pierwsze_all
04.07.12, 16:50
Nie pieprzcie bzdur. Po studiach matematycznych mgr nie mogę znaleźć LEGALNEJ pracy NIGDZIE, od 2005 roku. W szkole? Której? Jak wszędzie w budżetówce tylko i wyłącznie znajomości. Różne "żaki" ogłaszają się, że poszukują, ale tylko takich, co już są zatrudnieni w szkole, bo mogą dać najwyżej umowę śmieciową (to samo co na korepetycjach na czarno, bez łaski). Poza szkołą? Mam kurs księgowości. I co? I pstro. W jednym banu usłyszałam, że po matemetyce pani tylko liczyć umie, a od tego mamy kalkulatory. Wszędzie indziej strasznie zdziwieni, "bo przecież pani może pracować w szkole" i czemu "pani nie chce", ręce opadają. Gdziekolwiek indziej, biura rachunkowe, księgowość jakiejkolwiek firmy - złe wykształcenie, ma być ekonomia i finanse, gdy w ogłoszeniu "wykształcenie średnie", mgr w takim przypadku dyskwalifikuje całkowicie. Aaaa może jest grupa inwalidzka? Nie ma? No to niestety... Znajomi? "Przeciez szkoły poszukują matematyków" - och, świetnie, wymień jedną, zaraz tam pójdę - koniec znajomości. CV wisi na portalach pracowych i w ciągu kilku lat ani jednej odsłony. Wysyłane cv na ogłoszneia - ZERO odzewu, za to szkrzynka zaśmiecona spamem typu "praca w domu, dochodowe chałupnictwo, 5000 euro w tydzień" itp. śmierdzące przekrętem na kilometr.
Po prostu chrzanicie i tyle. Mój kolega ze studiów też pan mgr matematyki, z kilkuletnim doświadczeniem jako informatyk w banku, po "redukcji" jest akwizytorem też na śmieciówce i oczywiście dorabia korepetycjami na czarno jak wszyscy. Ci, co pracują w szkole wszyscy dzieci nauczycieli, kilku załapało się do informatyki (ja na początku też) i mieli szczęście nie zostać "zredukowanymi" gdy pojawili się "lepiej wykształceni" technicy po prywatnych szkółkach (czytaj studenci na zlecenie bez ZUS), ktoś sprzedaje ciuchy na bazarze, kilka osób w zupełnie innych branżach (jedna tłumaczka), reszta za granicą. Normalnie i legalnie nie ma nic, nawet na kasę w markecie biorą z agencji studenciaków na zlecenie. A tu jakieś kilkutysięczne zarobki w artykule. Gdzie? gdzie? Wiarygodność ankiet Sedlaków jest odwrotnie proporcjonalna do rzeczywistości. Kij wam w oko.