rodzaj_konta
29.02.12, 16:25
Zajmijmy się czymś poważnym, czyli przydługim cytatem:
"W sprawie cyfrowej platformy dla telewizji „Trwam” musi być coś bardzo cuchnącego. W przeciwnym przypadku zespół partyjnych kolesi Jana Dworaka i Iwony Śledzińskiej – Katarasińskiej, wspierany przez postkomunistów z SLD i rozmaitych od błazna z Biłgoraja nie byłby tak przeraźliwie zdeterminowany w odrzucaniu wniosku o sprawdzenie KRRiT przez Najwyższą Izbę Kontroli. Wszak, gdy wszystko gra i nosi znamiona działalności praworządnej, może przychodzić stu kontrolerów i grzebać w papierach do woli. Upór, z jakim od kilku miesięcy prosta propozycja kontroli spotyka się nie tylko z odmową, ale wręcz szaleńczą nagonką na wnioskodawców, każe myśleć o odmowie dla fundacji Lux Veritatis jak najgorzej. Nawet podejrzewając o szwindle? Bez wątpienia.
To jakże dorodne i jakże dobrane towarzystwo posunęło się ostatnio jeszcze dalej. Chce zmienić przewodniczącego sejmowej Komisji Kontroli Państwa, bo jest nim przedstawiciel PiS. Operacja ta jest tyle łatwa do przeprowadzenia, wspomniane towarzystwo ma ogromną większość podczas głosowań, co obrzydliwa, bo każdy inaczej myślący niż owo towarzystwo musi być zepchnięty na margines."
NIK jest właściwie ostatnią państwową instytucją, której szefowie nie są politycznie uzależnieni od rządzących. Całą resztę można bez trudu trzymać w szachu, rzecz prosta w ramach rozkwitającej wciąż na naszych oczach nowej demokracji. Jak ona działa można było zaobserwować podczas posiedzeń sejmowej komisji, która uznała, że żadnej afery hazardowej nie było, a nocne rozmowy o interesach na cmentarzu powinny być normą nie tylko w Polsce, ale może i w całej Unii. Strach przed NIK nie jest więc zapewne reakcją wyimaginowaną.
Jeśli więc ktoś nadal uważa, że nie mamy do czynienia z rzeczpospolitą kolesi, dobranych i wypróbowanych, niech ma pretensję tylko do własnej, nazwijmy to oględnie, spostrzegawczości. Tu nie trzeba Herkulesa Poirot. Rutkowski w zupełności wystarczy.