Dodaj do ulubionych

Fałszywi obrońcy życia

03.06.07, 09:55
Eks-dominikanin Bartoś jak widac w pełni zasłużył na nagrodę Hiacynt od
Fundacji Równości, czyli polskich homoseksualistów. Nawiasem mówiąc u tych
ostatnich problem aborcji chyba raczej nie istnieje.
Obserwuj wątek
    • arturkuc Fałszywi obrońcy życia 03.06.07, 10:33
      Tekst p. Bartosia jest przegadany i niekonkretny. Autor ślizga się po
      powierzchni problemu i polemizuje z wirtualnymi poglądami (np. w ogóle nie
      cytuje dokumentów, w których Kościół rzekomo n a k a z u j e katolickim
      politykom podejmować działania na rzecz wprowadzenia prawnego zakazu aborcji).
      Podstawowy problem p. Bartosia polega moim zdaniem na tym, że nie podejmuje on
      omawianej kwestii na płaszczyźnie teologicznej (w formie opisu i dyskusji z t e
      o l o g i ą Kościoła), ale na płaszczyźnie świadomości społecznej i panującego
      w Kościele „klimatu” (nota bene, co do „klimatu” zgadzam się z jego diagnozą).
      Ta forma wypowiedzi nie prowadzi jednak do pogłębienia świadomości czytelników i
      ewentualnego skorygowania obiegowych opinii w oparciu o autentyczną refleksję
      teologiczną, lecz co najwyżej do zastąpienia jednego klimatu innym, proponowanym
      przez p. Bartosia - bardziej „otwartym” i „progresywnym”. Tymczasem problem,
      który wyłania się z artykułu - jak ma postąpić parlamentarzysta skonfrontowany z
      projektem zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej - jest dużo bardziej skomplikowany.
      Mieści się on w sferze tak zwanej teologii moralnej szczegółowej, a nawet
      kazuistyki. Niestety p. Bartos nie zadał sobie trudu podjęcia debaty na
      płaszczyźnie moralno-teologicznej; ba: nie wszedł nawet na grunt teologii
      moralnej ogólnej, mającej formułować zasady katolickiej refleksji
      teologiczno-moralnej. W jego tekście próżno szukać analizy czy polemiki z
      poglądami Jana Pawła II (Evangelium vitae, pkt. 73 i 90). W zamian za to Autor -
      podpisujący się „filozof i teolog” - proponuje czytelnikowi myślową papkę:
      mieszaninę opinii z pogranicza socjologii, psychologii, politologii i teorii
      prawa (w dodatku niektóre ze swoich banalnych wypowiedzi - np. o tym, że „nie
      wszystkie wypowiedzi papieży są nieomylne” – uznaje za „może nazbyt śmiało
      wypowiedzianą tezę”). Nic dziwnego, że cały tekst trąci niepewnością siebie i
      lękiem przed wyrażeniem jednoznacznych opinii (znamienne, że autor, zamiast
      wyrazić własne stanowisko w sprawie aborcji, pisze o swej niezgodzie na „obecne
      nauczanie papiestwa w sprawie działań prawnych odnośnie aborcji”).

      Niestety, lista mankamentów jest zbyt długa, by je w tym miejscu szczegółowo
      wyliczyć, dlatego zamieszczam link, pod którym można znaleźć przykład
      nieporównanie bardziej rzetelnego potraktowania równie elektryzującego dziś
      problemu, jakim jest kwestia święceń kobiet (wystarczy porównać oba teksty):

      www.mateusz.pl/wdrodze/nr405/00.htm
      Artur Kuć
      teolog i tłumacz
      • przemek05 Re: to nie jest praca nauk., tylko artykul prasowy 03.06.07, 17:22
        Gdyby Autor zastosowal sie do tych wskazowek, zapewne powstalby dobry artykul
        naukowy, jednak nieczytelny dla przecietnego odbiorcy Gazety Wyborczej, jakim
        chociazby ja jestem. Autor wybral sensowne podejscie, dobierajac jezyk i
        argumentacje do przygotowania czytelnika. Jest dobrym popularyzatorem wiedzy i
        idei, nie kazdemu jest to dane :-)
        Przeslanie artykulu jest jasne: nalezy dazyc do zmniejszenia liczby aborcji, co
        niekoniecznie musi oznaczac namnazanie restrykcji. Zgadzam sie z ta teza.
        • leszlong Re: to nie jest praca nauk., tylko artykul prasow 05.06.07, 10:15
          Można polemizować co do stylu, ale przesłanie jest jedno. "Cywilizacja życia" to
          nie tylko sprzeciw wobec aborcji, ale też działanie na rzecz ochrony życia
          narodzonych, o czym zapomina większość tzw. obrońców życia. Dogmat o
          nieomylności papieży z tego co wiem, nie dotyczy każdej kwestii religii. Ponadto
          na tej samej zasadzie co p.arturkuc zauważył, to każdy ksiądz powinien
          argumentować swoje wypowiedzi w celu przekonania do swoich racji. A tu niestety
          widzę, że mamy celowy przytyk do osoby która opuściła stan duchowny, więc nie
          obowiązuje jej okres ochronny.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Fałszywi obrońcy życia 05.06.07, 10:14
        Panie Arturze,
        Nie zgodzę się z Panem.

        Jeśli idzie o to:

        > Kościół rzekomo n a k a z u j e katolickim
        > politykom podejmować działania na rzecz wprowadzenia prawnego zakazu aborcji

        Przecież powszechnie znane są przypadki, w których Kościół ogłaszał, że obkłada
        ekskomuniką polityków opowiadających się za prawem do aborcji. Ale to tylko na
        marginesie.

        Przede wszystkim nie zgadzam się z Panem w innej sprawie. Spróbuję to
        wytłumaczyć. Pan patrzy na zagadnienie z punktu widzenia zawodowego teologa.
        Brakuje Panu w tym artykule profesjonalnej analizy teologicznej problemów
        związanych z aborcją i w szczególności ze stanowieniem prawa związanego z
        aborcją. Dla Pana dopiero teologia moralna szczegółowa i kazuistyka byłaby w
        stanie coś wyjaśnić.

        Tymczasem Bartoś zdaje się CELOWO unikać mieszania w to teologii moralnej
        szczegółowej, kazuistyki i w ogóle wchodzenia w teologiczne meandry. Dlaczego?
        Dlatego, że on chce pokazać, iż chrześcijaństwo to NIE teologia moralna
        szczegółowa, NIE kazuistyka i nawet NIE teologia. Pora zdać sobie sprawę, że
        rozwiązywanie wielkich problemów chrześcijaństwa - ludzkich, praktycznych
        problemów - nie może się odbywać na płaszczyźnie teologicznych spekulacji.

        Ja nawet rozumiem "zawodowe skrzywienie" teologa, który swoją religię widzi
        przede wszystkim przez pryzmat teologii. Ale problemy ludzi należy rozwiązywać
        między ludźmi i na sposób ludzki. Kościół też musi o tym pamiętać. Ludziom, w
        obliczu ich życiowych dramatów, nic nie da teologiczne teoretyzowanie.
        • arturkuc Re: Fałszywi obrońcy życia 05.06.07, 11:49
          Szanowna Pani,

          istotą mojej wypowiedzi było wskazanie, że w swoim artykule – poświęconym
          sprawie ostatnich działań legislacyjnych w sprawie aborcji, a nie kwestii
          aborcji jako takiej – p. Bartoś zakłada – moim zdaniem niesłusznie – iż
          „Kościół” bezwzględnie zobowiązuje katolickich polityków do podejmowania
          wszelkich działań na rzecz w p r o w a d z e n i a jak najostrzejszego prawa
          antyaborcyjnego. Tymczasem wystarczy zajrzeć do oficjalnego nauczania Kościoła,
          w tym wypadku encykliki Evanglium vitae, by stwierdzić, że nie jest to
          bynajmniej kwestia tak oczywista.

          Owszem, papież pisze w tym dokumencie, że „nie wolno (…) uczestniczyć w
          kształtowaniu opinii publicznej przychylnej dopuszczającemu aborcję prawu, ani
          też okazywać mu poparcia w głosowaniu” (pkt. 73) oraz ponawia „swój apel do
          wszystkich polityków, aby n i e w p r o w a d z a l i ustaw, które nie uznają
          godności osoby i tym samym zagrażają samym korzeniom społecznego współżycia”
          (pkt. 90). Te ogólne zasady zostają jednak uzupełnione o stwierdzenie rzadko –
          niestety – pojawiające się w debacie nt. stanowiska Kościoła w sprawie „prawa
          aborcyjnego”: „Szczególny problem sumienia mógłby powstać w przypadku, w którym
          głosowanie w parlamencie miałoby zdecydować o wprowadzeniu prawa bardziej
          restryktywnego, to znaczy zmierzającego do ograniczenia liczby legalnych
          aborcji, a stanowiącego alternatywę dla prawa bardziej permisywnego, już
          obowiązującego lub poddanego głosowaniu. (…) W omawianej tu sytuacji, jeśli nie
          byłoby możliwe odrzucenie lub całkowite zniesienie ustawy o przerywaniu ciąży,
          parlamentarzysta, którego osobisty absolutny sprzeciw wobec przerywania ciąży
          byłby jasny i znany wszystkim, postąpiłby słusznie, udzielając swego poparcia
          propozycjom, których celem jest ograniczenie szkodliwości takiej ustawy i
          zmierzających w ten sposób do zmniejszenia jej negatywnych skutków na
          płaszczyźnie kultury i moralności publicznej. Tak postępując bowiem, nie
          współdziała się w sposób niedozwolony w uchwalaniu niesprawiedliwego prawa, ale
          raczej podejmuje się słuszną i godziwą próbę ograniczenia jego szkodliwych
          aspektów” (pkt. 73). Wydaje mi się (nie jestem teologiem moralistą), że powyższa
          reguła znajduje zastosowanie również w naszej, obecnej sytuacji, gdy każda próba
          zaostrzenia istniejącego prawa prędzej czy później pociągnie za sobą niechybną
          reakcję. Szkoda, że p. Bartoś – bądź co bądź teolog – nie odniósł się do tego
          zagadnienia choćby na marginesie swoich wywodów. W ten sposób jego artykuł byłby
          dyskusją z d o k t r y n ą Kościoła, a nie tylko panującym w nim „klimatem”, i
          – być może – skuteczniej przekonałby osoby „ślepo przywiązane do nauczania
          papieży”, korygując obiegowe, a często nieprawdziwe wyobrażenia na temat tego,
          co „mówi papież”. Może też pomógłby w ten sposób osobom dręczonym „niepewnością
          sumienia”, zamiast piętnować je jako „fałszywych obrońców życia” (pisząc tak,
          autor nie używa bynajmniej postulowanego przez siebie języka dialogu, ale
          konfrontacji i oskarżeń).

          Na marginesie: nie rozumiem też, dlaczego p. Bartoś przeciwstawia działania
          legislacyjne faktycznej pomocy udzielanej – również przez instytucje kościelne –
          przyszłym matkom lub kobietom w trudnej sytuacji życiowej (poradnie, domy
          samotnej matki itp.). Nie znam statystyk dotyczących tej działalności, ani jej
          kształtu, ale dziwi mnie całkowite pominięcie tej kwestii przez autora i
          aprioryczne założenie, że ci, którzy domagają się zakazu aborcji nie angażują
          się w realne działania na rzecz pomocy kobietom w ciąży.
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Fałszywi obrońcy życia 05.06.07, 13:42
            Z całym szacunkiem dla Pana niewątpliwych kompetencji, wciąż odnoszę wrażenie,
            że wykazuje Pan "skrzywienie zawodowe":

            > W ten sposób jego artykuł byłby dyskusją z d o k t r y n ą Kościoła, a nie
            > tylko panującym w nim „klimatem”

            Otóż właśnie Bartoś dyskutuje tutaj ŚWIADOMIE właśnie z "KLIMATEM". Nie z
            teologią, bo teologia to nie jest to co na codzień dzieje się w głowach
            szeregowych katolików i szeregowych księży - w każdym razie w kwestii aborcji.
            To są dramaty, to są emocje - teologią ludzie przejmują się najmniej. Również
            ludzie należący jak najbardziej do Kościoła. Bo przecież tak czy inaczej
            teologia jest dla człowieka, a nie człowiek dla teologii. I słusznie Bartoś
            zaczyna dyskusję o tych problemach od perspektywy człowieka, a nie z perspektywy
            teologicznych spekulacji.
            • arturkuc Re: Fałszywi obrońcy życia 05.06.07, 14:25
              "Teologia to nie jest to, co na co dzień dzieje się w głowach szeregowych
              katolików i szeregowych księży - w każdym razie w kwestii aborcji".
              I to właśnie jest również moją bolączką: co zrobić, żeby ludzie nie byli
              "bardziej papiescy od papieża". Uważam jednak, że sposobem na skorygowanie
              klimatu panującego wśród "ślepo wiernych papieżowi" katolikow (czy też
              "fałszywych obrońców życia") jest wykazanie im, że sam papież zachowuje w tej
              kwestii legislacyjny "zdrowy rozsądek". Tymczasem można powiedzieć, że autor
              artykułu, skupiając się na zagadnieniu skuteczności prawa, sam nie dba zbytnio o
              skuteczność swojej "akcji uświadamiającej".
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Fałszywi obrońcy życia 05.06.07, 18:18

                > Uważam jednak, że sposobem na skorygowanie
                > klimatu panującego wśród "ślepo wiernych papieżowi" katolikow (czy też
                > "fałszywych obrońców życia") jest wykazanie im, że sam papież zachowuje w tej
                > kwestii legislacyjny "zdrowy rozsądek".

                To co Pan tutaj powiedział po raz kolejny świadczy tym, że spogląda Pan na
                chrześcijaństwo z punktu widzenia spekulacji teologicznych i... legislacji.
                Rozumiem to u zawodowego teologa, ale wolałabym, żeby nie było to spojrzenie
                większości chrześcijan. I na szczęście nie jest. Bartoś to zauważa, natomiast
                kłopoty z zauważeniem tego mają inni teologowie oraz duszpasterze.

                Proszę popatrzeć. Pan mówi: przekonajmy ludzi, że papieska legislacja jest OK. A
                więc zakłada Pan, że to będzie dla kogokolwiek argument. Że ludzie swoje
                chrześcijaństwo rzeczywiście przeżywają "prawniczo", tak że argument prawniczy
                do nich trafi. Tymczasem tak nie jest. Podejrzewam, że większość ludzi
                rozczarowanych Kościołem jest w rzeczywistości rozczarowanych tym, że w Kościele
                środkiem przekonywania są paragrafy. Lub w lepszym wypadku abstrakcyjne spekulacje.

                No więc dobrze. Nawet jeśli papieska legislacja okazałaby się łagodniejsza, niż
                to niektórzy przypuszczają - co to tak naprawdę załatwia? Nie załatwia całości
                problemu i wszystkich tych dramatów wokół aborcji. Do tej większej całości
                należą również inne kwestie - odpowiedzialności lekarzy, odpowiedzialności
                aptekarzy, odpowiedzialności bliźnich w ogóle, kwestie antykoncepcji, etyki
                seksualnej, itd itd. A co do każdej z tych kwestii papież rzecz jasna stosuje
                taką lub inną legislację. Edukować o tej legislacji? Można. Ale nie
                przypuszczam, żeby coś się w Kościele poprawiło, gdyby każdy katolik doskonale
                znał aktualne paragrafy. Zmienić trzeba przede wszystkim ten wspomniany przez
                Pana "klimat". A jego zmiana z pewnością nie nastąpi poprzez samo uświadomienie
                ludziom treści paragrafów.

                Tymczasem mam wrażenie, że Pan ma idealistyczne podejście do rzeczywistości:
                Niech wszyscy dobrze poznają wykładnię teologiczną i prawną, a Kościół będzie
                chodził jak w zegarku. Zapewne, gdyby Kościół składał się cały z teologów takich
                jak Pan - to by mogło zadziałać. Jednak rzeczywistość jest całkiem inna.
      • mikser73 Pan Kuc zapomniał dodać o obłudzie Kościoła 12.06.07, 10:46
        który tyle mówi o dzieciach nienarodzonych a sam ich nie chowa (mówię o pochówku
        na cmentarzu)tzn. tych które zostały poronione przez matkę nie aborcjonowane ale
        poronione sam byłem świadkiem takiej rozmowy kilka lat temu kiedy to księżulo
        miał czelność powiedzieć biednej młodej matce że nie pochowa "płodu" (26 tydzień
        kiedy dziecię zostało poronione) bo nie był ochrzczony więc co się robi z takimi
        dziećmi wywala do kubła w szpitalu bo księży to nie interesuje!!!!!!!!!!!!!!!!
        • arturkuc Re: Pan Kuc zapomniał dodać o obłudzie Kościoła 14.06.07, 12:31
          Nie wiem, czy to obłuda, ale na pewno głupota, bezduszność i niewiedza
          niedouczonego księdza. Kościół przewiduje specjalny ryt pogrzebu dziecka
          nieochrzczonego (również zmarłego przed narodzeniem), o ile rodzice wyrażali
          pragnienie jego ochrzczenia. Zob.:
          www.kosciol.pl/article.php?story=2003052919075170
          www.poronienie.pl/teologia_pogrzeb_dzieci.html
          Ciekawy artykuł na temat kościelnych - niestety smutnych - realiów:
          przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2926&Itemid=59&limit=1&limitstart=1
    • arkoro6 Fałszywi obrońcy życia 03.06.07, 18:42
      W Polsce zdaniem polityków obecnej koalicji istnieją w tym kraju 2 demony, z
      którymi ramię w ramię z Kościołem Katolickim walczą jest to: ABORCJA i
      HOMOSEKSUALIZM. Za tymi 2 zjawiskami społecznymi stoją ludzkie uczucia i
      dramaty. Boli szczególnie brak zrozumienia i wsparcia ze strony Kościoła dla
      tych ludzi, słychać tylko głosy potępienia, osądzenia a wszystko to jest
      okraszone drwiącym śmiechem. Mistrzem w tym jest arb. Michalik. Czy on ma
      jakieś uczucia, wrażliwość czy tylko kamień zamiast serca ?

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka