Małżeństwo, którego nie było

30.11.06, 19:13
Dziwi mnie teza, ze "maminsynowstwo" jest przyczyna uznania malzenstwa za
niewazne, a uzywanie przemocy, permanentne zdrady lub porzucenie
wspolmalzonka - juz nie. Przeciez niezdolnosc do dotrzymania wiernosci czy
sklonnosc do agresji sa czynnikami psychicznymi w znacznie wiekszym stopniu
wykluczajacymi prawidlowe funkcjonowanie malzenstwa niz ograniczona
samodzielnosc i zbytnie poleganie na rodzicach. Zreszta czynniki te sa
niejako wrodzone i istnialy juz przed zawarciem zwiazku, choc mogly sie w tym
czasie nie ujawnic.

Poza tym, trzymanie sie tezy, ze licza sie wylacznie okolicznosci zawarcia
zwiazku, a dalsze juz nie, prowadzi do niekonsekwencji. Jesli sie twierdzi,
ze wejscie w zwiazek z postanowieniem rozejscia sie w przypadku znalezienia
lepszego partnera czyni zwiazek niewaznym, to jaka jest roznica, czy to
postanowienie zapadlo przed czy po zawarciu zwiazku? Wazny jest fakt
porzucenia wspolmalzonka.
    • kabja Re: Małżeństwo, którego nie było 30.11.06, 21:00
      Różnica jest taka,że wada zgodzy albo przeszkoda rozrywajaca musi zachodzić
      przed lub w trakcie zawierania małżeństwa. To, co dzieje się później, nie ma
      wpływu na ważność tego sakramentu.
      • irini Re: Małżeństwo, którego nie było 30.11.06, 21:11
        Bzdury do kwadratu.
        • frant3 List rozwodowy 01.12.06, 14:52
          „Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz ona nie pozyska jego życzliwości, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list rozwodowy, wręczy go jej, a potem odeśle ją od siebie” (Pwt 24,1).


          --
          Frant - satyra i krytyka
          • lot93 Re: List rozwodowy ... z kasą na wszelki wypadek! 01.12.06, 17:43
            frant3 napisał:

            > ?Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz ona nie pozys
            > ka jego życzliwości, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list roz
            > wodowy, wręczy go jej, a potem odeśle ją od siebie? (Pwt 24,1).

            To piękna teoria, której - by stała się praktyką - potrzeba "co łaska". Osiem lat temu, "co łaska" czyli
            rozważenie zasadności nieważności małżeństwa we własnym sumieniu ks. "Sędziego" kosztowało "dużo
            więcej niż co łaska". Daliśmy sobie spokój!
            • kika843 Re: List rozwodowy ... z kasą na wszelki wypadek! 01.12.06, 22:35
              lot93 napisała:

              > frant3 napisał:
              >
              > > ?Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz ona nie pozys
              > > ka jego życzliwości, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej li
              > st roz
              > > wodowy, wręczy go jej, a potem odeśle ją od siebie? (Pwt 24,1).
              >
              > To piękna teoria, której - by stała się praktyką - potrzeba "co łaska". Osiem
              l
              > at temu, "co łaska" czyli
              > rozważenie zasadności nieważności małżeństwa we własnym sumieniu
              ks. "Sędziego"
              > kosztowało "dużo
              > więcej niż co łaska". Daliśmy sobie spokój!
              "Co łaska" to jest chyba w teorii. Kler pragnie zarabiać na wszystkim : na
              rozwodach, pogrzebach, mszach za zmarłych, chrzcinach, małżeństwach, kolędzie.
              Ksiądz nie odprawi nikomu mszy, jeśli ten nie zapłaci mu za usługę określonej
              kwoty. Przykład prafii mojej babci: ksiądz co roku mówi przed kolędą, że każdy
              parafianin ma zapłacić mu za "odwiedziny" 150 zł.
            • nieznany23 Re: List rozwodowy ... z kasą na wszelki wypadek! 04.12.06, 21:14
              nie będę bez potrzeby dodatkowo nabijał czarnosukienkowym kabzy i tak skubią
              nas wszystkich z budżetu na ca 10-12 mld PLN rocznie. Moje sumienie nie ma aż
              takiej ceny.
          • ethebor Re: List rozwodowy 03.12.06, 10:37
            Tak jest napisane, ale chrzescijan obowiazuja slowa Jezusa zawarte w Ewangelii:

            "7. Odparli Mu: Czemu więc Mojżesz polecił dać jej list rozwodowy i odprawić ją?
            8. Odpowiedział im: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych pozwolił wam
            Mojżesz oddalać wasze żony, lecz od początku tak nie było.
            9. A powiadam wam: Kto oddala swoją żonę - chyba w wypadku nierządu - a bierze
            inną, popełnia cudzołóstwo. I kto oddaloną bierze za żonę, popełnia cudzołóstwo.
            (Mt 19:7-9, BT)"

            "3. Odpowiadając zapytał ich: Co wam nakazał Mojżesz?
            4. Oni rzekli: Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić.
            5. Wówczas Jezus rzekł do nich: Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych
            napisał wam to przykazanie.
            6. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę:
            7. dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę
            8. i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są
            dwoje, lecz jedno ciało.
            9. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela!"
            (Mr 10:3-9, BT)

            "31. Powiedziano też: Jeśli kto chce oddalić swoją żonę, niech jej da list
            rozwodowy.
            32. A ja wam powiadam: Każdy, kto oddala swoją żonę - poza wypadkiem nierządu -
            naraża ją na cudzołóstwo; a kto by oddaloną wziął za żonę, dopuszcza się
            cudzołóstwa."
            (Mt 5:31-32, BT)

            frant3 napisał:

            > „Jeśli mężczyzna poślubi kobietę i zostanie jej mężem, lecz ona nie pozys
            > ka jego życzliwości, gdyż znalazł u niej coś odrażającego, napisze jej list roz
            > wodowy, wręczy go jej, a potem odeśle ją od siebie” (Pwt 24,1).
            >
            >
            > --
            > Frant - satyra i krytyka

        • zbyszek644 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 16:19
          Dlaczego?
      • przemek05 Re: dlaczego "musi"? 01.12.06, 20:03
        Piszesz: "wada zgody albo przeszkoda rozrywajaca musi zachodzić przed lub w
        trakcie zawierania małżeństwa". To jest twierdzenie, ktore trzeba udowodnic,
        jesli serio traktujemy zdanie papieza o niesprzecznosci miedzy rozumem i wiara,
        wypowiedziane w Ratyzbonie.

        Moja teza jest taka: trzymanie sie wyzej wymienionej zasady prowadzi, w pewnych
        okolicznosciach, do krzywdzenia niewinnych ludzi (przyklad: porzucona przez
        meza kobieta zostaje pozbawiona mozliwosci realizacji swego powolania do zycia
        w rodzinie, milosci "mesko-damskiej" a nawet macierzynskiej, jesli maz porzucil
        ja przed poczeciem dziecka). Poniewaz Panu Bogu na pewno nie chodzi o to, zeby
        jakas zasada wiary byla przyczyna krzywdy niewinnych ludzi, to twierdzenie
        (cytowane na poczatku mojej wypowiedzi) nie jest bezposrednio Jego autorstwa,
        jest ono raczej wynikiem nieprecyzyjnego zrozumienia przez ludzi Boskich
        intencji. Zamyka to dowod mojej tezy, oparty na doprowadzeniu do sprzecznosci.
        Jesli Pan Bog chce, zeby tej kobiecie z mojego przykladu dziala sie krzywda, to
        znaczy, ze jest On calkowicie dla nas niepojety, transcendentny. A przeciez
        przeciwko takiemu pojmowaniu Boga oponowal papiez w Ratyzbonie (przypisywal je,
        slusznie badz nieslusznie, islamowi).

        Zaufanie do zasady "...musi zachodzić przed lub w trakcie zawierania..."
        podwaza dodatkowo fakt, ze pojawila sie ona ponad 1000 lat po Chrystusie, wraz
        z uznaniem malzenstwa za sakrament. Ponadto, inne koscioly chrzscijanskie, w
        tym "siostrzany" Kosciol Prawoslawny, troche inaczej interpretuja Boskie
        intencje w tej sprawie.
        • kika843 Re: dlaczego "musi"? 01.12.06, 22:39
          przemek05 napisał:

          > Piszesz: "wada zgody albo przeszkoda rozrywajaca musi zachodzić przed lub w
          > trakcie zawierania małżeństwa". To jest twierdzenie, ktore trzeba udowodnic,
          > jesli serio traktujemy zdanie papieza o niesprzecznosci miedzy rozumem i
          wiara,
          >
          > wypowiedziane w Ratyzbonie.
          >
          > Moja teza jest taka: trzymanie sie wyzej wymienionej zasady prowadzi, w
          pewnych
          >
          > okolicznosciach, do krzywdzenia niewinnych ludzi (przyklad: porzucona przez
          > meza kobieta zostaje pozbawiona mozliwosci realizacji swego powolania do
          zycia
          > w rodzinie, milosci "mesko-damskiej" a nawet macierzynskiej, jesli maz
          porzucil
          >
          > ja przed poczeciem dziecka). Poniewaz Panu Bogu na pewno nie chodzi o to,
          zeby
          > jakas zasada wiary byla przyczyna krzywdy niewinnych ludzi, to twierdzenie
          > (cytowane na poczatku mojej wypowiedzi) nie jest bezposrednio Jego autorstwa,
          > jest ono raczej wynikiem nieprecyzyjnego zrozumienia przez ludzi Boskich
          > intencji. Zamyka to dowod mojej tezy, oparty na doprowadzeniu do
          sprzecznosci.
          >
          > Jesli Pan Bog chce, zeby tej kobiecie z mojego przykladu dziala sie krzywda,
          to
          >
          > znaczy, ze jest On calkowicie dla nas niepojety, transcendentny. A przeciez
          > przeciwko takiemu pojmowaniu Boga oponowal papiez w Ratyzbonie (przypisywal
          je,
          >
          > slusznie badz nieslusznie, islamowi).
          >
          > Zaufanie do zasady "...musi zachodzić przed lub w trakcie zawierania..."
          > podwaza dodatkowo fakt, ze pojawila sie ona ponad 1000 lat po Chrystusie,
          wraz
          > z uznaniem malzenstwa za sakrament. Ponadto, inne koscioly chrzscijanskie, w
          > tym "siostrzany" Kosciol Prawoslawny, troche inaczej interpretuja Boskie
          > intencje w tej sprawie.
          Muszę przyznać , ze Cerkiew jest bardziej ludzka i liberalna w tych kwestiach.
          Każdy rozwód traktuje jako porażkę, ale pozwala na kolejny ślub, ale ten jest
          już znacznie uboższy w ceremonii. Jest to niejako pokuta za rozwód. Ale Cerkiew
          bardziej rozumie ludzkie słabości.
          • przemek05 Re: prawoslawie a katolicyzm 03.12.06, 18:50
            Wg mojego rozeznania, w kwestii malzenstwa prawoslawie wykazalo znacznie wiecej
            konsekwencji, budujac w miare spojna teorie. O ile sie nie myle, to malzenstwo
            traktuje jako zwiazek dusz, nie tylko cial, a wiec smierc tego zwiazku nie
            zrywa (jak w katolicyzmie). Moim zdaniem, deklaracja konca zwiazku w momencie
            smierci, oznacza albo niezbyt silna wiare w zycie wieczne, albo niezbyt powazne
            traktowanie malzenstwa. W prawoslawiu udziela sie wprawdzie slubow wdowom i
            wdowcom, ale ze smutna refleksja, ze milosc nie przetrwala bariery smierci. Na
            tej samej zasadzie udziela sie powtornych slubow osobom, ktorych malzenstwo sie
            rozpadlo. Kryterium jest zanik milosci, a wiec wyczerpanie sie materii
            sakramentu malzenstwa.
            Moim zdaniem, jest to piekna koncepcja, laczy wiare w wieczna milosc i nie
            prowadzi do krzywdy osob, ktorych malzenstwa sie rozpadly.

            P.S. Cerkiew nie ze wszystkim radzi sobie tak dobrze; z prasowych doniesien
            wynika, ze ma ona trudnosci z akceptacja teorii ewolucji, tu katolicyzm jest
            gora :-) Jesli kiedys te koscioly sie polacza, to wierze, ze zaczerpnie sie z
            kazdej teologii to, co najlepsze (a wiec wewnetrznie niesprzeczne i
            nieprowadzace do krzywdy niewinnych ludzi) - a wiec teorie malzenstwa przejmie
            sie raczej z teologii prawoslawnej niz katolickiej.
      • ludek20 Re: Małżeństwo, którego nie było 02.12.06, 21:41
        Z tym terminem roku w I instancji to totalna porażka ja już czekam drugi rok a
        końca sprawy nie widać... kiedy usiłuje się dowiedzieć ile to jeszcze potrwa,
        kiedy następna rozprawa nic nie wiadomo...porażka
    • irini Jak unieważnić ... 01.12.06, 00:21
      1. Dobrze się zastanowić, żeby mie brać, jesli się ma unieważniać
      2. Po co brać slub kościelny, jeśli ma się go potem unieważnić???
      • zbyszek644 Re: Jak unieważnić ... 01.12.06, 16:15
        Małżeństwa się nie uniewaznia (poza wyjatkami). Albo kontrakt małżeński zawarty
        jest niewaznie, albo w sposób ważny.
    • klusujacy.hipopotam Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 00:48
      Nie masz co się dziwić. Nie dopatruj sie logiki tam gdzie w grę wchodzi
      religia.
      • przemek05 Re: logika ma zastosowanie w religii 01.12.06, 20:08
        Logika moze sluzyc do wykrywania i usuwania sprzecznosci w doktrynie. Teolodzy
        nie stronia od logiki, czego dowodem jest chocby dzielo ksiedza J.Bochenskiego
        o logice i wierze (nie cytuje tytulu, bo moge nie pamietac dokladnie). Pelno w
        tej ksiazce kwantyfikatorow... :-)
    • roger45 Nieludzkie stanowisko Kosciola 01.12.06, 07:42
      Stosunek do rozwodow, polegajacy wlasciwie tylko na tym, ze mozna orzec rozwod
      jezeli slub byl "wadliwy" to bzdura, powiem -to grzech wobec ludzi. To jeden z
      najwiekszych grzechow Kosciola. To przyczyna tragedii tysiecy ludzi.
      Po co marnowac zycie, jezeli slub z biegiem czasu okazal sie kompletnym
      nieporozumieniem, po co marnowac zycie dzieciom, ktore obciaza nieudany zwiazek
      rodzicow. Bog laczy miloscia tylko drobna czesc malzenstw, reszta to nieudany
      kontrakt.
      • przemek05 Re: Za wielkie slowa... 01.12.06, 20:19
        Nie podoba mi sie zbyt dramatyczny styl Twojej wypowiedzi, jednak czesciowo
        masz racje. Zasada "zlem jest rozerwanie malzenstwa" zostala zastapiona w
        Sredniowieczu inna zasada "nie ma mozliwosci rozerwania malzenstwa". Ta
        pierwsza, patrystyczna, moim zdaniem, byla calkowicie wystarczajaca. Ta druga,
        scholastyczna, budzi moje watpliwosci.

        Zreszta, abstahujac od samej zasady, o tragediach ludzi decyduje praktyka sadow
        biskupich. Jesli maz zone katowal, to ta jego cecha istniala, w jego psychice,
        juz przed slubem. Byla wiec przyczyna do uznania malzenstwa za niewaznie
        zawarte. Podobnie sklonnosc do zdrady. Mozna wiele spraw zalatwic pozytywnie,
        nie naruszajac owej scholastycznej zasady i nie wywolujac tym paniki wsrod
        teologow :-)
        • kika843 Re: Za wielkie slowa... 01.12.06, 22:47
          przemek05 napisał:

          > Nie podoba mi sie zbyt dramatyczny styl Twojej wypowiedzi, jednak czesciowo
          > masz racje. Zasada "zlem jest rozerwanie malzenstwa" zostala zastapiona w
          > Sredniowieczu inna zasada "nie ma mozliwosci rozerwania malzenstwa". Ta
          > pierwsza, patrystyczna, moim zdaniem, byla calkowicie wystarczajaca. Ta
          druga,
          > scholastyczna, budzi moje watpliwosci.
          >
          > Zreszta, abstahujac od samej zasady, o tragediach ludzi decyduje praktyka
          sadow
          >
          > biskupich. Jesli maz zone katowal, to ta jego cecha istniala, w jego
          psychice,
          > juz przed slubem. Byla wiec przyczyna do uznania malzenstwa za niewaznie
          > zawarte. Podobnie sklonnosc do zdrady. Mozna wiele spraw zalatwic pozytywnie,
          > nie naruszajac owej scholastycznej zasady i nie wywolujac tym paniki wsrod
          > teologow :-)
          Uzyskać unieważnienie małzeństwa to trudna sztuka. Wystarczy spojrzec na
          statystyki, zeby zobaczyć jak niewielki jest wskaźnik unieważnianych małżeństw.
          Lepiej, żeby mąż skatował żonę na śmierć, zdradzał ja na prawo i lewo, porzucił
          dla innej, niż żona żyła z innym bez ślubu kościelnego. Czysta paranoja. Tok
          rozumowania kleru jest po prostu chory. I mówią, że to prawo kościelne
          obowiązuje z woli Boga. Hipokryzja i zakłamanie w czystej postaci.
          • przemek05 Re: Nie jest tak zle 03.12.06, 19:01
            Z wypowiedzi niektorych ksiezy wynika, ze zglaszanie sie cywilnych rozwodnikow
            do sadow biskupich z prosba o rozpatrzenie mozliwosci uznania malzenstwa za
            niewaznie zawarte jest dobrym symptomem, bo wskazuje, ze ludzie traktuja
            Kosciol serio i pragna byc z nim (formalnie) w zgodzie.

            A co do osob zyjacych w "zwiazkach niesakramentalnych", to ich traktowanie
            przez Kosciol sie zmienilo. O maly wlos nie byliby dopuszczeni do sakramentow,
            juz tak sie stalo w kilku diecezjach niemieckich, ale Watykan to zablokowal
            (jaka szkoda!). Biskupi stojacy za ta inicjatywa nie zostali jednak odsunieci,
            np. kard. Kaspar cieszyl sie uznaniem JPII, a teraz piastuje wazne stanowiska
            za Benedykta VI
    • tora_tora artykuł sponsorowany? 01.12.06, 08:29
      z tego co wiem to tego typu sprawy stanowią coraz bardziej dochodową cześć
      działalności kościoła- i zasada jest prosta jak budowa cepa- im więcej płacisz,
      tym większe szanse na korzystny dla strony wyrok. Znam kilka osób z "dobrych
      domów" które mają taki kościelny papier i płaciły pewnie trochę więcej niż
      1700zł
      • kika843 Re: artykuł sponsorowany? 01.12.06, 22:49
        tora_tora napisał:

        > z tego co wiem to tego typu sprawy stanowią coraz bardziej dochodową cześć
        > działalności kościoła- i zasada jest prosta jak budowa cepa- im więcej
        płacisz,
        >
        > tym większe szanse na korzystny dla strony wyrok. Znam kilka osób z "dobrych
        > domów" które mają taki kościelny papier i płaciły pewnie trochę więcej niż
        > 1700zł
        Kościołem rządzi pieniądz, kolejny raz ta smutna prawda wyszła na jaw.
        Wystarczy dac parę tysięcy, a małżeństwo zostanie unieważnione za podaniem
        jakiejkolwiek "przyczyny". Proponuję klerowi , żeby rozwody stały się
        dostępniejsze, to więcej wpadnie do kiesy.
    • lilith76 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 13:06
      Wyrok orzekający o nieważności małżeństwa nie dotyczy też potomstwa. One są nadal dziećmi z prawego łoża, to znaczy poczęte i zrodzone w małżeństwie katolickim.


      Uznano, że sakrament małżeństwa nie zaistniał, ale dzieci są ze związku w którym sakrament jednak zaistniał (owo małżeństwo katolickie). Gdzie tu logika??? Pytanie retoryczne.
      • zbyszek644 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 16:38
        Umowa małżęńska była zawarta w sposób nieważny, a więc nie pociagajacy za sobą
        zobowiazań prawnych bedących jej przedmiotem; natomiast małżęństwo jako fakt
        istniało. Trudno byłoby udowodnić tezę, że z powodu niewaznosci umowy
        małżeńskiej samo małżeństwo nie istniało. Nie ma powodu, by dzieci zrodzone z
        takiego małżeństwa, miały byc uważane za dzieci z nieprawego łoża.
        • jackie71 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 17:56
          Skoro "nie pociąga za sobą zobowiązań prawnych bedących przedmiotem umowy
          małżeńskiej", ale jako fakt istniało- to dlaczego KK mówi, ze nie
          ma "uniewaznienia" małzeństwa tylko jest stwierdzenie, że ono nigdy nie
          istaniało? To w końcu fakt małżeństwa istniał, czy nie istniał? Z tego "nie
          pociągania za soba zobowiązań prawnych" jasno dla mnie wynika, że dziecko z
          niebyłego małżeństwa jest dzieckiem nieslubnym. Kościół tak miesza, z eludzie
          nic z tego nie rozumieją (bo to wszytsko kupy się nie trzyma) i w końcu
          dochodza do jedynego mozliwego wniosku, że jeżeli w tym całym bałaganie ktoś
          otrzymuje "rozwód koscielny", to dlatego, ze albo wiedział, komu posmarowac,
          albo jest dobrze ustosunkowany. Ja tez tak uważam.
          • kika843 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 22:53
            jackie71 napisała:

            > Skoro "nie pociąga za sobą zobowiązań prawnych bedących przedmiotem umowy
            > małżeńskiej", ale jako fakt istniało- to dlaczego KK mówi, ze nie
            > ma "uniewaznienia" małzeństwa tylko jest stwierdzenie, że ono nigdy nie
            > istaniało? To w końcu fakt małżeństwa istniał, czy nie istniał? Z tego "nie
            > pociągania za soba zobowiązań prawnych" jasno dla mnie wynika, że dziecko z
            > niebyłego małżeństwa jest dzieckiem nieslubnym. Kościół tak miesza, z eludzie
            > nic z tego nie rozumieją (bo to wszytsko kupy się nie trzyma) i w końcu
            > dochodza do jedynego mozliwego wniosku, że jeżeli w tym całym bałaganie ktoś
            > otrzymuje "rozwód koscielny", to dlatego, ze albo wiedział, komu posmarowac,
            > albo jest dobrze ustosunkowany. Ja tez tak uważam.
            Kler specjalnie wprowadza taki mętlik, żeby nie mozna tu było dochodzić swych
            praw. Ludzie sa już tak zagubieni w kruczkach prawa kanonicznego, że łatwo nimi
            manipulować. W ogóle co to za określenie "dziecko z prawego łoża". Dziecko to
            dziecko, nieważne czy narodziło się w czasie trwania małżeństwa katolickiego,
            czy też matka była panną.
      • przemek05 Re: "prawe loze" to pojecie archaiczne 01.12.06, 20:23
        Nikt teraz, nawet w Kosciele, nie czyni roznicy miedzy dziecmi z "prawego"
        czy "lewego :-)" loza. Wszystkie dzieci sa jednakowo traktowane.
        Zasygnalizowany problem zatem przestal istniec i miec jakiekolwiek znaczenie.
    • zbyszek644 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 16:19
      "Mamisyństwo" nie jest przyczyną. Nie ma takiej przyczyny nieważnosci umowy
      małżeńskiej. Natomast może świadczyć o braku psychicznej zdolnosci do podjecia
      obowiazków małżęńskich. Tak samo może o tym świadczyć chorobliwa skłonność do
      przemocy i agresji. Wtedy tez nie tyle przemoc jest pzrzyczyną niewazności
      zawartego kontraktu, co psychiczna niezdolność do wypełniania podjętych w nim
      zobowiązań.
    • antonioni1 Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 18:25
      A mnie nie dziwi. Podstawowym kryterium dojrzałości do miłości małżeńskiej jest
      odpowiedź na pytanie: w sytuacji ekstremalnej kogo będziesz ratował/a w
      pierwszym rzędzie: rodzica czy małżonkę/a? Odpowiedź jest prosta. Małżonkowie
      stanowią "jedno ciało" i to oni mają przekazać życie następnemu pokoleniu.
    • waheka Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 19:18
      Uważam to wszystko za bzdurę.Powinny być rozwody kościelne-przeciez nie mozna
      nikogo zmuszać na siłę do kochania i bycia razem.Człowiek jest istotą omylną i
      dlatego powinno to być uznawane.Cierpieć przez całe życie przez podjęcie złej
      decyzji to okrucieństwo dla obojga.Porzucenie przez współmałżonka jest mniej
      upokarzające niż życie ze świadomością obłudy i zdrady.
      • przemek05 Re: Evdochimov, 01.12.06, 20:33
        prawoslawny teolog, pisal o tym tak mniej wiecej (cytuje z pamieci): Materia
        sakramentu malzenstwa jest milosc. Gdy jej zabraknie, wyczerpuje sie dzialanie
        sakramentu.

        Nie oznacza to, ze prawoslawie lekkomyslnie udziela powtornych slubow. Stan
        wyczerpania sie sakramentu malzenstwa uznaje za ludzka tragedie, jednak,
        kierowane milosierdziem, nie zabiera rozbitkom szansy na stworzenie nowej
        rodziny.

        Aha, papiez w czasie pielgrzymki do Turcji poklonil sie prochom sw. Jana
        Chryzostoma. Rzecz w tym, ze poglady owego swietego, zaliczanego do Ojcow
        Kosciola (katolickiego!), na sprawe malzenstwa i powtornych slubow, byly mniej
        wiecej takie jak obecnego Kosciola Prawoslawnego.

        • kika843 Re: Evdochimov, 01.12.06, 22:58
          przemek05 napisał:

          > prawoslawny teolog, pisal o tym tak mniej wiecej (cytuje z pamieci): Materia
          > sakramentu malzenstwa jest milosc. Gdy jej zabraknie, wyczerpuje sie
          dzialanie
          > sakramentu.
          >
          > Nie oznacza to, ze prawoslawie lekkomyslnie udziela powtornych slubow. Stan
          > wyczerpania sie sakramentu malzenstwa uznaje za ludzka tragedie, jednak,
          > kierowane milosierdziem, nie zabiera rozbitkom szansy na stworzenie nowej
          > rodziny.
          >
          > Aha, papiez w czasie pielgrzymki do Turcji poklonil sie prochom sw. Jana
          > Chryzostoma. Rzecz w tym, ze poglady owego swietego, zaliczanego do Ojcow
          > Kosciola (katolickiego!), na sprawe malzenstwa i powtornych slubow, byly
          mniej
          > wiecej takie jak obecnego Kosciola Prawoslawnego.
          >
          I za ten sposób myślenia cenię sobie Cerkiew. ona jest bardziej otwarta na
          ludzkie dramaty, może dlatego, że pop sam ma zonę, dzieci i zna życie. Coś w
          tym chyba jest, nieprawdaż?
      • kika843 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 22:56
        waheka napisała:

        > Uważam to wszystko za bzdurę.Powinny być rozwody kościelne-przeciez nie mozna
        > nikogo zmuszać na siłę do kochania i bycia razem.Człowiek jest istotą omylną
        i
        > dlatego powinno to być uznawane.Cierpieć przez całe życie przez podjęcie złej
        > decyzji to okrucieństwo dla obojga.Porzucenie przez współmałżonka jest mniej
        > upokarzające niż życie ze świadomością obłudy i zdrady.
        Nie potrafię pojąć, czemu nie ma rozwodów kościelnych. Wszakże sam Jezus
        mawiał, że człowiek jest omylny i grzeszny, a w związku z tym powinien mieć
        prawo naprawy swoich błędów. Po co żyć w kłamstwie , hipokryzji, narastającej
        nienawiści, skoro mozna się kulturalnie rozstać, znaleźć szczęście u boku kogoś
        innego.
        • przemek05 Re: Co naprawde sadzil Pan Jezus,... 03.12.06, 19:14
          ...to do konca nie wiadomo. Ewangelie zawieraja przekazy nieco sprzeczne.
          Najbardziej pelna wypowiedz cytuje Mateusz (a ja przytaczam z pamieci): "...kto
          oddala swoja zone, za wylaczeniem "pornei", a bierze inna, popelnia
          cudzolostwo". Celowo pozostawilem jedno slowo bez tlumaczenia, bo tlumaczenia
          sa rozne, najczesciej oznaczaja cudzolostwo. Jesli tak, to osoba zdradzona i
          porzucona jest wolna. Ale... slowo "porneia" samo w sobie jest tlumaczeniem na
          grecki z aramejskiego (w ktorym to jezyku Pan Jezus nauczal), Ewangelie zostaly
          spisane dziesiatki lat pozniej, gdy juz malo kto mogl dokladnie pamietac...
          W tej sytuacji nie ma innej rady, trzeba opierac sie na wlasnym sumieniu.
    • kapitan_stopczyk Obłuda."Unieważnienie" to tylko kwestia pieniędzy 01.12.06, 19:26
      Jak masz kase to Kościół przełknie kazdy nonsens, żeby "unieważnić".
      Nawet jeśli jest dwoje dzieci - uznają małżeństwo za "nieskonsumowane".
      Liczą się tylko pieniądze - taki Kościół kato;icki.
      • atosatos1 Kościół stara się jak może naginać 01.12.06, 21:16
        paragrafy, interpretować przepisy tak, aby każdy, kogo na to stac finansowo,
        dostał rozwód. Po co ta obłuda i powoływanie się na jakies przepisy, skoro każdy
        jest w stanie dostać rozwód ( jeden taki przypadek znam z kręgu dalszych
        znajomych).
        To, co było dobre kilka tysiecy lat temu, teraz nie przystaje do obecnej
        rzeczywistości.
    • annika.h co za pokrętny bełkot 01.12.06, 22:22
      gorszy niż kłapanie dziobem sprawozdawców sportowych
    • wariant_b Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 22:28
      Czy z przyczyn braku dostatecznego używania rozumu nie można
      również unieważnić komunii i chrztu?
    • kika843 Re: Małżeństwo, którego nie było 01.12.06, 22:31
      Dziwi mnie teza, ze "maminsynowstwo" jest przyczyna uznania malzenstwa za
      > niewazne, a uzywanie przemocy, permanentne zdrady lub porzucenie
      > wspolmalzonka - juz nie. Przeciez niezdolnosc do dotrzymania wiernosci czy
      > sklonnosc do agresji sa czynnikami psychicznymi w znacznie wiekszym stopniu
      > wykluczajacymi prawidlowe funkcjonowanie malzenstwa niz ograniczona
      > samodzielnosc i zbytnie poleganie na rodzicach. Zreszta czynniki te sa
      > niejako wrodzone i istnialy juz przed zawarciem zwiazku, choc mogly sie w tym
      > czasie nie ujawnic.
      >
      > Poza tym, trzymanie sie tezy, ze licza sie wylacznie okolicznosci zawarcia
      > zwiazku, a dalsze juz nie, prowadzi do niekonsekwencji. Jesli sie twierdzi,
      > ze wejscie w zwiazek z postanowieniem rozejscia sie w przypadku znalezienia
      > lepszego partnera czyni zwiazek niewaznym, to jaka jest roznica, czy to
      > postanowienie zapadlo przed czy po zawarciu zwiazku? Wazny jest fakt
      > porzucenia wspolmalzonka.
      To jest właśnie cała "logika" kleru. Jak można uważać, że kobieta powinna nieść
      krzyż Bozy z godnością znosić poniżanie, bicie, zdrady, alkoholizm męża, a
      twierdzić, że ma prawo się rozwieść, gdy synek zanadto słucha matki. I tu i tu
      jest "krzyż Boży", ale na jakiej podstawie Kościół uważa, że maminsynostwo jest
      gorsze od przemocy w rodzinie i zdrady? Moim zdanie przemoc jest dużo gorsza od
      wtrącania się mamusi do zycia młodych. Tu wyraźnie widać, jak klerowi daleko od
      spraw zwykłych ludzi i jak jest księżom "bliskie" dobro oraz szczęscie
      wiernych.Dla księzy ono ma zerowe znaczenie.
    • zoran4 Małżeństwo, którego nie było 03.12.06, 09:56
      To chyba tylko w Polsce.....nie chce tego ani chwalic ani potepic ale malzenstwo
      to sprawa PRYWATNA,...a do tego slowo demokracja ???
      • parlo Re: Małżeństwo, którego nie było 05.12.06, 13:53
        www.express.bydgoski.pl/look/article.tpl?IdLanguage=17&IdPublication=2&NrIssue=463&NrSection=80&NrArticle=50098
Inne wątki na temat:
Pełna wersja