Teologia to nie skała

    • ktosnikt Teologia to nie skała 20.02.06, 19:37
      niezależność, obiektywizm i niezmienność bytu duchowego, Boga, Absolutu można
      kwestionować jedynie pod warunkiem, że ów Byt duchowy utożsamia się ze
      stworzeniem: przyrodą, człowiekiem i jego psychiką. To tłumaczyłoby
      pogląd, że ,,teologii jest wiele”, powiem wręcz: mogłoby być nieskończenie
      wiele. Teologia, która jest opisem takiego, zjednoczonego ze stworzeniem
      Absolutu, musi podążać za jego nieustannym rozwojem, bowiem zmienia się istota
      tego Absolutu wraz ze zmianą świata i człowieka. Jeżeli Ciebie zrozumiałam nie
      ma świata zewnętrznego w stosunku do owej ewolucji czy też rozumiem niewłaściwie
      i ewolucja bytu duchowego jest niezależna od ewolucji tego, co rozumie się jako
      ewolucję materii.
      Dzieło twórcy, chociażby dla przykładu utworu literackiego, po jego
      wydaniu żyje własnym życiem, podobnie jak własnym życiem, niezależnym teraz od
      Ciebie żyje Twój artykuł i możesz ingerować, wyjaśniać, dyskutować, ale nie
      zmienisz generalnie sposobu interpretacji, funkcjonującego niezależnie od
      Ciebie w tej chwili, ale w pełnej zależności od Ciebie w momencie, gdy pisałeś,
      tworzyłeś.
      Odnosząc się krótko do sprawy dziewictwa Maryi, należy zauważyć, że
      rzeczywiście funkcjonowały mity oraz baśnie o dziewiczym poczęciu i były
      wyrazem metafizycznych pragnień ,,człowieka doskonałego”. Wyrazem tęsknoty
      człowieka, by stać się podobnym ptakom był mit o Dedalu. Drugie pragnienie –
      zrealizował sobie człowiek sam, pierwsze – Bóg.

    • ktosnikt Teologia to nie skała 22.02.06, 16:07
      Teologia to nie skała – co do tego pełna zgoda. Teologia jest tylko opisem Boga
      dokonanym przez człowieka.

      Interesujące byłoby natomiast gdybyśmy poznali Twój stosunek do panteizmu.
      Widzę bowiem, na podstawie analizy artykułów prezentowanych w Wyborczej, że
      sporo sympatii zawiązało się między Wami, a to:

      -niedookreśloność, która wyraża się w formie odwoływania się do znaków,
      symboli, umiejętne unikanie konkretów, uściślenia,

      -zmienność, ewolucja Boga (,,teologii jest wiele”), antropologiczne
      traktowanie dziewictwa, uzależnienie od czynników pozareligijnych.


      - naturalizm – wyeliminowanie miłości oblubieńczej, a przynajmniej
      zdystansowanie się (w chrześcijaństwie jest to bardzo ważne ze względu na świętą
      rodzinę, ale tylko)

      - relatywizm etyczny.

      W jednym z artykułów znajduje się odniesienie do przykazania miłości. Autor
      wymienia je i stwierdza, że miłości nie można nakazać. Podejrzewam, że broniłby
      swej tezy stwierdzeniem: ,,oczywiście, że uczuć nie można nakazać”, co jest
      oczywistą prawdą, ale to przykazanie nie odnosi się do uczuć, lecz do czynienia
      dobra, które jest wyrazem miłości. Nasuwa się też dręczące pytanie, co z 10
      przykazaniami, skoro to o miłości bliźniego zostało tak potraktowane.

      Dla mnie osobiście stosunek autora do homoseksualizmu jest jasny i nie wynika z
      postawy społecznej, czy też postawy chrześcijanina, ale jest związany z
      panteistycznym relatywizmem, teorią, że Absolut wciela się we wszelkie postacie
      bytu. Autor jest zwolennikiem parad równości. Uważa, że, nie jest celowe
      podejmowanie wysiłków leczenia homoseksualizmu, gdyż do końca nie znamy jego
      przyczyn, co nasuwa przypuszczenie, że akceptuje go.

      Twierdzi na łamach Wyborczej , że grzech cudzołożenia jest ciągle tym samym
      grzechem, tak w przypadku pary homoseksualnej, jak i ludzi płci odmiennej. Mnie
      też się wydaje, że tak jest. Jednak proszę zwrócić uwagę na obiektywizm
      ustalonych przez Stwórcę praw naturalnych – poczęcie nowego życia jest możliwe
      w przypadku cudzołożnego kontaktu ludzi różnych płci, w przypadku
      homoseksualizmu jest wykluczone z zasady. Jest to obiektywne działanie praw
      naturalnych, ustalony porządek świata, którego człowiek nie jest w stanie, i nie
      powinien, przekraczać.

      Następna sprawa istotna dla panteizmu to wyznaniowy synkretyzm, a więc Kriszna,
      Budda, |Zaratusztra jako kolejne wcielenia Absolutu, co oczywiście znalazło swój
      wyraz na forum dyskusyjnym.

      W związku z tym pytanie: czy autor, doktor filozofii, o ile jestem dobrze
      zorientowana, jest katolickim teologiem, czy mamy do czynienia z kamuflażem?



      • aurora.una Re: Teologia to nie skała 23.02.06, 04:14
        ktosnikt napisał:

        > W związku z tym pytanie: czy autor, doktor filozofii, o ile jestem dobrze
        > zorientowana, jest katolickim teologiem, czy mamy do czynienia z kamuflażem?
        --
        Wydaje sie, ze ksiadz Bartos jest przede wszystkim Czlowiekiem Myslacym, co
        bynajmniej nie jest sprzeczne z teologia katolicka. Gdyby wszyscy ksieza byli
        tacy myslacy i otwarci na czlowieka, nauke i oraz prawa Natury, to KK nie
        mialby dzis problemow.
        • ktosnikt Re: Teologia to nie skała 23.02.06, 07:10
          Ojciec Bartoś jest człowiekiem bardzo myślącym, ale aurora niewiele zrozumiała.
          Mam jednak nadzieję, że ojciec Bartoś zrozumiał świetnie.
      • toni25 Re: Teologia to nie skała 24.02.06, 01:20
        "To, co skończone w gruncie rzeczy tożsame jest z nieskończonym. Absolut ukrywa
        się w tym, co konkretne, granica jest najpełniejszym wyrazem ostatecznej
        definitywności. Kiedy zbliżasz się do kresu, wtedy okna twojego umysłu
        otwierają się na bezkres... Myliłby się ktoś, sądząc, że to panteizm."(
        Lin Moreaux)

        > -niedookreśloność, która wyraża się w formie odwoływania się do znaków,
        > symboli, umiejętne unikanie konkretów, uściślenia,
        W odwoływaniu się do symboli chodzi o głębię,a nie o
        nieokreśloność.Sprowadzanie "przedmiotu" teologii do konkretu to jakby
        sprowadzanie zaświatów do naszego materialnego świata.Teologia upodobnia się w
        opisie do fizyki,nauki ścisłej.Ten i tamten świat uchwycone w niesymbolicznym
        języku tak samo dobrze się w nim mieszczą,stają się tak samo konkretne.

        -zmienność, ewolucja Boga (,,teologii jest wiele”), antropologiczne
        > traktowanie dziewictwa, uzależnienie od czynników pozareligijnych

        Wielość teologii nie oznacza tu ewolucji Boga.Jeśli już ewolucja,to obrazu
        Boga.Ale przede wszystkim - teologowie w różny sposób mówią o Bogu.

      • toni25 Re: Teologia to nie skała 24.02.06, 03:25
        > -niedookreśloność, która wyraża się w formie odwoływania się do znaków,
        > symboli, umiejętne unikanie konkretów, uściślenia,
        W odwoływaniu się do symboli chodzi o głębię,a nie o
        nieokreśloność.Sprowadzanie "przedmiotu" teologii do konkretu to jakby
        sprowadzanie zaświatów do naszego materialnego świata.Teologia upodobnia się w
        opisie do fizyki,nauki ścisłej.Ten i tamten świat uchwycone w niesymbolicznym
        języku tak samo dobrze się w nim mieszczą,stają się tak samo
        konkretne."Przedmiot" teologii okazuje się w takim ścisłym ujęciu po prostu
        najbardziej doskonałym przedmiotem spośród innych mniej doskonałych
        rzeczy.Symbol nie pozwala na podobne urzeczowienie,dlatego pasuje do opisu
        świata wiary.

        -zmienność, ewolucja Boga (,,teologii jest wiele”), antropologiczne
        > traktowanie dziewictwa, uzależnienie od czynników pozareligijnych
        Wielość teologii nie oznacza tu ewolucji Boga.Jeśli już ewolucja,to obrazu
        Boga.Ale przede wszystkim - teologowie w różny sposób mówią o Bogu.
        Jako przykład podam teologię apofatyczną,która akcentuje niewspółmierność
        ludzkich wysiłków zmierzających do opisania absolutnej tajemnicy Boga i
        wymaga,żeby każde twierdzenie o Bogu było ograniczone przez odpowiednie
        zaprzeczenie i przez uznanie, że Bóg w sposób nieskończony przekracza wszelkie
        kategorie.
        Antropologiczne podejście do dziewictwa nie wyklucza podejścia
        religijnego.Podobnie jak podejście historyczne do Biblii.Rzuca nowe światło na
        stary obraz,przywołuje nowe rozumienie starego tematu.
        "Istotne dla rozumienia religii kwestie poruszają dziś teologowie,
        religioznawcy, antropologowie kultury, historycy religii oraz badacze innych
        dziedzin nauk humanistycznych."

        > - naturalizm – wyeliminowanie miłości oblubieńczej, a przynajmniej
        > zdystansowanie się (w chrześcijaństwie jest to bardzo ważne ze względu na
        świętą rodzinę, ale tylko) relatywizm etyczny
        Naturalizm - ale jak pojęty.Jeśli wg Tomasza z Akwinu,który twierdził,że łaska
        nie jest czymś oderwanym od natury,lecz buduje na naturze i ją udoskonala,to
        zgoda. Łaska przecież udoskonala tę właśnie naturę,którą posiada konkretny
        człowiek.Nie widzę tu przejścia do relatywizmu etycznego.

        > w przypadku cudzołożnego kontaktu ludzi różnych płci, w przypadku
        > homoseksualizmu jest wykluczone z zasady. Jest to obiektywne działanie praw
        > naturalnych, ustalony porządek świata, którego człowiek nie jest w stanie, i
        nie powinien, przekraczać
        Odwołanie się w kwestii homoseksualizmu do obiektywnych praw naturalnych jest
        argumentem obosiecznym.Sam homoseksualizm mieści się w opisie praw
        naturalnych,gdyż nie jest ponadnaturalnym,wolnym wyborem orientacji seksualnej.
        "Porządku świata" nie przekracza w tym przypadku człowiek,ale sama "natura".
        A bliźnich o innej orientacji,jeśli już nie kochać,to należałoby chociaż
        tolerować i odrobinę się liczyć z ich poglądami.

        > W związku z tym pytanie: czy autor, doktor filozofii, o ile jestem dobrze
        > zorientowana, jest katolickim teologiem, czy mamy do czynienia z kamuflażem
        Chyba mylisz konserwatyzm z katolickością.O ile rozumiem,Autor uważa,że
        teologia katolicka stale się rozwija,nie tracąc swojej tożsamości.Jest wciąż ta
        sama,ale nie taka sama.Chyba nie postuluje napisania Biblii na nowo? Tylko
        stale jej nowe odczytywanie i rozumienie nieoderwane od współczesności.
        To nie jest kamuflaż.
        • ktosnikt Re: Teologia to nie skała 24.02.06, 16:42
          Dobrze zrobiony kamuflaż wymaga bystrości umysłu, odczytanie go również. "Reszta
          jest milczeniem".
          • ejkuraczek Re: Teologia to nie skała 24.02.06, 19:09
            ktosnikt napisał:

            > Dobrze zrobiony kamuflaż wymaga bystrości umysłu, odczytanie go
            również. "Reszt
            > a
            > jest milczeniem".

            ;-)


          • toni25 Re: Teologia to nie skała 03.03.06, 01:30
            ktosnikt napisał:

            > Dobrze zrobiony kamuflaż wymaga bystrości umysłu, odczytanie go również.

            Doszukiwanie się kamuflażu w powyższym tekście nie wymaga żadnej bystrości
            umysłu - wystarczy zła wola przy jego interpretowaniu.
    • gatagata Dziękuję!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!! 02.03.06, 14:07
      Bardzo, bardzo szanuję OP Tadeusza Bartosia za to, co pisze!Gdybym spotkala
      księdza jego pokroju na swojej drodze , pewnie nie odeszlabym z
      Kościola.Niestety nie znam księży podobnych, znam samych
      fundamentalistów.Obawiam się tez,że ks. Tadeusz Bartoś niedlugo zacznie być
      wyklinany przez Radio Maryja i kto wie czy nie skończy jak Galileusz:)
      • wojtek_2000 Galileusz 07.03.06, 05:47
        > kto wie czy nie skończy jak Galileusz:)

        To nie byłoby chyba aż takie złe: Galileuszem był jednak wybitnym naukowcem,
        który - mimo zmuszenia go do wycofania się ze swoich przekonań - miał się do
        końca swojego życia całkiem nieźle pod opieką możnych protektorów, głównie
        zresztą duchownych. Jest kilka książek, które ciekawie opisują jego losy,
        m.in. na podstawie zachowanej korespondencji i zapisków; weźmy choćby:

        www.biblos.pl/?s__karta.id__122
        www.biblos.pl/sklep.php?s=karta&id=254

        A do Kościoła możesz zawsze wrócić; Ojciec czeka.
    • joanna0001000 Re: Teologia to nie skała 05.03.06, 14:52
      fqwh/,vafvl,kajehvk,maejvhkjhfvqdc
      • mika74 Re: Uwag kilka(naście) do artykułu i autora 05.03.06, 20:31
        Nie wiem czy mam tu jeszcze po co pisać,ale podobnie jak po artykule „Ustach
        Kościoła” chciałabym się podzielić na forum kilkoma przemyśleniami na temat
        artykułu.
        Przede wszystkim trochę mi opadła kopara ,ze o. Bartoś pisze komentarz do
        komentarzy. Ktoś kto jest pewny swych poglądów, uważa je za prawdę tak nie
        determinuje swoich postaw komentarzami „rutyniarzy”;), którzy „nie chcą szukać
        nowych sposobów wyrażania prawd religijnych”;). Tak więc piszę teraz
        komentarz do komentarza komentarzy artykułu;)
        Nie bardzo wiem, czy o.Bartosiowi w końcu chodzi o „sposób wyrażania tych
        samych prawd religijnych” czy chodzi o zupełnie inne „prawdy”. W „Ustach
        Kościoła” miałam wrażenie,że chodzi o zupełnie inne „prawdy”,a nie jedynie o
        sposób ich wyrażania. Wiec jak? Poza tym chodzi o błędy Kościoła w Polsce czy
        w ogóle, bo w art.„Usta Kościoła” mam wrażenie były atakowane prawdy
        teologiczne katolickie, a nie sposób ich wyrażania w Polsce. Mam wrażenie,że o.
        Tadeusz trochę wycofuje się tutaj z wcześniejszych poglądów, mówiąc ,ze tylko
        chciał te same prawdy ubrać w inne słowa. Ale przecież tak nie jest – w
        artykule „Usta Kościoła” atakowane były zarówno posłuszeństwo, czystość,
        niektóre dogmaty( a ja nawet napiszę,że w ogóle całe przesłanie ewangeliczne)
        nie mówiąc już o samym powołaniu zakonnym ,które dla o. Bartosia jest
        przeżytkiem „skrojonym na średniowiecznych”.
        Wprawdzie teologii jest rzeczywiście wiele, ale katolicyzm nie polega na suchym
        religioznawstwie, i szukaniu jakiegos kompromisu i złotego środka miedzy
        róznymi religiami, ale na żywej relacji z Chrystusem i uznaniem Go za Prawde,
        Droge i Zycie ze względu na doświadczenie Jego działania w swoim życiu, a nie
        za jedną z możliwych ścieżek doskonalenia duchowego (co nie znaczy ,że innych
        religii nie ma,ale my wierzymy i doświadczamy ,ze prawda jest w
        Chrystusie).Oczywiście, że sam Bóg złożył w nasze serca pragnienie Absolutu i
        stworzył nas do życia wiecznego, tak wiec człowiek naturalnie stworzony jest do
        religijnosci i szuka Boga w rózny sposob, ale pytanie: gdzie objawiła i
        objawia nam się Prawda? Powiem więcej: gdzie objawia się Prawda o. Tadeuszowi?
        Czy chodzi mu o doświadczenie Boga żywego w swoim życiu czy tylko o rozwój
        swojej duchowości, a nawet nie duchowości,a jedynie intelektu na fundamencie
        religijnosci? Czyli w sumie chodzi tu o Boga czy o
        doskonalenie ,samorealizację własnego „ja”, bo to nie to samo, a często wrecz
        cos w przeciwnym kierunku.
        To co kieruje nas na „ego” często odrywa nas od Boga i tym samym od Prawdy.
        Sama wiedza jest dobra, pożyteczna,ale sama ona nie starcza do zbawienia. 1
        List do Koryntian mówi ,że „wiedza” jest tylko „częściowa” i ,że zabraknie jej
        w drodze do Boga. Na poziomie intelektu nie dosięgniemy więc Boga. Boga można
        poznać i doświadczyc jedynie na poziomie „wiary, nadziei i miłosci” bo one
        trwać będą wiecznie. Mam za to wrazenie,ze o. Tadeusz dość pogardliwie odnosi
        się do ludzi ,którzy może nie maja zbyt wielkiej wiedzy, ale za to posiadają
        wiarę-żywa relacje z Bogiem, która daje prawdziwa mądrość w odróżnieniu od
        mądrości ziemskiej (Jk, 3-13-17?). Stąd mam wrażenie takie słowa
        tak „rutyna” „tradycja” kojarzą się o. Bartosiowi ze złem i fałszem. Mam
        wrażenie,że wszystko co nowe na „rynku teologicznym” jest przez niego
        bezkrytycznie(twierdze ,że bezkrytycznie bo trudno było mi doszukac się w
        artykule „Usta... „jakichś ciekawych argumentów) powielane i powtarzane-bo jego
        poglądy są spójne z wieloma byłymi księzmi i byłymi chrzescijanami,którzy
        często z wiara nie maja już nic wspólnego albo bładza dzis w swoim bezpłodnym
        indywidualiźmie. W artykule „usta Koscioła” nie wygladało mi to na jakieś nowe,
        piekne spojrzenie na teologie, pogłębianie dogmatów, ale na zwykła próbę
        przyjaźni z „tym” światem,a nawet z grzechem. Czy o. Bartos zdaje sobie
        sprawę ,ze przyjaźń z tym światem jest nieprzyjaźnią z Bogiem?
        Że nie da się wybrać zarówno jednej jak i drugiej drogi?Ze Kościół jest znakiem
        sprzeciwu a nie kompromisu z tym światem? Że Słowo Boże jest stałe, a nie
        zmienne i nie „dostosowuje” się do coraz to nowych grzechów i pomysłów ludzkich
        na zycie bez Boga? Jeśli chodzi o samą wiedzę sam św. Tomasz z Akwinu pod
        koniec życia poprosił Boga aby ten zabrał mu całą dotychczasowa wiedze,jakby
        mając do niej duży dystans i wiedząc co jest w życiu najwazniejsze, i
        rzeczywiscie Bóg zabrał mu cała wiedze,a pozostawił jedynie znajomość Słowa
        Bozego- samego Boga. Trzeba dobrze przypatrzeć się ,co z Tomasza zrobiło
        świętego, bo na pewno nie sama wiedza i poszukiwania teologiczne- to jest
        dostepne dla każdego, nawet bez Boga,a nawet w opozycji do Boga. Poza tym nie
        wiem czy św. Tomasz walczył z moralnością ,chyba to jego rozwjanie teologii
        polegało na czymś innym niż u o. Tadeusza;) Tak więc nie robiłabym z siebie
        przedwcześnie meczennika, ludzie cierpia z powodu Koscioła ale rózne są
        przyczyny cierpienia: jedni cierpią bo spotykają się z ostrożnością Kościoła
        (ale w końcu dzieki samemu Bogu zwyciążaja,a własciwie Bóg zwycięża) a inni bo
        spotykaja się z Kosciołem jako znakiem sprzeciwu wobec ich własnych grzechów i
        zła. To trzeba rozróżnić...
        Na marginesie przemyslałam to co probuje zasugerowac w „Ustach Kościoła’o.
        Bartos na temat homoseksualizmu. Po przemyśleniu wydaje mi się ,że chodzi mu o
        to,że skoro człowiek rodzi się z homoseksualizmem to znaczy, ze Bóg go pochwala
        i człowiek nie ma tu ograniczen w zyciu. Otóż ludzie rodza się z roznymi
        ułomnościami: niektorzy rodza się niepełnosprawni, chorzy psychicznie czy
        wrecz niebezpieczni w swój chorobie dla otoczenia. Ja urodziłam się w duża wada
        wzroku, dlatego nie pcham się do kierowania pojazdów. Tak samo ci, którzy
        urodzili się „z łona matki niezdolni do małzeństwa” musza zyc w czystości.
        Ludzi rodzą się i zyja z róznymi krzyżami,ale czy będą je nosic na wzór
        Chrystusa czy odzucac, na wzor tego świata to już wybór człowieka a nie przymus
        Boga. „Stawiam przed toba życie i smierć” mówi Bóg, a ty masz dokonać wyboru
        wsród tego w czym cie postawiłem. Te miejsca naznaczone krzyżem i trudnosciami
        są jednoczesnie dla człowieka błogosławienstwem ,słabością w której może
        doskonalic się Bóg i w którym możemy poznac Jego łaskę. Przypomne jeszcze ,ze
        zamysłem Boga było stworzenie kobiety i męzczyzny do związku, co przypomina
        Jezus w momencie tłumaczenia zakazu rozwodów „Ale na początku inaczej było. Na
        poczatku stworzył Bóg kobiete i męzczyne” itd. Homoseksualizm jest traktowny
        przez Biblie jako grzech( chodzi oczywiście o aktywność homoseksualna czyli o
        to co jest dobrowolne i świadome). Dobrze ktos tu już napisał,ze o. Bartos
        oscyluje wokół naturalizmu, który sprzeczny jest z istnieniem łaski Bożej.
        Poza tym: w artykule o teologii ,jak i poprzednim wydaje mi się ,ze został
        zrobiony duży błąd. Otóż zawiłych prawd teologicznych ,zwłaszcza jak się o nich
        chce mówic,jak to utrzymuje o .Bartos, w nowatorski sposób nie pisze się w
        kilku zdaniach na łamach GW! Niebezpiecznym jest upraszczanie i skracanie
        niektórych wypowiedzi i myśli. Dajmy taki przykład:
        1.„ten facet nie pracuje” 2.”ten facet nie pracuje w niedziele”
        Pierwsze zdanie jest skrótem drugiego, ale jak inaczej brzmi, własciwie kłoci
        się z pierwszym,parwda? Dlatego tez uwazam, że o. Bartoś wybrał sobie nie
        najlepsze miejsce i sposób „głoszenia” (Słowo Boze można głosić każdemu i
        wszedzie,ale nie to robi o. Bartoś, bo gdzie tu Słowo Boże ?). Mam niestety
        jakieś dziwne wrazenie, że chodzi o zrobienie szumu wokół siebie,a nie o jakies
        nowe
        • mika74 Re: weny twórczej c.d;) 05.03.06, 20:46
          Dlatego tez dziwi mnie jego zdziwienie,że jego artykuł wywołał irytacje.
          Oczywiście ,że TAKI sposób głoszenia i podawania kontrowersyjnych poglądów :
          skrótowy, niedokładny, negujący niektóre rzeczy bez podania argumentacji - jest
          nie do przyjecia i nawet powinien wywoływac irytację. Jezus także irytował
          się,gdy słyszał głupoty wypowiadane przez swych uczniów. Mam tez wrażenie ,że
          troche o. Bartoś(może nieswiadomie ?) próbuje sprowokowac przełozonych i innych
          katolików aby mieć kiedys pretekst do odejścia. Nie chce mieć poczucia
          winy ,więc zawsze można zwalic wine za swoje odejcie na innych, na Kościół, na
          przełożonych itd. „ To nie ja zgszeszyłem to ona dała mi jabłko”- odwieczne
          zrzucanie winy na innych wciąż ma miejsce i to widac po wielu wypowiedziach w
          tym watku.
          Mysle,że przy uproszeniach i skrótach w artykule opacznie można zrozumiec
          zarówno mówienie o Eucharystii, jak i o maryjności. Nie jestem teologiem ale
          jest rzecza zadziwiajacą,ze ludzie głęboko zaangażowani w zycie Koscioła, a
          potem odchodzacy od Kościoła, i ci, którzy staja się „wierzący-
          niepraktykujacy” ,atakują zawsze dwie rzeczy: Eucharystie i duchowość maryjna:
          bardzo często zaczyna się od zaniedban i negacji własnie Eucharystii i
          maryjności.To nawet dość ciekawe „zjawisko”...
          Przypatrze się jeszcze co na temat obecności Jezusa w Euchrystii pisze o.
          Bartoś. Najpierw mówi: „Katolicy więc chcąc bronic realnej obeności Chrystusa w
          Eucharystii uciekają się do jedynego dostepnego w ich wyobraźni modelu
          obecności relanej: realnosci materialnej.Stąd moje stwierdzenie,ze obecnośc ta
          nie ma charakteru fizycznego obudziła czujnośc i oburzenie” ,a potem „Możliwe
          jest jednak wyrazanie obecności o wiele intensywnej niż tylko fizyczna”. Więc
          jak : najpierw o. Bartos przyznaje się,że zanegował obecnośc fizyczna,a n a tu
          mowi, ze jest to obecnośc więcej niż fizyczna. Wiec jest także fizyczna czy
          nie? Powietrze składa się z tlenu, choc jest czyms więcej,ale tlen nadal
          wchodzi w jego skład.
          Poza tym o,tadeusz się nie chwali jak wiele czasu spędza na cichej adoracji
          NS?? Jakos dziwne byłoby pisac i rozwazac na powyzszy temat bez osobistego,
          głebokiego i stałego doświadczenia w tej dziedzinie...
          Poza tym drugie zjawisko: odchodzenie od Słowa Bozego bądź też wybiórcze
          traktowanie go. Co do wybiórczego traktowania Pisma św. pozwole sobie
          zauwazyc ,że szatan kusił Jezusa na pustynie Słowem Bozym, ale Jezus te mówione
          przez szatana półprawdy dopełniał innymi cytatami Pisma sw. wskazując na cała
          prawde. Wsród wielu nowoczesnych teologów albo trudno w ogole usłyszec cos na
          temat Słowa Bożego, z którego przeciez wywodzi się cała teologia(przeciez
          WSZYSTKO stało się przez Słowo),albo wybiórcze go traktowanie, co niekoniecznie
          może być wynikiem działania dobrego ducha. O.Tadeusz wprawdzie pisze,że Litera
          zabija Ducha,ale ja się pytam: jakiego ducha? Jezus dzięki literze walczy na
          pustyni z „duchem”-jakby nie było!;) Poza tym Jezus nie znosi litery ,ale
          tchnie w człowieka swego Ducha aby ten potrafił ja interpretowac. Litera bez
          Ducha św. może powodowac opaczne jej zrozumienie,a człowiek niepokorny tzn. nie
          znajacy swojej grzesznosci i upadków i nie doświadczający tym samym łaski Boga
          nie jest zdolny do przyjecia tego Ducha. Taki człowiek jest starym bukłakiem do
          którego chce wlewac nowe wino. Nie wiem czy to jest ten przypadek,ale znam
          troche przypadków ludzi pozornie głeboko zyjących zyciem duchowym, zyjacych
          przykazaniami, wielkich radykałow, czasem z wielka wiedza teologiczną, którzy
          jednak zyja literą,a nie duchem. W koncu w któryms momencie zycia Bóg chyba
          lituje się nad nimi i daje i m poznac swoja słabośc, grzeszność, daje poznac,że
          bez pomocy Boga nie potrafia zyc dobrze i nie grzeszyc. Wiele osób w takim
          wypadku zamiast uznac swoja grzesznosc, upadek i stawac się pokornymi,
          przyjmowac łaske Boga („tam gdzie grzech tam jeszcze bardziej rozlewa sie
          łaska”) jest tak przyzwyczajonymi do swojej „doskonałości”, że zaczynają tak
          manipulowac Słowem Bozym i widziec wszedzie problem tylko nie w sobie, aby
          tylko uznawac siebie dalej za doskonałego. Tak wiec próbuja nawet nagiąc Słowo
          Boże i prawde do swoich grzechów. A przeciez uznanie swojej grzesznosci i
          słabości jest kluczem do doświadczenia Boga ( Kazanie na górze Mt 5, 1-...).
          Czy aby mówic o Duchu nie trzeba zaczac własnie od tego? Mam wrażenie ,że o.
          Bartos zył przez swoje zycie Literą, dusił się w przykazaniach, których nie
          rozumiał i walczył z grzechem własnymi siłami. Chyba analogicznie wielu ludzi,
          byłych katolików ,którzy tu się wypowiadaja wpadłoi w ten sam problem: skoro
          oni nic nie rozumieli z przykazan i nie poznali Boga,a jedynie litere prawa,
          która ich tłamsiła,(a więc odeszli z Kościoła,a czasem od Boga) to mysla,że
          ci ,którzy zostali w Kościele zyja tak jak oni zyli: w niewolnictwie,
          niezrozumieniu i bezmyslnosci. Tak jak uczniowie ,którzy nie radza sobie w
          szkole odchodza z niej i kończa w OHAPie mysla,ze ci, którzy koncza
          Uniwersytety dostali się tam przypadkiem albo po znajomosci, bo tez nie maja
          żadnej wiedzy. Oczywiście zartuje ,ale analogia mogłaby taka być. Tak więc
          o.Tadeusz widząc to teraz próbuje ,mam wrazenie, wmówic innym,że oni
          prawdopodobnie także zyja jak niewolnicy i nic nie rozumieją z wymagan ,które
          im stawia Kościół. Ale tu nie ma racji, bo wymagania ewangeliczne i krzyze z
          tym związane są słodkim brzemieniem, i radościa dla tych ,którzy zyją w
          Chrystusie własnie z Ducha,a zyja tak bo sa pokorni czyli potrafią życ nie
          swoja ,ale Boża mocą i siłą. I ci dopiero posiadaja prawdziwa madrość i
          prawdziwe poznanie i zrozumienie swojej wiary a wsród nich sa i tacy, którzy
          dzieki także posiadanej wiedzy(która sama nie wystaRczy) rozumnie potrafia
          rozwijąc i zglebiac ,a raczej poglebiac teologię. Nowe wino wlew się bowiem do
          nowym bukłaków,a nie do starych. Nie chce rozwijąc wątków krzyża w zyciu
          ludzkim,zapieranie się własnego życia , o tym pisałam już na forum do
          artykułu „Usta” ,ale warto sobie przypomnieć co Jezus mówi do Piotra, gdy ten
          chce zyc z Chrytusem ,ale nie tym ukrzyzowanym, kiedy życie ucznia Chrystusa
          chce widziec bez krzyza i wymagan , kiedy mówi do Jezusa”Nie przyjdzie to na
          Ciebie”, a potem wypowiedź Jezusa ,który mówi „Nie będziesz mogł ze mna mieć
          udziału dopóki...” Mam wrazenie,że o. Bartos boi się tych słów zwiazanych z
          trudnościami, wymaganiami,a wreszcie w tym co kojarzy się z paschą, ze wrecz
          gorszy go krzyż i chce stworzyć teologie łatwą, gładką i przyjemną ,a wrecz
          subiektywna i indywidualna dla kazdego wg subiektywnych upodoban.I może dlatego
          spotyka go poparcie tych, którzy może nie odeszli by od Boga gdyby mowa Boga
          nie była taka „twarda”, gdyby nie musieli sprzedawac „wszystkich swoich
          posiadłości” dla życia wiecznego i „tracić swego życia aby zachować
          je”.Oczywiście bez Boga i wejścia w pasche to jest niemozliwe.
          Chciałabym na poparcie tego co napisałam przytoczyć ten fragment listu do
          Koryntian, który bardzo mi się kłoci z tym kierunkiem który obrał sobie o.
          Bartoś:
          1 Kor 1,17- 2,16.

          Popre za to jedno zdanie,które o. Bartoś powiedział bardzo trafnie” Gazeta” nie
          jest periodykiem teologicznym ,a teologie rozwija się ostatecznie we wspólnocie
          i dzieki w wspólnocie (już nie mówiąc o tym ,że w duchu jedności, bo Bóg i jego
          łaska tam gdzie szukanie miłości i wspólne szukanie prawdy),a myślę( i wiem),ze
          w Kosciele polskim wiele jest teologów pragnących rozwijać teologię i
          otwartych na dialog. I raczej nie pisuja oni i nie szukają poparcia wsród
          niedomówień, uproszeczeń wśród ludzi nie znających teologii i którzy swojej
          wiary nie zaczeli jeszcze rozwijać. Więc proponuje o,.Tedeuszowi i takim jak on
          poszukac jakiegoś roz
          • wojtek_2000 krótko 07.03.06, 02:21
            Fajnie piszesz, ciekawe argumenty; o oddziaływaniu wiary i rozumu napisałem to
            i owo na poprzedniej stronie, to teraz bardzo ciekawy nurt badań teologicznych
            i filozoficznych, być może bardziej owocny niż odwoływanie się do myśli Paula
            Ricoeur; o nim pisał już dawno temu ks. Tischner, miał na ten temat nawet cały
            cykl audycji w Radiu (to było pewnie jakieś 15-20 lat temu). Może lepiej i
            ciekawiej byłoby teraz poczytać i posłuchać czegoś o Popperze, czy
            Wittgensteinie...

            > potem odchodzacy od Kościoła, i ci, którzy staja się „wierzący-
            > niepraktykujacy” ,atakują zawsze dwie rzeczy: Eucharystie i duchowość mar
            > yjna:

            często zaczyna się jednak niestety od sakramentu pokuty; coś na ten temat
            wiem...

            Tak krytykując ojca Bartosia (który w zeszłą środę pięknie posypywał popiołem
            głowę wiernych w kościele na Freta), nie zapominajmy, żeby się za niego
            pomodlić; abyśmy nie stali się podobni do "tego, co dniem i nocą oskarża braci
            naszych przed Bogiem naszym" (Ap 12:10e; Hi 1:6-12; 2:1-6). Pozdrowienia ze
            wsi, w.
            • mika74 Re: krótko 10.03.06, 21:23
              wojtek_2000 napisał:

              > Fajnie piszesz, ciekawe argumenty; o oddziaływaniu wiary i rozumu napisałem
              to
              > i owo na poprzedniej stronie, to teraz bardzo ciekawy nurt badań
              teologicznych
              > i filozoficznych, być może bardziej owocny niż odwoływanie się do myśli Paula
              > Ricoeur; o nim pisał już dawno temu ks. Tischner, miał na ten temat nawet
              cały
              > cykl audycji w Radiu (to było pewnie jakieś 15-20 lat temu). Może lepiej i
              > ciekawiej byłoby teraz poczytać i posłuchać czegoś o Popperze, czy
              > Wittgensteinie...
              >
              > > potem odchodzacy od Kościoła, i ci, którzy staja się „wierzący-
              > > niepraktykujacy” ,atakują zawsze dwie rzeczy: Eucharystie i duchowo
              > ść mar
              > > yjna:
              >
              > często zaczyna się jednak niestety od sakramentu pokuty; coś na ten temat
              > wiem...
              >
              > Tak krytykując ojca Bartosia (który w zeszłą środę pięknie posypywał popiołem
              > głowę wiernych w kościele na Freta), nie zapominajmy, żeby się za niego
              > pomodlić; abyśmy nie stali się podobni do "tego, co dniem i nocą oskarża
              braci
              > naszych przed Bogiem naszym" (Ap 12:10e; Hi 1:6-12; 2:1-6). Pozdrowienia ze
              > wsi, w.

              Masz racje ,choć, mam nadzieję, nie porównuję sie z nikim,a juz na pewno z tymi
              co sobie zagmatwali, bo sama różnymi drogami w życiu chodziłam i wiem o co
              chodzi.
              Pozdrawiam,buziaki:)
              ps. u Was tez tyle śniegu???
        • mika74 Re: weny twórczej c.d;) 05.03.06, 20:46
          Dlatego tez dziwi mnie jego zdziwienie,że jego artykuł wywołał irytacje.
          Oczywiście ,że TAKI sposób głoszenia i podawania kontrowersyjnych poglądów :
          skrótowy, niedokładny, negujący niektóre rzeczy bez podania argumentacji - jest
          nie do przyjecia i nawet powinien wywoływac irytację. Jezus także irytował
          się,gdy słyszał głupoty wypowiadane przez swych uczniów. Mam tez wrażenie ,że
          troche o. Bartoś(może nieswiadomie ?) próbuje sprowokowac przełozonych i innych
          katolików aby mieć kiedys pretekst do odejścia. Nie chce mieć poczucia
          winy ,więc zawsze można zwalic wine za swoje odejcie na innych, na Kościół, na
          przełożonych itd. „ To nie ja zgszeszyłem to ona dała mi jabłko”- odwieczne
          zrzucanie winy na innych wciąż ma miejsce i to widac po wielu wypowiedziach w
          tym watku.
          Mysle,że przy uproszeniach i skrótach w artykule opacznie można zrozumiec
          zarówno mówienie o Eucharystii, jak i o maryjności. Nie jestem teologiem ale
          jest rzecza zadziwiajacą,ze ludzie głęboko zaangażowani w zycie Koscioła, a
          potem odchodzacy od Kościoła, i ci, którzy staja się „wierzący-
          niepraktykujacy” ,atakują zawsze dwie rzeczy: Eucharystie i duchowość maryjna:
          bardzo często zaczyna się od zaniedban i negacji własnie Eucharystii i
          maryjności.To nawet dość ciekawe „zjawisko”...
          Przypatrze się jeszcze co na temat obecności Jezusa w Euchrystii pisze o.
          Bartoś. Najpierw mówi: „Katolicy więc chcąc bronic realnej obeności Chrystusa w
          Eucharystii uciekają się do jedynego dostepnego w ich wyobraźni modelu
          obecności relanej: realnosci materialnej.Stąd moje stwierdzenie,ze obecnośc ta
          nie ma charakteru fizycznego obudziła czujnośc i oburzenie” ,a potem „Możliwe
          jest jednak wyrazanie obecności o wiele intensywnej niż tylko fizyczna”. Więc
          jak : najpierw o. Bartos przyznaje się,że zanegował obecnośc fizyczna,a n a tu
          mowi, ze jest to obecnośc więcej niż fizyczna. Wiec jest także fizyczna czy
          nie? Powietrze składa się z tlenu, choc jest czyms więcej,ale tlen nadal
          wchodzi w jego skład.
          Poza tym o,tadeusz się nie chwali jak wiele czasu spędza na cichej adoracji
          NS?? Jakos dziwne byłoby pisac i rozwazac na powyzszy temat bez osobistego,
          głebokiego i stałego doświadczenia w tej dziedzinie...
          Poza tym drugie zjawisko: odchodzenie od Słowa Bozego bądź też wybiórcze
          traktowanie go. Co do wybiórczego traktowania Pisma św. pozwole sobie
          zauwazyc ,że szatan kusił Jezusa na pustynie Słowem Bozym, ale Jezus te mówione
          przez szatana półprawdy dopełniał innymi cytatami Pisma sw. wskazując na cała
          prawde. Wsród wielu nowoczesnych teologów albo trudno w ogole usłyszec cos na
          temat Słowa Bożego, z którego przeciez wywodzi się cała teologia(przeciez
          WSZYSTKO stało się przez Słowo),albo wybiórcze go traktowanie, co niekoniecznie
          może być wynikiem działania dobrego ducha. O.Tadeusz wprawdzie pisze,że Litera
          zabija Ducha,ale ja się pytam: jakiego ducha? Jezus dzięki literze walczy na
          pustyni z „duchem”-jakby nie było!;) Poza tym Jezus nie znosi litery ,ale
          tchnie w człowieka swego Ducha aby ten potrafił ja interpretowac. Litera bez
          Ducha św. może powodowac opaczne jej zrozumienie,a człowiek niepokorny tzn. nie
          znajacy swojej grzesznosci i upadków i nie doświadczający tym samym łaski Boga
          nie jest zdolny do przyjecia tego Ducha. Taki człowiek jest starym bukłakiem do
          którego chce wlewac nowe wino. Nie wiem czy to jest ten przypadek,ale znam
          troche przypadków ludzi pozornie głeboko zyjących zyciem duchowym, zyjacych
          przykazaniami, wielkich radykałow, czasem z wielka wiedza teologiczną, którzy
          jednak zyja literą,a nie duchem. W koncu w któryms momencie zycia Bóg chyba
          lituje się nad nimi i daje i m poznac swoja słabośc, grzeszność, daje poznac,że
          bez pomocy Boga nie potrafia zyc dobrze i nie grzeszyc. Wiele osób w takim
          wypadku zamiast uznac swoja grzesznosc, upadek i stawac się pokornymi,
          przyjmowac łaske Boga („tam gdzie grzech tam jeszcze bardziej rozlewa sie
          łaska”) jest tak przyzwyczajonymi do swojej „doskonałości”, że zaczynają tak
          manipulowac Słowem Bozym i widziec wszedzie problem tylko nie w sobie, aby
          tylko uznawac siebie dalej za doskonałego. Tak wiec próbuja nawet nagiąc Słowo
          Boże i prawde do swoich grzechów. A przeciez uznanie swojej grzesznosci i
          słabości jest kluczem do doświadczenia Boga ( Kazanie na górze Mt 5, 1-...).
          Czy aby mówic o Duchu nie trzeba zaczac własnie od tego? Mam wrażenie ,że o.
          Bartos zył przez swoje zycie Literą, dusił się w przykazaniach, których nie
          rozumiał i walczył z grzechem własnymi siłami. Chyba analogicznie wielu ludzi,
          byłych katolików ,którzy tu się wypowiadaja wpadłoi w ten sam problem: skoro
          oni nic nie rozumieli z przykazan i nie poznali Boga,a jedynie litere prawa,
          która ich tłamsiła,(a więc odeszli z Kościoła,a czasem od Boga) to mysla,że
          ci ,którzy zostali w Kościele zyja tak jak oni zyli: w niewolnictwie,
          niezrozumieniu i bezmyslnosci. Tak jak uczniowie ,którzy nie radza sobie w
          szkole odchodza z niej i kończa w OHAPie mysla,ze ci, którzy koncza
          Uniwersytety dostali się tam przypadkiem albo po znajomosci, bo tez nie maja
          żadnej wiedzy. Oczywiście zartuje ,ale analogia mogłaby taka być. Tak więc
          o.Tadeusz widząc to teraz próbuje ,mam wrazenie, wmówic innym,że oni
          prawdopodobnie także zyja jak niewolnicy i nic nie rozumieją z wymagan ,które
          im stawia Kościół. Ale tu nie ma racji, bo wymagania ewangeliczne i krzyze z
          tym związane są słodkim brzemieniem, i radościa dla tych ,którzy zyją w
          Chrystusie własnie z Ducha,a zyja tak bo sa pokorni czyli potrafią życ nie
          swoja ,ale Boża mocą i siłą. I ci dopiero posiadaja prawdziwa madrość i
          prawdziwe poznanie i zrozumienie swojej wiary a wsród nich sa i tacy, którzy
          dzieki także posiadanej wiedzy(która sama nie wystaRczy) rozumnie potrafia
          rozwijąc i zglebiac ,a raczej poglebiac teologię. Nowe wino wlew się bowiem do
          nowym bukłaków,a nie do starych. Nie chce rozwijąc wątków krzyża w zyciu
          ludzkim,zapieranie się własnego życia , o tym pisałam już na forum do
          artykułu „Usta” ,ale warto sobie przypomnieć co Jezus mówi do Piotra, gdy ten
          chce zyc z Chrytusem ,ale nie tym ukrzyzowanym, kiedy życie ucznia Chrystusa
          chce widziec bez krzyza i wymagan , kiedy mówi do Jezusa”Nie przyjdzie to na
          Ciebie”, a potem wypowiedź Jezusa ,który mówi „Nie będziesz mogł ze mna mieć
          udziału dopóki...” Mam wrazenie,że o. Bartos boi się tych słów zwiazanych z
          trudnościami, wymaganiami,a wreszcie w tym co kojarzy się z paschą, ze wrecz
          gorszy go krzyż i chce stworzyć teologie łatwą, gładką i przyjemną ,a wrecz
          subiektywna i indywidualna dla kazdego wg subiektywnych upodoban.I może dlatego
          spotyka go poparcie tych, którzy może nie odeszli by od Boga gdyby mowa Boga
          nie była taka „twarda”, gdyby nie musieli sprzedawac „wszystkich swoich
          posiadłości” dla życia wiecznego i „tracić swego życia aby zachować
          je”.Oczywiście bez Boga i wejścia w pasche to jest niemozliwe.
          Chciałabym na poparcie tego co napisałam przytoczyć ten fragment listu do
          Koryntian, który bardzo mi się kłoci z tym kierunkiem który obrał sobie o.
          Bartoś:
          1 Kor 1,17- 2,16.

          Popre za to jedno zdanie,które o. Bartoś powiedział bardzo trafnie” Gazeta” nie
          jest periodykiem teologicznym ,a teologie rozwija się ostatecznie we wspólnocie
          i dzieki w wspólnocie (już nie mówiąc o tym ,że w duchu jedności, bo Bóg i jego
          łaska tam gdzie szukanie miłości i wspólne szukanie prawdy),a myślę( i wiem),ze
          w Kosciele polskim wiele jest teologów pragnących rozwijać teologię i
          otwartych na dialog. I raczej nie pisuja oni i nie szukają poparcia wsród
          niedomówień, uproszeczeń wśród ludzi nie znających teologii i którzy swojej
          wiary nie zaczeli jeszcze rozwijać. Więc proponuje o,.Tedeuszowi i takim jak on
          poszukac jakiegoś roz
          • nick3 Na to należy się dobrze napisana odpowiedź:) 08.03.06, 02:37
            Bo - masz rację - tak do tej pory chrześcijaństwo przeważnie wyglądało. Czy
            jednak jest to jego postać ostateczna i niezmienna ("do skończenia świata")?
            Czy przesłanie chrześcijańskie jest takie, jak zdają się mówić fragmenty
            biblijne, które przytoczyłaś, w ich zwyczajowej interpretacji?

            Można niebezzasadnie wierzyć, że - nie.
            • mika74 Re: Na to należy się dobrze napisana odpowiedź:) 10.03.06, 21:46
              nick3 napisał:

              > Bo - masz rację - tak do tej pory chrześcijaństwo przeważnie wyglądało. Czy
              > jednak jest to jego postać ostateczna i niezmienna ("do skończenia świata")?
              > Czy przesłanie chrześcijańskie jest takie, jak zdają się mówić fragmenty
              > biblijne, które przytoczyłaś, w ich zwyczajowej interpretacji?
              >
              > Można niebezzasadnie wierzyć, że - nie.

              Tak, ale warto przyjrzeć się jakie sa podstawy i intencje tej wiary o której na
              końcu piszesz. Tzn. w kogo i komu wierzysz i do czego dąrzysz,jakie sa Twoje
              intencje w poszukiwaniach. To na początek.
              Bo moze byc tak,ze człowiek nie szuka Prawdy, a jedynie chce potwierdzenia
              własnych postaw życiowych, w ten sposób do obiektywnej prawdy nie dojdzie. Do
              obiektywnej Prawdy którą jest Bóg.
              Wydaje mi się także ,ze nie trzeba przesadzac z tą rożnorodnością interpretacji
              biblijnych. Jezus mówił do zwykłych ludzi, niewykształconych, nie znających
              pisem, a jednak dał im głebokie poznanie prawdy: Mt 16,13-19.
              Oczywiscie są i tacy ,ktorzy zdanie :"wynieś smieci" zinterpretuja
              jako: "usiadz przed telewizorem" ,ale własnie dlatego potrzeba tu dużej
              uczciwości,prawdy o sobie, wspołpracy z innymi (wspólnotowości po
              prostu) ,życiowej, dobrze rozumianej pokory. Nie dziele poznanie Słowa Bożego
              (Boga!) na dawne(dla Ciebie gorsze?) i współczesne, które nie wiem czemuż ma
              byc lepsze? Dziele na te interpretowane z Ducha i te z Litery, choć te z Litery
              można interpretowac w dowolny(dla samego siebie!) sposób,a wiec zupelnie
              nieobiektywny. A nie ma wielu prawd jak i nie ma wielu róznych bogów.Jest jedna
              Prawda,jeden Bóg i jedno Jego Słowo. W dodatku Słowo,które sobie nie może
              wzajemnie w róznych fragmentach i teoriach przeczyć. Bóg sam sobie nie może
              przeczyć.
              Natomiast w wielu współczesnych "teologiach" takie wybiórcze traktowanie Pisma
              św, lub zupelne ignorowanie go można zauważyć. Jest to tworzenie Boga ,a
              raczej "boga", który najbardziej w zyciu by mi odpowiadał i nad ktorym miał(a)
              bym kontrolę i władzę. Który spełniał by tez moje potrzeby, zapatrywania i
              wypełniał moją własną wolę. Wydaje mi sie ,ze dość dużo ostatnio w Kościele
              jest uczniów "idacych do Emaus" rozczarowanych, bo spodziewali się,że "On
              wyzwoli Izraela".
              Bez wiernego i pokornego poznawania Boga ,bez Ducha "ktory doprowadzi nas do
              pełni prawdy" we wspólnocie i jedności(nie chodzi o formalną jedność),
              teologiczne rozważania sa tylko naiwną paplaniną...
              Pozdrawiam ciepło. Mika
    • joanna0001000 Re: Teologia to nie skała 09.03.06, 14:44
      Przeczytawszy wszystkie wypowiedzi nicka 3 można byłoby zacytować jako motto
      fragment wiersza KI Gałczyńskiego: ,,sen wariata śniony nieprzytomnie”.
      Zastanowiwszy się jednak nad całością dostrzega się dobrze przemyślaną
      doktrynę religijną. Oto jej składniki:

      - brak Boga żywego, osobowego, a więc Boga takich religii jak judaizm ,
      mahometanizm i chrześcijaństwo,
      - zabranie Boga człowiekowi i Bogu człowieka , ze wszystkimi wartościami po obu
      stronach,
      -otoczenie pustką Stwórcę i Stworzenie,
      - zapełnienie tej pustki przez tzw, „ sumienie zbiorowe” i kolejne wcielenia bytu
      - ogołocenie człowieka z wartości duchowych, a tym samym zrealizowanie
      odwiecznego dyktatu Szatana, który człowieka chciał mieć właśnie takim - bez
      wartości duchowych.

      Było to i nadal jest przedmiotem walki Szatana z Bogiem - spór oczłowieka.


      ,Sumienie zbiorowe”, czyli świadomość społeczeństwa, ma być ukształtowana
      przez teologów postępu, którzy na czarne powiedzą białe, a na białe czarne. Nie
      wolno inaczej, bo się nie szanuje praw człowieka, zgodnie z systemową zasadą
      relatywizmu.


      Prawa człowieka, które odmawiają praw innym, ograniczają je do wybranego
      systemu wartości, a właściwie antywartości, bo tylko one mają się liczyć w
      świetle nowej doktryny religijnej, która z chrześcijaństwem nie ma nic wspólnego.


      Cała ta zawierucha wokół mniejszości seksualnych idzie w tym kierunku, aby
      terroryzować, męczyć społeczeństwo, które chciałoby funkcjonować spokojnie, bez
      napięć tego typu, co gorsza, wmawia się mu jak żydowi chorobę brak tolerancji.


      Inne rodzaje terroru. Jesteś wierna nauce Kościoła, to i tak jesteś głupia,
      choćbyś miała stopień naukowy, pytam to nie terror.? Albo, masz tradycyjne
      poglądy na rodzinę: ,, jesteś osobnikiem mniej wartościowym”, pytam po raz
      kolejny: nie jest to terror?

      To jest w wypowiedziach ,,nicka”.

      Manipulowanie ,,sumieniem zbiorowym”, a właściwie świadomością społeczną w
      dobie globalizacji jest niebezpieczne, a jednocześnie niebywale proste.


      Kreując osobiscie obraz świata ,,wielcy prorocy religii uniwersalnej” tłuumaczą
      to kolejną metamorfozą, doskonalszym wcieleniem bytu. Choć byłoby to już samo
      dno, na które upadł człowiek, powiedzą, że w tym błocie jest dość przyjemnie.

      • wojtek_2000 antropomorfizmy i moherowe porządki 14.03.06, 23:32
        słuchaj, myślę, że Nicky-Tree to jakieś jeszcze młode, poczciwe pacholę; no bo
        jak inaczej można tłumaczyć to naiwne, antropomorficzne wyobrażenie Boga: hę,
        Bóg "we wzajemnej interakcji", a więc zależny od czasu - istotnie stąd już
        blisko do nietzschańskiego "Bóg umarł" (ale za to, proszę państwa, mamy
        Zaratustrę); albo to beztroskie mylenie dwóch porządków - formalnego i
        ontologicznego (bytu) - w apoteozie kultury a la Derrida (więc chyba jednak nie
        europejskiej, bo ta potrafi te porządki odróżnić przynajmniej od czasu
        krytycznej analizy dowodu ontologicznego św. Anzelma z Canterburry).


        ----------------------------------------------------------------------
        wkrótce moher znakomity
        stąd wymiecie łże-elity
        bęc!
        • piotr7777 Re: ale sutannę to jednak mógłby założyć 15.03.06, 00:36
          Bo bardziej wygląda na świeckiego intelektualistę niż duchownego.
          • wojtek_2000 Re: ale sutannę to jednak mógłby założyć 15.03.06, 00:57
            Oczywiście, masz rację; ale my tu z joanną0001000 obgadujemy (jak to na
            kotłunów ciemnogrodzkich przystało) pewnego innego dyskutanta; których to Was
            wszystkich gorąco pozdrawiamy, drogie dziatki.
            • wojtek_2000 glaca 15.03.06, 01:03
              znaczy się, kołtunów, a nie kotłunów, chciałem powiedzieć...


              -------------------------------------------
              wkrótce moher już na cacy
              łże-elitom da po glacy
              bęc!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja