Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza w ...

16.05.12, 16:44
w UK jest nieporównywalnie lepszy poziom opieki zdrowotnej, procedury i itd,
nie przemęczeni lekarz , jak w PL pracujących na 7 etatach

Co strasznie denerwuje matki w UK, to ,że lekarz tan nie przepisuje antybiotyków na lewo i prawo tak jak w polsce gdzie lekarz dostaje premię od koncernów farmaceutycznych

UK drobne przeziębienia leczą paracetamolem, a "rozgarnięte" matki polki, uważają ,że lekaż się nie zna.
Dlatego kwitnie handel antybiotykami bez recepty, matki polki wykupują leki od znajomych farmaceutów i same podają je dzieciom , bez żadnej konsultacji z lekarzem co często kończy się wizytami w szpitalu.

Generalnie dzieciom w UK do 6 rok nie podaje się antybiotyków, by nie utraciły naturalnej odporności, dopiero gdy gorączka utrzymuje się przez parę dni lekarz w UK przepisze antybiotyk

Tak samo szokuje "matki polki" ubiór dzieci w UK przez matki angielki, w Polsce się przyjęło ,że niemowlaka nawet latem trzeba ubierać w 5 sweterków grubą czapkę i podwójne śpiochy, w UK , dzieci się nie przegrzewa, Lekarze tłumaczą, ubieraj dziecko tak jak siebie

Inne rzeczy które doskwierają w UK matką polką to brak wszędobylskiej reklamy farmaceutyków,

nie mi ich w przychodniach, nie ma ich w szpitalach nie ma jej w telewizji
próżno tam szukać promocji w stylu "kup 10kg Ibupromu, 3 kg dostaniesz gratis"

w UK leczy cię lekarz w Polsce reklamy w telewizji,
dlatego Polacy na masową skalę przywożą dekodery polskich telewizji satelitarnych, a angielskiej telewizji nie oglądają wcale, nie integrują się z Brytyjczykami
chcą ,żyć w UK, na polski sposób, dopiero ich dzieci , wnuku staną się prawdziwym brytyjskim społeczeństwem, bez polskiego zaściankowego myślenia

    • komcionauta Państwowa służba zdrowia nawet w bogatych krajach 16.05.12, 16:50
      się rozsypuje. Dlatego jej ostatnim hitem będzie darmowa eutanazja. A pewnie i tak się okaże, że prywatnie jest lepiej, bo w państwowej używają przeterminowanych trucizn, które nie zawsze działają :-)
      • prezes_na_dopalaczach Re: Państwowa służba zdrowia nawet w bogatych kra 16.05.12, 19:11
        Nastepny ekspert. Tym razem w medycynie.
    • maga164 Re: Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza 16.05.12, 17:27
      Problem polega na tym, że nie tylko na przeziębienie leci paracetamol a na wszystko - czy to wysypka, grzybica czy stłuczenie - paracetamol jest jak panaceum. Poza tym nie jest tak że lekarze w Polsce przepisują na byle co antybiotyki, to było lata temu - od bardzo dawna żaden lekarz nie przepisał mi antybiotyku, choć kiedyś to było praktykowane wśród wielu. Przyjezdni pacjenci wyraźnie określili, że nie stać ich na leczenie prywatne w WB, a publiczne jest niesatysfakcjonujące, więc to naturalne że wracają.
    • kr-ok Re: Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza 16.05.12, 17:46
      Moim zdaniem dawno nie byłaś u żadnego lekarza w Polsce i to może tłumaczyć bzdury jakie wypisujesz na temat leczenia przez polskich medyków.
    • prezes_na_dopalaczach Re: Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza 16.05.12, 19:09
      Masz racje. W USA jest podobnie, chociaz ze wzgledu na odleglosc i finanse z tym zwiazane, nie tak czesto jak z Anglii. Rowniez tu, zdecydowana wiekszosc Polakow, chce zyc na polski sposob zwlaszcza na chicagowskim Jackowie, czy nowojorskim Greenpoint. Polska TV, a wsrod niej TW Trwam, jest jedynym zrodlem informacji o swiecie. O swoim swiatku dowiaduja sie na "sprzataniu" lub "kontraktorce". Ah, Polacy.
    • apas13 Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza w ... 16.05.12, 19:45
      Mieszkam w Irlandii już dość długo, około 10 lat. Mam dość dobre porównanie, bo z racji przewlekłej choroby jestem pod stałą opieką lekarza rodzinnego i szpitala. Moja żona urodziła tu dwoje dzieci, jedno, najstarsze było urodzone w Polsce.
      Z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że ZNACZNA część Polaków latających do Polski w celach "medycznych" robi tak ze względu na... niedostateczną znajomość jezyka. Zwyczajnie nie potrafią opisać symptomów lub rzeczowo odpowiedzieć na pytania lekarzy podczas wywiadu. To nie jest drobnostka, bo sam władając angielskim płynnie, musiałem się dość intensywnie dokształcać gdy zachorowałem, bo zarówno naukowa jak i potoczna terminologia medyczna były mi obce, poza kilkoma najpowszechniejszymi zwrotami. Podobnie musiała postąpić moja żona w czasie ciąży (pierwsza była z komplikacjami i żona była pod specjalną opieką specjalistów). Nie pamiętam nawet ile razy znajomi Polacy (większość z nich deklarujaca, że "dogadują się po angielsku") prosili mnie o tłumaczenie podczas wizyty u GP czy w szpitalu.
      Oczywiście, Istnieje na pewno spora grupa rodaków, którzy potrafia się sprawnie porozumieć z lekarzem a mimo to latają do Polski. Znowu, z mojego doświadczenia większość z nich NIE MUSI. Znam rodzinę, której dzieci po przeprowadzce na wyspę zaczęły łapać infekcje gardła. To raczej normalne w tutejszym klimacie, nas też to męczyło przez kilka lat po przyjeździe. Miejscowy GP zaproponował wzmacnianie dziecka witaminą C i hartowanie, gdy infekcja była poważniejsza przepisywał lekki antybiotyk. Zdesperowani rodzice pojechali do Polski, wydali fortune na badania w wyniku których dowiedzieli się, że dziecku trzeba zwiększyć odporność serią "szczepionek uodparniających". Kosztowało to masę pieniędzy i dodatkowe przeloty. Dzieciak choruje tak jak chorował, choć nieco rzadziej, matka jest zachwycona. Gdy tłumaczyłem, że po trzeciej zimie tutaj organizm sam z siebie przyzywczaja się do wyższej wilgotności, wiatrów i braku mroźnej zimy i że my też zaczęliśmy chorować rzadziej a potem prawie wcale - rodzice jednak nadal twierdzili, że to zasługa cudownej kuracji z Polski.
      Tyle o lekarzach rodzinnych. Opieka szpitalna to inna bajka - jestem absolutnie przekonany, że polskim szpitalom bardzo wiele brakuje do tutejszych. Dla mojej żony polska porodówka to był koszmar fizyczny i psychiczny, dwa pobyty tutaj wspomina doskonale. Gdy ja zachorowałem, na wymagane badanie tomograficzne czy scjentograficzne czekałem najdłużej tydzień od zlecenia przez lekarza prowadzącego, a miałem tych badan sporo. O wynikach byłem informowany telefonicznie najwyżej w trzeciej dobie po badaniu (opis był gotowy i ktoś dzwonił z informacją i zaproszeniem na bardziej szczegółową rozmowę do lekarza). Gdy porównuję moje doświadczenia z przeżyciami osób, które chorowały podobnie w Polsce i z którymi utrzymuję kontakt w Internecie - wierzyć mi się nie chce. Całodniowe oczekiwanie na konsultację bez gwarancji sukcesu (Centrum Onkologii Warszawa), ginące wyniki, dwutygodniowe terminy oczekiwania na wynik, miesiace oczekiwań na badanie, bo "limit się wyczerpał", odsyłanie pacjentów bez chemii, bo NFZ zoś tam coś tam... To się w głowie nie mieści! A fakt, że polscy GP z ochotą podważają decyzje swych wyspiarskich kolegów i znajdują wszelkie schorzenia, jakie mogą pasować do symptomów mnie nie dziwi - taki lojalny pacjent z Wysp do solidny zastrzyk gotówki.
      Jednak ja proponuję porównać systemy ochrony zdrowia tam, gdzie się często ratuje życie - w szpitalu. I tu Polska przegrywa.
      • turpin Jeszcze jeden głos lekarza z Wysp 17.05.12, 09:45
        Artykuł jest rzeczywiście, delikatnie rzecz ujmując, nieco infantylny. Istotnie, zdecydowana większość problemów na styku polski pacjent-brytyjski lekarz wynika z nader lichej angielszczyzny rodaka i z nieznajomości realiów miejscowej służby zdrowia, czy wręcz niedostrzegania podstawowych różnic kulturowych.

        Co ciekawe, po angielsku nie zawsze potrafią też sprawnie wysłowić się przedstawiciele, a zwłaszcza przedstawicielki wymierającej obecnie emigracji wojennej. Zdarzało mi się służyć za tłumacza.

        Polacy nie wiedzą, że z GP można rzeczowo i spokojnie porozmawiać, pytając o (czy wręcz kwestionując) sens tego, a nie innego sposobu leczenia (lub nie-leczenia). Polski lekarz w takiej sytuacji zareaguje zwykle agresją lub obrazą, tu zaś spokojnie wytłumaczą, nierzadko jeszcze na piśmie, w liście przesłanym potem do domu. Można w końcu zmienić GP w tej samej przychodni lub przepisać się do innej praktyki. Nie jest to trudne.

        Angielscy lekarze ogólni mają wyższy próg, powyżej którego stosują interwencję farmakologiczną. Mój GP (Hindus, choć sądząc z wymowy chyba miejscowego chowu; sam się nie leczę), człek niezwykle rzeczowy, uspokoił mnie, że moje ciśnienie jest 'high-normal'; w Polsce przypuszczalnie obstawiono by mnie tabletkami, także i skutkiem dyskretnego nacisku repa firmy farmaceutycznej (a leki stosowane w nadciśnieniu dzielą się na te nieskuteczne i te o poważnych działaniach ubocznych, ze sporą częścią wspólną).

        Naturalnie, że czasem można trafić na lekarza-bęcwała i jeśli taki się gdzieś uchowa, to zwłaszcza w przychodni pierwszego kontaktu. Znam jednak mnóstwo polskich i angielskich lekarzy i wierzcie mi, durni jest o niebo więcej wśród tych pierwszych, choćby z tego prozaicznego powodu, że w Polsce o wiele łatwiej jest się dostać na studia medyczne. Proste chamstwo, które w Polsce uchodzi nieledwie za normę, zwłaszcza w specjalizacjach zabiegowych, zdarza się oczywiście także i tutaj, lecz nieporównywalnie rzadziej i nie jest tak łatwo tolerowane. Angielski cham i/lub ignorant zresztą prędzej czy później popada w poważne kłopoty.

        Standardy leczenia szpitalnego są nieporównywalne, ale to oczywiście temat na inną dyskusję...
        • tymon99 Re: Jeszcze jeden głos lekarza z Wysp 20.07.12, 19:13
          turpin napisał:

          > zdecydowana większość problemów na styku polski pacjent-brytyjski lekarz wyn
          > ika z nader lichej angielszczyzny rodaka

          bo łaciny polacy ni w ząb nie znają!! anglicy nie mają własnej terminologii medycznej..
    • polskanorwegia2012 Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza w ... 16.05.12, 21:40
      Glowny problem jest w tym ze W Anglii danii czy Norwegii lekarz decyduje jakie leki pacjent potrzebuje a nie pacjent!!!!!!!!!!. Polacy ida do lekarza z gotowa diagnoza swoja i uwielbiaja dostac 100 recept. Ja jestem przewlekle chora i lekarze wlasnie z zagranicy uratowali i ratuja mi zycie. Zyje jak normalni prawie zdrowi ludzie. Polscy juz dawno zakopaliby mnie w ziemi. Polscy daja leki bez udokumentowanej diagnozy tak na odczepnego. Kiedys to by mnie zabilo ale pomogli wlasnie zagraniczni lekarze. Ja osobiscie boje sie polskich lekarzy.
    • polskanorwegia2012 Re: Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza 16.05.12, 21:47
      Zgadzam sie z toba w 100 procentach !!!!!!! To samo moge napisac o Norwegii. Polacy to polacy wiedza lepiej od lekarza. Slyszalam nawet ze "Matki Polki " przywoza antybiotyki z Polski bo norweskie sa za slabe a te norweskie sa produkowane przeciez w tych samych fabrykach co polskie. Tragiczne bo zabijaja wlasne dzieci.
    • agnosia Re: Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza 16.05.12, 22:19
      Mieszkam w UK od kilku lat i mam spore doswiadczene jezeli chodzi o opieke medyczna zarowno w PL jak i w UK. Zdecydowanie preferuje UK. Po pierwsze wysoki standard opieki, profesjonalne podejscie, zaangazowanie w UK otrzymuje sie ZA DARMO w PL jak sie slono zaplaci. W PL leczylam bezplodnosc kilka lat i nie otrzymalam zadnej pomocy, zadnej diagnozy, sporo wydalam... W UK moj problem zostal rozwiazany w kilka miesiecy i przeciagnelo sie wylacznie dlatego ze musialam uzyskac odpornosc po szczepionce p/rozyczce. NIC NIE ZAPLACILAM. Gdy przy innej okazji zwrocilam sie do GP z watpliwoscia dotyczaca raka piersi zostalam wyslana na konsultacje do szpitala i natychmiast zrobiono mi mammografie. Ciekawa jestem ile w PL czeka na to badanie?. Oczywiscie ja tez mialam syndrom "paracetamolu" i za grosz nie ufalam tutejszym lekarzom i w pierwszych tygodniach ciazy pojechalam do PL upewnic sie ze wszystko jest OK i... zostalam ZASTRASZONA przez prywatnego ginekologa, upewniona ze jezeli nie bede go odwiedzac raz w miesiacu to ja albo dziecko umrzemy i w ogole musimy byc pod baczna i kosztowna opieka.... To oczywiscie byly bzdury, ktore mialy na celu wykasowanie mnie na kilka tysiecy. Jedyne co polecam serdecznie w PL to prywatna opieka dentystyczna.W PL i UK na bezplatne leczenie czeka sie wieki i jest sie upowaznionym do minimalnego zakresu uslug. W PL i w UK jest bardzo drogo z tym ze zarabiajac w UK mozna pozwolic sobie na dentyste w PL a przy okazji odwiedzic rodzine i znajomych.
    • 1sz-truten Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza w ... 17.05.12, 05:34
      no i jak sie to ma do slow profesora ktory mowil ostatnio ze studentow oszukano ?

      ja powiem tak po mojej 10 letniej banicji

      pierwszy problem to znajomosc jezyka powoduje ze nie czujemy sie za pewnie

      nastepnie cena za swiadczenia medyczne czasem zwala z nog

      ale to ze polscy lekarze sa naprawde dobrze przygotowani do pracy to fakt

      mnie lekarka z jednego z najwiekszych szpitali w Kalifornii powiedziala ze nie ma kleszczy
      w tym stanie kiedy nie dawalem za wygrana dowiedzialem sie ze jest za wczesnie na jakiekolwiek objawy ( 5 dni ) na koniec uslyszalem ze nie ma rumienia wiec mnie kleszcz nie ugryzl , szlag mnie trafil i probuje wytlumaczyc glupiej babie ze bylem kilka dni w lesie na kampingu spalem w namiocie , w tym momencie mi przerwala i powiedzial ze da mi antybiotyk bo spalem w namiocie , od tego momentu nie mam ochoty na wizyty w jakimkolwiek szpitalu , co innego prywatna wizyta
      ale lekarze z polski chwala sie ze mowia po rosyjsku po chiszpansku ale nie znalazlem zadnego ktory napisalby ze mowi po polsku ?
      dziwne to troche bo moje pieniadze taka sama maja wartosc jak tubylca choc latynosa ?
      to swiadczy ze wstydza sie swego pochodzenia ?
    • dio62 czy ktoś się orientuje,czy przeciętny Anglik dożyw 17.05.12, 08:45
      a 50 lat,bo wg.tego artykułu jest to chyba niemożliwe a umieralność niemowląt mają pewnie na poziomie Afryki
    • rasklaat Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza w ... 17.05.12, 11:31
      Jakie to jest pojemne pojecie "wielu Polakow". Nie wiadomo ilu to jest "wielu" wiec moze to byc 50, 100 albo 300 000 osob.

      Uzywajac takich okreslen mozna napisac cokolwiek.

      Wielu Polakow dlubie z nosie i zjada to co wydlubie. Wielu Polakow nienawidzi prezydenta Komorowskiego. Wielu Polakow pije denaturat. Zabilo czlowieka. I tak dalej...

      Co do opieki medycznej na Wyspach to zaiste korzystanie z niej lub nie przez Polakow jest dobrym wskaznikiem dostosowania do tutejszej rzeczywistosci. Sa tacy ktorzy wciaz maja z tym klopoty i jezdza realizowac czesc swych potrzeb do getta w ktorym sie urodzili. Fascynujace, prawda?
    • ami8-ami8 Wolą zapłacić za samolot, niż iść do lekarza w ... 20.07.12, 19:02
      Moi znajomi od lat mieszkający w Manchesterze zawsze umawiają się np. do dentysty w Polsce, w swojej rodzinnej miejscowości Jelenia Góra. Tam jest klinika (KCM), która zawodowa zajmuje się organizacją turnusów medycznych, tj leczeniem u nich + pobytem w hotelu, zwiedzaniem itd.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja