Bronię Anety K.

13.12.06, 06:05
Nie sadzcie a nie bedziecie sadzeni.To ewangeliczne wezwanie wydaje sie nie
obowizywc w naszym katolickim kraju ani tez w RM ktore podobno jest tez
katolickie.

Najwazniejsze w aferze seksualnie Samoobrony jest fakt wykorzystania pozycji
pracodawcy,zwierzchnika,posla do swiadczenia uslug seksualnych.
Jeszcze bardziej obrzydliwe jest to ze dzieje sie to w IVPR,ktora podobno ma
byc lepsza od poprzedniej.
Jeszcze bardziej obrzydliwy jest fakt,ze kobiety,poslanki samoobrony
wypowiadaly sie w tej sprawie tak jakby same byly burdelmamami.
Poslanka to sosba publiczna ale trzeba miec swiadomosc,ze osoba publiczna to
nie dom publczny.
Niestety te panie nie sa w stanie pojac roznicy miedzy budelemm a sejmem.
Zeby bylo smieszniej wszystko to dzieje sie pod patronatem PiS ktorego
przywodca to"samo dobro"
    • senteno Re: Bronię Anety K. 13.12.06, 11:55
      A ja nie bronię Anety K., ani podobnych jej "skrzywdzonych". "Pożyteczni
      idioci" z GW nie zauważają pewnych, oczywistych faktów. Otóż nie ulega
      wątpliwości, że zdarzają się próby wymuszania od kobiet usług seksualnych przez
      ich "rozpalonych" dziką chucią szefów. W przypadku Anety K. mamy zaś do
      czynienia z zawarciem umowy, którą można określić mianem niegodziwej. Z tym że
      taką umowę zawierają zawsze co najmniej dwie strony (no chyba, że chodzi o
      trójkącik, czworokącik, "łańcuszek Daisy", itp., itd.). Ze smutkiem należy
      stwierdzić, że coraz więcej kobiet nie tylko nie protestuje przeciwko
      tej "ścieżce" kariery i dobrobytu, ale wręcz przejmuje w tym względzie
      inicjatywę. Dopiero gdy coś nie wyjdzie po ich myśli, grają rolę słodkich
      idiotek. Niczego nie zmienią tu zapalczywe i fałszywe żale tzw. "feministek",
      szczególnie z podupadającej GW. Ponadto Pani Aneta nie byłaby przez
      nikogo "sądzona", gdyby sama się temu osądowi dobrowolnie nie poddała. Chamstwu
      z Samoobrony niewiele zaszkodziła, natomiast za ujawnienie swojego stylu życia
      już płaci bardzo wysoką cenę. Inne cwaniary są jednak znacznie bardziej
      przebiegłe...
      • sam16 Re: Bronię Anety K. 13.12.06, 16:47
        senteno nic nie rozumiesz.
        Nie bronie anety k za to co zrobila tylko bronie jej i inne kobiety ktore sa
        skazane na taki proceder.Seks za prace jest propozycja niegodziwa a w tym
        przypadku posel jako osoba zaufania publicznego jest bardziej winien i to o nim
        powinno sie pisac jak o alfonsie a nie o Anecie jako puszczalskiej.

        Rowniez wieszanie psow na GW jest takim samym aktem jak obwinianie poslanca ,ze
        przyniosl zla wiadomosc.
        Przeciez to nie Michnik sapal z Aneta tylko Lyzwinski.
        W twoim poscie o Lyzwinskim ani slowa.Czy on wg ciebie jest niczemu nie winien?
    • romano33 Absurdalny artykuł - łatwo podważyć 14.12.06, 00:01
      >(Losy Anety Krawczyk stały się najpopularniejszą telenowelą)
      To telenowela stworzona przez media. Media nie potraktowały to poważnie. Główny
      świadek był traktowany jak modelka a nie ofiara (patrz wydanie GW- obwiazany
      krawat SO, pozy przy oknie i inne)

      >>Zarzut 1: Zgodziła się na seks z posłem Samoobrony, po to by zapewnić sobie
      >>dobrze płatne zajęcie. A przecież nie musiała.

      >>Trzeba jasno powiedzieć, że w tej sprawie nie o morale pani Anety chodzi, ale
      >>o karygodny proceder, który ma miejsce w Samoobronie: praca za seks,
      >>molestowanie seksualne, wykorzystywanie władzy do upodlenia kobiet.

      Czy dobrowolne pojscie do łózka z innymi jest karalne ? A skąd taka pewność, że
      sama nie chciała tego w imie swoich własnych interesów wykorzystując posłów ?

      >>Zarzut 2: Aneta - wedle jej relacji - właściwie zgodziła się na wstrzyknięcie
      >>sobie oksytocyny, tym samym bierze odpowiedzialność za stworzenie zagrożenia
      >>dla swojego dziecka.
      To się okaże za tydzien jak zbadają przebieg ciązy i porodu. To będzie drugi
      test prawdomówności głównego świadka.

      >>Zarzut 3: Aneta skłamała, mówiąc, że ojcem jej dziecka jest Stanisław >>Łyżwiński.

      >>Skłamała? A może się pomyliła?
      Zauważam tutaj, że Pani Wielowieyska jest niedoinformowana i nie słucha tego co
      powiedział główny swiadek Aneta K. Przyznała w prokuratorze, że wie kto jest jej
      ojcem ale nie powie. Więc nie pomyliła się.

      >>Trudno uwierzyć, że Aneta świadomie kłamała
      Przykro mi ale niestety to bajki dla naiwnych.

      >>Zarzut 4: Ujawniając się, Aneta Krawczyk naraziła swoje dzieci na niesławę i
      >>stres.
      Opowiadając swoje miłosne podboje i chęć zdobycia stanowisk za wszelką cenę co
      ujawniła ? Nie chciał byc sprzątaczką więc swiadomie wybrała sobie taki cel.
      Nikt jej nie zmuszał. Sama lubiła to. Niemoralne jest tylko zdrada łyzwinskiego
      w stosunku do swojej żony o ile rzeczywiście spała z nim. Dowodów na to nie ma
      żadnych.

      Ja natomiast radziłbym słuchać dobrze co mówi najgłówniejszy świadek Aneta K i
      zadac sobie pytanie dlaczego fantazjowała ?. Koniec kariery z powodu przegranych
      wyborów i koniec podbojów ?
      • sam16 Re: Absurdalny artykuł - łatwo podważyć 14.12.06, 01:05
        W cywilizowanych krajach kazdy kto wykorzystuje swoje stanowisko do swiadczenie
        uslug seksualnych jest karany.
        Mam tu ns mysli takie przypadki jak; profesor -studentka, lekarz -pacietka,
        pracodawca-pracownica.
        Kazdy taki zwiazek bez wzgledu na okolicznosci(zgodzila sie ,wybrala,chciala itd.)
        obciaza osobe ktora z racji swoje pozycji jest w roli nadrzednej. W swietle
        prawa nie ma zadnych watpliwosci kto ponosi odpowiedzialnosc za to co sie stalo.
        Majac to na uwadze w swietle prawa Lyzwinski jest winien nawet jesli Aneta
        sprowokowala go do seksu.
        Nie ma tu wiec dyskusji kto jest winien.Winien jest Lyzwinski.
        Winien jest rowniez Lepper ktory wiedzial o tego rodzaju procedurach w jego partii.
        Ciekawe ze w poscie romano 33 ani razu nie ma wzmianki o Lyzwinskim w kontekscie
        winy.Przeciez Aneta nie uprawiala seksu sama tylko z poslem Lyzwinskim.
        Od posla wymaga sie o wiele wiecej niz od zayczajnego czlowieka.
        Posel ma wysoka pozycje spoleczna,zarabia duze pieniadze w porownaniu z
        przeciatnym czlowiekiem i pwinien reprezentowac najwyzsze standardy moralne.
        Z samego tego faktu winika ze na potepienie zasluguje posel a nie jego pracownica.
        romano czy dla ciebie posel ktory wyludza pieniadze podatnikow na zakup benzyny
        do samochodu,ktorego formalnie nie posiada jest czlowiekim godnym zaufania?
        Dlaczego nie ma w twoim poscie zadnych zastrzezen do posla tylko cala sawoja
        uwage skupiasz na Anecie K.

        Trzeba byc zaslepionym politycznie zeby cala winic kobiete, majaca na utrzymaniu
        dwoje dzieci a nie na faceta ktory wykorzystujac sowja pozycje i mozliwosci z ty
        zwiazane i zachowuje sie jek streczyciel.
        Czy taka ma byc IV RP?Czy na takie zmiany czekali wyborcy omamiini idealami IV RP?
    • wj_2000 Bronię Anety K. 14.12.06, 00:26
      Całkowicie logiczne, wręcz oczywiste jest dla mnie przypuszczenie iż Aneta K.
      była subiektywnie pewna na 100%, że to Łyżwiński jest ojcem jej córki. Ba,
      podobno w szpitalnych dokumentach, czy nawet metryce wpisane jest imię ojca
      Stanisław.
      Dodatkowym potwierdzeniem mogą być słowa pewnej starszej pani, sasiadki, nawet
      chyba przyjaciółki Anety K., działaczki SO, wyznającej w telewizji, już po
      ogłoszeniu wyniku testu DNA że to nie Łyżwiński jest ojcem, iż jeszcze będąc w
      ciąży Aneta K. powiedziała jej że ta ciąża to z Łyżwińskim.
      Jednak asystentowi Łyżwińskiego podała "na odczepnego" zupełnie kogoś innego.
      Oznacza to iż i Łyżwińskiemu nie zdradziła że to on (jak sądziła) jest ojcem!!!

      Wyciągnijmy z tego logiczne konsekwencje!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

      Dla mnie jest jasne, że zajście w ciążę było przez Anetę zaplanowane z pełną
      premedytacją, jako swoista asekuracja na chude lata, gdy pięknie się
      rozwijająca kariera w SO, zagwarantowana romansem z Łyżwińskim (bo był to
      rodzaj romansu, a nie jednorazowego kontaktu), zakończy się, gdy zakończy
      się "miłość" Łyżwińskiego i wygaśnie kadencja w Sejmiku, w Radzie Nadzorczej.
      No bo czemu by tyle lat milczała przed (domniemanym) ojcem?

      Ba! Jeśli dać wodze fantazji, to wydaje się, iż najlepszym ojcem dla takiego
      dziecka byłby sam Lepper. Otóż wszystko wskazuje że do stosunku z Lepperem
      doszło "2 - 8 razy". Wszystk o też wskazuje, że dla Leppera nie były to tak
      atrakcyjne stosunki jak dla Łyżwińskiego.

      Tylko zajście w ciążę z Lepperem lub Łyżwińskim (i ukrywanie potem faktu
      ojcostwa do właściwego momentu) miało dla niej sens. Jeśli sypiała w tym czasie
      z innymi, młodymi, dla własnej przyjemności, to z pewnością stosowała
      antykoncepcję. Wszak to nie jakaś gąska a kobieta po studiach, matka dwojga
      chcianych małżeńskich dzieci.

      Jak więc doszło do pomyłki? O ile wiem ( i to z doświadczeń 2 kobiet w mojej
      rodzinie), zdarza się, że po zajściu w ciążę, gdy już nie powinno być kolejnej
      miesiączki, zdarza się jeszcze jeden upław z pochwy symulujący taką miesiączkę.
      Szczególnie gdy regularne miesiączki są dosyć skąpe, ten dodatkowy upław -
      jeśli lekarz się temu nie przyjrzy - może być wzięty za miesiączkę.

      Gdy dwa tygodnie po wejściu do łóżka Lepperowi (bez zabezpieczenia
      antykoncepcyjnego), pojawiła się owa pozorna miesiączka, Aneta uznała, że na
      Leppera jako ojce jej dziecka nie ma już szans. I zaczęła realizować plan B.
      Skoro nie Lepper, niech będzie jego zastępca! I w stosunkach (w miarę
      regularnych) z Łyżwińskim przestała stosować antykoncepcję.
      Po kolejnym miesiącu, gdy ciąża (z Lepperem)już była 6-tygodniowa, miesiączka
      się już oczywiście nie pojawiła i Aneta była OCZYWIŚCIE przekonana, że to ciąża
      z Łyżwińskim.

      Oksytocyna mogła być, albo i nie. Potrzebnie, albo i nie.

      Po porodzie plan był konsekwentnie realizowany. Imię ojca dziecka wpisała
      Stanisław. Ale o żadne alimenty sie nie dopominała. Była wszak radną,
      członkinią Rady Nadzorczej. Kupiła mieszkanie, działkę, uśmiechniętą widzimy ją
      na zdjęciach po roku, dwóch, trzech. Wyznając Łyżwińskiemu, że jest ojcem z
      pewnością wywołała by potworną perturbację. Atmosfera nie byłaby już tak miła.

      Ale i Łyżwiński nie zasypiał gruszek w popiele. Mimo że ona twierdziła iż ojcem
      jest jakiś młody działacz SO (tak zeznał asystent Łyżwińskiego), wolał on sam
      sprawdzić jak to jest. Bez trudu zdobył jakiś materiał biologiczny matki i
      córki i udał się z tym do prywatnej kliniki. Tam mu potwierdzono słowa Anety,
      iż rzeczywiście to nie on jest ojcem!

      Ten stan świadomości obu bohaterów dramatu, do którego doszło w dość naturalny
      sposób, tj bez zakładania jakiegoś szaleństwa, głupoty, czy choćby
      irracjonalności działania którejś z nich, był jak tykająca bomba.

      Zdetonowały ją przegrane przez Anetę K wybory. Romans dawno skończony. Szanse
      na samodzielne polityczne istnienie żadne. (Tak na marginesie, nasz system
      wyborczy jest kompletnie irracjonalny. Gdyby na pierwsze miejsce na liście w
      miarę popularnej partii wpisać konia Kaliguli, to ten koń zostałby radnym).
      Na tę okoliczność właśnie Aneta K "fundnęła" sobie dziecko z prominentem!
      Idzie więc (czy też dzwoni, czy pisze) do Łyżwińskiego, no i wyznaje swoją (i
      jego) "tajemnicę", oczekując, żądając pomocy. A Łyżwiński (trochę nieroztropnie
      jednak) nie patrząc dalej końca swojego nosa, wiedząc że ojcem nie jest wygania
      ją bezlitośnie.
      To wprawiła Anetę w niesłychane zdumienie. Można powiedzieć, że ją wręcz
      zatkało. Dotarła do dziennikarza i zaczęłą skarżyć się na molestowanie.
      Zażądała jednak (mając nadzieję, że jednak Łyżwiński zacznie płacić) by w
      pierwszym artykule nie pisać nic o ojcostwie. Sądziłą, że Łyżwiński widząc jej
      determinację i dojście do Gazety zmięknie nie chcąc, by sprawa ojcostwa wyszła
      na jaw, bo wtedy jego kłanstwo a'la Clinton byłoby udowodnione.
      Wzięła Łyżwińskiego przypuszczlnie za głupszego niż jest i nie wzięła pod
      uwagę, że jego buta może płynąć z konkretnej wiedzy.

      Wynik testu był - jak wiemy! - ogromnym szokiem dla niej!!!! Schowała się na
      dwa dni.
      Stało się dla niej jasne, że skoro nie Ł to L jest ojcem jej córeczki.

      Charakterystyczna jest kompletna zmiana taktyki ze strony jej adwokatki!!! W
      pierwszym odruchu palnęła od siebie, że trzeba przebadać Leppera. Rutynowo
      przyjęła że jej klientce chodzi o udowodnienie prawdy iż sypiała z obydwoma
      (albo chociaż z jednym) i uzyskanie alimentów!! Głupia baba!

      Aneta, za trzymanie ojcostwa w tajemnicy liczyła na wiele więcej niż przyznane
      przez sąd alimenty!!! Łyżwiński, jako nieojciec, nie chciał płacić, ale Lepper?
      Każde pieniądze gotów wydać, by zostawić go w spokoju w tym momencie!!!!!

      Więc pani Adwokat łykając własny język, bredzi coś o formalnym czasie
      koncepcyjnym i żeby tylko, broń Boże nie robić testu DNA Lepperowi, bo jej
      klientka "zna ojca, ale nie powie. Powie jedynie że to nie Lepper"

      Jeśl ten opisany scenariusz jest w zarysach prawdziwy (a trudno wymyslić inny
      sensowny!) to Aneta K. nie zasługuje na obronę miła Pani Dominiko.

      Zastanówmy si
      • sam16 Re: Logiczne konsekwencje.... 14.12.06, 05:53
        Pogratulowac fantazji.
        Niestety nie mozna wycigac logicznych konsekwencji z przypuszczen i wytworow
        wyobrazni.
        Z calej tej afery logicznie wynika ze w IV RP pod wodza PiS kwitnie taki sam
        proceder jak w poprzednich Rzeczpospolitych.
        Zalatwia sie prace swoim naloznicom albo w partii albo w innych instytucjach
        czyli ukald dziala w dalszym ciagu.
        Z klucza pratyjnego pochodza sedziowie TK,rada nadzorcza tv.
        Prezesanu sopolek z udzialem skarbu panstwa zostaja byli przestepcy gospodarczy
        ale wierni PiSowi.
        Niech zyje IVRP partyjny folwark PiS.
        • wj_2000 Re: Logiczne konsekwencje.... 14.12.06, 10:59
          sam16 napisał:
          > Niestety nie mozna wycigac logicznych konsekwencji z przypuszczen i wytworow
          > wyobrazni.

          Cały postęp nauk przyrodniczych bierze się ze stawiania trafnych hipotez
          objaśniających znane fakty i przewidujących bnastępne, które się weryfikuje.
          Moje rozważania są raczej nawet nie tyle hipotezą, co dedukcją.
          W niczym nie są one sprzeczne z Twoją charakterystyką rzeczywistości na
          poziomie ogólnym (rozwiązłość, nepotyzm, egoizm i co tam jeszcze).

          Jedyne założenie istotne jakie mi było potrzebne, to racjonalność
          działań "bohaterów" afery. Racjonalność rozumiana jako dbanie o własne wyłączne
          interesy.
          Jakże człowiek przy zdrowych zmysłach stawiał by wszystko na jedną kartę,
          ogłaszając wszem wobec, że test DNA wypadnie po jego myśli!!!
          Każde z nich musiało mieć albo obiektywne przekonanie, albo subiektywne
          przekonanie o swojej racji!
          Skąd się brała wiara Łyżwińskiego, nie jest do końca pewne. Może wie on, że od
          pewnego czasu jest 100% impotentem? Może zna grupy krwi swoje Anety i dziecka,
          a składa się tak że istniejące kombinacje go wykluczają. A może robił test DNA,
          nie afiszując się przed Anetą. Ale to nie jest istotne.
          Jak wiemy TERAZ, Aneta nie miała z ojcostwem racji obiektywnej, więc musiała
          mieć subiektywną, fałszywą. Inaczej by się tak nie wygłupiła!!
          Racja subiektywna mogła powstać tylko jeśli spała w owym czasie z dwoma co
          najmniej facetami, i to bez antykoncepcji.
          Moment wystąpienia do Łyżwińskiego z "rewelacją" o jego ojcostwie, gdy dziecko
          miało już 3,5 roku, wskazuje, że to zajście w ciążę z prominentem miało być
          asekuracją na czas po skończeniu krótkiej kariery politycznej.
          Ciąża z hołyszem, byłaby dla niej ciężarem, a nie pomocą!
          Jedynym drugim prominentem, o spaniu z którym ogłaszała, jest Lepper.
          Zatem skoro nie Łyżwiński jest ojcem, to musi być Lepper.
          Szok z wyłączeniem Łyżwińskiego zachwiał całym planem.
          Jedynym sposobem ocalenia go jest dogadania się z Lepperem. Jest to dla Leppera
          kwestia życia i śmierci.
          Więc się dogadują, a adwokatka łykając własny język łga jak najęta. Widać jak
          nieudolnie próbują zastopować badanie DNA Leppera.
          Gdyby się wydało, to już Lepper nie miał by żadnego interesu jej pomagać.
          Została by przy oficjalnych alimentach.
          Który z kroków chciałbys zakwestionować?
          • wj_2000 Re: Logiczne konsekwencje....ciąg dalszy 14.12.06, 11:14
            Jest szereg elementów dodatkowych podtrzymujących moją wersję:

            1) Poród był bardzo wczesny, a mimo to dziecko nadzwyczaj dobrze się z tego
            wykaraskało! Chodzi o to, że ciąża (no i noworodek) były o cały niesiąc
            starsze, niż matka sądziła.
            2)W metryce urodzenia jako imię ojca podała Stanisław. Na odczepnego,
            asystentowi Łyżwińskiego podała jako ojca niejakiego Marka.
            3) Sąsiadka, starsza Pani, jej przyjaciółka, już po ogłoszeniu testu,
            zeznawała, że jeszcze w czasie ciąży Aneta się jej zwierzała że ojcem jest
            Łyżwiński
            4)Chroniąc Leppera za wszelką cenę, wybiera jako mniejsze zło robienie z
            siebie idiotki!!!! Nie mówi że się pomyliła, co by ją jakoś tłumaczyło z tym
            kłamstwem o ojcostwie łyżwińskiego, tylko oznajmia nagle, że zawsze znała
            prawdziwego ojca. Woli by oceniano ją jako idiotkę świadomie szkalującą
            Łyżwińskiego, niż by wydała się prawda. A ta cała prawda jest dla Anety
            zabójcza. To wyrachowana sprzedajna ździra. 50 miesięcy cierpliwie czekała na
            moment by pójść z dzieckiem do ojca (jak się jej zdawało!) i powiedzieć:
            pomagaj, bo cała Polska się dowie. I nie tylko, że jesteś ojcem, co było by do
            zniesienia. Ale tak Cię obsmaruję, tak nałgam z molestowaniem, że kariera twoja
            się skończy. Ponadto ujawnienie "nowej" prawdy o Lepperze finansowo jest mało
            rewelacyjne. Zwykłe alimenty.
            • sam16 Re: Logiczne konsekwencje....ciąg dalszy 14.12.06, 15:45
              Twoja wersja zostanie twoja wersja i tylko wersja a w tej aferze licza sie
              konkretne fakty.
              Faktem jest z w IV RP ktora miala byc inna od poprzedniej dzieja sie rzeczy
              ktore wolaja o poste do nieba.KOrupcja ,sprzedajnosc,kumoterstwo,niekompmetencja
              i wiele wiele innych negatywnych zjawisk.
              Czy w takim kierunku ma isc naprawa Rzeczpospolitej?
              Odpowiedz mi na to pytanie a swoja wersje wyslij do TV moze zrobia z niej
              telenowele.
Pełna wersja