finrod_cz
13.05.12, 16:23
Jestem Czechem nastale mieszkającym w Norwegii i mieszkałem wcześniej w Polsce i w Niderlandach, więc mogę trochę porównywać. Ten profesor się odnosi tylko i wyłącznie do polskiej rzeczywistości, która nie jest uniwersalnie ważna - z czeskiej, norweskiej i niderlandzkiej perspektywy wygląda jego teza jak z innego świata. Gospodarka powyższych krajów ma się lepiej, niż ta polska (z tego ta czeska i niderlandzka "od zawsze", norweska tylko ostatnich parę dziesiątek lat) bez względu na to, że umowy śmieciowe są surowo zabronione i państwo bardzo ostro kontroluje, jeśli ludzie na nie nie są zatrudnieni. Po prostu takich umów nie ma, jak się pracuję jako pracownik, to się jest na etacie, tyle. Innej opcji nie ma. Moja narzeczona z Polski raz pytała kolegę Holendra, na jakie umowy w Niderlandach się zatrudnia ludzi - on kompletnie nie zrozumiał jej pytania, bo przecież jest oczywiste, że jak ktoś pracuję, to jest tylko jeden typ umowy - etat. Albo czasowo ograniczony, albo nieograniczony. Do tego artykuł, nawet ten fragment, co jest w internecie, zawiera kolejne twierdzenie odniesione z polskiej rzeczywistości, które w ogóle nie sprawdza się indziej; proszę Państwo, u nas w Czechach wszyscy musieli mieć obowiązkowo podstawówkę już od roku 1774, więc powiedzmy w roku 1850 nie mogło już być nikogo, kto by podstawówki nie miał. I bez względu na to etaty są w Czechach zupełnie normalne do dziś. W ogóle dziwię się, że ten człowiek ma tytuł profesora czegokolwiek, bo takie myślenie ograniczone tylko granicami RP, jest po prostu błędne - co ten pan nam mówi, że nie można, jest naszą codzienną rzeczywistością i nieźle się z tym mamy. W każdym odrazie lepiej, niż mielibyśmy się w Polsce. Przyczyna? Niech pan profesor się zastanowi...