filii
02.04.05, 01:06
Panie Profesorze, a jak Pan wytlumaczylby przypadek Australii? Naprawde warty
do przestudiowania dla Polaka. W Australii panuje zaufanie do panstwa i
panstwo uwazane jest za sprawny i wydolny instrument. Przecietny Australijczyk
kocha swoj kraj,panstwo i wie, ze moze na nie liczyc. Jednoczesnie jednak
panuje ogolna niechec do politykow i rzadzacych, chodzi o poslow oraz czlonkow
rzadu. Takie nastawienie to fenomen dlugofalowy, majacy swa historie. Politycy
uwazani tu byli zawsze za 'bastards' czyli ,dziadow' lub ,chamow'.Polityk, to
w Australii symbol kogos, kto liczy na swoich kolesiow oraz idzie na emeryture
majac pare milionow, dom nad morzem i motorowke. Jest ogolne przekonanie, ze
te lachudry z parlamentu i rzadu nigdy nie zapomna zadbac o swoja przyszlosc.
Podczas gdy przecietny Australijczyk uwazany jest za 'battler', czyli ktos kto
musi walczyc o wszystko 'wlasnymi rencamy'. Dodam, ze uczestnictwo w wyborach
w Australii jest obowiazkowe. Chyba niewielu byu przyszlo na nie bez obowiazku.