osiolekporfirion 09.12.05, 19:55 Dobry wieczór upiory. Dajcie mi pić. Powyższy tekst to kalambur, a kalambur to nonsens o podwójnym znaczeniu. Wobec tego poproszę o podwójną whiskey.I- haa-aa-a! Odpowiedz Link Zgłoś czytaj wygodnie posty
xx23 Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 09.12.05, 20:09 Wydaje mi sie , ze nastapilo zblizenie niemiecko-rosyjskie a jest to wiadome z historii niezwykle smiertelne dla Polski.Na USA , Brytanie i Francje nie mamy co liczyc. Jedyna nadzieja to bliski kontakt czwartego stopnia z cywilizacja pozaziemska w ukladzie gwiezdnym DTS (lokalizacja scisle tajna , UOP wie)i podpisania z nia scislego sojuszu polityczno-gospodarczego i militarnego. Odpowiedz Link Zgłoś
witaschek Niemcy 10.12.05, 01:52 oburzaja sie na polskie wartosci, ktore nazywaja nacjonalizmem. Ale rosyjskie wartosci im nie przesszkadzaja. To tak jakby ktos (Niemcy) sie oburzal na kogos (Polaka), ze zabiera dziennie 2 kartki papieru do drukowania z biura dla pracy w domu a jednoczesnie, jakby ten ktos (Niemcy) pochwalal i robil interesy z morderca (Rosja). Jak widac tutaj wartosci im nie przeszkadzaja. Omijam juz sprawe tego co dzisiejsze Niemcy maja na sumieniu poza trujkatem Polska-Niemcy- Rosja. Odpowiedz Link Zgłoś
romor Re: Niemcy 11.12.05, 02:25 Chrzanisz gościu, Niemcy są fajni. Jak Szreder i Warnig, kumpel Putina ze Sztazi, będą szefami tego nowego gazociągu, to dopiero zobaczysz. A Polacy wcale nie są nacjonalistami. Ja kurde nie głosowałem na Kaczora. Odpowiedz Link Zgłoś
fritz.fritz Kluczowa wskazowka Burasa na ksztaltowanie 10.12.05, 15:43 stosunkow polsko-niemieckich jest nonsensowna. Cytat: "By się o tym przekonać, wystarczy przyjrzeć się polityce Niemiec wobec Rosji. Być może niemiecka umiejętność przechodzenia do porządku dziennego nad różnicami w sferze wartości, która tak często wprawia nas w osłupienie, byłaby ciekawą lekcją poglądową dla tych, którzy uważają, że podobny konflikt dzieli dziś Polskę i Niemcy. Można by sobie życzyć, by za czas jakiś nasz dialog z Niemcami był prowadzony przy użyciu tylu rozmaitych instrumentów, jak między Berlinem a Moskwą. Życzyć by sobie można, na marginesie, tylko trochę lepszych efektów, gdyż te - pomijając sprawę gazociągu bałtyckiego - są tam dosyć mizerne. Ale to już inna sprawa." Autor nie pojal, i to jest bardzo zle, rdzenia stosunkow niemiecko-rosyjkich piszac "Być może niemiecka umiejętność przechodzenia do porządku dziennego nad różnicami w sferze wartości, która tak często wprawia nas w osłupienie, byłaby ciekawą lekcją poglądową dla tych, którzy uważają, że podobny konflikt dzieli dziś Polskę i Niemcy." Polakow, najwyzej Burasa, nie wprawia fakt przechodzenia na roznicami w oslupienie z nastepujacego powodu: na stosunki skladaja sie wspolne problemy, zagadnienia: jedne wiaza, inne dziela. Jedne maja wieksze znaczenie, inne maja mniejsze znaczenie. Priorytet dostaja zagadnienia, problemy bardziej wazne od mniej waznych. Buras jest zdania, ze Niemcy problemy zwiazane z postrzegeniam jakichs tam wartosci po prostu ignoruja i to wprawia go w oslupienie. Powod przechodzenia nad tymi roznicami jest spowodowany tym, ze sa one malo istotne w porownaniu z cala masa innych bardziej waznych problemow i zagadnien laczacych z Rosja. Rosje i Niemcy laczy np. Polska. Obydwa kraje potrzebuja niepodlegla Polske mniej lub bardziej jak ... wrzod na pewnej czesci ciala. Lacza je rowniez sprawy wplywow w Europie i na Ukrainie: Niemcy przez caly czas popieraly wylacznosc wplywow Rosji na Ukrainie i na Bialorusi, blokujac zreszta Unie. Dlatego wlasnie rewolucja pomaranczowa byla tak olbrzymim sukcesem polskiej dyplomacji i Kwasniewskiego: udalo sie wciagnac Unie i wymusic wrecz "ja" Niemiec do rezygnacji z ciaglego popierania "krystlicznie czystego" demokraty Putina. Buras probuje stworzyc wynalezc problemy laczace Polske z Niemcami na bazie tego ze dziela (wspolne klopoty) i na tym "solidnym" fundamencie wybudowac mocne relacje z Niemcami. W tym celu Polska powinna zapomniec o paru drobiazgac i przstac wpadac w "oslupienie", bo przeciez Niemcy z Rosja moga... To sa czyste idiotyzmy. Polska bedzie wtedy tylko dobrym i waznym partnerem a nie podmiotem, kiedy bedzie w stanie bronic wlasnych interesow diametralnie odmiennych od interesow Niemiec i Rosji. Taki jest stan rzeczy. Zapomnienie o tym oznacza z czasem calkowita regionalizacje Polski prowadzace do praktycznej utraty niepodleglosci pomimo zachowania jakis tam form panstwowosci. Polska moze tylko w sojuszu z USA bronic wlasnych interesow. Niemcy zreszta probowali niedawno demontowac NATO i probuja przez caly czas wypchnac USA z Europy, co jest rowniez diametralnie sprzeczne z interesami Polski. W jednym punkcie ma Buras racje: w Polsce nie ma ciaglej i przyzwoitej dyskusji na temat sytuacji miedzynarodowej i stosunkow z Niemcami. Powod jest bardzo prosty: 85% rynku prasowego jest rekach Niemcow. Gadzinowki uniemozliwiaja normalna dyskusje, w cale nie sa niej zainteresowane. W Polsce odbywa sie w tej chwili proces doktrynizowania i oglupiania Polakow na nieprawdopodobna skale, porywnywalny do okresu komunistycznegl. Rowniez GW nalezy do frontu gadzinowek, niestety. Stad szok powyborczy: gadzinowki popieraly slepo proniemieckiego PO i Tuska, ktorzy przegrali a reszta spoleczenstwa (a wiec wiecej glosujaca na partie inne niz PO i SLD)reprezentowana praktycznie tylko przez RM, wybrala inne partie. Taka sytuacja, w ktorej tylko jedna, mniejsza czesc spoleczenstwa jest reprezentowana przez praktycznie wszystki media, jest charakterystyczna dla dyktatur, republik bananowych czy tez panstw z apartheidem. Polska w sensie spektrum politycznym mediow masowego przekazu nie ma nic wspolnego z demokracja. Panuje dyktatura gadzinowek wzmocnionych wlasnie przez GW czy Wprost oglupiajaca spoleczenstwo do tego stopnia, ze w sondazu w ramach poprawnosci politycznej wychodzi, ze Polacy sa zdanie, ze Niemcy sa takimi samymi ofiarami wojny jak Zydzi czy Polacy. Wyprzedanie praktycznie wszystkich tradycyjnych tytolow Niemcom jest przestepstwem kulturalnym, jak pieknie niedawno w niemczech przeprowadzona dyskusja na temat sprzedania obskurnej lokalnej gazety Berliner Zeitung amerykanskiemu inwestorowi. Mam nadzieje, ze obecny rzad zacznie wydawac bezplatne gazety umozliwiajace odrodzenie sie polskiego jurnalizmu prezentujacego polski punkt spojrzenia. Moze bedzie mozna zrenacjonalizowac tytuly prasowe przejete przez Niemcow i wycofane pozniej z rynku, a wiec teraz istniejace tylko w swiadomosci Polakow. Ten brak reprezentacji medialnej zdecydowanej wiekszasci spoleczenstwa pokazuje, ze czwarta wladza w Odpowiedz Link Zgłoś
gazeciarz68 Autor ten nie jest suwerenny w swoich opiniach 10.12.05, 17:21 Przypominam, że Centrum Willi Brandta we Wrocławiu, którego pracownikiem jest autor tych pseudo-profesjonalnych wynurzeń, których lektura męczy już po drugim akapicie, to przedziwny twór ekwilibrujący pomiędzy prywatną uczelnią, a "think- tankiem" w zakresie niemieckch tematów, który jest utrzymywany za pieniądze niemieckie. Marzy mi się, aby Polska miała w Niemczech choć jeden podobny ośrodek, gdzie wysoko opłacani "naukowcy" "naukowo" przekonywaliby Niemców do okazywania Polakom przyjaźni i respektu za wszelką cenę. Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Autor ten nie jest suwerenny w swoich opiniac 10.12.05, 18:00 1. Przestan piep..., bo nie masz pojecia o czym piszesz. 2. Politologia nie jest nauka, ale istnieje na wszystkich uniwerkach - taka moda. 3. Jak prywatna uczelnia - jest czescia Uniwersytetu Wroclawskiego. 4. Owszem DAAD daje czesc kasy - tak samo jak na centrum w Waszyngtonie, Tokio, Birmingham i jeszcze paru innych miejscach. 5. Nie spotkalem sie nigdy z naciskami, zeby publikowac cos pod jakas teze. 6. Owszem Polska zafundowala sobie takie centra w Niemczech z jedna malutka roznica - w owych centrach w Niemczech pracuja albo maja pracowac (w trakcie tworzenia) Polacy. 7. Kiedys juz Ci cos proponowalem - zebys wypowiedzial sie dokladnie na temat funkcjonowania CSNiE im. W Brandta, zrodel finansowania, dlaczego powstalo we Wroclawiu i jak to sie w ogole stalo. Przeciez jestes wybitnym ekspertem (zaloze sie, ze siedzisz i na okraglo czytasz, to co tam sie publikuje). No smialo, czekamy... Odpowiedz Link Zgłoś
phun off topic - TAPLANIE W PISUARZE 10.12.05, 21:23 Prezydent Kwaśniewski rozpoczął procedurę ułaskawiania Zbigniewa Sobotki. Pomóc ma mu w niej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro, który ma przesłać akta sądowe. Trwają zakłady, czy Ziobro zdąży z przesyłką do 23 grudnia. A także czy prezydent ułaskawi bez Ziobrowej przesyłki. Wicepremier minister Ludwik Dorn wykonywał zlecone przez prezesa Kaczyńskiego zadania. W rządowym Radiu Maryja przedstawił koncepcje rad parafialno-policyjnych. Organów wspierających policję państwową, jak kiedyś ORMO milicję obywatelską. Liga Polskich Rodzin żyjąca w związku parlamentarnym z PiSua-rem zaproponowała nowe cudowne prorodzinne rozwiązanie. Matki, które zdecydują się porzucić pracę zawodową i zająć wychowywaniem dzieci, będą dostawały za to wynagrodzenie od państwa. Pieniądze na ich pensje pochodzić będą ze zlikwidowanych państwowych przed-szkoli, które w tym systemie okażą się niepotrzebne. Pan poseł Marian Piłka z PiSuaru uderzył prorodzinnie z drugiej strony. Zaproponował, aby bezdzietni płci obojga opłacali wyższe składki emerytalne. To może na prawicy chwycić, bo przecież uderza w geje i lesbijki, społeczność uważaną za wybitnie antykaczyńską. Skoro nie można pedałów walnąć pałką, to czemu nie składką? Swat parlamentarnego związku Samoobrony z PiSuarem eurodeputowany Ryszard Czarnecki wezwał państwa Kaczyńskich do legalizacji politycznych kopulacji Leppera z Kaczorami, czyli stworzenia koalicji rządowej. Kaczyńscy niczym molestowana o mariaż panienka milczą. Grupa działaczy mazowieckiego SLD pod przewodem Jacka Pużuka złożyła wniosek do sądu partyjnego SLD o wykluczenie z partii wojewody Andrzeja Nowakowskiego. Wsławił się on podtrzymaniem zakazu Marszu Równości w Poznaniu. Media ujawniły ostatnio, że Nowakowski uchylił byłemu senatorowi Henrykowi Stokłosie karę 326 tys. zł za nielegalne wydobywanie żwiru i piasku. Ciekawe, jak znaczna była wdzięczność Stokłosy . Teatr Suka Off został zaproszony na Łódzkie Spotkania Teatralne. Ale nieformalny organ PiS-u bulwarówka „Fakt” zarzuciła teatrowi pornografię, a stołeczna prokuratura wszczęła śledztwo na wniosek pisuarskiego burmistrza. No i teatr Suka Off nie wystąpi. Łódzkie Spotkania Teatralne powstały jeszcze za pierwszej komuny. Wtedy, pomimo urzędowej cenzury, pokazywano tam spektakle polityczne ostro krytykujące PRL. Gdzie jest pierwszy ośrodek władzy IV RP? Bulwarówka „Fakt” poinformowała, że w willi pani Kaczyńskiej, matki Jarosława i Lecha, nocami spotykają się bracia trzymający władzę. Tam w asyście ministrantów Dorna, Ziobry i Wassermanna zapadają najważniejsze decyzje. Odpowiedz Link Zgłoś
w11mil Re: off topic - TAPLANIE W PISUARZE 11.12.05, 11:23 >Ale nieformalny organ PiS-u bulwarówka „Fakt” i >Bulwarówka „Fakt” poinfor mowała, że w willi pani Kaczyńskiej, matki Jarosława >i Lecha, nocami spotykają się bracia trzymający władzę. Doprawdy nie wiem już co myśleć o bulwarówce Fakt - chyba to schizofrenicy Odpowiedz Link Zgłoś
lider4 Niemcy są zbyt egoistyczni. 10.12.05, 21:32 Nie potrafią myśleć kategoriami europejskimi czy światowymi tak jak Polacy, którzy świetnie zachowali się bądź zachowują się na Ukrainie czy na Białorusi. A ten gazociąg rosyjsko-niemiecki to co to jest? Kpina. Odpowiedz Link Zgłoś
phun Kaczoblazen miekknie 10.12.05, 21:33 Z ciekawością czekałem na reakcje prasy niemieckiej po wyborach nowego polskiego prezydenta. Nie pojawił się jednak „Solches Volk, wie sein President” (Taki naród, jak jego prezydent). A taki nagłówek przeczytałem po wyborze naszego geniusza prezydenckiego 15 lat temu. (...) Nowo wybrany Lech jest prawdziwym doktorem prawa, obyty w wywiadach, umiejący klecić logiczne zdania, w których są najpierw myśli, a potem słowa. Języków co prawda też nie zna, ale za to tłumacze będą mieli mniejszą robotę, jak przy Lechu I. Kaczyński już udziela zagranicznych wywiadów. Pierwszy ukazał się w niemieckiej gazecie „Bild”. Określił się w nim jako partner i przyjaciel Niemiec, który podziwia osiągnięcia i talenty Niemców. Coś mięknie mu rura. Nie jest po wyborach tak agresywny jak przed. To dobrze. Kurduplowaty jednak jest. Jak podał „Bild”, mierzy tylko 156 cm. Podobno głową sięga tylko do klamki drzwi w Pałacu Prezydenckiem. Jeżeli ujawnią się w nim jeszcze wady, jakie konusy najczęściej posiadają, czyli podejrzliwość, złośliwość, egocentryzm itp., to znowu będziemy się wstydzić naszego przedstawiciela. Niemcy dowiadują się z prasy, że Polacy znowu w kosmosie mieszają. Do tej pory krążył kawał, że podpieprzyliśmy koła od Wielkiego Wozu. Teraz dowia- dują się, że za księżyc też się braliśmy. „Zweri, die dem Mond stahlen”, czyli w polskiej wersji „O dwóch takich, co ukradli księżyc”, w roli głównej obydwu naszych jednojajowych, jest tu satyrycznie komentowane. Podobno nasz miniaturowy prezydencik wybiera się już na początku przyszłego roku do zachodniego sąsiada z oficjalną wizytą. Mam nadzieję, że nie przyniesie nam tyle wstydu, co jego imiennik kilkanaście lat temu. A mieszka tu około 3 milionów ludzi władających językiem naszego prezydenta elekta. Odpowiedz Link Zgłoś
w11mil Re: Kaczoblazen miekknie 11.12.05, 11:16 > Kurduplowaty jednak jest. Jak podał „Bild”, mierzy tylko 156 cm. Po > dobno głową sięga tylko do klamki drzwi w Pałacu Prezydenckiem. Ciekaw jestem Twoich opinii na temat Napoleona Odpowiedz Link Zgłoś
phun Re: Kaczoblazen miekknie 11.12.05, 12:49 napoleon byl zbrodniarzem ktorego szybko choc nie bezbolesnie udalo sie wyeliminowac, cale szczescie :-) Odpowiedz Link Zgłoś
w11mil Re: Kaczoblazen miekknie 11.12.05, 13:00 phun napisała: > napoleon byl zbrodniarzem którego szybko choc nie bezbolesnie udalo sie > wyeliminowac, cale szczescie :-) Jak rozumiem, to opinia typowa dla przeciwnika Kaczorów Jeśli to jest opinia typowego przeciwnika Kaczorów to wiele o Odpowiedz Link Zgłoś
ambl Re: Panie Buras, za mądre i dlatego nie zrozumiej 11.12.05, 09:01 Mają oni na szczęście swojego Adolfa któremu nie dorówna nawet milion "takich co ukradli księżyc". Odpowiedz Link Zgłoś
aby Jan Józef Lipski - do powtórki 11.12.05, 01:42 Jan Józef Lipski, "O stosunkach polsko-niemieckich" Ksenofobia i megalomania narodowa wzajemnie się żywią i wspierają. Wiemy, ile wycierpiała Polska od Rosjan i Niemców - co nie usprawiedliwia przekraczania granic głupoty i nienawiści w stosunku do tych narodów; głupotą i nienawiścią człowiek i naród sam sobie szkodzi. Sfaszyzowani Ukraińcy dali się nam we znaki w latach czterdziestych - tu jednak nawet rachunek krzywd i win jest już inny niż z Niemcami, co nic nie pomaga Ukraińcom w potocznej świadomości polskiej. Ale czemu tak często Polak pogardza Czechem („Pepiczek”)? Tu widać, jak splata się ze sobą ksenofobia ze zidioceniem, by zgodnie doprowadzić w sierpniu niektórych naszych rodaków do wewnętrznego przyzwolenia na to, co było zarówno przeciw moralności, jak i przeciw naszym narodowym interesom, na inwazję w Czechosłowacji. Wróćmy do sprawy stosunku ogromnej większości Polaków do Niemców i Rosjan. Trzeba powtórzyć, że nienawiścią i głupotą człowiek i naród sam sobie szkodzi. Niedostrzeganie moralnych problemów tam, gdzie są, bo tak jest wygodniej - deprawuje moralnie. Do Niemców mamy od wieków wiele pretensji. To cesarze niemieccy najeżdżali nasz kraj, by go sobie podporządkować, nie odwrotnie. Teutoński Zakon Krzyżowy Najświętszej Marii Panny był zmorą Prusów, Litwinów, Pomorzan i Polaków. Prusacy wraz z Rosjanami i również niemieckojęzycznymi Austriakami rozebrali I Rzeczpospolitą. Rugi, Hakata, prześladowania narodowo-religijne pod pruskim zaborem były już pierwszą zapowiedzią tego, co stało się w czasie drugiej wojny światowej. O ogromie zbrodni hitlerowskich na ziemi polskiej nie ma co się rozwodzić. Musiał jednak przyjść moment - jeśli chcielibyśmy pozostać w kręgu chrześcijańskiej etyki i cywilizacji zachodnioeuropejskiej - by powiedzieć „Wybaczamy i prosimy o wybaczenie”. W sytuacji zniewolenia narodu powiedział to największy niezależny autorytet moralny, jaki nam pozostał: Kościół polski. To zdanie - mimo wszelkich resentymentów, opartych na rzeczywistych krzywdach - musimy uznać za swoje. By je przyjąć, wystarczyłoby jego treść moralna. Ale obok treści moralnej jest w nim też narodowa i kulturalna: jako naród o poczuciu przynależności do zachodniego kręgu kultury śródziemnomorskiej - marzymy o powrocie do naszej szerszej ojczyzny, do Europy. Stąd konieczność pojednania z Niemcami, którzy w tej Europie już są - i nadal będą. Wyciągnięcie ręki przez Episkopat Polski do Episkopatu Niemiec - było najśmielszym i najbardziej dalekowzrocznym czynem powojennej historii Polski. Głos Episkopatu Polski do Episkopatu Niemiec stawia jednak przede wszystkim problem, którego nie wyminie się, jeśli chce się pozostać wiernym chrześcijaństwu: problem również naszych win wobec Niemców. W Polsce nie znosi się takiego przedstawiania sprawy - i nietrudno to zrozumieć, gdyż proporcje są uderzająco nierówne. Nie można się jednak godzić z lekceważeniem własnych win, nawet gdy są nieporównywalnie mniejsze od cudzych. Wzięliśmy udział w pozbawieniu ojczyzny milionów ludzi, z których jedni zawinili na pewno poparciem Hitlera, inni biernym przyzwoleniem na jego zbrodnie, jeszcze inni tylko tym, że nie zdobyli się na heroizm walki ze straszliwą machiną terroru - w sytuacji, gdy ich państwo toczyło wojnę. Zło nam wyrządzone, nawet największe, nie jest jednak i nie może być usprawiedliwieniem zła, które sami wyrządziliśmy. Wysiedlanie ludzi z ich domów może być w najlepszym razie mniejszym złem, nigdy - czynem dobrym. To prawda, że z pewnością nie byłoby sprawiedliwe, by naród napadnięty przez dwóch zbirów miał płacić na dodatek sam wszystkie tego koszty. Wybór wyjścia, które - jak się zdaje - jest mniejszą niesprawiedliwością, wybór mniejszego zła, nie może jednak znieczulać na zagadnienia moralne. Zło jest złem, a nie dobrem, nawet gdy jest złem mniejszym i niemożliwym do uniknięcia. Trudno: albo chce się być chrześcijaninem, albo nie... Jeśli nim się jest - wie się, że zasada zbiorowej odpowiedzialności nie ma nic wspólnego z etyką, którą wyznajemy; że nawet jeśli musielibyśmy wybrać mniejsze zło - nie wolno nam zła nazywać dobrem; że wyrządzenie zła stwarza zobowiązanie moralne, choćby ten, kto go od nas doznał, wyrządził nam stokroć więcej zła - a na dodatek w słabym stopniu odczuwał potrzebę zadośćuczynienia. Zasada mniejszej niesprawiedliwości, konieczność urządzenia życia milionów Polaków opuszczających z konieczności swą ojczyznę na wschodnich ziemiach II Rzeczpospolitej - jest zresztą jedynym usprawiedliwieniem tego, co się stało. Nie usprawiedliwiałyby tego w żaden sposób racje historyczne - bardzo wątpliwe, jak dalej zobaczymy - ani etniczne, z wyjątkiem może Opolszczyzny, co też jest dyskusyjne. Przejdźmy się po Warmii i Mazurach, by na własne oczy zobaczyć, ilu tam napotkamy autochtonicznych Polaków, to znaczy Mazurów i Warmiaków! Tym bardziej niepokoi, jako objaw zatrucia etyki narodowej przez nacjonalizm, że od czasu do czasu pokazują się artykuły, których autorzy przechwalają się, iż jeszcze przed drugą wojną światową - a więc przed faktem napadu na Polskę, przed eksterminacją milionów obywateli polskich przez Niemców, przed pojawieniem się problemu znalezienia terenów do życia milionom Polaków z kresów wschodnich - grupy polityczne, z którymi byli ci autorzy związani, żądały Polski po Odrę i Nysę, ze Szczecinem i Wrocławiem. To nie są artykuły stwierdzające istniejący fakt - to akceptacja ówczesnych programów, które wówczas były planami zaborczymi, sprzecznymi z zasadami układania stosunków między narodami zgodnie z etyką chrześcijańską. Przypominać te wstydliwe epizody historii ideologicznej z aprobatą - to objaw degeneracji etycznej, a zarazem zresztą głupota polityczna. W polskiej świadomości naszych stosunków historycznych z Niemcami narosło masę mitów i fałszywych wyobrażeń, które trzeba będzie kiedyś odkłamać - w imię prawdy i w celu leczenia samych siebie: fałszywe wyobrażenia o własnej historii są chorobą ducha narodu, służą przeważnie za pożywkę ksenofobii i megalomanii narodowej. Prawie każdy Polak (nawet wykształcony) wierzy dziś, że wróciliśmy po drugiej wojnie światowej na ziemie zagrabione nam przez Niemców. Dotyczyć to może Gdańska i Warmii, od pokoju toruńskiego (1466) do rozbiorów należących do I Rzeczpospolitej - choć zresztą i Gdańsk i Warmia były tak wówczas, jak i do końca drugiej wojny światowej w większości etnicznie niemieckie. Reszta Prus Wschodnich nigdy polska nie była, a Niemcy zdobyli te ziemie nie na Polakach, a na Prusach, narodzie pokrewnym Litwinom. Polska mniejszość na tym terenie, Mazurzy, zresztą słabo uświadomiona w swej masie, to ludność napływowa, sprowadzona głównie przez Albrechta Hohenzollerna z Polski; nie wiedział biedak, że powinien realizować ideę Drang nach Osten i Prusy zaludniać tylko Niemcami. Zachodnie Pomorze - etnicznie też nie polskie, choć słowiańskie - zrzucało parokrotnie z uporem swą zależność od Polski i wytworzyło własną organizację państwową, zniszczoną przez Szwedów dopiero w XVII wieku. Prusacy wzięli te ziemie, zamieszkałe nie przez Polaków, Szwedom, nie Polsce. Zniemczenie Pomorza Zachodniego odbyło się bez gwałtów, drogą naturalną. Śląsk jeszcze w Średniowieczu zhołdowany został przez Czechów - i wraz z Czechami wszedł w skład monarchii austriackiej. Prusy zabrały go Austriakom, nie Polsce, dopiero w XVIII wieku, gdy procesy niemczenia się Dolnego Śląska, również naturalnego, dokonującego się bez przymusu, były już mocno zaawansowane. Śląsk Opolski i Górny Śląsk zachowały swą etniczną polskość. Zorganizowany i skuteczny w pewnym stopniu nacisk germanizacyjny na tych ziemiach to dopiero druga połowa XIX i XX wieku. Natomiast my nie chcemy z kolei dziś pamiętać, że są to ziemie, na których przez parę setek lat kwitła kultura niemiecka. Czytamy rzewne felietony o Piastach śląskich, ich zamkach i pałacach, ale nikt nam nie mówi, że już Henryk Probus Odpowiedz Link Zgłoś
aby Re: Jan Józef Lipski - do powtórki 11.12.05, 01:45 C.d. Czytamy rzewne felietony o Piastach śląskich, ich zamkach i pałacach, ale nikt nam nie mówi, że już Henryk Probus znany jest niemieckim podręcznikom literatury jako Minnensänger (niemieckojęzyczny trubadur), układający swe poezje w tym samym języku co Walter von der Vogelweide, co Hartmann von Aue, gdy polska liryka miłosna miała powstać i rozkwitnąć dopiero po dwu wiekach. To postać symboliczna w dziejach Śląska. Po wiekach rozwoju kultury niemieckiej obok polskiej na Śląsku, Ziemi Lubuskiej, Warmii i Mazurach, w Gdańsku (przytłaczająco niemieckim) - i od dawna wyłącznie niemieckiej na Pomorzu Zachodnim - przypadł nam w wyniku historycznych przemian bogaty spadek architektury i innych dzieł sztuki oraz pamiątek historycznych niemieckich. Jesteśmy wobec ludzkości depozytariuszami tego dorobku. Zobowiązuje nas to, by z całą świadomością, że strzeżemy dorobku kultury niemieckiej, bez zakłamań i przemilczeń w tej dziedzinie - chronić te skarby dla przyszłości, również naszej. Pokutuje w Polsce mit Drang nach Osten - wychwycony w głupiej i zbrodniczej mitologii wilhelmińskiej Niemiec. Rozprawiał się kiedyś z jego przejęciem przez polską publicystykę Antoni Gołubiew w „Tygodniku Powszechnym” w artykule zbyt mało dostrzeżonym, który powinien wejść do podstawowych lektur polskiego inteligenta. Wiadomo, że zachodnia granica I Rzeczpospolitej była przez wieki jedną z najspokojniejszych i najtrwalszych w Europie. Zaborczość państwa krzyżackiego była zaledwie fragmentem dziejów Niemiec średniowiecznych. Natomiast nie lubi się u nas pisać i pamiętać o tym, co zawdzięczamy cywilizacyjnie i kulturalnie Niemcom. Że „dach” i „cegła”, że „murarz” i „drukarz”, „malarz” i „snycerz”, że setki słów polszczyzny dokumentują, co zawdzięczamy naszym sąsiadom zza zachodniej granicy. Piękny dorobek architektury i rzeźby, malarstwa i innych sztuk i rzemiosł w Krakowie i wielu innych miastach i miasteczkach Polski nie tylko w Średniowieczu, lecz częściowo i później po wiek XIX - to w dużej części dzieła Niemców, którzy tu się osiedlali i wzbogacili naszą kulturę. Każdy prawie Polak wie o Wicie Stwoszu, nie każdy wie, że był to etniczny Niemiec (chwała nauce polskiej, że przeprowadziła w tej sprawie pracami księdza Bolesława Przybyszewskiego dowód ostateczny), wielu wyobraża sobie, że był Polakiem, i gotowi spoliczkować każdego, kto temu zaprzeczy. Nikt zaś spoza specjalistami nie zna setek, a może nawet tysięcy imion i nazwisk twórców-Niemców, którzy zostawili niezatarty ślad w naszej kulturze. Historia winna być wrotami w przyszłość. Co chcemy wybrać jako symbole dla przyszłości: czy Grunwald - czy Legnicę, gdzie Polacy i Niemcy stanęli razem na drodze tumanom (dziś powiedzielibyśmy: dywizjon konnym) Batuchana? Grunwald pozostanie oczywiście na zawsze w pamięci narodowej - ale czy ma to być tylko Grunwald? Niszczenie polskiej kultury przez hitlerowców podczas drugiej wojny światowej - czy jej wzbogacanie przez Wita Stwosza i setki mniej znanych znakomitych ma dominować w naszej świadomości? Czy z Oświęcimia chcemy zapamiętać tylko Niemców-oprawców, czy też i tych Niemców, choć była ich garstka, którzy nie tylko jako więźniowie, ale też jako członkowie załogi obozu walczyli ze złem? (Pisze o tym w swej źródłowej, wydanej przed kilkunastu laty w Londynie pracy pod tytułem „Oświęcim walczący” emigracyjny pisarz i historyk Józef Garliński - a celnicy polscy odbierają tę książkę na granicy). Czy Niemcami mają być w naszej świadomości tylko gestapowcy i SS? Czy Niemcami nie byli także bohaterowie ze związku Weiße Rose z Monachium, podejmujący w samym jądrze ciemności najtrudniejsza z walk, walkę przeciw „swoim”, w czasie toczącej się wojny? Weiße Rose była to szaleńcza grupa prawdziwych chrześcijan, którzy czynem - takim, na jaki było ich stać - zaświadczyli, że inaczej niż większość rodaków w owych latach byli chrześcijanami nie tylko z nazwy, że gotowi byli przyjąć męczeństwo, by dać świadectwo prawdzie i dobru. Ich kult - choć nic z Polską nie mieli bezpośrednio wspólnego - powinien być i u nas żywy: po pierwsze dlatego samego narodu co mordercy milionów podczas drugiej wojny światowej: po drugie - by uświadomić nam dyrektywę etyczną, głoszącą, że gdy własny narów i własne państwo wchodzą na drogę zbrodni i zła - obowiązkiem moralnym jest przeciwstawić się temu, choćby nawet naród i państwo toczyły wojnę na zewnątrz. Czy bohaterowie z Weiße Rose niegodni są nazwania ich patriotami niemieckimi? Czy byli zdrajcami swego narodu? Przeciwnie, to oni ratowali resztki godności i wartości moralnych swego narodu - i oni otworzyli wartości niezbędne dla przyszłych Niemiec. W duszach swych nosili inną ojczyznę niż ta, w której mieli nieszczęście żyć i umrzeć męczeńską śmiercią. Lęk i nieufność, jaką żywi wobec Niemców znaczna część Polaków - są zrozumiałe. Byłoby lekkomyślnością i głupotą zakładać, że w Niemcach, w ich stosunku do nas i w ogóle w ich mentalności bez śladu znikły toksyny nacjonalizmu, nawarstwiając się od ery bismarckowsko-wilhelmińskiej - a jeśli ktoś chce, to może i wcześniej, od początku XIX wieku. Nie brak faktów - rozdmuchiwanych zresztą przez naszą urzędową propagandę ponad ich proporcję - w życiu dzisiejszych Niemiec świadczących, że z uwagą winniśmy śledzić stan potencjalnej gotowości części Niemców do recydywy. Zarazem jednak winniśmy zrobić maksimum tego, co można, by z naszej strony stworzyć optymalne przesłanki do pojednania naszych narodów. Przede wszystkim musimy niejedno zmienić w nas samych i w naszej świadomości historycznej, by to było możliwe. Odpowiedz Link Zgłoś
ambl Re: Jan Józef Lipski - do powtórki 11.12.05, 09:09 W takim razie cała Polska to Kraków,Warszawa i okolice Odpowiedz Link Zgłoś
szerb Schroder-Putin, Ribbentrop-Molotow, ... 11.12.05, 03:13 hmmmmm "*Piotr Buras - pracownik Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy Brandta we Wrocławiu" pracownik? raczej stachanowiec, sadzac po zdjeciu pan Piotr potrzebuje troche urlopu, odpoczynku, bilogiczna odnowe, nawet dla tak podnioslego tematu jak stosunki polsko-niemieckie nie mozna tak niszczyc czlowieka! proponuje tez zmiane "im." tego fundowanego przez blizej nieznane pieniazki "instytutu", czy pieniazki sa moze "dotowane" przez nowy rurociag pod baltykiem? Willy Brantd to czlowiek honoru, szkoda naduzywac jego imienia podpisujac ten artykul pelen janczarowskiego poswiecenia, moze lepszy bylby np instutytu "im. Schroder i Putin" jako slodzy dyplomaci niemiecko-rosyjskiego "porozumienia", ktorzy kontynuuja swietnosc niemiecko-rosyjskiej dyplomacji ala Ribbentrop i Molotow No coz pan Buraz musi pisac duzo i zadawalajaco aby utrzymac swoja ciepla posadke, dlatego trzeba mu przebaczyc, trudniej bedzie zapomniec... Porozumienie, przyjazn? Tak, tak, tak! tylko jak i z kim? Niemcy juz maja swojego przyjaciela, i jest nim Rosja, Polska jakby dziwnie przeszkadzala dwom przyjaciolom, ktorych laczy taka gleboka wspolnota interesow wzajemnych i tych dotyczacych Polski... Odpowiedz Link Zgłoś
bogalfa Re: stosunki polsko-niemieckie: jakie winny być? 11.12.05, 06:09 To dobrze, że "abu" przypomniał świetny i odważny artykuł Jana Józefa Lipskiego. To źle że w odpowiedzi na artykuł pana Burasa, który jest bardzo na czasie, i ma wyraźnie charakter przemyślany, odzywają się pohukiwania w rodzaju wypowiedzi "szerba". Co właściwie mówi artykuł Burasa; mówi dwie zasadnicze rzeczy: 1. że kluczem do stosunków polsko-niemieckich jest polityka wobec Rosji, Ukrainy i Białorusi; 2. że byłoby dobrze gdyby Niemcy zdali sobie sprawę, że absolutnie im nie wolno szukać porozumienia niemiecko-rosyjskiego kosztem Polski (i innych krajów rejonu), bo to się znowu źle skończy. W interesie Niemiec leży zapewnienie niezależności państw między Rosją i Niemcami; utrzymanie jedności Unii Europejskiej i efektywności NATO; powolne integrowanie Rosji z Europą i takie wpływanie na wewnętrzny rozwój sytuacji rosyjskiej, by neoimperializm rosyjski, charakteryzujący politykę Putina, nie był dla Rosjan, i przede wszystkim ich klasy politycznej, opcją czy to ideologicznie atrakcyjną, czy jedyną która w ich mniemaniu służy interesom Rosji. Być może pani kanclerz Merkel rozumie to lepiej niż rozumiał poprzedni kanclerz, który wyraźnie traci prestiż w rezultacie swoich ostatnich posunięć i decyzji. Panu Burasowi należą się słowa uznania, że postarał się sformułować pewną nową koncepcję polityki polskiej wobec Niemiec oraz pozytywną wizję stosunków polsko- niemieckich. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeciarz68 Niemcy bardzo się przejęli, wzięli sobie do serca 11.12.05, 10:00 .......padli na kolana po wspólnej narodowej lekturze wypocin Burasa, drą na sobie sweatshirty i posypują głowę popiołem, płaczą wniebogłosy i potępiają byłego kanclerza za bezkrytyczną przyjaźń z Putinem i niewątpliwie zabiorą mu obywatelstwo i wygnają z kraju za ten wstyd, który im na polsko-niemieckiej arenie właśnie przyniósł. Brawo, panie Buras, niewątpliwie dostanie Pan za ten i poodbne teksty kolejne stypendium od wdzięcznych Niemców. A może kiedyś i honorowe obywatelstwo? Odpowiedz Link Zgłoś
w11mil Re: stosunki polsko-niemieckie: jakie winny być? 11.12.05, 11:19 > 2. że byłoby dobrze gdyby Niemcy zdali sobie sprawę, że absolutnie im nie >wolno szukać porozumienia niemiecko-rosyjskiego kosztem Polski Ale jesli to właśnie mówi p. Buras, to chyba powinien publikować w prasie niemieckiej. Nam tego klarować nie trzeba Odpowiedz Link Zgłoś
tzo5 Re: stosunki polsko-niemieckie: jakie winny być? 13.12.05, 23:05 Niewiele jest takich pozytywnych głosów.Artykuł na temat stosunków polsko- niemieckich pozwala trochę inaczej spojrzeć na nasą unijną codzienność. Dzisiaj nasze rozważania, a szczególnie odnoszące się do sporu o wartości nie powinny być stawiane na pierwszym miejscu. Takie spory siłą rzeczy będą się zawsze odnosić do przeszłości, która jaka była my wiemy. I nie da się jej zmienić. Skoncentrujmy się na przyszłości. Szukajmy konkretnych tematów, problemów, gdzie może być realizowana obopólnie korzystna współpraca, gdzie możemy się wykazać naszą wiedzą, umiejętnością, kulturą. Przecież uważamy się za mądrych i wykształconych, pokażmy to innym. Pokażmy się z dobrej strony. Niech inni zobaczą, że na nas też można polegać. Nie bądzmy do znudzenia podejrzliwi. Bądzmy bardziej ufni. Zabierzmy się poważnie za swoją gospodarkę, a prędzej czy póżniej wyjdzie potrzeba, a nawet konieczność utrzymywania dobrych stosunków ze swoimi sąsiadami. Odpowiedz Link Zgłoś
amoremio Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 11.12.05, 07:13 > książki "Republika bez gorsetu. Niemcy po wyborach > 18 września 2005 roku" (Wrocław 2005) Przepraszam, ale co w tej ksiazce moza byc madrego, jesli zostala napisana i wydana w takim tempie/pospiechu ???? Odpowiedz Link Zgłoś
olias Gazeta znowu o częściach rowerowych 11.12.05, 11:56 pewien student biologii idąc na egzamin nauczył się tylko o robakach. Bo to był konik egzaminatora. A tu nieszczęście - profesor pyta o słoniu. Student: słoń ma 4 nogi, kły i trąbę. Traba kształtem przypomina robaka. Robaki dzielą się na ..... Z gaetą podobnie. O czymkolwiek jest artykuł ... kończy się o pedałach. Odpowiedz Link Zgłoś
wardog1 Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 11.12.05, 13:10 Historia winna być wrotami w przyszłość Ta wypowiedz forumowicza "aby" w jego treści, będzie możliwa gdy wiele więcej Polaków i Niemców głębiej zastanowi się nad ich znaczeniem psioczyć i wyzywać się tu na forum potrafi każdy, a najbardziej zażarci polscy i niemieccy nacjonaliści. Tych paru durniów powinni kulturalni forumowicze ignorować miłej reszty niedzieli pieswojny Odpowiedz Link Zgłoś
polonianews Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 11.12.05, 16:46 Ciekawy artykul ale dlaczego taki dlugi. Przypomina mi to knostytucje UE ktorej czytanie zakonczylem na stronie 2 z 400. Nie podoba mi sie to, ze autor chce prowadzic polityke w atmosferze zalamania, niecheci i rezygnacji zamiast w optymizmu. Najlatwiej powiedziec, ze po prostu chcemy sprawiedliwosci w stosunkach z wszystkimi. Chcemy aby Niemcy spojrzeli na Gazocia Polnocny nie z pozycji zyskow ekonomicznych i politycznych ale z pozycji czy nie uzalezni on ich od Rosji, kto bedzie placil za prawie pewne zanieczyszczenie srodowiska. Co pomysla gdy Polska bedzie musiala budowac na ich wschodniej granicy elektrownie atomowe. itd. Krzysztof, Webmaster serwisu w USA, PoloniaNews (.com). Odpowiedz Link Zgłoś
donawan Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 11.12.05, 17:22 O stosunkach Polsko-Niemieckich więcej się mówi w Polsce niż w Niemczech. Ich zabardzo nie interesują takowe stosunki bo nie trekyują nas do końca poważnie.Dlaczego? W Polityce od dawien dawna jest tak że liczą się tylko najślniejsi a my za takich przez Niemców nie jesteśmy uważani wręcz jest całkiem odwrotnie, uwazja nas za zacofany kraj o marnej gospodarce i częsciowo to prawda. Aby Niemcy dostrzegli w nas prawdziwego partnera, potrzebna nam jest nie polityka i dialog z nimi tylko reformy gospodarcze i madra polityka gospodarcza Polski , gdy nasz kraj zacznie się szybko rozwijać zobaczycie ze Niemcy zaczną na nas zwracać uwage i zaczną się bać że mozemy odebrac im wpływy i znaczenie w europie srodkowej. Gdy staniemy się dla nich konkurentem zaczniemy być uważani przez nich za równowaznego partnera. A więc politycy nie powinni obmyslać strategii polityki wobec niemiec tylko zabrac sie za reformy. Odpowiedz Link Zgłoś
adrem63 Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 11.12.05, 17:51 Zgadzam się w całej rozciągłości. Nie potrzeba żadnej specjalnej polskiej polityki wobec Niemiec. Zachowujmy się godnie i róbmy swoje, a przede wszystkim rozwijajmy się gospodarczo. Wszystko inne to pryszcz. Odpowiedz Link Zgłoś
znuzona Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 11.12.05, 17:30 pamietam Piotra Burasa na wyjezdziew Niemczech w latach 90 ...zachowywal sie jak dzidzia piernik - jelsi to okreslenie moze pasowac do faceta.. i w kolko dwa paluszki w gore i "ich habe eine kurze frage" bleee karierowicz niech nie pisze bo jest nudny jak dawniej i strasznie papierowy Odpowiedz Link Zgłoś
aramba Re: Polsko-niemiecka wspólnota kłopotów 12.12.05, 10:48 A z tym akurat to bym sie chyba zgodzil... Odpowiedz Link Zgłoś