko z sierocińca - więc mogli spodziewać się problemów, byli z pewnością też szkoleni jak sobie z nimi radzić. Problem powstał - gdy urodziło się im kolejne - naturalne dziecko. I pewnie odeszla ochota na wychowywanie "obcego podrzutka". I nie nazywaj ich "nieszczęsnymi" - bo ofiarą jest dziecko - nie oni. I tak - dziecko to nie zabawka, tak samo jak piesek czy kotek ze schroniska zabawką nie jest. Jak się ktoś decyduje na takową opiekę - to nie po to by porzucać malucha gdy się znudzi opieką. I powiem ci - każdy jest lepszy od takich ludzi. Odpowiedz Link Zgłoś
comment.me Re: Jedno jest pocieszające... 03.01.12, 21:50 Każdy rodzic zastępczy który miał "trudne" dziecko powie ci jedno: tak, spodziewają się problemów już na wstępie, ale to z czym stykają się naprawdę bywa czasem tak trudne, zaskakujące, dziwne i straszne, że nie sposób sobie tego wyobrazić komuś kto tego nie przeżył. Cóż dopiero przewidzieć coś takiego i przygotować się na to. Rodzice zastępczy to tylko ludzie, są lepsi, są gorsi, niektórzy zawodzą, ale z tego nieszczęsnego artykułu nie wynika że dziecko się znudziło czy odeszła im ochota na kontynuowanie pracy z nim. Rodzice zastępczy, tak jak każdy przeciętny człowiek, nie są przygotowani do radzenia sobie z każdym możliwym przypadkiem zaburzeń. To co się stało jest tragedią, ale jeszcze większą byłoby trzymanie dziecka na siłę w rodzinie, która go nie chce, bo sobie z nim nie radzi. Wszyscy odnieśli by jeszcze większą krzywdę - a już teraz widać, że stał się poważny dramat. Odpowiedz Link Zgłoś
anasz Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 11:56 nie cyniczne oko, NIEEEEEEEEEEEEEE a gdyby to byla ich biologiczna corka? stawiam duzo, ze tez by jej sie pozbyli, może nie do domu dziecka, moze do babci, albo innych krewnych? Ale oddaliliby dziecko , bo nie spełniło ich marzen, i ich znajomym sie juz opatrzylo!!! moze teraz przygarna psa, albo dwa koty? zwierzat łatwiej sie pozbyc, jakby co. Odpowiedz Link Zgłoś
bergman1 to nie ludzie i dzieci im powinni odebrac!! 02.01.12, 11:59 pokazac ich ryje. Odpowiedz Link Zgłoś
cleryka Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:12 Mleko sie już rozlało!To tylko wina rodziców zastepczych.Malutkie dziecko ( 1.5 roczne) 6 lat wychowywane, kochane było,czy tylko karmione??? Katolicka Rodzinka! psia mać! Pani Henryka Krzywonos miała 8-ro dzieci,z czego 3-ka była z ogromnymi defektami zdrowotnymi...i nie oddała żadnego z nich.Kochała,leczyła i wychowała i wykształciła do pełnoletności. To jest wzór,jakich wiele,a Ci z artykułu,powinni sami chodzic wcześniej na terapię,za nim zdecydowali sie oddać 8letnie dziecko znów do" bidula". Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Pani Henia to anioł 02.01.12, 12:47 Nie dość miała problemów z władzą, to jeszcze przyjęła pod dach dzieci, na których krzyżyk położyła państwowa opieka. Jaka by nie była w polityce, matką jest wzorową, ciekawe, co by powiedziała rodzicom Ani? Chyba byłoby to niecenzuralne, bo pani Henia ma temperament. Odpowiedz Link Zgłoś
aguille Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 23:12 A co Pani wie o rodzixcielstwie zastepczym? Zapraszam do najbliższego domu dziecka,jest Pani w stanie podjąć sie opieki naj jakimkolwiek dzieckiem? byla Pani choć raz w domu dziecka? Wie Pani jak to wygląda? prosze sie zastanowić co i czdfy wogóle zrobiła pani dla ajakiegokolwiek porzuconego dziecaka, a dopiero później zabarać się do krytyki innych. Zadna tego typu sytuacja nie jest tylko biala lub tylko czarna. Ta dziewczynka powinna już dawno być ADOPTOWANA, ale prawo zeswalaa sedziom na decydowanie latami. A życie ze świadomością, że jest się dzieckiem niekochanym musi być okropna. Prosze sie zastanowić. Odpowiedz Link Zgłoś
mmechauchat Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:12 zwróćcie uwagę jaki to był ośrodek adopcyjny, pomyślcie jacy ludzie adoptują dzieci z katolickich ośrodków i już jesteśmy w domu :). poza tym : gdyby dziewczynka była chora psychicznie, trafiłaby do szpitala; jestem z kielc i znam tą sprawę Odpowiedz Link Zgłoś
1_monterro Ania 02.01.12, 12:13 chyba jej nie kochali jak córki, jeśli wypowiadają się o niej jak o nie swoim dziecku. może za duże koszty już przy 3 dzieci ? Na terapię też jakoś zapału nie mieli żeby chodzić. Przykre, szkoda dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
anke570 Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:19 Ciekawi mnie jeszcze jedna sprawa: co z dziećmi biologicznymi tych ludzi? One też mają, lub będą miały, jakiś pogląd na ten temat. Miały siostrę, ale rodzice ją oddali, i już nie mają. Jak ludzie tłumaczą pozostałym dzieciom takie decyzje? Czy liczą się z ich lękiem? Może one też będą się bały, że zostaną oddane. Czy może ktoś uczy biologiczne dzieci pogardy dla tych "wypożyczonych"? To też jest jakiś wzorzec zachowania dla nich-to, co nie pasuje do koncepcji, należy usunąć z pola widzenia. Ale emocjonalnie-w całej tej rodzinie na zawsze zostaje ta dziewczynka i to,co zrobiono. Nie ma tak, że dziecko się odda i "nic się nie stało". Każdy z nich będzie miał ją w pamięci. Odpowiedz Link Zgłoś
aurita Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:32 Poruszasz bardzo ciekawa kwestie: Ania podobno straszyla mlodsza dziewczynke oddaniem ale rodzice wprowadzili to w czyn... Co myli pozostala dwojka dzieci, ze Ani juz nie ma, ze została oddana jak niepotrzebny przedmiot? Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:54 Oliwa sprawiedliwa. Może za latek parę, biologiczne dzieci podobnie potraktują starych już rodziców, jak ci potraktowali tę przysposobioną dziewczynkę. To by była dla nich dobra kara od losu i własnych dzieci. Co do dzieci "naszych" i "cudzych" - dzieciaki są cwane, przykładem tego jest moja siostra przyrodnia, która, nie mając argumentów w sporze ze mną mawiała: "jak w końcu pojedziesz od nas do swojego domu (wychowywała mnie babcia) to tata i tak zrobi, jak ja chcę". Nawet dziś, po latach, nie mam w domu rodzonego ojca choć jednej własnej szuflady, a jego żona kazała mówić moim córkom na siebie "ciociu". To boli. Odpowiedz Link Zgłoś
comment.me Re: Ania znów bez rodziny 03.01.12, 21:57 Wiesz, tak czytam twoje posty i z jednej strony współczuję przeżyć, ale z drugiej widzę że przesłaniają ci one możliwość obiektywnej oceny. Choć ten artykuł jest naprawdę bardzo powierzchowny, to już obrzuciłeś obcych ludzi epitetami, przypisałeś im rozmaite najgorsze motywacje no i chyba za bardzo widzisz w Ani dawnego małego siebie. Ja myślę - i piszę to bez złośliwości - że powinieneś to wszystko przepracować, bo chociaż masz własną rodzinę to ten zapiekły żal cię nadal gryzie i niszczy od środka. Niepotrzebnie się męczysz, a przy takich okazjach jak ta, dodatkowo też nakręcasz i rozsiewasz negatywne emocje. Kto wie czy mimowolnie nie przekazujesz jakichś lęków swoim córom. Radzę, przemyśl to. Odpowiedz Link Zgłoś
bombalska Dzieci moje i nie moje 02.01.12, 12:20 Mi sie wydaje, ze konfiguracja adopcyjna "adoptowane starsze + moje mlodsze" to trudniejszy wariant. Lepiej, jesli albo nie ma w ogole wlasnych, albo sa one starsze. Bo wowczas niejako rowniez sprawuja opieke nad adopcyjnymi. Ostatecznie dziecko adopcyjne ma juz ryse na psychice i wymaga wiekszej atencji i wyrozumialosci, niz dziecko wychowywane od poczatku w dobrych relacjach. Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Re: Dzieci moje i nie moje 02.01.12, 12:40 To potwornie trudna sprawa oceniać jaka konfiguracja jest lepsza i dla kogo. Nie chcę oceniać i wypuszczać srogich wyroków, jak czyni tu większość. Być może sytuacja nie była do udźwignięcia, być może były jakieś sprawy, o których postronne osoby, czytelnicy mało głębokiego i niewnikliwego tekstu nigdy się nie dowiedzą. Może by jeszcze szukać przyczyn w przygotowaniach do roli bycia rodziną adopcyjną/zastępczą... Z moich doświadczeń wynika, że bardzo dużo uwagi poświęca się sprawom materialnym i różnym wymogom natury formalno-prawnej, a może za mało tej najistotniejszej. Mnie wpędziły w dołek pytania o osobny pokój dla dziecka, bo moje (biologiczne) dzieci już miały. To, że z sypialni można zrobić w przyszłości pokój dla dziecka nie satysfakcjonowało szanownych opiniodawców. Rozstaw schodów, godziny pracy, wyniki w nauce biologicznych dzieci, cudowna karta zdrowia rodziców (każdy pobyt w szpitalu pod lupą)... Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Re: Dzieci moje i nie moje 02.01.12, 13:02 Przepraszam za porównanie, ale podobnie jest na stronach adopcyjnych psów i kotów. Wymagania typu: dom z ogrodem, żeby piesek się wybiegał albo dom bez dzieci, żeby kotek się nie stresował itp. I jaki efekt? Nie wziąłem żadnego zwierzęcia z adopcji, bo nawiedzione aktywistki animalsowe roszczą sobie nawet prawo do niezapowiedzianych odwiedzin, dziwne, że sprzedając mi psa za kilka stówek hodowca nie interesował się, czy mam warunki dla stworzenia (może to i nawet naganne). Podobnie jest z adopcją dziecka. Kolega próbował zaadoptować siedmiolatka (nota bene dziecko z wieloma schorzeniami typu: zez, niedosłuch itp.), ma willę, ogród, pieniądze, ale nie to jest przecież istotne. Liczy się zaangażowanie i więź z tym dzieckiem, które lgnęło do znajomego i jego żony, a procedury wlokły się miesiącami, gdyż panie odwiedzające dom dużo czasu poświęcały na analizę finansów rodziny, architekturę pomieszczeń i doradztwo w kwestii aranżacji wnętrz. Kolega odniósł wrażenie, że w całej puli pytań o pieniądze, promil stanowiły dociekania w temacie emocji i psychologii kandydatów na rodziców. Nieoficjalnie każdy pracownik ośrodka adopcyjnego to powie, że liczy się przede wszystkim stan majątkowy kandydatów. Dobro dziecka w oparciu o silną więź z potencjalnymi rodzicami jest sprawą drugorzędną. Odpowiedz Link Zgłoś
julian9 Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:24 Wiem jak to jest nie mieć mamy i taty. Opiekował się mną mój dziadek. Czytając ten artykuł na początku zrobiło mi się żal tej dziewczynki ale gdy zagłębiałem się dalej w treść artykułu to zacząłem sobie zadawać pytanie "po co oni wzięli tą dziewczynkę skoro mieli już dziecko i po ośmiu latach oddali ją?" Każde dziecko chcę być kochane a dzieci z domów dziecka czy innych podobnych ośrodków są gotowe zrobić wszystko by tylko z stamtąd wyjść. Myślę, że da się jeszcze naprostować tą dziewczynkę pod okiem psychologa lub psychiatry. Też trzeba dać jej dużo ciepła, troski i miłości. Jestem ciekaw jakie to ma problemy ta dziewczynka skoro zastępcza rodzina ją oddała? Odpowiedz Link Zgłoś
olaala0 Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:52 myślę , że jakie by te problemy nie były gdy się kogoś kocha robi się wszystko ,żeby pomoc tej osobie - uważam , że w tej rodzinie niestety miłości zabrakło Odpowiedz Link Zgłoś
bratstrach Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:29 Wydawało mi się, że nic mnie nie zaskoczy... Odpowiedz Link Zgłoś
misiowamama-2 Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:42 Ta rodzina zastępcza nigdy nie powinna się nią stać. Niestety dopiero po latach okazało się,że tak nie powinno się zdarzyć. Największy dramat przeżywa to dziecko... Rodzice zastepczy szybko "zapomną" ( o ile o czymś takim można zapomnieć), mają własne dzieci. A co z małą, którą los tak okrutnie doświadczył? Pomimo całych jej dolegliwości ( czy są czy ich nie ma) to dziecko zasługuje na rodzinę, miłość. Jak każde... Serce mie się ściska. Jak można być tak bezdusznym??? Odpowiedz Link Zgłoś
lfi Cyniczne oko. 02.01.12, 12:43 Nic tych ludzi nie tlumaczy. Zachowali sie po prostu nieludzko! Zal tego nieszczesnego dziecka, gdzie teraz w bestialski sposob beda doszukiwac sie wszystkich psychiatrycznych schorzen, aby jej sie pozbyc z ich rodziny. Tacy ludzie nigdy nie pwoinni byc rodzina zastepcza. Oczywiscie bywaja dzieci trudne ale w zwyklych rodzinach szuka sie pomocy dla nich u specjalistow. Specjalnych pedagogow, a nie porzuca w najtrudniejszym momencie ich zycia. Nadzieja dla tego dziecka jest, ze moze teraz znajdzie kogos, kto ja przyjmie do siebie dla niej samej. Odpowiedz Link Zgłoś
1_monterro Re: Cyniczne oko. 02.01.12, 12:56 dokładnie tak. nawet nie wypowiadają się o niej jak o swoim dziecku. Dziecko potrzebuje dużo miłości i cierpliwości. Odpowiedz Link Zgłoś
sylwia11022000 Zły dbór rodzin zastępczych 02.01.12, 12:57 Tu jest problem Bo argumenty typu jakby to było ich dziecko to by nie oddali ... No darujmy sobie- są rodzice co swoje własne oddają Jedyni do domów dziecka Inni do internatow, ośrodków wychowawczych Ile dzieci niepełnosprawnych trafi w takie miejsca - Tu - ta rodzina nie powinna przejść kwalifikacji - a powiedzenie za każda rodzina jest lepsza od domu dziecka jak widać się nie sprawdza. Dlaczego wogóle stali się rodziną zastępczą- może kasa - może taki pomysł na towarzysza zabaw dla własnego dziecka ? Ja znam rodzine która mając swoje dziecko stało się rodziną zastępczą dla dziecka ze sporymi problemami emocjonalnymi. Są przecudowni. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Angelina Jolie i jej dziecięca obsesja 02.01.12, 13:10 Kasa, kasa, kasa. Tu mamy przykład - Angelina Jolie i jej zamiłowanie do adoptowania dzieci różnych ras. Dlaczego? Bo za granicą łatwiej. Skapnie jakiś promil dochodów na dom dziecka w jakimś tam biednym afrykańskim państewku i gra muzyka. Dlaczego nie adoptowała żadnego amerykańskiego ani europejskiego dziecka? Bo nie przeszłaby nawet wstępnych kwalifikacji. Po pierwsze, oficjalnie nie ma męża, po drugie, miała problemy z nałogami i psychiką (słynne cięcie się, picie krwi i inne odpały), wywiad środowiskowy też pewnie nie wypadłby najlepiej - mało kto, poza paroma napalonymi kinomanami, ją lubi. Jest, delikatnie rzecz ujmując, dziwna. Ona, jak i wielu innych celebrytów, którzy adoptowali sobie dzieci z Afryki albo Azji. Są to ludzie, którzy sami mają problemy, non stop leżą na kozetkach psychoterapeutów, więc z punktu widzenia wymogów cywilizowanych ośrodków adopcyjnych, odpadają, a realnie niewiele są w stanie dać swoim podopiecznym, poza ogromnym majątkiem i miłością wynajętej niani. Ale kasa otwiera im drzwi także do adopcji. Czy to źle? Lepsze to niż śmierć głodowa albo niewolnicza praca w jakimś buszu albo pakistańskim burdelu. Odpowiedz Link Zgłoś
boksiedwa Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:55 Ja byłam wychowywana w rodzinie zastępczej w latach 80 . Niby było tam wszystko czego dziecko potrzebuje - były dobre ciuchy, fajne zabawki, słodycze, posiłki o ustalonych porach itp. ale nie było rzeczy najważniejszej - miłości i zrozumienia. Też był tam chłopiec młodszy ode mnie o 10 lat, urodził się w 2 lata po moim przyjściu. I od zawsze byl lepszy, mądrzejszy. ładniejszy. Ciągle słyszałam, że mogą mnie oddać do domu dziecka, że mam wszystko i nie umiem uszanować. A przecież dzieciakowi w szkole może się zdarzyć porwać ubranie, czy poplamić przy jedzeniu. O zepsutych okularach czy zgubionym kluczu będę pamiętała do końca życia bo usłyszałam wtedy niezły wygawor. Oni nie stosowali przemocy fizycznej, oni niszczyli psychicznie. Jeśli o cokolwiek prosiłam, że potrzebuję słyszałam, że przecież wszystko mam i co mi jeszcze może być potrzebne? Nie mogłam zapraszać koleżanek na urodziny czy imieniny, chociaż sama byłam do nich zapraszana. Nie dostawałam kieszonkowego. Ograniczyli mi kontakt z babcią do jednego spotkania w tygodniu bo rzekomo babcia mnie podburzała przeciwko nim i psuła ich pracę wychowawczą. Nie byłam zabierana na rodzinne uroczystości czy wspólne wczasy bo przecież nie należałam do rodziny. Zawsze byłam 5 kołem u wozu. Pani kurator, która przychodziła sprawdzać co się w rodzinie dzieje miała wmawiane, że wszystko co mówię to nie prawda bo mam bujną wyobraźnię. Najgorsze przyszło po podstawówce jak chciałam iść do liceum. Usłyszałam wtedy, że mam nie myśleć o maturze i studiach tylko skończyć zawodówkę i zarabiać na siebie bo nikt mi nie da. Wywalczyłam technikum, ale mimo zdanych egzaminów nie dostałam się do niego, bo było za dużo chętnych. Postawili na swoim wepchali mnie do handlówki, której i tak nie skończyłam. Wtedy też próbowali mnie oddać do domu dziecka, ale na szczęście procedury trochę trwały. Czekałam w pogotowiu opiekuńczym, z dziewczynami z rodzin patologicznych, które kradły moje książki, moje ciuchy. Nikt mnie nie bronił, nawet wychowawcy. Mając 17 lat udało mi się przekonać panią psycholog, że poradzę sobie w życiu i dostałam szansę na samodzielność. Odnalazłam starszego brata, który pozwolił mi u siebie zamieszkać. Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to zapisałam się do liceum wieczorowego, które bez problemów skończyłam. Dostałam się też na studia. I jakoś pomimo wszystkich czarnych przewidywań moich "rodziców zastępczych" wyszłam na ludzi. O nieudolności moich zastępczych rodziców może świadczyć fakt, że z rodzonym synem, mimo, że jest już dorosły też mają problemy. Szkoły żadnej nie skończył, poza podstawówką, ćpał i pił na umór. Wynosił im wszystko z mieszkania itp. Jeśli Ania trafi na kogoś kto ja zrozumie, nie będzie traktował jak zbędny przedmiot też ma szansę stać się wartościowym człowiekiem. Życzę jej tego z całego serca. Odpowiedz Link Zgłoś
tiuia Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:06 Podziwiam Cię - jesteś silną i mądrą kobietą. Oby Ani też się udało mimo przeciwności losu. Odpowiedz Link Zgłoś
lfi Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:44 Napewno sie uda! Ludzi szczerych i zyczliwych nie brak. Odpowiedz Link Zgłoś
krystin9 Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 17:57 tiuia napisała: > Podziwiam Cię - jesteś silną i mądrą kobietą. Oby Ani też się udało mimo przec > iwności losu. Ja też wierzę, że dziewczynka spotka kogoś normalnego, kto ma potrzebę dawania miłości.Kogoś, kto rozumie, że taka dziewczynka zawsze będzie czuła się "gorsza, porzucona".To jest straszne obciążenie psychiczne, nawet dla tych, którzy wychowali się w komfortowych warunkach Odpowiedz Link Zgłoś
anheja Ania znów bez rodziny 02.01.12, 12:56 nie ma to jak potraktowac, dziecko jak zabawke. Nie poradzili sobie z jednym dzieckiem to zabrać im reszte dzieci bo tez sobie nie dadzą rady. - Wejdz i zapoznaj sie z opisanym programem na tej stronie i zacznij zarabiac przy zwykłym siedzeniu przed komputerem Odpowiedz Link Zgłoś
lavinka Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:00 Tralalala, agresywna. Moja mać, mnie biologiczną córkę i swego biologicznego syna nie raz i nie dwa straszyła oddaniem do domu dziecka. Powody były tak błahe, że do tej pory nie wiem, jak jej to przyszło do głowy (np. miałam bałagan na biurku, albo z bratem jak to rodzeństwo się tłukliśmy na pięści). Po wielu rozmowach chyba zrozumiała, jakie głupoty wygadywała. Inna sprawa, że ja te teksty zlewałam, potrafiłam odpysknąć, że proszę bardzo niech mnie odda, ciekawe co babcia na to powie. Wbrew pozorom skutkowało. Także ta sprawa mnie o tyle nie dziwi, że wiem, że nawet z pozoru normalni ludzie nie radzą sobie z wychowaniem dzieci. Nie usprawiedliwiam ich, bo to co zrobili było podłe. Dzieci w tym wieku potrafią być agresywne same z siebie. Pardon, zazwyczaj z powodu kilku nic nie szkodzących klapsów, którymi karane są przy byle okazji.Ale w to mało kto wierzy mimo licznych badań i publikacji. Pewnie pozostała dwójka też jest agresywna na swój sposób, tylko kłamie że to tamta zaczęła. Jeśli dziecko ma w rodzinie opinię czarnej owcy, to niezależnie od tego czy będzie biologiczne czy nie - i tak będą na nie zwalane wszystkie domowe konflikty. Tak czy siak decyzja o oddaniu była oczywistym dowodem na to, że dziewczynka kochana nie była. Nie oddali by agresywnego syna, to pewne. To pewnie była trudna decyzja "coludziewewsipowiedzoolaboga", oraz skąd my weźmiemy darmową kasę co miesiąc. Pewnie dlatego oddali ją dopiero teraz, a nie dopiero po urodzeniu młodszej córki. Katole :/ Odpowiedz Link Zgłoś
koalaau Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:06 Nie wnikam czy artykul pisany jest od d...strony, jak to ktos powiedzial, ale probuje znalezc sie na miejscu tej 8 -letniej dziewczynki, ktora mysli i czuje co sie wokol niej dzieje. Jesli postraszyla swoja mlodsza "siostre", ze jak nie bedzie grzeczna to pojdzie do domu dziecka, musial ja ktos wczesniej tak samo straszyc. Ona jest w tej grupie najstrasza, po urodzeniu dzieci Ania poszla w tzw. odstawke, wiec jej zachowanie spowodowane bylo strachem wlasnie przed tym domem dziecka. Do tego zdjecie zamieszczone jest takie smutne...zal mi tej dziewczynki, bo potraktowali ja jak niepotrzebny mebel, bez wzgledu na wszystko. Oj, zeby wlasne dzieci ....szkoda gadac. Odpowiedz Link Zgłoś
oka-ba Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:08 A ja znam przypadek że zaadoptowana córeczka zamordowała ze swoim mężem swojego adopcyjnego ojca bo nie chciał dać zaoszczędonych z emertury pieniędzy na zakup dla nich samochodu. Wychował,wykształcił dał dom ale jak widać nie zasłużył by dalej żyć bo córunia miała inne potrzeby. Odpowiedz Link Zgłoś
troll_bagienny Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:23 A ja znam przypadek biologicznych dzieci, które zabiły matkę dla pieniędzy i co z tego? Takie ma się dzieci, jak je się sobie wychowa. A w rodzinach biologicznych stuprocentowo też bywa różnie. Jedno dziecko jest kochane i wynoszone na piedestał, a drugi pełni rolę darmowej niańki dla tego pierwszego i taniej siły roboczej dla mamusi i tatusia. Finał? To uwielbiane dziecię okazuje się niewdzięczne - okrada, bije rodziców albo olewa, a to starsze do końca czuje się w obowiązku opiekować rodzicami, choć nie może liczyć na miłość, którą miało i ma do końca młodsze rodzeństwo. Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 15:30 > A ja znam przypadek biologicznych dzieci, które zabiły matkę dla pieniędzy i co > z tego? Takie ma się dzieci, jak je się sobie wychowa. Niestety NIE. To jakie dziecko wyrośnie to kombinacja i wychowania i genów, a także uszkodzeń fenotypu w czasie rozwoju płodowego, porodu czy też chorób jakie przeszło jeżeli mogły doprowadzić do uszkodzenia mózgu czy gospodarki hormonalnej. Także to, że dziecko może być mało powiedziane, że niegrzeczne ale być patologicznym mordercą w stylu pokazywanym wyłącznie w horrorach, nie musi być wyłącznie kwestią błędów wychowawczych obciążających rodziców czy rodziców adopcyjnych. MOŻE być to wina rodziców ale NIE musi. Jakoś w twoich postach wszystko wydaje mi się mocno czarno-białe, zero-jedynkowe. Albo rodzice kochają dzieci aż do przesady i są chodzącymi aniołami, albo to potwory z kamieniami zamiast serc. Wygląda na to, że twoje problemy rodzinne tak rzutują na twój odbiór świata, że nie potrafisz sobie wyobrazić, że może być inaczej. Że problemy mogą się pojawiać z zupełnie innych przyczyn, że ludzie mogą żyć według zupełnie innych zasad. Odpowiedz Link Zgłoś
babazygmunta Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 13:40 Najlepiej oskarzać. Znam przypadek rodziny z dzieckiem adoptowanym w wieku 2 lat. Chłopiec w pewnym momencie zaczął stwarzać ogromne problemy, miało się wrażenie, że nic do dziecka nie dociera. To znaczy może nawet dociera, ale nie przyswaja i po pięciu minutach zapomina. Rodzice chodzili z nim i z młodszym rodzeństwem na wszelkie możliwe terapie. Bardzo szybko zaczęli szukać fachowej pomocy. Na próżno. Sama widziałam orzeczenie, że rodzice biologiczni są wobec niego niewydolni wychowawczo. Nikt, absolutnie NIKT, z tzw. fachowców nie zająknął się nawet o FAS. Teraz dla chłopaka jest już za późno.Jest w szkole z internatem. Rodzice przeżyli piekło. Specjaliści śpią spokojnie. Odpowiedz Link Zgłoś
droch Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 21:05 > Specjaliści śpią spokojnie. Forumowi eksperci od pokazywania paluchami błędów wychowawczych zastępczych rodziców, ludzi, których na oczy nie widzieli - również. Odpowiedz Link Zgłoś
olaala0 Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 21:22 droch napisał: > > Specjaliści śpią spokojnie. > > Forumowi eksperci od pokazywania paluchami błędów wychowawczych zastępczych rod > ziców, ludzi, których na oczy nie widzieli - również. czyli to wina dziecka??? artykuł oraz relacje w tv dają podstawy do wyciągnięcia takich a nie innych wniosków - rodzice popełnili karygodne błedy wychowawcze. Pomijając wszytsko celem artykułu jest znalezienie nowych opiekunów a więc mam nadzieje , że sprawą zaintersują się odpowiednie osoby Odpowiedz Link Zgłoś
witkosia100 Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 23:26 bylam rodzicem zastepczym,....to nie jest lukier(nie oddałam-kocham jak swoje-ale nie czuje miłosci mimo ze juz studiuje)to nie jest lukier,a rodzice nie zawsze zli.... Odpowiedz Link Zgłoś
babazygmunta Re: Ania znów bez rodziny 03.01.12, 13:28 >>>artykuł oraz relacje w tv dają podstawy do wyciągnięcia takich a nie innych wniosków - rodzice popełnili karygodne błedy wychowawcze.<<< Byłabym bardzo ostrożna w formułowaniu takich oskarżeń. Pracuję w mediach i wiem, że prawda w przekazach medialnych NIE JEST NAJWAŻNIEJSZA. >>>czyli to wina dziecka???<<< Niekoniecznie. Kto mógł zawinić? Sąd - zbyt późno zadecydował o opiece zastępczej. Matka biologiczna - mogła ćpać i pić, co doprowadza do uszkodzenia mózgu w fazie płodowej. Nieodwracalnych i prowadzących do trwałych uszkodzeń mózgu. Wszelkiej maści specjaliści - którzy zamiast zdiagnozować np. FAS (o którym zwykle nie słyszeli), wmawiają rodzicom niewydolność wychowawczą, zamiast zając się samym dzieckiem. Rodzice zastępczy - wmawia się im misję, posłannictwo, a mało kto mówi, że może być ekstremalnie ciężko. A jak zaczyna być naprawdę ciężko - zostają sami. Odpowiedz Link Zgłoś
comment.me Re: Ania znów bez rodziny 03.01.12, 22:08 A czy ty uważasz że tacy opiekunowie których gazetowa propaganda złapie za serducho podołają? Skoro nie dali rady ludzie, którzy mieli Anię w domu od maleńkości i którzy spędzili z nią 8 lat, to osoby z "łapanki" tym bardziej!!! Będzie tak samo jak - pardon - w przypadku ckliwych reportaży o schroniskach. Przychodzą ludzie, biorą psy, a potem albo oddają albo porzucają bo nagle okazało się że psiak już nie taki słodki jak w TV, gryzie dziecko, zniszczył kanapę i ulubione buty za 600 zł para, śmierdzi po deszczu i sika na dywan, a do tego jeszcze kłaczy. A więc chcieliśmy dobrze, no ale nie wyszło - i fora ze dwora, piesku. Tej małej nie potrzeba kolejnego odrzucenia tylko specjalisty. Odpowiedz Link Zgłoś
antypropagandzista Ania znów bez rodziny 02.01.12, 14:06 Prawie wszyscy najeżdżają na domy dziecka a ja się zastanawiam gdzie by ta mała Ania teraz wyladowała gdyby nie było państwowego domu dziecka? Na ulicy czy w burdelu? Odpowiedz Link Zgłoś
bajuch Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 14:19 To po co wchodzisz tu i czytasz, kretynko? Nie odpisuj mi, nie wchodzę w dyskusję z kimś na takim poziomie!!!!!!!!!!1 Odpowiedz Link Zgłoś
iwano19 Ania znów bez rodziny 02.01.12, 14:40 Mój pierworodny,ukochany,jedyny,zmienił się mając 7 latek,w małego obrażonego i pokrzywdzonego,demonka-urodził się jego braciszek.W artykule poraża,że dotychczasowi opiekunowie chcą dziecko oddać w obawie o bezpieczeństwo"własnych dzieci".A więc jednak adoptowane to nie"krew z krwi".Nawet malutkie dziecko odczuwa inne,mimowolne, traktowanie i poczuło się odrzucone.Adopcja to niesłychane wyzwanie,zwłaszcza kiedy dziecko wie,że rodzice nie są jego biologicznymi rodzicami. Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 15:10 Wszystko jest kwestią skali problemów. Ok 7 latki zaczynają być egoistyczne, wiek dojrzewania to jeszcze więcej problemów. Te problemy bywają większe lub mniejsze ale ludzie jakoś je przezywają ze swoimi dziećmi. Trzeba też przyznać, że świadomość "krwi z mojej krwi" oraz wynikającego z genetyki podobieństwa charakterów przy własnych dzieciach "rodzonych" pozwala to lepiej znieść. Jednak gdzieś jest ta granica gdzie ludziom nerwy puszczają. Jeżeli adoptowane dzieci kradną, zachwują się wulgarnie czy wręcz niebezpiecznie względem członków rodziny MIMO otaczania ich daleko idąca miłością to w pewnym momencie pojawia się pytanie "w imię czego mam się męczyć"? Ok odpowiedzialność ale ona dotyczy NIE tylko dziecka adoptowanego ale i własnego. Można zapewnić adoptowanemu dziecku równe warunki jak swojemu, można nawet "ciut lepsze" (bo ono takie biedne). No ale wśród tych tak potępiających rodziców adopcyjnych (bez spojrzenia co naprawdę nimi kierowało, bo faktycznie może być to godne pogardy zjawisko pozbywania się dziecka przy pojawieniu się pierwszych oznak problemów.... występujących przy wychowaniu każdego dziecka) niech znajdzie się taki kto mi powie, że mam ryzykować zamordowanie własnego dziecka (a nawet drugiego też adoptowanego) przez rosnącego psychopatę? zwłąszcza że wielu psychologów czy pedagogów "nie widzi problemu" póki naprawdę nie dojdzie do skrajnej tragedii. Więc co? Ryzyzkowac los pozostałych dzieci w imię "miłości"? Odpowiedz Link Zgłoś
lavinka Re: Ania znów bez rodziny 03.01.12, 10:51 Takie małe pytanie. Oddałbyś swoje rodzone dziecko, dlatego że kradnie Ci pieniądze z portfela np. na narkotyki? Oj, chyba byś nie oddał jednak. Odpowiedz Link Zgłoś
maaac Re: Ania znów bez rodziny 03.01.12, 11:33 A ty pewnie ze spokojem byś patrzała jak dziecko adoptowane morduje ci własne rodzone? A może tylko pracowicie sprowadza na drogę przestępstwa czy narkomanii MIMO (to bardzo ważne, że mimo) twoich najszczerszych chcęci by uratować OBYDWOJE? Pytanie bowiem dotyczy czy poświęcisz rodzone dziecko dla tego by adoptowane "dobrze się czuło" czyli MIMO swojej przestępczej czy chorobliwej działalności ty byś je otaczałą ślepą miłością. Pytanie NIE dotyczy tego czy przy pierwszym pojawieniu się trudności z dzieckiem adoptowanym zaczniesz z tymi trudnościami się borykać, czy pójdziesz na łatwiznę oddając je z powrotem do Domu Dziecka. Bardzo brzydko zakłamywać temat dyskusji. Odpowiedz Link Zgłoś
demmak Re: Ania znów bez rodziny 02.01.12, 15:08 Jestem zbulwersowana tą opinią ,tj tylko dziecko .Odpowiedż jest jedna Ci którzy adoptowali to dziecko nigdy nie powinni adoptować .Nie sztuką jest urodzić ale wychować a wychowanie to nie jest bajka tylko wielka odpowiedzialność....takie rodziny które traktują dziecko jak rzecz albo krzywdząc je w przyszłości zapłacą .Ja temu dziecku życzę wspaniałej rodziny ,która da mu tyle ciepła i miłości na jakie zasługuje . Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Nie tylko adopcyjni odstawiają dzieci 02.01.12, 17:27 W komentarzach dużo pada słów typu: własnego na pewno by nie oddali. Pewnie, bo nie ma takiej możliwości prawnej! Przecież nie można zaprowadzić własnego dziecka do najbliższej placówki i zostawić na przechowanie albo wyrzec się (w przypadku rodzin zastępczych prawnie jest to możliwe). Ileż to razy dzieci jest przeszkodą w rozwoju np. zawodowym albo jakimś związku? Pamiętam słynną historię sprzed lat, gdy konkubent utopił synka swej kobiety, bo ów synek przeszkadzał w związku. Ileż jest sytuacji, gdy rodzice zapatrzeni w pomnażanie majątku i zajęci wspinaczce po szczeblach kariery powierzają swe dziecko niani, babci i opiekunkom. Pewna Ukrainka opowiadała mi o Krzysiu, którym zajmowała się na zmianę z drugą panią od poniedziałku do soboty włącznie, a w niedziele rodzice dzwonili rozpaczliwie wołając o pomoc, bo nie radzą sobie z Krzysiem! Ileż jest w Polsce eurosierot, wychowywanych przez babcie, ciocie i sąsiadów?! W klasie mojego syna jeden z kolegów wychowywany jest przez sąsiadkę (jest opiekunką prawną), bo tatuś na kontrakcie, a mamusia wyjechała chyba do Hiszpanii i nie widziała swej dwójki dzieci już 6 lat! W klasie mojej córki jest podobny przypadek (dziecko mieszka z babcią, a rodzice w drugiej dzielnicy), płacą babci, widują się z dzieckiem raz na kilka tygodni. Osobiście znam przypadek, że rodzice oddali na wychowanie swą córkę babci- najpierw tylko na wakacje, a potem już nie chcieli odebrać (babci sądownie przyznano opiekę). Takich patologii jest sporo, dlatego nie bądźcie niesprawiedliwi oceniając tylko rodziców zastępczych. Odpowiedz Link Zgłoś
najbecia Re: Nie tylko adopcyjni odstawiają dzieci 02.01.12, 20:17 uwielbiam opowiastki nian o wyrodnych matkach ;) tylko, ze niania pracuje od-do i po odbebnieniu ma wszystko w nosie, a jak dziecko sprawia klopoty to hop znajdziemy sobie nowych pracodawcow. bycie matka to etat 24/7 bez prawa do wymowienia i praktycznie bez zadnych praw przyslugujacych etatowym pracownikom. dodatkowo w polsce niepracujaca matka nazywana jest przez spoleczenstwo pogardliwie kura domowa, co to lezy do gory brzuchem i na nic nie zasluguje, a juz na pewno nie na skladki emerytalne, ktore w takim przypadku powinny placone przez panstwo. nie wszystkie kobiety maja idealne dzieci, wychowanie to zlozony proces, ktoremu trzeba poswiecic duzo, duzo czasu i wysilku. z dobrze wychowanego dziecka wyrasta zazwyczaj zaradny i odpowiedzialny dorosly, wiec wydatek panstwa i tak zwrocilby sie w przyszlosci. a tak mamy zamkniete kolo. kobiety wracaja do pracy, bo musza dolozyc sie do domowego budzetu albo boja sie presji spolecznej, sa tez i takie co uciekaja w kariere od problemow domowych itd, a dzieci wychowuje przypadkowa nianka albo ulica. w tym temacie potrzebna jest zmiana mentalna calego spoleczenstwa plus reformy prawne, regulujace status kobiety-matki. wiem, zaraz przeczytam, ze nas nie stac na utzrymywanie kur domowych i ze dziecko jest problemem rodzicow ;) otoz nieprawda i im wczesniej zdamy sobie z tego sprawe tym lepiej dla naszej wlasnej przyszlosci. dziecko jest czescia spoleczenstwa, a nie bibelotem na polce, ktory co najwyzej trzeba odkurzyc raz na jakis czas. kto chce niech wraca do pracy, kto czuje, ze trudnemu dziecku trzeba poswiecic wiecej czasu powinien bez poczucia winy miec taka mozliwosc zagwarantowana prawnie przez panstwo, z odpowiednim wsparciem finansowym w tle. albo matke bedzie stac na samodzielne wychowanie dziecka albo zrobia to inni, a nam pozostanie uzalanie sie nad biednymi, porzuconym dziecmi czy eurosierotami. nie mozna zjesc ciasteczko i miec ciasteczko ;) tu potrzeba reform i to szybkich, inaczej patologia nas zaleje, predzej czy pozniej. Odpowiedz Link Zgłoś
alinaw1 Re: Nie tylko adopcyjni odstawiają dzieci 03.01.12, 08:20 jest dokładnie tak jak piszesz. Ale reformy muszą iść w parze z mentalnością społeczną. Sama jestem najlepszym przykładem właśnie owej kury domowej. Zrezygnowałam z dobrze płatnej pracy w wydawnictwie, by moje dzieci miały normalny dom, ale często spotykam się ze stwierdzeniami, że albo jesteśmy bogaci albo jako kobieta jestem niezaradna i ciapa życiowa i chcę żyć na koszt państwa. A opowieść niani Ukrainki bardzo mną wstrząsnęła, bo Krzysio ma 2 nianie, własny pokój z TV, DVD i cudami na kiju, no i rodziców, którzy nawet w niedzielę nie są w stanie poświęcić czasu, uwagi i serca swemu jedynakowi...Ponoć nie potrafią... Nie trzeba wielkich tragedii jak w przypadku Ani żeby dostrzec w jakim moralnym dołku jesteśmy jako społeczeństwo... Odpowiedz Link Zgłoś
lavinka Otóż właśnie można i dużo ludzi tak robi 03.01.12, 10:53 Masę ludzi oddaje dzieci upośledzone umysłowo. Po prostu przyprowadza do domu dziecka i zostawia. I tak, jest taka możliwość prawna. Odpowiedz Link Zgłoś