panbuchman 02.06.12, 10:47 Bardzo dobry tekst. Słuszna diagnoza. Brakuje mi pomysłów na terapię. Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
trzy.14 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 12:10 Z perspektywy nauczyciela akademickiego: "Przygotowaniem zawodowym studenta zajmują się głównie katedry metodyki nauczania. Są one traktowane jako piąte koło u wozu, a ich pracownicy mają status "niekochanego dziecka"." TAK!!! Kariera akademicka skoncentrowana jest wokół kariery naukowej. Pracownik katedry metodyki najpierw musi zadbać o swoją pracę naukową, np. z matematyki, geografii, chemii, a później zająć się kształceniem przyszłych nauczycieli, W Polsce nie można zrobić habilitacji np. z dydaktyki fizyki (można z pedagogiki, ale nie z fizyki), co jest całkowicie przeciwskuteczne. Poza tym programy nauczania nauczycieli są w dużej mierze wspólne dla wszystkich na danym kierunku i obliczone są na kształcenie kadry akademickiej, totalna bzdura!!!!! "Z metodyki nauczania nie można przygotować dysertacji habilitacyjnej, więc pracownicy naukowi nie są zainteresowani tymi problemami." Prawda i nieprawda. Są zainteresowani, ale to jest ich hobby, bo habilitacji z tego nie zrobią, a bez habilitacji szybko stracą pracę. "Dydaktyka stała się rodzajem zesłania, dla tych trochę mniej udanych, którzy nie mogą (nie chcą) zajmować się czymś innym." Dydaktyka uczelniana po prostu w ogóle się na uczelni nie liczy do awansu. Kształcenie nauczycieli jest dla uczelni zajęciem ubocznym lub źródłem dochodów, nigdy priorytetem. Protestuję jednak przeciw stwierdzaniu, że w katedrach metodyki są nieudacznicy! Wszystko zależy od kryteriów - owszem, ci ludzie nie robią kariery naukowej w swojej dyscyplinie, ale przecież nie o to chodzi! Za to są zaangażowani w szlifowanie metodyki, często pojawiają się w szkołach (mogą tam mieć kilka godzin jako nauczyciele), zajmują się konkursami przedmiotowymi, znają problemy szkoły z 1. ręki, Nie, nie jestem metodykiem, ale pracuję blisko nich :-) "Oprócz tego studenci mają zajęcia z psychologii i pedagogiki. Tradycyjnie, jak zwykle są to zajęcia z teorii, a nie praktyki typu "case study". Cóż z tego, że przyszły nauczyciel będzie wiedział coś (jeśli zapamięta) z teorii pedagogiki, jeśli nie umie znaleźć się wobec agresywnie nastawionej klasy." Amen. Sam mam przygotowanie pedagogiczne - czysta teoria, z której pozostaje świstek papieru. Jeszcze jedno, Obecne przepisy wymagają, by o kształceniu się na nauczyciela student decydował się na 1. roku studiów. To paranoja! Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 12:24 Wreszcie jakiś mądry list i mądry tekst. Mam tylko jedną prośbę - nie używajcie słowa "przeciwskuteczne", bo to szkodliwy nowotwór językowy. Po polsku coś jest albo skuteczne, albo NIESKUTECZNE. Odpowiedz Link Zgłoś
trzy.14 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 12:49 > Wreszcie jakiś mądry list i mądry tekst. > > Mam tylko jedną prośbę - nie używajcie słowa "przeciwskuteczne", bo to szkodliw > y nowotwór językowy. Po polsku coś jest albo skuteczne, albo NIESKUTECZNE. To jest kalka językowa z angielskiego "counterproductive". Słownik podaje następujące tłumaczenia: "destrukcyjny", "jałowy", "przynoszący efekt przeciwny do zamierzonego" i na myśli miałem to trzecie znaczenie, różne od przytoczonego przez Ciebie "nieskuteczny". Jednak ta opisowa forma jest niezwykle długa i wydaje mi się, że "przeciwskuteczny" na trwale wejdzie do j. polskiego. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 16:17 >Słownik podaje następujące tłumaczenia: "destrukcyjny", "jałowy", "przynoszący ..." I to są właśnie odpowiednie tlumaczenia, nie istnieje słowo przeciwskuteczny w j. polskim i jest to błąd językowy. Jałowy czy destrukcyjny o wiele lepiej pasuje w tym wypadku, niż forma oparta na "negacji przymiotnika" , która całkowicie rozkłada polską zasadę lesksyki. Nie przenośmy kalk wyrazów, które mamy! Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 16:20 I jeszcze jedno: w tekście, który zamieściłeś idealnie pasuje zwrot "mija się z celem" Odpowiedz Link Zgłoś
przekorny_plus Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 19:57 E, e. Bardzo dobre słowo. Znaczy: skuteczne, ale w przeciwną stronę. Mówienie "nie rób tego" jest przeciwskuteczne, gdy zachęca właśnie do robienia tego, a nieskuteczne, gdy spływa jak woda po gęsi. I odpowiada to angielskiemu counter effective Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 10:19 Cudownie, rozumiem, ze jeśli Twoje dziecko zacznie używać słów przeciwkustecznie, przeciwładnie, przeciwsensownie ( czyli słów nieistniejących jako polskie leksemy, dosłownych angielskich kalk językowych) - to nauczyciel polskiego ma uważać, że wszystko ok i cieszyć się z innowacyjności ? Odpowiedz Link Zgłoś
augenschmaus Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 12:45 Hermina, zlituj się! Tekst jest napisany w wyjątkową kulturą słowa i myśli a Ty wyskakujesz z mocno wątpliwymi zarzutami poprawnościowymi. Nic to nie wnosi do dyskusji a jest mocno niestosowne. Odkrycie, że jakieś słowo jest kalką z języka obcego, wcale go nie kompromituje. Zwłaszcza, że podane przez Ciebie ekwiwalenty wcale mnie nie przekonują. Kalkami są "soczewka" i "współczucie", je też chcesz usunąć z polszczyzny? I nie róbmy fetysza ze słowników, one nigdy nie będą nadążały z opisem języka. W kwestii poprawności językowej ważniejsza jest dla mnie istota niż forma, tzn. jakość myśli a nie wierność normie. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 14:34 >wyskakujesz z mocno wątpliwymi zarzutami poprawnościowymi. Przepraszam, ale to nie są MOCNO WĄTPLIWE ZARZUTY poprawnościowe, tylko prośba o nieużywanie w języku polskim słów w nim NIEISTNIEJĄCYCH, ponieważ właśnie takie drobiazgi używane w języku MEDIALNYM odpowiedzialne są za to, że dzieci uważają następnie, że słowotwórstwo nie posiada żadnych zasad, ergo " Pani w szkole się czepia, a tata powiedział, że tak można mówić, bo istota myśli jest ważniejsza i Pani argumenty są mocno wątpliwe". Zdaje się, że piszemy tu o edukacji. I efekty edukacji medialnej widać, w postaci używania słów lub całych zwrotów, które są najzwyklejszymi błędami językowymi - jedna nonsensowna reklama zafundowała całemu pokoleniu dzieciaków błąd językowy - teraz okazuje się, że "mleko jest z krowy", a nie " od krowy" ... Kalk > ami są "soczewka" i "współczucie", je też chcesz usunąć z polszczyzny? Współczucie nie jest kalką językową. To najzwyklejszy zrost językowy, co stanowi jedno z pytań testowych dla gimnazjalistów... Odpowiedz Link Zgłoś
ka-mi-la789 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 16:29 Skoro już o poprawności mowa, to warto zauważyć, że "pani" ("pan", "państwo", "ty", "wy" itp.) nie zawsze należy pisać wielką literą. A słowo "przeciwskuteczny", choć kalka, to przydatna, bo nie ma w polszczyźnie słowa oznaczającego to, co opisuje ten przymiotnik. Zresztą, "światopogląd" to też kalka. Czy w związku z tym mamy zrezygnować z tego rzeczownika? Odpowiedz Link Zgłoś
augenschmaus Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 16:43 ka-mi-la! W czym uchybiłem? Nie odmawiaj mi tych kilku wielkich literek. Zresztą jaką normę tu proponujesz: "nie zawsze należy"? Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 18:46 To akurat leży tylko i wyłącznie w gestii piszącego. Jeśli chcesz wyrażać szacunek czy przywiązanie do konkretnej osoby, to piszesz "Pani" zawsze wielką literą. A teraz nakrzycz na mnie, że Ci odpisałam :P Odpowiedz Link Zgłoś
augenschmaus Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 16:29 Ależ oczywiście, skoro klucz do testów gimnazjalnych tak mówi, to nie ma najmniejszej wątpliwości, że to Prasłowianie ukuli pojęcie współczucia. Starożytni Grecy przekalkowali to na swoją sympatheia, Rzymianie na compassio a Niemcy na Mitgefühl. Słowo "przeciwskuteczny" a nawet "kontraproduktywny" w polszczyźnie istnieją, gotowy jestem zeznać to przed każdym sądem. Swoim bezrefleksyjnym dogmatyzmem kompromitujesz słuszną walkę wielu nauczycieli o kulturę jezyka. Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 18:43 >Ależ oczywiście, skoro klucz do testów gimnazjalnych tak mówi Nie mój drogi, wyjaśniłam ci po prostu, że to zrost językowy, a nie kalka. Po co? Po to, zebyś sprawdził co odróżnia kalkę językową od zapożyczenia. Jak widać tego nie zrobiłeś, bo gdybyś to zrobił, wiedziałbyś, że kalka językową jest EMPATIA, nie współczucie. Zamiast tego już puściły ci nerwy. >Słowo "przeciwskuteczny" a nawet "kontraproduktywny" Chyba chciałeś napisać "kontrproduktywny"? >Swoim bezrefleksyjnym dogmatyzmem kompromitujesz słuszną walkę wielu nauczyciel > i o kulturę jezyka To nie jest walka o kulturę języka, ale o świadomość językową, która sprawi, ze zanim zaczniesz udowadniać, że MASZ RACJĘ, zastanowisz się przez chwilę dlaczego j. polski od '89 roku zalewają wyłącznie kalki anglojęzyczne, do tego przenoszone w absolutnie dowolny sposób. Swoją drogą ciekawa jestem, czy udowadniałbyś równie bezrefleksyjny dogmatyzm matematykowi w dziedzinie matematyki? Przecież liczy się treść, nie forma! Odpowiedz Link Zgłoś
augenschmaus Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 19:03 Między niewczesnym poprawiactwem a matematyką widzę subtelne różnice, które nie pozwalają mi brać tego argumentu poważnie. Nie zechwiałaś też moim przekonaniem, że "współczucie" jest kalką słowotwórczą. "Empatia" nie jest, po pierwsze, ekwiwalentem "współczucia", po drugie nie jest kalką lecz zapożyczeniem właściwym. Sprawdź jeszcze raz. Odpowiedz Link Zgłoś
spokojny.zenek Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 03.06.12, 22:39 Empatia to empatia, współczucie to współczucie. Podobnie "przeciwskuteczny" znaczy jednak coś wyraźnie innego, niż "nieskuteczny". Podobnie też, jak relacja asymetryczna (przeciwsymetryczna) to coś innego, niż niesymetryczna (nonsymetryczna). Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 20:18 Uważam, że kształceniem nauczycieli powinny się zajmować przede wszystkim wyższe szkoły zawodowe, czyli kolegia nauczycielskie. Nauczycielowi spokojnie wystarczą studia I stopnia, za to z dużą ilością praktyki i przedmiotów z zakresu metodyki, dydaktyki, etc. Odpowiedz Link Zgłoś
belferxxx Co,z winy MEN,jest najważniejsze w polskiej szkole 02.06.12, 12:15 www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,66725,11700071,Szkola_absurdu.html Odpowiedz Link Zgłoś
askold Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 12:40 To opowieść o porządnym człowieku, który zszedł na psy. Obciąża i tak już obciążony budżet państwa. Po prostu bezczelnie wyciąga pieniądze z kieszeni ciężko pracujących podatników za odwalanie pozoranctwa i bumelki. Powiedzmy wprost - kradnie. Stoczył się po prostu. Każdy nauczyciel w tym powinien pracować pod nadzorem kuratora lub redaktorów z GW. W wypadku drastycznej recydywy - skazywany sądownie z dowolnego paragrafu. Nowa nadzieja polskiej polityki Janusz Palikot wniesie niedługo ustawę o przymusowej eutanazji a następnie utylizacji przechodzących na emeryturę nauczycieli. Organy nadające się do przeszczepu zostaną oddane potrzebującym popierającym jego ruch i czytającym GW, popioły z reszty użyźnią ich działki. Przynajmniej raz nauczyciele przysłużą się postępowi. Tak, tak kolego - zmarnowaliście życie. Nie lepiej to już teraz się powiesić ? O ile z pensji wystarczy na sznur .... Miłego dnia ! :D Odpowiedz Link Zgłoś
wigwam1 Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 13:56 Bardzo trafne uwagi, ale oczywiście zło w dzisiejszej szkole ma o wiele szerszy wymiar. Zgadzam się w pełni z tezą dotycząca zasadniczej różnicy między tym, jak wygląda dana szkoła realnie a jakie jej oblicze wyłania się spod stosu papierowej (dzisiaj częściej: elektronicznej) dokumentacji. Obecnie sztuka kierowania (zarządzania?) szkołą stała się dla bardzo wielu dyrektorów sztuką "odpowiedniego" prowadzenia dokumentacji, czyli sztuką wielkiej manipulacji. Sprawa najbardziej podstawowa: zadbać o właściwego człowieka, który umiejętnie zajmie się tzw. księgą protokołów i "odpowiednimi" wpisami do niej. Znam dyrektorkę, która przez lata, kiedy zbliżała się jakaś wizytacja, nakazywała swojej totumfackiej wpisywać do księgi antydatowane "uzupełnienia". Łatwo je rozpoznać: wpisywano je, siłą rzeczy, drobnym maczkiem. Dzisiaj sprawę ułatwia ...komputeryzacja. Podpisy rady pedagogicznej pod protokołami i innymi ważnymi dokumentami? Żaden problem. Podsuwa się nauczycielom stosy zaległych dokumentów na zebraniach na koniec semestru lub koniec roku szkolnego, kiedy wszyscy są zmęczeni i mają inne szkolne sprawy na głowie (świadectwa, sprawozdania, sprawy wychowawcze...). Swoją drogą w przeciętnej polskiej szkole nauczyciele dawno już odzwyczaili się od powinności czytania protokołów i in. dokumentów wewnątrzszkolnych przed ich przeczytaniem. Lenistwo? Oportunizm? Niekoniecznie. Jest często tak, że jeśli z jakiegoś powodu nie podpiszesz dokumentu, czekają cię określone "sankcje" ze strony dyrektora, raczej nie spośród tych dopuszczanych przez prawo i regulaminy. Przy okazji: może warto bliżej przyjrzeć się zjawisku mobbingu w szkołach (w ich części dorosłej, kadrowej)? Wydaje mi się, że jest to zjawisko o wile powszechniejsze niż wynikałoby to z pojawiających się od czasu do czasu doniesień prasowych. Wracając do dokumentacji, w praktyce nikt spoza szkoły nie ma nad tym kontroli. Kuratoria nie mają już prawie żadnych kompetencji. Wydziały Oświaty? Ich raczej interesują inne sprawy niż dokumentacja szkolna - ilość uczniów w klasach, łączenie szkół, oszczędności na zwolnieniach nauczycieli, czasem cieknący szkolny sracz. Dyrektor jest bogiem. Sprytny dyrektor, a więc ten dbający o "odpowiednią" dokumentację, a przy tym dobrze układający się z władzą miejską lub gminną, proboszczem i biskupem, potrafi trwać na posterunku trzy i cztery kadencje, co zresztą też zgodne z prawem nie jest. Na pewno przyczynia się do tego nieustanne, trwające od lat "reformowanie" szkolnictwa, zresztą również pozorowane (każdy nowy minister musi się czymś wykazać). Wszystko to pociąga to za sobą rozrost biurokracji w przeciętnej szkole. Żaden chyba nauczyciel (człowiek) nie jest w stanie, chcąc wykonywać normalną pracę, wytrzymać tego wszystkiego przez dłuższy okres. Gdyby takie praktyki "reformatorskie" vel biurokratyczne na działalność firm, korporacji, zakładów przemysłowych, gospodarka polska szybko zeszłaby na poziom Sudanu Południowego, a skądinąd wiadomo, że zmorą polskich firm jest tez biurokracja (plus szykany ze strony pewnych instytucji). Zgadzam się więc, że w praktyce pozorowanie pewnych działań (na papierze) jest formą obrony dla ludzi, którzy pracując w szkole nie zapomnieli, do czego naprawdę jest nauczyciel powołany. Jest jednak i druga strona medalu: w każdej polskiej szkole znajdzie się też spora grupka nauczycieli, którym pozorowanie myli się z misją nauczyciela, etosem zawodowym, nauczaniem, wychowywaniem młodzieży itd. Ludzi nienadających się do tej pracy, powiedzmy to sobie uczciwie, lecz ludzi z "pewnych" przyczyn tolerowanych. Nie liczę już od dawna na to, że jakakolwiek katedra dydaktyki w Polsce przygotuje odpowiednio zainteresowanego studenta do pracy w szkole. Tak, zlikwidowano wszystkie formy pomocy młodym (i nie tylko) nauczycielom, kompetentnej opieki nad nimi. Rozbuchane zostały komercyjne formy szkolenia - nie dość, że nauczyciel płaci za nie ciężkie pieniądze z własnej kieszeni, to w rzeczywistości są te formy g.... warte. Poza papierkiem. Potrzebne jest coś w rodzaju aplikacji, niechby adept zawodu, który łyknął nieco teorii pedagogicznej i dydaktycznej, musiał odbyć porządną trzyletnią praktykę w szkole, zanim kompetentna i niezależna (co podkreślam) komisja zaopiniuje go pozytywnie. To nie wszystko: o pozytywnej opinii powinna też decydować opinia kompetentnego psychologa (po badaniach i obserwacji), a może i ...psychiatry. Takie praktyki (aplikacje) powinny się odbywać w dobrych szkołach, pod opieką bardzo dobrych i wybitnych nauczycieli, którzy otrzymywaliby za to godziwą zapłatę; najlepiej, aby taki praktykant miał co roku innego opiekuna, zapoznawał się z innymi metodami pracy, osobowościami. Aż dziw, ale są jeszcze w Polsce dobre szkoły i są dobrzy i wybitni nauczyciele. Dydaktyk na wyższej uczelni to człowiek, który może i liznął rok czy dwa lata pracy w szkole, ale tak naprawdę jest od rzeczywistości szkolnej absolutnie oderwany i ma zupełnie inne ambicje aniżeli rzeczywistości tej zgłębianie... Czy jakikolwiek dobry nauczyciel nauczył się czegokolwiek z produkowanych przez dydaktyków uniwersyteckich artykułów i książek? Osobna sprawa to instytuty pedagogiki na wyższych uczelniach. Dlaczego tak wielu tzw. pedagogów szkolnych zupełnie nie nadaje się do pracy z młodzieżą? Odpowiedz Link Zgłoś
hermina5 Re: Demoralizujące pozoranctwo w szkole [list] 02.06.12, 16:27 > Czy jakikolwiek dobry nauczyciel nauczył się czegokolwiek z produkowanych przez dydaktyków >uniwersyteckich artykułów i książek? Bardzo rozsądne spostrzeżenie. Ostatnio czytałam dwie takie pozycje i miałam nieustanne wrażenie, że autor nie ma pojęcia o czym pisze - pomieszanie górnolotnych idei, trochę pedagogiki porównawczej, trochę teorii wychowania i absolutnie żadnych konkretów odnoszących się do procesu dydaktycznego, za to całe elaboraty na temat zalet, jakie przyniósł zewnetrzny, rzekomo uczący kreatywnego myślenia, system ewaluacji... Odpowiedz Link Zgłoś
barcelona_ltd Demoralizujące pozoranctwo trafiło na uczelnie 05.06.12, 09:41 wyższe w postaci krajowych ram kwalifikacji (krk). Odpowiedz Link Zgłoś
kotek.filemon Re: Demoralizujące pozoranctwo trafiło na uczelni 05.06.12, 09:58 barcelona_ltd napisał: > wyższe w postaci krajowych ram kwalifikacji (krk). To jest tylko dodatkowa robota na psi ch*j potrzebna. Ludzie zaangażowani w dydaktykę (czyli wszyscy, bo etatów naukowych na polskich uczelniach niet) nic nie robią tylko w kółko sylabusy, efekty kształcenia i profile absolwenta poprawiają. Odpowiedz Link Zgłoś