doomsday
26.05.12, 23:29
Kiedy mieszkałem we Włoszech w latach 1987 do 1990 , kraj ten wydawał mi się mlekiem i miodem płynący, oazą spokoju i dostatku. Oczywiście zdarzały się przypadki losowe, ktoś tracił posadę i nie mógł znależć nowej , ktoś inny się rozchorował, komus żona doprawiła rogi.
W trudnej sytuacji Włoch zaoptrywał się w tzw. myjkę i żebrał na skrzyżowaniach, ewntualnie siadał niedaleko kościoła z kartką "głodny" . Milionów się na tym nie zarobiło, ale wystarczyło na przeżycie, w tym opłacenie mieszkania. W Rzymie turysta mógł bezpiecznie zwiedzać miasto przez całą noc, a napaść seksualna zdarzała się tam raz na rok .
Dzisiaj można dostać w łeb o każdej porze, a napaść seksualna zdarza się statystycznie każdego dnia . Nie trzeba się dużo wysilać, by stracić torębkę, dokumenty i paszport. Żebraków też się już prawie nie widzi, bo ludzie znieczulili się na biedę po najeżdzie zorganizowanych band żebraczych ze Wschodniej Europy. Za "moich czasów" o samobójstwach się prawie nie słyszało, a jeżeli już , to na pewno nie o samobójstwach z przyczyn ekonomicznych.
Dzisiaj przeciętnie trzy osoby dziennie we Włoszech pozbawiają się życia z przyczyn ekonomiocznych. Najczęściej są to mężczyżni 50 +, indywidualni przedsiębiorcy, lub bezrobotni za starzy by szukać nowej pracy i za młodzi, by myśleć o emeryturze.
Czyta się o ojcu, który z własnego przedsiębiorstwa musiał zwolnić własnych synów i potem z powodu długów powiesił się. Jeden pan był dozorcą, któremu wymuwiono pracę i służbowe mieszkanie i tak dalej.
W miniony piątek na plażę w Ostii (nadmorska dzielnica Rzymu dobrze znana wielu Polakom), przyjechała ładna, lubiana i z reguły wesoła 36 letnia Francesca ( Franka ) z Parmy , miasta w północno - środkowych Włoszech , gdzie prowadziła swój własny salon fryzjerski. Zanim pozbawiła się życia za pomocą siedmiu uderzeń nożem w oklice mostku na własnych piersiach, napisała długi pożegnalny list.
Wyznała, że tuż przed śmiercią chciała zobaczyć piękne majowe włoskie morze i tak pożegnać się z życiem , w którym nie daje sobie rady, nie stać jej już na opłacenie wynajmu lokalu , boi się nawet otworzyć przed śmiercią listu z Urzędu Skarbowego jaki dostała w tym tygodniu.
Ciało o 7 rano znalazł na plaży w Ostii, ktoś przypadkowy ....
Tu jest link do artykułu ze zdjęciem we Włoskiej prasie:
www.parmatoday.it/cronaca/parrucchiera-parma-suicida-ostia-pagare-affitto.html
Przez pewien czas mieszkałęm w Ostii lub jej okolicach. Kiedy w 1999 roku na plaży jakieś zuchwałe dziewczyny rozebrały się ze staników, natychmiast pojawiali się karabinierzy wlepiając mandat. Dzisiaj na plażach Ostii, trudno znależć kobietę ubraną w stanik, chyba , że jest to ktoś taki jak Franka z Parmy , która na plażę do Ostii przyjechała po to , by pozbawić się życia .