Moje spotkanie z Che

31.10.07, 00:21
To jest "antykomunistyczna" propagandówa!

Sorry, ale tak muszę zakwalifikować ten artykuł.

Nie ma w nim prawie żadnych faktów! Jak długo przeciwnicy "lewactwa"
bedą wierzyli, że za polemikę wystarczy "anykomunistyczne" oburzenie?

Znam znacznie rzetelniejsze teksty przeciwników osoby Che.
Unger się nie wysilił.

Che podczas swojego urzędowania w trybunale rewolucyjnym (które
trwało kilka miesięcy) skazał na śmierć 216 ludzi.

Niektórzy byli niewinni (nieliczni) i Che o tym wiedział.
Uważał jednak, że skoro byli funkcjonariuszami bestialskiego reżimu
Battisty to powinni zginąć razem z rzeczywistymi oprawcami i
szpiclami politycznymi prawicowego dyktatora.

Kto domaga się rozpatrywania indywidualnie spraw współpracy polskich
TW ze Służbą Bezpieczeństwa, nie powinien aprobować postawy Che.

Nawet pomimo że reżim Battisty był bez porównania okrutniejszy od
peerelu.
    • sam16 Re: Moje spotkanie z Che 31.10.07, 01:20
      Wlasnie wrocilem niedawno z Kuby gdzie na kazdym kroku mozna spotakc podobizne
      Che,jego ksiazki,pomniki itd.
      Postac Che to jeszcze jeden przypadek relolucjonisty czyt.zbrodniarza,ktorego
      legeda podtrzymywana jest przez zwolennikow radykalnych rozwiazan.Do nich naleza
      tez Kaczynski,Ziobro,Macierewicz i Kaminski.Przypuszczam,ze gdyby mieli takie
      mozliwosci jak Che tez by z nich skorzystali w imie IV RP.
      Podobna postawe wykazuja zwolennicy Rydzyka(zobacz video dziadka z krzyzem
      ziejacego nienawiscia na forum Gazety)Oni tez nie zawachali by sie strzelac do
      tych ktorzy spreciwiaja sie skecie z Torunia.
      Na szczescie kazda rewolucja zjada swoje dzieci bo nie mozna niczego rozwiazac
      strzelac do blizniego a szczegolnie w tyl glowy.
      Nawet" rewolucja moralna" w Poslce ma swoje ofiary.Na szczescie zwolennicy tej
      rewolucji przeszli juz na zawsze do historii jako pokonani i nie widze
      mozliwosci zeby kiedykolwiek znalezli jeszcze pole do popisu.
    • rewior Moje spotkanie z Che 31.10.07, 13:13
      Pan Unger, jak zresztą cała Wybiórcza, zdolny jest wylącznie do prostackiej
      propagandy w dawnym stylu, nie siląc sie nawet na pozory obiektywizmu.Mentalność
      Kalego w pełnej krasie.
    • donq Re: Moje spotkanie z Che 31.10.07, 17:22
      > Nie ma w nim prawie żadnych faktów! Jak długo
      > przeciwnicy "lewactwa" bedą wierzyli, że za polemikę
      > wystarczy "anykomunistyczne" oburzenie?

      Z czerwonymi umyslami w ogole nie nalezy polemizowac. Z prostej
      przyczyny - nie ma o czym.

      Niegdysiejsi czerwoni gustownie obecnie porozowieni nie uznaja
      istnienia tego, co do polemiki jest niezbedne - obiektywnej prawdy.
      Jesli jej nie ma, o czym dyskutowac? O tym, czy
      lewackie "imaginarium" jest lepsze czy gorsze? Alez kazdy czlowiek z
      nieprzetraconym lewacka lacha kregoslupem ma w glebokim powazaniu
      to "imaginarium"!

      DonQ
    • donq Moje spotkanie z Che 31.10.07, 17:32
      To nie jest tak, ze nie lubimy Guevary za to, ze skazal na smierc
      261 czy 263 ludzi.

      Guevary i tym podobnych "idealistow" nie lubimy przede wszystkim za
      to, ze holdowal blednej ideologii, opartej na blednym rozumieniu
      czlowieka.

      Nie przyjmujemy wybiegu lewactwa, ze intencje mial szlachetne, a
      ofiary nie sa wszak takie duze... Twierdzimy, ze intencje byly
      lajdackie.

      BTW - wytlumacz mi, co znaczy "winny" i "niewinny" w ustach
      czlowieka, ktory nie uznaje pojecia "sprawiedliwosc" majac ja za
      emanacje zemsty spolecznej. Tzn. w jaki sposob wyroki Guevary
      na "winnych" nie byly zemsta spoleczna?

      DonQ
      • nick3 Chwila szczerości u "antykomunisty";-) 05.11.07, 23:36
        bardzo się cieszę, że powiedziałeś o
        przyświecającej "antykomunistom" postawie to, co ja twierdziłem o
        niej od dawna:

        >To nie jest tak, ze nie lubimy Guevary za to, ze skazal na smierc
        >261 czy 263 ludzi.

        >Guevary i tym podobnych "idealistow" nie lubimy przede wszystkim za
        >to, ze holdowal blednej ideologii, opartej na blednym rozumieniu
        >czlowieka

        Tak! To nie o cierpienie ofiar chodzi "antykomunistom"
        (katofaszystom), gdy wyliczają lewicy "setki milionów
        zamordowanych". Bo nad takimi samymi lub wiekszymi
        zbrodniami "antykomuniści" przechodzą do porządku dziennego, gdy ich
        autorem był np. "ratujacy Hiszpanię od komunizmu" gen. Franco.

        Natomiast - ośmielam się stwierdzić - "błędne rozumienie człowieka"
        nie jest już w ustach prawicowców tak powalającym zarzutem:) Niby
        skąd wiadomo, że mają oni zdolność do prawomocnego oceniania, co w
        tej materii jest "błędne"?:)

        > BTW - wytlumacz mi, co znaczy "winny" i "niewinny" w ustach
        > czlowieka, ktory nie uznaje pojecia "sprawiedliwosc" majac ja za
        > emanacje zemsty spolecznej. Tzn. w jaki sposob wyroki Guevary
        > na "winnych" nie byly zemsta spoleczna?


        Nie uznaję pojęcia "absolutnej sprawiedliwości". Tak, wyroki
        trubunałów rewolucyjnych są formą zemsty.

        Dlatego jestem przeciwnikiem kary śmierci w ogóle. W obrębie jednak
        całego tego "świata zemsty" widzę różnicę, jak zostanie rozstrzelany
        reakcyjny oprawca lub donosiciel, a np. policjant, który całe życie
        pilnował tylko ruchu drogowego.
        • donq O postympie, jaka moc demaskatorska! 06.11.07, 14:01
          Coz za absolutna demaskacja mojej krypto- (a moze nawet nie krypto-)
          faszystowskiej postawy!

          Zwichniety umysle, ja zawsze twierdzilem, ze "miliony ofiar" sa
          efektem blednego rozumienia swiata, ktoremu holdowal tow.
          Dzierzynski i ktoremu prawie bez modyfikacji holdujesz ty jako
          chulew.

          To jest chulewska spiewka propagandowa, ze glowny zarzutem do
          czerwonych sa "miliony ofiar". Chcialbys, aby tak bylo, bo wtedy
          otwiera to droge teoriom o bledach i wypaczeniach oraz umozliwia
          recyklingowanie autorytetow o mentalnosci ulozonej przez wujka Joe.

          Tymczasem fakty sa nieublagane - do "milionow ofiar" doprowadzily
          nie bledy i wypaczenia ale sam rdzen mentalnosci lewackiej.

          Z ciebie bylby na odpowiednim "etapie dziejowym" wysmienity
          Dzierzynski. Kto wie, jak sie "etapy" zmienia a walka klasowa
          nasili, jeszcze masz szanse.

          > Natomiast - ośmielam się stwierdzić - "błędne rozumienie
          > człowieka" nie jest już w ustach prawicowców tak powalającym
          > zarzutem:)

          Jest nokautujacym zarzutem dla kazdego kto ma oczy i widzi jakie sa
          skutki takiego blednego rozumienia.

          > Nie uznaję pojęcia "absolutnej sprawiedliwości". Tak, wyroki
          > trubunałów rewolucyjnych są formą zemsty.

          Naturalnie, ze "absolutnej" nie. Oczywiscie twoj szlahetny (h
          zamierzone) sprzeciw przeciw karze smierci ma jedynie charakter
          lokalno-tymczasowy. Nie wyplywa z chumanistycznej troski a jedynie z
          odczytania "ducha czasu" przez wiodace lewackie Pytie. A jak latwo
          lewackich przepowiadaczy oczadzic wyziewami o najprostszym skladzie,
          historia pokazuje najlepiej. Gdy lewacka moda sie zmieni bedziesz z
          piesnia w sercu zasiadal w komitetach rewolucyjnych posylajacych do
          piachu "reakcjonistow". Oczywiscie, jak najbardziej "lokalnie"
          i "tymczasowo".

          > Dlatego jestem przeciwnikiem kary śmierci w ogóle. W obrębie
          > jednak całego tego "świata zemsty" widzę różnicę, jak zostanie
          > rozstrzelany reakcyjny oprawca lub donosiciel, a np. policjant,
          > który całe życie pilnował tylko ruchu drogowego.

          Och, jaka ta kara smierci sie relatywna robi (o - mscic sie juz
          czasami mozna). Ile ty rzeczy "dostrzegasz", jak to napawa
          podziwem, "umysł objąć tego nie może, głowa pęka, oczy boją się
          patrzyć przed siebie". Ach, yntelektualysto!

          > Bo nad takimi samymi lub wiekszymi
          > zbrodniami "antykomuniści" przechodzą do porządku dziennego, gdy
          > ich autorem był np. "ratujacy Hiszpanię od komunizmu" gen. Franco.

          Tak to prawda, ze Franco uratowal Hiszpanie przed czerwonymi. Tak,
          twierdze, ze mial prawo rozstrzeliwac rozpasanych bandytow i
          zdrajcow (ja nie jestem przeciwnikiem kary smierci). Nie, nie musial
          byc tak brutalny jak byl. Tak, jego brutalnosc wyolbrzymiono przy
          pominieciu zbrodni strony przeciwnej i wlozono do postympowych glow
          za pomoca swiadomej propagandowej tresury sterowanej z Kremla. Tak,
          obraz wojny w Hiszpanii jako walki "demokracji" z "faszyzmem" jest
          caklowicie falszywy.

          Natomiast twoja mentalnosc jest ultrakuriozalna. Jestes (z wierzchu)
          pryncypialnym przeciwnikiem kary smierci ale "dostrzegasz roznice".
          Tak obrzydliwa (ze trzewia na druga strone ci wykreca)
          sprawiedliwosc bedaca zemsta spoleczna traci swoja obrzydliwosc a
          nawet nabiera atrakcyjnych cech gdy staje sie "sprawiedliwoscia
          rewolucyjna". Szarlatan!

          DonQ

          A propos tego pryncypialno-relatywnego sprzeciwu przeciw karze
          smierci warto przytoczyc relacje p. Michalkiewicza (ktora swiadczy o
          tym, ze pryncypialno-relatywnej dialektyce holduje na szczescie nie
          tak znow wielu ludzi):

          "[...]
          Najważniejszą tedy kwestią, jaką trzeba rozstrzygnąć, jest odpowiedź
          na pytanie, czy kara śmierci jest sprawiedliwa, czy nie. Jeśli nie
          jest sprawiedliwa, to trzeba ją skasować, bo jest oczywiste, że przy
          pomocy niesprawiedliwej kary żadnej sprawiedliwości wymierzyć się
          nie da.

          Jeśli jednak okazałoby się, że kara śmierci jest sprawiedliwa, to
          nie ma żadnego powodu, by ją kasować. Przeciwnie – państwo nie
          powinno pozbawiać się żadnego narzędzia wymierzania sprawiedliwości,
          bo tylko dlatego tolerujemy państwowy monopol na przemoc, że ma być
          ona używana w służbie sprawiedliwości.

          To pytanie dla przeciwników kary śmierci bywa kłopotliwe, o czym
          miałem okazję przekonać się podczas dyskusji na Wydziale Prawa UMCS
          w Lublinie, w której moim przeciwnikiem, był działacz Amnesty
          International.

          Kiedy zaproponowałem, byśmy rozpoczęli od odpowiedzi na to pytanie,
          próbował zwekslować dyskusję na inne tory. Wzbudził jednak
          zniecierpliwienie publiczności i zrozumiał, że nie uda mu się
          uchylić od odpowiedzi. Stwierdził tedy, że kara śmierci jest
          niesprawiedliwa.

          Odparłem, że w takim razie należałoby zrehabilitować wszystkie
          ofiary mordu sądowego w Norymberdze. Na to odrzekł, że wcale nie, bo
          wtedy kara śmierci była sprawiedliwa, a dopiero teraz nie jest. Sala
          zareagowała na to huraganem śmiechu i dyskusja się skończyła.
          [...]
          "

          • nick3 Sofistyka + awersja. Ale co więcej? 06.11.07, 22:53
            Zmilczę urocze inwektywy, których ani na chwilę nie zaprzestajesz,
            bo zapewne mniemasz, że wzmacniają siłę twoich
            argumentacji. "Magiczna funkcja słowa":)

            Ad rem:

            > Tymczasem fakty sa nieublagane - do "milionow ofiar" doprowadzily
            > nie bledy i wypaczenia ale sam rdzen mentalnosci lewackiej.

            To nie fakt. To interpretacja. Choć to mało popularne, nie podzielam
            jej.

            Oczywiście Konserwie łatwo przekonać wiele umysłów, że "lepiej już
            więcej nie ryzykować nieodpowiedzialnych eksperymentów".

            Ale jest to gadanie nieuczciwe.

            To truizm, że nieodpowiedzialne eksperymenty są niebezpieczne.

            Ale primo: Polityka lewicowa nie narodziła się dla rozrywki, np.
            jako hobby dla azjatyckich despotów. Powstała jako próba zaradzenia
            naprawdę dramatycznym problemom. Wiele z nich zostało rozwiązanych
            na ogromnych obszarach cywilizowanego świata. I zapewniam cię, że
            nie stałoby się to bez udziału lewicy:)


            Secundo: Konserwa to też eksperyment i doprawdy wiele wskazuje na
            to, że bardziej niebezpieczny niż rozsądne wersje rozwiązania
            liberalno-lewicowego.

            I tertio: Nie ma pytania, czy ryzykować "eksperymenty" czy nie, bo
            de facto dawno je już rozpoczęliśmy i to raczej twój teokratyczny
            totalitaryzm (ściśle używam tych słów) jest oderwaną od
            rzeczywistości utopią.


            A teraz co do twojego strasznego rozdzierania szat
            nad "nieabsolutnością".

            Ty, podobnie jak Michalkiewicz, popełniacie rozmyślnie notoryczne
            petitio principii: cichcem w co drugim zdaniu zakładacie, że aby żyć
            przyzwoicie trzeba wyznawać etykę absolutną, a następnie gromkim
            głosem obwieszczacie wywiedziony wniosek, że relatywizm prowadzi do
            zniszczenia wszelkiego życia społecznego.

            Wbrew twoim insynuacjom, relatywista kieruje się empatią jak
            najbardziej serio.

            Wie (z empirii), że pożądany pokojowy i humanistyczny rodzaj
            współżycia społecznego nie bierze się wcale z ogłaszania za prawnie
            obowiązującą jakiejś "Prawdy Jedynej" (to raczej prosta droga, by go
            zniszczyć), ani też wcale (na co absolutysta zamyka oczy) z braku
            takowej - nie zanika.

            Jaki dokładnie rodzaj współżycia społecznego jest "pożądany"?

            "Pozbawiony ostatecznej odpowiedzi na to pytanie" - mógłby pół-
            żartem odpowiedzieć relatywista.


            Może to urąga zamiłowaniu wielu konserwatywnych umysłów do
            ścisłości, ale faktem jest, że tak myślą jedne ze stabilniejszych i
            zdrowszych we własnym odczuciu społeczeństw w dziejach ludzkości.

            Społeczeństwa, z których się nie emigruje do krajów "Prawdy
            Jedynej", a raczej które przyjmują licznych emigrantów stamtąd.
            • donq Demagogia i sprzecznosci - cos jeszcze? 07.11.07, 13:52
              > To nie fakt. To interpretacja. Choć to mało popularne, nie
              > podzielam jej.

              Czy mowienie, ze cos nie jest "faktem" a nie "interpretacja"
              cokolwiek znaczy w twoich ustach? Przeciez wszystko
              jest "interpretacja", "fakty" sa zbyt "absolutystyczne".
              Nie pierwszy to raz ani nie przypadek, ze swiadomie mowisz rzeczy,
              ktore w twoim rozumieniu swiata nie maja sensu (czyli belkoczesz).

              Tak, na swiecie istnieja problemy, takze powazne problemy. Stworzono
              wiele rozwiazan problemow, ktore moznaby okreslic jako leczenie
              kataru dzuma. Tworzenie takich "rozwiazan" jest domena najblizsza
              sercu lewycy. To po pierwsze.

              Po drugie, twoje sugestie, ze lewyca powstala "po cos", ze
              istnieje "lewicowa misja", do ktorej mozna posmiertnie zaprzac tego
              czy owego jest tylko lewacka mrzonka wyrosla na bajce o historii
              jako walce reakcji z postympem. To tylko lewackie "imaginarium",
              czegos takiego po prostu nie ma. Twoje zapewnienia, ze cos tam stalo
              sie za sprawa lewicy, w rozumieniu "moich poprzednikow" sa
              calkowicie bez sensu, jesli odrzucic to "imaginarium" (bo jesli cos
              sie w historii stalo za sprawa mniemanych poprzednikow to nie
              znaczy, ze oni byli lewica, ze ty bys sie identyfikowal z nimi wtedy
              ani oni z toba teraz).

              Po trzecie, wiele z tych "rozwiazan", wbrew temu co twierdzisz, w
              istocie powstala jako intelektualne zabawki yntelektualystow,
              rozwiazujace problemy w ich wyimaginowanym swiecie, nie w swiecie
              realnym (i wiele z tych "problemow" jest w istocie pseudo-
              problemami). I sluzyla (i dalej sluzy) jako zabawki dla
              yntelektualystow i despotow (mowisz azjatyckich: co za rasistowski
              tupet, no wstyd mi za ciebie).

              Po czwarte, nasza cywilizacja nie powstala dzieki twojej
              wyimaginowanej "lewicy". Nasza cywilizacja to zlepek grecko-rzymsko-
              chrzescijanski z lokalnymi sosami. Tak holubione "oswiecenie" bylo
              duzo mniej znaczace niz lewactwo wciska. I duzo bardziej szkodliwe
              niz jego lewacki hagiograficzny obraz. W istocie oswiecenie
              zapoczatkowalo ideologiczny zjazd po rowni pochylej, ktory odbil sie
              czkawka w XX wieku i zapewne jeszcze sie odbije.

              Po piate, emigranci nie przyjezdzaja do nas bo jestesmy lewaccy, ale
              dlatego, ze jestesmy bogaci. Nie dzieki lewackim mrzonkom ale wbrew
              nim. Zauwaz, ze emigranci czesto bardzo nie lubia lewackiego aspektu
              naszej rzeczywistosci...

              Po szoste, twoje bajania o "prawdzie jedynej" to klasyczne "lapaj
              zlodzieja". Nie znam tradycji bardziej przekonanej o posiadaniu
              klucza do wszystkiego i bardziej intekltualnie zadufanej niz
              heglowsko-marksowskie "imaginarium" lewactwa.

              Co do "petitio principii" - istotnie aby mowic cokolwiek sensownego
              o swiecie nalezy przyjac pewne nieudowadnialne logicznie zalozenia.
              Robie to ja i robi to Michalkiewicz i robisz to ty rowniez, mimo
              wrzasku o "neutralnosci". "Petitio principii" jest zasada czysto
              logiczna a logika to zasady poprawnego rozumowania, tylko tyle i az
              tyle. Lewacki umysl nie pojmuje w swoim totalizmie, ze logika nie
              oferuje mozliwosci stwierdzenia czegokolwiek z niczego. To jest
              efekt ukaszenia heglowskiego - 'logika' Hegla to de facto cala
              teoria bytu. Jesli lewak mowi, ze cos jest "logiczne" oznacza to
              tyle, ze cos jest zgodne z lewackim postrzeganiem swiata.

              A poza tym, logika powinna sie przeciez "rozplynac w poezji". Nie
              rozumiem zatem, dlaczego przywolujesz zasade "petitio principii",
              ktorej w zasadzie nie uznajesz?

              > Wbrew twoim insynuacjom, relatywista kieruje się empatią jak
              > najbardziej serio.

              Ja nic takiego nie insynuuje, bo dla mnie cala teoria etyki opartej
              na "empatii" i "minimalizacji przemocy" jako substytut
              sprawiedliwosci jest wydumana, sztuczna i bzdurna, jak juz wiele
              pisalem przedtem.

              Ale moze moglbys mi wytlumaczyc, jak "relatywista" moze nie
              relatywizowac "empatii" i jaki sposob absolutyzowanie "empatii" nie
              jest "odchyleniem prawicowym"?

              > Jaki dokładnie rodzaj współżycia społecznego jest "pożądany"?

              To jest pytanie, ktore jest pytaniem naczelnym jedynie
              w "imaginarium" lewackim.

              > Może to urąga zamiłowaniu wielu konserwatywnych umysłów do
              > ścisłości, ale faktem jest, że tak myślą jedne ze stabilniejszych
              > i zdrowszych we własnym odczuciu społeczeństw w dziejach ludzkości.

              Uwazasz, ze spoleczenstwa chorych idei nie byly zdrowe "we wlasnym
              odczuciu"? Co za poglad (czy nazistowskie Niemcy byly "chore" "we
              wlasnym odczuciu"? a Sowieci?)...
              Poza tym twoje twierdzenie jest calkowicie oderwane od
              rzeczywistosci. Jest dokladnie odwrotnie - stabilne sa
              spoleczenstwa, ktorych czlonkowie maja wspolny oglad swiata (czyli,
              w twojej terminologii, wyznaja "prawde jedyna").
              Jest jeszcze jedno ciekawe, subtelne i wiele mowiace kuriozum w tej
              opinii: jestes ponoc relatywista-pluralista. Za ideal podajesz
              spoleczenstwo bez "prawdy jedynej" z tyloma "prawdami" ile ludzi. I
              jednoczesnie to ie przeszkadza ci twierdzic, ze spoleczenstwa
              bliskie temu idealowi jako calosc cos mysla i maja odczucia, co jest
              sprzeczne z tym, ze nie maja one "prawdy jedynej".
              Ta sprzecznosc ladnie demaskuje twoj rzeczywisty totalizm, skryty
              za "pluralistycznym" piarem.

              DonQ

              • nick3 Piano... piano... ;-) 08.11.07, 01:19
                donq napisał:
                > Czy mowienie, ze cos nie jest "faktem" a nie "interpretacja"
                > cokolwiek znaczy w twoich ustach? Przeciez wszystko
                > jest "interpretacja", "fakty" sa zbyt "absolutystyczne".
                > Nie pierwszy to raz ani nie przypadek, ze swiadomie mowisz rzeczy,
                > ktore w twoim rozumieniu swiata nie maja sensu (czyli belkoczesz).

                Nie śpiesz się do powiedzenia mi czegoś dokuczliwego, bo w
                międzyczasie dajesz po prostu świadectwo słabego obycia z logiką (to
                że logika nie jest czymś absolutnym, nie zmnienia faktu, że warto ją
                stosować:)

                Wybacz, że zajdę cię z góry, ale nie pierwszy raz mam wrażenie, że
                widzisz w rozumowaniach relatywisty "bełkot", po prostu dlatego, że
                nie nadążasz za nimi.

                A nie próbujesz nadążyć, bo tak ci wygodniej.

                To, co piszesz powyżej, jest drobnym, ale dobrym tego przykładem.

                Otóż, żeby mówić, że coś "nie jest faktem", nie trzeba wcale
                wierzyć, że istnieją jakieś "fakty".

                Rozważ to.

                Czy się mylę?

                Niestety wiele twoich przekonań o "bełkocie" rozumowań relatywisty
                bierze się stąd, że nawet nie podejrzewasz, jak solidnie je
                przemyślano.


                O niedobrych "yntelektualystach" i "lewycy" zamilczę. Wierzę, że
                długo potrafisz na ten temat.

                O "korzyniach"

                donq napisał:
                > Nasza cywilizacja to zlepek grecko-rzymsko-
                > chrzescijanski z lokalnymi sosami.

                Tak może było w V wieku:)

                Czy jesteś pewien, że zmiany od tamtego czasu to "nieistotne
                drobiazgi"?:) ("dużo mniej znaczące i dużo bardziej szkodliwe...":)

                Ach, "degeneracja" (tylko skąd ów robak w łonie tak zdrowej
                cywilizacji? spójrz na taki islam!:)

                No cóż, wartościowania są odporne na dyskusję. Ale zmiany są
                jednakowoż od średniowiecza - niemałe;-)


                > Po piate, emigranci nie przyjezdzaja do nas bo jestesmy lewaccy,
                ale
                > dlatego, ze jestesmy bogaci. Nie dzieki lewackim mrzonkom ale
                wbrew
                > nim.

                Rejonów bogatych jest więcej. I emigranci też tam jeżdżą. Ale nie
                tak licznie. I się nie osiedlają. Zarabiają i wracają.


                > Zauwaz, ze emigranci czesto bardzo nie lubia lewackiego aspektu
                > naszej rzeczywistosci...

                Pomstują na niego - żeby być ścisłym (nie zapominaj, że ja w swoim
                totalitarnym mózgu mam taką kategorię jak "fałszywa świadomość"!:)

                Ponadto, moim zdaniem przeceniasz moc religii:) Islam się posypie
                tak samo, jak posypał się (w Europie) katolicyzm.

                (To nie wishful thinking. Są dobre empiryczne podstawy, by tak
                mniemać.)

                Po prostu, nie chcę straszyć, ale indywidualistyczny liberalizm jest
                atrakcyjniejszy dla "natury ludzkiej" (relatywnej:) niż świat
                totalistycznego Sensu.

                "Upadła" ta natura ludzka, oj, "upadła";-)


                > Po szoste, twoje bajania o "prawdzie jedynej" to klasyczne "lapaj
                > zlodzieja". Nie znam tradycji bardziej przekonanej o posiadaniu
                > klucza do wszystkiego i bardziej intekltualnie zadufanej niz
                > heglowsko-marksowskie "imaginarium" lewactwa.

                Zarzut w dużej mierze słuszny.

                Tylko, że filozofia lewicy dostarczyła też najprzenikliwszych
                narzędzi autokrytyki. Nie wiedziałbyś, co jest złego w
                totalitaryzmie (skadinąd nie wiesz!:), gdyby jego antyludzkiego
                charakteru nie wydobyła na jaw analiza wywodząca się z tej samej
                tradycji, co go zrodziła.

                (Ponadto, Hegel i Marks byli totalitarystami, ponieważ ich myśl po
                prostu nie przekroczyła w tym względzie ograniczeń swoich czasów.
                Totalitarny był w mentalności politycznej cały romantyzm. Np.
                Mickiewicz był czystej wody totalitarystą w swoich projektach
                politycznych, nie tak zresztą w sumie odległych od Marksa:)

                > Co do "petitio principii" - istotnie aby mowic cokolwiek
                sensownego
                > o swiecie nalezy przyjac pewne nieudowadnialne logicznie
                zalozenia.

                "Nieudowadniane" ("na tym etapie") - to tak. Ale nie -
                niedyskutowalne.

                (Apeluję o zrozumienie dla tych subtelnych rozróżnień. Inaczej nie
                bedzie sensownej dyskusji.)

                Nie należy też takich założeń celowo ukrywać przed krytyką.

                Michalkiewicz i ty - robicie to.


                Po prostu "tupiecie nogą".


                Zobacz jakie absurdy wynikają, gdy wydobyć na jaw "oczywiste
                aksjomaty" Michalkiewicza:


                On w gruncie rzeczy zakłada, że nie ma sensu w ogóle mówić o
                sprawiedliwości, jeśli nie istnieje gdzieś "w idealnym platońskim
                niebie" Wielki Taryfikator: "za kradzież 100PLN sprawiedliwą karą
                jest 10 batów albo miesiąc układania płyt chodnikowych, albo
                przypalenie papierosem..." (niekiedy, jak wie każdy prawy człek
                niezindoktrynowany politpoprawnością, sprawiedliwość trzeba
                wymierzać oddolnie:)

                I ludzkie prawo karne ma być rzekomo sprawiedliwe tylko wtedy, gdy
                jest z Wielkim Taryfikatorem zgodne, a gdy nie jest zgodne - jest
                niesprawiedliwe.


                Michalkiewicz UDAJE, że bez takiego absolutnego Punktu Odniesienia w
                ogóle nie widzi sensu mówienia o sprawiedliwości.

                A taki sens jest. Tylko trochę trudniejszy do dostrzeżenia niż w
                naiwnym schemacie platońskim.

                I dlatego upeerowiec, jak się uprze, może do końca świata wmawiać
                rozmówcy, że nic tu nie widzi ("Absurd!"). A przy odrobinie
                zdolności retorycznych pobudzić do śmiechu audytorium.


                Dlatego potrzebna jest strategia retoryczna do polemizowania z
                takimi:)

                Trzeba wydobywać groteskowe konsekwencje ich własnych założeń (takie
                jak Wielki Taryfikator:)

                • donq Pijano, pijano 08.11.07, 14:28
                  Komentarze o tym, ze nie zgadzam sie, bo nie rozumiem juz znam. To
                  znany motyw w lewackiej mentalnosci - ten, co nie dostrzega swiatla
                  nie dostrzega go bo nie chce ("faszysta") lub nie moze
                  (niedorozwiniety lub psychicznie chory).

                  A ja po prostu nie podzielam twoich milczacych zalozen, z ktorych
                  wynikaja twoje rozumowania, za ktorymi "nie nadazam".

                  Nie wiem, jak mozna za dobra monete przyjac twoje zapewnienia, ze
                  logika nie jest "absolutna" ale mozna ja stosowac. Ja nie przyjmuje.
                  Bo skad wiesz, ze (jesli logika jest "nieabsolutna"), ze ja uzywam
                  tej samej logiki? Jesli uwazasz, ze istnieje jakas wspolna dla nas
                  logika, to skad wiesz, ze to jest ta logika, ktorej ty chcesz uzywac?

                  Z zasadnicza teza relatywizmu, ze nic nie wiadomo na pewno, zgadzam
                  sie. Jest to jednak konstatacja bezwartosciowa i nikogo nie moze
                  usatysfakcjonowac.

                  Z teza praktycznego "relatywisty" lewackiego, ze z nieistnienia
                  wiedzy "na pewno" wynika podwazalnosc tez jego przeciwnikow
                  politycznych, ale nie tez jego wlasnej produkcji nikt przy zdrowych
                  zmyslach sie nie zgodzi.

                  > Otóż, żeby mówić, że coś "nie jest faktem", nie trzeba wcale
                  > wierzyć, że istnieją jakieś "fakty".

                  Jesli sie nie wierzy, ze istnieja fakty, mowienie, ze cos nie jest
                  faktem jest tautologia. Mowiac to nie mowisz nic. To jest cos innego
                  niz stwierdzenie, ze cos konkretnego nie jest faktem. Jest to proba
                  swiadomego wprowadzenia w blad drugiej strony, ktora slyszac, ze x
                  nie jest faktem rozumie to tak jak kazdy czlowiek by
                  zrozumial "istnieja fakty ale x nie jest faktem". I ty chcesz, by
                  tak zostalo to odebrane, ale w twoim swiecie to oznacza "x nie jest
                  faktem jak zreszta nic nie jest faktem". Czysta propaganda, bo czym
                  innym jest swiadome belkotanie?

                  Ostatnio slyszalem cos w tym guscie w telewizorze - Sroda
                  (pani "etyk") z okazji Wszystkich Swietych powiedziala, ze nasz
                  stosunek do zmarlych to tylko zwyczaj a nie norma moralna. Ale wg
                  Srody normy moralne nie istnieja, wiec jej wypowiedz w
                  jej "imaginarium" nie niesie zadnej informacji (belkot) a poza
                  jej "imaginarium" jest oszustwem, bo nie moze byc inaczej odczytana
                  niz "istnieja normy moralne, ale to akurat nie jest norma moralna,
                  ale po prostu zwyczaj".

                  Na tej zasadzie (propagandowo zamierzona niezgodnosc
                  znaczenia "wewnetrznego" i "zewnetrznego") zbudowana jest
                  cala "argumentacja" lewacka.

                  > Niestety wiele twoich przekonań o "bełkocie" rozumowań relatywisty
                  > bierze się stąd, że nawet nie podejrzewasz, jak solidnie je
                  > przemyślano.

                  Moje przekonania o "belkocie" wynikaja z prostych obserwacji jak
                  wyzej. Twoje zapewnienia o tym, jak gleboko belkot przemyslano sa
                  calkowicie puste. Gdyz jest to tautologiczny belkot w twoim
                  wlasnym "imaginarium".

                  > Czy jesteś pewien, że zmiany od tamtego czasu to "nieistotne
                  > drobiazgi"?:) ("dużo mniej znaczące i dużo bardziej szkodliwe...":)

                  Tak. Oczywiscie nie jestem "pewien" w sensie wiedzy "na pewno", ale
                  to jest calkowicie nieistotne.

                  > Pomstują na niego - żeby być ścisłym (nie zapominaj, że ja w swoim
                  > totalitarnym mózgu mam taką kategorię jak "fałszywa świadomość"!:)

                  Tak mozna zdyskredytowac kazda "swiadomosc". Skad wiesz, ze twoja
                  swiadomosc nie jest "falszywa"?

                  > Ponadto, moim zdaniem przeceniasz moc religii:) Islam się posypie
                  > tak samo, jak posypał się (w Europie) katolicyzm.

                  Prorok nick3, no prosze. Jak sam Marks nie przymierzajac. Jednak te
                  nieublagane prawa postympu dziejowego istnieja?
                  Katolicyzm zyje, tylko w twoim "imaginarium" sie "posypal". Nie miej
                  zbyt wiele pewnosci, dopoki zyje ostatni reakcjonistyczny klecha
                  dopoty postymp nie moze spac spokojnie. Wiesz, nawet jesli jest zle,
                  istnieje cos, "...na ktorym to fundamencie reszta odbudowana byc
                  moze".

                  > "Nieudowadniane" ("na tym etapie") - to tak. Ale nie -
                  > niedyskutowalne.

                  Dyskutowac mozna takze jedynie juz po przyjeciu pewnych
                  nieudowadnialnych zalozen. Np. ze istnieje niepodwazalna logika. Bez
                  niej "dyskusja" jest jedynie ciagiem solipsystycznych wyladowan. Tak
                  naprawde do dyskusji potrzeba duzo wiecej, bo uznanie logiki pozwala
                  tylko uzgodnic co uznajemy za poprawne rozumowania.

                  > Po prostu, nie chcę straszyć, ale indywidualistyczny liberalizm
                  > jest atrakcyjniejszy dla "natury ludzkiej" (relatywnej:) niż świat
                  > totalistycznego Sensu.

                  No coz, permisywizm zawsze jest atrakcyjniejszy en masse...
                  Chcesz zrobic z czlowieka warzywo, ktore nie pyta o sens i prawde bo
                  z gory mu wlozono do glowy, ze sensu nie ma (a jesli pyta,
                  jest "faszysta"). Ma tylko zrec, pic, kopulowac... O ile dobrze
                  zrozumialem, to jest wlasnie chumanizm, a nie inzynieria
                  ideologiczno-spoleczna majaca na celu wytworzenie jeszcze "nowego
                  czlowieka" w spoleczenstwie Wielkiego Brata?

                  To sie nie uda, bo czlowiek wie, ze sens i prawda istnieje i nie
                  przestanie ich szukac. Nawet towarzysze Dzierzynscy na dluzsza mete
                  nie pomogli, nie zapominaj o tym.

                  > Ponadto, Hegel i Marks byli totalitarystami, ponieważ ich myśl po
                  > prostu nie przekroczyła w tym względzie ograniczeń swoich czasów.

                  A ty "przekroczyles ograniczenia twego czasu"? Jesli jest jakis
                  postep, to jest to postep w zadufaniu i totalizmie postympowcow.

                  > Nie należy też takich założeń celowo ukrywać przed krytyką.

                  Ja niczego nie ukrywam. Manipulacja znaczeniami i krygowanie sie
                  rzekoma "neutralnoscia" to twoja domena.

                  > Tylko, że filozofia lewicy dostarczyła też najprzenikliwszych
                  > narzędzi autokrytyki. Nie wiedziałbyś, co jest złego w
                  > totalitaryzmie (skadinąd nie wiesz!:), gdyby jego antyludzkiego
                  > charakteru nie wydobyła na jaw analiza wywodząca się z tej samej
                  > tradycji, co go zrodziła.

                  W twoim "imaginarium" tylko. Zlowieszczy potencjal lewackich rojen
                  zostal doskonale dostrzezony. Lewaccy dysydenci swoje watpliwosci i
                  narzedzia autentycznej krytyki zaczerpneli z zewnatrz - bo nie byli
                  jeszcze prawdziwymi "nowymi ludzmi". Prawdziwemu "nowemu
                  czlowiekowi" autokrytyka nie jest dostepna - po to wlasnie tworzy
                  sie "nowego czlowieka". A "krytyka" "stalinizmu" np. z "pozycji
                  trockistowskich" (tzn. "nowy czlowiek" jest niedostatecznie "nowy")
                  nie ma sobie co zaprzatac glowy...

                  Tu sie nic nie zmienilo - chumanistyczna lewyca jest tak samo
                  niezdolna do autokrytyki jak lewyca z poprzedniego "etapu". Co
                  wiecej, caly wysilek intelektualny idzie na uodpornienie na krytyke
                  (po to caly ten sztafaz relatywistyczny jest).

                  DonQ
    • drzorrz Reklama zbrodniarza? 01.11.07, 17:36
      O co cho? Za kazdym razem jak czytam GW jest tam artykul o Che.
      Nieczesto mi sie to zdaza i tym bardziej jestem zadziwiony. Dobrze
      to o nim na szczescie nie piszecie, ale najwyrazniej bardzo chetnie.
      Czyzby przewrotna kryptoreklama bandyty?
    • nova-lia Che i jego idee zyją i rosna w sile! 04.11.07, 21:20
      www.youtube.com/watch?v=nQt9mXIapmE
    • nova-lia Che żyje jak Chrystus inni herosi!!!!!!! 04.11.07, 21:23
      www.youtube.com/watch?v=nZydgx0SvHg
    • hapita Moje spotkanie z Che 05.11.07, 21:05
      Dziwne,władze komunistycznej Polski też Che nie lubiły a my studenci
      z 68 roku z przekory nim i prof.Markusem żeśmy się zajmowali.Che
      jeszcze żył ale Fidel widział w nim konkurenta i ochoczo się go z
      Kuby pozbył.
Pełna wersja