Dodaj do ulubionych

Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko...

12.02.08, 08:20
To nie jest problem wyłącznie prowincjonalnych uniwesytetów. Dotyczy tak samo
dużych jak i małych. W większych i bardziej "renomowanych" tego po prostu nie
widać na pierwszy rzut oka - często nie chce się tego widzieć. Ale opisane
zjawiska są powszechne na wszystkich polskich uczelniach.
Obserwuj wątek
    • nfa05 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko... 12.02.08, 08:22
      "Profesor: Nie zdarzyło się jeszcze w historii uczelni, żeby ktoś
      stracił pracę za brak aktywności naukowej. Po habilitacji dostaje
      się automatycznie stanowisko profesora nadzwyczajnego. To jest
      ostatnia ocena, jakiej jest poddany pracownik. Zdarzało się, że
      naukowiec X nic nie napisał przez dziesięć lat, ale pracy nie
      stracił"
      Ale za napisanie czasem mozna stracic, szczególnie jak sie podeważa
      jedynie sluszne prace prof. Za formowanie naukwocow leopszych od
      prof - także, bo to negatywnie wplywa na młodziez akadmeicka, która
      traci orientacje ( na kogo sie orientować),
      • q-nick Ciekawe o jakich uczelniach/wydziałach piszecie? 12.02.08, 12:42
        Ja skończyłem biologię na UJ i nie spotkałem się z takimi zjawiskami. Byli
        tam ludzie niedojrzali mimo swojego wieku, np. były rektor, który na biochemii,
        jak mu się ktoś nie spodobał, to pytał to pierwszej pomyłki i oblewal, albo
        dziadki którzy oblewali za brak krawata. Byli ludzie, którzy robili bardzo dużo
        ale i tacy którzy robili tyle tylko żeby ich nie wywalili.
        Habilitacja jest rzeczywiście upokarzająca dla habilitanta. Ale i na to
        znalazłaby się rada. Wystarczy, żeby habilitacja była przyznawana za dorobek -
        np. napiszesz 10 publikacji w ciągu pięciu lat i habilitacje należy Ci się jak
        psu micha. I żaden sfrustrowany docent nie będzie Ci mógł rzucać kłód pod nogi z
        obawy, że okażesz się lepszy od niego...
        Rzeczywiście trzeba coś z tym zrobić podobnie jak 1000 innych rzeczy które
        dałoby się naprawić kilkoma ustawami i roporządzeniami. Ale do tego trzeba rządu
        który będzie się zajmował poważnymi sprawami a nie swoim wizerunkiem ("pijarem"
        jak to nazywają niektórzy magistrzy a czasem i profesorowie)
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Bydgoszcz 12.02.08, 15:16
          "Nasz uniwersytet to idealne miejsce dla naukowych nierobów czy plagiatorów ze
          zszarganą reputacją. Przyjmowany jest z tytułem naukowym każdy, kto się nawinie.
          I jeszcze mu dadzą mieszkanie zakładowe w śródmieściu. A prezydent miasta wręczy
          mu na zachętę 20 tys. zł."

          Z uczelniami w mniejszych miastach to niestety prawda.
          Przykład również z Bydgoszczy, tym razem Uniwersytet Techniczno-Przyrodniczy:

          mlodyfizyk.blox.pl/2007/06/Wszystko-zle.html
          "Gieorgij Szpienkow (Georgi Shpenkov), białoruski profesor pracujący obecnie na
          bydgoskim Uniwersytecie Techniczno-Przyrodniczym, wygłosił kilka miesięcy temu
          wykład na Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie:
          Nowa Teoria Materii-Przestrzeni-Czasu:
          Dowody Potwierdzające Prawdziwość Teorii, Wykorzystanie w Praktyce.
          Całość referatu jest do ściągnięcia tutaj. Teoria Szpienkowa głosi, że większość
          wielkości dotychczas znanych fizyce jest zmierzona źle. Ale najbardziej źle
          zmierzony jest ładunek elektronu. Dopiero Szpienkow odkrył, że ładunek elektronu
          ma nie tylko inną wartość, ale też w zupełnie innych jednostkach!"

          (Tekst z aktywnymi linkami na blogu podanym wyżej.)
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Bydgoszcz 12.02.08, 15:23
            Ówże Szpienkow ma właśnie zszarganą reputację. Pracował kiedyś na Uniwersytecie Śląskim, ale przeniósł się do Bydgoszczy. Myślę, że nie bez powodu. Tymczasem bydgoskie uczelnie na gwałt potrzebują jakichkolwiek profesorów, żeby dostać akredytacje...
            • korwin-mikke 100% uczelni powinno być prywatnych. 12.02.08, 21:10
              Tylko siermiężny kapitalizm w edukacji umożliwi jej skuteczne
              funkcjonowanie. Dyktatura komercji, 0% dotacji z kasy państwowej.
              Niech sobie panowie profesorowie proszą Gatesa, Allena i Buffeta o
              kasiorę.
              • dalatata Re: 100% uczelni powinno być prywatnych. 12.02.08, 21:57
                to jest myslenie hormonami. model brytyjski ma uniwersytety
                panstwowe i jakos sobie radza.

                korwin-mikke napisał:

                > Tylko siermiężny kapitalizm w edukacji umożliwi jej skuteczne
                > funkcjonowanie. Dyktatura komercji, 0% dotacji z kasy państwowej.
                > Niech sobie panowie profesorowie proszą Gatesa, Allena i Buffeta o
                > kasiorę.
                • baby1 W Polsce od kilkunastu lat ciągle robi się reformę 15.02.08, 08:30
                  nauki i coraz więcej fachowców wśród "uczonych" od reformowania
                  nauki takich jak autorka artykułu. Ponieważ inni znają odpowiedzi,
                  ja zadam kilka pytań:
                  1) jak nie habilitacja, to co?
                  2) a może tak z tą habilitacją walczą osoby nie mające
                  wystarczających uzdolnień do jej zrobienia?
                  3) czy wszystkie uczelnie np. w USA są na najwyższym poziomie?
                  Jeżeli nie, to dlaczego miałoby być inaczej w Polsce?
                  4) a może szanowni koledzy zaproponują system taki jak w wielu
                  krajach Europy, że po doktoracie przez wiele lat nie ma możliwości
                  znalezienia stałej pracy na uczelni i czesto do czterdziestki ludzie
                  są na postdokach lub półetatach?





                  • mlot_na_parchow żeby zrobić z Grossa uczonego,GW opluwa naukowców 15.02.08, 11:47
                    • poszeklu Re: żeby zrobić z Grossa uczonego,GW opluwa nauko 15.02.08, 13:18
                      Faktem jest, ze PAN zostalo zalozone przez stalinowcow,
                      jako komusza placowka naukowa aby zlikwidowac PAU.
                      Pieniadze poszly na komuchow zamiast na naukowcow i
                      tak to sie zaczelo.
                      • faiga_danielak "profesor dr hab. inż"Włodzio Kurnik, brat Romana 15.02.08, 14:51
                        to wybitny ubecki uczony. Wydał dwóch kolegów i napisał artykuł do Trybuny Ludu.
              • as200 Re: 100% uczelni powinno być prywatnych. 15.02.08, 15:39
                Podobne zjawiska obserwuje na uniwersytetach amerykanskich.
                Wynika to z prostego faktu, ze jak cos jest prywatne i ma przynosic
                zysk, lub byc samofinansujace sie, to trzeba maxymalizowac cene i
                minimalizowac dostarczana usluge. Inaczej mowiac sprowadzac jak
                najtanszych profesorow (India, Chiny, Polska), jak najmniej uczyc
                (2 - 4 lata), jak najtansza metoda (symulacja komputerowa) i jak
                najbardziej nieokreslonych kierunkow(MBA, byznes, adminstracja,
                zarzadzanie).
                Jedyna droga aby bylo inaczej to etyczny poziom ludzi, wladz,
                profesorow, studentow i calego spoleczenstwa. Niektore uczelnie sa
                lepsze, bo maja reputacje, ktora tez jest towarem na sprzedaz, wiec
                dla zysku sie o nia dba (Harward, MIT, Stanford, etc)
                • grzegorzlubomirski Nawet w USA najlepsze uczelnie nie sa prywatne 15.02.08, 16:22
                  Tak Harvard czy Yale maja tyle wspolnego z prywatna firma co
                  spoldzielnia rolnicza. Sa to najczesciej samorzadowe korporacje o
                  charakterze NON PROFIT, uzyskujacyhc dotacje od panstwa, samorzadow
                  itp. Te uczelnie z zasady nie sa nastawione na zysk. DO tego w
                  budzecie Harwarda ponad 20% to dotacje panstwa.

                  Ludzie nie dajcie sie zupelnie oglupic. O Anglii, Niemczech,
                  Japonii, Francji nie wspomne. Tam tylko licza sie uczelnie
                  panstwowe. Prywatny to moze byc warzywniak, albo szkola jezykowa,
                  czy jakies kursy a nie uczelnia!
            • zkoza Przydługich uwag kilka 12.02.08, 21:52
              Uwag kilka do wpisów na tym forum:

              1) W moim instytucie (nauki ścisłe, duża uczelnia niestołeczna) zwolniono za
              mojej pamięci (kilkanaście lat) dwie osoby nieaktywne naukowo. Ale jedną wbrew
              woli dyrekcji instytutu (tak!) - osoba ta "pilotowała" szkoleniowy grant UE wart
              kilka milionów złotych! Poza tym prowadziła zajęcia z nowoczesnych technologii,
              których nauczyła się, hmmm, dorabiając poza uczelnią...
              Trudno ją teraz zastąpić w dydaktyce...
              Ale wg algorytmu rektora dla osób nieaktywnych naukowo miejsca na uczelni nie
              ma... Taki paradoks...

              2) Wśród "naukowo małoaktywnych" mamy (o ile dobrze policzyłem) 6
              doktorów, 1 dr hab i 1 profesora uczelnianego, 0 profesorów zwyczajnych.
              Procentowo, największy udział "nieaktywnych" jest wśród doktorów bez habilitacji...

              3) Aktualny wykaz publikacji wszystkich pracowników wywieszony jest w gablocie;
              jest też w internecie, ale nieaktualny (nie żeby coś ukryć, ale z zaniedbania).
              Oczywiście taka informacja powinna być jawna i
              każdy wydział powinien mieć *obowiązek* informowania opinii publicznej, jak
              wykorzystał pieniądze podatników.

              4) Zatrudnił się u nas profesor z Niemiec! Po prawdziwym konkursie.
              Zaprawdę, jest niesamowity. Granty naukowe UE, publikacje w Nature, konferencje,
              goście zagraniczni...

              5) U mnie wszyscy pracownicy znają angielski przynajmniej w sposób bierny.
              Większość zna na poziomie bardzo dobrym lub znakomitym. Problemem
              "nieaktywnych" naukowo nie jest bariera językowa, lecz psychologiczna (pisanie
              prac naukowych to swego rodzaju rzemiosło, ale chyba też sztuka). Ci
              "nieaktywni" to z reguły świetni dydaktycy...

              6) Mamy dwóch profesorów w wieku 70 +-1 lat. Tych dwóch ludzi wciąż potrafi
              wyprodukować rocznie po 5 prac w czasopismach z górnej półki. Więc nie piszcie,
              że naukowiec ma pracować do 65, a potem zwolnić miejsce "młodym".

              7) Większość "młodych" - zdolnych studentów woli dobrze płatną pracę poza
              uczelnią niż 4 lata statusu doktoranta z dochodami poniżej 1k PLN/miesiąc.


              === uwagi ogólne ===

              a) Organizacja pracy na uczelniach opiera się na zaufaniu do pracowników.
              Obowiązek świadczenia pracy dotyczy 7-8 godzin w tygodniu plus 2-4 godziny
              seminariów naukowych. Mogę sobie doskonale wyobrazić sytuację, że wielu
              pracowników to minimum traktuje jak maksimum obowiązków i poza 7-8 godzinami
              dydaktyki w ogóle nie przychodzi do pracy. I *to* jest patologia - a nie
              habilitacje!

              b) Eliminacja habilitacji możliwa jest wyłącznie po zaproponowaniu innego
              mechanizmu motywacyjnego. Na przykład coś takiego: za dydaktykę płacimy
              adiunktom jak nauczycielom dyplomowanym w szkołach, resztę kasy - powiedzmy
              średnio drugie tyle, co za dydaktykę, płacimy za osiągnięcia naukowe. Te
              osiągnięcia trzeba by mierzyć -niestety - metodami administracyjnymi, np.
              punktacją czasopism, sumą dochodów z grantów czy czymś takim. Profesura
              należałaby się nielicznym i obiektywnie wybitnym.
              Kryteria powinny być jasne i obiektywne (nieuznaniowe).

              c) Osobna kwestia dotyczy politechnik. Znajomy obronił na politechnice doktorat
              wyłącznie w oparciu o krajowe prace konferencyjne.
              Niewiarygodne! To moja propozycja jest taka: dajmy sobie na politechnikach
              spokój z nauką
              "publikowalną", za to dajmy tamtejszym pracownikom prawo do 75% zysków z
              patentów opracowanych w ramach badań przez, powiedzmy, 10 lat.

              d) Osobna kwestia dotyczy AWF-ów, wydziałów filologii obcych nowożytnych,
              ekonomii, prawa,... Darujmy sobie z obowiązkiem prowadzenia pseudo-badań
              naukowych. Zlikwidujmy wymóg zdobycia habilitacji jako warunku uzyskania
              profesury uczelnianej. Ale utrzymajmy habilitację i wprowadźmy *jednorodne*
              kryteria jej zdobycia dla *wszystkich* dyscyplin! Wtedy pewnie okaże się, że
              król jest nagi i wydziały bardzo dochodowe w ogóle nie uprawiają działalności
              naukowej (za to zamiast adiunktów będą zatrudniać bardzo wielu "starszych
              wykładowców")

              e) Skąd brać doktorów na wydziałach bez doktorów habilitowanych?
              Hmm, szkoły artystyczne jakoś sobie z tym problemem radzą :-)

              f) Co zrobić z filologią polską, etnografią,...?
              Nie wiem. Może osobne granty ministra kultury?

              g) Osobną kwestią są instytuty PAN. Nie znam. Zdania nie mam.
              Tam jest systemowy problem z awansem - aby zrobić profesurę trzeba znaleźć
              doktoranta, a ci "występują" raczej na uczelniach niż w instytutach PAN...

              g) Z habilitacją wiąże się jeszcze jeden problem - adiunkt z habilitacją to
              wciąż adiunkt... Ta sama grupa zaszeregowania...
              Jakbym napisał, jaką dostałem po habilitacji podwyżkę,
              to byście nie uwierzyli...

              Reasumując - niech zacznie rządzić pieniądz i końkurencja.
              Niech o pozycji człowieka na wydziale decydują zdobyte przez niego granty i
              patenty. Niech habilitacja będzie jedynym, obiektywnym miernikiem zdolności do
              *samodzielnego* funkcjonowania w *świecie* nauki. A jednocześnie *jedyną*
              przepustką do profesury belwederskiej. Dajmy inżynierom możliwość zarabiania
              prawdziwych pieniędzy na patentach. Skierujmy na granty takie pieniądze, żeby
              można z nich było opłacić doktorantów (także zagranicznych!).
              Dajmy możliwość dorobienia dodatkowych pieniędzy osobom niechcącym pracować
              naukowo, za to chcących prowadzić więcej zajęć dydaktycznych. Zaakceptujmy to,
              że król jest nagi - skończmy z równym ("proporcjonalnym") finansowaniem badań
              naukowych we wszystkich dyscyplinach. Uwaga: to wymaga wprowadzenia dyktatury
              oświeconej - reprezentanci dyscyplin pozorujących badania
              naukowe mają większość w każdym gremium wybieralnym.
              Wtedy starczy na finansowanie tych dyscyplin, które jeszcze (jak długo?)
              utrzymują kontakt z czołówką światową.
              • dalatata Re: Przydługich uwag kilka 12.02.08, 23:08
                zkoza: najbardziej mi sie podoba to , ze pokazuje Pan ze proste
                uogolnienia nie dzialaja.
              • anggru Re: Przydługich uwag kilka 15.02.08, 10:09
                Zgadzam się całkowicie z tym co Pan napisał - zwłaszcza z tym, że
                nie należy stawiać tych samych wymogów wobec naukowców w dziedzinach
                ścisłych i chociażby prawników czy filologów - zupełnie inny
                charakter tych dziedzin.
                Jeszcze moja jedna uwaga odnośnie zarobków - znajoma obroniła nie
                tak dawno pracę doktorską - praca była bardzo dobra, dostałam
                wyróżnienie - dodam, że praca dotyczyła medycyny - nie była zwykłym
                przepisywaniem literatury - tylko była podparta rzetelnymi
                doświadczeniami. Ponieważ nadal pozostaje na etacie asystenta była
                ciekawa czy w związku z uzyskaniem wyższego tytułu naukowego otrzyma
                też jakiś dodatek do pensji. I oto co usłyszała w stosownym dziale
                administracji (oczywiście w administracji ze świecą szukać
                magistra) - "żeby mieć wyższą pensję to nie wystarczy, że Pani coś
                tam sobie napisze". Oczywiście osoby tam pracujące nie są winne
                takiemu systemowi wynagradzania pracowników ponoć prestiżowej
                uczelni, ale pokazuje jak naukowcy są traktowani i jakie jest
                ogólnie podejście do kariery naukowej.
              • sanmartino Re: Przydługich uwag kilka 15.02.08, 11:49
                To bardzo pozytywne co piszesz. Jeśli jest tak naprawdę, to niestety Twój instytut to prawdziwy chlubny wyjątek. Zazdroszczę. Ja studiowałem na UW, chodziłem na zajęcia na kilku wydziałach humanistycznych, skończyłem 2. Teraz piszę doktorat. To jak wyglądały wykłady: dwudziestoletniej świeżości notatki profesorów, baaaaaaaaardzo rzadko cytowana nowa literatura zagraniczna, dobrzy wykładowcy tylko na umowę zlecenie aby nie zagrażać starej gwardii, sfingowane konkursy na stanowiska. Klasyka to omijanie otwartych konkursów - np. Instytut Historii Sztuki UW (to oczywiście niejedyny przykład) rozpisuje konkurs na stanowisko asystenta na początku Rady Wydziału Historii. Okazuje się, ze zgłosił się tylko jeden kandydat, zaraz po studiach, bez doktoratu, ani żadnych osiągnięć - nie było innych kandydatur z doktoratami czy publikacjami (zgłosił się więc najlepszy KANDYDAT), na tej samej radzie Wydziału Historii UW konkurs zamknięty i etat załatwiony (protokoły posiedzeń Wydziału Historii UW dostępne online - zachęcam do czytania). To samo dzieje sie z doktorami, którzy nie napisali habilitacji, przedłuża sie im latami czasowe umowy o prace, blokując etaty może dla bardziej wydajnych naukowców z innych ośrodków naukowych (mierny ale wierny). Omijanie konkursów, trzymanie 50-letnich magistrów, kumoterstwo - to taktyka wielu wydziałów UW. Stanowi to głęboko zakorzenioną praxis!!! To prawda, że na Zachodzie też nie jest za wesoło: układy we Włoszech i Hiszpanii są jeszcze mocniejsze niż w Polsce, w Niemczech mimo zachowywania formalnych procedur - w sumie podobnie. Powinniśmy jednak brak wzory z takich krajów jak Zjednoczone Królestwo, Holandia, Belgia, Irlandia, Luksemburg, kraje skandynawskie, w których rozpisywane są otwarte jawne konkursy dostępne w Internecie. Wielu z moich kolegów po doktoracie tak rozpoczyna właśnie karierę bo na swoich uczelniach nie maja szansy na uczciwy konkurs, a podlizywanie sie starcom nierobom nie ma sensu. Pozdrawiam!
                • ane-mia Re: Przydługich uwag kilka 15.02.08, 13:38
                  to samo u mnie (wydzial nauk scislych jednego z najlepszych uniwersytetow w polsce).
                  niestety właśnie takie są realia większości polskich ośrodków naukowych. koledzy zbliżający się do wieku emerytalnego są szybko "robieni" profesorami, żeby mogli spokojnie dożyć swoich dni w błogim nieróbstwie. w rezultacie umysly genialne w stresie szukaja sobie miejsca do pracy za granica. nepotyzm, koszenie forsy z diet wyjazdowych i zle przygotowanych wykladow, totalna degrengolada... brak slow :(
                  choc sam w tym siedze, to powiem to, co mysle ja i moi koledzy i kolezanki
                  • mimimimimis Re: Przydługich uwag kilka 15.02.08, 15:24
                    a u mnie nie! Też jestem doktorantką na UW. Jeśli nie napiszesz doktoratu w 4
                    lata to bye bye. Podobnie później z habilitacją. Możesz sobie poszukać innej
                    pracy. No i nie ma 50-letnich mgr!
              • ciamej 100% racji 15.02.08, 14:49
                rzadko się zdarza tak wyważona, rozsądna opinia, gratuluję i dziękuję! :)
              • matmis Re: Przydługich uwag kilka 15.02.08, 16:11
                Wnikliwa i ciekawa opinia.
                Szkoda by było, gdyby pozostała tylko na tym forum - GW mogłaby ją wypromować do
                rangi artykułu "od czytelników".
          • ksmx Facet ma swoją teorię..coś tam publikuje 12.02.08, 22:20
            Ja bym mu dał szansę. Teoretyk z niego nie jest zły, warsztat matematyczny ma
            opanowany.
            Panowie z "nonsensów" zamieścili artykuł ale nikt nie przeczytał, nie sprawdził
            wzorów. Zrażono się nowymi, na pozór banalnymi, definicjami.

            mlodyfizyk.blox.pl/2007/06/Wszystko-zle.html
            Od zawsze wszystko co się kłóciło z oficjalnymi nurtami było "złe". W
            wszechświat i tak wie swoje.

            Nie byłbym taki pewny z tym Szpienkowem. Współczesna fizyka jest na krawędzi, a
            poziom abstrakcji niedługo nas przerośnie. Natura jest dużo prostsza, Einstein w
            to wieżył, ja też.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Facet ma swoją teorię..coś tam publikuje 13.02.08, 16:26
              > Panowie z "nonsensów" zamieścili artykuł ale nikt nie przeczytał, nie sprawdził
              > wzorów.

              Akurat nie panowie, bo jestem panią i to ja zamieściłam.
              Czytałam wzory. Facetowi myli się układ SI z cgs, to mu wyszło, że ładunek
              elektronu powinien być w innych jednostkach. Ot i cała teoria. :-DDDD

              Ciekawe - znalazłam, że jesteś fizykiem na postdoku w Szwecji...
              • ksmx Bardziej dokładnie proszę 13.02.08, 17:41
                Przeglądałem pobieżnie i o ile się nie mylę jest tabelka z jednostkami SI i
                jednostkami ESU (Electrostatic CGS System) lub CGSE. Jednostki się zgadzają
                (tabelka strona 12). A to, że teorię Pan wymyślił inną i inaczej sobie
                zdefiniował ładunek to już jego sprawa, nie wnikałem.
            • rilwen1 Re: Facet ma swoją teorię..coś tam publikuje 15.02.08, 18:10
              ksmx napisał:

              > Ja bym mu dał szansę. Teoretyk z niego nie jest zły, warsztat matematyczny ma
              > opanowany.
              > Panowie z "nonsensów" zamieścili artykuł ale nikt nie przeczytał, nie sprawdził
              > wzorów. Zrażono się nowymi, na pozór banalnymi, definicjami.
              >
              > mlodyfizyk.blox.pl/2007/06/Wszystko-zle.html
              > Od zawsze wszystko co się kłóciło z oficjalnymi nurtami było "złe". W
              > wszechświat i tak wie swoje.
              >
              > Nie byłbym taki pewny z tym Szpienkowem. Współczesna fizyka jest na krawędzi, a
              > poziom abstrakcji niedługo nas przerośnie. Natura jest dużo prostsza, Einstein
              > w
              > to wieżył, ja też.


              Masz ci los... a ja myślałam, że anomalia g czynnika to najlepszy test
              poprawności QED jaki mamy (patrz Ramsey z Harvardu i jego Nobel) ;-)
              I co to znaczy, że natura jest "dużo prostsza" (załóżmy, że prostsza nawet od
              polskiej ortografii)? Dla mnie prosta jest geometria różniczkowa i abstrakcyjne
              zagadki w testach iq, a nie rozumiem wielu "prostszych" rzeczy. Wzory Szpienkowa
              to w sumie nic nowego, poza jakąś filozofią i nazewnictwem. Istnieje wiele
              modeli wypełniających pola ,,unknown" w jego tabelce. ,,The origin of mass"? --
              chyba kazdy słyszał o polu Higgsa.
              Oczywiście, że tylko małpom wypada się nawzajem wyśmiewać, ale pytanie brzmi,
              czy tego typu badania cokolwiek nowego wnoszą. Czy dają jakieś możliwość
              weryfikacji doświadczalnej podstaw takiej naukowej rewolucji? Jak na pierwszy
              rzut oka, to nie.
              Jak ktoś chce się zmagać z fajną matematyką (wykraczającą poza "warsztat
              matematyczny" na poziomie I roku fizyki) i nowatorskimi pomysłami na wysokim
              poziomie, to polecam prace Garretta Lisiego :-P

              Na temat artykułu gazety: zgadzam się z większością krytycznych opinii, nawet
              jesli mam szczęście pracować z jednym z chlubnych wyjątków. Niewielu zdolnych
              ludzi zostanie w nauce po doktoracie, pozostali wyemigrują.

            • sadusx Re: Facet ma swoją teorię..coś tam publikuje 15.02.08, 18:59
              ksmx napisał:
              > poziom abstrakcji niedługo nas przerośnie. Natura jest dużo >prostsza, Einstein w to wieżył, ja też.

              Te naukowiec Einstein to mógł wierzyć, ty natomiast może i "wieżysz"
    • nfa05 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko... 12.02.08, 08:24
      "Kiedy zrobię habilitację, to będę jak pączek w maśle. Mam tu
      zapewnioną dożywotnią posadę. Nikt mnie nie zwolni, choćbym do końca
      swoich dni nie napisał stroniczki" Dokładnie (lub prawie) tak jest.
      Dlatego habilitowani tak bronia hab jak niepodległości, a boją sie
      jawności dorobku naukowego tak jak diabeł święconej wody.
      • xaliemorph Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:10
        "jak pączek w maśle"

        Zawsze się dziwiłem skąd na uczelni popularność tego sformułowania. I to nie
        tylko danym wydziale. Czyżby można było podejrzewać iż wychodzi ono właśnie z
        sytuacji na uczelni? ;)
      • kwinks Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za znies 12.02.08, 12:19
        ieniem habilitacji właśnie dlatego, że sam przeszedłem przez ten
        absurd. I nie jest to opinia odosobniona. Tylko, że trzeba wtedy
        bardzo podwyższyć wymagania przy doktoracie. Np. system studiów
        doktoranckich zastąpić zdobywanymi na podstawie konkursów
        dotowanymi przez Ministerstwo lub UE stażami w dobrych ośrodkach.
        To przed doktoratem delikwent powinien przedstawić listę
        samodzielnych prac w liczących się czasopismach, a nie przed
        habilitacją.
        • nfa05 Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 12.02.08, 12:48
          A na czym ta przesada ma polegac ?
          "trzeba wtedy bardzo podwyższyć wymagania przy doktoracie" - toz to
          na NFA pisze się od samego początku !
          • kwinks Uogólniając. Naprawdę, wielu profesorów jest 12.02.08, 13:02
            przeciwko habilitacji. Oczywiście mam na myśli ludzi, którzy nie
            przypadkowo znaleźli się w nauce. Zniesienie habilitacji jest zaś
            zagrożeniem dla karierowicza i hochsztaplera.
            • kde44 Re: Uogólniając. Naprawdę, wielu profesorów jest 12.02.08, 13:21
              zniesienie habilitacji bez uprzedniego wprowadzenia i praktycznego sprawdzenia
              metod weryfikacji pracy naukowej grozi tym, że będzie gorzej niż jest (choć
              czasem trudno sobie wyobrazić, że to możliwe)
              • dalatata Re: Uogólniając. Naprawdę, wielu profesorów jest 12.02.08, 13:53
                nie zgadzam sie z tym zupelnie. ale chcialbym byc przekonany, jak
                zniesienie habilitacji spowoduje wzrost jakosci w nauce polskiej.

                tylko prosze mi nie mowic ze 'na zachodzie', habilitacji nie ma. bo
                po pierwsze to zalezy gdzie, po drugie odpowiedniki habilitacji, z
                reguly mniej sformalizowane, sa wszedzie.a najbardziej w USA, gdzie
                przejesice na tenure jest duzo szerszym przegladem dorobku kandydata.

                kde44 napisał:

                > zniesienie habilitacji bez uprzedniego wprowadzenia i praktycznego
                sprawdzenia
                > metod weryfikacji pracy naukowej grozi tym, że będzie gorzej niż
                jest (choć
                > czasem trudno sobie wyobrazić, że to możliwe)
                • agaj.agaj Re: Uogólniając. Naprawdę, wielu profesorów jest 12.02.08, 14:29
                  Zgadzam sie calkowicie z toba, a rzecznicy rezygnowania z habilitacji nie wiedza
                  co mowia. System weryfikacji istnieje wszedzie i jest konieczny; natomiast do
                  dyskusji jest forma tej weryfikacji - czy to habilitacja, czy cos na ksztalt
                  tenure. Ja oczywiscie wole ocene na ksztalt amerykanskiego tenure.

                  Ten artykul stanowi czesciowa odpowiedz na twoje pytania z poprzednich dni o
                  sens lustracji na uczelniach.
                  • dalatata Re: Uogólniając. Naprawdę, wielu profesorów jest 12.02.08, 14:46
                    ciesze sie ze ze sie zgadzamy.

                    ja tez wole amerykanska ocene na tenure. jednak to bylaby rewolucja,
                    ktorej polska nauka by nie przezyla. profesor, ktorego wyklady, na
                    przyklad sa oceniane. nie wiem jak to powszechne, jednak znajomy mi
                    opowiadal ze oceniano tez jego zaangazowanie spoleczne.

                    tak czy owak, konczenie oceny na doktoracie jest nieporozumieniem.
        • dalatata Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 12.02.08, 13:43
          a ja jestem za zatrzymaniem habilitacji, choc nieco zmodyfikowanej.

          no przeciez w tej dyskusji mowi sie bez przerwy o tym, ze ludzie bez
          dorobku zostaja profesorami. to jak, przepraszam, zniesienie
          habilitacji to zmieni? habilitacje nie dosc ze nalezy zatrzymac, to
          ja zaostrzyc, choc zrezygnowac z tych idiotycznych wykladow w czasie
          kolokwium. moj trwal doslownie 5-7 minut, bo recenzentka sie
          spieszyla, co nie preszkadzalo krytykwoac mnie, ze nie wyszedlem
          poza wstep.

          habilitacja jest potrzebna wlasnie dlatego zeby miec pewnosc, iz ze
          pierwszy lepszy kolega dziekana nie zostanie profesorem uczelnianym.
          • kwinks Czy Państwo czytacie ze zrozumieniem? Pisałem, 12.02.08, 13:57
            że tą barierą powinien być doktorat. Podwyższyć wymagania do dr, a
            potem otwarte konkursy na etaty i stanowiska (umowy na czas).
            Zrozumcie, że to często słabych doktorów się przepycha przez
            habilitację, to oni z rozdania zostają kierownikami i tak wygląda
            nauka w Polsce, jak wygląda.
            • dalatata Re: Czy Państwo czytacie ze zrozumieniem? Pisałem 12.02.08, 14:42
              logika mi umyka.
              wydawaloy mi sie ze to argument za zaostrzeniem habilitacji, nie?

              kwinks napisał:

              > że tą barierą powinien być doktorat. Podwyższyć wymagania do dr, a
              > potem otwarte konkursy na etaty i stanowiska (umowy na czas).
              > Zrozumcie, że to często słabych doktorów się przepycha przez
              > habilitację, to oni z rozdania zostają kierownikami i tak wygląda
              > nauka w Polsce, jak wygląda.
              • kwinks Jestem za zaostrzeniem doboru kadr w nauce, 12.02.08, 15:57
                a rytuał habilitacyjny (zwłaszcza po słabym doktoracie) tylko temu
                szkodzi. Albo promuje słabiznę, albo jest niepotrzebny.
                • dalatata Re: Jestem za zaostrzeniem doboru kadr w nauce, 12.02.08, 16:03
                  no wreszcie w czyms zgadzamy! absolutnie tak. rzetelna ocena,
                  najlepiej zawierajaca recenetnwo zagranicznych (koniecznie w wypadku
                  profesur). ktos kto w ogole nie publikuje na swiecie (mozna sie
                  spierac ile) nie powienien byc profesorem uczelnianym (habem) a z
                  pewnoscia nie tytularnym.

                  i porzadna habilitacja siwetnie sie nadaje do takiego
                  zaostrzenia.zgadzam sie rowniez z tym ze rytualnosc habilitacji,
                  idiotyczne kolokwium, na ktorym kazdy kazdego jest w stanie zagiac w
                  najgrubszym miejscu, czy jeszcze glupszy wyklad (wyglaszany z reguly
                  przez kogos, kto od lat wyklada).

                  kwinks napisał:

                  > a rytuał habilitacyjny (zwłaszcza po słabym doktoracie) tylko temu
                  > szkodzi. Albo promuje słabiznę, albo jest niepotrzebny.
                  • chilly Re: Jestem za zaostrzeniem doboru kadr w nauce, 12.02.08, 16:07
                    1) Czy "świat" to tylko Zachód, czy również Wschód?
                    2) Czy publikowanie "na świecie" ma dotyczyć nauk wszelakich?
                    Inaczej mówiąc, czy badacz twórczości Gołubiewa, albo historii
                    Śląska Cieszyńskiego musi publikowac po angielsku w czasopismach z
                    wysokim IF?
                    • dalatata Re: Jestem za zaostrzeniem doboru kadr w nauce, 12.02.08, 16:15
                      1.na swiecie oznacza w czasopismach orkeslaych jako 'internationally
                      refereed'. nie wiem czy w Rosji sa siedziby takich czasopism.

                      2. tak. moze sie pan zdziwi ale na swiecie jest cala masa
                      polonistow, ktorzy publikuje, pewnie tez o Golubiewie. to tylko
                      polscy polonisci uznaja ze sa najlepsi na swiecie i publikuja w
                      swoim gronie, zacnym zapewnie.

                      Powszechnie sie uznaje ze IF nie ma sensu w odnisieniu donauk
                      humanistycznych, wiec pytanie nie zachodzi.

                      mam nadzieje ze rozwialem watpliwosci.


                      chilly napisał:

                      > 1) Czy "świat" to tylko Zachód, czy również Wschód?
                      > 2) Czy publikowanie "na świecie" ma dotyczyć nauk wszelakich?
                      > Inaczej mówiąc, czy badacz twórczości Gołubiewa, albo historii
                      > Śląska Cieszyńskiego musi publikowac po angielsku w czasopismach z
                      > wysokim IF?
                      • chilly Re: Jestem za zaostrzeniem doboru kadr w nauce, 12.02.08, 18:59
                        ad 1) Tak, teraz to jasne. W Rosji są takie pisma. W innych krajach
                        nie zaliczanych do umownego Zachodu też.
                        ad 2) Nie jestem przekonany. Może inny przykład. Czy dydaktyk języka
                        polskiego, doskonały w swym fachu, ale nieznający światowego języka
                        i niepublikujacy w czasopismach "internationally refered" ma racje
                        bytu na uczelni, czy nie (bo szans na habilitacje raczej nie - m.in.
                        z braku stosownej dyscypliny w wykazie, jak równiez Rady Naukowej,
                        która mogłaby przyjąc kolokwium. A znający angielksi dydaktyk
                        fizyki? Można powiedzieć: tak, powinien publikować w czasopismach
                        swiatowego obiegu. Jest to jednak (o dziwo) trudniejsze, niz
                        opublikowanie wyników eksperymentu. A poza tym - dla kogo właściwie
                        on pisze? Czy polski nauczyciel/metodyk/uczeń sięgnie po jego pracę
                        w amerykańskim czasopismie? I dlaczego - z definicji - to pismo ma
                        byc lepsze od "Fizyki w Szkole"?
                        ad 3) IF nie ma też większego sensu w naukach np. ścisłych - jest na
                        ten temat obszerna literatura (ale jest prosty do zastosowania).
                        Przykład: jest takie pismo - LC GC (n.t. chromatografii). Poziom
                        naukowy dośc niski, raczej dla praktyków, ale ID dośc wysoki. Powód -
                        czasopismo rozprowadzane jest za darmo, łatwiej więc siegnąc na
                        półkę i zacytować coś stosownego.
                        Ta w ogóle - to jednak zgoda. Pewne wątpliwości jednak mam i z nimi
                        pozostaję.
                        • dalatata Re: Jestem za zaostrzeniem doboru kadr w nauce, 12.02.08, 19:43
                          musze powiedziec, ze ja mam coraz wieksze problemy z naukowcami
                          publikujacymi tylko po polsku. tak sie sklad ze znam od podszewki
                          kilka poslkich pism lingwistycznych (polonistycznych) i moze na
                          torturach powiedzialbym cos dobrego o nich (typu: ladna szata
                          graficzna).

                          wykaz dyscyplin naukowych (to taka bardziej egzotyczna polska
                          specyfika, ktora mnie glownie przyprawia o ataki smiechu) to jest
                          inny argument. wszelkie przepisy typu recenzentem doktoratu z
                          psychologii musi byc 2 psychologow (choc sie nie znaja na tym), ale
                          nie dwoch psychiatrow (nawet jesli sie znaja na tym swietnie). tu:
                          recenzentem pracy doktorskiej jest ktos, kto jest specjalista w
                          temacie, ktory porusza.

                          jasne. kiedys slyszlaem o czasopismie biologicznym ktore nie ma IF
                          bo odmawia kooperracji z Thomson Scientific. ja mam raczej zle
                          zdanie o tzw. liscie filadelfijskiej. jednak rzad brytyski wlasnie
                          prygotowuje sie do fetyszycacji jej kompletnej, szczegolnie w
                          naukach scislych.

                          waptpliowsci sa od tego zeby je miec i zeby wynegocjowac. problem
                          zeby zaczac to robic. ja mam nadzieje, ze Kudrycka minister ma tu
                          swoich licznych szpieogow.
          • ksmx Wywalić habilitację bo to komplikacja w integracji 12.02.08, 22:46
            Równocześnie wprowadzić kilka zmian:

            - doktorat to wynik naukowy, a dzisiaj powszechną metodą ogłaszania wyników są
            recenzowane publikacje (polskie lub zagraniczne),

            - pracę doktorską należy uprościć, po co komu 200 stron elaboratów dostępnych w
            3 egzemplarzach,

            - skorzystać z modelu np. Szwedzkiego.

            Model Szwedzki to 40 stron konkretów, tezy, omówienie, argumentacja...a
            następnie przedrukowane publikacje. Liczba publikacji się nie liczy, liczy się
            jakość, chociaż tendencja jest ku większej liczbie prac. Czasami są to trzy
            prace, a czasami osiem. Liczba autorów nie ma znaczenia bo przecież dzisiejsza
            nauka to praca zespołowa. Ważne aby były oświadczenia o wkładzie poszczególnych
            współautorów aby delikwent mógł się obronić. Jeden z recenzentów jest
            zagraniczny. Praca napisana w j angielskim, obrona też jest po angielsku.

            Mówiąc szczerze to byłaby masakra przede wszystkim dla promotorów dlatego ten
            system nie wejdzie.
          • magik222 Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 17.02.08, 00:51
            Witam ponownie. Problem z habilitacja jest bardziej zlozony. Przede
            wszystkim, jest to takze problem prawny w kontekscie naszego
            czlonkostwa w UE. Na dobra sprawe, jak by nie patrzec, utrzymywanie
            habilitacji lamie dyrektywy Rady na temat mobilnosci naukowcow. Bo
            nie mozna wymagac habilitacji od, dajmy na to, Anglika, bo w UK ona
            nie istnieje. Tak wiec w obowiazujacej od 2005 roku ustawie
            stwierdza sie, ze mozna obcokrajowca zatrudnic na stanowisku
            profesorskim bez habilitacji, ale z wyjatkiem profesury zwyczajnej.
            To jest ciagle sprzeczne z prawem UE. Z drugiej strony, wprowadza to
            dyskryminacje obywateli polskich, a to juz jest sprzeczne nie tylko
            z prawem UE, ale tez z Konstytucja RP. Ponadto, w ustawie o
            stopniach naukowych juz nie przewiduje sie wyjatkow dla obywateli
            innych panstw. Podobnie jest z rozporzadzeniem o minimach kadrowych,
            ktore stwierdza, ze mozna zaliczyc do minimum tylko jednego
            obcokrajowca bez habilitacji. Jesli UE na jakims etapie zdecyduje
            sie na kompleksowe przyjrzenie sie przepisom regulujacym polskie
            zycie akademickie, to znajdzie jedno wielkie bezprawie. Wniosek jest
            taki, ze jak chce sie wchodzic na salony, to walonki trzeba zostawic
            na zewnatrz. Zreszta, Niemcy tez zdecydowali sie na zniesienie
            habilitacji, choc od moich niemieckich przyjaciol wiem, ze tamtejszy
            establishment akademicki tez robi wszystko, zeby utrudnic
            jakiekolwiek zmiany.
            • dalatata Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 17.02.08, 01:02
              a propos habiitacji. tu:

              www.gazetawyborcza.pl/1,88225,4930072.html
              mozna zobaczyc ze adiunktow w Polsce jest okolo 2.5 raza wiecej niz
              asystentow. mnie to przerazilo. i jakos nie wierze ze oni wszyscy sa
              podle wstrzymywani przez nieczyste sily profesorskie.
              • khmara Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 17.02.08, 01:20
                Blednie interpretujesz dane. Najwieksze uczelnie juz od dobrych kilku lat nie
                zatrudniaja asystentow w ogole, stad adiunktow robi sie wiecej niz asystentow.
                Nie wiem, jaka polityke prowadza uczelnie prywatne, ale nie wydaje mi sie, zeby
                zatrudnianie asystentow im sie oplacalo.
                • dalatata Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 17.02.08, 04:05
                  widze to i akceptuje taka inerpretacje danych.

                  khmara napisał:

                  > Blednie interpretujesz dane. Najwieksze uczelnie juz od dobrych
                  kilku lat nie
                  > zatrudniaja asystentow w ogole, stad adiunktow robi sie wiecej niz
                  asystentow.
                  > Nie wiem, jaka polityke prowadza uczelnie prywatne, ale nie wydaje
                  mi sie, zeby
                  > zatrudnianie asystentow im sie oplacalo.
            • nfa05 Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 17.02.08, 08:26
              To jest oczywisty problem naświetlany od kilku lat przez NFA np.
              www.naukowcy.republika.pl/patologiczna.html
              www.nfa.alfadent.pl/articles.php?topic=4
              .Bardzo dobrze, ze zyskuje nieco zwolennikow ale na gorze tak
              zaciemniany że chyba nic nie widać.

              magik222 napisał:

              > Witam ponownie. Problem z habilitacja jest bardziej zlozony.
              Przede
              > wszystkim, jest to takze problem prawny w kontekscie naszego
              > czlonkostwa w UE. Na dobra sprawe, jak by nie patrzec,
              utrzymywanie
              > habilitacji lamie dyrektywy Rady na temat mobilnosci naukowcow. Bo
              > nie mozna wymagac habilitacji od, dajmy na to, Anglika, bo w UK
              ona
              > nie istnieje. Tak wiec w obowiazujacej od 2005 roku ustawie
              > stwierdza sie, ze mozna obcokrajowca zatrudnic na stanowisku
              > profesorskim bez habilitacji, ale z wyjatkiem profesury
              zwyczajnej.
              > To jest ciagle sprzeczne z prawem UE. Z drugiej strony, wprowadza
              to
              > dyskryminacje obywateli polskich, a to juz jest sprzeczne nie
              tylko
              > z prawem UE, ale tez z Konstytucja RP. Ponadto, w ustawie o
              > stopniach naukowych juz nie przewiduje sie wyjatkow dla obywateli
              > innych panstw. Podobnie jest z rozporzadzeniem o minimach
              kadrowych,
              > ktore stwierdza, ze mozna zaliczyc do minimum tylko jednego
              > obcokrajowca bez habilitacji. Jesli UE na jakims etapie zdecyduje
              > sie na kompleksowe przyjrzenie sie przepisom regulujacym polskie
              > zycie akademickie, to znajdzie jedno wielkie bezprawie. Wniosek
              jest
              > taki, ze jak chce sie wchodzic na salony, to walonki trzeba
              zostawic
              > na zewnatrz. Zreszta, Niemcy tez zdecydowali sie na zniesienie
              > habilitacji, choc od moich niemieckich przyjaciol wiem, ze
              tamtejszy
              > establishment akademicki tez robi wszystko, zeby utrudnic
              > jakiekolwiek zmiany.
        • ksmx Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 12.02.08, 22:36
          Nie będę generalizował. Zrobiłem doktorat z fizyki (uczelnia w top 3 w PL).
          Zrobiłem i natychmiast wyjechałem na postdoca do Szwecji.

          Z tego co obserwuję to tutaj jest doktorantom łatwiej. Nie trzeba być też kimś
          wyjątkowym, nawet nie trzeba do końca siedzieć w specjalizacji promotora. Zawsze
          jest ktoś kto go przyucza do aparatury, wdraża metody itd...jest wszechstronna
          pomoc.

          Szwedzki doktorant też nie jest od razu taki...genialny, nie wymaga się nie
          wiadomo czego. Doktorant po mniej więcej 12 miesiącach robi się samodzielny,
          samemu siedzi przy aparaturze i zajmuje się całą pracą badawczą. Następnie
          obrabia wyniki i pisze publikację. Dalej pracą zajmuje się promotor, wysyła,
          walczy z recenzjami itd...tak jak w Polsce.
          Poza tym pracą badawczą doktorant poświęca czas na zaliczanie kolejnych punktów
          kredytowych, kursów, egzaminów, normalne studia prawie. Prowadzą też zajęcia ale
          bez przesady, proste rzeczy, protokoły, tak jak u nas.

          Tematy doktoratów są często "topowe" ale to nie oznacza, że ktoś się rzuca z
          motyką na słońce. Robi się rzeczy raczej proste, a przede wszystkim bardzo
          dobrze przemyślane, raczej musi wyjść. Nie jest to do końca ok ale urzędasy i
          sponsorzy chcą wyników.

          Doktorat w Szwecji to 5-6 publikacji (na ogół od 3 do 6 autorów), 40 stron tez,
          uzasadnienia i wniosków. W pracy jest zamieszczone oświadczenie współautorów
          odnośnie tego jaki był ich przyczynek do publikacji. Praca doktorska jest
          wydawana przez uczelnianą bibliotekę w 100-200 egzemplarzach i z automatu
          rozsyłana po całej Szwecji.

          Obrona tak jak u nas tylko, że jeden recenzent jest z zagranicy. Polskie
          doktoraty powinny być podobne.

          Na co komu 200 stron mojej pracy dostępnej w 3 egzemplarzach?
        • ane-mia Re: Cenię NFA, ale tu przesadziliście. Jestem za 15.02.08, 12:24
          Zdaje się, że w niektórych ośrodkach wymaga się już publikacji w dobrych
          czasopismach przed otwarciem przewodu doktorskiego (ale nie zdziwiłbym się,
          gdyby i bez tego poszło
      • titta Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 13.02.08, 11:07
        > Dlatego habilitowani tak bronia hab jak niepodległości, a boją sie
        > jawności dorobku naukowego tak jak diabeł święconej wody.
        Ale przeciez dorobek naukowy, przynajmniej w naukach scislych JEST
        jawny. W kazdej chwili mozna sprawdzic co i ile czlowiek publikowal
        w liczacych sie czasopismach (chodzby przez "cytation index".
      • komentator4 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 17:13
        szanowna nfa05, dorobek naukowy jest w pełni jawny, informacje o
        dorobku (cytowaniach i publikacjach) KAŻDEGO naukowca z dowolnego
        kraju można znaleźć na przykład w SCI expanded:

        zatoka.icm.edu.pl/WoS/CIW.cgi
        Jedyny problem to ten, że dostęp do bazy danych SCI jest płatny i
        nie wszystkie instytucje go kupują. Ale tajemnicy żadnej nie ma.
        NFA, które jest samozwańczym rzecznikiem wszelkiej nowoczesności w
        nauce powinno takie rzeczy dawno wiedzieć.
    • e-turul Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 08:40
      Potwierdzam, ze najwiksze i njajstarsze uniwersytety w Polsce dzialaja dokladnie
      tak samo... co wiecej w dobrym guscie uchodzi cytowanie kolezanki z pokoju obok
      w artykule, ktory ona sama z kolei zacytuje u siebie i tak w kolo Macieju...
      towarzystwa wzajemnej adoracji, ktore po angielsku ani be a to dzien powszedni..
      a na zajecia materialy cyrlica i na wyblaklym, zoltym papierze (bo korzystanie z
      internetu to rowniez czarna magia).
      • abc023 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 20:50
        Aj na Slovensku je to to iste ako u vas. To je problem asi vsetkych univerzit
        vychodneho bloku. Pozdravujem zo Slovenska.
    • aarp Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 08:46
      Poziom artykułu żenujący. Styl jak z "Faktu". Problem jest ważny, ale sposób
      jego podjęcia wskazuje na to, że autorka woli gonić za tanią, "matołkową" sensacją.
      • kiviwa Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 09:14
        Nie widzę w poziomie tegoż artykułu nic żenującego, wręcz
        przeciwnie - uważam, iż porusza bardzo istotne sprawy.
        Jak bowiem mamy iść do przodu, skoro uczelniani pracownicy naukowcy
        stoja w miejscu, przejadają pieniądze, które mają być przeznaczane
        na rozwój nauki i w dodatku czuja sie w tym bezkarni!!!
        • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:15
          ja ronwiez nie widze niczego zenujacego. jak w soczewce pokazane
          problemy prowincjonalengo uniwersytetu. i nie tylko.

          ale to nie to jest najwazniejsze. najwazniejsze jest to, ze nikt z
          tym nic nie zrobi. nikt. bo to w niczyim interesie.

          bo to jak fala. nawet szeregowcy nie sa przecwini, bo wiedza ze za
          chwile sami beda gnebic kotow. wszyscy wiedza ze to zle, ale nikt
          palcem nie kiwnie. tylko zrobic habilitacje i juz (tyle ze to nie
          jest problem habilitacji)
      • pawlica1 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 13.02.08, 09:46
        Potwierdzam, poziom artykułu żenujący no ale o to chyba chodziło bo
        jest dyskusja.
        A merytoryczie..no cóz jak się poziom doktoratów nie polepszy to
        habilitacja pozostanie jedynym kryterium przydatności do pracy
        naukowej.... jak duża matura przed II wojną
      • g.suss Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 08:57
        aarp napisała:

        > Poziom artykułu żenujący. Styl jak z "Faktu". Problem jest ważny, ale sposób
        > jego podjęcia wskazuje na to, że autorka woli gonić za tanią, "matołkową" sensa
        > cją.

        Żenująca jest raczej nieumiejętność odróżnienia artykułu od wywiadu i
        wyobrażenie, że autor tego drugiego ma jakiś wpływ na styl wypowiedzi rozmówców.
    • nfa05 Co słychać pod dywanem ? 12.02.08, 08:48
      Oczywiście że patologie to nie tylko prowincja ale przede wszystkim
      największe uczelnie! o czym w tekście :
      Co słychać pod dywanem
      Życie akademickie stwarza dobry klimat do tworzenia rodzinnej
      działalności gospodarczej. AGENCJE 'UCHO' są chyba na każdej
      uczelni. Życie akademickie pełne jest tajemnic i krasnoludków.
      Tajemnice zamiata się pod dywan.
      Jeśli dywan jest kiepski, stary i wytarty, to słychać niemal
      wszystko, gdzie się tylko ucho przyłoży.Takie dywany są na ogół w
      biedniejszych prowincjonalnych uczelniach.
      Jeśli dywan jest gruby i najlepszej jakości, nie słychać niczego.
      Takie dywany są na ogół w uczelniach dużych, w miastach królewskich.
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=285
    • akademik2003 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 08:56
      ZBYTNIE UOGÓLNIENIE!
      Nie można całej uczelni opisywać przez pryzmat kierunków humanistycznych!
      Spójrzcie na biologów! Wielkie milionowe granty i super pracownie! Jak macie
      jakieś kompleksy i czujecie, że coś was ogranicza to działajcie, a wypłakujcie
      się gazetom! A może za mało odwagi?
      Zobaczymy jak za 15 lat zmieni się pokolenie - wtedy się okaże ile macie prac na
      liście filadelfijskiej i ile wspaniałych efektywnych zagranicznych podróży!

      Poza tym, choć uważam, że Wasze uwagi są w dużej mierze słuszne, poza brakiem
      odwagi zmian brak Wam także lojalności.

      *nie mam żadnego związku z
      • diaper1 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 11:27
        Witam... jestem biologiem i nie do końca zgadzam się z tą opinią... Super
        laboratoria - zapraszam na Uniwersytet Wrocławski. A może UJ? w jednym pokoiku
        (mniej niż 10m2) przy Ingardena ciśnie się 6 albo 7 doktorantów... Spadek
        produktywności po habilitacji bardzo częsty (nazwisk nie będę przytaczał). Teraz
        na UWr wymyślono, że aby się habilitować trzeba nazbierać z publikacji 100 albo
        150 punktów - tylko, że połowa czcigodnych profesorów (w tym jeden dziekan i
        rektor) w życiu nie opublikowali nic w recenzowanym piśmie. I to tyle. System
        jest chory nie tylko wśród humanistów.
        • nfa05 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 11:35
          "System jest chory"
          A czy konsylium lekarskie juz sie zebrało ?
          Takie dyskusje periodycznie sa wywolywane i nic ! System trzyma sie
          mocno, a środowisko nie ma mocy aby sie wziąć w garsc i zmienic to
          co chore. Zreszta jak widac jest tak podzielone, ze tylko siła
          zewnetrzna może coś wymusić
          • kwinks Dawno to wiemy. Sami uczeni nie zrobią NIC poza ru 12.02.08, 12:41
            chami pozornymi (słynne apele i komitety do ratowania nauki
            polskiej),a przed ingerencją zasłaniać się będą "autonomią" nauki i
            kultem tytułów. Dopóki rządzący, sejm i społeczeństwo plackiem będą
            leżeć przed "autorytetem nauki", togami, profesorami belwederskimi
            itp itd., dotąd Polska będzie przegrywać konkurencję w tej
            prestiżowej dziedzinie, społeczeństwo cofać cywilizacyjnie, a
            młodzi ludzie zasilać naukę innych krajów. Zaś środki budzetowe np.
            przeznaczane na konkursy UE zasilą naukę w Niemczech, czy w W.
            Brytanii, żeby ograniczyć się tylko do tych dwóch krajów.
            • dalatata Re: Dawno to wiemy. Sami uczeni nie zrobią NIC po 12.02.08, 13:49
              Drogi kwinksie, to co piszesz to pol prawdy. to drugie pol to to, ze
              to nie od sejmu zalezy, by artykuly byly uczciwie recenzowane, by
              magisteria i doktoraty byly uczciwie promowane. to nie od sejmu
              zalezy, zeby nie podgryzac sie itd.

              a trzecie pol :-) prawdy to sam system, ktory nie promuje jakosci,
              kreatywnosci, dorobku, ba!, ten system tego nie wymaga na wet.
              jedynie liczy habilitacje.
              • kwinks Re: Dawno to wiemy. Sami uczeni nie zrobią NIC po 12.02.08, 14:49
                Drogi Dalatata, System nauki w Polsce jest oparty na prawie.
                Przepisy prawa ustala sejm, a nie lobby profesorskie. Wystarczy np.
                zastosować przepisy unijne (Karta), albo dopuścić wiekszą
                reprezentację do pisania ustaw dt. nauki sensownych ludzi biznesu
                zainteresowanych nowymi technologiami - to są przecież odbiorcy
                nauki. I ten czerep rubaszny sam się zwinie tam gdzie jego miejsce,
                czyli do gabloty Muzeum Polski Ludowej. Innego wyjścia nie widzę.
                • nfa05 kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 15:10
                  Jak widac w tym systemie ludzie z głowa to wyjątki, Dla innych to
                  nawet sens nie ma sensu.

                  kwinks napisał:

                  > Drogi Dalatata, System nauki w Polsce jest oparty na prawie.
                  > Przepisy prawa ustala sejm, a nie lobby profesorskie. Wystarczy
                  np.
                  > zastosować przepisy unijne (Karta), albo dopuścić wiekszą
                  > reprezentację do pisania ustaw dt. nauki sensownych ludzi biznesu
                  > zainteresowanych nowymi technologiami - to są przecież odbiorcy
                  > nauki. I ten czerep rubaszny sam się zwinie tam gdzie jego
                  miejsce,
                  > czyli do gabloty Muzeum Polski Ludowej. Innego wyjścia nie widzę.
                  • gloydius Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 15:56
                    To, że się o tym pisze, to bardzo dobrze - źle, że sprawa przycichnie. My
                    niestety nie jesteśmy tak zgrani, żeby pojechać do ministerstwa i pikietować
                    przez tydzień (a to by był numer w UE - naukowcy pikietują ministerstwo nauki:),
                    jak lekarze, pielęgniarki, górnicy itp, a czasami szkoda:(
                    A to, ze system będzie baaaardzo ciężko zmienić, jest jasne. Który z
                    habilitowanych zgodzi się na strącenie habilitacji z piedestału/ Tak w ogóle, to
                    po kiego czorta nam ten archaizm? Po doktoracie wyjazd na inną uczelnię, 2-3
                    lata stażu i albo jesteś dobry i dostajesz etat na uczelni (i własne
                    laboratorium, i prawo do promowania doktorantów), albo robisz miejsce nowym
                    pokoleniom. A sama akredytacja uczelni oparta o liczbę "samodzielnych"
                    zatrudnionych na etacie? Jeśli już, to wyznacznikiem winna być produktywność
                    kadry (publikacje, patenty, technologie) a nie stetryczali figuranci, którzy
                    wykłady opierają na podręcznikach z lat 70.
                    No a skoro już się popiekliłem na forum, to wracam do pracy;-) tez chcę być jak
                    "pączek w maśle":)
                    • nfa05 Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 16:01
                      "Który z habilitowanych zgodzi się na strącenie habilitacji z
                      piedestału " Bardzo wielu, wystarczy wejśc na www.nfa.pl
                      m.in. www.nfa.alfadent.pl/articles.php?topic=48
                      Ci którzy mają drobek i powazanie wśrod naukowcow czy/i studentow
                      hab do niczego nie jest potrzebna ale w naszym systemie jest
                      potzrebna do zabezpieczania sobie niezlej pensji bez nic nierobienia
                      • dalatata Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 16:10
                        to jest nieprawda co pan pisze, jest pan tendencyjny.

                        Tak jak w USA jest tenure, w Polsce jest habilitacja. sformalizowany
                        mechanizm oceny ( w poslce wyglada blado przy rygorystycznosci
                        amerykanskiej), dzieki ktoremu sei awansuje. habilitacja wlasnie po
                        to jest: zeby zarabiac wiecej pieniedzy. nie znam systemu
                        akademickeigo, w ktorym nie ma odpowiednika habilitacji. najmniej
                        sformalizowana jest w UK, choc to zalezy od uniwersytetu. w USA jest
                        niezwykle wyrazny.

                        wiec prosze laskawie nie obrazac mojej inteligencji i mowic ze
                        habilitacja jest niepotrzebna.

                        a to ze po habilitacji nic sie nie robi, to nie wina habilitacji,
                        niech pani nie wylewa dziecka z kapiela. a nawiasem mowiac,
                        profesoura w UK czy USA daje praktyczna nietykalnosc.
                        • gloydius Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 16:29
                          Szanowny Panie - i tak i nie. Habilitacja z jaką mamy do czynienia w Polsce, a
                          amerykańskie "tenure" to dwie różne rzeczy. Oczywiście, że jest to mechanizm
                          weryfikacji, ale oparty o jasne (jaśniejsze?) zasady i mniej zależny od wieku i
                          odczekania w kolejce, a bardziej od faktycznego dorobku i potencjału. Wiem, że
                          wszędzie są profesorowie o statusie "świętej krowy", ale odsetek nierobów i
                          spadek produktywności wśród nich jest nieporównywalny z naszym. A na taki status
                          muszą sobie zapracować.

                          > a to ze po habilitacji nic sie nie robi, to nie wina habilitacji,

                          zgadza się - wina osoby (bo wielu wciąż pracuje, czasami nawet lepiej niż przed
                          0 i chwała im za to) i wina przywilejów, dawanych przez habilitację, przy braku
                          weryfikacji.

                          > habilitacja wlasnie po
                          > to jest: zeby zarabiac wiecej pieniedzy.

                          Też się zgadza - tylko, że habilitowany, który ma powiedzmy 3-4 dobre prace
                          rocznie i ten który nie ma ani jednej ma tyle samo pieniędzy. Tu też wypadałoby
                          coś zmienić.
                          • dalatata Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 17:55
                            no to nie ma sporu, drogi gloydiusie. ja jestem w pelni za
                            zaostrzeniem habilitacji. niech bedzie wiekszy dorobek,
                            przejrzystsze kryteria itd itd. nie mam z tym zadnych problemow. ale
                            niech to bedzie, a nie wylewajmy habilitacji razem z kapiela....

                            ja od dluzszego czasu uwazam, ze wieksosc boalczek (nie wszystkie)
                            zalatwiloby zniesinie pensum kadrowego. to jest posuniecie, ktore
                            zlikwidowaloby tysiace swietych krow, ktore nagle stalyby sie
                            niepotrzebne.

                            ale na takie rozwiazanie, nie zgodzi sie nikt nigdy. bo to naprawde
                            godzi w za duzo ineresow
                      • gloydius Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 16:17
                        znam to forum i sam też się tam zapisałem:)
                        niestety większość będzie na nie. Dam dwa przykłady. Jeden z profesorów za
                        czasów kierowania instytutem postanowił odtajnić dorobek naukowy pracowników.
                        Wywiesił więc listę publikacji i był to pierwszy i ostatni raz kiedy to zrobił,
                        bo taka się zrobiła awantura i obraza z tego powodu.
                        Przykład nr. 2. Wrzuciłem kiedyś link do NFA przy okazji jakiejś petycji na
                        listę instytutu, i okazało się, że bardzo tym uraziłem, ku mojemu zdziwieniu,
                        osobę, która dorobek naukowy ma na poziomie światowym i stale go powiększa.
                        Ja się cieszę, ze są też wśród samodzielnych osoby "postępowe", ale do zmian, to
                        chyba potrzeba oświeconego dyktatora:)
                        • dalatata Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 16:25
                          cudne (w sensie, o ja pier...., to jakas paranoja)
                          jesli tak naprawde bylo, to zmienie zdanie i zaczne wspierac
                          postulat NFA w sprawie jawnosci dorobku naukowego.

                          mam swoja strone internetowa, dla mnie to cos oczywistego.
                          niezwykle. codziennie sie czlowiek uczy....
                          • agaj.agaj Re: kwinks tak trzymac dalej ! 15.02.08, 15:39
                            Nie polecam jakiegokolwiek popierania nfa. Zalozyciel tej listy to frustrat,
                            ktorego celem nie jest naprawa systemu, ale walka z tym system, ktory go niby
                            skrzywdzil - przynajmniej taka jest impretacja dr Wieczorka, bo UJ ma inne
                            zdanie. Nfa to prywatne forum i prywatna walka dr Wieczorka, a nie chec naprawy
                            sytuacji w nauce w Polsce. W walke ta dr Wieczorek wlacza kolejne naiwne osoby,
                            ktore nie wiedza co popieraja. Nauka w Polsce - takie jest moje prywatne zdanie
                            - nie jest wcale taka zla. Na pewno w ostatnich latach dokonal sie olbrzymi
                            postep. Kilka placowek jest znakomitych, kilka dobrych, a i poziom nauczania
                            nie jest taki zly.

                            Przeciwnicy habilitacji nie wiedza o czym mowia. Tak jak ty, polecam system
                            tenure w Stanach, ktory - choc mniej zbiurokratyzowany - jest w gruncie rzeczy
                            podobny jak habilitacja w Polsce i daja podobne - jak nie wieksze - przywileje.
                            Musi byc etap weryfikacji pracownikow nauki mniej wiecej w polowie ich
                            aktywnosci naukowej. System tez musi - a w kazdym razie powinien - dawac
                            okreslone przywileje osobom ktore przez ta weryfikacje przeszly.

                            A co do jawnosci dorobku naukowego to jest to postulat glupawy. W naukach
                            biologiczno-medycznych jest dostepna strona PubMed (pubmed.com) - strona darmowa
                            na ktorej kazdy moze sobie wpisac nazwisko autora (np. Kowalski A.) i wyjdzie mu
                            spis publikacji. Jak nazwisko jest popularne to mozna to zawezic do danej
                            uczelni, itp. Innych nauk nie znam, ale podobne bazy danych pewnie tez istnieja.
                            • dalatata Re: kwinks tak trzymac dalej ! 15.02.08, 16:00
                              mnie najabrdziej wlasnie irytuje mowienie o tym, ze habilitacja jest
                              czyms egzotycznie polskim. w rzezcywistosci tak nie jest. oparcie
                              ja o system tenure jest rowniez wedlug mnie sensowny.

                              co do jawnosci dorobku, to jak dla mnie przepis zeby sie 'ujawniac'
                              nie ma wieksego sensu, wlasnie dlatego, nieobecnosc kogos w bazach
                              danych, ktore wspominasz, jest wystarczajace, by sobie wyrobic
                              zdanie na temat jednostki. a to czy opublikwal w wydawnistwie alma
                              mater pcimniensis jest dla mnie malo interesujace i w rzeczywistosci
                              nie chce o tym wiedziec.
                  • dalatata Re: kwinks tak trzymac dalej ! 12.02.08, 15:58
                    to pewnie do mnie. Panie Dokotrze, mysle ze pan glwonie pokazuje
                    siebie, mowiac to. ktos kto sie z panem nie zgadza, wcale nie musi
                    byc idiota. moze byc, ale nie musi.

                    nfa05 napisała:

                    > Jak widac w tym systemie ludzie z głowa to wyjątki, Dla innych to
                    > nawet sens nie ma sensu.
                    >
                • dalatata Re: Dawno to wiemy. Sami uczeni nie zrobią NIC po 12.02.08, 15:52
                  Drogi Kwinksie, tak, prawo pisze sejm, jednak ja nie o tym mowilem.
                  twierdze nadal, ze nie wszystko da sie zrobic ustawa. wiele, ale nie
                  wszystko.
                  • kwinks Można, tylko trzeba odciągnąć Posłów RP od idio 12.02.08, 16:20
                    tyzmów, którymi się głównie zajmują jak np. pisanie i czytanie
                    pyskówek na siebie nawzajem, czyli blogów. No ale to oczywiście
                    daleka droga i wielu jeszcze wyemigruje do UK, skąd dla
                    potwierdzenia swojej decyzji będzie wątpić, że cokolwiek w tym
                    kraju sie uda.
                    Pozdrawiam, tez tam byłem, piwo i whisky piłem.
    • s.wright Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkami 12.02.08, 08:58
      Wypowiadam się jako członek wspólnoty akademickiej, naukowiec. Pracuję na najlepszym Uniwersytecie w naszym kraju i pod wieloma względami mam podobne odczucia. Jestem jednak daleki od nadmiernie krytycznych opinii kierowanych pod adresem osób, które wykorzystują sytuację stworzoną przez zły system zarządzania i organizacji.
      Pozwolę sobie wymienić trzy zasadnicze problemy, które rozkładają polską naukę:
      1) przerost administracji i nadmierna ilość stałych etatów naukowych
      2) zbyt duże obciążenie dydaktyczne
      3) zły system promowania doktorów i habilitantów.

      Pokrótce odniosę się do trzech powyższych punktów.
      Ad 1. Uczelnia jest instytucją, w której spotykają się studenci i uczeni. Administracja jest jedynie koniecznym dodatkiem. Pełni pewien rodzaj służby. Liczba zatrudnionych na etatach administracyjnych na moim Uniwersytecie jest mniej więcej taka sama jak liczba pracowników naukowych. Wniosek może być tylko jeden: mamy do czynienia z przerostem zatrudnienia. Podobnie ma się rzecz z etatami stałymi da pracowników naukowych. Uzyskane etaty kilkadziesiąt lub kilkanaście lat wstecz, wciąż są okupowane przez osoby, które najzwyczajniej w świecie "męczą się" wykonując swoją pracę. Przewietrzenie gabinetów to jedno z głównych wyzwań, przed jakimi stoją rektorzy polskich uczelni. Oby im się chciało i udało.

      Ad 2. Uprawianie nauki to skomplikowana sprawa. W naukach ścisłych to dziesiątki, setki godzin eksperymentów, które niekiedy kończą się klapą. W naukach humanistycznych - setki, tysiące godzin spędzonych na czytaniu literatury. Proszę sobie teraz wyobrazić, że trzeba to robić w sytuacji, gdy ma się 240 godzin pensum, do którego nie wchodzą dyżury, praca nad esejami studenckimi, etc. Prawda jest taka, że ten, kto zapisał w ustawie maksymalne pensum na poziomie 240 godzin nigdy chyba nie był na Zachodzie i nie wie, że dydaktyka jest, a jakże ważnym elementem aktywności akademickiej, ale stanowi nie 60 proc. pensum jak u nas, ale 30 proc. Poza tym = na co warto zwrócić uwagę - w Polsce de facto nie istnieje system rozdziału aktywności badawczej (stanowiska dla researcherów) od aktywności dydaktyczno-naukowej. A to bardzo by ułatwiło wielu pracę.

      Ad. 3. W Bydgoszczy są na pewno wartościowi naukowcy i nauczyciele akademiccy. Sam takich znam. Powiem rzecz niepopularną, ale fundamentalną: jaki może być naukowiec z doktora, który został wypromowany w wyniku pokrętnej, kumoterskiej i w większości przypadków niemerytorycznej procedury na prowincjonalnej uczelni? Odpowiedź nasuwa się sama. I to jest właśnie istota sprawy. Jeśli system pozwala promować doktorów w uniwersytecie w X, a w X pracują osoby, które w nosie mają etos naukowy, produkt takiego systemu będzie przewidywalny. To samo dotyczy habilitacji.

      I na koniec. Dobry Uniwersytet to marzenie każdego z nas, akademików i studentów aktualnych oraz potencjalnych. Nasi krajanie z reprezentacją polityczną włącznie jakoś się o to nie troszczy. Resort nauki jest traktowany jak piąte koło u woza, a rozmowy ze światem nauki prowadzi się na zasadzie przytakiwania, a następnie działania według własnego widzimisię. Jest w tym wszystkim głęboka wina samych środowisk akademickich, które nie mają siły, energii, woli i czego tam jeszcze potrzeba, by wyzwolić się z tego, co już przeminęło, ale co jeszcze oddziałuje i generuje realne skutki. Teksty prasowe są być może stronnicze, ale na pewno spełniają pozytywną funkcję budzika: niektórzy się po ich przeczytaniu przebudzą.

      I to byłoby na tyle.
      • akademik2003 Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 09:03
        "Jest w tym wszystkim głęboka wina samych środowisk akademickich, które nie mają
        siły, energii, woli i czego tam jeszcze potrzeba, by wyzwolić się z tego, co już
        przeminęło, ale co jeszcze oddziałuje i generuje realne skutki."

        A tych sił nie mają bo im jest tak wygodnie, więc po co zmieniać. Sam o tym
        Wiesz :-)
      • kde44 Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 09:07
        Obawiam się, że obniżenie pensum przyczyniłoby się co najwyżej do zwiększenia
        ilości godzin dydaktycznych na drugim, trzecim etacie, ew. godzin zleconych
        prowadzonych na innych uczelniach. Ludzie o którym mówimy nie pracują naukowo,
        bo nawet nie potrafią. Skąd przypuszczenie, że nagle wzięliby się do pracy,
        gdyby zmniejszono im pensum?!
      • belfer314 Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 10:20
        U mnie na uczelni rektor wymyślił oszczędności i części pracownikom dał
        propozycję nie do odrzucenia - przesunięcie na stanowisko starszego wykładowcy
        lub rezygnację. Zaznaczam, że aktywność naukowa nie miała tu żadnego znaczenia.
        Publikuję systematycznie, ale nie miałam wyboru, jeśli chciałam zostać na
        uczelni. Dostałam 360 godzin pensum. Publikuję dalej, ale jakim kosztem! Brak mi
        czasu na wszystko. Na dodatek jest to tylko moja fanaberia, bo do mojej oceny,
        jako nauczyciela akademickiego, to sie nie liczy. Kolega (w tej samej sytuacji,
        co ja), który wpisał do swojego kwestionariusza 2 publikacje z listy
        filadelfijskiej, dostał adnotację: praca naukowa nie podlega okresowej ocenie
        (nie dotyczy). Już przestał pracować naukowo. Ma 500 godzin dydaktyki i święty
        spokój. Przy tym wszystkim ciągle wszyscy słyszymy, że na uczelni jest za mało
        habilitacji. Ciekawe dlaczego?
        • kde44 Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 10:25
          belfer314 napisała:

          > U mnie na uczelni rektor wymyślił oszczędności i części pracownikom dał
          > propozycję nie do odrzucenia

          A jakie było kryterium wyboru części pracowników?
          • belfer314 Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 15:26
            Jedynym kryterium był wydział, na którym miało się zajęcia.
          • belfer314 Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 15:29
            Dodam jeszcze, że mam zajęcia audytoryjne (przedmiot ścisły, uczelnia
            techniczna). Grupy studenckie liczą 30-36 osób. Spróbujcie zmusić wszystkich do
            rozwiązywania zadań! Po 6 godzinach zajęć jestem wykończona.
        • dalatata Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 10:28
          to jest niezwykle. a czy podano jakies powody takich przesuniec?

          w Queens w Belfascie (ten przypadek znam dobrze, nie jest jedyny)
          dokonoano rozroznienia inneg: publikujesz, masz zajec tyle zebys sie
          przez przypadek nie zmeczyl. nie publikujesz: orzemy w ciebie do
          upadlego. to jest przyklad powtarzany w UK.
          • chilly Re: Szykajmy przyczyn, a nie zajmujmy się skutkam 12.02.08, 14:19
            Przykład ze szkoły wyższej - akurat niepaństwowej. Pensum wynosi,
            powiedzmy, x godzin (przy czym dla asystenta 4 razy więcej niż dla
            profesora). Kazdy pracownik ma jednak obowiazek prowadzic
            działalność naukowa i organizacyjną. Ta jest przeliczana na punkty
            (wg dośc skomplikowanego, niestety, algorytmu), a punkty na godziny
            dydaktyczne. O te godziny jest pomniejszana wartość x. W efekcie -
            pensum publikującego profesora wynosi w praktyce 120 godzin rocznie.
            Trend jakby przeciwny do obserwowanego na uczelniach państwowych :)
            Że o rosnącej liczebności grup nie wspomnę. A może jednak?
            Gdy zaczynałem pracę, grupa laboratoryjna liczyła 6-8 osób. Później
            8-10, nastepnie 10-12, dziś - w zasadzie 15. Grupa konwersatoryjna:
            dawniej 15 studentów, dziś 25. Itd., itp. Tyle, ze jak tu winic
            uczelnie, która i tak dokłada do tzw. bezpłatnych studiów - zdaje
            sie, że przede wszystkim z czesnego od studentów zaocznych.
    • kiviwa Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 09:06
      To skandaliczna prawda!!! Tak w rzeczywistości funkcjonuje 90%
      polskich uczelni wyższych. Pieniądze są marnotrawione,
      wykorzystywane na rzeczy kompletnie nie majace nic wspólnego z
      nauką, a profesorkowie tylko narzekać potrafią!!!
    • flamengista w prowincjonalnych uniwersytetach - na pewno 12.02.08, 09:20
      W tych elitarnych jest jednak trochę lepiej. Choć nie znaczy to, że dużo lepiej.

      Na UJ Ćwiąkalskiemu mogli odebrać profesurę uczelnianą za brak postępów
      naukowych. Ja znam jeszcze jeden taki przypadek, również osoby znanej i mającej
      "plecy", która taki tytuł utraciła.

      Niestety, jedno w tym tekście jest prawdziwe. Habilitacja daje możliwość nic nie
      robienia i faktycznie raczej nikt takiej osoby nie zwolni. Nawet na UJ czy UW. A
      wszystko przez głupie przepisy akredytacyjne - habilitowani są potrzebni do
      firmowania kierunków studiów.

      Czyli najgorszą konsekwencją nic nie robienia po habilitacji może być zabranie
      profesury uczelnianej i ew. obcięcie środków na naukę (np. z badań statutowych,
      jeśli delikwent jest szefem zakładu). Ale dla kogoś, kto nic nie robi (a
      właściwie: robi, ale nie na uniwersytecie, tylko prywatnej uczelni albo firmie)
      to niewielka strata.
      • chilly Re: w prowincjonalnych uniwersytetach - na pewno 12.02.08, 09:41
        Uwaga do Flamengisty: profesury uczelnianej się nie odbiera. Jest to
        kontrakt na czas określony, który nie musi zostać przedłużony. Inna
        rzecz, że w polskich realiach, gdzie habilitacje robi sie po 50., te
        zwyczajowe dwa kontrakty 5-letnie wystarczają, by w spokoju dotrwać
        do emerytury. Prawda jest też, że w większości uczelni
        zwolnienie "samodzielnego" (piękna nazwa - tak jak i "młodszy
        pracownik naukowy") z powodów akredytacyjnych nie wchodzi w grę. Na
        duzych wydziałach, gdzie jest 70-80 "samodzielnych" jest może
        łatwiejsze.
        Dwa warunki na początek: 1) jawność kariery, jawność pełnego dorobku
        naukowego (na stronie internetowej uczelni); 2) dyplom konkretnej
        uczelni, nie jednakowy dla wszystkich - niezależnie od ukończonej
        szkoły - koniecznie z suplementem.
        • dalatata Re: w prowincjonalnych uniwersytetach - na pewno 12.02.08, 10:19
          czesto widze kwestie jawnosci dorobku. przy rzetelnych recenzjach
          nie ma ona znaczenia.

          ja zreszta uwazam ze przy recenzjach profesorskich (moze rowniez
          przy habilitacjach) obowiazkowo powinno sie brac przynajmniej
          jednego recenzenta zagranicznego, nie mowiac o tym ze receznetenami
          powinin byc ludzie o dorobku liczacym sie na swiecie (publikujacy w
          porzadych czasopismach czy wydawnictwach)
        • flamengista jak zwał, tak zwał 12.02.08, 16:37
          Dobrze: profesury się nie odbiera.

          Za to nie przedłuża się kontraktu profesorowi uczelnianemu i z powrotem
          proponuje kontrakt adiunkta;)

          Jeśli chodzi o przepisy i zasady prawne, to jest to pewna różnica. Ale w
          praktyce wychodzi na to samo.
        • wj_2000 Re: w prowincjonalnych uniwersytetach - na pewno 15.02.08, 14:15
          chilly napisał:
          > zwyczajowe dwa kontrakty 5-letnie wystarczają

          Nie było czegoś takiego jak "zwyczajowe dwa kontrakty". Do niedawna
          (czyli pod rządami ustawy z roku 1990) był jeden kontrakt na 5 lat.
          Po 5 latach były dwie możliwości:
          1) ocena pesymistyczna i powrót na stanowisko adiunkta
          2) ocena optymistyczna i mianowanie na czas NIEOKREŚLONY (czyli do
          70-tki).

          Optymistyczna ocena polegała na ocenie szans w miarę szybkiego
          uzyskania tytułu belwederskiego.

          Od niedawana jest inaczej. Pierwsze mianowanie (po konkursie,
          trudnym do wygrania, przynajmniej na mojej uczelni. Wielu
          habilitowanych adiunktów tego profesora uczelnianego nigdy sie nie
          dosłuży i do emerytury pozostają adiunktami, o ile zostali
          zatrudnieni na adiunkta na czas nieokreślony. Nowo przyjmowani
          adiunkci nie mają tego komfortu.) jest na 5 lat jak dawniej. Ale po
          upływie tych 5 lat, praktycznie zaniknęło mianowanie na czas
          nieokreślony. Dostaje się kontrakt na 2, 4, 5 lat. Ale też, w
          wypadku niskiej oceny przepracowanych 5 lat można pożegnać się z
          uczelnią!
          A więc habilitacja NIE GWARANTUJE już dożywotniego zatrudnienia w
          uczelni!
      • chilly Re: w prowincjonalnych uniwersytetach - na pewno 12.02.08, 09:41
        Uwaga do Flamengisty: profesury uczelnianej się nie odbiera. Jest to
        kontrakt na czas określony, który nie musi zostać przedłużony. Inna
        rzecz, że w polskich realiach, gdzie habilitacje robi sie po 50., te
        zwyczajowe dwa kontrakty 5-letnie wystarczają, by w spokoju dotrwać
        do emerytury. Prawda jest też, że w większości uczelni
        zwolnienie "samodzielnego" (piękna nazwa - tak jak i "młodszy
        pracownik naukowy") z powodów akredytacyjnych nie wchodzi w grę. Na
        duzych wydziałach, gdzie jest 70-80 "samodzielnych" jest może
        łatwiejsze.
        Dwa warunki na początek: 1) jawność kariery, jawność pełnego dorobku
        naukowego (na stronie internetowej uczelni); 2) dyplom konkretnej
        uczelni, nie jednakowy dla wszystkich - niezależnie od ukończonej
        szkoły - koniecznie z suplementem.
      • niewyspany77 Re: w prowincjonalnych uniwersytetach - na pewno 12.02.08, 09:54
        flamengista napisał:

        > W tych elitarnych jest jednak trochę lepiej. Choć nie znaczy to, że dużo lepiej
        > .

        Elitarnosc w polsce? Elitarnosc jest tylko dlatego ze ciagle pokutuje mit
        Wspanialych Uniwersytetow na ktorych nie jest inaczej niz na opisywanym. Owszem
        ida zmiany na lepsze i na coniektorych widac je golym okiem, ale chlopie -
        elitarnosc? No bez jaj. Czekam niecierpliwie na powszechna platnosc za studia -
        bo teraz to blizej do wycwanienia (bo za friko) niz jakakolwiek elitarnosc. A
        studenci daja sie nabrac na dumnie brzmiace nazwy - za duzo szkol w PL ma status
        Uniwersytetu i Akademii prezentujac poziom zwyklej, typowej Wyzszej Szkoly.
        • bambi7 niezły żart 15.02.08, 16:02
          Płacenie za studia dzienne nic nie da - dlaczego? Jak myślisz czy
          dodatkowa kasa spowoduje rozwój szkolnictwa wyższego? Nigdy w życiu,
          ponieważ musza być spełnione jednoczesnie 2 warunki:
          - wykopanie 3/4 starych dziadków siedzacych od czasów Gomułki,
          - współpraca przemysłu z uczelniami
          Bez tego nic nie będzie.

          Po drugie - jesli opłata semestralna za studia dzienne będzie
          wynosiła ok. 1/2 opłaty za studia zaoczne, to większość ludzi będzie
          studiować zaocznie.... student eby zarobić na studia pójdzie na
          sprzedawce w "Biedronce" od pon do pt i tyle... a o nauce w weekendy
          zapomnij - nie bedzie mu sie chciało (zakłądajac oczywiście, że
          będzie miał na to czas)
    • ryyys To, co opisano w artykule, to 12.02.08, 09:31
      rzeczywistość panująca we wszystkich polskich uczelniach, choć są na
      nich wydziały, katedry lub zakłady gdzie jest inaczej.
      Przeczytałem komemyerze do artykułu i większość z nich słusznie to
      podkreśla, punktując wiele istotnych okoliczności. Zmiana nie będzie
      prosta, tak jak nie będzie proste uzdrowienie służby zdrowia. Czy
      jest w ogóla możliwa? Oczywiście, jednak pod warunkiem, że
      - politycy zechcą to, co jest zauważyć i potraktować poważnie (dotąd
      żaden rząd tak nie popstąpił, z obecnym włacznie),
      - nie można spodziewać się poprawy tak długo, jak długo będzie się
      udawało, że nauczycielom akademickim się płaci - czyli kwestia
      wynagrodzeń (a konkretnie, biorąc pod uwagę realia polskie: asystent
      3000 brutto, adiunkt 5000, dr hab. 7000 - to nie są wygórowane
      postulaty!),
      - zmniejszenie pensum, ale z jednoczesnym poważnym potraktowaniem
      oceny osiągnięć pracownika (konieczna ocena zewnętrzna! - żaden szef
      się nie odważy być pierwszy w tej sprawie, bo dlaczego; i oczywiście
      zewnętrzna ocena szefów!).
      Myślę, że zrealizowanie tych trzech postulatów byłob dobrym
      początkiem.
    • estestest Gazeto-bredzisz 12.02.08, 09:35
      G W juz popiera ukochany rząd PO na wypadek gdyby naukowcom odbiło i
      zechceli strajować.
      nb tytułu profesora nadzwyczajnego od dawna juz nie ma!
      granty są przyznawane centralnie nie na poszczególnych uczelniach
      generalnie -całosc to brednie
      • kde44 Re: Gazeto-bredzisz 12.02.08, 09:42
        hmm, wewnętrzne granty uczelniane są przyznawane centralnie?!?! ty chyba
        ostatnich ćwierć wieku przespałeś...
      • chilly Re: Gazeto-bredzisz 12.02.08, 09:50
        Suplement z życia. Wiek emerytalny osiąga się po ukończeniu 65
        lat. "Samodzielni" mogą pracować do 70. W znanym mi instytucie od
        kilku lat robione są "porządki" dla podniesienia wydajnosci
        naukowej. W ostatnich dwóch latach zwolniono wiekszość techników i
        sporą część adiunktów, wykorzystując mozliwość wysłania ich na
        wczesniejszą emeryturę (byli to ludzie tuż po 50). Nie poległ ani
        jeden "samodzielny". Przeciwnie, wszyscy pracują do 70, co bardziej
        zasłużonym (głównie dla PRL-owskiej jeszcze władzy i jedynie wówczas
        słusznej partii) rektor przedłuża zatrudnienie o jeszcze jeden rok.
        Najsprytniejsi kombinuja dalej: pół etatu, godziny zlecone.
        Rozgrywaja to sprawnie. Przed upływem terminu
        zwolnienia "załatwiają" sobie np, 1-2 doktorantów, których przeciez
        muszą doprowadzic do obrony (za 4-5 lat).
        O dydaktyce w ogóle nie wspominam, bo i ne ma o czym. W najmniejszym
        nawet stopniu nie wpływa ona na ocenę i awanse pracownika.
        • nfa05 Re: Gazeto-bredzisz 12.02.08, 09:56
          "O dydaktyce w ogóle nie wspominam, bo i ne ma o czym. W
          najmniejszym nawet stopniu nie wpływa ona na ocenę i awanse
          pracownika." Czyżby ? A jak ktoś robi to dużo lepiej od prof ?
          Często znika, nieprawdaż ? STRACH dobrze ksztalcić.
          • chilly Re: Gazeto-bredzisz 12.02.08, 14:21
            No tak. To oczywista oczywistość. Chodziło mi tylko o wpływ
            pozytywny.
    • nfa05 Profesja naukowca w Europejskiej Karcie Naukowca 12.02.08, 09:44
      www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=421
      Sytuacja taka, że kiepski profesor ma zapewniony etat dożywotnio, a
      znakomity nieraz doktor nie ma szans na zostanie na uczelni, jest
      nie do przyjęcia. Niestety zamknięty, w znacznej mierze, system
      nauki polskiej powoduje, że nie są to sytuacje jednostkowe, lecz
      dość często spotykane na uczelniach. Tym samym profesja naukowa dla
      wielu sprawnych intelektualnie nie jest atrakcyjna, a jest
      atrakcyjna dla miernot zabezpieczających sobie prawnie wiele
      przywilejów i status autorytetów (często niepodważalnych).
      Wielu doktorów ze znakomitych uczelni zagranicznych nie ma po co
      wracać do Polski, bo ich status (nie tylko ekonomiczny) znacznie by
      się obniżył, o ile by w ogóle dostali pracę w nauce. Stanowiąc
      konkurencję dla osiadłej kadry decydentów nie są elementem
      pożądanym.
      • zhouenlai Re: Profesja naukowca w Europejskiej Karcie Nauko 15.02.08, 10:46
        Absolutnie sie zgadzam. Zreszta watpie zeby ktos powaznie rozwazal
        przyjaz z np. MIT na PW. Po oficjalnych powitaniach i pytaniach z
        usmiechem od razu jest zawisc w dziekanatach i oczach szcegolnie
        starszej kadry. Potrafia stawac okoniem podczas recenzji tylko po to
        zeby udowodnic ze sa lepsi. Jednak najbardziej po przyjezdzie do
        kraju kluje w oczy marnotrawstwo i tak skromnych srodkow i kosmiczna
        przpasc pomiedzy tematami prac naukowych 'tam' i w Polsce. Nie tylko
        dlatego ze brak pieniedzy. I to ze czesc mlodych pracownikow
        naukowych chcac nie chcac 'wsiaka' w ten system.
    • malgorzata-4 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 10:10
      Poruszono górę lodową - jednak mieszanie sytuacji na UKW z
      problematyką ogólnopolską rozcieńcza temat.Na UKW jest b.żle a ryba
      psuje się od głowy. Proszę dziennikarzy by posprawdzali na ilu
      etatach i gdzie pracują tzw. naukowcy. Proszę posprawdzać jakie
      odkrywcze prace powstały za państwowe pieniądze.Mówicie o
      przewietrzaniu gabinetów - przecież to robi rektor a ten jest z
      wyboru(czyt. z układu).Podam za GW 2 przykłady - na UWK nakazano
      chorym studentom siedzieć na zajęciach z wf i to nie w szatni a
      wśród ćwiczących - nikt nie poniósł konsekwencji(a przecież ktoś to
      nakazał).Drugi przykład - skreślono z listy rządowej budowę Centrum
      Transfer Wiedzy - a na Uczelni jest Prorektor d.s. Rozwoju który
      bierze z tego tytułu dodatek finansowy( niezły) - i co nie ma ojca
      tego sukcesu?? Proszę dziennikarzy by popytali anonimowo oczywiście
      co administracja sądzi o kulturze p. Kanclerz?? - proszę przejrzeć
      zatrudnienia jakich dokonuje ta Pani - dopiero wtedy można pisać o
      przerostach i patologii zatrudnienia. W trakcie wyborów na Rektora
      opluto w bulwarowej prasie prof.Marcinkowskiego który po tym
      artykule wycofał się z wyborów itp.Jest jeszcze wiele ciekawostek
      wyborczych z udziałem głównego Rektora ale zbliża się kampania i
      myślę ,że prasa do nich powróci.
      • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:25
        no ale wieloetatowosc nie jest marzeniem naukowcow. profesor to
        czlowiek, ktory nie robi w nauce dla idei nauki (wiem to po sobie).
        chce dobrze zarabiac, wziac dzieci do Peru i przejechac sie
        porzadnym autem z turbodoladowaniem. obecnie w polsce osiagnac to
        mozna przez wieloetatowosc.

        nie widze zadnego uzasadnienia na zniesienia wieloetatowosci, ktora
        doprowadza do cienkiego przedniecia.

        i zeby nie bylo ze mowie w konflikcie interesow - ja mam jeden etat.
        profesure w UK. miedzy innymi dlatego, ze ja nie chce byc na kilku
        etatach, a chce jezdzic porzadnym autem.
        • perepalkin Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 17:50
          Panie "profesor dalatata", pisze Pan: "profesor to
          > czlowiek, ktory nie robi w nauce dla idei nauki (wiem to po
          sobie)..."
          - wie Pan, "robic" mozna na drutach, moze jeszcze .. w spodnie, ale
          nie w nauce.
          Dalej baka Pan cos o aucie z turboladowaniem (gdzies Pan to
          wytrzasnal?) i ze "mozna to osiagnac przez wieloetatowosc ("to" to
          znaczy u Pana - wziac dzieci do Peru (czemu nie na Banialuki?)i
          przejechac sie autem;
          - "wieloetatowosc" doprowadza w Panskiej lepetynie "do cienkiego
          przedniecia", czyli do przedniego ciekniecia.
          - poza tym ma Pan jeden etat profesora w UK(gdzie to - w
          Himalajach?), dlaczego? - bo ... nie chce byc Pan na kilku
          etatach ...
          Zaiste zelazna to logika. Moja rada - wez Pan cos na glowe (tylko
          nie auto z turboladowaniem, moze jednak troche wiecej etatow ...?).
          No, a jak juz nic nie pomoze ... coz, pozostanie jakis szpitalik z
          kaftanikiem bezpieczenstwa .... ?
    • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:11
      no ale dlaczego maja uczelnie zacowywac sie inaczej? przeciez
      zwalaniajac profesora, ktroy nie robic nic, podcinaja galaz na
      ktorej siedza. na prowincjonalnych uczelniach, choc nie tylko,
      utrzymanie pensum kadrowego jest problemem. jakos kierunku wyznacza
      ilosc sztuk habilitacyjnych.

      wszyscy znamy opoiwesci o profesorach, kotrym sie proponuje pensje
      nawet bez koniecznosci przyjedzania na zajecia - byle by sie ilosc
      habilitacji w papierach zagdzala.

      to nie jest fizyka molekularna - tu nawet nie trzeba pomyslec.
      zlikwidujcie pensum i nastapi natychmiastowa poprawa poziomu
      aktywnosci profesorow.
      • bszalacha Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:28
        Znajomej mąz jest już tak stępiały od alzhejmera,że zapomina,gdzie
        mieszka.A KUL na jednej z prowincjonalnych placówek przyjął go z
        radością jako "statystę".My opłacamy te uczelnie,studenci płacą
        wysokie czesne,schaw trwa.Wykłady ma na okrągło przepisywane od 5
        lat.Teraz dali mu propozycję na kolejnej prywatnej uczelni,która w
        Rzeszowie zajmuje pół miasta.Istnieje dzięki podobnym "naukowcom"
        • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:34
          no ale w systemie dzisiejszym zrobil slusznie!!
          ja znam przypadek zatrudniania osoby znanej z plagiatow - ale to
          niewazne, ona wypelnia wymaganie pensum kadrowego. w przecwinym
          razie instytutowi zawiesie sie nabor, prawa do nadawania doktoartow.
          to sa bardzo powazne konsekwencje, a cena zatrudnienia jedngo czy
          dwoch 'statystow' jest bardzo niewielka.

          bszalacha napisała:

          > Znajomej mąz jest już tak stępiały od alzhejmera,że zapomina,gdzie
          > mieszka.A KUL na jednej z prowincjonalnych placówek przyjął go z
          > radością jako "statystę".My opłacamy te uczelnie,studenci płacą
          > wysokie czesne,schaw trwa.Wykłady ma na okrągło przepisywane od 5
          > lat.Teraz dali mu propozycję na kolejnej prywatnej uczelni,która w
          > Rzeszowie zajmuje pół miasta.Istnieje dzięki podobnym "naukowcom"
          • nfa05 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:39
            Tak.Tak. Trzeba jeszcze tylko dodac, ze nie zatrudnia sie tych co
            potrafia plagiaty wykrywac ! bo by wyrządzali szkodę !
            • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:42
              tu tego problemu nie bylo. wszyscy uznawali, ze nie ma sensu unosic
              sie duma, gdy zagrozony jest byt instytutu. w tym wypadku system
              jest calkowicie chory.

              a biorac pod uwage ze adiunkci i tak prowadza wiele wykladow, pensum
              profsorskie jest tylko i wylacnie fikcja.

              nfa05 napisała:

              > Tak.Tak. Trzeba jeszcze tylko dodac, ze nie zatrudnia sie tych co
              > potrafia plagiaty wykrywac ! bo by wyrządzali szkodę !
      • nfa05 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:29
        Tak jest jak pisze dalatata i to jest deprawacja systemowa
        srodowiska, czyli taka konstrukcja ktora prowadzi do deprawacji bo
        inaczej uczelnia upadnie. Belzebub by lepiej nie wymyslił!
        i to wszystko przy wzroście produkcji kodeksow etycznych, dobrych
        praktyk, dobrych obyczajow itd
        www.nfa.alfadent.pl/articles.php?id=4
        • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:39
          ciessze sie ze sie zgadzamy. konsekwencje pryncypialnosci sa
          potezne. profsor sobie poradzi - a co z asystentami, co z
          adiunktami, ktorzy nagle traca albo atrudnienie, albo zaczynaja
          prowadzic uslugowki. trzeba szukac innego miejsca na dokotrat.

          przygladalem sie takiej sytuacji i sam bylem za tym zeby zatrdunic
          polkretyna - ratowanie instytutu bylo priorytetem.
        • perepalkin Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 18:05
          Sluchaj "nfa05": coz ty tu bredzisz:
          ... deprawacja systemowa ... ktora prowadzi do deprawacji ...

          Coz tu ma do rzeczy "Belzebub", czyz ten cos wymysla?

          -"przy wzroscie produkcji kodeksow etycznych, dobrych praktyk,
          dobrych obyczajow" - radze ci stanac do konkursu na najglupszy
          elaborat, masz tam duze szanse ...
          I w ogole - coz to za polanalfabetyczna holota sie tu pleni i
          zalewa forum swoim nieuctwem i tepota - prym w tym wiedzie jak dotad
          niejaki "profesor dalatata" (czy dolejbata, tratatata).
    • pieczka33 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 10:32
      najgorsze jest to ze nie zatrudnia sie naprawde mlodych zdolnych
      ludzi. przyklad: znajomy obronil doktorat z wyroznieniem, dziala w
      badaniech naukowych w niemczech a w polsce nie chcieli go zatrudnic
      na uczelni bo jak mowili "za ambitny jest"
      kolejny przyklad w odwrotna strone: zatrudniaja osobe ktora na
      obronie magisterskiej nie odpowiada na zadne pytanie zostaje
      przyjeta na doktorat i na swojej obronie doktoranckiej znowu nie
      odpowiada na żadne pytanie i zostaje zatrudniona na uczelni,
      habilitacji pewnie nie zrobi no chyba ze ktos za nia napisze tak jak
      prace doktorska.
      srodowisko akademickie=towarzystwo wzajemnej adoracji. bez ukladow
      nie ma szans zostac na uczelni po doktoracie. ciekawe kiedy to sie
      skonczy ??
      • ewa9823 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 10:49
        polskie Uniwersytety to tak jak upadające pegeery.. Polskie Uczelnie
        w światowych rankingach są na końcu
        • s.wright To jest teza czy argument? 12.02.08, 11:03
          Pani Ewo!

          Pani stwierdza, czy argumentuje? Jeśli Pani stwierdza, to metafora ładna, choć
          nie do końca trafna. Jeśli argumentuje, to nie widzę żadnej racji, która winna
          się znaleźć w rzetelnej argumentacji. Powiem tak: jeśli Uniwersytety są w kraju,
          którego populacja liczy ok. 1/167 ludzkości, to można się spodziewać, że na
          takim mniej więcej miejscu będą się lokowały. Bardzo proszę, by Pani podała mi
          miejsca Uniwersytetów takich gigantów populacyjnych jak Chiny czy Indie.
          Rozczaruje się Pani. Relatywnie będzie gorzej niż u nas. Poza tym, czy Pani wie,
          jaki jest cel istnienia Uniwersytetu? Czy Pani rozumie, że obowiązkiem członka
          wspólnoty akademickiej, szczególnie tego, który zajmuje się problemami z zakresu
          humanistyki, jest troska i kulturę i język kraju, w którym przyszło mu żyć? Czy
          jest Pani gotowa studiować takie kierunki jak historia, polonistyka, prawo, etc.
          w obcych językach? To są realia.

          Nie neguje, broń Boże, konieczności publikowania w renomowanych czasopismach.
          Musimy jednak patrzeć na to, w jakim kraju żyjemy, jakim posługujemy się
          językiem i jakie sobie stawiamy cele. A opublikowanie artykułu w czasopiśmie z
          listy filadelfijskiej nie może być celem samym w sobie, nawet jeśli pozwoli to
          awansować o kilka pozycji w światowych rankingach.
          • dalatata Re: To jest teza czy argument? 12.02.08, 11:11
            znam dwie swietne lingwsitki ktore sie nazywaja s.wright. mysle ze
            by sie nie zgodzily. publikacja nie jest cele w sobie, ale jest
            znakiem jakosci i dlatego jest dobra. jest znakime rygorystycznego
            procesu receznji.

            w polsce jeszcze sie spotyka czasopisma dokotrych autor przysyla
            artykul od razu z recenzjami.....
        • meg83 Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 11:06
          Kończę studia na AGH w Krakowie, studiowałam rok na UJ. Dwie niby to jedne z
          najlepszych uczelni, a jest tak jak w tych gorszych.

          Mnóstwo starych magistrów, kiepskich dr znajomków- ludzi którzy nic nie wiedzą
          z tego co czytają z kartki.

          A rankingi światowe: raz UW albo UJ czasem się załapie... tak koło 400-500 miejsca.
          • perepalkin Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 18:39
            Wiesz dziewczyno, po tym co tu nagryzmolilas powinnas zalac sie
            wstydem. Poniewaz jest to skandaliczny belkot. Jak moze ktos z takim
            jezykiem polskim studiowac na polskiej wyzszej uczelni ?
            "dwie niby to jedne z lepszych uczelni ... " itd.
            Ludzie, zamiast dlugo szukac przyczyn oplakanego stanu polskiego
            szkolnictwa wyzszego, popatrzcie na gryzmolowe wypociny piszacych tu
            na forum: prym wiedzie w tym jak dotad niejaki "profesor dalatata",
            czy moze sratatata albo tratatata. Nie ustepuje mu w niczym jakas
            nb05 czy cos w tym rodzaju - zalosne egzemplarze poronionych tworow
            naszej "matki przyrody" ...
    • grba Każden wykształciuch któren ukończy nasz uniwersyt 12.02.08, 11:02
      posiada dobre wykształceństwo i wysoką kulturwę...
    • adam591 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 13:31
      A co na to Państwowa Komisja Akredytacyjna ?
      • damianbsc Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 14:42
        skonczcie pierd@lic, ze zle jest - ciagniecie po 4 etaty kazdy by sie dorobic, 1
        na uniwerku i 3 na prywatnej szkole pierdzenia. tak wam zle trasznie...nie ma
        miejsca dla mlodych naukowcow - odpusc etaty z 4ch na 1 i sie znajdzie
        • dalatata Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 14:48
          super pomysl. dodaj tylko: i utrzymaj rodzine za 2500 tysiaca jka
          jestes adiunktem, i co? 3500 jak jestes dr hab? ale sie nachapiesz
          forsy.

          damianbsc napisał:

          > skonczcie pierd@lic, ze zle jest - ciagniecie po 4 etaty kazdy by
          sie dorobic,
          > 1
          > na uniwerku i 3 na prywatnej szkole pierdzenia. tak wam zle
          trasznie...nie ma
          > miejsca dla mlodych naukowcow - odpusc etaty z 4ch na 1 i sie
          znajdzie
          • szydlo4 Ok. 15 tysięcy zł netto przypada na jednego 12.02.08, 15:26
            zatrudnionego w uczelniach wyższych. Więc musisz nie być w układzie,
            albo kłamiesz.
            • your_filolog Re: Ok. 15 tysięcy zł netto przypada na jednego 14.02.08, 20:33
              Na moim Wydziale Uniwersytetu Warszawskiego przeciętna miesięczna
              pensja brutto profesora tytularnego wynosi tylko ok. 4 tys. - to nie
              jest aż tak dużo, jak się wydaje...
              • dalatata Re: Ok. 15 tysięcy zł netto przypada na jednego 14.02.08, 22:41
                ale netto, nie?
                to jest bardzo niska pensja profesorska. ot i mamy zrodlo wieloetatowosci.
            • frusto Re: Ok. 15 tysięcy zł netto przypada na jednego 15.02.08, 12:08
              15 tysiecy netto? Cos tu nie pasuje. Adiunkt zarabia (w zaleznosci od uczelni)
              2-3 tysiace netto. Asystent 1400-1900 (a czasami i mniej). Nie znam tez nikogo,
              kto by na etacie profesorskim zarabial 15tys netto. ALbo klamiesz, albo podajesz
              kwote dotacji na zaklad, z ktorej tylko czesc idzie na pensje.
              • komentator4 Re: Ok. 15 tysięcy zł netto przypada na jednego 15.02.08, 20:42
                frusto, wpisy od Bohdana Tomalli z Zabrza, który występuje tu pod
                różnymi nickami, należy po prostu ignorować, bo to jest maniak i
                aktywny od dawna chuligan internetowy. Obrażanie polskich naukowców
                i wypisywanie kłamstw o nich jest jego misją życiową. Jest
                właścicielem mieszalni lakierów, podobno chemikiem z wykształcenia,
                i na tej podstawie udaje znawcę nauki. Kiedyś sprawdziłem jego listę
                cytowań - znalazłem dwa, obydwa jego własne (dla uzupełnienia:
                człowiek musi mieć teraz ponad 60 lat). Te 15 000 zł netto to
                oczywiście jakieś kłamstwo - zauważ, że nie podał źródła tej
                pseudoinformacji.
          • sw.patryk Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 12.02.08, 15:28
            System jest chory . Do cna. Na dobra sprawe nalezaloby rozpedzic
            wszystko i ponownie zebrac weryfikujac na podstawie - rzeczywistego
            dorobku naukowego, oceny ( anonimowej) warsztatu dydaktycznego
            przez studentow lub przez grupe mlodych pracownikow naukowych.
            Znacie ? No to posluchajcie.
            Byl sobie w duzym akademickim szpitalu kolega. Ani specjalny (
            delikatnie mowiac) z niego byl operator ( jednostka zabiegowa) , ani
            badacz . Znajomosc jezykow obcych na poziomie " of korst" , czyli
            mniej niz zero. Publikacje zero. Wiec nic specjalnie
            atrakcyjnego . I co ? Ano nic . Lubil go jeden z profesorow.
            Towarzysko sprawdzal sie ( ow kolega ) bardzo. Pod kazdym
            wzgledem.Doktorat , owszem tak . Trzy lata po termminie , bo nie
            bardzo sie udawalo. Ale nie zostal wyrzucony , tylko czasowo
            przesuniety na etat szpitalny. Po doktoracie nascie lat
            kontynuowania dotychczasowej linii. W koncu ow " dobroczynca" ,
            znaczy profesor podjal decyzje , ze mily kolega zostanie docentem ,
            a moze i cos wiecej. Profesorem ?, konsultantem regionalnym etc. No
            i co ? Ano nic. Jakos z trudem zebralo sie material ( glownie
            wieloosrodkowy do badan porownawczych) , zaprzeglo sie laboratoria
            z zakladow teoretycznych i praca wrzala. Ktos w koncu
            napisal " dzielo " Kto ? Lepiej nie wnikac. Powstalo. No , ale
            klopot nadal byl, bo delikwent musi miec istotny , recenzowalny
            dorobek. To tez nie klopot .Wystarczy , ze " dobroczynca" nakaze
            dopisywac badacza innym , mlodszym kolegom, ktorzy nie maja odwagi
            odmowic. To jest mechanizm samonapedzajacy , bo pozniej mlodzi
            ludzie widzac OMC docenta juz nawet bez zbytnich naciskow
            wyrazaja zgode na dopisywanie. Paranoja dotarla szczytu , bo
            badacz , poczatkowo niesmialo natarczywy zazadal , by zostawac
            pierwszym autorem . No to i zostawal . Liczba prac recenzowanych (
            oczywiscie angielskojezycznych ) mnozyla sie , by w pewnym
            momencie osiagnac przyzwoity wymiar. Mozna finiszowac. Acha , ow
            geniusz z braku posiadania jezyka obcego , oczywiscie nie zna i
            nie rozumie prac , ktore napisal w jezyku angielskim.Ale czy musi ?
            Jest w koncu badaczem. Naznaczonym. Ta maszyna to samograj.
            Lawinowo jest dopisywany przez mlodych , bo oni wciaz maja cos do
            osiagniecia - doktoraty, specjalizacje , granty etc. Oczywiscie
            badacz zostal docentem. Nadal ani be , ani me , poza jezykiem
            polskim. Literek przed nazwiskiem przybylo, rozumu mniej . To , ze
            zorientowani maja powod do dworowania sobie , malo pociesza, bo
            smieja sie z siebie, darujac przedtem badaczowi swoj wysilek. A
            pan docent jest juz nie do ruszenia. Dorobek ma ? Ma.
            Specjalizacje ma? Ma . Specjalista regionalnym jest?
            Jest .Profesorem zostanie? No pewnie , ze zostanie. Najpierw dwoch
            doktorantow. Przeciez koledzy z tej samej polki nie przeszkodza, bo
            sa rozne komisje uczelniane i trzeba sobie pomagac, a poza tym
            oni tez za chwile beda oceniani. Czy to prawda? Prawda. Niestety
            prawda. Wszyscy zorientowani oo tym wiedza, wlacznie z wladzami
            uczelni. I nic z tego nie wynika. Takdlugo , dopoki ten mechanizm
            bedzie dzialal, rzeczywista wartosc pracy w uniwersytetach bedzie
            rowna zero. To oczywiscie osoba zuuuuupelnie fikcyjna i wszelkie
            podobienstwa sa zupelnie przypadkowe.
            • perepalkin Re: Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nau 15.02.08, 18:55
              Wie pan, "system jest chory"? nie chce mi sie w to wierzyc.
              Przy "dobrych", zdolnych ludziach i kiepski system nie stanowi
              istotnej przeszkody. W Polsce sa oczywiscie zdolni ludzie. Bez dwoch
              zdan. Ale za malo, ale za malo ! Wiekszosc to sredniacy, nawet
              mniej. Widac to juz chocby po tym jak wladaja swym jezykiem
              ojczystym. Jak ? S k a n d a l i c z n i e ! Trudno znalezc wsrod
              politykow (a wiec ludzi, ktorzy na codzien uzywaja swego jezyka
              publicznie) kogos, kto nie kaleczyl by j. polskiego !!!
              A przeciez jest to podstawa podstaw. Wiekszosc Polakow nie osiaga
              poziomu intelektualnego wystarczajacego do nauczenia sie
              najprostrzej rzeczy w zyciu, jaka jest wlasny jezyk, narzedzie
              narzedzi, i to takie, bez ktorego ani mowienie ani myslenie nie jest
              mozliwe. A jesli podstawy sa dla nich nieosiagalne, to gdziez szukac
              dalej i czegoz bo jeszcze oczekiwac, gruszek na wierzbie ?
    • szydlo4 PRL a nasze czasy 12.02.08, 15:23
      W PRL-u główny ciężar prac badawczych i rozwojowych w kierunku
      technologii wykonywały liczne instytuty resortowe i biura
      projektowe. Były też duże osiągnięcia, do dnia dzisiejszego
      korzystamy z tych osiągnięć. Do pierwszych lat 70' jeszcze niektórzy
      profesorowie uczelni wyższych włączali się w ten nurt. Kiedy w
      przedsiębiorstwach w latach 70' stworzono (przymusowo) fundusz na
      działalność badawczą dla uczelni nastąpiło rozpasanie profesorów
      ogromnymi pieniędzmi, które musiały być wydane tylko na prace
      badawcze w uczelniach wyższych. Przedsiębiorstwa musiały te
      pieniądze wydać i prosiły się aby zostały przyjęte przez uczenie.
      Straszne!!!

      To co napisano w artykule to niestety prawda. Żal tylko tych
      instytutów resortowych i biur projektów. Niestety też rozpasionych
      nadmiarem forsy w latach 80' i 90' bo w tym czasie przedsiębiorstwa
      aby coś wdrożyć musiały bardzo prosić instytuty aby zechciały te
      pieniądze za wdrożenie przyjąć i podpisać się pod protokołami
      wdrożeniowymi. Oh co za zgroza!!!


      Obecnie w Polsce biała wielka plama technologiczna, patrz wyżej,
      dobrze że jesteśmy w UE i technologie przychodzą z zagranicy.
      Niestety kosztuje nas to bardzo dużo ale co zrobić?

      Z poważaniem

      dr Bogdan Thomalla, Zabrze
    • toja3003 Samo zwiększanie budżetowych nakładów to 12.02.08, 15:48
      Samo zwiększanie budżetowych nakładów to zbyt słaby warunek, bo nie
      gwarantuje sensownego wydawania pieniędzy.

      Z dugiej strony, budżetowy naukowiec, jeśli nie ma mechanizmów
      kontrolujących jego efekty, będzie marnotrawił pieniądze – tak np.
      często dzieje się w nauce polskiej i w tych krajach gdzie nauka jest
      zdominowana przez instytucje państwowe.

      Znam przypadki kiedy profesor na kierowniczym stanowisku ma pełny
      etat w Polsce, kasuje w Polsce pieniądze, „prowadzi” projekty, tzn.
      stempluje swoim nazwiskiem rachunki do wypłaty, czasem przyśle
      jakiegoś mejla a nawet osobiście pojawi się żeby wgłosić jakiś
      wykład inauguracyjny a potem z powrotem za granicę gdzie trzepie
      prawdziwą kasę.

      Co to za „nauka” kierowana przez profesorów nie umiejących obsłużyć
      programu poczty elektronicznej na PC-cie? Robi to panna Krysia z
      sekretariatu, po maturze tylko ale umie.
      No a jak ktoś dzwoni do sławnego profesora to on mówi do panny
      Krysi: „po polsku? Aaaa to jestem!”, bo nie zna języków obcych.
      Wstyd. I wydaje taki kasę na granty sprowadzające się do
      finansowania tłumaczeń zagranicznych mądrości z Wikipedii na polski.

      Jeśli ktoś chce uprawiać naukę "dla sztuki i zabawy",
      proszę bardzo ale dlaczego za moje podatnicze pieniądze?

      • nfa05 Re: Samo zwiększanie budżetowych nakładów to 12.02.08, 15:51
        marnotrawstwo pieniedzy !
        patrz:
        www.nfa.alfadent.pl/articles.php?topic=42
      • ewa9823 Re: Samo zwiększanie budżetowych nakładów to 13.02.08, 10:36
        pieniądze na tak funkcjonujące polskie uczelnie to zmarnowane
        pieniądze
        • toja3003 popieram Twój wyważony i rozsądny głos, ewa9823 13.02.08, 11:52
    • danuta49 Oczywiste skutki nadmiaru studentów i uczelni! 12.02.08, 16:03
      Jeśli nakłady na szkolnictwo wyższe dzieli się na ponad 50%
      populacji to na studenta wypada kompromitująco mało.Skutkiem są
      takie a nie inne warunki studiowania!Co więcej-zupelnie nie wiadomo
      co zrobić z dziesiątkami tysięcy absolwetnów zarządzania i czegóś
      jeszcze itp.
      Podobne z badaniami-jeśli środki na badania trafiają do różnych
      akademii podlaskich czy słupskich oraz innych szkół wyższych czegoś
      i czegóś jeszcze, a nie do klkunastu najlepszych uczelni o
      najwyższym poziomie, to skutki też są oczywiste!!!
      Po prostu widać klęskę uprawianego przez GW populizmu eduakcyjnego -
      nieuznawania, że są zdolniejsi i mniej zdolni, uczelnie o wyższym i
      niższym poziomie, a Polska jest ubogim krewnym rozwiniętej Europy,
      ktora mimo to takich głupot populistyczno-egalitarystycznych nie
      robi!!!
      • aeromonas Re: Oczywiste skutki nadmiaru studentów i uczelni 15.02.08, 08:22
        Akurat jestem z Akademii Podlaskiej - dość starej już szkoły z
        dobrymi tradycjami. I uwierz mi: tak, jak na każdej innej uczelni,
        są tu badacze z prawdziwego zdarzenia - pracowici i ze znaczącym
        dorobkiem naukowym, a także (jak wszędzie) osoby, które - delikatnie
        mówiąc - słabo się rozwijają. Nie wolno generalizować: "akademie
        podlaskie i słupskie oraz uczelnie o najlepszym poziomie", bo to nie
        jest prawda. Na (chyba) każdej uczelni są jednostki mocne i słabe,
        osoby zdolne i nielotne.
    • ob.laden Re: prof Senyszyn, prof. Jaskiernia itp to takie 12.02.08, 16:27
      właśnie indywidua... a dla niektórych
      straszne autorytety
      • chilly Re: prof Senyszyn, prof. Jaskiernia itp to takie 12.02.08, 19:04
        ob.laden napisał:

        > właśnie indywidua... a dla niektórych
        > straszne autorytety
        Nie śmiej się tylko sprawdź, ile wspomniani (albo np. doktor Oleksy)
        zarabiają za swe wykłady. A przeciez zyjemy w kapitalizmie, w którym
        płaca stanowi o wartości pracy :(
    • drugipadre1 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 17:44
      To czysta prawda,ale dotyczy to wszystkich polskich uczelni. Profesorowie biorą
      ciężkie pieniądze za prowadzenie rzekomych zajęć ze studentami, z których nie
      odnoszą oni żadnych korzyści.Dydaktycy łapią godziny,których nie wypracowują,ale
      za które biorą pieniądze.Brak jakiejkolwiek kontroli nad wydawaniem
      pieniędzy.Kupuje się całkowicie nieprzydatne rzeczy.Szczytem niegospodarności są
      tzw.indywidualne granty na badania własne.Na uczelniach rządzą "układy"i
      "kolesiostwo".
    • kmxyz Obniżać pensje. 12.02.08, 19:06
      Habilitacja jest-teoretycznie-bardzo dobrą formą sprawdzania dorobku
      naukowego. W praktyce bywa różnie i nie inaczej będzie z każdą inną
      formą weryfikacji tegoż dorobku. Wydaje mi się, że statnia ustawa
      znacznie poprawiła sytuację. Powinno się jeszcze wyeliminować
      możliwość powoływania recenzentów z lokalnego środowiska.
      Przyszedł mi jednak do głowy jeszcze inny pomysł, którego celem
      byłoby eliminowanie obiboków (przynajmniej na etapie adiunktów). Po
      upływie ustawowych 9 lat od doktoratu, ustawa powinna nakazywać
      coroczne zmniejszanie pensji (np. o 15%) i zakazywać pracy na
      dodatkowych etatach, oczywiście w trosce o jak najszybsze zrobienie
      przez delikwenta habilitacji. Nie mielibyśmy teraz tylu zwolenników
      jej likwidacji.


      • nfa05 Re: Obniżać pensje. 12.02.08, 19:27
        "inny pomysł, którego celem
        > byłoby eliminowanie obiboków (przynajmniej na etapie adiunktów"
        a co z habilitowanymi obibokami na wielu etatach tez fikcyjnych.
        "coroczne zmniejszanie pensji (np. o 15%)" - w przypadku prof może o
        150 % wtedy wieloetatowośc multilokacyjnych prof by została
        zlikwidowana w trosce o robienie nauki przez delikwenta
      • szydlo4 A po co te stopnie? Nic nie robią tylko walczą 13.02.08, 00:12
        o stopnie. Komu to potrzebne? Potrzebne są wyniki badań i to
        użyteczne.
        • dalatata Re: A po co te stopnie? Nic nie robią tylko walcz 13.02.08, 00:16
          stopnie sa potrzebne po to, zeby mozna bylo wiecej zarabiac i sobie
          lepsze auto kupic. i nie dosc ze mowie powaznie, to to jest bardzo
          wazny powod. choc niekoniecznie musi to byc auto.

          szydlo4 napisał:

          > o stopnie. Komu to potrzebne? Potrzebne są wyniki badań i to
          > użyteczne.
          • perepalkin Re: A po co te stopnie? Nic nie robią tylko walcz 16.02.08, 16:06
            Sluchaj dalatata czy sratatata, czy jak tam jeszcze: co ty bez konca
            pieprzysz o tym aucie?
            "I nie dosc ze mowie powaznie to to jest bardzo
            > wazny powod ..."
            Czy ci jeszcze nikt nie powiedzial, ze jestes oslem i ze nie znasz
            nawet swego jezyka ojczystego?
            Nalezysz do najglupszych pismakow na tym forum i zaiste cos sie w
            czlowieku skreca przy czytaniu twych glupawo-pokretnych wypocin.
        • aeromonas Re: A po co te stopnie? Nic nie robią tylko walcz 15.02.08, 08:25
          Mówiąc o "użytecznych wynikach" zdradzasz, że nic nie wiesz o nauce
          i procesie jej powstawania. Wszystkie "użyteczne wyniki" mają swój
          początek w badaniach podstawowych, pozornie
          kompletnie "nieużytecznych".
          • szydlo4 W polskich uczelniach te "badania podstawowe" to 15.02.08, 09:54
            przepisywanie i ściaganie z innych zagranicznych publikacji. Nie ma
            badań podstawowych, niepodstawowych, małych, dużych, literackich,
            fizycznych, i bóg wie jeszcze jakich. Sa badania potrzebne i
            niepotrzebne i badania dobrze i źle przeprowadzone.
            Powtarzasz głupią i błędna dogmatyke "o wyzszości badań
            podstawowych" głoszonych przez profesorów fizyków teoretycznych z
            poczatku lat 90' niejakiego dwojga imion Wróblewskiego, Turskiego,
            chemika Marcinca i innych. Dzięki tym "tuzom" polskiej myśli mamy w
            Polsce szkaradną pustynię technologiczną, a nasi fachowcy kierują
            się na zachód. Ratuje nas w tym względzie Unia Europejska i wielu
            ambitnych przedsiębiorców, ktrórzy nie oglądając się na mizerię i
            nieobecność polskiej nauki sami kombinują aby sprostać miejscowej i
            trochę zagranicznej konkurencji.
            Tak do Twej wiadomości powiem, że badania powinny być prowadzone w
            całym cyklu N+B+R (Naukowo-Badawczo-Rozwojowym). Jak nie wiesz co to
            znaczy to się dowiedz.

            Z poważaniem B.T., Zabrze
    • ewa9823 Nasz uniwersytet to wymarzone miejsce dla nauko.. 12.02.08, 19:34
      Kiedy zrobię habilitację, to będę jak pączek w maśle. Mam tu
      zapewnioną dożywotnią posadę. Nikt mnie nie zwolni, choćbym do końca
      swoich dni nie napisał stroniczki.

      to będziesz musiał się napodlizywać.. współczuję ale życzę sukcesu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka