kakonek1 Re: Szkoła po śmierci Ani 29.10.06, 22:10 Swietny? Hmmm to typowe upolitycznianie bo na bazie tragedi przykada sie ekipie rzadzace oskarza sie o to co samemu sie uprawia. O ile mi wiadome robienie porzadku w szkolach i ich okilicach bylo jwczesniej poruszane prze Kaczynkisch i G. No i wogole o co chodzi. Ma byc rozoj na ulicach w szkolach czy ma go nie byc. Jesli mamy zyc normalnie to przestanmy sie czepiac tych co pruoja cos z tym zrobic i jakis lad zaprowadzic. W koncu wszycy siedzieli cicho przez lata i bylo cacy i na ten temat nikt nic nie mowi. Kakon Odpowiedz Link Zgłoś
purger Szkoła po śmierci Ani 29.10.06, 22:26 Szlag mnie trafia jak przy artykule o takiej tresci wystepuje usmiechnieta mina "redaktora" Pacewicza. Completny brak smaku ze strony Redakcji Gazety. Jeszcze jeden wyraz zagubienia tego spoleczenstwa polskiego. Zagubieni so nie tylko dzieci, mlodziez, dorosli: rodzice, nauczyciele, politycy (nb. politykow prawdziwych to na palcach jednej reki mozna by wyliczyc - reszta to oportunisci). Do takich oportunistow zapewne i Pacewicz sie zalicza. Sprawia wrazenie jakoby ta tragedia byla jeszcze jedna okazja do zaistnienia na forum publicznym. Powiem Ci Pacewiczu jak Polak Polakowi powinien powiedziec w obliczu tego chamsta, ktore sie w kraju szerzy: Rzygac sie chce patrzac na Twoja usmiechnieta gebe. I nawet nie chcialo mi sie czytac tych Twoich bzdetow, cokolwiek bys tam nie nagryzmolil. Odpowiedz Link Zgłoś
travis_taxidriver To wszystko to farmazon ! ! ! 29.10.06, 23:03 Nie mogę pojąć, o co chodzi w tym całym zamieszaniu, które powstało po śmierci Ani. Każdy chce teraz reformować nasze szkoły,a politycy prześcigają się w pomysłach dotyczących tej kwestii. Roman też nie czeka z założonymi rękami, o nie nie. Musi wprowadzić COŚ (właściwie to ja nie wiem co to będzie)przeciw obojętności wobec źle zachowujących się uczniów i niespełniających swoich obowiązków nauczycieli. Ręce mi opadają.......Otóż tak się składa, że uczę się już IV rok w najlepszym technikum w moim mieście (dodam w "szklole z klasą")i przez cały ten czas spotkałem tylko jedną nauczycielkę, która wypełnia swoje obowiązki. Reszta moich "pedagogów" nie robi nic. Tak, tak, tak. Nie robi nic. Przychodzi, otwiera klasę, sprawdza obecność, wpisuje temat i ... i koniec. I z zewnątrz wszystko wygląda OK. Uczniowie są zadowoleni, nauczyciele też, poprostu super. Tylko nikt nie przewidział faktu, że część z tych młodych ludzi, którzy tu przychodzą ma jakieś plany, może ambicję, aby coś ze sobą zrobić. ALe czeka tu ich rozczarowanie. Nikt się nimi nie przejmuje, a nauczyciele po prostu ich olewają i mają za nic. Bo jak inaczej nazwać fakt, że nauczyciel od angielskiego przychodzi na pierwszej lekcji i mówi, że "nikt w tej szkole nas angielskiego nie nauczy", po czym wyciąga swój laptop i bawi nim się cztery lata. Jak inaczej nazwać fakt, że nauczycielka od angielskiego, która przez trzy lata nie robi nic, w klasie maturalnej oferuje "tanie" według niej korepetycje: 50 zł za godzinę. Przedmioty zawodowe to kpina: oglądanie pornoli na zajęciach, przynoszenie "nauuczycielowi" wódki w zamian za zwolnienie klasy z lekcji, itd. Aha, i jeszcze prakytki po 8 godz dziennie, przez miesiąc od szóstej rano w zakładzie, który z naszym profilem ma niewiele wspólnego. Aha, i za darmo oczywiście (nie muszę chyba mówić do kogo wpłyneły pieniądze za naszą pracę). Matematyka - też tragedia, i wogóle wszystkie inne przedmioty, oprócz tego jednego, który zdążyłem polubić i który nie jest mi do niczego nie potrzebny. Chodzi mi o całą atmosferę tej pseudoszkoły. Głupota, to ją najlepiej charakteryzuję. Oto przykład: ja - uczeń, który chce iść na konkretne studia, muszę codziennie podbijać do tej szkoły i po prostu BYĆ na lekcjach. Więc siedzę załóżmy na trzeciej godzinie i rozglądam się po ławkach. Każdy robi co chce, nauczyciel albo wyszedł, albo olewa lekcję. I siedzę, siedzę. Hałas, głowa zaczyna mnie boleć i myślę po co mam to siedzieć jeszczę pięć godzin na identycznych "lekcjach". Czyż nie lepiej byłoby pójśc do domu i przez te pięć godzin się pouczyć do matury, lub porobić coś innego, coś robić! Więc idę (nie uciekam, bo nie ma przed czym, tylko idę) sobie do domu. A w domu oczywiście pytania dlaczego nie jestem w szkole. Oczywiście rodzice ślepo wierzą w misję edukacyjną mojej szkoły, toteż za nic nie mogą zrozumieć dlaczego ich syn musi przychodzić do domu i uczyć się sam. Już dawno dotarło do mnie, że albo sam się czegoś nauczę, albo nikt mnie tego nie nauczy. I pewnie myślisz, że u Ciebie jest tak samo, że niesprawiedliwie dostałaś czwórkę z kartkówki, lub nauczycielka uwzieła się na Ciebie, bo pyta Cię na każdej lekcij. Ciesz się dziewczyno. Ciesz się, że nauczyciel zadaje sobie tród robienia sprawdzianów, sprawdzania ich w domu, odpytywania. To znaczy, że Ciebie nie olewa. Ale nie mów, że wiesz jak to jest, gdy idziesz do szkoły tylko po obecność, żeby mieć z każdego przedmiotu 50-cio procentową frekwencję, aby dalej tu się "uczyć". Widzisz jaki przywilej ? I nazajutrz po "ucieczce" wychowawca grozi, że zabierze ciebie do dyrektora i polecisz ze szkoły na pół roku prze maturą. Gdy patrze na wszystko co się tu dzieje załamuję się. Nie chodzi już o mnie. Ale codziennie, gdy idę korytarzem i widzę uczniów z pierwszych klas, myślę sobię ile zdolnych osób w historii tej szkoły i setkach podobnych w całej Polsce poszło i ciągle idzie na zmarnowanie. Matura i studia są tu po prostu tematem tabu. Z rzadnym nauczycielem nie można o nich porozmawiać. w tej szkole uczniowie są dla nauczycieli, a nie na dowrót. Jesteśmy tu śmieciami - ja i nieliczni (chociarz ostatnio zauważam ich niepokojąco więcej), bo reszta czuje się tu jak ryba w wodzie. I są nauczyciele, którzy skromnie sobie przemykają korytarzami, czasami nawet starają się coś robić, chcą w spokoju bez problemów dotrwać do emerytury i ja tu do nich nic nie mam. Niech odejdą za rok, czy dwa i ustąpią miejsca młodym. Ale właśnie większość tych młodych mnie poraża. Lekcję są dla nich niczym, uganiają się tylko za papierami, aby zyskać tytuł jakiegoś tam nauczyciela i dostawać 100 złotych więcej. Na nic zda się likwidacja gimnazjum, kolejne reformy, zmiany. Brakuje jednej rzeczy - jakiejkolwiek kontroli nad tym, co dzieje się w klasie po rozpoczęciu lekcji. Każdego dnia w całej Polsce rozpoczyna się kilka lub kilkanaście tysięcy lekcij. I myślisz, że na ilu sytuacja wygląda tak samo jak u mnie ? Bo ja myślę, że ... że to wszystko to farmazon, ta cała edukacja. Odpowiedz Link Zgłoś
ethereal1 Szkoła po śmierci Ani 29.10.06, 23:22 NIE, NIE, NIE i jeszcze raz NIE!!! Artykuł znowu próbuje wmówić nam, ze idea bezstresowego wychowywania jest jedynym antidotum, na całe zło panujace na swiecie. Ostatnie wydarzenia, a także wiele innych, o ktorych z niewiadomych powodów nie było tak głośno jak o sytuacji z gimnazjum nr. 2, pokazują nam, ile cała ta idea jest warta!! Nieprawdą jest, że podstawą resocjalizacji trudnej młodzieży jest zrozumienie! To nie są ludzie, ktorzy potrafią wyciągnąć lekcję z wykładu - trzeba im na własnej skórze pokazać, co oznacza molestowanie, czy zastraszanie. Za ministrem edukacji nie przepadam, ale z tym, że opiekę nad łotrami powinno przejąć wojsko, zgadzam się w 100%!! KONIEC BEZSTRESOWEGO WYCHOWYWANIA - CZAS NAJWYŻSZY!!! Odpowiedz Link Zgłoś
niemagadki Re: Szkoła po śmierci Ani 29.10.06, 23:38 beznadziejny tekst.. już początek opierał się na tak banalnym pomyśle.. co to za bzdura: "wszyscy żyjemy czymśtam gdzieśtam".. co za nuda.. jak cała ta drętwa gazeta.. a krytykowanemu dziennikowi nakład rośnie.. Odpowiedz Link Zgłoś
t-800 Znowu o "Dzienniku"? Ach, te żałosne kompleksy... 30.10.06, 00:00 ... "dziennikarzy" podjących ciemnemu ludowi jedynie słuszną prawdę... :-) Odpowiedz Link Zgłoś
danuta49 Nic nie zrozumiał, niczego się nie nauczył!!! 30.10.06, 00:09 Może dlatego,że to nie jego córka ma się integrować z młodocianymi bandytami bo ją trzyma w prywatnej szkole, ale kogo na to stać!!! Odpowiedz Link Zgłoś
danuta49 Popatrzcie na zdjęcie-ta śmierć go bardzo raduje! 30.10.06, 00:33 Mogliby choc zdjęcie dobrać do tematu!!!:-((((((((((((((((((((((((( Odpowiedz Link Zgłoś
pal666 Róbta co chceta ? 30.10.06, 06:31 Pacewicz napisał: "I tu zjawia się Roman Giertych. Ma trzy pomysły, by uśmierzyć nasz ból." A wcześniej zjawił się taki równy, wyluzowany koleś... Pacewicz i Michnik robili mu duże promo - niejaki Jurek Owsiak. I powiedział: "Róbta co chceta", to chłopaki zrobili co chcieli... Odpowiedz Link Zgłoś
zeneeek ech, Pacewicz, daj spokój z tym moralizowaniem 30.10.06, 07:14 kolejna pierdoła stękająca nad niedolą młodych bandytów... ADHD... kolejny wymysł "psychologów", tak jak dysgrafie, dyskalkulię itd... jak się nie chcą uczyć i nie są w stanie się zachować to ich sprawa albo ich rodziców... i tyle... zresztą najprościej byłoby znieść obowiązek szkolnictwa.. do kopania rowów nikomu matura nie jest potrzebna... Odpowiedz Link Zgłoś
malpa-z-paryza swietny tekst 30.10.06, 08:36 ale nie dla takich jak zeneeek.. mohery i endecja tego i tak nie zrozumie. ostanio czytalam artykul ze agresje takich mlodych ludzi "leczy " sie po poprzez gry video! wowczas mlodociany kanalizuje swoja agresje na tych grach. sa to metody uzywane we Francji, w USA .. ale u nas jest zakaz do Internetu i metoda babci kij i do kata... Odpowiedz Link Zgłoś
maniek9933 Nie koniecznie od razu oficerowie! 30.10.06, 11:05 jestem ojcem dziecka, gnębionego w przeszłosci przez typka z ADHD. I mimo to nie jestem za tym, żeby takie egzemplarze umieszczać w karnych obozach. Co to da? Poznają tam inne, podobne egzemplarze, udoskonalą swoje techniki a jak dożucimy im naukę posługiwania się bronią (tak jak dzieje się w podobnych ośrodkach na Białorusi) to za parę lat zaleje kraj fala młodocianych zwyrodnialców, przy których dzisiejsze gangi to niegroźni rozrabiacze. Mnie i innym rodzicom nie miesciło się w głowie, że dziciaka, bardzo inteligentnego nie można było przenieśc do żadnej specjalnej placówki, bo szkoły specjalne są wyłacznie dla dzieci mających problemy z nauką. A "nadpobudliwcy" są zazwyczaj bardzo uzdolnioną młodzieżą. I dla tego nie jestem za karnymi koloniami ale za specjalnymi ośrodkami, które pozwolą z tych dzieci zrobić normalnych ludzi. Zresztą nasz prześladowca jak na razie wyrasta na porządnego człowieka ale co krwi na psół? A jeszcze co do kadry w takich ośrodkach. Nie jestem absolutnie za tym, żeby byli to ex oficerowie. Będą to najczęsciej emeryci wojskowi. Byłem w wojsku i coś wiem na temat ich umiejetności wychowawczych. Najlepiej ich samych skierować do psychologa bo maja trudnosci adaptacyjne w społeczeństwie. Nie wspomne o innych naleciałosciach czy nałogach. Dla tego: osrodki adaptacyjne tak, wojsko zdecydowanie nie. Wojsko, bardzo potrzenbne w każdym społeczeństwie, pozostawmy jednach dla tych, którzy to lubią. Odpowiedz Link Zgłoś
agrrest Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 11:48 zgadzam sie ze wszystkim co przeczytalam w tekscie. wydaje mi sie, ze kazdy polityk przed objeciem jakiejkolwiek pozycji dajacej mu wladze powinien zdac egzamin z "panstwa" platona. wladze spoleczne powinny awansowac swe pobudki z prymitywnych rzadzy do refleksji i wywazenia. to jasne, ze w nas wszystkich kolacze teraz wielki gniew i wscieklosc. w myslach przewijaja nam sie liczne wizje jak dotknac tych chlopcow do zywego, zeby widzec ze cierpia po tym co zrobili. to ludzkie, podobnie jak chec reakcji: pokaze ci kto jest twardszy i gdzie jest twoje miejsce. przyjzyjmy sie jednak jak to funkcjonuje w mikrokosmosie panstwa, ktorym jest dom: dzieci trzymane krotko przez rodzicow dydktatorska pedagogika rzadko rozwijaja sie do naprawde pelnych, dojrzalych i szczesliwych obywateli. nie mozemy pozwolic zeby de facto najwazniejszy sektor naszej polityki, edukacja opierala sie na zasadzie "kto glosniej tupnie noga". dlaczego naszym krajem rzadza rolnicy i "kosció£kowi", dla ktorych esensja chrzescijanstwa jest pojscie w niedziele do kosciola i "zdrowas mario" przed pojsciem spac? Odpowiedz Link Zgłoś
precesja z tragedi zrobił agitkę 30.10.06, 12:02 Pan Pacewicz wykorzystał śmierć dziewczyny by dokopać przeciwnikowi politycznemu. Dokopać komuś kogo nie lubi, tutaj Gertrychowi. Żenada. Odpowiedz Link Zgłoś
meff gwoli śisłości 30.10.06, 12:07 to nie jest KIEŁPIN tylko KIEŁPINO pod Gdańskiem (są 2 kiełpina w promieniu 30km jedno pod Gdańskiem drugie pod Kartuzami) Odpowiedz Link Zgłoś
beataostrowska ZAMiast tworzyć nowe " poprawczaki"zatrudnić ..... 30.10.06, 12:17 Zmiast tworzyć nowe poprawczaki, dyrektorzy szkół powinni mieć możliwość zatrudnienia większej ilości nauczycieli, psychologa, pedagoga, okazjonalnie terapeutów. To też nowe miejsca pracy, dla młodych ludzi , młodych nauczycieli. Sztuki powinien uczyć wykwalifikowany nauczyciel z odpowiednimi kompetencjami, muzyki - muzyk itp...... Klasy powinny liczyć po 15 uczniów, a nie 30 i więcej - jak to jest obecnie. W takich mniejszych grupach o wiele łatwiej dotrzeć do każdego ucznia. Wychowawca ma szanse każdego wysłuchać, poznać problemy. No bo ile czasu przypada podczas godziny wychowawczej na jednego ucznia? Szkoła podstwowa i gimnazja to podstawy. Podstawy nauki , życia społecznego - Naszego życia!!!! Proszę o poparcie - to prosty pomysł. Ale takie sa zwykle najlepsze :-) Odpowiedz Link Zgłoś
brutus36 Dużo myślimy o tych pięciu chłopcach 30.10.06, 14:16 "Dużo myślimy o tych pięciu chłopcach, sprawcach gwałtu, podobno po zatrzymaniu najpierw zachowywali się butnie, potem dużo płakali". Nie, to jest naprawdę niesamowite. Właściwie mówi wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
ostryga11 Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 14:20 szkoda, że to nie ludzie z poglądami P. Pacewicza reformują polską szkołę!!!! Mówię to jako nauczyciel - wychowawca z 15-letnim stażem. Też zdarzało mi sie trafić w klasie na "trudną młodzież" i wiem doskonale, że ich problemy zaczęły się dużo, dużo wczesniej, a izolecja skończyłaby sie narastaniem agresji.nie ma innej metody - niż rozmawiać, mądrze rozmawiać i mądrze słuchać. A przede wszystkim zaproponować coś innego niż popołudniowo-wieczorne wystawanie pod blokiem i(i nie chodzi mi o grupę wsparcia modlitewnego!).Na to trzeba by jednak pieniędzy Ale przecież min. Giertych wie lepiej - kiedyś też chodził do szkoły.... Odpowiedz Link Zgłoś
fathermaciej Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 16:25 Jako Kaplan w Stanach Zjednoczonych,nie sadze aby porownywanie USA z Polska mialo jakikolwiek sens.Przemoc w szkolach w USA zawsze byla obecna,zwlaszcza na tle seksualnym.W Polsce,nie byla ona obecna za czasow komuny.Dlaczego? Mimo iz system byl tragicznie niestabilny,dyscyplina byla obecna i widoczna.Gdy uczeszczalem do szkoly podstawowej w malym podkrakowskim miasteczku,wiedzialem iz za pewne czyny beda srogie konsekwencje.Teraz,mlodziez gimnazjalna czuje sie bezkarnie i liberalny system edukacji przyniesiony z wielkim entuzjazmem z Uni Europejskiej zawiodl w 100 %.Musimy powrocic do tych korzeni ktore pozwolily mlodziezy przetrwac ciezkie czasu komunizmu i ktore byly na tyle silne iz pomogly mlodziezy w calej Polsce odkryc prawde o zyciu i dorastaniu w sposob godny i pozbawiony przemocy.Ci ktorzy doprowadzili do tragedi w szkole i do samobojstwa Ani to przede wszystkim rodzice tych pieciu uczniow.To kaplani z pobliskich parafi gdzie ci sami uczniowie uczeszczali do kosciola.To my wszyscy. Polska to kraj nadziei.Nie zabierajmy tejze nadziei tym ktorzy jej najbardziej potrzebuja. Odpowiedz Link Zgłoś
edyt2 Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 17:07 Jest konieczna potrzeba zainteresowania się wreszcie wychowaniem, a nie tylko nauczaniem. Ale również wychowaniem przede wszystkim przez rodziców. To nie może być tak,żeby rodzice spychali cały obowiązek dotyczący wychowania swojego dziecka,na szkołę. Kiedy cos niedobrego dzieje się z uczniem i rodzic jest wzywany na rozmowę, przeważnie jest ukierunkowany na obronę, z góry, swojego dziecka i najczęsciej atakuje nauczyciela i szuka winy w kolegach. Gdyby rodzice stanowili jednośc z nauczycielem dziecko nie byłoby między młotem a kowadłem, wiedziałoby, że za złe zachowanie trzeba ponieść karę.A w szkole rodzice niech dadzą pracować wychowawcom a sami niech zajmą się swoją pracą i wychowaniem w domu. Odpowiedz Link Zgłoś
mietus38 Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 17:11 Pisanie tak wzruszających tekstów jest domeną ludzi - teoretyków. Na pewno nigdy sami nie mieli doczynienia z taką młodzieżą. Ja też uważam, że nikogo nie należy przekreślać, ale nikt tu nie mówi o przekreślaniu tylko o nauczeniu pewnych norm społecznych!!! Ludzie wolność i demokracja nie polega na robieniu tego na co mam ochotę! Szkoda, ze nie zlikwidują GIMNAZJUM (jakie dobre efekty nauczania? To tam jeszcze się ktoś uczy?)Szkoda dzieci, że zabrano im 4 - letnie liceum i kazano na siłę przesiadywać w ławce z oprawcami, którzy i tak pójdą co najwyżej na murarza!(Zresztą i ci są bardzo potrzebni). Tylko na siłę robi się z nich naukowców! Jest to też powód ich flustracji! Czy wiecie Państwo kto jest ofiarą w GIMNAZJUM? Dobry ułożony uczeń. Jak zwykle śmierć dziewczyny nic nie wniosła oprócz zbędnego i durnego hałasu. CISZEJ NAD TYM GROBEM!> Odpowiedz Link Zgłoś
brutus36 Lista popierających likwidację gimnazjów 30.10.06, 19:48 A może zrobić listę z podpisami popierających likwidację gimnazjów? Nie ulega bowiem wątpliwości, że gimnazja są niewypałem. Ale kto wie, może się mylę, może powstały właśnie po to, by ludzie po prostu NORMALNI byli w nich zastraszai przez społecznych wyrzutków? Odpowiedz Link Zgłoś
abba15 III Rzeczpospolita umiera na naszych oczach 30.10.06, 20:44 Przez wiele lat karmiono nas złudzeniem, że III Rzeczpospolita zrodzona z rodzaju "umowy społecznej" zawartej przy "okrągłym stole" pomiędzy komunistami i przedstawicielami "lewicy laickiej", a konkretnie między generałem Czesławem Kiszczakiem a Adamem Michnikiem, jest normalnym państwem demokratycznym, gdzie panuje klasyczny, zachodnioeuropejski pluralizm, zasady tolerancji, demokracji i praw człowieka. Obrońcami tej karłowatej państwowości były "autorytety moralne" skupione w redakcji "Gazety Wyborczej". Istniała, a może nawet teoretycznie istnieje nadal, szansa unicestwienia tego projektu zrodzonego w alkowie Magdalenki z nieprawego związku generała i publicysty. III Rzeczpospolita umiera na naszych oczach. Świadczy o tym nie tylko zwycięstwo PiS w ostatnich wyborach parlamentarnych i prezydenckich, ale także bezustanny spadek nakładu "Gazety Wyborczej", której redaktor naczelny obmyślił projekt państwa zwącego się III Rzecząpospolitą. Spadek sprzedawalności świadczy o spadku zaufania do tegoż projektu politycznego. Spod grubej, a sztucznej skorupy postkomunistycznej nadbudowy wyłonił się polski głos, który powiedział temu ideologicznemu i politycznemu potworkowi zdecydowane NIE. Odpowiedz Link Zgłoś
oli335 Re: Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 21:10 Drogi panie Piotrze moze czas sie obudzic.Byc moze nie podobaja sie panu wojskowi z Afganistanu,mysle jednak ,ze to jedyna szansa na nauczenie mlodych dyscypliny przez duze D.Na marginesie Anglicy tez chcieli swoich niegrzecznych chlopcow z gimnazjum glaskac po glowkach i dorobili sie obecnego kryzysu spolecznego.My Polacy czy sie panu to podoba czy nie ,niestety musimy czuc bata na tylniej czesci.Inaczej dochodzi do tragedii takich jak ta.Mowie to z pelnym przekonaniem popartym wlasnym malym doswiadczeniem.Kiedy mialem lat 12 dostalem niezlego kopa w tylek od 18-nstolatka tylko za to ,ze przebywalem na ulicy o godz.20.00.Zapytalem :" za co?"Odpowiedz :"Wieczorynka sie skonczyla".Poskarzylem sie ojcu.Jego reakcja : "ja ci poprawie jak sie jeszcze raz sopznisz".I kto by pomyslal ,ze prosty kopniak w ,z przeproszeniem dupe poparty autorytetem rodzica moze tyle zmienic.Bo zasluzony kopniak w tylek nikomu jeszcze nie zaszkodzil.Obawiam sie ,ze na tlumaczenie i glaskanie po glowkach jest juz stanowczo za pozno ,a "pilsudska" dyscyplina moze tylko pomoc.Z powazaniem.Czytelnik Odpowiedz Link Zgłoś
wronanj23 Re: Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 22:33 Popieram Pana oli335 i jego apel do redaktora naczelnego - przez bandę prostaków, darmozjadów i przyszłych pasożytów państwowych zmarnowałem 4 lata które spędziłem w liceum, a z mojej perspektywy to jest na prawdę kawał życia. Teraz studiuję fizykę (3 rok) i w końcu mogę w spokoju robić to co chcę. Każdy człowiek ma jakiś margines wrażliwości, np poziom hałasu po którym mózg przestaje normalnie pracować. W szkole zawsze panował taki chaos że nie słyszało się własnych myśli. W klasie jest 30 osób, oceniam że przez jakieś 5 pozostałe 25 wyniosło o 80% mniej z liceum niż było w stanie. Właściwie liceum to nie tylko zmarnowany czas - przez dwa lata studiów naprawiałem regres który zaszedł w moim mózgu - niezdolność do koncentracji, nie wyćwiczona siła woli i pamięć. Problem ze szkołą jest taki, że ludzie którzy najbardziej przeszkadzają wcale tak na prawdę w niej nie chcą być! Są bo są, wstyd by było nie zdać, ale tak na prawdę nie mają żadnych pomysłów na życie, w nic nie wkladają woli, zachowują się jak zwierzęta którym się podstawia miskę (tutaj miskę z "matematyką", "j. polskim" itd.). Żeby człowieka zmienić, trzeba spowodować żeby on CHCIAŁ się zmienić. W szkole nie było żadnego autorytetu, uczniowie nie bali się niczego i nikogo. Jedynki czy uwagi nic nie znaczyły, bo na koniec roku i tak wszystkich nauczyciele przepychali. Wojskowa dyscyplina to doskonały pomysł jeśli o mnie chodzi. Podkreślę że uważam min. Giertycha za największą pomyłkę tego rządu, ale jeśli ma zrobić coś sensownego to niech to robi i nie zwleka. Dwa apele ode mnie: 1. widzę szarą przyszłość ludzi uczących się w 30 osobowych klasach. Tak na prawdę nie trzeba by nic robić, żadne poprawczaki ani szkoły specjalne nie były by potrzebne gdyby klasy składały się z maksymalnie 20 osób. Problemem jest to że jeden człowiek nie jest w stanie zapanować nad tak liczną grupą (chyba że ktoś po "Afganistanie"...). Wśród 30 osób jednostka ginie, gdyby grupy były mniejsze znacznie łatwiej przyszłoby się każdemu odnaleźć i zaistnieć. 2. SŁUCHAĆ UCZNIÓW!!!!!! Na studiach nie moglem uwierzyć własnym oczom gdy dano mi ankietę do ocenienia wszystkich prowadzących zajęcia. Czemu w liceum takich rzeczy nie było?! Nauczyciele popełniali błędy które można było w pełni sprecyzować w jednym zdaniu, a które zupełnie uniemożliwiały prowadzenie konstruktywnej lekcji, a o których nie było komu powiedzieć. Nie było osoby która chciałaby wysłuchać jakiejkolwiek uczniowskiej opinii. Oczywiście psycholog był, ale zajmował się innymi sprawami. Uważa się że licealiści kłamią a studenci nie? Odpowiedz Link Zgłoś
stefania32 Szkoła po śmierci Ani 30.10.06, 22:35 Tak ... tekst napisany bardzo sprawnie, wyważony, mądry - i pełen banałów. Hasła które Pan głosi niestety są bez pokrycia, to piękna utopia. To nieprawda, że można wychowywać bez kar, likwidując problemy - o ile się pojawią - w zarodku poprzez rodzaj ,,dydaktycznych pogawędek''. To nieprawda, że normalną większość młodzieży należy za wszelką cenę ,,integrować''z rozwydrzonymi rówieśnikami. To nieprawda, że sprawę załatwią pieniądze z jakichkolwiek funduszy unijnych. Pisze Pan o nasileniu zjawisku tzw. bullyingu w wieku gimnazjalnym, o rozchwianiu emocjonalnym, o burzy hormonów. Ma Pan rację, ale to nie oznacza, że mamy przechodzić nad agresją, chamstwem, brakiem norm do porządku dziennego. Nie możemy godzić się na przemoc i nie karać jej sprawców. W każdej sprawie tego rodzaju są winni i powinna być kara. Nie z powodu zemsty, ale z racji sprawiedliwości, szacunku dla ofiar, ku przestrodze i dla nauki innych. Dzieci są doskonałymi obserwatorami, widzą naszą - dorosłych - bezsilność wobec przemocy, której dopuszczają się ich koledzy. Dlaczego chce Pan nadal pozostawić te dzieci w piekle, którego niejednokrotnie doświadczają w szkole? Dlaczego chce Pan dzieci obarczyć ciężarem reedukowania i socjalizowania agresywnych rówieśników poprzez przebywanie z nimi? Dlaczego izolujemy dorosłych przestępców - może należałoby się z nimi ,,zintegrować''? Celowo przejaskrawiam i równie celowo nie podaję przykładów, których ma na pęczki każdy rodzic - przykładów świadczących o tym, jak negatywny wpływ ma bezkarny uczeń (z ADHD lub nie) na swoich kolegów i koleżanki, jak bardzo nasz światły, ,,dostosowany do europejskich norm'' system zgrzeszył nadmiarem tolerancji, przeradzającym się w brutalną obojętność. Właśnie tę obojętność czytam między wierszami Pańskiego tekstu - mam wrażenie, że bardziej chodzi Panu o to, żeby udowodnić polityczne racje, niż podjąć działania, bo działania inicjuje ktoś, kto ,,z założenia nie ma racji''. W tym przypadku odłóżmy politykę na bok, chodzi o nasze dzieci - aż chciałoby się zacytować: ,,Dla was to zabawa. Im chodzi o życie.'' Mam nadzieję, że Pan mi odpowie. Odpowiedz Link Zgłoś
bachurek2 Szkoła po śmierci Ani 31.10.06, 09:32 A ja się pytam gdzie w tym wszystkim jest rola rodziców. Min. Giertych się głowi co by tu zmienić by odseparować, wyeliminować z życia szkoły "złych" uczniów. Żaden pomysł nie jest dobry i ani sądy, ani psycholodzy nic tutaj nie zmienia. Młodzież mamy coraz bardziej agresywna i arogancka ale i bardziej sprytna i wyrafinowaną i "wyłapać" potencjalnych sprawców zanim wyrządzą krzywdę nie będzie łatwo. Dokładnie tak samo jak budowanie nowych więzień nie zmniejszy liczby przestępców. Jedyne co moim zdaniem można zrobić, jedyne co ma w tym wszystkim sens to pociągnąć do odpowiedzialności rodziców za swoje pociechy. Przecież za młodocianych rodzice są odpowiedzialni. Nigdy nie jest tak, że grzeczne i ułożone dziecko nagle bez powodu, z dnia na dzień staje się agresywne. Demoralizacja to proces, który daje się zauważyć u dzieci już w podstawówce i tu należy już reagować. Gdyby rodzice byli o każdym dniu wagarów, o każdym wybryku "małolata",( bo od takich na pozór niewinnych i zachowań demoralizacja się zaczyna ) informowani na bieżąco i byli zobowiązani na każde wezwanie stawić się w szkole i „rozliczyć” to przestaliby być tolerancyjni, przestaliby zrzucać winę na inne dzieci, na szkolę, nauczycieli, ministra edukacji, czy zły system polityczny. Takie wezwanie musiałoby być oczywiście obowiązkowe tak samo jak obowiązkowe jest np. wezwanie na policje albo do sądu. Jak tatuś z mamusia musieliby po kilka razy w tygodniu biegać do szkoły na takie interwencje to na bank znaleźliby sposób na wychowanie. Dzisiaj rodzice „trudnych” dzieci maja wygodna sytuację, bo wcale nie musza chodzić do szkoły nawet na wywiadówki, znajdując dla siebie wytłumaczenie, że są zapracowani. Jest to jawne pozbawianie opieki co reguluje Prawo i żaden nawet najbardziej zapracowany rodzic nie został z tego obowiązku zwolniony. Jestem przekonana, że należy ciężar odpowiedzialności za zachowanie dzieci zdjąć z nauczycieli i zwrócić rodzicom, bo to oni maja wychowywać i oni maja prawo karcić swoje dzieci, nauczyciele nie maja do tego ani prawa, ani instrumentów. Odpowiedz Link Zgłoś
verygreeneyes Szkoła po śmierci Ani 31.10.06, 10:31 Mój głos Wszyscy się wypowiadają na temat tragedii, to i ja dorzucę swój kamyczek. Nie chciałam tego komentować, ale mam pewne przemyślenia. Nie będę obiektywna, to oczywiste. Zanalizuje nie konkretny przypadek Ani, ale powiedzmy sobie jakikolwiek tego typu przypadek w anonimowej szkole X. w mieście Y., wydarzyła się tragedia uczniowi Z. Przebieg zdarzenia może kształtować się rożnie, w zależności od konkretnego przypadku, załóżmy, ze jest on zawsze nieludzki, szokujący, bestialski i ma tragiczny skutek w postaci śmierci lub trwałego kalectwa lub traumy psychicznej ofiary. Gimnazjum- nowotwór reformy edukacji, który zbiera młodzież w tzw. trudnym wieku, dojrzewająca. burza hormonów ze wszystkim jej skutkami, chłopcy są w tym wieku jak młode byczki, dziewczynkom zaczynają się zarysowywać piersi, stają się kobietami. Pracowałam rok w gimnazjum. Mam rożne wspomnienia. Pamiętam uczniów kochanych, ambitnych, grzecznych. Ale pamiętam też uczniów terroryzujących klasę i grono pedagogiczne, z którymi nie dawali sobie rady nawet najbardziej srodzy nauczyciele, tacy, co to są zazwyczaj postrachem uczniów, i ani szkolny pedagog, ani psycholog, ani opiekun społeczny nie mogli nic wskórać. Chociażby z przyczyn instytucjonalnych. Dziecko do szkoły chodzić musi i najlepiej, żeby nie było izolowane. Jak się w tej szkole zachowuje, to problem jej pracowników li i jedynie. Dzieci w tym wieku mogą być niewyobrażalnie okrutne, pozbawione skrupułów, bezwzględne. I bardzo prawdopodobne jest, ze potencjalni oprawcy nie są nawet świadomi, jakie cierpienie spowodowali. Oni nie znają uczucia współczucia. Irytujące są komentarze dziennikarzy w stylu: Spójrzmy na ich skruszone, przerażone twarze, żałują tego, co zrobili. Bzdura. Jestem skłonna założyć się, ze niejednemu z nich o to właśnie chodziło, żeby wszyscy zobaczyli ich twarze, żeby wywołać wokół siebie szum medialny, zaistnieć w mediach wsławiając się tak brawurowym i wywołującym podziw rówieśników czynem. Po to nagrywali cale zdarzenie telefonem komórkowym, żeby mieć dowód, że to się naprawdę stało, "my tego dokonaliśmy, udało nam się, patrzcie, jacy jesteśmy świetni, pomysłowi, odważni. Naprawdę to zrobiliśmy i to nie są głupie wymysły dziewczyn, kujonów i lizusów. Patrzcie wszyscy na nas i podziwiajcie." Są z siebie dumni i bynajmniej nie żałują. Może nieliczne jednostki. Oni nie potrafią się wczuć w cierpienie drugiego człowieka. Swoim czynem dali przykład innym, przetarli drogę, przekroczyli następna granice okrucieństwa. Następni, żeby zostać zapamiętanymi, będą się musieli posunąć dużo dalej. Ja rozumiem, ze działały tu mechanizmy grupy, jakiś wyjątkowo wynaturzony przywódca poprowadził stado, ze inni uczniowie byli zastraszeni, zajęci swoimi sprawami. W takim razie skąd nagła skrucha sprawców i łzy koleżanek na pogrzebie. Zaskakująco szybka przemiana. Nie znalazła się ani jedna osoba, która w całym zamieszaniu wymknęłaby się chyłkiem z klasy i zapobiegła widowisku. Widocznie było zbyt interesujące. Kto jest winny? Skąd bierze się to okrucieństwo w dzieciach? Winny nr 1: Szkoła. Uczeń spędza w szkole średnio 30 godzin tygodniowo, wliczając w to zajęcia dodatkowe i czas spędzony na świetlicy. Tydzień ma 168 godzin, wiec jest to 17% godzin całego tygodnia, wliczając noce. Gdyby wziąć po uwagę tylko 12 godzin dnia x 7 dni = 84 godziny - 30 godzin w szkole = 54 godziny dziecko spędza poza szkoła. Z pojedynczym nauczycielem uczeń ma kontakt średnio 3 razy w tygodniu, zakładając, ze ani uczeń, ani nauczyciel nie opuszcza żadnej lekcji oraz ze nie wypadnie w tym czasie żadne święto państwowe, szkolne itp. Lekcja trwa 45 minut, wiec jest to w sumie 135 minut, dwie godziny z kawałkiem. W tym czasie nauczyciel musi przekazać treści programowe, przećwiczyć praktycznie przekazane treści programowe, sprawdzić przekazane wcześniej treści programowe, nauczyć uczniów wykorzystywać przekazane treści programowe w życiu, ponieważ jest z tego skrupulatnie rozliczany egzaminem kończącym gimnazjum, który decyduje o tym, do jakiego liceum dzieci się dostaną. Jeśli się nie dostaną, winny jest nauczyciel. Jeśli w klasie są uczniowie wybitnie zdolni lub słabsi, musi zająć się nimi indywidualnie. Znaleźć czas, cierpliwość i wyrozumiałość dla uczniów z ADHD, dyslekcją dysgrafią dysortografią itp. Znaleźć czas na przygotowanie się i zebranie zasług i dokumentacji wymaganej do obowiązkowego awansu nauczycielskiego. I jak ten nauczyciel śmie nie znaleźć czasu na wpojenie dziecku jednocześnie elementarnych zasad moralnych i chronić przed wszelkim niebezpieczeństwem nasze pociechy, które ufnie powierzamy w jego ręce. Pamiętamy nauczyciela angielskiego i kosz na jego głowie. To tylko jeden z przykładów. Nauczyciel jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo 30 uczniów jednocześnie. I swoje. Od czego wobec tego jest szkolny psycholog czy pedagog? Ze szkolnym pedagogiem czy psychologiem klasy (a nie pojedynczy uczniowie) maja kontakt w najlepszym wypadku kilka razy w roku przy okazji godzin wychowawczych, oczywiście zakładając, ze w szkole są oni zatrudnieni na stale (zazwyczaj nie ma albo środków na ich opłacenie ani kandydatów o odpowiednich kwalifikacjach chętnych do pracy w szkole). Czasem maja oni swoje dyżury, gdzie udzielają indywidualnych konsultacji, w czasie lekcji. Już widzę sytuacje, gdy nękany, molestowany i poniżany uczeń zwalania się z lekcji przed cala klasa, bo chce iść do psychologa, bo go bija, wyśmiewają itp.". albo oprawca pragnie nagle konsultacji, bo go nękają rozterki moralne. Ja bym raczej powiedziała, ze jedyne, co go nęka, to wybór rodzaju tortur. To nie zwalnia nauczycielki z winy za poświadczenie nieprawdy, bo wpisała temat lekcji do dziennika, a lekcja się nie odbyła. Jakkolwiek na to nie spojrzeć, jest to łamanie prawa. Jakkolwiek spójrzmy na te kobietę z innej perspektywy. Nauczycielka dostaje od dyrektora polecenie przygotowania apelu szkolnego. Nauczycielka polskiego- łatwo można sobie wyobrazić, ile czasu po przyjściu do domu zajmuje jej sprawdzanie zeszytów i poprawianie wypracowań uczniow. Teraz dodatkowa praca z przygotowaniem apelu. Wybiera osoby, ktore wezma w nim udzial. Kazda z innej klasy. Trzeba zostac po lekcjach. Ostatni gimbus odjezdza po osmej godzinie lekcyjnej, nie ma mowy, nikt nie zostanie, bo jak wroci potem do domu. Jak wroci do domu nauczycielka, kto odbierze jej dziecko z przedszkola, przygotuje obiad. Tu winna jest organizacja systemu edukacji. W szkolach na zachodzie taki czas na zajecia pozalekcyjne, pomoc uczniom slabszym, kolka zainteresowan, przygotowanie imprez szkolnych, jest wliczony w tygodniowy plan zajec zarowno nauczycieli (ktorzy maja za to placone w ramach pensji) oraz uczniow, ktorym nie koliduje to z planowymi lekcjami. Kto jest wiec winny? W nielicznych sytuacjach kryzysowych w szkole, w ktorej pracowalam, rodzice uczniow sprawiajacych problemy z reguly nie przychodzili na spotkania z nauczycielami. Odsiadywali wyroki, trzezwieli, albo zarabiali sobie na kolejne wyroki. Jesli juz ktos raczyl pojawic sie w skole, z rozbrajajaca bezradnoscia rozkladal rece: "Pani, zrob Pani cos z tym dzieciakiem, bo ja sobie z nim juz nie radze, no taki lobuz jest." Nawet przy zalozeniu, ze dziecko nie jest z rodziny patologicznej, z kryminogennego srodowiska, to w miescie satelickim wiekszosc rodzicow z duzym prawdopodobienstwem dojezdza do pracy do miasta, jesli te prace ma, i widzi swoje dziecko w najlepszym wypadku 2-3 godziny dziennie. Ale to rodzic w pierwszej linii i od pierwszych miesiecy zycia jest dla dorastajacego czlowieka autorytetem i wzorem. To jego zachowania przyswaja sie i kopiuje, jego zasady moralne wyznaje. Potem dopiero, po jakims czasie, dochodzi telewizja, rowiesnicy, autorytety innych doroslych. Moge sobie wyobrazic dlugi i gleboki oddech ulgi calej reszty nauczycieli we wszystkich pozostalych szkolach: "Bogu dzieki, ze to nie u nas. Bogu dzieki, ze to nie Odpowiedz Link Zgłoś