Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n...

01.09.12, 09:35
Brawo, podpisuję się obiema rękami. mam to samo wrażenie od dawna. Kiedy próbuję rozmawiać o tym z kolegami - wykładowcami, patrzą na mnie w milczeniu. Oni także już się poddali. atmosfera niemocy udziela się wielu prowadzącym. Generalnie mam grupy, którym jeszcze się chce, ale mam też takie, jak te opisane przez Pana. To pokolenie dużych dzieci, za których zdecydowali rodzice.
    • trzy.14 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 01.09.12, 09:59
      Dokładnie tak! Przy czym nie ma znaczenia, czy studia są humanistyczne czy techniczne, wszędzie większość studentów stanowią dorosłe (?) dzieci.
      • szarak_44 Magiczne liczby 02.09.12, 11:57
        Matematyka ma swoje "magiczne liczby", jak Pi czy liczba Eulera. Matematyka w zastosowaniu do materii nieożywionej także ma takie "czarodziejskie" wartości, jak choćby stała Plancka. Matematyka w zastosowaniu do człowieka - i owszem - także odnalazła ciekawe prawidłowości: stosunek liczby kobiet do mężczyzn w społeczeństwie, liczba homoseksualistów w danej zbiorowości i

        liczba ludzi predysponowanych do ukończenia studiów, która z całą pewnością nie sięga 50% populacji. Dlaczego "postępowa" rzeczywistość chce zaprzeczać podstawowym prawdom?

        Kiedy chwytamy za miecze, nazywają nas Awarami. Gdy lepimy zbyt wprawnie garnki, przezywają nas Wandalami. Jeśli tylko dosiadamy w bitwie koni, stajemy się dla nich Scytami... Jesteśmy Słowianie!
        • trzy.14 Re: Magiczne liczby 02.09.12, 14:09
          Drogi Szaraku,
          Uważam, że rozwój cywilizacyjny wymaga, by co najmniej 50% społeczeństwa miała wykształcenie przekraczające poziom maturalny, choć nie potrzeba nam aż 50% osób z wykształceniem "dawnym magisterskim" czy doktorskim. Dawna matura, nieco bardziej wyspecjalizowana, przesunęła nam się w stronę licencjatu. Zmierzam do tego, że prawdopodobnie nie ma niczego złego w masowych studiach licencjackich.
          Po prostu jest coraz więcej pracy dla osób mających w głowie trochę więcej niż daje dzisiejsza matura. Coraz więcej ludzi musi też w swoim życiu zmieniać pracę (co robią dziś producenci magnetofonów, taśm magnetofonowych, gramofonów, błon fotograficznych, dyskietek, kineskopów CRT etc?). Nie widzę więc niczego złego w tym, z od "zwykłej sekretarki" można wymagać kilkuletnich studiów prawniczych czy filologicznych ani że sprzedawca w sklepie, przedstawiciel handlowy czy "serwisant internetu" mają licencjat.
          Problem jest dalej: w całkowicie skandalicznym umasowieniu studiów magisterskich.
          Do tego dochodzi umasowienie studiów doktoranckich ("studia 3. stopnia").
          Kluczowe pytanie brzmi: po co są poszczególne etapy studiów, zwłaszcza jeśli zważy się, że
          większość absolwentów znajduje pracę poz zawodem wyuczonym?
          Jeśli studia magisterskie przygotowują do studiów doktorskich, to dlaczego sa masowe?
          Jeśli mają służyć pogłębieniu umiejętności potrzebnych na rynku pracy, dlaczego
          nie są skierowane raczej do osób pracujących, nie są po prostu (płatnymi?) studiami podyplomowymi?

          szarak_44 napisał:

          > Matematyka ma swoje "magiczne liczby", jak Pi czy liczba Eulera. Matematyka w z
          > astosowaniu do materii nieożywionej także ma takie "czarodziejskie" wartości, j
          > ak choćby stała Plancka. Matematyka w zastosowaniu do człowieka - i owszem - ta
          > kże odnalazła ciekawe prawidłowości: stosunek liczby kobiet do mężczyzn w społ
          > eczeństwie, liczba homoseksualistów w danej zbiorowości i
          >
          > liczba ludzi predysponowanych do ukończenia studiów, która z całą pewnością nie
          > sięga 50% populacji. Dlaczego "postępowa" rzeczywistość chce zaprzeczać podsta
          > wowym prawdom?
          >
          > Kiedy chwytamy za miecze, nazywają nas Awarami. Gdy lepimy zbyt wprawnie garnki, przezywają nas Wandalami. Jeśli tylko dosiadamy w bitwie koni, stajemy się dla nich Scytami... Jesteśmy Słowianie!
          • pawelekok Magiczne liczby - np. 3 fakultety 03.09.12, 12:55
            Ktoś kto nie ma 30 lat, a chwali się ukończeniem 3 fakultetów i znajomością 4 języków obcych, a nie wykonywał jeszcze żadnej pracy zawodowej, najbardziej nadaje się właśnie na stanowisko np. asystentki(a) do segregowania poczty, robienia kawy i odbierania telefonów. Bo na 99% można przyjąć, że jego wiedza w żadnym z tych wyedukowanych zagadnień nie jest zbyt głęboka. A mówiąc prościej na niczym nie zna się wystarczająco dobrze by uznać go za fachowca.
            • pokrecony_oliver Re: Magiczne liczby - np. 3 fakultety 03.09.12, 19:43
              Ciekawe, do robienia takich rzeczy wystarczy wykształcenie podstawowe.
              Tak myślą szefowie bez wykształcenia tak zwani "praktycy".
    • paulhandyman Panie wykładowco, niech Pan ucieka z tego PRL-u ! 01.09.12, 13:51
      Pański list jest przekrojową analizą polskiej rzeczywistości akademickiej. Ten mechanizm jak Pan dobrze wie rozciąga sie na całą polską rzeczywistość. Pan należy do grupy 5% myślących i pracowitych Polaków, których rzeczywistość uwiera w sposób niewyobrażalny. Niech Pan nie marnuje własnego życia w tym kołchozie, pośród zawistnych, zakłamanych i leniwych ludzi. Nic Pan nie zmieni w tym kołchozie, a tylko stanie się Pan do nich podobny na starość. Niech Pan jak najszybciej pakuje walizki i wyjeżdża raz na zawsze z tego kato-ZOMOostanu. Krajów cywilizowanych na świecie jest bez liku i zapewniam Pana, że z chęcią przyjmą człowieka takiego jak Pan z otwartym umysłem, otwartego na świat. Jeśli chce Pan być szczęśliwy, chce Pan by pańskie dzieci i rodzina były także szczęśliwi i wzrastali wśród cywilizowanych ludzi, to niech Pan pakuje walizki już dziś. Mówi to Panu kolega po fachu, który opuścił ten kołchoźniany kraj 22 lata temu i nie żałuje ani jednego dnia spędzonego wśród wspaniałych ludzi w cywilizowanych krajach
      • pis-dryk Re: Panie wykładowco, niech Pan ucieka z tego PRL 02.09.12, 16:06
        W tym liście jest sama prawda, ale niestety ton tych wypocin jest... akademicki właśnie. To jest coś, co ja znosiłam z bólem i trudem przez całe studia: 99% wykładowców na uczelniach wyższych wydaje się, że pozjadali wszystkie rozumy, przepełnieni są butą, dumą, większość z nich to chorzy megalomani. I to widać w tym liście. Owszem, młodzi sami sobie są winni, ale proszę sobie wejść na stronę UAM, UW czy UMK i poczytać brednie, które serwuje się kandydatom, kiedy przychodzi do zachwalania kierunków. Na UMK powstała jakiś czas temu kognitywistyka. Naprawdę myślicie, że ktoś normalny by na to poszedł? Nie, ale był dobry PR i studentów mają. Stworzono nawet profil absolwenta, bo mogłoby sugerować, że po tym kierunku jest praca!

        Studia już dawno nie mają tworzyć nowych, wykwalifikowanych pracowników. Studia są po to, by ktoś mógł na tym kręcić lody - i to nie jedna osoba, ale dziesiątki tysięcy. Nie mam nic przeciwko, bo mamy wolny rynek a biznes to biznes, ale w takiej sytuacji dorabianie do tego wielkich teorii, zakrawających miejscami na metafizykę, jest zwykłym chamstwem i sku...em.

        Autor tego listu niczym się od kolegów z branży nie różni. Ale to pracy w takim środowisku trzeba mieć wybitne predyspozycje.
        • rest74 Re: Panie wykładowco, niech Pan ucieka z tego PRL 02.09.12, 18:24
          To prawda, że większość działań mających na celu przyciągnięcie studentów ma charakter pozorowany, czysto marketingowy. Tworzenie nowych kierunków,opracowywanie nowych programów studiów tak naprawdę ma na celu obronę kadry akademickiej przez bezrobociem. Niestety, idący niż demograficzny nie zweryfikuje uczelni, nie padną gorsze, raczej będziemy mieli równię pochyłą w kwestii jakości nauczania w całym systemie.
        • pawelekok Re: Panie wykładowco, niech Pan ucieka z tego PRL 03.09.12, 12:40
          Aż się popłakałem czytając Pani komentarz.

          Tylko nie wiem, czy z żalu czy śmiechu. Jeżeli asystent się nabija z waszej niewiedzy, to zamiast stroić fochy trzeba pójść do niego i poprosić o wyjaśnienia lub przynajmniej wskazanie źródeł.

          Prezentuje Pani typową postawę studenta nieodpowiedzialnego brzdąca o jakich pisze autor listu. Od czego ma Pani głowę? Chyba nie od wypełniania miejsca między uszami tylko. Trzeba myśleć, patrzeć, wyciągać wnioski i podejmować decyzje. A na studiach uczyć się, nie tylko studiować. A tu użalanie się nad sobą i pretensje do wszystkich. Owszem, jak wielu innych padła Pani ofiarą swego rodzaju oszustwa. Jak całe nasze społeczeństwo, ktoremu się wydaje, że każdy może zostać profesorem uniwersytetu. Każdy ma prawo, ale nie każdy się nadaje. (chociaz u nas tytuł profesorski zdobywa się byt łatwo). Ale ... skoro zorientowała się Pani, że po tym kierunku nie będzie łatwo o pracę trzeba było zrobić coś by to zmienić. Pomóc samej sobie.

          I niech się Pani nie wydaje, że za komuny każdy absolwent otrzymywał propozycję interesującej pracy w zawodzie zgodnym z wykształceniem. Nie każdy w zawodzie, niewielu interesującą. Prawie każdego pierwsza praca bolała. Niewielkie zarobki i brak doświadczenia, pozycję, awans, wyższe zarobki trzeba było wykuwać ciężką pracą i dokształcaniem się (pomagała przynależność do partii, ale nie była warunkiem ani koniecznym ani wystarczającym). A było wtedy absolwentów wyższych uczelni 5 razy mniej niż obecnie.

          Pozdrawiam
    • qniaczek Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 01.09.12, 14:06
      Jako tato nowego studenta PW i obserwator życia zgadzam się w całej rozciągłości. I zastanawiam się czy to wina reklam, MTV czy promieniowania od monitora. Tłumaczę "dziecku", że dobra znajomość angielskiego to dopiero zaczyn - początek. Trzeba się przygotować na króciutkie wakacje i szukać praktyk, stażu (nawet darmowych) i nie dających tylko wpisu w CV ale wiedzę i nowe umiejętności. I niestety nie widzę swoich dzieci wracających do domu rodzinnego (ściana wschodnia) tylko Europa. Nie dość, że brak perspektyw to jeszcze mentalność zabijająca samego siebie.
      I jak autor jakoś ciągnie "na tym hobby" to miałbym prośbę by jeszcze został TU i uczył chociaż te jednostki. Pozdrawiam.
    • nie.strzelac.towarzysze Bardzo się zgadzam z tezami tego listu (nt.) 01.09.12, 15:39

      • tow_rydzyk Pozwol , ze Cie poprawie 02.09.12, 01:32
        nie.strzelac.towarzysze napisał:

        Chciales zapewne powiedziec:

        "Ministerstwa Ewangelizacji Narodowej...."
        Tekst linka
        • virgil33 Re: Pozwol , ze Cie poprawie 02.09.12, 14:46
          tow_rydzyk napisała:

          > "Ministerstwa Ewangelizacji Narodowej...."
          >
          > Tekst linka


          Przeglądając listę durnowatych kierunków na uczelniach natrafiłam na coś, co może Cię zainteresować:

          "Zarządzanie parafią - dla mnie konik tego zestawienia. Uniwersytet Śląski oferuje coś dla tych, którzy chcą w przyszłości zająć się metafizyką. Na uczelni można się kształcić m.in. na kierunku "zarządzanie parafią". Kierunek skierowany jest do osób posiadających dyplom magistra teologii. "

          • tow_rydzyk Virgil, wielkie dzieki za ta "perelke" 03.09.12, 01:58
            virgil33 napisała:

            > tow_rydzyk napisała:
            >
            > > "Ministerstwa Ewangelizacji Narodowej...."
            > >
            > > Tekst linka

            >
            > Przeglądając listę durnowatych kierunków na uczelniach natrafiłam na coś, co mo
            > że Cię zainteresować:
            >
            > "Zarządzanie parafią - dla mnie konik tego zestawienia. Uniwersytet Śląski ofer
            > uje coś dla tych, którzy chcą w przyszłości zająć się metafizyką. Na uczelni mo
            > żna się kształcić m.in. na kierunku "zarządzanie parafią". Kierunek skierowany
            > jest do osób posiadających dyplom magistra teologii. "
            >
            Dzieki, to prawdziwa perelka....wykorzystam to w swoich tekstach satyrycznych...
            Mielismy miec Druga Japonie a zmierzamy ku Drugiemu Iranowi... :-(
    • gandalph Polska rzeczywistość, nie tylko akademicka 01.09.12, 20:09
      Wszędzie bylejakość: byle jak, z byle kim, byle gdzie, a potem się dziwią, że pracy nie mogą znaleźć, że zarobki nie takie, że...
      Wcale się nie dziwię, że ludziom myślącym (trochę ich jeszcze pozostało) nie chce się już szarpać i uciekają od tego popapraństwa.
    • konto.do.komentarzy Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 01.09.12, 21:52
      Zgoda, ale jedna uwaga. Studia są jak szwedzki stół, z tym że potrawy są niezbyt dobrze przyrządzone i nieapetyczne. Kucharz mierny, obsługa kulawa. Do tego niektórzy otwarcie mówią, że przy tym szwedzkim stole się nie najecie, sami sobie poszukajcie jedzenia.
      • mandolinka.bramborova Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:26
        konto.do.komentarzy napisał:

        > Zgoda, ale jedna uwaga. Studia są jak szwedzki stół, z tym że potrawy są niezby
        > t dobrze przyrządzone i nieapetyczne. Kucharz mierny, obsługa kulawa. Do tego n
        > iektórzy otwarcie mówią, że przy tym szwedzkim stole się nie najecie, sami sobi
        > e poszukajcie jedzenia.

        Bardzo celna uwaga!!!
      • mg_40 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:37
        Studia w większości robi się dla papierka bo papierek jest wymogiem formalnym albo pracodawcy albo wynika z ustaw, że trzeba mieć wyższe. Mnie uczyła w podstawówce nauczycielka matematyki po liceum i była w tym bardzo dobra ale ustawodawca zmusił ją to poszła i "zrobiła wyższe" choć do niczego jej to nie było potrzebne. Studiowała bo musiała.

        W dobie internetu każdy rodzaj wiedzy jest na wyciągnięcie ręki, wszystko można znaleźć, ewentualnie dokupić książki. Wszystkiego można się samemu nauczyć lub douczyć. I tu znów wracamy do tezy, że studia są potrzebne dla papierka.
        • konto.do.komentarzy Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:08
          > W dobie internetu każdy rodzaj wiedzy jest na wyciągnięcie ręki, wszystko można
          > znaleźć, ewentualnie dokupić książki. Wszystkiego można się samemu nauczyć lub
          > douczyć. I tu znów wracamy do tezy, że studia są potrzebne dla papierka.

          Częściowo to prawda, ale jak ktoś chciałby na własną rękę nauczyć np. socjologii, to czy sam byłby w stanie to zrobić? Mała część na pewno tak. Większość? Nie sądzę. Studia odpowiednio stopniują wiedzę, wskazują na ważne rzeczy, ustawiają pewne punkty orientacyjne, systematyzują wiedzę itd.
        • 39andhalf Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:46
          mg_40 napisał:
          > W dobie internetu każdy rodzaj wiedzy jest na wyciągnięcie ręki, wszystko można
          > znaleźć, ewentualnie dokupić książki. Wszystkiego można się samemu nauczyć lub
          > douczyć.

          Oczywiscie mozna. Ale spojrzmy prawdzie w oczy, robia to nieliczne jednostki. I wynika to tez z artykulu: ludzie, ktorzy studiuja nie probuja zdobywac dodatkowej wiedzy nawet ze swojej wlasnej dziedziny!! O tym caly czas mowi autor! Studenci dostaja wiedze na tacy, nie przejawiaja zadnej inicjatywy... i co z tego, ze w internecie mozna... na uczelni nie trzeba nawet szukac bo wszystko wylozone.. a i to dla niektorych za duzo roboty...
          • jaamsesion21 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 04.09.12, 09:46
            Prawdziwe studia zaczynają się tam, gdzie kończy się internet. Tak nam powtarzali wykładowcy ;) Jeśli jakaś technologia była prezentowana na jakieś (póki co jednej) zagranicznej konferencji, a ma wszelkie szanse być tą właściwą- najbardziej racjonalną, najefektywniejszą et kiedy skończymy studia. Wujek google nic a nic Ci nie pomoże w tej sprawie. A Prawdziwy Profesor z radością (bez pytania i wielogodzinnych prób wyszukania w różnych językach choćby krótkiej informacji) sam Ci o niej opowie.
            • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 04.09.12, 12:50
              Nie zgodzę się z tą opinią. W internecie obecnie większa część wiedzy naukowej. Jeśli ktoś wyszukuje tylko przez google to może mieć kłopot z dostępem do niej. Jeśli jest w sieci akademickiej to uczelnie najczęściej mają dostęp do elektronicznej wersji czasopism i wystarczy wejść na sciencedirect. Youtube posiada masę wykładów z najlepszych uczelni.
              Jeśli jakaś technologia była prezentowana na zagranicznej konferencji to oznacza, że można ściągnąć abstrakt a za jakiś czas pojawi się publikacja.
        • stern-75 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 16:07
          To ciekawe. Kiedyś się mówiło, że wiedza jest w książkach i nie trzeba wykuwać jej "na blachę". Teraz jest "w internecie", więc i tak nie trzeba.
          Zapewne stąd te tabuny wtórnych analfabetów ślą życiorysy, pogrążeni w rozpaczy, że pracodawcy mają gdzieś ich wybłagane u wykładowców papierki.

          Może Ci mg_40 wrzuce zagadnienie z mojej dziedziny a Ty mi znajdziesz rozwiązanie w internecie? :D
          • mg_40 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 16:28
            Nic nie poradzę, że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem. Tej umiejętności nikt nie nauczy na pewno. Albo się w człowieku wykształci albo i nie. Ci, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem poradzą sobie z każdym źródłem wiedzy bez pośrednictwa uczelni
            • pawelekok Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 12:50
              Niestety, nie wszystkiego można nauczyć się z książek czy internetu. Pewne umiejętności można nabyć tylko w praktyce - dla szybszego przyswojenia i własnego czy innych bezpieczeństwa - pod okiem nauczyciela.

              Już sobie Ciebie wyobrażam, jak wsiadasz za kółko nauczywszy się prowadzenia samochodu z ineternetu. Jak myslisz, ile ofiar byś zaliczył?
      • pawelekok Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 12:43
        Jak nie smakuje to poszukać innego stołu
        • nazikomunista_back Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 13:39
          Bardzo chętnie, pod warunkiem, że moje podatki pójdą na ten właśnie Inny stół.
    • nineave Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 00:11
      Od kilkunastu lat spotykam się z tym, że nazywając się "humanistą" ludzie mają na myśli po prostu to , że nie umieją matematyki.
    • kirkeegarda Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 00:51
      Rozbawił mnie ten tekst setnie. Uwielbiam takich wymądrzających się młodych wykładowców...idealistów, co to męczą się ze studentami - debilami na uczelni. Wygłaszają swoje mądrości z miejsca, na którym niejeden humanista chciałby pozostać. Wielu nawet próbowało, ale niestety etatów na uczelni nie ma wiele i po doktoracie trzeba było zderzyć się z szarą rzeczywistością (mając kolejne 4-5 lat "edukacji" w plecy). Pan jest jednym z tych "zawodowych" humanistów, którym się udało. Ale chwała Panu za to, że uświadamia Pan młodzież. Gdy ja 7 lat temu kończyłam polonistykę, nikt mi nie wysyłał na maila informacji o płatnych stażach i konferencjach. Nie było takiego trendu. Mówiło nam się, że zostaniemy nauczycielami (co w czasach kryzysu okazało się szczytem marzeń) lub i tak nie będziemy pracować w zawodzie. Wykładowcy patrzyli na nas jak na straceńców, nie dlatego, że nic nie robimy, ale że w ogóle wybraliśmy te studia! Poza tym trudno przekonać humanistę, żeby wziął udział w wyścigu szczurów...może dlatego, że jest humanistą i przyświecają mu nieco inne wartości. Inaczej nie wybrałby takich studiów.

      Skąd się wzięło przekonanie, że studia dają pracę? Od naszych rodziców, bo za ich czasów tak było. Dziś magister znaczy tyle, co matura, ale mit pozostał. Młodzi ludzie pracują na studiach, bo muszą się utrzymać. Najczęściej są to posady w handlu, gastronomii, na bezpłatne staże często brak już czasu. Dlaczego na uczelniach studenci ostatnich lat muszą chodzić na różne dziwne, często naciągane przedmioty opcyjne, które zapewniają etaty doktorantom? Dlaczego uczelnie nie załatwiają w tym czasie praktyk dla swoich studentów? Dlaczego na uczelniach pracują ludzie, którzy nie potrafią przekazywać wiedzy, tylko budują swoją legendę, oblewając jak największą ilość studentów? Dlaczego na uczelniach nie ma obowiązkowych zajęć z doradcami zawodowymi? To nie młodzież jest dziecinna (oni w tym wieku mają prawo), to system wciąż zawodzi. Studia to szwedzki stół? Dobre sobie. Raczej marna stołówka.
      • klaun.szyderca Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 10:37
        Przecież autor napisał samą prawdę. Dlaczego niby dla "humanisty" (do znudzenia będę powtarzał, że humanistą to był da Vinci, człowiek mający wszystkie nauki w małym paluszku, a nie osoba mająca problem z naukami ścisłymi) szczytem marzeń ma być kariera akademicka? Przecież wiadomo, że załapie się na to ledwie promil i to w z powodu sytuacji demograficznej - promil coraz mniejszy? Trzeba brać się w garść. Mi na studiach też nikt nic pod nos nie podsuwał, za to jeden mądry profesor na pierwszym roku do znudzenia powtarzał, że studiowanie to proces który leży po mojej stronie i co ja z tego wyniosę, to zależy tylko ode mnie. I jakoś nie było problemów z pracą na studiach (nigdy poniżej tego wyśmiewanego tysiąca, ale z drugiej strony, jak na II roku zarobiłem w miesiąc wakacji 1700 zł to czułem się jakbym pana Boga za nogi złapał, król życia normalnie ;), po studiach także. Trzeba tylko chcieć i mieć głowę na karku, a nie narzekać.

        A ten mit że studia dają pracę przyjmujecie od rodziców tak bezkrytycznie? Czasy się zmieniły, czy nikt tego sam nie widzi?
      • mydeer Dowcipna ;) 02.09.12, 10:46
        A widziała pani w Polsce choć jednego doradcę zawodowego?

        Oczywiście mam na myśli takich, którzy zasługują by ich tak nazywać.
      • tujacek Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 10:51
        > Rozbawił mnie ten tekst setnie. Uwielbiam takich wymądrzających się młodych wyk
        > ładowców...idealistów, co to męczą się ze studentami - debilami na uczelni.

        Przyłączam się do rozbawienia. Znam kilkunastu takich doktorków, którzy już podczas pierwszych prowadzonych zajęć na uczelni wyrzucali z siebie potoki określeń typu nieuki, debile, analfabeci ...
        Wystarczyły jedne wakacje ... i już ich o rok młodzi koledzy to debile. Tyle, że ci młodzi ..., no właśnie kim oni są? Wykładowcy? Może nawet to to za dużo powiedziane. W tekście autora nie ma nic o pracy i sukcesach naukowych. Autor po prostu zajął etat i będzie go bronił plując na ludzi, których ma kształcić. Chlubna postawa.
        Niestety również nasze środowiska akademickie nadają się tylko do recyklingu. Z nielicznymi wyjątkami.
        • pejotpe4 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:11
          Jestem "techniczny". Studia były dopiero początkiem mojej nauki - mam takie podejście, że chcę wiedzieć, jak działają technologie, których używam, dzięki czemu będę mógł używać ich efektywniej. Na doktorat naciskała moja matka, ale wolałem po studiach pracować komercyjnie, dzięki czemu mogę dzisiaj utrzymać rodzinę (nie mówię, że doktoraty są złe - złe jest nastawienie tylko na pracę naukową bez jej powiązania z użytecznym zastosowaniem: od czasu do czasu mam prowadzę rozmowę kwalifikacyjną z kandydatami i jakieś 75% ludzi z tytułami doktora nie ma pojęcia o podstawach - to po co zmarnowali kilka dodatkowych lat na koszt podatnika?)
          Najzabawniejsze jest to, że często słyszę od ludzi, z którymi dopiero zaczynam współpracę, iż mnie znają od innych znajomych i podobno jestem dobry - nigdy mi nie zależało na reklamie, podobnie: nie uważam się za wybitnego speca od wszystkiego - po prostu lubię to, co robię i staram się wykonywać swoją pracę jak najlepiej (nawet kosztem wolnego czasu)...
          • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:35
            > - to po co zmarnowali kilka dodatkowych lat na koszt pod
            > atnika?

            A nie przyszło ci do głowy, że doktorant to bardzo ciężka i nisko płatna praca?
            • cree-is-me Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 19:42
              A co to ma do rzeczy i co to kogo obchodzi? Taką sobie wybrali ścieżkę kariery, więc do kogo pretensje? Bardziej istotne jest to, że znakomita większość doktorantów albo ma wiedzę poniżej przeciętnej od tej oczekiwanej na rynku, albo w ogóle nieprzydatną temuż rynkowi. Mam sporadyczne kontakty zawodowe z ludźmi z pewnej uczelni technicznej i czasami ogarnia mnie przerażenie, jakie oni mają oczekiwania w stosunku do tzw. biznesu i co sobą reprezentują. Do dzisiaj dziękuję losowi, że nie skusiłem się na pozostanie na uczelni i tzw. karierę naukową.
              • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 22:42
                Pretensje to mam do stwierdzenia, że doktorat to zmarnowane pieniądze podatników.
                Nie wiem o jakich doktorantach piszesz, ale wymagania na stopień doktora to zdobycie całej wiedzy w swojej dziedzinie plus poszerzenie jej o oryginalną pracę. Ci którzy nie spełniają tych wymogów nie powinni otrzymać tytułu doktora.
                • pejotpe4 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 06.09.12, 08:23
                  To co napisałeś to teoria, praktyka jest już często inna - na PWr z powodu braku chętnych na doktorat obniżono wymagania co do średniej ze studiów (na niektórych wydziałach w ogóle nie była brana pod uwagę). Mam przyjemność pracować z kilkoma doktorami i są naprawdę dobrzy, ale oni razem z doktoratem (albo i przed nim) pracowali zawodowo dla przemysłu. Natomiast są ludzie, którzy przebimbali zarówno studia jak i doktorat a potem się dziwią, że nie mogą znaleźć dobrze płatnej pracy...
                  • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 07.09.12, 09:48
                    Zgadzam się z tym. Spotkałem się z tym, że pracodawca dla osoby z zarządu chciał zlecić komuś napisanie doktoratów. Uważał, że dr. przed nazwiskiem przysporzy więcej klientów, a dla zarządu, bo im się należy za dobrą pracę.
                    Jest jednak prosty system kontroli. Doktor to tytuł naukowy. Praca doktorska jest ogólnie dostępna, i wiele palcówek zagranicznych umieszcza je na stronach internetowych do publicznego wglądu. Każdy pracownik naukowy musi publikować, wystarczy sprawdzić ile i w jakich czasopismach.
        • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:33
          Podpisuję się pod tym obiema rękami.
        • syncc Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:40
          Nie doczytałeś, celowo albo... no tak ci wyszło.

          Autor tego tekstu nie sugeruje, że wszyscy studenci, każdy jeden student to nieuk, debil itd. Przecież cały ten tekst jest o tym, że niestety większość obecnie to nieuki i debile. Większość - nie wszyscy. Czyli jest jakiś procent tych, którzy debilami nie są i się uczą. Na prestiżowych polskich uczelniach pewnie ten procent będzie całkiem niemały.

          Po drugie, to oczywiste, że skoro autor pracuje na uczelni, to ma za sobą sukcesy naukowe i pracuje naukowo. Nie bój się, obecnie bez publikacji i innych sukcesów naukowych szybko się z tej pracy wylatuje. Artykuł nie jest o sukcesach naukowych tego pana, jest o postawie studentów. O pana się nie bój, musiał być wybitny (pod kątem naukowym lepszy od innych kolegów z roku), skoro dostał tę pracę. I jako były wybitny student-doktorant ma możliwość (punkt odniesienia) i jak najbardziej prawo mówić o nieukach, że są nieukami.

          Autor nie nikogo nie pluje. Czujesz się opluty? no ciekawe, pewnie masz na sumieniu nieuctwo takie jak opisane. Student nie musi znać się na wszystkim ani nie musi mieć wiedzy z danego przedmiotu, ale musi, tak musi, być otwarty na wiedzę, musi chcieć się uczyć. Tymczasem wielu studentów (wielu - nie wszyscy) broni się rękoma i nogami przed czymkolwiek nowym. Byle zaliczyć program minimum i się nie spocić. Czy taka postawa ma być a) uważana za chwalebny wzorzec, b) tolerowana z przymrużeniem oka, czy może raczej c) zmieniana/zwalczana jako patologia? O tym jest ten tekst - skoro nie przeczytałeś ze zrozumieniem, co zresztą też o czymś świadczy/
          • tujacek Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 13:40
            > Autor tego tekstu nie sugeruje, że wszyscy studenci, każdy jeden student to nie
            > uk, debil itd.

            I ja tego nie pisałem.

            > Po drugie, to oczywiste, że skoro autor pracuje na uczelni, to ma za sobą sukce
            > sy naukowe i pracuje naukowo.

            To nieprawda. To nie jest oczywiste. Co więcej większość polskich uczelni to kompletne degrengolada. To firmy zarabiające na "uczeniu" jeleni, których dodatkowy wyzywają od nieudaczników. Po co ich przyjmują na studia? Dla pieniędzy.

            > Autor nie nikogo nie pluje. Czujesz się opluty? no ciekawe, pewnie masz na sumi
            > eniu nieuctwo takie jak opisane.

            Skończyłem studia w czasach, kiedy na uczelni wykładali naukowcy, a dostanie sie na studia i ich skończenie wymagało wysiłku.

            > O tym jest ten tekst - skoro nie przeczytałeś ze zrozumieniem, co zresztą t
            > eż o czymś świadczy/

            Ten tekst jest wytworem człowieka pozbawionego zasad. Jeżeli jego studenci nie spełniają obiektywnych warunków wymaganych na uczelni, to powinni z niej wylecieć. Tele, że wtedy Pan WYKŁADOWCA wyleciałby tuż za nimi, bo nie miałaby komu wykładać.

            Tak samo jak przybyło studentów, tak samo przybyło WYKŁADOWCÓW. I odpowiednim procencie, nie spełniają oni kryteriów by być studentami/wykładowcami. A już na pewno nie NAUKOWCAMI.
            • labeo Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:11
              tujacek napisał:

              > Tak samo jak przybyło studentów, tak samo przybyło WYKŁADOWCÓW. I odpowiednim p
              > rocencie, nie spełniają oni kryteriów by być studentami/wykładowcami. A już na
              > pewno nie NAUKOWCAMI.

              To nie jest prawda! Studentów przybyło bardzo dużo natomiast karda wykładowców w zasadzie nie zmieniła się, a czasem nawet zmniejszyła. Obecnie statystycznie na jednego wykładowcę przypada kilkakrotnie więcej studentów niż kilkanaście lat temu. Przejawem tego są wykłady w grupach nawet po 300-400 osób, 40 osobowe ćwiczenia czy projekty. Stworzono fabrykę "magistrów", w produkującej absolwentów w sposób jak na taśmie produkcyjnej. Wystarczy, że na własne życzenie nie spadnie się z tej taśmy to po 5 latach dojeżdża się do końca, nie wynosząc z tego żadnych korzyści. To dotyczy w zasadzie większości studentów, przeważnie jest mała grupa jest, która jest zainteresowana studiami 90% chce tylko na taśmie dojechać do końca.
              • tujacek Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:30
                W części masz rację, ale to tylko gorzej dla wykładowców ("nie-naukowców"), bo tym bardziej świadczy to o ich roli robotnika-wykładowcy.
                Ale też niepomiernie przybyło uczelni, a i na tych już istniejących ilość etatów niepomiernie urosła w stosunku do czasu sprzed "taśmowego" kształcenia.
                • labeo Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 19:59
                  tujacek napisał:

                  > W części masz rację, ale to tylko gorzej dla wykładowców ("nie-naukowców"), bo
                  > tym bardziej świadczy to o ich roli robotnika-wykładowcy.

                  Dlaczego gorzej? Będąc pracownikiem naukowym na uczelni muszą uczestniczyć także w procesie dydaktycznym i nie mają żadnego wpływu na ilość studentów jaka pojawi się na zajęciach. System szkolnictwa wyższego jest tak skonstruowany, e ponad jakość stawia ilość. Mając na wykładzie 400 osób żaden wykładowca nie jest w stanie sumiennie przeprowadzić ani zajęć ani egzaminów.

                  > Ale też niepomiernie przybyło uczelni, a i na tych już istniejących ilość etató
                  > w niepomiernie urosła w stosunku do czasu sprzed "taśmowego" kształcenia.

                  Przybyło uczelni niepublicznych (których kiedyś w ogóle nie było) ale powszechnie wiadomo, że poziomem nauczania znacznie odstają od znanych uniwersytetów i akademii. Studenci na większości z nich nie zdobywają dyplomu a kupują. Co do administracji na uczelniach państwowych to zawsze była przerośnięta, ale specjalnie jakoś to chyba nie uległo zmianie.
          • mia44 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:29
            Studenci nie powinni być obrzucani inwektywami "debile, nieuki', bo w większości tacy nie są. Co mnie przeraża to ich bierność i kompletny brak inicjatywy. Nawet potrafią coś zrobić, ale tylko na wyraźne polecenie. Nie ma żadnych propozycji z ich strony, żadnego emocjonalnego zaangażowania. Nie są głupi, ale tacy bezwolni i tak im strasznie wszystko jedno.
            • shigella Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 19:33
              mia44 napisała:
              > Studenci nie powinni być obrzucani inwektywami "debile, nieuki', bo w większośc
              > i tacy nie są. Co mnie przeraża to ich bierność i kompletny brak inicjatywy. Na
              > wet potrafią coś zrobić, ale tylko na wyraźne polecenie. Nie ma żadnych propozy
              > cji z ich strony, żadnego emocjonalnego zaangażowania. Nie są głupi, ale tacy b
              > ezwolni i tak im strasznie wszystko jedno.
              Liberum Veto!
              Przy okazji towarzyskiej kiedys mialam okazje obejrzec prace domowe przyszlych nauczycieli jezyka angielskiego, studiujacych na panstwowej, niezlej uczelni.
              Owszem, trafialy sie ciekawe, poprawnie napisane wypracowania, ale wiekszosc z prac nadawala sie do wylozenia klatki szczurowi.
              Wykladowca, ktory pokazywal te prace uczyl niegdys i mnie, stad wiem, ze zawsze przygotowuje sie do zajec, sledzi najnowsze doniesienia z zakresu metodyki itd.
              Jasne, wiem ze inaczej sie uczy jedna osobe, a inaczej trzydziesci, ale na Ksiezyc Boginii, studenci drugiego roku, majacy za kilka lat uczyc angielskiego a ktorzy nie umieja poprawnie sklecic po angielsku pol stronniczki na temat "Jakie zwierze domowe chcialbys miec?".
              Tu niestety nalezy winic system - brak egzaminow wstepnych, ktore odsialy by osoby majace problem z przeczytaniem jednego rozdzialu z ksiazki i musza dostac skserowana strone, a na dodatek dotacje od sztuki studenta, ktore powoduja ze najwiekszy osiol i plagiator jest przepychany, bo placi czesne lub idza za nim pieniadze z budzetu.

              Marni wykladowcy niestety tez sa plaga - sama pamietam wyklady z biochemii (c.a. AD 1990) na SGGW, ktore prowadzil mily, starszy pan, czytajac swoj podrecznik napisany o ile pamietam w 1968,
              Nie mozna jednak winic wykladowcow za wstret studentow do nauczenia sie czegokolwiek.
              Pare dni temu GW publikowala list mlodej kandydatki na dziennikarke, ktora pisze, ze "ubrala sukienke". Owszem, to biedne dziecko zostalo oszukane przez system, bo nadaje sie zapewne swietnie do ukladania bluzek na polce w sklepie, a nie do pracy w redakcji, ale czy to wina wykladowcy?
          • emes08 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:54
            Tak, niektórym humanistom trzeba wytłumaczyć, co autor listu miał na myśli, bo nawet czytać ze zrozumieniem nie potrafią i z przyzwyczajenia do ciagłej nagonki na swoje wykształcenie, dopatrują się kolejnych argumentów na "anty".

            Nad konstruktywną krytyką warto się zastanowić.

            100@ racji autorze listu. Wreszcie jakiś mądry głos w dyskusji.
      • pollmoss87 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:04
        Brawo, zgadzam się w 100%. W artykule, winę za obecny stan rzeczy przypisuję się młodym ludziom, który w wieku 19 lat mają podjąć jedną ze swoich najtrudniejszych życiowych decyzji. Wina leży po obu stronach, odważę się nawet powiedzieć, że w większej części leży ona po stronie systemu, uczelni i wykładowców. To oni są pedagogami, którzy powinni kształtować i uświadamiać młodych ludzi. Rzeczywiście, 19-latek jest dojrzały fizycznie, ale nie psychicznie. System i państwo dopuszczają do tego, aby taki stan rzeczy miał miejsce. Rozwiązanie jest proste, bezpłatne studia humanistyczne tylko dla 10% najlepszych studnentów. Początkowo zaboli, ale będzie to rozwiązanie skuteczne.
        • mirrandel Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:00
          Jeśli 19-latek nie jest wystarczająco dojrzały, by podjąć decyzję o wyborze studiów... to moze nie powinien studiować? Z jakiegoś powodu ludzie uparcie dziecinnieją- kiedyś 19 lat to był w pełni odpowiedzialny wiek (ba! teraz też za barierę dorosłości uznaje się 18 lat, a nie 25) a teraz wmawia się nam, że 19 lat to jeszcze dziecię, które trzeba za raczkę do szkoły prowadzić.

          Zgadzam się jednak z przedmówcą- ograniczenie ilości studentów przyjmowanych na niszowe kierunki -nie rozumiem po co np. na studia magisterskie na dziennikarstwo i PR na UWr przyjmowane jest 200 (sic!) osób, właściwie prawie z łapanki. Poziom studiów jest zenujaco niski, do zawodu przygotowują one w minimalny sposób, ale kasa jest. Po co 200 dziennikarzy/PR-owców? Ludzie olewają studia, pracują, "prześlizgują się" przez zaliczenia, a potem płaczą, że nie ma pracy w zawodzie. Smutne tym bardziej, że ci, którzy naprawdę chcą sie czegoś nauczyć toną w tej brei i ze studiów wynoszą indeks z samymi piątkami (które można zgromadzić przy minimalnym wysiłku), ale niewiele więcej. Z drugiej strony wszyscy mają tego świadomosć i ci, którym naprawdę zależy znajdą sposób, by wybić sie z bylejakosci.
          • mandolinka.bramborova Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:35
            mirrandel napisała:

            > Jeśli 19-latek nie jest wystarczająco dojrzały, by podjąć decyzję o wyborze stu
            > diów... to moze nie powinien studiować? Z jakiegoś powodu ludzie uparcie dzieci
            > nnieją- kiedyś 19 lat to był w pełni odpowiedzialny wiek (ba! teraz też za bari
            > erę dorosłości uznaje się 18 lat, a nie 25) a teraz wmawia się nam, że 19 lat t
            > o jeszcze dziecię, które trzeba za raczkę do szkoły prowadzić.


            Ale to nie wina 19-latków, że są mentalnie niedojrzali, tylko ich rodziców. Tak cię to dziwi, że 19-latek naciskany przez rodziców, żeby iść na studia, w końcu się na nie zdecyduje? Szczególnie, gdy druga opcja to nagłe i niespodziewane usamodzielnienie się, polegające na odcięciu od kasy rodziców i czasem też wyprowadzeniu się z domu. Dziwisz się, że ktoś, kto nawet nie miał okazji ugotować sobie makaronu, woli pójść na swego rodzaju układ z rodzicami, postudiować sobie i przedłużyć beztroską młodość o 3-5 lat?
          • kotek.filemon Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 13:58
            mirrandel napisała:

            > Zgadzam się jednak z przedmówcą- ograniczenie ilości studentów przyjmowanych na
            > niszowe kierunki -nie rozumiem po co np. na studia magisterskie na dziennikars
            > two i PR na UWr przyjmowane jest 200 (sic!) osób, właściwie prawie z łapanki. P
            > oziom studiów jest zenujaco niski, do zawodu przygotowują one w minimalny sposó
            > b, ale kasa jest. Po co 200 dziennikarzy/PR-owców?

            Wynika to bezpośrednio z żenującego sposobu finansowania uczelni wyższych przez państwo - lepiej wyżyć z dotacji dydaktycznej na każdego głąba, niż ze środków na R&D jak w całym cywilizowanym świecie.
      • trzy.14 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:35
        Autor nie napisał, że jego studenci to debile, tylko że im się NIE CHCE. Zero inicjatywy, chyba że balangę trzeba urządzić. Ludzie, którzy mają dowody osobiste i prawo wyborcze, ale mentalnie są dziećmi. 10 razy wolę uczyć osobę przeciętnie lub nawet podprzeciętnie uzdolnioną, która jednak chce się rozwijać, niż rozwydrzonego gamonia z wielkiego miasta, który "studiuje", bo aktualnie nie ma lepszego pomysłu na życie. Tych drugich chyba niestety jest większość.
      • sferoid Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:44
        kirkeegarda napisał(a):
        >Dlaczego uczelnie nie załatwiają w tym czasie praktyk dla swoich studentów?
        To jedno zdanie pokazuje aż nadto wyraźnie, że należysz właśnie do tej grupy biernych którym się wszystko należy.
        Dlaczego to uczelnia ma załatwiać praktyki?! Zupełnie tego nie rozumiem. Rusz pupę i poszukaj! Inaczej, założę się, że byś marudził, że uczelnia "takie nudne, kiepskie, nieciekawe praktyki załatwiła".
        Mam syna studenta. Kierunek stricte ścisły. W ciągu roku nie tylko studiuje ale i pracuje i nie w fastfoodzie , w wakacje wyszukał sobie praktykę w innym mieście. Da się? Da się. Tylko nie trzeba czekać z otwartym dzióbkiem aż ktoś coś do niego włoży. Jesteś dorosły? Działaj!
        • ligiawitch Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:34
          chocby dlatego, ze ejzeli to uczelnia wskaze miejsce praktyki, bedzie miala nad tym miejscem jakas kontrole i nie ebdzie sytuacji, ze przyjdzie student i poprosi o pieczatke, ze praktyki odbyl. W moim miejscu pracy, bylo takich osob masa, przychodzily zapytac, czy podbije im praktyke... zal... Boi jeszcze bardziej to, ze ja moze nie podbije, ale znajdzie sie ktos inny, kto im to podbije... dlatego uczelnie powinny wskazywac miejsce praktyk, bo moze do takich sytuacji by nie dochodzilo
          • trzy.14 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 13:53
            Ale ten student, który przychodzi tylko po pieczątkę, jest osobą dorosłą?
            A ty nie musisz mu tej pieczątki przystawić?
            Jak uczelnia ma "załatwić" praktyki dla 2000 prawników? 1000 pedagogów?
            Gdyby na uczelnię nałożyć obowiązek zapewnienia studentom praktyk, dopiero by z tego wyszła kpina!


            ligiawitch napisała:

            > chocby dlatego, ze ejzeli to uczelnia wskaze miejsce praktyki, bedzie miala nad
            > tym miejscem jakas kontrole i nie ebdzie sytuacji, ze przyjdzie student i popr
            > osi o pieczatke, ze praktyki odbyl. W moim miejscu pracy, bylo takich osob masa
            > , przychodzily zapytac, czy podbije im praktyke... zal... Boi jeszcze bardziej
            > to, ze ja moze nie podbije, ale znajdzie sie ktos inny, kto im to podbije... dl
            > atego uczelnie powinny wskazywac miejsce praktyk, bo moze do takich sytuacji by
            > nie dochodzilo
      • marcinoit Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 13:21
        no i w osobie kirkeegarda mamy doskonaly przyklad "produktu" koncowego opisane przez autora procesu ....
      • ruchaka Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:43
        "Poza tym trudno przekonać humanistę, żeby wziął udział w wyścigu szczurów...może dlatego, że jest humanistą i przyświecają mu nieco inne wartości."

        jesli komus przyswiecaja nieco inne wartosci niz ciezka praca to ok, ale niech nie narzeka, ze ci, co ciezko pracuja zarabiaja 10x wiecej

        I piszac ciezka praca nie mam na mysli machania ciezka lopata, ale prace umyslowa/wyrzeczenia/stres od podstawowki przez szkole srednia i studia az po pierwsze lata kariery zawodowej.
    • tow_rydzyk Młodzi Polacy, seminaria duchowne czekaja 02.09.12, 01:28
      Ten artykul to typowa czarna propaganda sil antykatolicko-antynarodowych.
      Jest tyle wspanialych szkol o profilu humanistycznym ...jak np seminaria duchowne....KUL czy slynna Akademia Papieska ksztalcaca fachowcow najwyzszej klasy.
      Znajduje oni zatrudnienie nie tylko w Polsce ale i za granica....wiara nie zna granic...
      Zainteresowanym polecam artykul/ogloszenie pod ponizszym linkiem:
      Tekst linka
    • winniepooh Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 09:07
      pan wykładowca, który przepuszcza te miernoty na egzaminach jest niestety kompletnie niewiarygodny. ludzie, o których tu mowa w ogóle nie powinni kończyć studiów nawet jeśli je zaczęli, a to że kończą to jest takich jak autor tekstów wina i oni zepsuli rynek.

      gdyby pan wykładowca był cokolwiek wart to nie musiałby dorabiać wykładami dla debili tylko ekspertyzami dla biznesu, ale najwyraźniej rynek pracy go nie chce. i nic dziwnego, że nie chce bo jeśli ktoś utożsamia badania rynku z moderacją grup fokusowych to ja naprawdę nie mam już słów by opisać bezmiar jego niekompetencji i braku jakiegokolwiek pojęcia o rzeczywistości.
      • jar_i_mir Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 11:15
        Pan wykładowca gdyby nie przepuszczał tych miernot najpierw miałby ostrzegawczą rozmowę z dziekanem: "A pan, panie kolego, to widzę nie chce mieć pracy i innych też chce tej pracy pozbawić?". Gdyby się upierał przy swojej misji w pilnowania poziomu nauczania, to w dalszej kolejności okazałby się nieprzydatny dla prowadzenia procesu dydaktycznego w szczególności,a dla uczelni w ogóle.
    • lehoo Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 10:19
      Takie czasy przyszły, że humanistą obwołuje się byle bałwan, który nie rozumie logarytmów.
      • virgil33 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 19:38
        lehoo napisała:

        > Takie czasy przyszły, że humanistą obwołuje się byle bałwan, który nie rozumie
        > logarytmów.

        Przepraszam, ale nie każdy musi rozumieć logarytmy. Rozumiałam (stara matura z matematyki) ale nie są mi teraz potrzebne w życiu codziennym i wyleciały. Podobnie jak rozmnażanie dżdżownic czy czytanie nut.

        Bałwan nie zna tabliczki mnożenia lub nie wie jak wyliczyć procenty, nie wie, że delfin jest ssakiem, w Polsce prezydent wybierany jest co 5 lat, a Ziemia krąży wokół Słońca.
        • lehoo Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 09:17
          Różnią nas zatem definicje poziomu bałwaństwa.
    • brebre Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 10:37
      Brawo autor!!
      Ukończyłam ZAOCZNE studia pedagogiczne. Mam pracę w zawodzie, którą uważam za dobrą, zarobki pow. średniej krajowej. Stałą pracę podjęłam 5 lat po studiach. Nigdy nie przestałam jej szukać a w międzyczasie zdobyłam liczne doświadczenia w innych firmach. Nigdy nie narzekałam, choć zdobyć tą pracę nie było łatwo.
      Mała ilość moich znajomych ze studiów pracuje w zawodzie. Mówią, że dla "humanistów" nie ma pracy. Dla mnie była!!
      • chimera03 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 13:36
        Skoro dla ciebie znalazła się praca w zawodzie, nie znaczy to że jest jej pełno dla absolwentów kierunków humanistycznych. Jak sama piszesz niewielu twoich znajomych takie posady ma. Może więc rację mają ci którzy mówią że tej pracy nie ma ? Jak ty się w tej swojej pracy sprawdzasz skoro tak wyciągasz takie nielogiczne wnioski ?
        • brebre Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 15:00
          Dla mnie się nie "znalazła" praca. Jako osoba posiadajaca wiedzę i chcąca solidnie pracować dostałam etat o który strało się 700 osób. Dla miernot nigdy nie znajdzie się praca, co nie dziwi mnie, bo poziom praktykantek i stażystek, które do nas trafiają jest dramatycznie niski.
          Nie rozumiem na czym wg. chimerao3 polega wyciągnięcie nielogicznego wniosku.
          • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 15:20
            > Dla miernot nigdy nie z
            > najdzie się praca, co nie dziwi mnie,

            Taaa, notuje się bardzo dziwną zależność, że osoby z nieprzeciętnym IQ mają duże kłopoty ze znalezieniem pracy, albo osoby z doktoratem.
            Natomiast najłatwiej znajdują pracę najłatwiej znajdują osoby przeciętne i uległe.

            Zauważ, że wcale nie wynika z tego, że piszę o tobie, że jesteś przeciętna to znalazłaś pracę. Naprawdę o tym czytałem.
            • agulha Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 21:01
              Nie można wykluczyć tego, że masz rację. Oprócz inteligencji oraz wiedzy w życiu i pracy liczy się także zdolność do kompromisu, umiejętność współpracy, pewna elastyczność. Bardzo możliwe, że wiele osób z nieprzeciętną inteligencją wie o tym, że jest nieprzeciętna, oczekuje od wszystkich wokół albo takiej samej błyskotliwości, albo uznania ich własnej wielkości, a w braku tego okazuje drażliwość. W pracy, zwłaszcza, jeżeli chodzi o osobę początkującą, szef może oczekiwać, że ta osoba przyjmie do wiadomości, co ma zrobić, i zrobi to, a nie zacznie spędzać czas na analizowaniu sprawy. Szczególnie w wielkich firmach są przyjęte pewne procedury i daną sprawę można załatwić na powiedzmy pięć sposobów, a umówione jest, że załatwiamy ją w sposób X. Osoba początkująca a superinteligentna może mieć problem z przyjęciem do wiadomości, że oczekuje się od niej właśnie postąpienia według procedury X. Poza tym, to chyba normalne, że miejsc pracy jest więcej dla osób przeciętnych niż wybitnych? Na tysiąc robotników dwudziestu majstrów i jeden kierownik, a nie odwrotnie...
              • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 22:11
                Wszystko się zgadza, ale jest jeden największy problem. Wcale nie chcemy ludzi wybitnych w naszym otoczeniu bo czujemy się gorsi i stanowią zagrożenie. Jedno słowo - zawiść.
                Można się nie wywyższać, wszystkich traktować równo, być skromnym, starać się kumplować się ze wszystkimi, ale bycie wybitnym w miejscu pracy skończy się koszmarną zawiścią, na dodatek skrywaną i wredną.
    • petermad Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 10:40
      Nie wystarczy mieć studia trzeba być jeszcze inteligentnym nie mylić z kujonami który wszystko kuje na pamięć a nic z tego nie rozumie bo taka osoba wżyciu sobie nie poradzi a człowiek bystry zawsze. Socjal w Polsce mnie przeraża ja się pytam premierze jak tu przeżyci bo w normalnym kraju człowiek za najniższą krajową żyje godnie a u nas trzeba po prostu umierać bo za te ochłapy to nawet siebie nie wyżywisz a co dopiero rodzinne więc niech państwo się nie dziwi że jest niż demograficzny .
      • pijanymarynarz Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:34
        "W normalnym kraju"? To porównaj sobie normalne kraje które także miały przyjemność doświadczyć komunizmu. W dupach wam się poprzewracało od wejścia do Unii. Ogromnej przepaści i historii nie da się zniwelować jednym podpisem.
      • kapitan_marchewa Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 19:12
        Kocham określenia "mieć studia" albo "zrobić magistra".
        A do powiedzenia mam znacznie więcej, doczytam tylko do końca..
    • mydeer I tak i nie 02.09.12, 10:40
      To prawda, że większość studentów do studiowania po prostu się nie nadaje. Natomiast nieprawdą jest, że ci którzy się przykładają pracę dostaną. Kryterium otrzymania pracy w okolicach ukończonego kierunku (czyli nie np. w fastfoodzie) to dzisiaj znajomości, a nie wiedza i zaangażowanie. Przyjemnie wierzyć, że każdy może być Michałem Tuskiem i wystarczy pasjonować się daną dziedziną wiedzy, żeby otrzymać zatrudnienie i jeszcze zlecenia ekspertyz od prywatnych firm, ale rzeczywistość niestety ma się inaczej.

      Z płatnymi praktykami i stażami problem jest tego rodzaju, że nie spotkałem jeszcze oferty która nie wymagałaby przeprowadzki - najczęściej oczywiście do Warszawy. Sama w sobie przeprowadzka problemem nie jest, ale gdy można ją opłacić a oczywiście z pieniędzy otrzymywanych za praktykę czy staż dokonać tego nie sposób. Jeśli jednak oferty jakie pan wysyłał swoim studentom dotyczyły tego samego miasta, w którym studiują, to naturalnie zgadzam się, że nie skorzystanie z nich jest czystej wody głupotą.
      • bluesman81 Re: I tak i nie 02.09.12, 11:23
        mydeer napisał:
        "Kryterium otrzymania pracy w okolicach ukończonego kierunku (czyli nie np. w fastfoodzie) to dzisiaj znajomości, a nie wiedza i zaangażowanie"

        Nie zgadzam się. Marudzenie, że się nie ma znajomości to po prostu efekt braku pomysłu na siebie i chęci nauki. Jestem humanistą z wykształcenia (filozofia). Po studiach nie marudziłem, że po takie a takie pieniądze się nie warto schylać, tylko złapałem pierwszą pracę jaką mi ktoś chciał dać: w bankowym call centre. Tam się oswoiłem z biznesem, potem wybrałem specjalizację, która mnie zaciekawiła i przeszedłem z call centre do komórki, która się zajmowała tą dziedziną. Ustaliłem też sobie cel (dwie średnie krajowe i stanowisko samodzielnego specjalisty). Dwa lata i tyleż zmiany pracodawacy później cel został osiągnięty i nikt, ale to nikt mi nigdy nie pomagał.

        Pomogłem sobie za to sam, - wystarczyło mieć w pamięci, co się chce osiągnąć, a w przypadku, gdy okazało się, że u danego pracodawcy osiągnąć celu się nie da, to zamiast płakać, że nie mam znajomości, po prostu nauczyć się jak najwięcej i zanieść wiedzę komuś, kto będzie ją lepiej wyceniał. Kluczem było nie tylko ograniczanie się do swojej działki, a nauka od innych osób w zespole. Wiedzę tę potem wystarczyło zaprezentować rekruterom.

        Pozdrawiam wszystkich, którzy nie popadli w marazm, użalając się, że nie mają dobrze usytuowanych znajomych.

        • mydeer Re: I tak i nie 02.09.12, 11:32
          > Po studiach nie marudziłem, że po takie a takie pieniądze się nie warto schylać
          > , tylko złapałem pierwszą pracę jaką mi ktoś chciał dać: w bankowym call centre

          To z czym się pan nie zgadza? Bo ja pisałem o otrzymaniu po studiach pracy, że zacytuję, "w okolicach ukończonego kierunku". Pan takowej nie otrzymał, zatem pańska historia jedynie potwierdza moją tezę.

          Równie dobrze mógłby pan tych studiów w ogóle nie zaczynać.
      • enigmatematyczna Re: I tak i nie 02.09.12, 12:40
        Przyjemnie wierzyć, że każdy
        > może być Michałem Tuskiem i wystarczy pasjonować się daną dziedziną wiedzy, że
        > by otrzymać zatrudnienie i jeszcze zlecenia ekspertyz od prywatnych firm, ale r
        > zeczywistość niestety ma się inaczej.

        a weź nie chrzań i nie siej defetyzmu!

        Jestem dziewczyną z małego miasteczka, z biednej, w zasadzie patologicznej rodziny. Poszłam na studia i pasjonowała mnie pewna dziedzina dośc luźno związana z moimi studiami. Pasjonowała mnie na tyle, że teraz właśnie robię ekspertyzy dla firm związane właśnie z moją pasją! A, i pracuję tak od roku, a studiów oficjalnie jeszcze nie skończyłam (została mi obrona). I nie zarabiam wcale najniższej krajowej.

        Więc błagam, nie usprawiedliwiajcie swojego nieudacznictwa Michałem Tuskiem, jak się ma pasję to wszystko można.
        • pokrecony_oliver Re: I tak i nie 02.09.12, 12:57
          Gratuluję sukcesów i samozaparcia.
          Nie zapominaj jednak, że zawsze jest element sprzyjających okoliczności. Dlatego w ogólnym rozrachunku liczy się większa statystyka.
          • enigmatematyczna Re: I tak i nie 03.09.12, 13:26
            O'RLY?

            A mi się wydaje, że jak ktoś RZECZYWIŚCIE ma pasję, i na studiach inwestował czas w to, żeby w mądry i konstruktywy sposób ją rozwijać, to teraz ma pracę i właśnie związaną z ta pasją.

            I nie mówię tu o tym, że ktoś się "pasjonował" np. pracą w call centre. Dla przykładu: kumpel lubił gry komputerowe - po 3 latach rozwijania pasji pracuje na stanowisku Junior Game Designer. Nie, nie miał znajomości w branży, tzn teraz ma, bo poznał odpowiednich, związanych z branżą ludzi w czasie studiów, kiedy brał udział w różnych eventach i konferencjach. Poważnie, nie jest trudno poznać nowe osoby, które cię gdzieś wkręcą jeśli dzielicie zainteresowania.

            Inne przykłady: chłopak lubił tańce irlandzkie - rok po studiach prowadzi kursy takich tańców i z tego zyje. Koleżanka uwielbia gotować - teraz ma firmę cateringową oferującą wymyślne dania, gotuje we własnej kuchni, zarabia tyle $$ że byście się zdziwili. To, że dostaje zlecenia od np. konsulatu zawdzięcza temu, że ma znajomości. Konsula poznała na konferencji, na której gotowała, bo stracił głowę dla jej gulaszu.

            Takich przykładów znam kilka. Tak, to głównie zainteresowania i samozaparcie. Ale nie widziałam jeszcze, zeby ktos, kto rzeczywiście posiada te dwie rzeczy nie odniósł sukcesu. Za to widziałam mnóstwo studenciaków zainteresowanych głównie bibą w studenckie czwartki i wcielaniem w życie reguły ZZZ. Tacy ludzie właśnie siedzą teraz w tym wątku i marudzą, że bez znajomości nic nie da się osiągnąć.

            Przepraszam, a gdzie byłeś w czasie studiów, kiedy Twoi znajomi rozwiajli pasje i zawierali znajomości, dzięki którym są teraz znani jako ludzie z pasją? Oni, przez swoje samozaparcie, renomę, i to, że są po prostu teraz interesującymi ludźmi raczej bezrobotni już nie będą. A Ty narzekaj dalej i płacz, że nie masz na nazwisko Tusk.
            Oni też nie mają. I racja, że staystyka pokazauje co innego. Bo takich ludzi jest zwyczajnie (za) mało. Dlaczego?

            Może tak musi być (krzywa gaussa), a może system szkolnictwa o tym przesądza. Nie mnie oceniać.
            • pokrecony_oliver Re: I tak i nie 03.09.12, 19:40
              Wynika to z tego jakim ludźmi się otaczasz lub jakich starasz się widzieć. Widocznie nie spotkałaś lub nie dostrzegłaś takich którzy pomimo pasji i ciężkiej pracy nie osiągnęli sukcesu. Jest jeszcze czynnik losowy, miejsce, czas, osoby, sytuacja na rynku pracy, podejście pracodawców..... Polska jest ponurym miejscem.
              Twoje podejście przypomina mi scenę z filmu Bareji "Co zrobisz jak mnie złapiesz" chodzi mi konkretnie o sytuację kiedy parking został zatarasowany płytami betonowymi. Polecam kontemplację tej sceny.

              I jeszcze jedno, ja nie płaczę, ja staram się prowadzić dyskusję, przypisujesz mi nie moje wypowiedzi.
          • sokolasty Re: I tak i nie 04.09.12, 21:13
            pokrecony_oliver napisał:

            > Gratuluję sukcesów i samozaparcia.
            > Nie zapominaj jednak, że zawsze jest element sprzyjających okoliczności. Dlateg
            > o w ogólnym rozrachunku liczy się większa statystyka.


            Tylko jakoś jednym te okoliczności na ogół sprzyjają, a innym przeszkadzają.
            • sokolasty Re: I tak i nie 04.09.12, 21:15
              "Tylko jakoś jednym te okoliczności na ogół sprzyjają, a innym przeszkadzają."

              Klaruję: jakoś jest tak, że jedni potrafią wykorzystać okoliczności, a inni w zbiegach tychże znajdują usprawiedliwienie dla swojej nieudolności.
              • pokrecony_oliver Re: I tak i nie 04.09.12, 21:55
                Nie przeczę temu, to dość oczywiste. To o co mi chodzi to, statystyka, w jednych krajach wykształcenie pomaga znaleźć pracę w innych nie wpływa zbytnio, a doktorat już nawet bardzo przeszkadza.
                W Polsce powstało masę lipnych szkół wyższych i magister się zdewaluował, doktor też już za dużo nie znaczy. Państwowe szkoły idą też w tę stronę. Dla tych co włożyli wysiłek w naukę to tragedia.
                Za wiedzę i umiejętności należy się wynagrodzenie to też towar, nawet więcej, to najcenniejszy towar. Całe kraje utrzymują się z technologii i pracy odkrywczo-twórzczej.
                Pracodawcy powinni zwracać uwagę gdzie się studiowało, o czym była praca magisterska, jakie były oceny kandydata. Szkoły wyższe powinny sobie w ten sposób wyrabiać renomę.
                W tej chwili mamy absurd, pracodawcy uważają, że absolwenci nic nie umieją bo biorą za przykład tych po lipnych szkołach. Przez to dobrze wykształcony człowiek bardzo traci, polski rynek traci, bo stajemy się tanim obozem pracy umysłowej dla firm zagranicznych.
                W Polsce naprawdę nie szanuje się obecnie ludzi wykształconych i to często z nie byle jakimi umiejętnościami.
                Gadanie, nieprawda bo mnie się udało jest dla mnie śmieszne, poczekaj aż ci się noga powinie.
        • mydeer Re: I tak i nie 02.09.12, 12:59
          A ja kiedyś wygrałem w totka! Da się? Da się! :)
      • cehaem Re: I tak i nie 02.09.12, 13:19
        mydeer napisał:


        > Z płatnymi praktykami i stażami problem jest tego rodzaju, że nie spotkałem jes
        > zcze oferty która nie wymagałaby przeprowadzki - najczęściej oczywiście do Wars
        > zawy. Sama w sobie przeprowadzka problemem nie jest, ale gdy można ją opłacić a
        > oczywiście z pieniędzy otrzymywanych za praktykę czy staż dokonać tego nie spo
        > sób.

        Problem ze stazami polega na tym, ze albo ich nie ma, albo polegaja na sciagnieciu sobie do biura ladnej studentki jako maskotki do gotowania kawy i sprawunkow. Polske firmy maja w nosie wychwytywanie "perelek" sposrob humanistow, bo ci przecietnego korposzczura-gogusia intelektualnie zjedza na sniadanie.
        W Wielkiej Brytanii nawet dla teologa drzwi do kariery w finansach stoja otworem. Nie liczy sie to, co napisane na samej gorze na papierku, tylko oceny ponizej oraz osobowosc kandydata. Dobry socjolog (nie mylic z socjologiem telewizyjnym, ktory zna sie na wszystkim) jest doskonalnym materialem na analityka.
        Inna sprawa, to oczywiscie to, ze pozwolilismy na kompletna deprofesjonalizacje naszej humanistyki. Dzis kazdemu wolno gadac o wszystkim, a w kulturze pyskowki, gdzie wrzask i demagogia zastepuja argumenty profesjonalisci zaczynaja imitowac amatorow, a powinno byc przeciez odwrotnie.

        • mydeer Re: I tak i nie 02.09.12, 14:02
          Tak, to swoją drogą, ale autor tekstu pisał o płatnych praktykach czy stażach - na żadnym nie miałem przyjemności pracować, ale wychodzę z założenia, że skoro już pracodawca jest gotów wysupłać parę groszy to szuka pracownika a nie żywego ekspresu do kawy i przycisku do papieru.

          Obserwacje dotyczące humanistyki - 100% racji.
          • cehaem Re: I tak i nie 02.09.12, 15:14
            > Tak, to swoją drogą, ale autor tekstu pisał o płatnych praktykach czy stażach -
            > na żadnym nie miałem przyjemności pracować, ale wychodzę z założenia, że skoro
            > już pracodawca jest gotów wysupłać parę groszy to szuka pracownika a nie żyweg
            > o ekspresu do kawy i przycisku do papieru.

            Polski pracodawca nie chce dobrego pracownika, tylko spolegliwego. Polska srednia kadra managerska to specyficzny biotop. Ja tez kiedys mialem iluzje i uczylem swoich studentow (tak, jednego z tych rzekomo glupkowatych kierunkow humanistycznych) tego, co uwazam za atut humanisty: mozliwosci krytycznego ogarniecia duzej ilosci materialu w krotkim czasie oraz sformulowania jasnej i przejrzystej wypowiedzi. Ale, o czym przekonala mnie praktyka, takie umiejetnosci nie sa potrzebne. Zamiast tego mile widziana jest "integracja". Ostatnio sam bylem naocznym swiadkiem, jak zadufane w sobie korposzczury zajechaly doskonale prosperujacy oddzial pewnej swiatowej firmy. Zrobily to tak skutecznie, ze firma, dla ktorej oddzial wykonywal uslugi (outsourcing) wybrala krajowa konkurencje, nie majaca kompletnie pojecia o prowadzeniu tego typu biznesu. Efekt: ponad 400 bezrobotnych. Korposzczurow to oczywiscie nie dotyczylo.
    • szpon Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 10:41
      Nie zesraj się ze szczęścia lemingu.

      Wklejam z napisami PL bo pewnie z angielskim u ciebie kiepsko.

      www.youtube.com/watch?v=gb3HVB_Ej8k
      • pijanymarynarz Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:37
        Jak na nie-leminga przystało musisz wklejać coś zamiast samemu coś wyprodukować.
    • flamengista bardzo dobry tekst 02.09.12, 10:46
      Jasne, polskie uczelnie i środowisko akademickie ma sporo wad, o których i GW pisała.

      Są jednak tacy, którym się chce - i wcale nie jest ich mało. Tyle że tu największą barierą jest postawa studentów. Nie chodzi o brak ich wiedzy, ale brak chęci do poznawania świata. Studia nie są dla wszystkich i to żaden dyshonor, że się nie studiuje. Problem jest wtedy, gdy milcząca, bierna masa zabija aktywność tych najlepszych. I to się właśnie teraz dzieje.

      Dlatego takich tekstów powinno być jak najwięcej.
      • mydeer Jaka bariera? 02.09.12, 10:50
        Rozwiązanie jest proste, logiczne i kiedyś szeroko stosowane: studentów którym się nie chce uwalać na pierwszym roku. Koniec problemu zarówno dla wykładowców, jak i dla pozostałych studentów których dyplomy dzięki temu będą coś znaczyły na rynku pracy.

        No ale utrzymanie etatów na uczelni ważniejsze, a do tego potrzeba studentów - w ilości nie w jakości.
        • trzy.14 Re: Jaka bariera? 02.09.12, 11:21
          Nie tyle o utrzymanie etatów, co o poziom zarobków tu chodzi. Przecież istnieją w Polsce wydziały, w których na 100 osób kadry, w tym max. 50 "habilitowanej", przypada 2000 absolwentów-magistrów rocznie, z czego połowa na studiach płatnych. Ten rachunek daje 40 magistrów na 1 uprawnionego dr hab (rekordziści w Polsce prowadzą jednocześnie grubo ponad 100 prac licencjackich/magisterskich). Gdyby tę liczbę zredukować do rozsądnych 5-10 magistrantów na rok
          a) zniknąłby problem plagiatów
          b) wydział dostałby ok. 1/4 tych pieniędzy, które otrzymuje teraz, a więc średnie pensje na TYM wydziale spadłyby z ponad 10 tys do ok 3-4 tys. miesięcznie
          c) zniknęłaby wieloetatowość
          d) zamiast 2 milionów studentów mielibyśmy o milion więcej młodych-bezrobotnych
          Widać więc tu wiele plusów dodatnich i plusów ujemnych.

          • flamengista błędne rachunki 02.09.12, 14:14
            1. Seminaria dyplomowe na większości uczelni prowadzą doktorzy, nie profesorowie
            2. Stąd wynika, że prowadzenie prac dyplomowych średnio się opłaca - inaczej profesorowie nie oddawaliby tej fuchy adiunktom
            3. Liczba 5-10 magistrantów na rok faktycznie pozwoliłaby ograniczyć znacząco plagiaty. Problem w tym, że to się uczelni nie opłaca. Takie luksusy jak grupa 5 osób na seminarium, rozliczane w wysokości 60 godzin dziennie to rzadkość. Standardem w naukach społecznych i humanistycznych są grupy po 15 osób. W dodatku prowadzący ma na ogół oprócz magisterskich także i licencjackie seminarium.
            4. Za wypromowanie 1 studenta dostaje się ca. 100 zł brutto - biorąc pod uwagę realny nakład czasu i wysiłek, jest to stawka porównywalna do pracy na kasie w supermarkecie. Bo ja oceniam, że 1 studentowi poświęcam statystycznie minimum 15 godzin.

            Prawdziwe pieniądze są z grantów, badań zamawianych przez biznes i z ekspertyz - i tym się zajmują profesorowie. Prowadzenie seminarzystów w dobie umasowienia szkolnictwa wyższego to słabo płatna orka na ugorze, którą się zostawia adiunktom.

            PS. średnie pensje na wydziale 10 tys. miesięcznie? Chyba w Wielkiej Brytanii, bo na pewno nie w Polsce. Tyle mogą dostać najlepiej zarabiający profesorowie.
            • flamengista errata 02.09.12, 14:15
              miało być: 60 godzin rocznie (za seminarium dyplomowe, 2 x 30 godzin - czyli 2 godziny w tygodniu).
            • czarny-doktor Doktorat z mitologii? 02.09.12, 14:36
              To mnie zainteresowalo. Jak sie pisze doktorat z mitologii chrzescijanskiej? I jak sie uzyskuje profesure z czegos co jest nie do zbadania i czegos czego nie mozna zbadac zmierzyc i udowodnic? Bada sie ilosc objawien maryjnych w zaleznosci od wady wymowy modlacych sie bab? Jakie sa tematy tych rozpraw?
            • trzy.14 Re: błędne rachunki 02.09.12, 16:17
              Z 10 tys przesadziłem - to są średnie zarobki profesorskie na mojej uczelni.
              Z drugiej strony są rekordziści, którzy potrafią mieć rocznie ok. 700 godz. nadgodzin przy pensum 240.
              Żadne statystyki nie obrazują roli, jaką w dochodach wybrańców stanowią dodatkowe etaty i umowy cywilno-prawne realizowane poza macierzystą uczelnią.
              Ale zgodzi się Pan z moją główną tezą, że w tej chwili płacz jest (jeszcze) nie o etaty, tylko o topniejące źródła dodatkowych dochodów?

              • flamengista tak, tu się zgadzam 03.09.12, 19:45
                na razie jeszcze broni się nadgodzin. Na razie. Choć są już miejsca, gdzie robi się nerwowo bo ludziom brakuje do pensum.

                Swoją drogą, dla mnie dziwactwem jest branie nadgodzin z własnej woli, by trzepać dodatkową kasę. Ale są tacy koledzy. Jest to działalność mało perspektywiczna (niż), mało rozwijająca i słabo płatna. Owszem, dydaktyka może rozwijać - ale solidna dydaktyka, gdzie stawia się na jakość, nie ilość.
        • flamengista wszystko fajnie 02.09.12, 14:04
          ale to ministerstwo, nie uczelnie wymyśliło algorytm finansowania, który premiuje tych co mają więcej studentów. A nie tych, którzy uczą bardziej elitarnie.

          Niż demograficzny jest świetną okazją do poprawienia jakości kształcenia, ale do tego trzeba woli politycznej. Tymczasem spadek liczby studiujących i uczących się jest pretekstem do cięć w edukacji wyższej, średniej i podstawowej.

          Więc pretensje musisz skierować pod innym adresem. Nie spotkałem naukowca, który mając do wyboru: elitarność lub masowość studiów wybrałby to drugie. Każdy woli uczyć lepiej, ale mniej. No ale każdy chce też zachować swoją pracę.
    • mariner4 Niestety w Polsce nadal jest modne 02.09.12, 10:47
      przyznawanie się do umysłowego ograniczenia.
      Przed kamerami TV "celebryty" lubią mówić z głupim uśmiechem na twarzy: " ja nie mam zdolności do matematyki, bo jestem humanistą. To tak jak publicznie przyznać, że się jest idiotą.
      I dobrze. Niech tacy na zmywaku stoją, bo na nic innego nie zasługują.
      M.
    • jacek.boczkowski [...] 02.09.12, 10:48
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • pijanymarynarz Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:38
        Nikt ci nie broni zająć miejsca przedsiębiorcy jeśli nie chcesz pracować dla tego złego człowieka. Co cię trzyma?
        • mydeer Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:41
          Brak środków własnych i brak zdolności kredytowej.
          • d25 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 12:39
            mydeer napisał:

            > Brak środków własnych i brak zdolności kredytowej.

            raczej głupota i lenistwo...
      • eol77 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:51
        Na początku kariery zawodowej pracuje się za niskie stawki, które powinny potem systematycznie rosnąć. Marudzić można jeśli tak się nie dzieje.
        Natomiast oczekiwanie, że każdy pracodawca na was czeka tylko dlatego że studiujecie na modnym kierunku jest nieporozumieniem. O swoją karierę trzeba dbać samemu, szukać potencjalnych miejsc pracy, szukać praktyk itp. Mówienie, że jakaś praca jest poniżej oczekiwań studenta może wprawić w zdumienie. Co student potrafi? Z mojego doświadczenia, raczej niewiele. Większość studentów ma głęboko wpojoną postawę roszczeniową, wszystko chcą uzyskać bez wysiłku. Bez przestrzegania reguł, zasad choćby takich takich jak rzetelność i punktualność. O odpowiedzialności za swoje czyny w ogóle nie będę wspominać.
        Studia nie są w oczach moich studentów etapem dorosłego życia, co najwyżej przedłużeniem gimnazjum. Nawet nie liceum lub technikum.
        • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 13:09
          Student ma coś takiego jak świeży umysł i znajomość tematu. To często najlepszy pracownik, bo nie zdążył się nauczyć udawania pracy na stanowisku, gierek biurowych i naiwnie wierzy, że trzeba ciężko pracować aby do czegoś dojść.
          • eol77 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:27
            Świeżość tematu? To ciekawe, czy chodzi o swobodę interpretacji popartą brakiem wiedzy?
            Może student nie nauczył się udawania pracy, ale nauczył się ściągania prac z internetu i oszukiwania na egzaminach z przedmiotów będących jego "pasją". Naiwnie wierzy w to, że wszystko mu się należy.
            Tacy o których piszesz, wierzący "naiwnie" w wyniki ciężkiej pracy stanowią od 10 do 20 % w porywach. Wyjątkiem są studenci kierunków chemicznych. Reszta to zblazowane towarzystwo, domagające się dobrych ocen z powietrza.
            • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:44
              Tak, studenci czy absolwenci mają niekonwencjonalne podejście, które potrafi być bardzo oryginalne. Posiadają też znaczną wiedzę poza zakres osoby z doświadczeniem, wynikającą z tego, że wiedza ulega powolnemu zanikowi w procesie zapominania. Specjalista posiada wiedzę tylko w swoim temacie, większą od absolwenta czy studenta, co czyni go silniejszym przy wykonywaniu pracy na utartych szlakach. Dlatego piszę o świeżości tematu.

              > Może student nie nauczył się udawania pracy, ale nauczył się ściągania prac z i

              Jak studiował na patologicznej uczelni to pewno tak. Co jeśli skończył dobrą uczelnię?
              Kiedy pracodawcy nauczą się brać pod uwagę którą uczelnię kończył lub kończy kandydat.
              To jest zwykła procedura na zachodzie.

              Polscy pracodawcy to w większości to cwaniaki, chcący pozyskać tanią siłę roboczą, wmawiają absolwentom, że wykształcenie nic nie znaczy, a następnie zatrudniają ich za psie pieniądze.
              Tacy dopiero to zblazowane towarzystwo, chcące aby człowiek wykształcony żył powietrzem.
              • eol77 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 14:56
                Świeżość tematu? A co ze znajomością tematu? Żeby przekształcić tę świeżość w coś pożytecznego dla pracodawcy trzeba nabyć trochę doświadczenia. Tak to już jest.

                Ściąganie i plagiaty to przykłady z renomowanej uczelni państwowej.

                Zainteresował mnie bardzo zanik wiedzy w procesie zapominania. You've made my day.
                • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 15:14
                  Taaa, doświadczenie, profesjonalizm, otóż nie. Przełomy, rewolucje robią osoby bardzo młode. W wielu naukach ścisłych są to osoby przed 30 rokiem życia.

                  > Ściąganie i plagiaty to przykłady z renomowanej uczelni państwowej.

                  Piszesz o pojedynczych przypadkach? Bo jak nie to już nie jest renomowana uczelnia.

                  > Zainteresował mnie bardzo zanik wiedzy w procesie zapominania. You've made my
                  > day.

                  A co ty nie zapominasz, pamiętasz cały materiał, którego się uczyłeś? Może jesteś savantem?
                  • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 15:26
                    Małe sprostowanie jest "uległa" powinno być "nie uległa", przeprasza za pomyłkę.
              • ruchaka Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 16:20
                "Polscy pracodawcy to w większości to cwaniaki, chcący pozyskać tanią siłę roboczą"

                Co innego japonscy, niemieccy i angielscy pracodawcy. Oni chca pozyskac droga sile robocza.
                • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 08:25
                  > Co innego japonscy, niemieccy i angielscy pracodawcy. Oni chca pozyskac droga s
                  > ile robocza.

                  Tylko japońscy, niemieccy i angielscy pracodawcy płacą tyle, że młody człowiek jest w stanie godnie żyć. W Polsce płaci się młodym ludziom gorzej niż w Chinach.
              • stern-75 Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 16:28
                pokrecony_oliver napisał:

                > Tak, studenci czy absolwenci mają niekonwencjonalne podejście, które potrafi by
                > ć bardzo oryginalne.

                To prawda. Bzdur, jakie potrafi z pełną powagą głosić świeżo upieczony absolwent, nie usłyszy się później.
                • pokrecony_oliver Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 03.09.12, 08:26
                  > To prawda. Bzdur, jakie potrafi z pełną powagą głosić świeżo upieczony absolwen
                  > t, nie usłyszy się później.

                  Po byle jakich studiach pewno tak. Jednak przełomy i rewolucje są domeną młodych ludzi.
    • mamabe2 Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 10:51
      12 lat temu skończyłam PW i pracuję , bo były trochę inne czasy. W pokoju ze mną siedzi koleś ( znajomek szefa) po maturze za 3200, pierdzi w stołek, beka i ogląda głupoty na youtube, a za ścianą absolwentka wydziału Politechniki Warszawskiej na stażu za 700 zł z Urzędu Pracy. Pracuję na państwowej posadzie. Ogarnia mnie beznadzieja. Szanowny wykładowca chyba żyje jakimiś iluzjami.
    • rosomak666 Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 10:54
      "Przy czym, wielu z tych młodych poszukujących nie rozumie, że ludzie, którzy zarabiają rzeczywiście po kilka/kilkanaście tysięcy miesięcznie, w pracy spędzają nie osiem, ale kilkanaście godzin, często pracują w weekendy i nie mają tzw. czasu wolnego, niejednokrotnie cierpi na tym ich życie rodzinne, towarzyskie itp."

      Haha, pranie mózgu. Czyli jak w tym kraju chcesz mieć te astronomiczne 700 - 800 euro na rękę, to musisz wyzbyć się człowieczeństwa i stać się niewolnikiem.
    • yeelonek a w Irlandii.. 02.09.12, 10:59
      jako specjalista zarabiam ok. 20 tys. PLN,
      praca max. 40 h tygodniowo, rocznie 2-3
      wyjazdy do krajów egzotycznych :)
      • drzewko.szczescia Re: a w Irlandii.. 02.09.12, 13:04
        Nie wiedziałam, że euro podskoczyło już powyżej 6 złotych.
    • mleczko2000 Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 11:00
      Moim zdanie źródło problemów jest bardziej skomplikowane. Po pierwsze dzięki studiom płatnym (wieczorowym i zaocznym) oraz uczelniom prywatnym, dziś może studiować każdy i każdy może takie studia skończyć, ponieważ jedynym kryterium takiej edukacji jest zasobność portfela takiego studenta, a nie jego umiejętności czy wiedza. Nie oszukujmy się, takie studia są nastawione na generowanie zysku, a nie na jakość nauczania. Dla przykładu, na mojej państwowej uczelni (proszę wybaczyć, że nie podam jej nazwy, ani nazwy kierunku), jest więcej studentów wieczorowych niż dziennych i wszystko jest układane pod tych ,którzy płacą, a nie tych, którzy uczą się dziennie. Tak więc studenci dzienni mają plan jak studenci wieczorowi (bo tak taniej) i zajęcia ze studentami wieczorowymi (to również w ramach oszczędności). Nie trudno się domyślić jaki jest poziom takich wspólnych ćwiczeń, gdzie obok siebie siedzą osoby, które miały doskonałe wyniki w nauce i dzięki temu są na studiach dziennych i takie, które mają problem z odpowiedzią na najprostsze pytanie, ale mają pieniądze, żeby za naukę zapłacić. Podobnie jest na egzaminach czy zaliczeniach, po wynikach można się zorientować kto jest z jakiego trybu studiów. A mimo to są organizowane dodatkowe terminy poprawek i egzaminów, gdzie bardzo często powtarzają się pytania, tak, aby ci którzy płacą, a wiec generują dla uczelni zyski, mogli robić to dalej. Efekt jest taki, że wiele osób kończy studia, chociaż w normalnych warunkach powinni mieć problemy z ukończeniem szkoły średniej. Według mnie powinno się skończyć z fikcją edukacyjną w postaci możliwości ukończenia studiów wyższych przez praktycznie każdego, a nauka na poziomie wyższym powinna być przywilejem dla najlepszych. W ten sposób nie będzie problemu nadprodukcji bezrobotnych, bez względu na to czy skończyli oni kierunki humanistyczne czy też nie.
      • winniepooh Re: Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy 02.09.12, 11:52
        mleczko2000 napisał(a):

        > Moim zdanie źródło problemów jest bardziej skomplikowane. Po pierwsze dzięki st
        > udiom płatnym (wieczorowym i zaocznym) oraz uczelniom prywatnym, dziś może stud
        > iować każdy i każdy może takie studia skończyć, ponieważ jedynym kryterium taki
        > ej edukacji jest zasobność portfela takiego studenta, a nie jego umiejętności c
        > zy wiedza. Nie oszukujmy się, takie studia są nastawione na generowanie zysku,
        > a nie na jakość nauczania. Dla przykładu, na mojej państwowej uczelni (proszę w
        > ybaczyć, że nie podam jej nazwy, ani nazwy kierunku), jest więcej studentów wie
        > czorowych niż dziennych i wszystko jest układane pod tych ,którzy płacą, a nie
        > tych, którzy uczą się dziennie.

        tak właśnie jest
        studenci dzienni, którzy na I roku mają mnóstwo zapału do nauki i potencjał intelektualny wskutek mieszania ich z wieczorowymi i równania w dół po III roku stają się degeneratami.
        w tej chwili każdy kto ma ponadprzeciętne wyniki w szkole średniej powinien wybierać studia na zachodzie.

        Tak więc studenci dzienni mają plan jak studenc
        > i wieczorowi (bo tak taniej) i zajęcia ze studentami wieczorowymi (to również w
        > ramach oszczędności). Nie trudno się domyślić jaki jest poziom takich wspólnyc
        > h ćwiczeń, gdzie obok siebie siedzą osoby, które miały doskonałe wyniki w nauce
        > i dzięki temu są na studiach dziennych i takie, które mają problem z odpowiedz
        > ią na najprostsze pytanie, ale mają pieniądze, żeby za naukę zapłacić. Podobnie
        > jest na egzaminach czy zaliczeniach, po wynikach można się zorientować kto jes
        > t z jakiego trybu studiów. A mimo to są organizowane dodatkowe terminy poprawek
        > i egzaminów, gdzie bardzo często powtarzają się pytania, tak, aby ci którzy pł
        > acą, a wiec generują dla uczelni zyski, mogli robić to dalej. Efekt jest taki,
        > że wiele osób kończy studia, chociaż w normalnych warunkach powinni mieć proble
        > my z ukończeniem szkoły średniej. Według mnie powinno się skończyć z fikcją edu
        > kacyjną w postaci możliwości ukończenia studiów wyższych przez praktycznie każd
        > ego, a nauka na poziomie wyższym powinna być przywilejem dla najlepszych. W ten
        > sposób nie będzie problemu nadprodukcji bezrobotnych, bez względu na to czy sk
        > ończyli oni kierunki humanistyczne czy też nie.

        wykładowcy bdb zdają sobie sprawę z sytuacji, ale nikt nie ograniczy naboru, bo to by oznaczało odpływ łatwej kasy. a są oni niestety skazani na dorabianie zajęciami na wieczorowych i zaocznych, gdyż wielu z nich nie ma żadnych kwalifikacji, które mogliby spieniężyć na rynku pracy i tak to się kręci.
        fakt, że polska gospodarka jest zacofana i potrzebuje tanich wyrobników, nie fachowców, nie stanowi żadnego wytłumaczenia. można przecież współpracować np. z ośrodkami Rresearch and Developement z UE, US, czy Japonii, jednak poziom nauki w polsce skutecznie to uniemożliwia i to już nie jest nawet wina poszczególnych naukowców, tylko nędzy tego systemu, w którym nie ma środków na sprzęt i laboratoria. niestety habilitowany establishment myśli tylko o swoich korzyściach oraz ustawieniu potomków i pociotków na odpowiednich stołkach. wskutek tego te nikłe środki, które są w systemie dzięki naszym podatkom i dotacjom z UE są marnowane.

        i tak mamy mierną naukę i zgraję skretyniałych posiadaczy dyplomów, powiązanych siecią wzajemnych korzyści.

        jak ktoś ambitny, pracowity i zdolny ma się w takim czymś odnajdować?
    • gruba_rybka Języki obce są przereklamowane 02.09.12, 11:06
      Jak słyszę o bezrobotnych znających kilka języków, to od razu sobie wyobrażam laseczkę kochającą ciepłe morze, palmy i znającą portugalski francuski i hiszpański. Albo chłopaczynę ćwiczącego karate, który z miłości do tegoż karate nauczył się japońskiego, a później jeszcze zaczął uprawiać kung-fu i nauczył się chińskiego.
      Języków też trzeba się uczyć z głową. Angielski musi znać każdy, ale nad pozostałymi językami trzeba się zastanowić - czy uczyć się dla przyjemności, czy dla lepszej pracy. Wystarczy wejść na wikipedię i sprawdzić, z jakimi krajami Polska handluje. Trzej najważniejsi partnerzy to Niemcy, Włochy i Rosja. Jak do tego dołożymy jeszcze Ukrainę, Białoruś i Państwa Bałtyckie oraz Austrię, Szwajcarię i świetnie mówiących po niemiecku Czechów, Słowaków i Węgrów, to się okaże, że 80 proc, naszego handlu przypada na te języki. Nauka innych języków oprócz angielskiego, niemieckiego,włoskiego i rosyjskiego to hobby. Prawdopodobieństwo używania w pracy francuskiego, czy hiszpańskiego jest niewielkie, a portugalskiego zerowe. Japoński też się do niczego nie przyda. Z Chinami wprawdzie handlujemy, ale oni wolą to robić po angielsku i wcale nie chcą, żeby świat uczył się ich języka - wolą swoje tajemnice trzymać na swoim podwórku. Nie wierzycie, to sprawdźcie, ile jest ofert pracy z chińskim
      • marek-lipski Re:"Języki obce"?Wybrane"dzieci politykow sa 02.09.12, 11:27
        w szkolach amerykanskich
        w Polsce,czy prywatnych.
        Powstaje kadra "wybranych"!
        O to chodzi?
        Podoba mi sie system oswiaty
        w USA ale w Polsce jest on
        tylko dla wybranych dzieci.

        System oswiaty w Polsce jest przeciw
        dzieciom i studentom.Zamiast
        nauczac angielskiego,od 2 klasy,
        szkoly podstawowej to politycy
        bojkotuja aby bronic wlasne dzieci
        To jest selkcja dzieci na dzieci
        zarzadzajacych i te "inne",gorsze.
        • gruba_rybka Przesadzasz 02.09.12, 11:43
          Jak byłem na studiach, to przez 5 lat dorabiałem sobie jako nauczyciel angielskiego i niemieckiego i "trochę" poznałem tę kwestię. To nie jest zła wola rządzących, tylko koszty. Mało jest chętnych, żeby uczyć angielskiego w szkołach publicznych. Pieniądze z tego żadne. Ludzie po studiach zaczepiają się w szkołach, a później znajdują dużo lepszą pracę i uciekają. Czasem moi uczniowie mieli trzech nauczycieli języka w jednym roku. Problem rozwiązałoby się dając nauczycielom angielskiego czy niemieckiego pensję dwa razy wyższą, niż innym nauczycielom, ale to nie przejdzie, bo związki zawodowe nie pozwolą. Absolwent historii czy geografii marzy o pracy w szkole i z pocałowaniem ręki weźmie pracę za każde pieniądze, bo innej niż w szkole nie dostanie (no, chyba że zostanie premierem albo prezydentem). Anglista ma wiele możliwości, dlatego idzie tam, gdzie płacą lepiej. Tego się nie zmieni. Ale powiem Ci, że dzieciaków biorących dodatkowe lekcje są setki tysięcy. W Wawie w przeciętnej klasie ponad połowa dzieci uczy się angielskiego prywatnie. Pewnie w innych dużych miastach jest tak samo. Owszem, dzieciaki ze wsi mają gorzej, ale za to nabywają inne umiejętności, których nie mają dzieci z dużych miast.
      • pazzoo Języki obce nie są przereklamowane 02.09.12, 11:32
        > Jak słyszę o bezrobotnych znających kilka języków, to od razu sobie wyobrażam l
        > aseczkę kochającą ciepłe morze, palmy i znającą portugalski francuski i hiszpań
        > ski. Albo chłopaczynę ćwiczącego karate, który z miłości do tegoż karate nauczy
        > ł się japońskiego, a później jeszcze zaczął uprawiać kung-fu i nauczył się chiń
        > skiego.

        Chiny (1,425 mld osób mówiących w tym języku), Japonia (3-cia największa gospodarka świata), język francuski (używany w kilkunastu krajach świata, 3-ci największy partner handlowy Polski), hiszpański (blisko 500 mln osób mówiących w tym języku, kilkanaście krajów, być może wkrótce drugi język USA).

        Nauka innych języków oprócz an
        > gielskiego, niemieckiego,włoskiego i rosyjskiego to hobby. Prawdopodobieństwo u
        > żywania w pracy francuskiego, czy hiszpańskiego jest niewielkie, a portugalskie
        > go zerowe. Japoński też się do niczego nie przyda. Z Chinami wprawdzie handluje
        > my, ale oni wolą to robić po angielsk
        Języki typu francuski, hiszpański, portugalski, chiński, czy japoński otwierają nie tylko możliwości pracy na rynkach całego świata, a także dają dostęp do wiedzy, kultury i znajomości na niemal całym świecie. Oprocz tego istnieje wiele innych jezykow ktore warto znac m.in niemicki, wloski, rosyjski, ukrainski, hebrajski, hindi itp Znając takie języki możemy sami wybierać sobie gdzie będziemy pracować, a ograniczając sie do języków "partnerów handlowych" Polski, zupelnie ograniczamy swoje mozliwosci.

        Dlatego uczcie sie jezykow obcych nie tylko "partnerow handlowych", to nie tylko droga do pracy w wybranych krajach swiata, dostepu do wiedzy (np: wyklady online, czy np teleuniwersytety jak np RAI NETTUNO po wlosku), a takze do kultury i wielu miejsc pracy na swiecie.


        • skasowana Re: Języki obce nie są przereklamowane 02.09.12, 12:25
          I szympansa nauczysz komunikacji (w jzyku migowym na przykład) tylko czy szympans będzie miał Ci coś do powiedzenia?

          TU jest problem.
        • gruba_rybka Re: Języki obce nie są przereklamowane 02.09.12, 12:25
          Handlowałeś kiedyś z Chińczykami? Ja to robię na co dzień. I widzisz, robię to po angielsku. Owszem nie znam chińskiego, ale kolega po sinologii siedzący biurko obok też handluje z nimi po angielsku. Znajomość chińskiego u kontrahentów budzi w Chińczykach niechęć. Wiesz dlaczego? Bo oni stosują model negocjacji win-lose i wolą myśleć, że mają wszystkie asy w rękawie. Jeśli wiedzą, że ich partner zna chiński to wiedzą też, że wie, kiedy kłamią mówiąc o lokalnych cenach, terminach dostaw czy zna prawo chińskie. Jak mój kolega rozmawiał z nimi po chińsku, to dostawał warunki zaporowe (takie na odpieprz się). Teraz odnosi sukcesy, bo już nie przyznaje się do znajomości chińskiego.

          Co do Japonii, masz rację, że to trzecia gospodarka, ale my z nimi nie handlujemy prawie wcale. Nie tylko zresztą my, nawet Niemcy mają wymianą z Japonią mniejszą niż z Czechami. Wpisz na portalu pracuj.pl japoński i nie wyjdzie Ci żadna oferta pracy. Znam dwie osoby po japonistyce i żadna nie znalazła pracy związanej z japońskim, chociaż próbowały latami. Jedna dziewczyna jest handlowcem (krajowym) a druga przebranżowiła się na grafika komputerowego.

          Hiszpański to trzeci język na świecie, ale nie przyda się w pracy (chyba że pracujesz w biurze podróży). Co z tego, że mówi nim 500 mln ludzi, jak nasze kontakty z Ameryką Łacińską są zerowe, a z 45 milionową Hiszpanią handlujemy mniej, niż z 5 milionową Finlandią.

          Nawet jeśli nasze obroty handlowe wzrosną pięciokrotnie, to nie będziemy handlować z Japonią czy Meksykiem, bo są za daleko. Koszty transportu (przede wszystkim przelotów samolotem na negocjacje) powodują, że taki handel będzie zawsze nieopłacalny. Wyjątkiem będą gigantyczne kontrakty, jak np. sprzedaż helikopterów za kilkaset milionów USD. Z Meksyku wprawdzie sprowadzamy Tequilę a z Wenezueli i Chile banany, ale ten handel obsługuje raptem kilkanaście,kilkadziesiąt osób.

          Co do Francji - jest czwartym partnerem, eksport do Francji to tylko 6,3 proc. polskiego eksportu, a import 4,4 proc. (www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/pl.html).

          Piszesz "Języki typu francuski, hiszpański, portugalski, chiński, czy japoński otwierają nie tylko możliwości pracy na rynkach całego świata" - tak, hiszpański przyda się, jeśli byś mieszkał we Francji, albo Brazylii, a japoński, gdybyś mieszkał w Korei albo na Dalekim Wschodzie Rosji. Pytanie, czy warto się ich uczyć tylko po to, żeby mieć kiedyś taką możliwość. Nie zapominaj, że utrzymanie znajomości kilku języków na odpowiednim poziomie to codzienna praca. Ja, żeby utrzymać znajomość włoskiego i niemieckiego spędzam dziennie ok 40 min. na czytanie i oglądanie wiadomości. Na szczęście w pracy używam angielskiego i rosyjskiego, ale gdybym ich nie używał, to musiałbym codziennie spędzać 1,5 godz. na utrzymanie znajomości wszystkich języków. Lubię uczyć się języków, ale nie miałbym czasu poświęcać na nie dziennie 1,5 godziny.

          Zgadzam się z Tobą w 100 proc., że znajomość języków takich jak hiszpański, francuski i inne daje dostęp do wspaniałej kultury. Warto je znać hobbystycznie, ale raczej nie ma co liczyć na to, że ich znajomość to atut na rynku pracy. Zapotrzebowanie na nie jest niewielkie. Wprawdzie w centrach usług zatrudnia się ludzi ze znajomością egzotycznych języków, ale jak tylko pensje w Polsce trochę wzrosną, to centra przeniosą się na Ukrainę i osoba znająca portugalski będzie mogła szukać pracy co najwyżej u importera telenoweli brazylijskich.

          a także dają dostęp do wiedzy, kultury i znajomości na niemal całym świecie"
          • 0manzana Re: Języki obce nie są przereklamowane 02.09.12, 14:34
            > ncuski i inne daje dostęp do wspaniałej kultury. Warto je znać hobbystycznie, a
            > le raczej nie ma co liczyć na to, że ich znajomość to atut na rynku pracy. Zapo
            > trzebowanie na nie jest niewielkie. Wprawdzie w centrach usług zatrudnia się lu
            > dzi ze znajomością egzotycznych języków, ale jak tylko pensje w Polsce trochę w
            > zrosną, to centra przeniosą się na Ukrainę i osoba znająca portugalski będzie m
            > ogła szukać pracy co najwyżej u importera telenoweli brazylijskich.
            >
            dziwnym trafem pracuję z tymi językiam-hiszpański i portugalski.nie jestem po filologii ale przebywałam za granicą i praca jak najbardziej jest.
            Nie tylko call center ,chociaż od tego często trzeba zaczynac. AL to teraz rozwijający się prężnie rynek ,zwłaszcza Brazylia ,więc nie opowiadaj jak beznadziejnie bezużyteczny jest ten język.
            > zyć tylko po to, żeby mieć kiedyś taką możliwość. Nie zapominaj, że utrzymanie
            > znajomości kilku języków na odpowiednim poziomie to codzienna praca. Ja, żeby u
            > trzymać znajomość włoskiego i niemieckiego spędzam dziennie ok 40 min. na czyta
            > nie i oglądanie wiadomości. Na szczęście w pracy używam angielskiego i rosyjski
            > ego, ale gdybym ich nie używał, to musiałbym codziennie spędzać 1,5 godz. na ut
            > rz
            włoski jest banalny ,jesli zna się pozostałe języki romańskie ,nie spędzam 40 min dziennie ,a i tak spokojnie dogaduję się z włochami.
            • gruba_rybka Re: Języki obce nie są przereklamowane 02.09.12, 14:49
              "dziwnym trafem pracuję z tymi językiam-hiszpański i portugalski.nie jestem po
              > filologii ale przebywałam za granicą i praca jak najbardziej jest" - ja nie mówię, że jej wcale nie ma, tylko że jest jej 10 razy mniej niż dla ludzi mówiących po rosyjsku.

              "AL to teraz rozwijający się prężnie rynek ,zwłaszcza Brazylia ,więc nie opowiadaj jak beznadziejnie bezużyteczny jest ten język" - rozwija się i będzie potęgą, ale my z nimi nie będziemy handlować, tak jak nie handlujemy na dużą skalę z Japonią. Nie twierdzę, że to bezużyteczny język - przyda się w Brazylii i w Chile, czy w Hiszpanii. To bezużyteczny język w Polsce.

              "włoski jest banalny ,jesli zna się pozostałe języki romańskie ,nie spędzam 40 m in dziennie ,a i tak spokojnie dogaduję się z włochami." - Ty się z nimi "dogadasz", a ja mogę tłumaczyć na włoski teksty prawnicze i finansowe - taka mała różnica :)

              Pozdrawiam
              • 0manzana Re: Języki obce nie są przereklamowane 02.09.12, 14:59
                Japonią. Nie twierdzę, że to bezużyteczny język - przyda się w Brazylii i w Ch
                > ile, czy w Hiszpanii. To bezużyteczny język w Polsce.
                >
                owszem ale ja nie pracuje w polskiej firmie ,tylko zagranicznej ,gdzie moja znajomość języków się liczy.
                > gadasz", a ja mogę tłumaczyć na włoski teksty prawnicze i finansowe - taka mała
                > różnica :)
                >
                >no i? a na hiszpanski i portugalski umiesz?
                taka mała różnica och. pytanie pracowałes ,mieszkales we Wloszech? przez ile lat?
      • apas13 Re: Języki obce są przereklamowane 02.09.12, 13:10
        Gadasz głupoty - ktoś, kto z miłości do karate nauczył się japońskiego a potem jeszcze z miłości do kung-fu mandaryńskiego, ma pewną i dobrą robotę: wywiad, MSZ, chińskie/japońskie firmy w Polsce, polskie w Chinach lub Japoni. Zawsze oststecznie może pojechać do Chin i pracowac jako tłumacz japońskiego...
        Podobnie laska lubiąca plażę i znająca biegle portugalski i hiszpanski jeśli nie znajdzie pracy w Polsce, znajdzie ją w Stanach albo w jakiejkolwiek firmie robiącej biznesy między Ameryka Łacinską a resztą świata.
        • gruba_rybka Re: Języki obce są przereklamowane 02.09.12, 13:31
          Moje koleżanki próbowały dostać się do japońskich firm (są po japonistyce). Wysłały CV do wszystkich japońskich firm w Wawie i... pracy nie znalazły. Co do wywiadu, to pewnie masz rację, ale nauka chińskiego i japońskiego z nadzieją, że się dostanie pracę w wywiadzie to żart.
          Piszesz, że można pojechać do pracy do Chin i pracować jako tłumacz chińsko-japoński - trochę pojechałeś :) Widać nie masz o tłumaczeniach pojęcia. Tłumaczy się na swój język albo ze swojego języka na obcy. Nikt nie zatrudni tłumacza tłumaczącego z jednego obcego na inny obcy. Nawet jeśli znałbyś biegle rosyjski, czy czeski, to nikt nie zleci Ci tłumaczenia z angielskiego na taki język, bo jesteś Polakiem.

          Piszesz też " Podobnie laska lubiąca plażę i znająca biegle portugalski i hiszpanski jeśli nie znajdzie pracy w Polsce, znajdzie ją w Stanach albo w jakiejkolwiek firmie robiącej biznesy między Ameryka Łacinską a resztą świata." - owszem, jak trafi na taką firmę. W Europie to będzie trudne - obroty handlowe UE-Ameryka Łacińska są podobnej wielkości, jak UE-Szwajcaria. Co do pracy w Stanach - życzę powodzenia. Idź do konsulatu amerykańskiego i poproś konsula o wizę pracowniczą, bo znasz hiszpański i chcesz pracować w Stanach :) na pewno dostaniesz wizę, a nawet bilet na samolot Ci kupią :) Wyobraź sobie, że w Stanach jest ponad 40 mln ludzi mówiących po hiszpańsku jako językiem ojczystym. Myślisz, że amerykańskie firmy chcą zatrudniać Polaków, którzy nauczyli się hiszpańskiego kilka lat temu, żeby im pomogli handlować z Ameryką Łacińską?
          • mg_40 Re: Języki obce są przereklamowane 02.09.12, 14:44
            Masz całkowitą rację. Liczy się angielski do kontaktu z całym światem i niemiecki do kontaktu z naszym największym partnerem czyli Niemcami + Austria i Szwajcaria. Tu gdzie mieszkam ekspansja niemieckiego kapitału i niemieckich firm jest ogromna. Chłopak z biegłym niemieckim ma 3000 zł netto na starcie a potem może żądać podwyżek
    • micro5 Studia to rodzaj szwedzkiego stołu. Niektórzy n... 02.09.12, 11:09
      Zastanawiam się kto to pisał czy wykładowca czy dziennikarz typu M Tusk. Faktem jest że Wszystkie partie rządzące po 1990 roku promowały i promują mandziołów a nie faktycznych absolwentów uczelni. Tylko dureń będzie potulny i bezie głosował jak Pan czytaj przywódca partii każe/ Efektem są widoczne zahamowania w prawidłowej reformie oświaty co raz szerszym przyznawaniu tytułów za wierność i kompilacje- belwederskich nic nie dających dla społeczeństwa. Panuje zasada im głupszy tym wierniejszy i to właśnie jest w Polsce niby demokratycznej ale w efekcie ku chwale panującej dyktaturze wszechwiedzącej rządzącej. czego można wymagać od profesorów co nigdy nie byli w teatrze, na koncercie czy nie posiadają zainteresowań poza " procentami" z kolesiami. Obecnych studentów ukształtowała reforma oświaty czyli genialny spec od wszystkiego obecnie od energetyki JWP Buzek i jego świta. Zniszczono dokumentnie szkolnictwo zawodowe do czego przyczynił się belwederski Handke i jego koleżanka Radziwiłł, nie mająca żadnego pojęcia o szkolnictwie nawiedzona swoimi wycieczkami a nie wiedzą. Rzeczywiście wielu tych studentów doskonale pierwszy krok dokonało by w szkołach zawodowych a następnie na studiach gdzie zwiększyli by swoją widzę l ale istniało niebezpieczeństwo ze pojawi się nowy Wałesa i odetnie od koryta. 75% kadry akademickiej nic nie tworzy tylko powiela aby mieć tytuł belwedera i zatrudnienie do śmierci bo liczy się do minimum na specjalność. Nauczyciel akademicki co nie potrafi przyznać się o kupieniu rozprawy habilitacyjnej a niszczący studenta który w dziedzinie wykładu ma wiedzę znacznie większą od niego to hańba dla obecnego szkolnictwa reformowanego zgodnie z zasadami nepotyzmu i genetycznej umiejętności naukowej. Wyrzucanie funduszy europejskich na budowę w każdej uczelni ośrodka nanotechnologii to po prostu idiotyzm pierwszej wody bo funduszy na to nie wykładają sami zainteresowani tyko społeczeństwo na widzimisię naukowych mandziołów i przekliniaków z Władcuw Móch
Inne wątki na temat:
Pełna wersja