Dzieci wysokiego kosztu

22.07.05, 19:42
Mlodzi ludzie zbytnio koncentruja sie na studiach, a nie na tym co w ogole
chca w zyciu robic. Skonczenie studiow staje sie jak gdyby celem samym w
sobie, a stopnie na egzaminach jawia sie wtedy jako rzeczyistego szczeble
budowanej kariery. Ma to pewien sens w przypadku studiow medycznych, czy
inzynierskich, bo studia te przygotowuja do wykonywania dosc konkretnej
pracy. Duzo gorzej w przypadku studentow psychologii, socjologii i pokrewnych
kierunkow. Do wykonywania jakiej pracy jest wlasciwie przgotowany absolwent
psychologii? Czy on sam o tym mysli i jak czesto? Raczej spodziewa sie, ze
przyszly pracodawca spojrzy na dyplom i go zatrudni. Wiec zetkniecie sie z
rzeczywistoscia jest dla takich absolwentow czesto bardzo bolesne. Mlody
czlowiek, przed podjeciem studiow, musi odpowiedziec sobie na podstawowe
pytanie: Co chce robic w zyciu i dlaczego? Kiedy juz na to pytanie odpowie,
pojawia sie nastepne: W jaki sposob moge ten cel osiagnac? Moze sie okazac,
ze studia do osiagniecia tego celu wcale nie sa potrzebne, bo doswiadczenie i
wiedze zdobywa sie takze i w inny sposob. Jesli juz maja to byc studia, to
podporzadkowane nadrzednemu celowi, czyli temu co sie chce w zyciu robic.
Rzadko, chyba nigdy, same studia nie prowadza do celu. Jesli ktos studiuje
nawet medycyne, to powienien miec zamiar specjalizowania sie w jakiejs jej
dziedzinie. Wskazane jest wtedy nawiazywanie kontaktow, zapoznawanie sie z
roznymi aspektami ewentualnej specjalizacji, by podjac wlasciwe decyzje.
Budowanie kariery zyciowej jest nigdy nie konczacym sie procesem, wymagajacym
bardzo perspektywicznego myslenia. Wtedy prawdopodobienstwo pozostania
bezrobotnym gwaltownie maleje.

Wac
    • 2yoo4yoocorne2 Nastapila absolutna pauperyzacja dyplomu 22.07.05, 20:02
      Dyplom ukonczenia wyzszej uczelni jest obecnie tym samym,co 15 lat temu
      matura.Jedynie wstepem do dzialan.Tym bardziej,ze jest juz prawie pol tysiaca
      szkol wyzszych,z ktorych w rankingach liczy sie ze 20-30.Reszta to niby szkoly
      wyzsze,ale tak w rzeczywistosci to sa dawne studium,czyli dwa lata po maturze i
      nic nie wart swistek.Mamy dwa miliony studentow,wiecej niz bardzo bogate Niemcy
      i wiecej niz Francja.Ba!Mamy wiecej uczelni niz 140 milionowa Rosja i prawie
      tyle samo studentow.Po co?Przeciez polowa absolwentow siedzi w domach.Nastapila
      nadprodukcja magistrow.Teraz do dyplomu,aby mial on jakas wartosc trzeba dodac
      studia podyplomowe,jeden lub dwa jezyki biegle w mowie i pismie,staz,najlepiej
      zachodni i to w dobrej firmie.Na to stac najwyzej 10-15 procent absolwentow
      akademii akwizytorow,jakimi glownie jest ponad 400"uczelni"...
    • corgan1 o! jakiś normalny artykuł w Gazecie Wyborczej! 22.07.05, 23:01
      i to w dodatku o pracy, studiach i tym że mimo bryndzy jedni sobie dają radę a
      inni nie bardzo.

      No co za rodzynek! ja nie mogę...

      Może panie Adamie powinien pan pisac do poniedziałkowej "Gazety Praca" zamiast
      różnych tych pind z Działów Personalnych i ich głupawych wypocin?
      • katmoso Re: o! jakiś normalny artykuł w Gazecie Wyborczej 23.07.05, 00:22
        inne spojrzenie na młodych ludzi, nie tylko przez pryzmat
        absolwentów "zarządzania i bankowości" pomykających grzecznie co rano na swoje
        bezpłatne praktyki przydałoby się w naszym kraju. może za kilka lat zrozumiemy,
        ze nie dla wszystkich szczytem marzeń jest praca w wielkiej korporacji. mozna
        swoją młodość spożytkować inaczej - wyjazd za granicę, wolontariat,
        dokształcanie sie nie dla mitycznych papierków i tytułów lecz z prawdziwej
        pasji. szkoda, że niewiele osób to docenia.
    • the_cause Jakoś nie wierzę... 23.07.05, 09:19
      Nie będę się upierać, ale mimo wszystko jakoś nie wierzę w te czarne perspektywy
      absolwentów. Ale może punkt widzenia zależy od punktu siedzenia? Mam 30 lat,
      skończyłem dwa kierunki na Uniwersytecie Śląskim
    • a.sobanski Re: Dzieci wysokiego kosztu 23.07.05, 09:40
      Dobre pytanie!
      Najlepiej glosowac na ludzi, ktorzy chca rozwiniecia ekonomii. Pracy jest dosc,
      tylko obecne warunki powoduja, ze nie oplaca sie zatrudniac. Obrona
      najbiedniejszych nie polega na zabraniu bogatym, ale na tym, aby dac im (tym
      najbiedniejszym) dobra prace.
      Polecam artykul o grach o stawce niezerowej.
      portalwiedzy.onet.pl/11942,86,1,1,biblioteka.html
      Poczatek jest nieciekawy, ale cala mysl jest warta poswiecenia pol godziny na
      lekture.
    • immona Re: Dzieci wysokiego kosztu 23.07.05, 14:23
      Opisywany problem dotyczy głównie kierunków humanistycznych. Nieprzypadkowo w
      artykule jako przykłady wymienione są psychologia, socjologia czy zarządzanie i
      marketing. Studia o bardziej ścisłym profilu, dające jakąkolwiek umiejętność,
      której przeciętny bystry człowiek nie nauczy się w dwa tygodnie dają lepszy
      start, bo wartość zdobytych umiejętności jest mniej zależna od praktycznego
      doświadczenia (choć wciąż jest).

      Może ktoś z GW by opisał symetryczny problem pt. "brakuje pracowników". Wiele
      firm nie może się rozwinąć, bo nie mogą znaleźć osoby o potrzebnych im
      kwalifikacjach - podaż jest bardzo niedopasowana do popytu pod względem
      poszukiwanych kwalifikacji. Jest nadprodukcja humanistów bez doświadczenia i
      sprecyzowanych wyróżniających ich umiejętności, brakuje natomiast dobrego
      wyższego szkolnictwa zawodowego.
    • bezportek Re: Dzieci wysokiego kosztu 23.07.05, 18:41
      Upowszechnianie sie studiow wyzszych jest samo z siebie b. pozytywnym
      zjawiskiem. Dyplom, oczywiscie, nie moze i nie powinien gwarantowac sukcesu.
      Jest to tylko zaswiadczenie o sklonnosci do uczenia sie, nic wiecej. Zdolnosc
      przyswajania sobie wiedzy i umiejetnosci trzeba okazac w praktyce - czy to
      wobec pracodawcy czy samodzielnie na rynku. Jak w kazdej innej dziedzinie,
      rowniez w polowaniu na prace z gory przegrywaja zrezygnowni oczekiwacze cudu,
      wygrac moga, choc nie zawsze musza, aktywni i ruchliwi. Polakom dana jest
      obecnie szansa jeszcze pare lat temu niewyobrazalna - szansa sprawdzenia sie w
      swiecie. Pogardzanie "brudnymi" robotami w UK czy unikanie pracy fizycznej z
      zasady, to relikt socjalistycznej podkultury nierobolstwa. Od czegos w koncu
      trzeba zaczac. Mycie podlogi w fast-foodzie to moze nie jest szczyt marzen, ale
      daje lepszy start niz siedzenie na brudnym zadku pod blokiem.
      • danuta49 To zależy czym są studia!!! 23.07.05, 19:35
        >Upowszechnianie sie studiow wyzszych jest samo z siebie b. pozytywnym
        zjawiskiem.<
        Nieprawda!!!W przypadku przynajmniej połowy studiujących w Polsce to czysta
        fikcja(zwłaszcza na większości uczelni prywatnych, choć nie tylko!), która ich
        demoralizuje i na dodatek zabiera 5 lat z najlepszego w życiu okresu!!!Chodzi
        tylko o to żeby ich nie było na rynku pracy i zapewnili szmal zdemoralizowanym
        pseudonaukowcom!!!
        • jacer Re: To zależy czym są studia!!! 23.07.05, 21:22
          Święta racja !!!!
        • dona.a Re: To zależy czym są studia!!! 23.07.05, 22:29
          Zgadzam się, że w bardzo wielu przypadkach studiowanie to fikcja. Ostatnio, nie
          po raz pierwszy zresztą, usłyszałam od rodziców leniwej latorośli,że dziecko
          musi mieć stosowny "papier", więc trzeba mu znaleźć studia jak najtańsze i mało
          absorbujące, być może będzie to właśnie jedna ze Szkół Wyższych Wielkiego
          Biznesu.
    • basia.basia ZGROZA! 23.07.05, 22:45
      Do czegośmy dopuścili! Państwo kształci tysiące młodych ludzi, by potem
      nie mogli wykorzystać swoich umiejętności i nie mogli zarobić na swoje
      utrzymanie! Polska ich kształci a część z nich wyjeżdża do Londynu czy
      gdzie indziej, bo tam łatwiej o pracę. Część z nich już nie wróci.


      Krew człowieka może zalać!
    • abogado1 Re: Dzieci wysokiego kosztu 24.07.05, 11:59
      Ten artykuł opisuje brutalną rzeczywistość, w której niestety widzę też swoją
      osobę. Skończyłem nienajgorszy kierunek na całkiem porządnym uniwerku.
      Dyplom "bdb", średnia zawsze powyżej. Aby jednak wykonywać wymarzony zawód
      (sędzia) jestem na II roku aplikacji (czytaj: zaiwaniam 2-3 razy w tygodniu za
      friko w sądzie, chociaż generalnie to co tam robię bardzo mi się podoba). Żeby
      utrzymać się jakoś przy życiu zaiwaniam też w Kancelarii Adwokackiej. Praca też
      mi się bardzo podoba. Zdobywam doświadczenie i wiedzę, która z pewnością przyda
      się do końcowego egzaminu. Szkopuł w tym, że w renomowanej kancelarii (pierwsza
      dziesiątka w lokalnym rankingu "Rzepy") zarabiam 500 zł netto, bez żadnych
      szans na podwyżkę. Po tym artykule nie wiem więc, czy mam się cieszyć, że mam
      jednak pracę, skoro dzisiejsi absolwenci do trzydziestki (u mnie mam nadzieję
      tylko do egzaminu, czyli jeszcze 15 mcy) są utrzymywani przez rodziców....I to
      mi się nie podoba.
    • job_twoju_mac Re: Dzieci wysokiego kosztu 24.07.05, 12:08
      Młodzi ludzi do trzydziestego roku życia utzrymywani są przez rodziców, pracują
      na rozmaitych stażach za darmo...
      Niestety autor tekstu nie wytłumaczył jakim to magicznym sposobem w wieku lat
      około trzydzestu wszystko nagle się zmienia i młodzi ludzie mają juz całkiem
      niezłą pracę, rodzinę, własne mieszkania i samochody. Po studiach dziadują a tu
      nagle trzask prask i wszystko jest cycuś? Bo przecież inaczej mieszkali by u
      tych rodziców do końca życia, w dodatku z żoną i pensją góra tysiąc złotych.
      Może jakieś wytłumaczenie?
      • greg0.75 Re: Dzieci wysokiego kosztu 24.07.05, 21:49
        Wytłumaczenie jest proste "pokolenie potransformacyjne" dobiega właśnie trzydziestki, stąd nie ma jeszcze artykułow o nie radzących sobie w życiu 35-latkach...
        Swoją drogą, najbardziej produktywny okres w życiu to ok. 26 roku życia. Czy nie żal go marnować na "obsługę ksero i ostrzenie ołówków" (za friko)
    • weather2 Re: Dzieci wysokiego kosztu 24.07.05, 23:56
      Autor próbuje wywodzić pewne uogólnienia dotyczace wysoko rozwiniętych krajów
      zachodnioeuropejskich na podstawie obserwacji nienormalnej sytuacji polskiej
      gospodarki. Tymczasem zupełnie inna jest sytuacja młodego absolwenta wyższej
      uczelni w kraju gdzie jest kilku procentowe bezrobocie, a zupełnie inne w
      Polsce, gdzie bezrobocie sięga 20%. W kraju gdzie nie ma pracy nic dziwnego, że
      nie ma jej również dla absolwentów. Dziwne jest też , że jedyna droga rozwoju
      dla młodych ludzi jaką widzi autor to skończenie kilku kierunków studiów,
      zrobienie doktoratu i poszukiwanie pracy w wielkiej firmie. Dopóki nie
      uświadomimy sobie ,że to nie wielkie korporacje zapewnią pracę i sukces
      życiowy, lecz własna firma, nic się w Polsce nie zmieni. Dla ludzi bez
      doktoratów może to być firma budowlana ( z taką dobrze prosperującą zetknąłem
      się w Niemczech), albo pośrednictwo pracy dla wysoko wykwalifikowanych
      specjalistów ( jej angielski właściciel nie miał wyższego wykształcenia), dla
      tych bardziej zdolnych nowe technologie ( twórcy firmy Google nie mieli chyba
      bardzo bogatych rodziców). W myśleniu autora pokutuje socjalistyczne myślenie -
      skończyć studia i na etacik. A już zupełnie kuriozalne jest stwierdzenie, że
      kapitał kulturowy rodziców to rodzaj notesu , w którym figuruje wielu
      przydatnych znajomych. Kapitał kulturowy : FRANIU MÓJ ZNAJOMY MA SYNA KTÓREMU
      OBIECAŁEM POMÓC
    • skiniu Re: Dzieci wysokiego kosztu 25.07.05, 10:07
      GAZETO!!!
      WALCZ Z BEZPŁATNYMI STAŻAMI. TO JEST NIEWOLNICTWO XXI WIEKU !!!
      BEzpłatne staże to jedno z największych oszustw.
      Młodzi ludzie idą na bezpłatne staże, a potem nie dostają pracy w firmie, bo
      gdy kończą studia, nie są atrakcyjni dla potencjalnego pracodawcy. Już czekajaą
      nowi chętni na bezpłatny staż, którzy NIC NIE BĘDĄ KOSZTOWAĆ pracodawce.
      Ludzie, nie dajcie się ogłupić, wpisanie do CV, że się za darmo pracowało w
      jakiejś firmie świadczy tylko o Waszym frajerstwie, a nie Waszych
      kwalifikacjach.
      • abogado1 Re: Dzieci wysokiego kosztu 25.07.05, 11:55
        A może to absolwenci powinni się jakoś zorganizować i umówić, że nie będą
        przyjmować pracy za darmo i poniżej jakiegoś limitu? Zdaję sobie sprawę, że to
        pomysł utopijny. Ja mogę w każdej chwili powiedzieć szefowi, że moja kilkuset
        złotowa pensja nie stanowi dla mnie żadnej motywacji, ale co z tego, jeśli on
        ma mnóstwo bezrobotnych na moje miejsce.
        • olenka18ipol Re: Dzieci wysokiego kosztu 28.07.05, 11:41
          Mam 18 lat, rok do matury. a pisze to z niemiec,gdzie w ramach szlifowania
          jezyka darmowo stazuje w firmie produkujacej przetwory z grzybow. Mowie biegle
          po angielsku,troche gorzej po niemiecku, zaczelam 2 lata temu nauke wloskiego.
          mam prawo jazdy, chodze do jednego z najlepszych ogolniakow w polsce, do klasy
          o profilu mat hist geo pod SGH.Urodzilam sie i mieszkam w wawie. I teraz
          wlasciwy komentarz. Moj ogolniak jest szkola panstwowa. I to sa kompletne
          bzdury,ze zapisywanie dzieci przed urodzeniem do "renomowanego"przedszkola,
          swietna podstawowka(generalnie to oznacza prywatna,nie swiatna!!!) pozwoli
          przejsc diarsko przez sita kolejnych egzaminow. W mojej szkole wszyscy ludzie
          konczyli normalne rejonowki, a przedszkola to byla pani Halinka,lezakowanie i
          kisiel. Albo masz cos w glowie,albo nie i sory.
          Obecnie lansuje sie, z jednej strony model mlodego clubbingowca, ktory w
          tygodniu chodzi do ok pracy w fajnych,wysmakowanych ciuchach a z drugiej tworzy
          sie psychoze wszechogarniajacego bezrobocia. I jedno i drugie powoduje,ze moi
          rowiesnicy nastawiaja sie na tak konsumpcyjny model zycia,ze az chce sie zygac.
          Bo aby byc trendy, no to kluby i lans, ale zeby nie utonac na rynku, to kucie i
          kucie, ale takie idiotyczne. Zero ksiazek innych niz podreczniki,jak film to
          batman 7 lub ekranizacja lektury, teatr?wystawa? no,chyba ze jest trendowo, a
          ty masz hajs.i teraz taka osoba wpada na studia, tam sie dalej miele,miele, ale
          jak sie konczy, to jakakolwiek kreatywnosc w znaczeniu checi podejmowania lekko
          idealistycznego ryzyka nie istnieje, czeka sie tylko na ta robote w
          korporacji,zeby miec na co narzekac i imprezowac modnie w weekendy. Mowie to z
          pelna odpowiedzialnoscia, choc jest to okropne generalizowanie. Moj ojciec
          szukal pracownika do swojej firmy. I skonczylo sie nie na bylym punku, bo jak
          tego kolesia cos wciagnie to potrafi siedzuiec do pozna, nie tylko dla kasy.A
          zglaszaly sie tabuny wytresowanch ludzi- 2 jezyki, blach blach. no i oslawiona
          szkola wyzszego biznesu. Sic!! te panny prezentowaly poziom wiedzy
          matematycznej nizszy niz moj w 1 klasie l.o.
          A ja sie boje. czytamtakie artykuly i nie wiem, co bedze.
    • jszania problem to brak pracy a nie wyksztalcenia 03.08.05, 19:14
      jesli jest kilkudziesieciu kandydatow do jednej posady to zaraz sie okaze ze i 2
      fakultety nie wystarcza, trzeba bedzie miec trzy. a dlaczego i tak zawsze
      dziecko prezesa bedzie lepsze? bo praca do wykonania jest prosta, a na dodatek
      czesto zupelnie zbedna - tabelki , wykresy , prezentacje. wiec mozna przyjac
      kogokolwiek do przekladania papierow na biurku (wspolczesnie wiekszosc pracy
      jest zwiazana z przetwarzaniem informacji). glownym praktycznym efektem
      powszechnosci wyzszego wyksztalcenia jest sztuczne zmniejszenie bezrobocia.

      wydluzajacy sie okres nauki, bezplatne staze (a dlaczego bezplatne, poczekajmy
      troche i pojawia sie platne - stazysta bedzie placic), wolontariat. ciekawe jak
      sie ta patologia bedzie rozwijac

Pełna wersja