Ćwierćwiecze wielkiego mistyka

13.04.05, 00:33
>Pojawił się radykalny relatywizm, z którym Jan Paweł II zderzył się radykalnie i we wszystkich
>obszarach - czy to chodziło o antykoncepcję, czy o przerywanie ciąży, o sposoby przeciwdziałania
>AIDS, o bioetykę, o eutanazję, o status kobiet...

Och, drogi panie francuski filozofie kościelny: to radykalne zderzenie Karola Wielkiego przypomina
walnięcie Trabantem w mur. Da się "bioetyką" porwać niewyedukowane tłumy, ale jednocześnie
odstręcza się tych znających prawdę o antykoncepcji, przerywaniu ciąży, eutanazji... Wielka
kampania zakłamywania tych pojęć tylko w ciemnej Polsce przyniosła tragiczne efekty (podziemie
aborcyjne) i w podobnie zacofanej Afryce (tragedia AIDS). Reszta świata rozwija się pomimo tych
"przestróg" a nawet (sądzą niektórzy), że dzięki lekceważeniu takiej wizji świata, klaustrofobicznej i
przykrojonej dla trzymanych w ciemnocie wiernych. Mniej wazeliny, więcej myślenia - ale po
zapoznaniu się z wynikami "badań" nad całunem turyńskim już niczego nie oczekuję od
"intelektualistów katolickich". To pojęcie brzmi zresztą jak oksymoron.
    • michal25arizona Re: Ćwierćwiecze wielkiego mistyka 13.04.05, 01:01
      Papiez zderzyl sie zdecydowanie z liberalizmem swiatowym. Wielu wydaje sie, ze
      skoro czasy sie zmieniaja i ludzie zyja inaczej nalezy tez zmienic przykazania
      i nauki Chrystusa... Jan Pawel II stal na strazy podstawowych wartosci.
      Pamietajmy o jednym. Papiez nie zmuszal nikogo do niczego. On tylko mowil co
      jest dobre a co zle.
      Zalaczam tekst z innego mojego postu :

      Prosty lud nie dyskutuje tylko podaza za kazaniem. A jak robi cos zlego to wie
      ze jest to zle...
      Inteligent znajdzie zawsze jakis sposob na wytlumaczenie sobie a
      potem swiatu ze przeciez to co zrobil nie jest naprawde takie zle.
      Mysle, ze jednym z niebezpieczenstw jakie narastaja coraz bardziej szczegolnie
      w Europie jest postepujaca pycha intelektualna. Mowi sie o reformowaniu
      Kosciola (bron Boze nie wrzucam tutaj do worka wszytkich problemow na ktore sie
      wskazuje). Nie bede odnosil sie do szczegolow bo nie chce zeby ta dyskusja
      zmienila sie w zazarty boj zwolennikow i przeciwnikow aborcji, lub wielbicieli
      prezerwatyw przeciw zwolennikom naturalnych metod planowania rodziny.
      ... Mowi sie wiec o reformowaniu Kosciola. Czesto argumentem jest to, ze zyjemy
      przeciez w innych czasach i Kosciol powinien sie dostosowac. W pewnych sprawach
      jest to pewnie prawda, ale co z naukami Chrystusa i Apostolow, co ze Starym
      Testamentem ? Kosciol nie moze przeciez zmienic Ewangelii i Dziesieciu
      Przykazan tylko dlatego, ze jasnie oswieconej inteligencji nie jest wygodnie
      przestrzegac tego czego Jezus nauczal. Patrze w tej chwili na siebie i sie z
      siebie smieje bo sam jako ktos kto pretenduje do grona inteligencji zachowuje
      sie w taki sposob. Dobrze chyba jednak ze to widze... Wielu nie widzi.
      Opisze dwie kwestie : Chodzenie do Kosciola i Malzenstwo

      Chodzenie do Kosciola.
      Jestem wierzacy ale niepraktykujacy... To moje slowa. Slogan, w ktory
      uwierzylem dawno temu (jakos na trzecim roku studiow kedy moja intelektualna
      pycha nabrala juz doroslego opierzenia) zeby z "madroscia" wytlumaczyc sobie ze
      przeciez nic w tym zlego, ze do Kosciola nie chodze, bo czymze ten Kosciol
      jest ? To przeciez tylko budynek. A przeciez Biblia mowi, ze Bog jest wszedzie
      (to moja intelektualny kierunek myslenia)...
      W efekcie do Kosciola nie chodze. Bog jest wszedzie to fakt, ale modlic sie do
      Niego jakos mi nie idzie. W calej swojej madrosci zapomnialem o jednym. O
      swojej naturze. A natura moja jest taka, ze jestem leniwy i ide na skroty. Jak
      mnie wiec oltarz i ksiadz do modlitwy nie przekonaja to sam sie do tego nie
      zabiore. Moja intelektualna pycha pozwolila mi zapomniec tez o rzeczy
      najwazniejszej. Chrystus powiedzial : "To czyncie na moja pamiatke". Ja nie
      czynie bo do Kosciola nie chodze...

      Malzenstwo.
      (Od razu w tym miejscu zastrzegam, ze absolutnie nie obnizam znaczenia
      malzenstwa tylko do gwarantu bezpieczenstwa, o ktorym bede mowil. Uwazam, ze
      akt zawarcia malzenstwa przed Bogiem jest wedlug mnie najpiekniejszym
      sakramentem. W tym miejscu bede mowil tylko i wylacznie o praktycznym znaczeniu
      malzenstwa)
      Jestem jeszcze kawalerem i chce sie w przyszlosci ozenic. Wielu z moich
      znajomych jednak nie chce. Mowia : "A to przeciez tylko papier. A liczy sie
      milosc i zaufanie". Ja sie zgadzam, ze milosc i zaufanie sie licza. Sa bodaj
      najwazniejsze. Problem tylko w tym, ze moi znajomi zapominaja o czyms bardzo
      waznym... O wlasnej naturze. A natura nasza jest taka ze jestesmy istotami
      slabymi. Dzis mozemy wierzyc w nasza nieskazitelnosc ale za tydzien moze sie
      okazac, ze kiedy latwe zycie minelo i przyszly ciezkie dni cala nasza ideologia
      legnie w gruzach. Malzenstwo stoi na strazy rodziny. Kiedy jestesmy twarza w
      twarz z pokusa (dokladniej z mozliwoscia zdradzenia partnera) bedac w
      malzenstwie mamy dodatkowy znak STOP. Ten znak STOP jest tam zeby nam pomoc.
      Jezeli jednak moi znajomi w swej intelektualnej pysze nie chca tego STOP-u bo
      wiedza, ze sa na tyle nieskazitelni ze taka sytuacja nigdy sie nie zdazy to
      powiem tylko, ze nie znaja natury czlowieka.

      Dlaczego mowi sie o nauce Kosciola ? Otoz dlatego, ze Kosciol jest tam po to
      zeby uczyc nas - slabe istoty - jak zyc. Niestety dla nas - pysznych
      intelektualistow - mowienie prosto jest policzkiem. My przeciez jestesmy
      inteligentni i sami mozemy zinterpretowac Pismo Swiete. Tylko, ze ile razy w
      roku siegniemy po to Pismo Swiete ??


      Mam nadzieje, ze to co napisalem jest chocby troche zrozumiale.
      Zaznaczam, ze moi znajomi, ktorzy mowia ze nie chca sie zenic znaja moje
      stanowisko w tej sprawie wiec nikogo "za plecami" tutaj nie obgaduje.

      Pozdrawiam serdecznie
      Michal

    • cesar01 Re: Ćwierćwiecze wielkiego mistyka 13.04.05, 10:18
      Czy chce sie komus jeszcze wymiotowac kiedy czy o filozofii "natury czlowieka"
      lansowany przez KK? Panowie ełmnuchy na naturze sie nie znaja, hę? Przeciez
      jestescie dzisiejszymi szamanami, jak to slyszalem od jednego z was. Mistyczne
      uniesienie mialem ...
    • edziunia Re: Ćwierćwiecze wielkiego mistyka 14.04.05, 13:54
      Chwila chwila!
      O jakich niewyedukowanych tlumach Ty mówisz?
      Czy uważasz, ze ludzie wykształceni muszą byc zwolennikami aborcji i eutanazji?
      Czy byleś keidykolwiek w Afryce, zeby wiedziec skąd się wzieła jak piszesz tragedia AIDS? Czy znasz choć w minimalnym stopniu statystyki? Czy tylko czyasz gdzieś jakąś bzdurę, która przekazywana z ust do ust staje się prawda?
      Rzeczywiście zlaicyzowana Europa rozwija się szokująco hehe. jakoś tak dziwnie się składa, ze rozwijają się kraje, w których silne są religie 9nie tylko katolickie zaznaczam).
      Swiatopoglądów jest wiele. I poniżej krytyki jest uznawanie, że tylko nasz własny jest najlepszy. JPII doskonale to rozumiał. Żyjemy w takim piękny świecie, że każdy z nas, może obecnie wyznawać/realizowac światopogląd jaki mu odpowiada. Dlatego nie rozumiem ateistów, którzy chcą nam narzucić swoją wizję świata, obrzucają błotem, wyzywają od zacofanych i chcą zmieniać nasz Kościół.
      Po co? Macie monopol na wiedzę?
      • sgg2 Re: Ćwierćwiecze wielkiego mistyka 14.04.05, 21:08
        edziuniu i michale ndudni jestescie i tak nawiasem mowiac a ty w afryce bylas a
        czy ty masz zielone pojecie o tym co sie dzieje w kosciele polskim czy masz
        zielone pojecie jak zyja ksieza....nie chce mi sie wymieniac dalej....i zeby
        nie bylo watpliwosci droga edziuniu ja nie obrzucam ciebie blotem i niczego nie
        chce w twoim kosciele zmieniac mialem to szczescie ze w dziecienstwie w mojej
        parafi nikt mnie nie molestowal a wrecz przeciwnie sporo sie nauczylem i
        otrzymalelm podstawy duchowego zycia dzieki ktorym nie mam klapek na
        oczach...nie mniej nie nie edziuniu w mlodosci mialem mniej szczescia do
        czcigodnych i jak tylko wyszedlem poza oaze mojej rodzinnej parafi nie raz
        mialem problemy ze sfrustrowanymi seksualnie wielebnymi....i wyobraz sobie
        edzuniu ze nawet po tym jak mozesz soboie wyobrazic nie przyjemnym i osobistym
        doswiadzczeniu-(nie z gazet z zycia edziniu zycia, zdziwlila bys sie pewnie jak
        bym napisal jak wysoko w kurii bylo paru z nich...) ale nwet po tym nie
        wplynelo to na moja ogolna ocene ludzi w kosciele i do dzisiaj mam bardzo wileu
        ksiezy przyjaciol.....takze edziuniu pomysl zanim rzucisz slowem tkim jak bloto
        itp ktore jakoby rzuca sie w twoja strone....i pamietaj ze to bibli i z bibli
        wziete ze tylko glupcy baja sie krytyki....to tyle a do afryki polecam sie
        wybrac moj wielki przyjaciel spedzil tam wiele czasu i sporo ciekawego mi
        opowiedzial takze to co sie pisze to nie zawsze po[pulizm....pa pa powodzenia w
        filozoficznych lamigowkach
        • edziunia Re: Ćwierćwiecze wielkiego mistyka 14.04.05, 22:30
          Moj drogi!
          Nikogo błotem nie obrzucam- nie lubie tylko takiego tonu w postach, jak Twoj powyżej i nieomylności.
          Pojęcie o Afryce mam i to duże, i nabyte przez własną eksperiencję a nie przyjaciela:-) Wybacz, tę drobną złośliwość.
          O KK mniej wiem- jasne że- trudno żeby takie rzeczy się nie działy... Sama znam parafie, w ktorych księża mają oficjalne kochanki...Czy uważasz, że to wina Karola Wojtyły? Czy dzieje się tak tylko teraz, czy było od kilku wieków conajmniej? Pytań jest wiele, należy je stawiać, ale bez ubliżania, pisania o ciemnocie itp.
          Pewnie, że prawdziwa cnota krytyki się nie boi- ale jaka to krytyka? Że w KK ludzie tacy jak wszędzie? To przecież nie odkrycie. Nie wiem dlaczego odczytaleś mój post jako jednostronny, rzucajacy błotem?

          Czy sgg2 i iuztiiotz to ta sama osoba?
Pełna wersja