smack-that 04.05.12, 20:04 No cóż. Standard na polskich uczelniach. A to chyba dotyczy UJK... Krasnoludki wszystkich uczelni łączcie się ;) Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
prezi777 I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 16:04 Nie bardzo rozumiem. Może mi ktoś wyjaśnić czego studenci historii oczekują po skończeniu tych studiów? Jeśli ktoś nie planuje kariery naukowej lub nauczycielskiej to studia te stanowić będą pogłębienie własnych zainteresowań. Tylko tyle. Tak samo jak kurs modelarski. Odpowiedz Link Zgłoś
8plus1 Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 16:30 prezi777 napisał: > Tak samo jak kurs modelarski. wcale, że nie. Proponuję zerknąć na poniższe strony (przepraszam, że po angielsku) prospects.ac.uk/options_history_your_skills.htm prospects.ac.uk/options_history_job_options.htm Myślę, że wiele problemów, na które natykają się absolwenci bierze się z braku informacji lub czystej ignorancji. Absolwenci często nie potrafią wykorzystać lub nazwać umiejętności, które nabyli podczas studiów, a pracodawcy zapominają, że studiowanie na danym kierunku jest czymś zupełnie odmiennym niż kurs modelarstwa lub hobby. Odpowiedz Link Zgłoś
prezi777 Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 06.05.12, 14:18 Ale idąc tym tropem to można powiedzieć, że to samo dotyczy politologii, historii sztuki, kulturoznawstwa, polonistyki, etnografii, filozofii i masy podobnych kierunków. Teraz zastanów się ile na rynku pracy jest miejsc dla ludzi, których zaletami są: analiza faktów, kreatywne myślenie, dyscyplina intelektualna, umiejętność prowadzenia badań w oparciu o różne narzędzia, umiejętność dyskusji itd. Zwróć uwagę, że w UK by zostać prawnikiem należy najpierw skończyć jakieś studia I stopnia. Historia jest tu świetnym wyborem. To ma sens. Nie widzę sensu inwestowania w studia, która sprowadzają się do rozwoju umiejętności wyniesionych z liceum. Może się mylę. Ale jeśli tak to znaczy, że nie ma znaczenia jakie studia skończysz bo rynek i tak powinien cię przyjąć za kreatywne myślenie. Odpowiedz Link Zgłoś
watersnakes2 Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 08.05.12, 07:01 > Nie widzę sensu inwestowania w studia, która sprowadzają się do rozwoju umiejęt > ności wyniesionych z liceum. Może się mylę. Ale jeśli tak to znaczy, że nie ma > znaczenia jakie studia skończysz bo rynek i tak powinien cię przyjąć za kreatyw > ne myślenie. Ale są ludzie (m.in. ja) którzy studiują coś co lubią czy kochają i chcą w tym obszarze poszerzać swoją wiedzę, mimo, że ze studiami tymi nie łączą przyszłości. Nie pytaj mnie o sens, takiego postępowania, bo myślę, że jeśli edukacja według Ciebie winna tylko wspomagać rozwój zawodowy bądź odpowiadać na rynkowe potrzeby, to fakt, że studiuję jakiś wymyślny kierunek bez związku (choć biorąc pod uwagę mój zawód - kto wie) z moją pracą - będzie dla Ciebie postępowaniem zupełnie bez sensu. Niezależnie jednak od tego, czy studiuję bo chcę, czy dlatego, że podniesie to moją wartość na rynku pracy, myślę, że mam prawo wymagać by mój wykładowca zachowywał się jak przystało. Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 16:32 "Na wielu uczelniach skończyło się to tym, że jeden promotor ma nawet 12 studentów, a bywa nawet, że co roku bierze kolejnych, choć poprzedni nie obronili jeszcze swych dyplomów." Kolega magister chyba nie zajrzał na wydziały ekonomii lub zarządzania. Tam 12 studentów to ma ten, co go koledzy nie lubią, ew. jest tak wredny, że na dyplom trafiają tylko ofermy co się gdzie indziej nie załapały. A tak poza tym, to oczekuję wyjaśnienia, jakich to praktycznych umiejętności należałoby oczekiwać po skończeniu historii. Nie mam zresztą nic przeciwko studiowaniu historii, jeśli ktoś lubi, ale dobrze jest zdawać sobie już na wejściu sprawę, że chleba z tej mąki nie będzie. Odpowiedz Link Zgłoś
dystansownik Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 18:16 Ilością dyplomantów nie ma co się przejmować. Sam znam przypadek profesora (na kierunku technicznym) do którego na dyplom chciało iść co roku może 1-3 studentów. Większość omijała go szerokim łukiem, bo wiedzieli, że musieliby się przyłożyć, niekiedy znacznie wykraczając z wiedzą poza zakres tego co przerobili przez kilka lat. Jednocześnie nie mogli liczyć, że promotor im połowę rzeczy sam powie jak mają robić (jak czasem bywa), byle mieć ich z głowy. Efekt był taki, że o ile wiem żaden z jego dyplomantów na bezrobociu nie wylądował. W kwestii finansowania, to może na humanistycznych kierunkach profesorowie traktują studentów jako portmonetki z kasą, ale na technicznych już nie zawsze. Dla wielu ludzi od doktora wzwyż, praca na uczelni stanowi ciepłą posadkę i buduje pewną renomę. Za to na boku mają swoje firmy i zajmują się najczęściej praktyką związaną ze swoim zawodem. Przede wszystkim z tego mają kasę, a jednocześnie wiedzę i umiejętności praktyczne, które naprawdę warto studentom przekazać. Największy paradoks z jakim się spotkałem, to jak np. projektowania konstrukcji żelbetowych uczył ktoś, kto w życiu nic sam tak naprawdę nie zaprojektował. Odpowiedz Link Zgłoś
ciotka_ltd Nie tylko na kierunkach technicznych... 08.05.12, 04:24 To Polska jest chora, bo jesli ktos jest dobry w swoim zawodzie (a wykladowca akademicki powinien byc dobry), to jest potrzebny i spoleczenstwu, i gospodarce bez wzgledu na specjalizacje. Sama mam jeszcze dziwniejsza specjalnosc nizli historia - socjolingwistyka, niemniej mam az dwa 'biznesiki' na boku: jeden w ramach gospodarczo-uslugowej dzialalnosci samej uczelni (mam centrum, co robi badania np. na zlecenie Min. Spraw Wewnetrznych nt. etnicznych uwarunkowan typow przestepstw - w krajach multi-kulti b. potrzebne, chocby w prewencji; niemniej to samo robie i w marketingu dla agencji reklamowych); drugi calkowicie prywatny - z zakresu 'handlu informacja'. Oczywiscie do tego sam dyplom nie wystarcza, trzeba jeszcze miec 'pomyslunek', znac i czuc rzeczywistosc i jej potrzeby. I - rzecz jasna - nie mowie tu o Polsce, mowa wlasnie o UK. Odpowiedz Link Zgłoś
6burakow Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 20:23 kotek.filemon napisał: > Kolega magister chyba nie zajrzał na wydziały ekonomii lub zarządzania. Tam 12 > studentów to ma ten, co go koledzy nie lubią... A to profesorowie sa placeni od dyplomu? Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 20:38 6burakow napisał: > A to profesorowie sa placeni od dyplomu? Pośrednio jak najbardziej. O ile mnie pamięć nie myli 1 obroniony dyplom mgr = 15 godz. dydaktycznych (parę lat temu tak było). Najłatwiejszy sposób wykręcenia kosmicznej ilości nadgodzin. Odpowiedz Link Zgłoś
6burakow Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 21:23 Naprawde? profesor ma wyliczona liczbe godzin ktore ma przepracowac i dostaje nadgodziny? wydaje mi sie to nieprawdopodobne choc przyznaje nie znam odpowiedzi na moaje pytania. Odpowiedz Link Zgłoś
dystansownik Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 22:13 A niby dlaczego stare dziadki tak chętnie biorą wykłady, gdzie nieraz czytają tylko materiały z podręczników sprzed 30 lat, a poza wykładami ich dorwać nie można? Bynajmniej nie po to, żeby młodzież czegoś nauczyć i przekazać część swojej wiedzy. Gdyby mogli, to chyba za dydaktykę by się w ogóle nie brali, zajęcia podsuwaliby doktorantom, a sami trzepali kasę na fuchach. Odpowiedz Link Zgłoś
6burakow Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 22:20 To nie jest odpowiedz. Wyklady to nie opieka nad magisterium. Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 06.05.12, 10:51 6burakow napisał: > Naprawde? profesor ma wyliczona liczbe godzin ktore ma przepracowac i dostaje n > adgodziny? wydaje mi sie to nieprawdopodobne choc przyznaje nie znam odpowiedzi > na moaje pytania. Każdy pracownik (naukowo-)dydaktyczny ma pensum dydaktyczne. Ostatnie znane mi liczby: wykładowca - 360h, asystent lub adiunkt - 240h, profesor - 210h, zniżki dla funkcyjnych (dziekani, rektorzy). Jak porównuję z zagranicą, to jest to i tak cholernie dużo (zwłaszcza dla adiunktów, bo to oni w sumie mają ciągnąć badania naukowe). Oczywiście po przekroczeniu pensum lecą nadgodziny płatne dla profa zdaje się 70 brutto, ale to zależy trochę od uczelni. Ogólnie uczelnie wcale nie są niechętne płaceniu nadgodzin, bo to bywa tańsze od uruchomienia kolejnego etatu (co zresztą skutecznie konserwuje system leśnych dziadków przed emeryturą robiących po 500 godz. i blokujących miejsca dla młodych umysłów, które coś jeszcze mogą). Odpowiedz Link Zgłoś
6burakow Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 06.05.12, 13:11 Pensum w sensie minimum powinno istniec ale placic nadgodziny nie jest dobrym pomyslem. Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 08.05.12, 09:37 6burakow napisał: > Pensum w sensie minimum powinno istniec ale placic nadgodziny nie jest dobrym p > omyslem. Przede wszystkim należałoby egzekwować rygorystycznie limit nadgodzin dydaktycznych (wtedy mogą być i płatne) i obniżyć go jak na każdym innym etacie do 20% godzin etatowych. Oczywiście różne stare wyjadacze okupujące polskie uczelnie (przede wszystkim wieczni doktorzy przed emeryturą, co nigdy nie zrobili habilitacji) nigdy na to nie pójdą. Odpowiedz Link Zgłoś
smack-that Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 05.05.12, 17:35 prezi777 napisał: > Nie bardzo rozumiem. Może mi ktoś wyjaśnić czego studenci historii oczekują po > skończeniu tych studiów? Jeśli ktoś nie planuje kariery naukowej lub nauczyciel > skiej to studia te stanowić będą pogłębienie własnych zainteresowań. Tylko tyle > . Tak samo jak kurs modelarski. Ktoś tu czegoś rzeczywiście nie zrozumiał. Po pierwsze studia z historii to żadne pogłębienie zainteresowań, tylko normalne studia, gdzie zdobywa się szeroką wiedzę o świecie. Historia to wszystko co się wydarzyło, bez względu na dziedzinę. Więc także historia ekonomii, kryzysów gospodarczych, historia katastrof naturalnych, historia prawa itp. Wszyscy po szkole natomiast uważają, że historia to tylko historia polityczna, ewentualnie historia wojskowości... Po drugie na historii także można uczyć się praktycznych umiejętności, np. związanych z tworzeniem interaktywnych prezentacji multimedialnych, obróbki grafiki, edytorstwa, marketingu (istnieje coś takiego jak marketing miejsc i miast, nieprawdaż?) Po trzecie, ja rozumiem, że studenci na każdym kierunku, czy to historia czy ekonomia, czy bankowość, oczekują aby wykładowcy byli przygotowani merytorycznie, znali aktualny stan badań, nie przysypiali na zajęciach, prowadzili ciekawie wykłady, ćwiczenia i konwersatoria, a nie tylko czytali z notatek sporządzonych 20 lub 30 lat temu. Chcą aby naukowcy przekazywali im praktyczne wskazówki wynikające z ich doświadczeń badawczych, pomagali rozwijać zainteresowania itp. Aby nie kazali wkuwać na pamięć mnóstwa treści tylko chcieli ze studentami dyskutować, a nie traktowali wszystkich studentów jako ciemną masę... Czy to tak wiele? Te oczekiwania są wspólne dla wszystkich studentów bez względu na kierunek studiów. Odpowiedz Link Zgłoś
prezi777 Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 06.05.12, 14:09 Przecież wyraźnie napisałem że nie rozumiem, więc pierwsze zdanie twojej wypowiedzi nic nie wnosi. Napisałeś m.in.: "Chcą aby naukowcy przekazywali im praktyczne wskazówki wynikające z ich doświadczeń badawczych". Jak możesz to odnieść do historii? Odpowiedz Link Zgłoś
prezi777 Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 06.05.12, 14:23 smack-that napisał(a): > > > Nie bardzo rozumiem. Może mi ktoś wyjaśnić czego studenci historii oczeku > ją po > > skończeniu tych studiów? Jeśli ktoś nie planuje kariery naukowej lub nauc > zyciel > > skiej to studia te stanowić będą pogłębienie własnych zainteresowań. Tylk > o tyle > > . Tak samo jak kurs modelarski. > > Ktoś tu czegoś rzeczywiście nie zrozumiał. > Po pierwsze studia z historii to żadne pogłębienie zainteresowań, tylko normaln > e studia, gdzie zdobywa się szeroką wiedzę o świecie. Historia to wszystko co s > ię wydarzyło, bez względu na dziedzinę. Więc także historia ekonomii, kryzysów > gospodarczych, historia katastrof naturalnych, historia prawa itp. Wszyscy po s > zkole natomiast uważają, że historia to tylko historia polityczna, ewentualnie > historia wojskowości... Ilu historyków ekonomii, kryzysów gospodarczych, historia katastrof naturalnych, historii prawa potrzebuje rynek? > Po drugie na historii także można uczyć się praktycznych umiejętności, np. zwią > zanych z tworzeniem interaktywnych prezentacji multimedialnych, obróbki grafiki > , edytorstwa, marketingu (istnieje coś takiego jak marketing miejsc i miast, ni > eprawdaż?) Dokładnie. To ja już wolałbym pójść na grafikę czy coś takiego. Studia historyczne to edytorstwo? Tak jest, czy chciałbyś aby tak było? Odpowiedz Link Zgłoś
ciotka_ltd W normalnych krajach - wielu, bardzo wielu... 08.05.12, 04:50 Ale Polska ciagle nie jest normalnym krajem i przy takim mysleniu jak to twoje jeszcze dlugo normalnym krajem nie bedzie. Widzisz: chodzi o tzw interdyscyplinaryzm. Na Zachodzie juz od dawna nie ma takich podzialow jak w Polsce, nawet podzial na nauki humanistyczne i tzw. scisle (pomijam to szkoly zawodowe szczebla wyzszego, mowa o nauce) jest plynny, zespoly sa mieszane. I tu wyobraz sobie modelowanie sytuacji kryzysowych, by podjac odpowiednio wczesnie kroki zaradcze. Historyk gospodarczy w takim zespole jest jak znalazl, podobnie jak ekoniomista czy informatyk, i trzeba byc zakutym Polakiem by nie wiedziec, ze modele historyka gospodarczego prof. Kuli sa wykorzystywane w modelowaniu wspolczesnych zjawisk gospodarczych. Nie, nie w Polsce - na tzw. Zachodzie. : ) A brytyjski historyk Ferguson, co cos podobnego tez stworzyl, jest aktualnie najlepiej oplacanym wykladowca USA. Odpowiedz Link Zgłoś
apas13 Re: I te k..., krasnoludki asyryjskie!... [list] 07.05.12, 21:35 Mylisz się. Pracując poza Polską spotkałem ludzi po historii literatury, literaturze angielskiej, literaturze słowiańskiej, socjologii i innych wyśmiewanych w Polsce kierunkach na kierowniczych stanowiskach ze światnymi pensjami. Owszem, często ich głównym studiom towarzyszyły dodatkowe z zarządzania, planowania czy logistyki powiedzmy, ale wielu z nich w prywatnych rozmowach podkreślało, że to właśnie studia humanistyczne nauczyły ich analizy sytuacji i wyciągania wniosków. Ale na uczelniach gdzie studiowali (ja też...) podstawą jest własna praca, pisanie esejów, stawianie tez i ich bronienie, wyszukiwanie argumentów pro i contra w dostępnej literaturze a nie powtarzanie przed śpiacym wykładowcą wrytych na blachę rozdziałów książki. Odpowiedz Link Zgłoś
ciotka_ltd Soft skills i interdyscyplinaryzm... 08.05.12, 04:58 Pierwsze, zwykle wynoszone ze studiow humanistycznych czy spolecznych, sa niezbedne dzis dla dobrego managera. Drugie oznacza, ze polskie podzialy specjalizacji juz dawno (30?- 40? lat temu) przestaly na Zachodzie istniec - wszystko jest 'pograniczem'... Wszelkie statystyki brytyjskie wskazuja, ze nie ma tu wiekszych problemow z praca dla socjologow, psychologow etc (choc nie sa to zwykle posady najwyzej platne), ale absolwent inzynierii - powiedzmy - wiercenia studii glebinowych chcac pracowac w zawodzie, musi sobie szukac pracy w jakims szejkanacie.;) Odpowiedz Link Zgłoś
czeresniasta No właśnie, jak? 09.05.12, 21:40 "Jak nazywał się lekarz króla francuskiego z XVII w., który zalecał mycie twarzy wodą ogrzaną wcześniej w ustach?" Jezu, JAK??? #chcęto Odpowiedz Link Zgłoś
smack-that Re: No właśnie, jak? 09.05.12, 22:17 czeresniasta napisała: > "Jak nazywał się lekarz króla francuskiego z XVII w., który zalecał mycie twarz > y wodą ogrzaną wcześniej w ustach?" > > Jezu, JAK??? #chcęto Odpowiedź brzmi: Jean de Renan Odpowiedz Link Zgłoś