Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor...

24.06.12, 21:39
A co na to dr. Osadziński?
Stanisław Remuszko
www.remuszko.pl
    • czeresniasta Czy list dr. Osadzińskiego i zawarte w nim tezy są 24.06.12, 22:08
      "Czy list dr. Osadzińskiego i zawarte w nim tezy są po prostu mizoginiczne?"

      Tak.
    • to.niemozliwe Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 24.06.12, 23:05
      A nie dałoby sie dotrzec do statystyk Komendy Stołecznej dotyczacych potrąceń pieszych? czy faktycznie spostrzezenia lekarza mają jakiekolwiek potwierdzenie w danych?
    • cmazui Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 24.06.12, 23:25
      jezeli kobiety spowodowaly 30 % wypadkow w ogolnej masie kierowcow to pytanie. Ile kobiet kierowcow popelnilo wypadek jezeli kobiety wsrod ogolnej liczby kierowcow stanowia ok 24 % ????
      Okaze sie ze co druga kobieta kierowca cos przeskrobala i spowodowala wypadek. A wiec lekarz ma racje.
      • licorea_bart Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 24.06.12, 23:28
        cmazui napisał:

        > jezeli kobiety spowodowaly 30 % wypadkow w ogolnej masie kierowcow to pytanie.
        > Ile kobiet kierowcow popelnilo wypadek jezeli kobiety wsrod ogolnej liczby kier
        > owcow stanowia ok 24 % ????
        > Okaze sie ze co druga kobieta kierowca cos przeskrobala i spowodowala wypadek.

        Hej, cyferki ci się pomerdały.
      • cytrynowe Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 00:11
        cmazui napisał:

        > jezeli kobiety spowodowaly 30 % wypadkow w ogolnej masie kierowcow to pytanie.
        > Ile kobiet kierowcow popelnilo wypadek jezeli kobiety wsrod ogolnej liczby kier
        > owcow stanowia ok 24 % ????
        > Okaze sie ze co druga kobieta kierowca cos przeskrobala i spowodowala wypadek.
        > A wiec lekarz ma racje.

        Oj, dać mężczyźnie cyferki i od razu sobie krzywdę robi :(
      • rpyzel Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 08:56
        A te liczby to skąd wytrzasnąłeś? Azali pokażesz statystyki?
    • grey-sky Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 24.06.12, 23:35
      Mnie także opinia dr.Osadzińskiego wydawała się mocno naciągana. Przeanalizowałam wszystkie wypadki moich znajomych w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Okazało się, że sprawcami wszystkich wypadków ze skutkiem śmiertelnym byli mężczyźni. Podobnie wypadki z rannymi. Kobiety miały raczej kolizje. I jeszcze jedno: tylko jednego ze sprawców nazwałabym mordercą. To był człowiek który wypadek spowodował po pijanemu. Nie jest dla mnie mordercą człowiek, który miał zbyt małe doświadczenie, czy taki który przekroczył przepisy. Mogę czuć złość, żal do niego ale nie nazwę go mordercą.
      • mrrrwrrr Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 26.06.12, 09:18
        No cóż. Co osoba to inne doświadczenia. Może Pan Doktor miał to szczęście/nieszczęście że na jego dyżur trafiało akurat więcej kobiet-sprawców?
        W moim przypadku np. 100% sprawców to była kobieta, 30-40 lat, wykształcona, na wysokim stanowisku. Rozjechała mnie na przejściu dla pieszych wyprzedzając stojące samochody. I o ile wiem, nawet nie zapłaciła mandatu. Pewnie i w statystykach jej nie ma. Natomiast ja oczywiście dmuchałem alkomat (0.0) i usilnie próbowano mi wmówić że na pewno wbiegłem na przejście.
        A inna mi rozjechała drzwi w samochodzie :)
        Jednak nie wyrokuję, że "to głównie kobiety rozjeżdżają". Po prostu tak mi się zdarzyło. P. Doktorowi może też - może akurat trafiał na dyżurach głównie zbyt szybkie kobitki.
        • laptokowiec Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 26.06.12, 10:58
          W moim przypadku również sie to potwierdza.
          Jednej kolizji uniknąłem prawie wjeżdżając na chodnik.
          W drugim przypadku nie miałem szans i ściąłem lusterka samochodu stojącego na poboczu (na szczęście nikomu nic się nie stało). Pani wyjeżdżała sobie spod znaku STOP prosto pod koła (dla znających Gdańsk skrzyżowanie al.Rzeczpsopolitej z JP2, ograniczenie prędkości do 70km/h). Pani (30-40 lat) jeszcze miała pretensje, że nie wyhamowałem.
        • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 20:52
          A wyjaśnisz, co niby sprawca miałby robić w szpitalu? Zwłaszcza sprawca potrącenia pieszego, kiedy to kierowca w większości przypadków wychodzi nawet bez zadrapania?
          • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 20:57
            jop napisała:

            > A wyjaśnisz, co niby sprawca miałby robić w szpitalu?
            Przeczytaj jeszcze raz tekst który komentujesz , i co już wiesz? Nie? no to jeszcze raz! i tak do skutku - czyli do momentu gdy zauważysz, że Pan doktor napisał iż sprawców przywozi Policja na badanie krwi...
            • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 21:06
              O, to jakaś bardzo nietypowa praktyka.
              • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 28.06.12, 16:26
                jop napisała:

                > O, to jakaś bardzo nietypowa praktyka.
                A skąd to wiesz? Spowodowałaś tyle wypadków drogowych, że masz doświadczenie w tej sparwie? Czy może jesteś prawniakiem, albo Policjantem?
                • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 30.06.12, 13:32
                  Rozpracowałeś mnie, moje hobby to rozjeżdżanie pieszych na przejściach i rowerzystów na ścieżkach, po pijanemu.

                  Sprawcę niekoniecznie wiezie się do pobrania krwi na oddział ratunkowy (chyba że w pipidówach, gdzie jest jedna placówka służby zdrowia - chwila, chwila, czy ja dobrze pamiętam, że była mowa o Warszawie?), i na litość, nie jest tak, że ten sam lekarz jedną ręką ratuje rozjechanego poszkodowanego, a drugą pobiera krew sprawcy.
                  • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 30.06.12, 21:24
                    jop napisała:

                    > Sprawcę niekoniecznie wiezie się do pobrania krwi na oddział ratunkowy
                    Wedłóg Ciebie Policjańci, którzy muszą a) przesłuchać obu uczestników wypadku, b) ustalić trzeżwość obu uczestników wypadku postępują nieracjonalnie i najpierw z jedymu jadą do jednego szpitala na pobranie krwi, a potem do drugiego gdzie odwieziono rannego?
      • jozefkostrzycki Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 16:57
        A ja owszem. I debilem.

        Znak ograniczenia prędkości i reguły pierwszeństwa przejazdu są zupełnie jednoznaczne i proste. Jeśli ktoś je narusza i powoduje śmierć lub inwalidztwo człowieka to albo jest niespełna rozumu i powinien trafić na dożywotnie leczenie w zakładzie zamkniętym, albo jest mordercą, bo doskonale wie, jaki będzie skutek naruszania przepisów, zatem nie może nie chcieć zabić człowieka.

        Wie, że jak przekracza prędkość, to zamiast lekko uszkodzić człowieka, zabije go. To jest dla mnie morderstwo. Nie zresztą w sensie prawnym - choć tutaj też powoli zaczynam się zastanawiać, bo są to jednak rzeczy podstawowe - ale w sensie społecznym, kulturowym - owszem.

        W Polsce wiedza o tym, że na drogach dzieje się horror, że trudno to nazwać inaczej niż ludobójstwem lub masakrą, że ofiarami są głównie piesi, jest powszechna. Mimo to miliony moich rodaków wsiadają co dzień do samochodu i dociskają pedał gazu. Dla mnie to jest usiłowanie morderstwa - niektórym zaś się udaje - przykro mi, ale tak myślę. I - sam unikam jeżdżenia samochodem, w miarę możliwości.

        To zbiorowe szaleństwo mogę sobie wytłumaczyć tylko tym, że w związku z przystąpieniem do EU miliony Polaków po raz pierwszy siedzą za kierownicami własnych - poniemieckich - przyzwoitych samochodów. I - bawią się. Adrenalina, zabawa (lepszych widać, poza wiejskimi dyskotekami, nie ma, polskiej reprezentacji na pewno nie ma co oglądać) jest ważniejsza niż własne sumienie i życie drugiego człowieka.

        I do tego te krzyże na drogach...

        Szaleństwo, szaleństwo - to jest chocholi taniec - na drogach, a każdy za kierownicą jakby ten sznur miał.

        Żałosne...
      • shpack Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 19:48
        a wiec w/g ciebie nie jest morderca czlowiem, ktory zlamal przepisy pedzac 150 km/h przez przejscie dla pieszych i na czerwonym swietle po prostu sie zagapil, bo mial zbyt male doswiadczenie i zkle ocenil sytuacje ? Zastanow sie czlowieku
        • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 21:10
          I jeszcze jego matka szła tym przejściem, i było tam przedszkole w przyszłości, a oficer jak wrzucał, to kucał.
    • bzbz666 kłamie jak naoczny świadek 25.06.12, 07:29
      W twierdzeniach pana lekarza nie ma niczego dziwnego.
      Pan lekarz zapamiętał jako najczęstszych sprawców baby.
      I to prawda. Prawda że tak zapamiętał.
      A jak się ma jego pamięć do statystyki wypadków, to zupełnie co innego.


      Pamięć to nie jest taśma magnetyczna.
      Pamięć jest zawodna i tendencyjna.
      Często potwierdza uprzedzenia.

      Przypadek pana lekarza przypomina mi prace historyka, profesora Krzysztofa Jasiewicza, o sowieckiej okupacji na kresach wschodnich Rzeczypospolitej.
      Prof. Jasiewicz chciał zbadać kto najczęściej kolaborował z sowietami: czy Żydzi, czy Ukraińcy czy Białorusini, a może i jakiś Polak kolaborował?
      Bo prof. Jasiewicz święcie wierzył w powszechne w polskiej historii opowiadania o masach Żydów,
      entuzjastycznie witających sowieckiego najeźdźcę w 1939 roku.
      No i zaczął badać archiwa: w Polsce, na Białorusi, w Rosji, na zachodzie Europy...
      Badał tak przez 8 lat, sumował, dodawał, liczył - aż się zdziwił.
      Bo na końcu, kiedy już podliczył wszystkie słupki, to się okazało,
      że we wszystkich grupach narodowościowych był podobny procent kolaborantów.
      Tylko że z pamięci polskich mieszkańców Kresów
      w cudowny sposób wyparowali nasi polscy kolaboranci,
      a zostali ino żydowscy.


      Tak jak panu lekarzowi w głowie zostały ino te okropne baby.
    • wwojtek9 Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 25.06.12, 08:17
      Szanowny autorze proponuje najpierw porównac śrenia ilość przejść dla pieszych w skai kraju i w Warszawie, średnią częstotliwość przejerzdzania przez te przejścia pań w wieku 30-40 lat, a zrozumie Pan na czym polega specyfika Warszawy. Czy naprawdę nie zauważył Pan iż to w Stolicy jest najwięcej przejść dla pieszych i najwiecej pań w wieku 30-40 lat dojeżdzajacych samochodem do pracy?
      • astrotaurus Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 08:51
        wwojtek9 napisał:
        ** Czy naprawdę nie zauważył Pan iż to w Stolicy jest najwięcej przejść dla pieszych i najwiecej pań w wieku 30-40 lat dojeżdzajacych samochodem do pracy?**
        A po co miał zauważą skoro mu to nie pasuje do polemiki. I nie pasuje mu do polemiki wezwanie lekarza: "Po każdych wyborach publikujecie bardzo dokładne statystyki kto gdzie na kogo głosował, w podziale na kategorie wiekowe, materialne, miejsce zamieszkania, wykształcenie itd. Opublikujcie, proszę, podobne statystyki w odniesieniu do wypadków komunikacyjnych."
        W wywodach Autora nie ma nawet cienia odwołania do żądanych przez lekarza danych.
        Gdyby ktoś chciał wykazać się dociekliwością i uczciwością mógłby zapewne w konfrontacji dokumentów szpitalnych i policyjnych sprawdzić statystyki podawane w krytykowanym liście.
        I na pewno trzeba naciskać na policje by dane o wypadkach były obszerniejsze: kto jest sprawcą, czy i jakie są ofiary, czy ofiarą jest sprawca czy osoba postronna etc., etc.

        Na pewno statystyki policyjne są niesłychanie ubogie i na pewno fałszywe jest epatowanie publiki choćby brawurą i alkoholem leżącymi u źródeł wielu wypadków. Bo owszem, wielu, ale zdecydowanej mniejszości, kiedy zdecydowana większość (choćby w postaci eleganckiej pani w służbowym aucie rozjeżdżającej babcię z wnuczką na przejściu) pomijana jest milczeniem.

        Ot, nieco wstrzemięźliwości w ferowaniu wyroków, pliiissss....
      • rpyzel Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 09:03
        wwojtek9 napisał:
        > Czy naprawdę nie zauważył Pan iż to w Stolicy jest najwięcej przejść dla pieszych
        > i najwiecej pań w wieku 30-40 lat dojeżdzajacych samochodem do pracy?

        I tak oto, oprócz pana doktora i jego obserwacji z palucha, mamy kolejnego czujnego obserwatora. Zerknij sobie tu pl.wikipedia.org/wiki/Lista_b%C5%82%C4%99d%C3%B3w_poznawczych a potem zastanów się co jest warte twoje przekonanie wobec statystyk.

        Specjalnie dla takich jak Ty był akapit
        "Można próbować jeszcze torturować te statystyki na wiele sposobów, zakładając na przykład, że kobiety jeżdżą tylko po terenie zabudowanym, że tylko osobówkami - ale cały czas nie zbliżymy się do potwierdzenia tezy pana doktora, że to one są głównymi sprawcami wypadków."


        • astrotaurus Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 09:30
          rpyzel napisał:


          ** Specjalnie dla takich jak Ty był akapit
          "Można próbować jeszcze torturować te statystyki na wiele sposobów, zakładając na przykład, że kobiety jeżdżą tylko po terenie zabudowanym, że tylko osobówkami - ale cały czas nie zbliżymy się do potwierdzenia tezy pana doktora, że to one są głównymi sprawcami wypadków."**
          Oczywiście tacy jak Ty czy Autor oleją (nie wskutek błędów poznawczych zapewne, nie, nie...) fakt, że wyśmiewany przez was lekarz nie mówił o wypadkach ale o ofiarach!! Mówił na podstawi swoich wieloletnich obserwacji. Nie gloryfikuję jego obserwacji, nie stawiam go w roli wyroczni, ale wy na ten temat nie macie do powiedzenia NIC.
          • rpyzel Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 09:51
            astrotaurus napisał:

            > fakt, że wyśmiewany przez was lekarz nie mówił o wypadkach ale o
            > ofiarach!! Mówił na podstawi swoich wieloletnich obserwacji.

            No więc wykazano Ci wyraźnie, że obserwacje tego Pana są g... warte bo policja i towarzystwa ubezpieczeniowe obserwują coś innego i mają na to papiery.

            A teraz włącz myślenie i powiedz, skąd pan doktor to wytrzasnął
            "A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka - kilkanaście razy dziennie."
            Ratownicy medyczni wpadają na SOR z połamanym i krwawiącym delikwentem na noszach, a ten łapie lekarza za mankiet i mówi
            -Doktorze, to była pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie,
            NIECH PAN OBJAWI TĄ PRAWDĘ ŚWIATU - STATYSTYKI SĄ SFAŁSZOWANE
            • astrotaurus Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 11:08
              rpyzel napisał:

              **No więc wykazano Ci wyraźnie, że obserwacje tego Pana są g... warte bo policja i towarzystwa ubezpieczeniowe obserwują coś innego i mają na to papiery. **
              No więc wykazano Ci wyraźnie, że nie potrafisz wskazać takich obserwacji i danych, bo papiery policji i ubezpieczycieli nie mówią o tym o czym mówi doktor.
              Znajdź dane o wypadkach gzie masz dane: sprawca, ofiary, przyczyny (warunki, okoliczności) i dopiero głosuj.
              Doktor obserwował pacjentów (przypominam: dyżury szpitali!)

              **A teraz włącz myślenie i powiedz, skąd pan doktor to wytrzasnął
              "A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka - kilkanaście razy dziennie."**
              A teraz włącz myślenie i zorientuj się, że ja nie odpowiadam za precyzję wypowiedzi doktora - może tu mówił ilości wypadków, z którymi a do czynienia codziennie, więc czuje się uprawnionym do wyciągania takich wniosków.
              I włącz myślenie na turbo i zobacz co ja mówiłem o ilości wypadków i udziale w nich wypadków z powodu alkoholu i brawury (nie mówię o kwestii ofiar omawianej przez doktora) - pomimo epatowania gawiedzi alkoholem i brawurą kilkakroć więcej wypadków jest powodowanych przez "normalnych" ludzi: służbową panią , ojca dzieciom, Pana Czesia... Zwyczajnych, niedouczonych, niewprawnych kierowców. I to jest główny motyw problemu omawianego przez doktora.

              **Ratownicy medyczni wpadają na SOR z połamanym i krwawiącym delikwentem na noszach, a ten łapie lekarza za mankiet i mówi
              -Doktorze, to była pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie,
              NIECH PAN OBJAWI TĄ PRAWDĘ ŚWIATU - STATYSTYKI SĄ SFAŁSZOWANE**
              G...niana beletrystyka może podbija Twoje ego, ale nie jest rozumnym argumentem.
              Nawet w przelocie ratownik może rzucić np: " znowu jakaś pinda z komórą", a poza tym lekarz ma z ofiarami wypadków najczęściej normalny kontakt - jakiś półtrupy to rzadkość!
              • rpyzel Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 12:45
                astrotaurus napisał:


                > Znajdź dane o wypadkach gzie masz dane: sprawca, ofiary, przyczyny (warunki, ok
                > oliczności) i dopiero głosuj.

                To tak nie działa, obserwacje doktorka przeczą danym które mamy. To niech pan doktor i jego obrońcy pokażą papiery. Bo my mamy takie jakie mamy i wychodzi, że gada bzdury.

                > Doktor obserwował pacjentów (przypominam: dyżury szpitali!)

                Sprawdź sobie efekt potwierdzenia na przykładzie pełni księżyca. Podręcznikowy przypadek.

                > "A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym numerem jeden
                > jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbo
                > wym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach. To się zdarza CODZIENNIE, i
                > to kilka - kilkanaście razy dziennie."**


                Przejście dla pieszych (cała Polska):
                wypadki ogółem 3778 (9,2%) zabici 238 (5,7%) ranni 3784 (7,4%)

                a ten lekarz w jednym tylko obwodzie ma kilka - kilkanaście razy dziennie, wszystko przez te 19,9% kobiet sprawców wypadków? Grają z prawdziwymi pieszymi w Carmagedon pod jego szpitalem?
                • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 21:37
                  rpyzel napisał:

                  >
                  > Przejście dla pieszych (cała Polska):
                  > wypadki ogółem 3778 (9,2%) zabici 238 (5,7%) ranni 3784 (7,4%)
                  >
                  > a ten lekarz w jednym tylko obwodzie ma kilka - kilkanaście razy dziennie, wszy
                  > stko przez te 19,9% kobiet sprawców wypadków? Grają z prawdziwymi pieszymi w C
                  > armagedon pod jego szpitalem?

                  Czy NAPRAWDĘ NIE ROZUMIESZ, iż statystyki z "całej Polski" mogą być zupełnie nieadekwatne dla Warszawy? Twój argunent iż to dla mnie był akapit twierdzący, iż "można jeszcze torturowac statystyki" jest nieprzekonujacy, bo nie tyle można co TRZEBA - inaczej wychodzą bzdury a student pierwszego roku statystyki wie, iż Warszawę wyłacza się z danych statystycznych do osobnego zestawienia bo ma zdecydowanie inną specyfike niz reszta kraju!
                  • bill.cosby Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 23:39
                    Specyfika Warszawy tu nie ma nic do rzeczy. Jeśli w całej Polsce jest 3700 rannych na pasach , to jest to średnio dziesięć dziennie. Czyli jeżeli pan doktor ma kilka-kilkanaście przejechanych dziennie, to znaczy, że sam jeden obsługuje wszystkie takie wypadki z całej polski u siebie. Co więcej jeśli wszystkie te wypadki powodują kobiety 30-40 lat, w służbowych samochodach, to znaczy, że mężczyźni, starsze i młodsze kobiety oraz jeżdżący tanimi samochodami w ogóle nie powodują wypadków na przejściach. Czy student pierwszego roku rozumie?
                    • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 26.06.12, 21:05
                      bill.cosby napisał:

                      > Specyfika Warszawy tu nie ma nic do rzeczy. Jeśli w całej Polsce jest 3700 rann
                      > ych na pasach , to jest to średnio dziesięć dziennie. Czyli jeżeli pan doktor m
                      > a kilka-kilkanaście przejechanych dziennie, to znaczy, że sam jeden obsługuje w
                      > szystkie takie wypadki z całej polski u siebie. Czy student pierwszego roku rozumie?
                      To Tobie się wydaje że umiesz czytać dane statystyczne, a nawet artykułu przeczytać nie potrfisz. Pan dkotor mówił, iż "to się zdaża codziennie" nie kilkkanaście razy dziennie tylko codziennie - rozumiesz różnicę? bo to znzczy, iż zdaniem pana doktora ma prawie codzienie taki przypadek (potrącenia na przejściu) i z regóły (a nie zawsze) sprawca jest pani w wieku 30-40 lat. Teraz policzmy 10-sięć potrąceń na pasach dzienie jedno w warszawie to 1/10 wypadków w kraju . W 2011r w polsce wydarzyło się 4065 wypadków z tego w Warszawie 2265, co daje proporcje 1/20, ale jeśli z jednej strony uwzględnimy specyficzna dla Warszwy ilość przejść dla pieszych, i fakt, że zdażenia nie miały być codziennie tylko prawie coidziennie z drugiej strony, to zbliżamy się do różnicy błędu statystycznego - zrozumiałeś?
                      • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 21:08
                        > regóły

                        Te, skończ najpierw podstawówkę na poziomie piątej klasy, to pogadamy, co?
                        • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 28.06.12, 16:29
                          jop napisała:

                          > > regóły
                          >
                          > Te, skończ najpierw podstawówkę na poziomie piątej klasy, to pogadamy, co?
                          Jak masz jakieś merytoryczne argumenty to chętenie poczytam, a jak ich brak chcesz zastąpić czepianiem się literówek to może poszukaj sobie forum o ortografi...
                          • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 30.06.12, 13:36
                            Jak dotąd Ty tu celujesz w absolutny brak merytorycznych argumentów - cały czas Ci tłumaczą,z podaniem danych liczbowych że pan doktor co najmniej w paru miejscach jawnie mija się z prawdą, a Tobie to nie przeszkadza - aparat poznawczy na poziomie piątoklasisty.
                            • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.07.12, 23:03
                              jop napisała:

                              > Jak dotąd Ty tu celujesz w absolutny brak merytorycznych argumentów - cały czas
                              > Ci tłumaczą,z podaniem danych liczbowych że pan doktor co najmniej w paru miej
                              > scach jawnie mija się z prawdą, a Tobie to nie przeszkadza - aparat poznawczy n
                              > a poziomie piątoklasisty.
                              A ja na te tłumaczenia odpowiadam argumentami, a nie czepianiem się literówek, przedstaw ARGUMENTY to się odniosę, a obelgi świadczą jedynie o TWOIM poziomie ...
                      • ewelina_1 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 28.06.12, 23:05
                        wwojtek9 napisał:

                        Pan dkotor mówił, iż "to się zdaża codziennie" nie kilkkanaś
                        > cie razy dziennie tylko codziennie - rozumiesz różnicę? bo to znzczy, iż zdanie
                        > m pana doktora ma prawie codzienie taki przypadek (potrącenia na przejściu) i z
                        > regóły (a nie zawsze) sprawca jest pani w wieku 30-40 lat.
                        Cytat:
                        "A wiecie Państwo kto jest, też w moich statystykach, absolutnym numerem jeden jeśli chodzi o liczbę ofiar? Jest to pani lat 30-40, trzeźwa, w dobrym, służbowym samochodzie, przejeżdżająca pieszego na pasach [moje podkreślenie]. To się zdarza CODZIENNIE, i to kilka - kilkanaście razy dziennie.
                        W 24-godzinny ostry dyżur urazowy, w zwykły dzień tygodnia, z terenu Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię (lżejsze przypadki - złamania kończyn bez urazu głowy i narządów wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych." [moje podkreślenie]
                        Wygląda na to, że sam pan doktor obsługuje wszystkie wypadki na przejściach z Polski i jakiegoś sąsiedniego kraju. A przynajmniej wszystkie wypadki -wg. obserwacji lekarza - na przejściach w Polsce są powodowane przez kobiety.
                    • jozefkostrzycki Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 17:07
                      On ma kilkanaście osób rannych, a nie - rannych na pasach. Zresztą on mówi o swoim subiektywnym doświadczeniu lekarza, a nie prowadzi analizy statystycznej. Ona nie jest potrzebna, żeby zrozumieć jego wypowiedź. Ona jest głównie zrozumiała w sferze emocjonalnej. To normalny polskich kierowca jest winny, w tym taki, którego byśmy o to nie posądzali - porządny, dobrze ustawiony, kobieta, a nie typowy drogowy przestępca z mafii wołomińskiej. To się dzieje w normalnych sytuacjach drogowych, a nie w sytuacjach naśladujących amerykański film sensacyjny. To - ten horror - to jest coś, co współtworzymy i czego jesteśmy częścią.

                      Co do tego ma statystyka?
                      • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 30.06.12, 14:04
                        Następny tępy jak obuch siekiery, który nie potrafi nawet przeczytać artykułu, którego broni, no to jeszcze raz:
                        ***********************************************************
                        W 24-godzinny ostry dyżur urazowy, w zwykły dzień tygodnia, z terenu Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię (lżejsze przypadki - złamania kończyn bez urazu głowy i narządów wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych. I jeszcze jedna do kilku osób, które trafiają już nie do nas, ale bezpośrednio do Zakładu Medycyny Sądowej, na sekcję zwłok.
                        ***********************************************************
                        Dla nieumiejących się posługiwać matematyką na poziomie 4 działań: na każdy dyżur pana doktora przypada co najmniej 46 rannych lub zabitych (a niech będzie, że jeden trup a nie kilka) na przejściu dla pieszych. Pan doktor myślał może o jakimś odczynianiu uroków, czy coś?
              • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 21:11
                >**A teraz włącz myślenie i powiedz, skąd pan doktor to wytrzasnął

                Proszę: z palca, z dupy, z własnego mizoginizmu, z uprzedzenia motocyklistów wobec kierowców samochodów i z efektu pełni.

                Mam nadzieję, że pomogłam.
            • zitterbewegung Co naprawdę przedstawił lekarz w swoim tekście. 25.06.12, 12:04
              Po pierwsze, sam operujesz na wybranych w w/w liście wyimkach z wypowiedzi lekarza bez odwołania się do źródła. Pisze on:

              "W 24-godzinny ostry dyżur urazowy, w zwykły dzień tygodnia, z terenu Warszawy trafia do oddziału ratunkowego co najmniej 15 osób (cięższe przypadki, w tym niektóre skrajnie ciężkie) oraz 30 na ortopedię (lżejsze przypadki - złamania kończyn bez urazu głowy i narządów wewnętrznych) - osób przejechanych podczas próby przekroczenia jezdni na przejściu dla pieszych." [...] "Policja przywozi sprawców wypadków do szpitala na pobranie krwi, więc z nimi muszę rozmawiać".

              Tak więc sytuacje dotyczą przejść dla pieszych, małych prędkości, a lekarz ma kontakt ze sprawcami wypadków. Wypadki takie najczęściej do statystyki lądują jako "z winy pieszego", bo wyskoczył niespodziewanie na przejście w trakcie hamowania, a odszkodowanie i tak wypłaca OC.
    • perski_dziadzio Zielona strzałka. Dr Osadziński nie zna przepisów? 25.06.12, 08:25
      Dr Osadziński niekompetencję pewnej pani ilustruje jej słowami: "Gdzie lazłeś baranie! Ja miałam zieloną strzałkę, a więc pierwszeństwo!"
      Jeżeli miała, tak jak powiedziała, zieloną strzałkę, to faktycznie miała pierwszeństwo!. Co innego, gdyby miała czerwone światło i zieloną strzałkę. Wtedy pierwszeństwa nie ma. Ale doktorowi zielona strzałka kojarzy się tylko ze strzałką wyświetlaną równocześnie ze światłem czerwonym na sygnalizatorze głównym, więc dopisał, że ofiary miały zielone światło. Najwyraźniej doktor nie wie, że zielona strzałka (bez światła czerwonego) zapewnia pierwszeństwo dla danej relacji i niemożliwe jest, żeby komukolwiek, kto mógłby znaleźć się w kolizji z tą relacją, wyświetlało się światło zielone!
      • sir_fred Re: Zielona strzałka. Dr Osadziński nie zna przep 25.06.12, 09:33
        A skąd wiesz, że nie miała czerwonego światła?
      • astrotaurus Re: Zielona strzałka. Dr Osadziński nie zna przep 25.06.12, 09:43
        perski_dziadzio napisał:

        **Ale doktorowi zielona strzałka kojarzy się tylko ze strzałką wyświetlaną równocześnie ze światłem czerwonym na sygnalizatorze głównym, więc dopisał, że ofiary miały zielone światło.**
        Ale dziadziowi się kojarzy, że doktorowi może się kojarzy, więc dziadzio pluje byle pluć.
        I dziadzio nie przeczyta (albo skojarzy że to też o dopisek doktora idzie), że człowiek pisze o wieloletnich doświadczeniach obejmujących również czasy kiedy ewidentny przykład głupoty opisanej w tekście: Pani przywieziona przez policję zrobiła w oddziale ratunkowym awanturę mężczyźnie, którego pół godziny wcześniej przejechała wraz z prowadzoną przez niego za rączkę pięcioletnią córeczką na przejściu dla pieszych, a to oni mieli zielone światło: "Gdzie lazłeś baranie! Ja miałam zieloną strzałkę, a więc pierwszeństwo!" nie był niczym dziwnym.
      • joachim Bzdura 25.06.12, 11:25
        Mylisz się. Zielona strzałka pali się (w Warszawie) kolizyjnie z zielonym dla pieszych na przejściu prostopadłym do jezdni, a której stoi samochód, dla którego pali się strzałka. Korzystając z zielonej strzałki kierowca musi najpierw przejechać przez pasy lub/i przejazd rowerowy, na którym jest akurat zielone.
        Dodajmy, ze palące się czerwone światło i zielona strzałka to bezwzględny nakaz zatrzymania się!
        Typowa scena wypadku to skrzyżowanie zastawione zaparkowanymi samochodami / kioskiem ruchu / krzakami / kubłem na używaną odzież. Na skrzyżowaniu piesi mają zielone światło. Do skrzyżowania wydzielonym prawoskrętem podjeżdża samochód. Ma czerwone - do jazdy prosto - i zieloną strzałkę (w prawo). Bez zatrzymania przejeżdża przez pasy aby przyhamować (albo nie) przez skrętem w prawo. W międzyczasie zalicza kolizję z pieszym, który "wtargnął" na zielonym świetle na pasy... Analogicznie wyglądają kolizje z rowerzystami na przejazdach rowerowych - ten na dwóch kółkach jedzie np. z prawej, wjeżdża swoje 10-15km/h na przejazd i zalicza maskę pojazdu...
      • jozefkostrzycki Re: Zielona strzałka. Dr Osadziński nie zna przep 27.06.12, 17:03
        W Warszawie są tylko zielone strzałki, dla których piesi mają też zielone, czyli zielone strzałki pod czerwonym światłem.
    • e4ska Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 25.06.12, 11:07
      Mimo że jestem kobietą, poprę warszawskiego lekarza. Jeżdżę na rowerze. Po Łodzi i okolicach. Najgłupsze rzeczy na skrzyżowaniach robią kobiety. Może to jest zależne od umysłowości kobiecej. Ale - kochani - na drodze, ja, kobieta, najbardziej boję się babeczek w wieku 30-50 lat. Ledwie ocalałam przed padnięciem w bok, co kończy się dla rowerzysty zmiażdżeniem pod samochodem, pani krzyczy na mnie, że przecie ona ma pierwszeństwo skręcając na ścieżce rowerowej. Facet przeprosi i nauczy się, że nie wolno skręcać bezmyślnie, jeśli widzi znak z rowerem. Tego nie da się wytłumaczyć feromonami, bo to jest moment. Panie jeżdżące autkami są bardziej bezwzględne, może dlatego, że najgorsze swoje cechy sprawdziły w pracy i przenoszą je na drogi. Tak mi się wydaje - lekarz ma rację - przejeżdżanie ludzi na pasach to domena kobiet.
      • unhappy Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 12:02
        e4ska napisała:

        > Facet przeprosi i nauczy się, że nie wolno skręcać bezmyślnie, jeśli widzi znak z rowerem

        Raczej nieuprawniony wniosek. Ale może masz na jego poparcie jakieś statystyki. Warto ciągle przypominać, że indywidualne obserwacje są nic nie warte dopóki nie zbierze się ich do kupy i nie podda analizie. Ciągle ktoś pisze: a moim zdaniem, a ja jak jechałem(jechałam), a mnie to tamto i owo. To co się komu wydaje (a stereotyp baby za kierownicą jest bardzo silny) a to jak jest naprawdę to są często absolutnie przeciwstawne rzeczy. Akurat ruch drogowy obfituje w takie pomyłki bo każdy uczestnik ruchu drogowego "wie swoje".
        • e4ska Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 14:21
          Nie da się przełożyć na statystykę doświadczeń rowerzystów. Ja nie ufam i dzięki temu żyję. Zawsze uważam, kiedy jadę z górki... czy jaki samochód nie skręca. W największym pośpiechu zatrzymuję się i patrzę. Kobiety. Myślę, że powinno się więcej wymagać od blond piękności po trzydziestym roku.
          Jeżdżę max 120 km, bezpiecznie czuję się do momentu wjazdu do miasta. Myślę, że nie da się odebrać babom ich przywileju. Będą rozjeżdżać i koniec. Co z nimi zrobić????
          • unhappy Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 14:32
            > Nie da się przełożyć na statystykę doświadczeń rowerzystów.

            Zgadza się, ale jednocześnie owe indywidualne doświadczenia są indywidualne czyli niemiarodajne i dla osób trzecich bezwartościowe.

            Moje doświadczenia jako rowerzysty, a uwielbiam jeździć po Warszawie i robię to kilka razy dziennie najgorszym typem kierowcy jest taksówkarz. Taksówkarze (oczywiście panowie) notorycznie zajeżdżają mi drogę przy skręcie. Taksówkarze (oczywiście panowie) notorycznie mijają mnie na grubość paznokcia, a ostatnio pan taksówkarz oduczał mnie jazdy po buspasie hamując gwałtownie przed rowerem. Niestety poza godzinami obowiązywania tego buspasa :)

            Moje doświadczenia są takie - nie ma znaczenia KTO jest kierowcą bo jakbym się przyglądał czy nieuważny kierowca to kobieta czy mężczyzna to bym tego nie pisał. Z wiadomych względów. Najważniejszy dla mnie jest fakt, że samochód jest duży, ciężki, ma długą drogę hamowania i czasami za jego kierownicą siedzi człowiek bez wyobraźni.
          • indywidualismus Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 26.06.12, 13:19
            e4ska napisała:

            Myślę, że
            > nie da się odebrać babom ich przywileju. Będą rozjeżdżać i koniec. Co z nimi z
            > robić????

            To proste, zmienić sposób szkolenia i zdawania prawa jazdy. Wszystkim, nie tylko kobietom! Opłatę za egzamin podwoić, a za te pieniądze wybudować np. specjalne odcinki dróg tylko na szkolenie/egzamin, gdzie niespodziewanie dla kursanta będzie na ulicę wpadała gumowa piłka (z wymalowana buzią dziecka), uruchamiana pilotem przez instruktora/egzaminatora. Po trzech zderzeniach z nią niektórzy (niektóre) nabiorą choć odrobinę respektu przed kierownicą...
            No i bezwzględnie zabierać prawa jazdy po spowodowaniu wypadku! Jak to możliwe, żeby człowiek, który zabił lub ciężko zranił innego człowieka dlatego, że nie umie jeździć, nadal miał prawo jazdy?? Niech robi dodatkowe badania, kurs doszkalający i ostry egzamin!
        • indywidualismus Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 26.06.12, 13:11
          unhappy napisał:


          >
          > Raczej nieuprawniony wniosek. Ale może masz na jego poparcie jakieś statystyki.

          Kolejny naiwniak wierzący w statystyki. Nie ma gorszego kłamstwa niż statystyka, szczególnie policyjna !!! Człowieku, dorośnij.
          • unhappy Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 26.06.12, 13:17
            indywidualismus napisał:

            > unhappy napisał:
            >
            >
            > >
            > > Raczej nieuprawniony wniosek. Ale może masz na jego poparcie jakieś staty
            > styki.
            >
            > Kolejny naiwniak wierzący w statystyki. Nie ma gorszego kłamstwa niż statystyka
            > , szczególnie policyjna !!! Człowieku, dorośnij.

            Teraz jeszcze do kompletu opowiedz nam coś o swoich doświadczeniach na drodze :D
    • rpq Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 25.06.12, 11:11
      Czytajac list doktora, zastanawiala mnie jedna rzecz - jak czlowiek, bylo nie bylo, nauki moze konstruowac smiale tezy bez zastosowania jakiekolwiek metody, ot bo tak mu sie w pamieci wyrylo. Ludzi tez leczy w oparciu o te pamiec?
      • astrotaurus Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.06.12, 11:53
        rpq napisał:

        ** Czytajac list doktora, zastanawiala mnie jedna rzecz - jak czlowiek, bylo nie bylo, nauki moze konstruowac smiale tezy bez zastosowania jakiekolwiek metody, ot bo tak mu sie w pamieci wyrylo. Ludzi tez leczy w oparciu o te pamiec? **

        1. Nie jesteś w stanie w sposób miarodajny podważyć tezy i obserwacji doktora.
        2. Naukowcem jest on w medycynie - tu jest zwyczajnym, zainteresowanym obywatelem, nie przedstawia racy naukowe, a za swoje słowa zapewne bierze odpowiedzialność.
        3. A ilu naukowców wierzy w czarodziejskie obrazki i gadające węże? Poza dziedziną swej nauki plotą niedorzeczności, od których myślącemu człowiekowi marszczy się skóra na plecach. Czy np. Panom Hellerowi, Jacynie-Onyszkiewiczowi czy Dakowskiemu odbiera to coś z ich naukowości?
        • jop Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.06.12, 21:16
          > a za swoje słowa zapewne bierze odpowiedzialność.

          Taa, taką, że w liście się nawet nie podpisał. Dopiero internauci wytropili, jak się nazywa.
    • joachim Uderz w stół... 25.06.12, 11:37
      Odbieram tę polemikę jako pełen świętego oburzenia list z kategorii "uderz w stół, nożyce się odezwą".

      Pomyślcie. Lekarz opisuje co mu się pojawia na izbie przyjęć. Jego obraz rzeczywistości. To może być prawdziwy obraz rzeczywistości, ale raczej takim nie jest. Czy to ważne?

      Istotna jest nie statystyka, kto i kiedy powoduje jakie wypadki.

      Istotne jest to, że równie skutecznie co brawura, alkohol i narkotyki zabija zwyczajna głupota, pośpiech i chamstwo!

      Idziesz piechotą. Podchodzisz do pasów. Spodziewasz się, że Cię przepuszczą kierowcy czy nerwowo czekasz, aż jezdnia będzie pusta? Byłeś na zachodzie? Jak jest tam?

      Nie wiem kto jest winny większości wypadków śmiertelnych. Wiem, że boję się chodzić po mieście, bo prowadzący 1-2 tonowymi pojazdami nie są dość uprzejmi i myślący, abym czuł się tak bezpiecznie, jak w Niemczech czy Francji.

      Mamy ograniczenie do 50km w mieście. Zajrzyjcie na targeo.pl i policzcie w Waszym mieście ile ulic jest "zielonych" albo "niebieskich" - to średnie prędkości przekraczające dozwoloną prędkość.
      Policzcie ile minut można zaoszczędzić jadąc 60 zamiast 45 w odcinku 4 km.
      Policzcie ile czasu na reakcje masz jeśli na jezdnię wbiegnie dziecko (tak, dziecka trzeba pilnować, ale to Ty będziesz się moczył w nocy do końca życia na myśl mokrej plamy na chodniku).
      Pomyślcie, kiedy ostatnio zaparkowaliście tuż przy przejściu dla pieszych. Macie przeźroczyste samochody? Widać zza nich jak uczeń 2 klasy próbuje wejsc na jezdnię?
      • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 25.06.12, 21:58
        joachim napisał:

        > Idziesz piechotą. Podchodzisz do pasów. Spodziewasz się, że Cię przepuszczą kie
        > rowcy czy nerwowo czekasz, aż jezdnia będzie pusta? Byłeś na zachodzie? Jak jest tam?

        Nie porównuj zachodu z Polską – polski kierowca gdyby chciał z Warszawy do Wrocławia jechać zgodnie z przepisami jechał by 12 godzin! Analogiczną odległość na zachodzie można zgodnie z przepisami pokonać w około cztery godziny. W Polsce większość tarasy kierowca będzie jechał drogami krajowymi obfitującymi w ograniczenia prędkości które będzie łamał, na zachodzie większość trasy pokona autostradą i realne ograniczenie spotka dopiero gdy z niej zjedzie, a zastosowanie się do niego wydłuży czas podróży o 10-15 minut góra.

        > Policzcie ile minut można zaoszczędzić jadąc 60 zamiast 45 w odcinku 4 km.
        Gdyby trasa po mieście to była "prosta droga" mógłbyś tak liczyć, ale to jest droga pełna skrzyżowań, świateł itp. gdyby światła były ustawione w "zieloną falę" na 50km/h ba! gdyby... ale nie są! w efekcie jak doliczysz czas stania na światłach moze się okazać że rżnice będą rzędu 10- 15 minut, a to gdy spieszysz się do pracy ma znaczenie.

        > Policzcie ile czasu na reakcje masz jeśli na jezdnię wbiegnie dziecko (tak, dzi
        > ecka trzeba pilnować, ale to Ty będziesz się moczył w nocy do końca życia na my
        > śl mokrej plamy na chodniku).
        Prawo jazdy mam od 1992r, przejechałem trochę kilometrów, codziennie poruszam się po najtrudniejszym do jazdy mieście tj. Warszawie i przez te dwadzieścia lat nie tylko nie spowodowałem, ale nawet nie uczestniczyłem w wypadku drogowym, a sytuacji groźnych - oj było, ostatnio, no nie dziecko tylko blondynka zawrcała na skrzyżowaniu i nie zauważyła iż moje 1,5 tony usiłuje "zdążyć na zielone" - wpadam na skrzyżowane a ta myk i boczek autka wystawia prosto pod moją maskę - i co? Nic - wyhamowałem, obtrąbiłem - znam to skrzyżowanie (dlatego pozwlam sobie na ostrą jazdę) wiedziałem iż coś takiego mozę się zdażyć - wyparzyłem idjotke z daleka i miałem jeszcze zapas na hamulcu - jeździć trzeba umieć...
        • joachim Re: Uderz w stół... 25.06.12, 22:53
          Co do trasy Wwa-Wrocław to mitologizujesz.
          Przed Bełchatów do Wrocławia jedzie się - zgodnie z przepisami - trochę poniżej 6 godzin.
          Hiper-szybko analogiczne 350km pokonasz w Niemczech, bo na darmowej autostradzie pociągniesz ile fabryka dała (A z plakatów przy drodze sępy wołają "Hallo Raser, wir warten").
          We Francji na podobnej trasie Paris-Dijon zgodnie z przepisami pojedziesz 3.5h, ale większość pociągnie starą - i bezpłatną - trasą prawie 5h. Bez przekraczania przepisów.
          Różnica jest, ale nie aż taka.

          Oczywiście ani myślę porównywać jakości dróg na Zachodzie i u nas. Po prostu uważam, że zła jakość dróg nie rozgrzesza nas z najwyższej śmiertelności na drogach. Jak myślisz, czemu śmiertelność jest u nas skorelowana z jakością pogody? Im lepsza pogoda, tym mniej wypadków, ale tym więcej śmiertelnych?

          Co do jazdy po Warszawie, życzę, żeby nigdy nic złego się nie przytrafiło.
          • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 26.06.12, 10:12
            joachim napisał:

            >> Przed Bełchatów do Wrocławia jedzie się - zgodnie z przepisami - trochę poniżej
            > 6 godzin.
            Chyba nigdy nie jechałeś tą trasą, zgdonie z przepisami czyli na gierkówce max 100km/h, wszystkie 70km/h starannie przestrzegane podczas gdy TIR-y grzeją 80km/h równo - wyprzedzasz go, on za chwilę wyprzedza ciebie (zwolniłeś na 70km/h) czekasz na miejsce do wyprzedzania (rajdowcy leca cały czas lewym pasem, a tu znów ograniczenie - zwalniesz TIR ucieka, a od Piotrkowa krajówka i wyprzedź tam TIR-a nie przekraczając 90km/h - chciałbym to zobaczyć... średnia prędkość wyjdzie Ci jakieś 40km/h jak doliczysz korki w Warszawie i Wocławiu masz 12 godzin.
            > >
            > Oczywiście ani myślę porównywać jakości dróg na Zachodzie i u nas. Po prostu uw
            > ażam, że zła jakość dróg nie rozgrzesza nas z najwyższej śmiertelności na droga
            > ch. Jak myślisz, czemu śmiertelność jest u nas skorelowana z jakością pogody? I
            > m lepsza pogoda, tym mniej wypadków, ale tym więcej śmiertelnych?
            To dlaczego naj mniej wypadków notujemy na ekspresówkach i autostradach? (nie liczę zabytku jakim jest A4)
            Te różnice w infrastrukturze mają kapitalne znaczenie - jeśli 90% trasy jedziesz w komfortowych warunkach i praktycznie z tobie odpowiadajacą prędkością, to po zjeżdzie na lokalna drogę możesz sobie jechać 50km/h ten kawałk do domu czy firmy.
            A w Warszawie wreszcie budują obwodnice wreszcie będzie Europa...
            • laptokowiec Re: Uderz w stół... 26.06.12, 11:08
              "To dlaczego naj mniej wypadków notujemy na ekspresówkach i autostradach?"
              1. Bo kretyni mają dodatkowe pasy do wyprzedzanai i nie muszą tego robić "na trzeciego".
              2. Mniejsza liczba skrzyżowań, więc brak wypadków związanych z pierwszeństwem.
              3. Brak pieszych na drodze, więc mniej "wtargnięć".
              • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 26.06.12, 21:07
                laptokowiec napisał:


                > 1. Bo kretyni mają dodatkowe pasy do wyprzedzanai i nie muszą tego robić "na tr
                > zeciego".
                Przeczytaj jeszcze raz o czym pisał Joachim i czemu ja zaprzeczałem podając argument o ilości wypadków na autostradach i ekspersówkach, bo piszesz na jakiś inny temat.
        • tymon99 Re: Uderz w stół... 30.06.12, 23:29
          wwojtek9 napisał:

          > Nie porównuj zachodu z Polską – polski kierowca gdyby chciał z Warszawy d
          > o Wrocławia jechać zgodnie z przepisami jechał by 12 godzin!

          nie, jechałby równo 6. tak jak autobus.
          za długo? to polecam samolot.
          • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 09:12
            tymon99 napisał:

            > wwojtek9 napisał:
            > polski kierowca gdyby chciał z Warszawy do Wrocławia jechać zgodnie z przepisami jechał by 12 godzin!
            > nie, jechałby równo 6. tak jak autobus.
            A widziałeś autobus jadący zgodnie z przepisami?
            • tymon99 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 09:46
              jechał zgodnie z przepisami, a w środku do dyspozycji pasażerów miał bezprzewodowy internet i prąd w gniazdkach. pewnie od paru lat nie byłeś w polsce, co?
              • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 10:24
                tymon99 napisał:

                > jechał zgodnie z przepisami, a w środku do dyspozycji pasażerów miał bezprzewod
                > owy internet i prąd w gniazdkach. pewnie od paru lat nie byłeś w polsce, co?

                Tak się składa, że mieszkam w Warszawie, a rodzine mam we Wrocławiu i nie spotkałem na tej trasie autobusu jadacego zgodnie z przepisami bo wtedy srenia prędkość wychodzi na poziomie 40km/h albo nie znasz przepisów, albo KŁAMIESZ.
                • tymon99 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 19:47
                  przejechałeś kiedyś tę trasę zgodnie z przepisami i ze stoperem w łapie? nie? to zawrzyj pjzdę.
                  • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 19:49
                    tymon99 napisał:

                    > przejechałeś kiedyś tę trasę zgodnie z przepisami i ze stoperem w łapie? nie? t
                    > o zawrzyj pjzdę.

                    Zabrakło argumentów , to pozostały bluzgi?
                    • tymon99 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 22:00
                      przejechałeś czy nie?
                      gdybyś był przejechał, raczej od razu odpowiedziałbyś, że tak, więc po jaki chwuj się jeszcze odzywasz?
                      • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 22:38
                        tymon99 napisał:

                        >
                        > więc po jaki chwuj się jeszcze odzywasz?

                        Taak, bluzgi - typowy argument niemającego racji.... Widzisz misiaczku mam w samochodzie takie cuś co się nazywa "komputer pokładowy" i jak się umie naciskać klawisze to można duuużo ciekawych rzeczy się dowiedzieć: średnia prędkość, przejechane kilometry, zużycie paliwka, stoper też tam jest....
                        • tymon99 Re: Uderz w stół... 01.07.12, 23:15
                          fail
                          • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 02.07.12, 01:10
                            tymon99 napisał:

                            > fail
                            >
                            No wiem, brak argumentów + brak umiejętności przyznania się do błedu = wściekość
                            • tymon99 Re: Uderz w stół... 03.07.12, 01:38
                              double fail
                              • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 03.07.12, 08:32
                                tymon99 napisał:

                                > double fail
                                >
                                I to ma być argument? jesteś żałosny....
                                • tymon99 Re: Uderz w stół... 03.07.12, 10:46
                                  może i jestem, ale nie o mojej kondycji tu rozmawiamy, jeno o tym, że ja tę drogę przejechałem, a ty nie.
                                  patrz wyżej.
                                  • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 03.07.12, 21:29
                                    tymon99 napisał:

                                    ja tę drogę przejechałem, a ty nie.

                                    Ty może i przejechałeś z tego co piszesz jeden raz, natomiast ja (o czym wyrażnie pisałem) przejechałem ją ponad dwieście razy stąd wiem jak tam się jeździ i opowieści o przejechaniu w 6 godzin zgodnie z przepisami mogę jedynie między bajki włożyć - 344 km 6 godzin to 70km/h średnia (liczę po pół godziny na wyjazd z Warszawy i wjazd do Wrocławia czyli w nocy) żeby to osiagnąć musisz jechać 100km/h i zlekceważyć połowę ograniczeń, a wyprzedzajac np. tira przyspieszać do 120km/h. Zgodnie z przepisami na Katowickiej 100km/h i 70km/h przy każdym skrzyżowaniu co często oznacza 80km/h za skrzyżowaniem, bo tiry lecą 80km/h i nie zwalniają więc gdy Ty zwolnisz do 70km/h on Cię wyprzedza , a potem na lewym pasie masz "ścigantów" lecacych 150-160 i wleczesz się za tirem, za Portkowem zwykła krajówka zgodnie z przepisami 90km/h a że jedąc 90km/h nie wyprzedzisz tira więc wleczesz się 80km/h i zwalniasz na wszystkich ograniczeniach - średnia 70km/h nieosiągalna...
                                    • tymon99 Re: Uderz w stół... 04.07.12, 14:02
                                      344:6=57, nie 70.
                                      • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 04.07.12, 15:58
                                        tymon99 napisał:

                                        > 344:6=57, nie 70.
                                        >
                                        Naucz się czytać, napsałem, iż odejmuję po pół godziny na wyjazd z Warszawy i wjazd do Wrocławia (a to tylko w nocy jest możliwe ale "zaokrąglam" na Twoją korzyść) więc zostaje w 6- 2x0,5=5 zatem 344:5=70
                                        • tymon99 Re: Uderz w stół... 04.07.12, 20:31
                                          o rachunkach pojęcie masz takie samo jak o jeździe, to już wiemy.
                                          • wwojtek9 Re: Uderz w stół... 05.07.12, 00:16
                                            tymon99 napisał:

                                            > o rachunkach pojęcie masz takie samo jak o jeździe, to już wiemy.
                                            Jak zwykle gdy przedstawiam merytoryczne ragumenty - w odpowiedzi niczym nie poparte twierdzenia i bluzgi - typowe dla niemjacego racji i nieumiejącego się z tym pogodzić ...
    • zdzisiek66 bart nie utop się w jeziorze 30 cm głębokości 25.06.12, 15:54
      statystycznie :)
      Myślę, że do polemiki najlepiej wziąć statystykę ogólnoeuropiejską, wtedy dopiero zaciemni się obraz i udowodni każdą możliwą tezę :)
      Żeby uczciwie polemizować, należałoby założyć, że Warszawa jest jednak specyficzna i wypadki mogą jednak mieć innych sprawców, niż w setkach miejscowości typu Wąchock czy Parzęczew.
      Krótko mówiąc, przeanalizować statystyki tylko i wyłącznie potrąceń pieszych i tylko w Warszawie. Może ten doktor rzeczywiście jest mizoginistą, a może nie jest. Na podstawie tego, co bart napisał(a), stwierdzić tego nie można. Można jednak z całą pewnością stwierdzić, że ta tzw. polemika jest podręcznikową wręcz manipulacją.
    • karl-raimund Dwie różne sprawy 25.06.12, 16:57
      Polemika nie dotyczy przedmiotu sporu.
      Doktor Osadziński pisał o sprawcach wypadków śmiertelnych i bardzo ciężkich. Statystyki KGP posługują się kategorią "wypadek", w co wliczane jest np. "najechanie na znak".
      Nie rozróżniają także "lekko", "średnio" i "ciężko" rannych. Nie podają też podziału na płeć w tym zakresie. Niewiele więc wynika z dokumentów policji.

      Istotne pytania brzmią (dane za raportem KGP "Wypadki w 2008"):
      1) Ile spośród 14 tys. rannych w wyniku najechania pieszych to przypadki ciężkie i bardzo ciężkie.
      2) Ile spośród nich powstało z winy wyłącznie prowadzącej kobiety?
      3) Analogicznie, ile spośród 2 tys. zabitych to ofiary prowadzących kobiet?

      Policja ma takie dane. Czemu nie ma ich w raporcie?

      Wreszcie, porównywanie "statystycznego" kierowcy i "statystycznej" kierowniczki, by wykazać prawdopodobieństwo wypadku w zależności od płci jest od początku wadliwe, bo kobiety i mężczyźni nie użytkują samochodów tak samo (więcej jest mężczyzn taksówkarzy, kierowców TIRów, autobusiarzy itd.). Dopóki nie mamy statystyk porównujących taki sam typ kierowców pod względem płci, to wciąż nic nie wiemy. Jest to dokładnie ten sam przykład manipulacji, co "wyliczenia" Dubnera & Levitta "dowodzące", że - uwaga - gdy się jest pijanym, to bezpieczniej jest wsiąść w samochód, niż iść na piechotę (sic!).

      • indywidualismus Re: Dwie różne sprawy 26.06.12, 13:32
        karl-raimund napisał:


        > Istotne pytania brzmią (dane za raportem KGP "Wypadki w 2008"):
        > 1) Ile spośród 14 tys. rannych w wyniku najechania pieszych to przypadki ciężki
        > e i bardzo ciężkie.
        > 2) Ile spośród nich powstało z winy wyłącznie prowadzącej kobiety?
        > 3) Analogicznie, ile spośród 2 tys. zabitych to ofiary prowadzących kobiet?
        >
        > Policja ma takie dane. Czemu nie ma ich w raporcie?

        Bo zapewne nie potwierdzają tezy postawionej PRZED napisaniem artykułu. Fakty się nie liczą, istotna jest TEZA.
        . Jest to dokładnie ten sam przykład manipulacji, co "wyliczenia" Dubnera &
        > Levitta "dowodzące", że - uwaga - gdy się jest pijanym, to bezpieczniej jest
        > wsiąść w samochód, niż iść na piechotę
        (sic!).

        Pełna zgoda!
    • waad Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 25.06.12, 21:45
      Moją żonę trafiła na pasach kobieta. Pewnie też cierpiała na mizoginizm.
    • mkur agresywne kobiety ? 26.06.12, 02:24
      może lekka przesada ale na pewno rzucają się w oczy takie panie za kierownicą

      można powiedzieć że mają tendencję do przejmowania cech otaczających mężczyzn
      w ostrzejszej formie

      takie "kobiety sukcesu" w swojej bucowatości podobne są trochę
      do kobiet miłośniczek komunizmu jak Róża Luksemburg albo Wera Kostrzewa ;-)
      • unhappy Re: agresywne kobiety ? 26.06.12, 09:17
        mkur napisał:

        > może lekka przesada ale na pewno rzucają się w oczy takie panie za kierownicą

        Dokładnie tak właśnie działa ten błąd poznawczy. Nieodpowiedzialnych zachowań mężczyzn za kółkiem nie będziesz tak gorliwie rejestrował jak podobnych zachowań pań. Co ciekawe im mniej owych pań tym bardziej będą zwracały uwagę.
    • indywidualismus O ludzka naiwności !! Kto wierzy w statystyki ?? 26.06.12, 12:52
      O naiwna Autorko tego tekstu !! Czy nie zdajesz sobie sprawy, że polska policja na potęgę FAŁSZUJE statystyki?? Na przeróżne sposoby. Np. zderzenie czołowe - ktoś musiał nie zapanować nad autem i zjechał na lewy pas - przyczyna - nadmierna prędkość !!! Bo tak jest łatwiej! A zatrzymywanie "pijanych" po 2 piwach rowerzystów? W statystyki pójdzie "informacja": zatrzymano nietrzeźwego kierującego pojazdem mechanicznym.
      Kłamstwo, wielkie kłamstwo, statystyka, STATYSTYKA POLICYJNA !!
      Trzeba być zaślepionym naiwniakiem, żeby wierzyć w te bzdury.
      • astrotaurus Re: O ludzka naiwności !! Kto wierzy w statystyki 26.06.12, 13:27
        indywidualismus napisał:

        **W statystyki pójdzie "informacja": zatrzymano nietrzeźwego kierująceg o pojazdem mechanicznym.**
        A jak pierdutnie w furmankę sąsiada i nabije sobie guza to mamy wypadek i ranego spowodowane jazdą po alkoholu!
        • magdolot Re: O ludzka naiwności !! Kto wierzy w statystyki 27.06.12, 12:55
          Odkąd zawodowy kierowca rozjechał moją matkę nie bardzo wierzę w statystyki, a raczej w wysepki na zebrach. One pozwalają pieszemu przetrwać bucowatego kierowcę bez wyobraźni. I w betonowe/metalowe ustrojstwa sprawiające, że buc zwolni w trosce o zawieszenie. I jestem za zlikwidowaniem zielonej strzałki, która powoduje że spieszący się buc szarżuje na pieszych na zielonym.

          Statystyki? Moją matkę rozjechał na zebrze koleś wyprzedzający stojących kierowców. Ponieważ kierowca miał "świadka"... a policja w owych czasach przyjeżdżała na miejsce wypadku w momencie, kiedy ofiara została już wygodnie uprzątnięta, do statystyk poszła szarża pieszego. Polskie prawo działa tak, że jak jedna strona ma świadka, a druga nie, to nikogo nie obchodzi, że ofiara ma obrażenia z odwrotnej strony niż powinna i że właśnie szła na wykład i przez 30 lat się nie spóźniła, a wersja "świadka" kierowcy mówi, że skakała z kwietnika biegnąc w odwrotnym kierunku i atakując czołowo ciężarówki dwie, więc uciekała w panice z wykładu. Od paru lat w tym miejscu są światła.

          Dyskusja na temat piratek w średnim wieku wydaje się idiotyczna. Stwierdzenie, że kierowca ze stażem nie powinien się czuć zbyt pewnie, ani uważać za wyłącznego użytkownika drogi, idiotyczne nie jest. Idiotyczne nie jest też zakładanie, że pieszy ma prawo być większym debilem, chociaż zaiste nie powinien nim być.

          Debilizm polskich kierowców bierze się w znacznej mierze stąd, że samochód do niedawna był symbolem statusu i dla niektórych wciąż nim jest. Z drogi, śledzie, bo król jedzie. Ale sytuacja ciągle się poprawia i choć pogłowie kierowców strasznie nam urosło, to coraz częściej można liczyć na ich ostrożność i uprzejmość.



    • jozefkostrzycki Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 27.06.12, 16:48
      sic!

      Autor tekstu w ogóle tego nie uwzględnił. Chyba pierwszy raz w życiu analizował jakieś dane statystyczne.

      Poza tym istota problemu jest taka, że polskie drogi roją się od morderców i to MY nimi jesteśmy. Istota problemu jest taka, że widocznie siadając za kółkiem i dostosowując się do panujących zwyczajów na drogach nie rozumiemy, że samochód to broń, że pieszy nie ma szansy, że różnica 20 km (70 zamiast 50) to różnica życia i śmierci ze względu na prawa fizyki (refleks + droga hamowania przy danej prędkości + oddziaływanie masy razy prędkość na kupę mięsa i kości jaką jest inny "nieopancerzony" samochodem człowiek).

      Istota problemu jest taka, że kiedy już kogoś zabijemy lub zrobimy z niego inwalidę, to fakt, że tylko jechaliśmy "jak wszyscy" świetnie nas rozgrzesza, no, bo pieszy "wtargnął" na jezdnię (w każdym razie tak się nam przy osiągniętej przez nas prędkości wydawało) albo drugi kierowca zrobił błąd - co za "wieśniak", "debil" (to prawda, ale gdyby nie to, że on i ja jechaliśmy po równi naruszając przepisy - głównie o ograniczeniu prędkości lub / i pierwszeństwie przejazdu, to do wypadku nigdy by nie doszło lub nie miałby on tak straszliwych skutków).

      Tę istotę pan dr znakomicie wyraził z punktu widzenia swojego osobistego, subiektywnego doświadczenia i brutalnie poparł przykładami ze stołu operacyjnego i korytarzy szpitalnych, a nie tylko statystyką.
    • jozefkostrzycki Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 27.06.12, 16:49
      Istota problemu jest taka, że polskie drogi roją się od morderców i to MY nimi jesteśmy. Istota problemu jest taka, że widocznie siadając za kółkiem i dostosowując się do panujących zwyczajów na drogach nie rozumiemy, że samochód to broń, że pieszy nie ma szansy, że różnica 20 km (70 zamiast 50) to różnica życia i śmierci ze względu na prawa fizyki (refleks + droga hamowania przy danej prędkości + oddziaływanie masy razy prędkość na kupę mięsa i kości jaką jest inny "nieopancerzony" samochodem człowiek).

      Istota problemu jest taka, że kiedy już kogoś zabijemy lub zrobimy z niego inwalidę, to fakt, że tylko jechaliśmy "jak wszyscy" świetnie nas rozgrzesza, no, bo pieszy "wtargnął" na jezdnię (w każdym razie tak się nam przy osiągniętej przez nas prędkości wydawało) albo drugi kierowca zrobił błąd - co za "wieśniak", "debil" (to prawda, ale gdyby nie to, że on i ja jechaliśmy po równi naruszając przepisy - głównie o ograniczeniu prędkości lub / i pierwszeństwie przejazdu, to do wypadku nigdy by nie doszło lub nie miałby on tak straszliwych skutków).

      Tę istotę pan dr znakomicie wyraził z punktu widzenia swojego osobistego, subiektywnego doświadczenia i brutalnie poparł przykładami ze stołu operacyjnego i korytarzy szpitalnych, a nie tylko statystyką.
    • tymon99 Co mówią statystyki na temat tego, kto jest mor... 27.06.12, 19:12
      statystyki są warte tyle, ile ludzie, którzy je tworzą. w tym wypadku - jaka policja, takie statystyki. skąd założenie, że tworzenie wiarygodnej statystyki idzie policjantom z drogówki lepiej, niż - powiedzmy - ręczne kierowanie ruchem na skrzyżowaniu?
    • pawel2571 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 25.07.12, 16:30
      zabrakło dość istotnej informacji, ile procent kierujących stanowią kobiety? Na oko wygląda, że są w mniejszości, zatem suche podawanie że powodują tyle to a tyle procent wypadków jest mylące.
      • wwojtek9 Re: Co mówią statystyki na temat tego, kto jest m 27.07.12, 23:11
        pawel2571 napisał:

        > zabrakło dość istotnej informacji, ile procent kierujących stanowią kobiety? Na
        > oko wygląda, że są w mniejszości, zatem suche podawanie że powodują tyle to a
        > tyle procent wypadków jest mylące.
        Nie tylko ile procent kierujących stanowią kobiety, ale ile kilometrów rocznie przejeżdżają, czy głównie w ruchu miejskim czy na trasach, w jakich warunkach atmosferycznych (panie raczej w trudnych warunkach rezygnuja z jazdy) itd. elementów które należało by wziąć pod uwagę jest cała masa, jakimi samochodami jeżdżą (na tirach pań nie widziałem) , zawodowo czy prywatnie, - no porządną pracę doktorską mozna by z tego napisać ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja