Jak zasłużyłam na samotną starość?

25.03.08, 20:13
Ale te opowiesci przygnebiajace. Samotnosc jest jak skolioza
kregoslupa, za młodu nie przeszkadza, a na starosc bardzo boli...
Nie ma jednej recepty jak nie byc samotnym,bo mozna w zyciu miec
mnostwo dzieci i zostac na starosc samotnym, albo byc stanu
wolnego,a miec mnostwo znajomych, przyjaciol.Wszystko zalezy od tego
jak dany człowiek sam garnie się do ludzi, może zależy od sympatii,
życzliwości... sama nie wiem.Jak spiewal Dżem "Samotnosć to taka
straszna trwoga ogarnia mnie,przeraża mnie...Wiesz mamo, wyobraziłem
sobie, ze nie ma Boga..."
    • mephi100us Jeden komentarz? 27.03.08, 11:53
      Czy Wy zdajecie sobie sprawe jak wazki jest ten temat tu poruszony?
      I jak unikalne wypowiedzi tych pan? Depresyjne? Moze,ale wreszcie
      ktos wypowiada cos,co ma naprawde sile ciazenia,bo pokazuje pewne
      aspekty stosunkow miedzyludzkich w Polsce o ktorych nikt nie
      mowi...nie jest prowadzona zadna dyskusja na ten temat,nikt tego nie
      wyraza...Co? Ano np. fakt,ze Polacy nie potrafia ze soba rozmawiac w
      sposob rzeczowy i merytoryczny,bardziej smutne i dewastujace relacje
      miedzyludzkie,ze nie potrafia wyrazac swoich uczuc,doznan,nie
      potrafia prowadzic dialogu emocjonalnego z bliskimi im
      osobami...Pustka werbalno-emocjonalna cechuje wiekszosc
      relacji...Polacy sa emocjonalnymi idiotami! Pomrukiwanie,izolacja w
      gazete,telewizje,ogolnikowe zaszumienie zamiast prawdziwego
      dialogu...STRACH przed ujawnieniem co sie naprawde
      mysli...nieporadnosc w kontakcie z drugim czlowiekiem...[juz tych
      wszystkich bardziej drastycznych patologii nie wspominam]...Jak to
      sie przeklada na relacje spoleczne? W jak najbardziej negatywny
      sposob! Aaaah...ktokolwiek slyszal o empatii? Tolerancji wobec
      potrzeb drugiego czlowieka? Maly,gruby,zakompleksiony,rosol w
      niedziele u mamusi siorbiacy,prezydencie,slyszales? Nie jest tak,ze
      ja tego nie rozumiem,genezy tych wszystkich uwarunkowan...bardzo
      traumatyczne przezycia z przeszlosci,praktycznie kazda Polka jest w
      jakis sposob naznaczona trauma i te kobiety wychowuja potem polskich
      mezczyzn,ktorzy tez maja roznorakie problemy,swietna porcje zachowan
      abnormalnych ksztaltuje KK z ich sredniowiecznym postrzeganiem rol
      spolecznych i mesko-damskich...Karuzela patologii generacyjnie sie
      kreci...Chowanie glowy w piasek i udawanie,ze wszystko jest OK tego
      nie zmieni...Ja wiem,ze wiekszosc ludzi w Polsce zyjacy doswiadczaja
      tego jako dopust bozy,nie zadaja sobie trudu zadnej analizy,bo tak
      bylo przeciez zawsze,ale coraz wiecej wyjezdza i zdaje sobie
      sprawe,ze to nie jest normalne...po 28 latach poza
      Polska,wierzcie,ze to absolutnie nie jest!!! It's a freak show!!!
      • chochlik5 Re: Jeden komentarz? 27.03.08, 13:26
        To mój komentarz:

        Oczekiwanie

        Człowiek czeka na swój los
        Od pierwszych świadomych chwil.
        Czeka na przedszkole, na powrót mamy, na lizaka.
        Czeka na szkołę, nowy tornister, na kredki.
        Z palcami powalanymi atramentem czeka na wynik klasówki.
        Czeka na bal maturalny, na dojrzałość, na miłość
        Czeka na dorosłą samodzielność, na pracę, na uznanie.
        Czeka na życie rodzinne, na sukces, na zmęczenie.
        Czeka na starość i lęk przed bezradną samotnością.


        • noise213 eeeeeee......????? 28.03.08, 02:51
          chochlik5 napisała:

          > To mój komentarz:
          >
          > Oczekiwanie
          >
          > Człowiek czeka na swój los
          > Od pierwszych świadomych chwil.
          > Czeka na przedszkole, na powrót mamy, na lizaka.
          > Czeka na szkołę, nowy tornister, na kredki.
          > Z palcami powalanymi atramentem czeka na wynik klasówki.
          > Czeka na bal maturalny, na dojrzałość, na miłość
          > Czeka na dorosłą samodzielność, na pracę, na uznanie.
          > Czeka na życie rodzinne, na sukces, na zmęczenie.
          > Czeka na starość i lęk przed bezradną samotnością.
          >
          >
          eeeeeeee....???? no i co z tego,że czeka? trzeba coś robić
      • ta_kochana Re: Jeden komentarz? - ???????? 27.03.08, 17:35
        Sam gościu jesteś emocjonalnym idiotą....
        Właśnie przez takich bluzgających zwyrodniałych facetów tym kobietom
        odechciało się normalnych kontaktów z ludźmi....I wolałabym być
        samotną staruszką niż cię poznać.
        Co ma do Twojej wypowiedzi to, że Prezydent jest związany
        emocjonalnie ze swoją mamą? On właśnie chyba daje dobry przykład..
        A Kościół jest jedyną instytucją, która się interesuje starszymi
        osobami i im pomaga...
        Zajmij się sobą i swoim stosunkiem do ludzi...
        • okrent9 Re: Jeden komentarz? - ???????? 27.03.08, 18:04
          mephi100us ma rację jeśli chodzi o tak rozpowszechnioną w naszym
          społeczeństwie nieporadność emocjonalną, czy też niski poziom
          inteligencji emocjonalnej, jednak nie zgodzę się, że to typowo
          polska przypadłość. Starsze pokolenia w krajach na zachód od nas,
          nawet w USA, gdzie w tej chwili wszyscy do wszystkich przy byle
          okazji mówią "I love you", również miały/mają problemy z wyrażaniem
          uczuć i komunikacją międzyludzką. Z tym, że tam społeczeństwa
          bogatsze, nie przytłoczone tak walką o byt, zaczęły się też powoli -
          i to już dawno temu - skupiać na rozwoju osobistym, odwiedzać
          terapeutów, psychologów... U nas wciąż są to, zwłaszcza w oczach
          starszych pokoleń, fanaberie na które stać nielicznych. Tak więc
          osoby starsze rzeczywiście zdane są na powtarzanie pewnych schematów
          zaobserwowanych w dzieciństwie, kiedy to role kobiet i mężczyzn były
          tak bardzo rozdzielne, a komunikacja pomiędzy członkami rodziny
          przebiegała raczej pozawerbalnie. Niestety nie wszystko da się
          wyrazić bez słów. O czym przekonały się bohaterki artykułu. I
          niestety trudno na starość nauczyć się innych zachowań.
        • mis22 Samotne staruszki i staruszkowie 27.03.08, 19:19
          ta_kochana napisała:
          > Sam gościu jesteś emocjonalnym idiotą....
          > Właśnie przez takich bluzgających zwyrodniałych facetów tym
          > kobietom odechciało się normalnych kontaktów z ludźmi....
          > I wolałabym być samotną staruszką niż cię poznać.

          Dobra wypowiedź! Godna prezydenta lub jego brata. Ilustruje skąd
          bierze się problem samotnych staruszek i staruszków. Mają odruch aby
          tylko narzekać jacy źli są inni ludzie. W ich wieku nie mogą
          zrozumieć, że przyczyną tego jest ich agresywna i wroga postawa do
          innych ludzi.

          Mephi100us ma rację, że Polacy nie umieją nawiązać ze sobą
          przyjaznych kontaktów. Mają nawyk negatywnych, konfrontacyjnych
          postaw powodujących wzajemną izolację i przejmującą samotność. Maria
          mówi, że na propozycje zwiększenia kontaktów od sąsiada, starszego
          profesora, odpowiadała negatywnie. Dobrze, że Gazeta porusza ten
          temat i jest merytoryczna dyskusja. Człowiek może się zmienić jeśli
          chce.
        • taela Re: Jeden komentarz? - ???????? 28.03.08, 08:07
          ta_kochana napisała:

          > Prezydent jest związany emocjonalnie ze swoją mamą? On właśnie
          > chyba daje dobry przykład..

          Bardziej to chyba pan prezes, ale czy to dobry przykład to wątpię.

          > A Kościół jest jedyną instytucją, która się interesuje starszymi
          > osobami i im pomaga...

          Taaa, bardzo. Najbardziej sie interesuje ich kasą, czego przykład
          dał jakiś cham w kiecce, który przyszedł do mojej prawie 80-letniej
          mamy po tzw. kolędzie i wyjechał z pretensjami, że jej w kościele
          nie widuje. I jakos mu nie przyszło do durn ego chamskiego łba, że
          mógłby np. zapytac o przyczynę. A przyczyna jest prosta - do innego
          koscioła mama ma jakieś 7 minut, a do parafialnego 20, co przy
          problemach z chodzeniem jest istotne.

          > Zajmij się sobą i swoim stosunkiem do ludzi...

          Ty też.

        • petrucio Brawa i dzięki za tą wypowiedź! 28.03.08, 11:39
          Zlo nie bierze sie z KK. Dla normalnych ludzi to oczywiste. Ciekawe,
          ze jak do dobrego przedszkola czy Domu Starosci to tylko u siostr, a
          tak w ogole to KK zly. Kaczynscy tez zli. Dobre tylko TV, piwko, pub
          i luzna rozmowa o problemach (nie daj Bog juz jakiegos dzialania, bo
          przeciez od tego jest panstwo!!!). Bardzo przykra i niesmaczna
          wypowiedz goscia mefi cos tam, ktory pewnie nigdy nikomu nie pomogl
          i nie pomoze, ale frazesow geba pelna.
          • ready4freddy Re: Brawa i dzięki za tą wypowiedź! 28.03.08, 16:22
            > Zlo nie bierze sie z KK. Dla normalnych ludzi to oczywiste. Ciekawe,
            > ze jak do dobrego przedszkola czy Domu Starosci to tylko u siostr, a
            > tak w ogole to KK zly.

            to jakis zart z tymi siostrami? chyba ze cos sie zmienilo od czasow mojego
            dziadka - "siostry" (nie wiem, czyje) skutecznie przekonaly go do ateizmu i
            antyklerykalizmu swoimi metodami wychowawczymi.
        • 4g63 Re: Jeden komentarz? - ???????? 28.03.08, 16:23
          > A Kościół jest jedyną instytucją, która się interesuje starszymi
          > osobami i im pomaga...

          kościół to się interesuje, ale emeryturami
          • mirrandel wizerunek Kościoła.... 28.10.09, 17:38
            mam wrażenie, że większosc wypowiedzi traktujacych Kościół jako żródło zła wszekalkiego to wynik tego, że komentujący znają Kościół tylko z relacji mediów, które donoszą tylko o przypadkach ekstremalnych.

            Fakt jest taki, że jedynyne kluby seniora w mojej okolicy działają w przykościelnych świetlicach, że wolontariat przy duszpasterstwie akademickim co tydzień organizuje spotkania dla osób starszych i samotnych, że pomagają w codziennych obowiązkach, że to zakonnicy organizują i zapraszają na Wigilię i poranek wielkanocny starsze, samotne osoby, wreszcie, że to zakon (Bonifraci) prowadzą największe w mieście hospicjum i zajmują sie opieką paliatywną, a siostry zakonne prowadzą jedyny ośrodek opieki (stałej i dziennej) dla dzieci niedorozwiniętych.

            Jasne, naiwnością byłoby przymknąć oczy na niezbyt zgodne z Biblią wielu księży, na dziwaczne czasem postulaty, wreszcie na wybryki Ojca Dyrektora. Ale tak się zastanawiam, czy przypadkiem starsi ludzie, te tak zwane "moherowe babcie" nie garną sie tak do radia, bo to miejsce, gdzie ktoś sie interesuje ich problemami, gdzie moga sie spotkać, zorganizować? Mieszkam w dużym mieście, więc staruszka której pomagam robić zakupy i chodzić na spotkanie w klubie seniora (jest niemal niewidoma) ma alternatywę. Ale czy inne "moherowe babcie" ją mają?
      • noise213 dobra, dobra... 28.03.08, 02:44
        dobra, dobra...
        skończ już z tymi 'Polakami'...
        nie tylko Polacy są tacy!
      • juuzia.kruk Re: Jeden komentarz? 30.03.08, 03:42
        dokladnie tak jest. zwarte slowa. trafne obserwacje. tylko, ze trzeba znalezc do
        tego dystans, by to w ogole zobaczyc. trzeba duzo wysilku by to zmienic.
        rozpoznanie zlych kodow - to poczatek dlugiej drogi, ku otwartosci.

        trudno sie jednak dziwic, ze nasz narod jest tak poblokowny. historia bardzo
        trudna za nami i w nas. sama krytyka to za malo. trzeba w sobie szukac otwarc.

        mephi100us napisal: polacy sa emocjonalnymi idiotami! to oczywiste ze nie
        wszyscy, ale generalnie polacy sa nosicielami strachu, drugi czlowiek stanowi
        zagrozenie, a "prawdziwa relacja" to zaleznosc.

        polacy nie tylko nie potrafia mowic, ale tez nie potrafia sluchac. nie potrafia
        dawac przestrzeni emocjonalnej drugiej osobie, ktora ma odmienne poglady.
        normalna reakcja polaka to agresywna emocjonalna krytyka, krytyka, ewentualnie
        epatowanie niechecia "dawanie do zrozumienia". a w relacjach damsko-meskich
        proby sil i dominacji, kto kogo urobi pierwszy.

        ale nie jest tez tak, ze poza polska, na tzw zachodzie jest lepiej. sa inne
        zmory, ktorych rozpoznanie tez wymaga troche czasu.

        krytyka swojego to za malo.

        ten artykul bardzo mocny i
        bardzo smutny.
        i znamienny tez sondaz. wiekszosc ludzi odpowiedzialo, ze boi sie samotniosci,
        bo widza ja jako mozliwa. potem grupa osob, ktore nie chca myslec o problemie,
        czyli wyparcie. i najmniejsza grupa, ktora motywuje sie do przeciwdzialania.

        polacy sa bierni. to jest dramat.








      • b-a-lau Re: Zgadzam się panem 21.11.08, 22:33
        Rewelacyjny komentarz !!!!!
    • abhaod samo życie...konsumpcyjne społeczeństwo, 27.03.08, 14:04
      rozbuchany egoizm, takie czasy
    • temeko1 Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 14:10
      jakbym czytała o sobie w przyszłości
      mam 50 lat i 2 synów, starszy ma dziewczynę - jeszcze nie żonę, a
      ona już go nastawia przeciwko nam - o czym sam nam powiedział, jest
      nieprzytomnie w niej zakochany - i dobrze
      ale się boję, co będzie dalej
      • kropkacom Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 18:03
        Samotność na starość przychodzi często na własne życzenie. Może to brutalne ale
        niestety prawdziwe. Z jednej strony doskwiera tym panią to że są same a z
        drugiej strony nie chcą dać szansy na zmianę tego stanu. To bardzo przebija z
        tych wypowiedzi.

        temeko1, daj synowi żyć własnym życiem. Jeśli źle wybrał to sam oprzytomnieje.
      • ally Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 18:28
        jasne, wszystko wina bab. a moze pora przestac traktowac synka jako bezbronna
        ofiare krwiozerczej dziewczyny?
        • okrent9 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 20:41
          ally, nie ma co roztrząsać tego w kategoriach winy. Ja mówię o
          przyczynach, i nikogo nie obarczam winą. Sama jestem kobietą i
          nieraz łapię się na tym, że działam wg pewnych automatyzmów
          wyuczonych w dzieciństwie (np. raczej odsuwając się na drugi plan,
          choć powinnam domagać się więcej szacunku), pomimo że zimna logika
          mówi mi, że popełniam błąd.

          Ja nie traktuję żadnych synków jako bezbronne ofiary żadnych
          krwiożerczych dziewczyn. :) Nie bardzo wiem, co chcesz przez to
          powiedzieć.
        • noise213 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 02:54
          ally napisała:

          > jasne, wszystko wina bab. a moze pora przestac traktowac synka jako bezbronna
          > ofiare krwiozerczej dziewczyny?

          często jest tak, że żona nastawia syna przeciwko rodzicom, idiotko.
          • ally Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 15:33
            oo, widzę, że dysponujesz mocnymi argumentami ;-)
          • ar.co Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 26.10.09, 15:58
            A często jest tak, że teściowa zajmuje się głównie udawadnianiem
            synowi, jakim zerem jest jego żona. I potem ze zdziwieniem
            pyta: "Dlaczego ona mnie nie lubi?".
    • ta_kochana Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 17:58
      Strasznie przykro czytać te historie...
      Wyłajałabym nieźle tych synów i synowe... To takie wulgarne, żeby
      się nie interesować matką. I jedna z tych kobit mówi, że się cieszy,
      że ich wychowała na ludzi! Co z nich za ludzie?

      I wcale na zachodzie nie jest lepiej - raczej dużo gorzej. Najwyżej
      część ma więcej pieniędzy i natychmiast oddaje rodziców do domu
      opieki....I w Polsce też będzie takich samotnych osób przybywało. A
      w miarę rozwoju supermarketów i zamykania osiedlowych sklepów będzie
      im się żyło coraz gorzej, bo coraz biedniej...
      Każdy za nas powinien się rozejrzeć pośród sąsiadów, bo na pewno
      jest wielu takich, którzy potrzebują naszego zainteresowania.
      Pomocy, dobrego słowa, a nawet prostych plotek... ;o)
      • okrent9 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 18:19
        ta_kochana, piszesz: "To takie wulgarne, żeby się nie interesować
        matką. I jedna z tych kobit mówi, że się cieszy, że ich wychowała na
        ludzi! Co z nich za ludzie?"

        Moim zdaniem takie wychowanie wynika z uwewnętrznionego przez
        kobiety przekonania, że są obywatelkami drugiej kategorii. Tak.
        Wychowując dzieci odmawiają sobie prawie wszystkiego, a synom się w
        naszym kraju z reguły pozwala na o wiele więcej niż córkom. Nic
        dziwnego, że synowie wyrastają w poczuciu, że im się NALEŻY:
        zainteresowanie, obiad na stole, decydujące zdanie w domu, itd.
        Matki same usuwają się w cień. "Jedz, synku, ucz się synku, obyś
        tylko dobrą pracę dostał, synku, obyś sobie umiał zarobić na
        rodzinę". I dobrze, potem sobie syn zarabia, ale oczekuje, że żona i
        matka jego dzieci pozwoli to jemu decydować w domu w najważniejszych
        sprawach, bo sama przecież powinna usunąć się w cień i stamtąd
        podsuwać dzieciom (zwłaszcza płci męskiej) obiadki i czyste ubrania,
        i to wszystko w przerwie między jakąś pracą zawodową, żeby mogła
        dorzucić do rodzinnego budżetu. Polska ma chyba największy rozdźwięk
        w poziomie zarobków kobiet i mężczyzn w krajach Unii. I niewiele się
        robi, by tę różnicę zniwelować. Kobiety są po prostu zbyt zajęte by
        o to walczyć, ponieważ presja społeczna na nie, by były doskonałymi
        matkami, idealnymi gospodyniami domowymi i na dodatek dorabiały do
        pensji męża, zbyt je tłamsi, wtłacza w kołowrót, w którym tracą
        poczucie własnej indywidualności i wartości. Niestety większość z
        tych, które "dały się w to wrobić" zawdzięcza to "lekcji", jaką
        odebrały od własnej matki. To naprawdę przygnębiające.
      • 48xmax1 Re: Dzieci to nie polisa na starosc. 27.03.08, 18:33
        Moja matka rocznik bardzo przedwojenny pisala w pamietnikach
        straszne rzeczy (fakty) - i rozgoryczona cytowala slowa swojej
        matki: "jaka starosc bede miala z takimi dziecmi, poco miec takie
        dzieci" wypowiadane, kiedy byla 16 letnia dziwczyna. Sama byla
        jeszcze gorsza dla nas. O moim wowczas doroslym bracie, ktory
        przezywal dramat kolejnego nieudanego zwiazku pisala, ze sie cieszy,
        bo on zamieszka u niej i ona nie bedzie sama, bedzie miala z kim
        porozmawiac. Umarla chyba przewidujac, ze przekaze ja do domu
        starcow, zeby tam pielegnowali jej demencje. Zapominala, zeby nasze
        oskarzenia nie docieraly do niej. Nigdy nie powiedziala do dziecka
        przepraszam. Na zewnatrz nie bylismy patologiczna rodzina, niektorzy
        z krewnych nawet twierdza, ze byla kochajaca mamusia. Jedza. Warto
        bedac doroslym mowic bez strachu o wlasnych rodzicielach. Doroslego
        nie beda karac i traktowac jako zabezpieczenie na stare lata.
        Samotnosc tej kobiety, jej strach przed zyciem, przed rodzina wzial
        sie od "mamusi i tatusia". Biedna ofiara.
      • basia6666 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 18:39
        Widzisz ja jestem innego zdania.Dom opieki jest dobrym miejscem dla osob
        starszych.Na zachodzie wiekszosc starszych ludzi zazwyczaj sama decyduje ze chce
        isc do domu opieki, bo wiedza ze juz nie daja rady ,a rodzina dzieci maja swoje
        zycie.Niewiem jak wygladaja domy opieki w Polsce,ale na zachodzie starsi ludzie
        przewaznie sa zadwoleni maja tam znajomych ,opieke i rozrywke.Czesto rodzina
        odwiedza i zaprasza na swieta.Mieszkam bardzo blisko domu opieki i nie ma dnia
        zebym nie rozmawiala z jakas starsza osoba i sama na stare lata tam ide napewno.
        • wykidajlo2 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 21:17
          W Polsce standardem i wzorcem jest (był) pensjonat w Radości i
          będzie tak pewnie zawsze. Gdy byłem dzieckiem mieszkającym na wsi,
          nieraz w duchu oburzałem się na fakt, że w niedalekim gospodarstwie
          babunia w miesiącach letnich sypiała w komórce czyli jak to
          mawiali "była na wycugu". Teraz po ponad 50 latach, gdy sam jestem
          stary, zdałem sobie sprawę, że owa babunia miała jesień życia
          szczęśliwszą niż obecnie starsze panie i panowie dożywający swych
          dni w różnych domach opieki. Ona była traktowana z szacunkiem,
          dostawała na czas jedzenie, z komórki mogła w każdej chwili wyjść i
          posiedzieć na podwórku, pogadać z dziećmi i wnukami. A w domu latem
          nie sypiała z prostej przyczyny - straszliwie śmierdziała a żywot na
          wsi był wtedy surowy i nikogo nie było stać na takie fanaberie jak
          codzienna kąpiel. A cała bodaj siedmioosobowa rodzina gnieździła się
          w jednej może 25-metrowej izbie. I gdy przyszedł czas umierania,
          nikt babci nie wyganiał do szpitala, to wtedy było obciachem...
          • dalatata Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 00:46
            mam nadzieje ze tak nie bedzie. zyjemy inaczej niz na gospodarce 50
            lat temu. zmienilo sie praktycznie wszsytko, w tym wielodzietne
            rodziny kotre byly w stanie dzielic trud opieki nad starymi
            rodzicami. zmienily sie mieszkania czy domy. nie wyobrazam sobie
            mojej matki mieszkajacej u mnie. mam byc moze obowiazek wobec niej,
            mam jednak jeszcze wiekszy wobec moich dzieci, ktorych nie chcialbym
            sciesniac bo babcia bedzie mieszkac...

            natomiast przeraza mnie podejscie mojej matki, ktora sie jeszcze
            trzyma bardzo dobrze, do domu opieki. dla niej to nadal ow obciach,
            chocby byl najlepszy. to dowod ze syn jej nie kocha....

            eh zycie po po mordzie chlaszcze, a Pambog niebieska noga do dupy
            kopie....
            • mis22 Wychowywanie dzieci na egoistów 28.03.08, 07:51
              dalatata napisał:
              > Mam byc moze obowiazek wobec niej, mam jednak jeszcze wiekszy
              > wobec moich dzieci, ktorych nie chcialbym sciesniac bo babcia
              > bedzie mieszkac...

              A nie zauważsz, że wychowujesz dzieci na egoistów? Twoje dzieci
              wyrastają w przekonaniu, że im wszystko się należy, a ich rodzice i
              dziadkowie mają obowiązek aby się dla nich poświęcać. To
              jest "obowiązek", którego uczysz swoje dzieci.
              • dalatata Re: Wychowywanie dzieci na egoistów 28.03.08, 14:59
                wypraszam sobie jednak. mysle ze nie wie Pan/i nic na temat tego jak
                wychowuje moje dzieci. a z tego, co napisalem, nie wynika nic. a
                szczegolnie nie wynika to, w jakim przkeonaniu wzrastaja moje dzieci.

                natomiast tak, dzieci rowniez maja swoje prawa i nastoletni chlopiec
                z nastoletnia dziewczynka powinni miec osobne pokoje, jesli to tylko
                mozliwe. i mysle ze moim obowiazkiem jest im to zapewnic. i one w
                tym wypadku nie maja zadnej mocy decyzyjnej. to jest moje
                przekonanie a nie ich zadanie.

                • mis22 Wychowywanie dzieci na egoistów 02.04.08, 05:54
                  dalatata napisał:
                  > wypraszam sobie jednak. mysle ze nie wie Pan/i nic na temat tego
                  > jak wychowuje moje dzieci.

                  Swoją opinię wyrażam na podstawie tego co czytam. A Pan/i pisze
                  wyraźnie, że ważniejsze jest aby dzieci miały oddzielne pokoje niż
                  aby stary rodzic mieszkał przy rodzinie. W efekcie gdy Pan/i będzie
                  stary/a to dzieci zawiozą Cię do domu starców, bo zostały wychowane
                  w przekonaniu, że wszystko należy się dzieciom, a nic starym
                  rodzicom.
              • cassandra21 Re: Wychowywanie dzieci na egoistów 06.04.08, 18:37
                Masz rację.Przed chwilą napisałam prawie to samo, tylko z domieszka
                sarkazmu ( chyba niepotrzebnie, bo należy być rzeczowym , a nie
                złośliwym). Pozdrawiam i tak trzymaj!
            • cassandra21 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 06.04.08, 18:34
              Moja miła, jeśli uważasz,ze masz obowiazek tylko w stosunku do
              własnych dzieci, to z pewnością Twoje dzieci będą myślały podobnie.
              I dobrze Ci tak! Na starość nie będzie kto miał Ci podać szklanki
              wody, a w najlepszym wypadku wylądujesz w jakimś obsakurnym domu
              opieki, gdzie Cię będą traktować jak bezużyteczny przedmiot.
              Gratuluję znakomitych wyborów zyciowych.
      • aistionnelle Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 19:47
        W domu nauczono mnie wrażliwości na potrzeby innych i wychowano w
        myśl zasady "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe ..."Bardzo jestem za
        to wdzięczna, ale...Niestety obserwuję, że właśnie opisywani starsi
        ludzie często na własne życzenie tracą kontakt z otoczeniem.Nie
        chodzi tu o dzieci, ale w ogóle o ludzi.Mam sąsiadów: wykształceni,
        starsi państwo sporo po 70 tce, w dobrej kondycji psychicznej i na
        swój wiek fizycznej, podobno przyjaciele moich nieżyjących już
        rodziców.Kiedyś sądziłam, że potrzebują towarzystwa, dobrego słowa,
        pytania czy nie pomóc.Dziś zmieniłam zdanie. Z roku na rok izolują
        się coraz bardziej, rozmawiają przez uchylone drzwi, kiedy chcę o
        coś spytać czy poprosić (o przyjęcie paczki, pożyczenie latarki czy
        klucza do piwnicy )konsekwentnie słyszę :nie/nie mam /nie
        wiem /wychodzę.Myślałam,że chodzi o mnie, ale tam nikt nie bywa poza
        córką, która ich ustawia raz na jakiś czas.Nie dziwię się, że bywa
        tam rzadko.Inny przykład :moi dziadkowie.Kochani ludzie ,
        zaangażowani w życie swoich dzieci, wnuków -do czasu.Na starość
        zaczęli tak dziwaczeć, że nie mozna było nawiązać kontaktu bo albo
        mieli o wszystko pretensje albo złe sampoczucie przeszkadzało im w
        rozmowie, mnie wychowaną w ich domu na każdym kroku śledzili,
        oszczędzali do tego stopnia, że moja mama nawet herbatę i kawę
        woziła z sobą jeśli podczas wizyty chciała się napić...Nie byli
        bardzo starzy niewiele po 70 tce. Jaki sens we wspieraniu takich
        osób,skąd brać na to siły i motywację?Tylko z przeszłości?:-(
        • okrent9 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 21:06
          aistionnelle, to co opisujesz, to niestety mogą być początki
          demencji. "Ustawianie", jak to nazywasz, może "działać" tylko do
          pewnego momentu w takich sytuacjach. Pogłębiające się dziwactwa
          trzeba moim zdaniem traktować jak chorobę. Jeśli nastąpiły zmiany w
          mózgu, to przecież nie na życzenie chorego... Skąd brać siły i
          motywację do pomocy takim osobom? Tak jak piszesz, z przeszłości,
          jeśli chodzi o osobę bliską... Z poczucia zwykłej ludzkiej
          solidarności. Ze świadomości, że i nas może spotkać taka starość.
          Niektórzy posiłkują się zaleceniami wiary. Ale czasem przychodzi
          moment, kiedy już nie można. W tzw. krajach wysoko ucywilizowanych
          oddaje się wtedy taką osobę starszą do ośrodka, w którym będzie mieć
          zapewnioną dwudziestoczterogodzinną fachową opiekę. W Polsce na
          pewno mamy jeszcze takich ośrodków za mało.
          • aistionnelle Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 27.03.08, 23:41
            Nie powiedziałabym, że jest to pogłębiające się dziwactwo
            zwiastujące demencję.Człowiek chory, dementywny nie kontroluje
            swoich zachowań, ma luki w pamięci, boi się otworzyć bo nie wie z
            kim rozmawia, choć zdany na innych często nie przyjmuje tego do
            wiadomości, myli mu się dzień z nocą , nie daj Boże żeby wyszedł sam
            bo nie wróci itd -natomiast nie wiem czy bywa w świadomy sposób
            złośliwy.Uważasz pogardliwe pytanie: a cóż to jest ???na widok
            przyniesionego w doniczce kwiatka oraz udawanie, że nie ma się
            klucza od piwnicy i wybuchanie pogardliwym śmieszkiem w odpowiedzi
            na pytanie czy można jakoś pomóc jest chorobą?Ja bym raczej
            powiedziała, że tak przeżywana starość obnaża charakter, strach
            przed nieuniknionym i niedojrzałość mimo wieku.Szkoda tylko, że tyle
            się mówi, że młodzi tacy źli, nieprzewidywalni, puści, zorientowani
            na siebie ...
      • joanna_can Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 16:05
        a ja, podobnie jak ally, mam watpliwosci czyja wina jest brak
        zainteresowania ze strony synow i synowych. czytacie przekaz jednej
        tylko ze stron. czasami naprawde mamusie/tesciowe sa wiecej niz
        upierdliwe. bezradne, samotne staruszki - czy moze ukarane
        potwory?
    • mark.parker Moja matka też była na starość samotna. 27.03.08, 18:22
      Odsunęli się od niej znajomi i przyjaciele. Była mocno głuchawa, ale się do tego
      nie przyznawała, więc rozmowa z nią była coraz trudniejsza, wręcz niemożliwa.
      Ilekroć u niej byłem, pisałem swoje kwestie na laptopie. Kiedy dzwoniła, nie
      słyszała, co mówię. Najgorsze jednak było to, że wstzystkich podejrzewała o
      złośliwość, niechęć i wrogość. Cieć kradnie mi pocztę - mówiła. Nie dała się
      przekonać. W końcu zrezygnowałem, bo demencji nie da się pokonać. Kiedyś była u
      mnie 9 miesięcy na kuracji naświetleniowej po operacji raka zatoki i nie
      przepuściła żadnej okazji, żeby mi obrobić d. przed znajomymi, jakim to jestem
      wyrodnym synem, bo nie chcę jej wziąć do siebie na stałe, a ja z powodu
      zaszłości z dzieciństwa ledwie mogłem na nią patrzyć, ale w potrzebie się nią
      opiekowałem. Na próżno! Wszystko i tak było źle! W końcu znajomi rzucali
      słuchawkę, gdy odbierała telefon.. Przed śmiercią powiedziała kiedyś: Ech, takie
      zmarnowane życie. Dziś wolę myśleć, że Dobry B-g dał jej tam wszystko, czego nie
      miała za życia, przede wszystkim umiejętności zaakceptowania samej siebie
      zamiast egocentryzmu. Czy była złą kobietą? I tak, i nie, ale bardziej tak. Czy
      była złą matką? Tak, zdecydowanie. Nauczyłem się od niej, jak być złym dzieckiem
      i złym człowiekiem, ale się z tego wyleczyłem. Czy było mi jej żal? Niezupełnie.
      Czy mi jej brak? Nie, ale czasami, gdy mnie coś bardzo boli, potrafię zawołać
      "Mamo!", choć wiem, że by mnie znów zawiodła. Wiem też, że po śmierci znów się z
      nią spotkam i liczę na to, że B-g pozwoli nam zacząć od nowa - bez bolesnego
      ziemskiego bagażu.
      • aurita Re: Moja matka też była na starość samotna. 27.03.08, 19:49
        moja matka juz jest sama. Nie umiem tego powstrzymac i z przerazeniem patrze jak
        po koleji odchodza od niej znajomi i rodzina. Jestem jedynaczka. Matka probuje
        zyc moim zyciem. Nie zawsze umiem odmowic (zawsze z niekorzyscia dla mojego
        malzenstwa)

        popatrzcie ze na tatusiow sie nie skarzymy, czy sa lepsi?
        • okrent9 Re: Moja matka też była na starość samotna. 27.03.08, 21:09
          aurita, na tatusiów nie skarżymy się tu pewnie dlatego, że artykuł
          był o starszych kobietach. Poza tym mężczyźni umierają "młodziej",
          więc problem samotnej starości częściej dotyczy kobiet.
          • dalatata Re: Moja matka też była na starość samotna. 28.03.08, 00:35
            tak w dygresji zapytam, okrent, dlaczego 'mlodziej' bylo w
            cudzyslowie? no mezczyzni umieraja mlodziej.

            a mnie fascynuje to, ze na forum ludie takie intymne rzeczy mowia.
            tak mi przyszlo do glowy. sorry....
            • okrent9 Re: Moja matka też była na starość samotna. 28.03.08, 01:18
              dalatata, pewnie to "młodziej" dałąm w cudzysłowie, bo nie wydaje mi
              się, by takie słowo było poprawne :) A nie dlatego, że nie wiem, że
              mężczyźni statystycznie rzecz biorąc są mniej długowieczni od kobiet.

              Jeśli chodzi o mówienie intymnych rzeczy na forum, to myślę, że
              czasem należy być wdzięcznym ludziom, którzy decydują się na pewne
              wyznania, kiedy daje nam to szansę na spojrzenie na jakąś sprawę od
              nieznanej nam strony.
              • mis22 Czy tatusiowie są lepsi? 28.03.08, 07:58
                aurita napisała:
                > popatrzcie ze na tatusiow sie nie skarzymy, czy sa lepsi?

                Moja córka ledwo może rozmawiać ze swoją matką, a moją byłą żoną.
                Złoszczą ją udzielane rady, a ściślej naciski aby do tych rad się
                stosowała. Ja jej nie naciskam więc łatwiej jest jej ze mną
                rozmawiać.
              • dalatata Re: Moja matka też była na starość samotna. 28.03.08, 14:49
                OK.
                a z drugim sie zgadzam w calosci
        • samentu Re: Moja matka też była na starość samotna. 28.03.08, 00:30
          tatusiowie przeważnie tych lat nie dożywają
      • okrent9 Re: Moja matka też była na starość samotna. 27.03.08, 20:51
        mark, niestety, zdarzają się takie kobiety jak Twoja matka :( i
        naprawdę trudno wtedy nawet troszczyć się o nie. Zdarzają się jednak
        i takie jak te z artykułu, które być może nie krzywdziły nigdy
        swoich dzieci, a po prostu nie nauczyły ich empatii - może dlatego,
        że nie wiedziały jak. Jeśli dodać do równania postępujący
        konsumpcjonizm, konieczność pracy w tzw. nadgodzinach... wiele
        dorosłych dzieci (nawet kobiet - bo przecież "są matkami a dziecko
        powinno być na pierwszym miejscu") czuje się rozgrzeszonych z
        pozostawienia starej matki samej sobie. Problem samotnych starszych
        ludzi będzie się pogłębiał ze względu na fakt, że coraz więcej
        kobiet na macierzyństwo decyduje się późno. Obowiązki wobec własnych
        dzieci będą coraz częściej kolidować z tradycyjnymi obowiązkami
        wobec starszych, niedołężniejących rodziców. Takie czasy.
        • mark.parker Re: Moja matka też była na starość samotna. 28.03.08, 00:35
          To, co napisałem, to było opisanie stanu rzeczy trochę ku przestrodze nam, temu
          młodszemu pokoleniu, żebyśmy się sami tacy nie stali. Treba więc żyć
          1) uczciwie - nie udawać, że coś, w czym zawiniliśmy, nigdy się nie zdarzyło, bo
          cała reszta to jest próba ucieczki. A wystarczyłoby zwykłe "przepraszam", ale
          nie dopiero wtedy, kiedy śmierć zagląda w oczy i mówi się to tylko po to, żeby
          kłapać gębą, bo może się okazać, że dziecko też się na końcu odwróci, a więc
          jest kolejną manipulacją.
          2) Nie mówmy "umieram" przy każdej chorobie, gdyż to się w końcu tak zdewaluuje,
          że nie będzie nic znaczyło.
          3) Nie róbmy drugiemu człowiekowi wyrzutów, łatwiej nam będzie wybaczyć.
          4) Nie udawajmy bardziej chorych niż jesteśmy, licząc na litość, tzn. nie mówmy
          słabiutkim, umierającym głosikiem, gdy mamy jeszcze dość sił. Jest to odrażająca
          manipulacja.
          5) Nie lękajmy się, zwłaszcza ci, którzy wierzymy w B-ga, albowiem w Nim jest
          zawsze nadzieja. Czytajmy sobie często Psalm XXIII - Pan jest moim pasterzem...
          Myślmy od czasu do czasu o kresie życia jako początku nowego. Nie dawajmy wiary
          straszakom piekielnym, bo B-g nie jest okrutnikiem, tylko Miłością i naprawdę
          wybacza.
          6) Zadośćuczyńmy wyrządzonemu złu. Nie wystarczy tylko przeprosić B-ga i szlus.
          Trzeba jeszcze wynagrodzić ludziom to, cośmy im uczynili. A czasu jest tak niewiele.
          7) Bądźmy zawsze dobrej myśli
          8) Bądźmy wdzięczni za dobre słowo, uśmiech i otuchę i sami ich nie szczędźmy -
          to jest skarb, którym trzeba się dzielić, wtedy i nam się pomnaża.
          9) Bądźmy dobrzy dla siebie i dla innych.
          10) Nie żądajmy ponad miarę ani dóbr materialnych, ani cząstki drugiego człowieka.

          okrent9 napisała:

          > mark, niestety, zdarzają się takie kobiety jak Twoja matka :( i
          > naprawdę trudno wtedy nawet troszczyć się o nie. Zdarzają się jednak
          > i takie jak te z artykułu, które być może nie krzywdziły nigdy
          > swoich dzieci, a po prostu nie nauczyły ich empatii - może dlatego,
          > że nie wiedziały jak. Jeśli dodać do równania postępujący
          > konsumpcjonizm, konieczność pracy w tzw. nadgodzinach... wiele
          > dorosłych dzieci (nawet kobiet - bo przecież "są matkami a dziecko
          > powinno być na pierwszym miejscu") czuje się rozgrzeszonych z
          > pozostawienia starej matki samej sobie. Problem samotnych starszych
          > ludzi będzie się pogłębiał ze względu na fakt, że coraz więcej
          > kobiet na macierzyństwo decyduje się późno. Obowiązki wobec własnych
          > dzieci będą coraz częściej kolidować z tradycyjnymi obowiązkami
          > wobec starszych, niedołężniejących rodziców. Takie czasy.
          • mis22 Jak wyleczyć się z hipochondrii? 28.03.08, 08:05
            mark.parker napisał:
            > 2) Nie mówmy "umieram" przy każdej chorobie, gdyż to się w końcu
            > tak zdewaluuje

            A co ja mogę zrobić - gdy tylko coś mnie zaboli to jestem
            przekonany, że to już początek mojej ostatniej śmiertelnej choroby?
            Jak mam przestać być hipochondrykiem?

            To nie żart. To poważne pytanie. Do lekarza z tym nie idę, bo nie
            słyszalem aby na hipochondrię wynaleziono tabletki.
            • the_dzidka Re: Jak wyleczyć się z hipochondrii? 28.03.08, 10:48
              Pogadaj z psychoterapeutą. Mówię najzupełniej serio. Hipochondria to
              choroba duszy...
            • ready4freddy Re: Jak wyleczyć się z hipochondrii? 28.03.08, 16:24
              ja bym jednak poszedl do lekarza na twoim miejscu - zeby sie przekonac, czy to
              rzeczywiscie tylko lek przed choroba, czy cos powaznego. a the_dzidka ma racje,
              psychoterapeuta bedzie najwlasciwszy w tym przypadku.
        • dalatata Re: Moja matka też była na starość samotna. 28.03.08, 00:38
          a ja bym powiedzial ze problem sie bedzie poglebial, bo zyjemy coraz
          dluzej.nie widze tego w meidach polskich. tu, w UK, mowi sie o tym
          bardzo duzo. glownie w kategoriach ekonomicznych - tu panstwo nie
          zakalda ze dzieci beda sie opiekowac rodzicami i szuka rozwiazania
          co zrobic w armia starszych ludzi, z ktorych tylko czesc stac na
          domy starcow.
    • samentu Re: Po co ja żyję? 28.03.08, 00:26
      tak w skrócie źródło problemu wszystkich trzech pań
      a panie żyły wyłącznie w celach założenia - odchowania rodziny,
      no i cel wykonany i teraz pojawia się pustka - bo tak poza celem panie chyba
      żadnego życiowego hobby - zainteresowania nie mają
      pracy nie ma więc pozostaje problem 24 godzin - których nie ma czym wypełnić
      zwłaszcza że zdrowie na czynne wypełnianie nie za bardzo pozwala
      przypadki powyżej bynajmniej nie odosobnione
      • yvona73pol Re: Po co ja żyję? 28.03.08, 01:20

        jedna z tych pan, ta co ja synowa "wyrzucila z domu",..... pomiedzy
        linijkami czytam, wydaje mi sie, rzeczy, ktorych nie mowi, a ktore
        by wiele wyjasnily; sama historia jak to synowe zostaly "cieplo
        przyjete" przez nich, ja i meza, jak one mialy byc chetne do
        kontaktu jak potraktowane zostaly jak zlo konieczne? (chcesz to sie
        zen, twoja sprawa, ja do tego reki nie przyloze...)
        to tylko mala wzmianka, mogly byc inne rzeczy, wiadomo, nikt nie
        lubi mowic o sobie nieprzychylnie...

        czesto rodzice sa tak toksyczni dla wlasnych dzieci, ze te uciekaja
        jak najdalej, zeby uratowac siebie, swoja psychike, swoja osobowosc
        i przyszlosc.... i dalej walcza ze swoimi demonami;
        ja nie mialam az takiej patologii, choc latwo nie bylo, z obu stron,
        ale zwlaszcza z ojca....
        no i jeste tez dalsza rodzina, przyjaciele, ale tu trzeba byc
        otwartym i szczerym, szczegolnie, ze kontakty sa utrudnione
        (odleglosc), trzeba mowic ludziom o swoich odczuciach, o tym, ze na
        zalezy, albo ze nas czyms wkurzyli, komunikowac, bo inaczej, skad
        niby maja wiedziec?
        no i empatia;
        kurcze, temat-rzeka.....
        • samentu Re: Po co ja żyję? 28.03.08, 01:31
          to też
          co słychać w tych opowieściach to toksyczność dziedzizną przekazywana z
          pokolenia na pokolenie
          no i ta chęć by w ich przypadku było inaczej
          tylko że to zamiast szukać racjonalnych przyczyn toksyczności i walczyć z nimi
          pracując nad sobą panie wolały żyć w sferze marzeń i pozorów
          a że realia grubo odbiegały od marzeń to od razu pojawiły sie pretensje do
          całego świata za niszczenia iluzji
          • noise213 Re: Po co ja żyję? 28.03.08, 03:11
            mnie się wydaje, że ta toksyczność to zależy od charakteru,a nie dziedzicznie. Poza tym, dzieci chcą unikać błędów swoich rodziców, ale popadają przy tym w inne błędy.
        • noise213 very true.. 28.03.08, 03:13
          very true...
      • sniegbielszy Re: Po co ja żyję? 28.03.08, 01:53
        - tak, Samentu, poruszyles barzo wazna sprawe - kazdy czlowiek powinien miec
        jakies inne niz tylko sluzba rodzinie zainteresowania. Zyje sie lzej, ma sie
        powod do kontaktow z innymi ludzmi, ma sie o czym rozmawiac z dziecmi i wnukami,
        nie wisi sie jako ciezarn a lasce innych ludzi, itd, itp. Dobrze jest tez pojsc
        do jakiejs szkoly, poprostu cos robic i miec swoje zycie. Malutkie, ale swoje -
        to budzi szacunek, a takze jest co robic i o czym rozmawiac. Trzeba takze uczyc
        sie zyc z ludzmi, wykorzeniac zle nawyki, odruchy i nigdy nie narzekac i nie
        obmawiac innych ludzi. To odpycha i budzi nieufnosc, bo jesli ktos obmawia to
        wiesz, ze obmowi takze i ciebie. W sumie to co pisze to odnosi sie w rownej
        mierze do ludzi mlodych takze. A przede wszystkim traktowac ludzi jako
        przyjaciol a nie jako wrogow. W koncu wszyscy jestemsy tutaj tylko na chwile,
        wiec trzeba zachowac elegancje i dobre maniery od poczatku do konca. Mowie to
        wszystko z wlasnego doswiadczenia - wiec wierzcie.:)
        • sniegbielszy Re: Po co ja żyję? 28.03.08, 02:13
          Acha, i jeszcze to - z rodzicami nalezy sie zaprzyjaznic. Zawsze traktowac ich
          jako zywotna i potrzebna czesc rodziny. Nigdy nie wylaczac ich z wydarzen i
          swojego zycia. Zawsze mialam czas dla swojej sp. Matki, a ona miala mnie za
          swojego najlepszego i najwierniejszego przyjaciela. Sama byla nadzwyczajnie
          rzetelnym i uczciwym czlowiekiem, z ktorego inni tylko i wylacznie korzystali
          tak materialnie jak i moralnie oraz intelektualnie. Coz zrobic, wiekszosc ludzi
          to biorcy, zeby chociaz potrafili szanowac tych, od ktorych biora. Tu poruszam
          problem wdziecznosci - nawet nie wiecie jak malo ludzi zna uczucie wdziecznosci,
          a w wielu wypadkach smutku i depresji zyciowej wlasnie to uczucie moze stac sie
          kluczem do lepszego zycia i piekniejszych stosunkow z innymi ludzmi.
    • maria333 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 01:56
      Bardzo smutne i bardzo prawdziwe... Mnie już teraz przeraża wizja samotności, a
      nie mam dzieci i związki z mężczyznami też nie bardzo mi wychodzą...

      A jednocześnie wiem, że potrafię być udręką, gdy gryzą mnie moje własne lęki i
      bóle - i nie wiem, kto to by wytrzymał...

      JAk pisała Luise Hay - w szkołach powinni uczyć kontaktu z drugim człowiekiem i
      umiejętności współżycia, bo bardziej to w życiu przydatne niż dat i suche fakty....
      • noise213 a mnie się wydaje... 28.03.08, 03:27
        a mnie się wydaje..
        że najlepiej jest liczyć na siebie
        zarobić odpowiednią ilość pieniędzy
        a potem nie martwić się na starość :DD
        XD

        na marginesie:
        moi angielscy koledzy z pracy rozmawiają w kontekście starych ludzi: kto, kiedy umrze, ile forsy zostawi i kto to odziedziczy.

        Niesmaczne?

        Taki jest świat.
        Cóż, ludziom się wydaje, że relacje międzyludzkie są z reguły piękne i szlachetne. Nic bardziej mylnego.
        To jest szambo, wie to każdy intelignetny, silny wewnętrznie człowiek. Ci ludzie upychają to w nieświadomości.
        Natomiast ci słabi są 'zszokowani' szambem i po prostu nie wytrzymują tego psychicznie i tyle.
        Każdy napotyka na dokładnie te same problemy, ale różne ludzie je przeżywają.
        • babagolka Re: a mnie się wydaje... 28.03.08, 03:45
          no wlasnie,calkiem skadinad sluszne podejscie-zarobic tyle zeby sie
          swoja staroscia nie martwic,tylko sobie kogos do pomocy wynajac,jak
          rozumiem..obawiam sie jednak ze goryczy osamotnienia przez wlasna
          rodzine nie oslodza zadne pieniadze,nawet jesli mozna za nie kupic
          wygode.
          • letticina Re: a mnie się wydaje... 28.03.08, 13:43
            Widzialam w angielskim domu starcow zamoznych Anglikow. Samotnych.
            Cztery sciany, lazienka, kazdy kolejny dzien przed telewizorem. Sami
            ze swoim cierpieniem. Wiekszosc nie chciala zyc. Bogaci.
        • sniegbielszy Re: a mnie się wydaje... 28.03.08, 03:50
          Noise213, z Twojej wypowiedzi mozna wnosic, ze jestes jeszcze bardzo mlody i
          niedorosly emocjonalnie (przepraszam, ale ten wstep jest dla dobra dyskusji) -
          mianowicie, uwazasz, ze pieniadze zapewnia Ci szczesliwa starosc. Nic bardziej
          blednego! Sam piszesz, ze mlodzi rozmawiaja o starszych w kontekscie co po nich
          zostanie i kto i ile dziedziczy. Nie, stosunki miedzy ludzmi sa znacznie
          bardziej skomplikowane. Mowisz o "silnych" i "slabych". Uwierz mi, ze "slaby"
          przewaznie szczesliwiej i spokojniej zyje od tego "silnego". Na starosc liczy
          sie jeszcze cos co nazywa sie spokojnym sumieniem i satysfakcja ze swojego
          zycia. Nie tylko w ujeciu "ile mam na koncie".
          Pieniadze sa wazne o tyle, ze sa czescia zycia, ale nie powinny byc celem samym
          w sobie, bo zamienisz sie w smoka pilnujacego skarbu. Inni ludzie w Twoich
          oczach beda tylko tymi, ktorzy chca Ci ten skarb odebrac. Uzywanie pieniedzy to
          tez jest wielka sztuka.
      • mis22 Nauka współżycia z ludźmi w szkole 28.03.08, 08:13
        maria333 napisała:
        > w szkołach powinni uczyć kontaktu z drugim człowiekiem i
        > umiejętności współżycia, bo bardziej to w życiu przydatne niż daty
        > i suche fakty

        Masz całkowitą rację! Tylko jak przekonać nasze władze aby dzieci
        kształcić do życia w społeczeństwie, a nie wdrukowywać im
        nacjonalizm?
        • dalatata Re: Nauka współżycia z ludźmi w szkole 28.03.08, 15:18
          a pod tym sie podpisuje szczerze. dobry obywatel wedle dziesjszej
          szkoly to ten kto hymn zaspiewa, a nie ten, kto zworci uwage na to,
          ze nie ma podjazdu dal wozka inwalidzkiego, czy chce pomoc komus w
          potrzebie.

          a do tego wszystkiego nalezy odczarowac cala kwestie domow opieki,
          szpitali, hospicjow i nie wyrzucac ich poza nawias spoleczny. mam
          nadzieje ze jak bede stary, uda mi sie nie byc ciezarem dla moich
          dzeici.
      • okrent9 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 21:00
        maria333 napisała:

        w szkołach powinni uczyć kontaktu z drugim człowiekiem i
        > umiejętności współżycia, bo bardziej to w życiu przydatne niż dat
        i suche fakty

        Święta prawda. Może należałoby pisać petycje do ministerstwa
        edukacji, by takie zajęcia zacząć w szkołach wprowadzać.
    • babagolka Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 03:39
      Bardzo smutne i przygnebiajace te historie...mnie uderzylo w
      historii Barbary ze zaluje ze ma synow,a nie corki...i pomyslalam o
      sobie..ja mam dwoch,jeszcze malenkich synkow,i co?czy mam zyc w
      strachu ze oni mnie opuszcza na starosc?nie jestem idealna
      matka,nigdy nie bede-wlasnie ze wzgledu na te "toksycznosci" ktore
      niose ze soba w smutnym spadku wyniesionym z domu rodzinnego,ale
      staram sie im dac wszystko co tylko moge-milosc wyrazona przez czas
      i uwage im poswiecone,radosc z bycia razem,choc o to nie zawsze jest
      latwo,kiedy jestem zmeczona calodzienna opieka nad nimi...wiem,ze
      rozlicza mnie z mojego macierzystwa...i boje sie ze moge
      nie "zaliczyc" tego egzaminu,bo w ich odczuciu nie dam im tego czego
      potrzebowali.a fakt ze daje im tyle ile jestem w stanie a nawet
      wiecej,i ze jest to dla mnie niesamowicie wymagajaca praca,nie
      bedzie sie dla nich zbytnio pewnie liczyl..wdziecznosc-opieka nad
      swoim starym i juz niesamodzielnym rodzicem jest chyba najlepszym
      jej dowodem i przejawem.moi rodzice sa jeszcze w miare mlodzi i
      samodzielni,ale,pomimo ze tez nie byli idealni,jest we mnie gotowosc
      i chec zeby sie nimi zaopiekowac.
      • hesia3 Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 08:10
        Dziekuję... zadzwonie do mamy
      • lulo_aiesec Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 14:55
        Wychodzi więc na to, że córka miałaby "psi obowiązek" zajmowania się matką tylko
        dlatego, że jest córką.

        Denerwuje mnie takie podejście wielu starszych kobiet. Mają syna, lub synów,
        którzy się matką nie zajmują. A matki boleją, że "gdyby miały córke to było bo
        inaczej, by sie nią zajmowała".Już widzę jak by ta córka miała zniszczone życie.
      • okrent9 do babagolki 28.03.08, 21:08
        Od początku oczekuj od swoich synów szacunku. Naucz ich jak
        najwcześniej, by dbali sami o siebie - w tym sensie, żeby potrafili
        sami sobie przygotować jedzenie, czyste ubranie, itd. Tylko jeśli
        nauczą się tego od własnej matki i w młodym wieku zrozumieją, że
        takie niby proste, prozaiczne, codzienne czynności wymagają
        poświęcenia czasu, pewnych umiejętności, a także zrezygnowania z
        przyjemności. Wtedy uświadomią sobie, że jeśli robi to dla nich ktoś
        inny, należy mu się WDZIĘCZNOŚĆ albo zapłata. To bardzo ważne.
        • lucyna_n Re: do okrent 29.10.09, 19:56
          robienie czegokolwiek dla kogokolwiek po to żeby otrzymać "wdzięczność" jest z
          założenia błędne.
          Takim oczekiwaniem wdzięczności można "zabić" całkiem przyzwoicie się
          zachowujące dziecko, niektórzy rodzice nie znają granic i oczekują wdzięczności
          np za koszmarne lata dzieciństwa tylko dlatego że dali życie. Przecież dzieci
          nie proszą się na świat, jak ktoś je ma to ma wobec nich powinność i
          bezwarunkowo powinien się nimi zajmować a nie w jakimś dziwnym oczekiwaniu na
          wdzięczność żyć.

          Nie wiem czy w którejkolwiek z opisanych historii widzę niewinną staruszkę. Moim
          zdaniem te kobiety w dużej mierze same sobie zgotowały ten los, dokonały pewnych
          wyborów z którymi bądź co bądź było im wygodnie przez większą część życia, miały
          do tego prawo, ale też muszą ponieść ich konsekwencje. One przecież dobrze
          wiedzą dlaczego są samotne, to nei stało się całkiem bezwiednie, z zaskoczenia.

          W złe synowe i dobre teściowe osobiście nie wierzę, to raczej matki nie potrafią
          się pogodzić z tym że syn wydoroślał niż synowe nie dostrzegają potrzeb matek
          swoich mężów. Owszem większość synowych na początku bardzo się stara o jak
          najlepsze relacje ale to przeważnie długo nie trwa bo mamuśka tak da popalić że
          nei pozostaje nic innego jak się odizolować w celu ratowania swojej psychiki a
          często małżeństwa.
    • allspice Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 08:37
      Nie ma dobrej recepty na starość...ani miłość,ani dzieci,ani majątek
      - nie udała się Panu Bogu starość:(
      • dragon_fruit Re: Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.03.08, 09:47
        allspice napisała:

        > Nie ma dobrej recepty na starość...ani miłość,ani dzieci,ani
        majątek
        > - nie udała się Panu Bogu starość:(

        taaaaaaa ludziom sie udała
    • bruna6 Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 28.03.08, 11:15
      Te panie sa w wieku Bartoszewskiego, jakze rozne losy jednak, mimo
      ze jedna z tych pan byla tez w Powstaniu, jakze rozne podejscie do
      zycia.
      Moze to wciaz poklosie trendu, ktory przed wojna wplywal na
      uksztaltowanie psychiki dzieciecej, czyli zlogi tzw. "Czarnej
      pedagogiki"? Przeciez te bloki uczuciowe, ten calkowity brak
      empatii, wyniosl Hitlera do wladzy w najbardziej kulturalnym
      panstwie Europy, przeciez i w Polsce, poronce chowano pod czarnym
      bzem, a dziecko to bylo dodatkowe rece do pracy w gospodarstwie
      ewentualnie "Bog dal, Bog zabral", a skad wziela pogardliwa
      nazwa "gowniarz", "smarkacz" ? Nie bylo szacunku dla dzieci, Korczak
      cos probowal przelamac, ale dopiero teraz dzieci sa jako osoby
      postrzegane.
      • chochlik5 Re: Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 28.03.08, 15:40
        Właśnie mamy internet. Internet jest dostępny aktualnie również dla
        starszych ludzi. Jestem prawie w wieku Bartoszewskiego. Przeżyłam
        wiele zawirowań historii. Losy starych ludzi są zależne od ich
        stosunku do społeczeństwa, do rodziny. Nie mozna za jedyny cel po
        zakończeniu kieratu obowiązków uważać czekania na śmierć. Trzeba coś
        po cobie zostawić. Tym spadkiem powinny być dobre, oparte na miłości
        i szacunku wspomnienia. Na to trzeba zarabiać przez całe życie. W
        zachowaniu sprawności tak fizycznej jak i intelektualnej pomagają
        Uniwersytety III Wieku z różnymi kierunkami zainteresowań. Ja między
        innymi przeszłm Na U3W kurs korzystania z komputera i internetu.
        Na pewno trudno jest opiekować się starcem z demencją, ale czy można
        z czystyn symieniem zcedować swoje obowiązki względem tego kto
        pielęgnowal Ciebie z nadzieja że bedziesz przedłuzeniem jego życia
        na osoby obojętne , zimne, nieczułe. Twoje dzieci to przedłuzenie
        Twego życia. Czy świadomie godzisz się na to, że gdy już nie
        będziesz mógł im nic dać,nie będziesz im potrzebny, oni Ciebie
        wyrzucą na śmietnik?
        • bruna6 Re: Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 28.03.08, 16:26
          Starsi ludzie musza miec wycwiczone i wciaz chlonne umysly, zeby
          siegnac po internet. W domu mojej tesciowej nie ma ksiazek, siedzi
          samotna z telewizorem, narzeka, narzeka, narzeka. Kto kocha ksiazki,
          nie bedzie tak samotny. A jest zaledwie po 50, zachowuje sie jak
          staruszka, owszem troche jej zycie dogryzlo, ale to sie tez bierze z
          wnetrza,z domu, z przyzwyczajen. Ksiazki w jej domu tylko mezczyzni
          czytali, a jej matka krazyla po kuchni.
          Boje sie tylko jednego, ze wzrok bede miala za slaby do posiadowek
          przed laptopem, mimo ze teraz, w wieku prawie 40 lat, nie nosze
          jeszcze okularow. Technika idzie do przodu i trzeba isc z nia krok w
          krok, moze i na to znajdzie sie sposob.
          • sniegbielszy Re: Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 02.04.08, 20:27
            bruna6 napisała:Boje sie tylko jednego, ze wzrok bede miala za slaby do
            posiadowek przed laptopem, mimo ze teraz, w wieku prawie 40 lat, nie nosze
            jeszcze okularow.>

            Czlowieku, w wieku 40 lat to sie zaczyna dopiero zycie! Czesto kobiety rodza
            swoje pierwsze dziecko, a Ty mowisz tak jakbys stala nad grobem. Dajze spokoj i
            nie zapedzaj sie w depresje. Co Ty mozesz dac innym jesli sama na gwalt
            potrzebujesz pomocy! Wiecej optymizmu i wiary w siebie - 50 lat dzisiaj to tyle
            co 35 dwadziescia lat temu! Wez sie w garsc!:)
            • bruna6 Re: Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 04.04.08, 11:57
              Chyba nie zrozumialas, martwie sie tym, ze jak bede miala 80 lat
              wzrok moze byc duzo slabszy niz dzis, a wiec czytanie i internet
              moga byc troche mniej dostepne. Ja jestem typem "wieczna dziewczyna"
              i tez mysle o ciazy w okolicy 40, drugiej ciazy, bo juz mam syna.
              • sniegbielszy Re: Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 04.04.08, 16:56
                moze rzeczywiscie nie zlapalam sensu Twojego postu. Sorry. Nie zamartwiaj sie
                jednak tym co bedzie kiedy Ty bedziesz miec 80 lat. W sumie, nie masz na to zbyt
                wielkiego wplywu (nikt nie ma), a zatruwasz sobie swoje zdrowe i piekne lata teraz.
                Gdybym mogla powtorzyc swoje zycie to przede wszystkim wykreslilabym martwienie
                sie na zapas. Wiecej natomiast dbalabym o siebie (oczywiscie nie kosztem
                innych), ale np. zawsze pracowalabym w rekawiczkach, nie opalalabym sie no i
                staralabym sie zyc w mniejszym stresie wlasnie tak bardziej lekko.
                Pozdrawiam - tez "zawsze dziewczyna":)
              • kaiteki Re: Mamy internet, nasza starosc moze byc inna!? 14.11.09, 18:28
                "wieczna dziewczyno", za 10 lat kupisz sobie pare nowych galek
                ocznych wyprodukowanychz komurek macierzystych twojej skory. Glowa
                do gory to ni zane science fiction.
    • temeko1 Jak zasłużyłam na samotną starość? 31.03.08, 09:22
      mam wrażenie, że nie odpisał nikt w moim wieku, jedynie młodzież,
      która na razie jest tylko synem/córką. Chciałabym wiedzieć, jak
      zmienią się Wasze poglądy za 20 - 25 lat, gdy powiecie - no przecież
      robiliśmy dla nich (Wazsych dorosłych wtedy dzieci) wszystko - i
      każdy z Was powie to samo, chociaż to nigdy nie będzie znaczyło to
      samo.
      Już teraz widać po komentarzach, że niewiele w Was współczucia,
      wyrozumiałości, tolerancji - to na pewno "one" są winne. To tak jak
      z rozwodem - nigdy nie jest winna tylko jedna strona
    • tess.k Jak zasłużyłam na samotną starość? 31.03.08, 22:49
      Zgadzam się, że nie ma chyba recepty jak nie być samotnym. Całe
      życie próbuję nie być samotna. Z różnym skutkiem. Mam 40 lat, nie
      mam własnej rodziny i już teraz z trwogą myślę o starości.Wiem że
      aby coć dostać trzeba cos dać i staram sie te zasadę stosować w
      życiu. Nie jestem skonfliktowania z ludzmi, mam przyjaciół,dobre
      stosunki w pracy, znajomych, zainteresowania ale i tak odczuwam
      samotność. Z czasem robi się wokół mnie "luznej"-mniej znajomych,
      okazji do spotkań, przyjaciele sie wykruszają.Nie jestem pewna czy
      szukac winy w sobie czy też w okolicznościach życiowych.Odnoszę
      wrażenie iż osoby samotne są niezbyt chętnie widziane w
      towarzystwie.I to nie z konkretnego powodu lecz tak po prostu; nikt
      jej nie chce to widocznie coś z nią jest nie tak,jest sama więc na
      pewno będzie oczekiwała zbyt wiele, nie ma nikogo bo ma zbyt duże
      wymagania....wszyscy to znamy. Jestem zdrowa, samodzielna, w miare
      młoda i jakoś teraz sobie z tym radzę,ale co będzie za 20-30lat gdy
      dopadnie mnie może dziwactwo, choroba, zgorzknienie, przypadłości
      tak typowe dla wieku starczego.Spotykając starego człowieka staram
      sie mieć dla niego dużo cierpliwosci i wyrozumialości bo nie wiem
      jak będzie wyglądać moja starość. Czasem myślę, że wolałabym jej nie
      dożyć...
      • mis22 Zagrożenia dla małżeństw ze strony samotnych 02.04.08, 14:33
        tess.k napisała:
        > Odnoszę wrażenie iż osoby samotne są niezbyt chętnie widziane w
        > towarzystwie.

        1. Jest ryzyko, że możesz odbić męża.
        2. Rodziny mają inne problemy niż osoby samotne.

        To są dwa powody, dla których znajome mi rodziny nie zapraszają
        samotnych. Musisz znaleźć partnera lub partnerkę. To ostatnie powoli
        w Polsce będzie też akceptowane. Inna możliwość - wstąp do zakonu.
        Tam znajdziesz podobnych sobie ludzi.
        • tess.k Re: Zagrożenia dla małżeństw ze strony samotnych 02.04.08, 19:08

          Nie mam zamiaru iść do zakonu i myślę,że nie tam znajdują się osoby
          z takimi samymi problemami jak moje. To takie typowe myślenie:jest
          sama to na pewno poluje na czyjegoś męża. Otóż wyobaz sobie,że nie.
          Żonaty mężczyzna to nie taka atrakcja jakby sie mogło niektórym
          żonom wydawać. Dobry partner to nie artykuł spożywczy;zawsze do
          kupienia w sklepie, do wyboru do koloru. Może się o tym przekonasz
          jak i tobie namiesza się w życiu. Nie wszystko zależy od naszej
          woli. I ty możesz być kiedyś sam/a. To bardziej prawdopodobne niż ci
          sie zdaje i obyś mógł/a wtedy liczyc na przyjaciół
    • tirri_smialek ja też nie lubię dotykać Heńka 01.04.08, 23:47
      Świetnie rozumiem Panią Helenę - też nie lubię dotykać Heńka
      • sniegbielszy Re: ja też nie lubię dotykać Heńka 02.04.08, 20:28
        :))))))))))))))))) Dobre! - przejdzie do klasyki!:)))))))))))
    • wowo30 Jak zasłużyłam na samotną starość? 02.04.08, 00:50
      Aż się płakać chce...
    • acer100 Jak zasłużyłam na samotną starość? 22.11.08, 00:01
      Mam 57 lat i bardzo boję się starości,zawsze byłam bardzo aktywna,a
      teraz jestem bardzo chora i jest coraz gorzej .Starsza córka żle
      układa sobie życie i jest w stosunku do mnie bardzo obojętna,nie
      sądzę ,aby podała mi tę przysłowiową szklankę wody na starość.Druga
      jest od dawna bardzo chora ,myślę,że to ja będę się zawsze nią
      zajmować ,a nie ona mną. Kiedy poczuję ,że już nieodwracalnie
      niedołężnieję i potrzebuję pomocy innych,/a niestety nie ma w Polsce
      eutanazji/chciałabym znależć w sobie siłę,żebym mogła sama zakończyć
      moje życie.
    • justyna04 Jak zasłużyłam .... Dziękuję za artykuł 28.10.09, 12:37
      Bardzo dziękuję za te wypowiedzi. Opiekuję się 87-letnią babcią. Ma i dzieci i
      wnuki i prawnuki, ale z jakiegoś powodu rodzina o niej zapomina. Trudna jest
      ta opieka bo i ja nie mam czasu, żeby z nią przebywać tyle ile by chciała.
      Kiedy zaczyna mi płakać (ostatnio coraz częściej - wiadomo jesień i depresja)
      czuję złość - bo nie umiem jej pomóc.
      Wypowiedzi tych staruszek - dały mi trochę siły i zrozumienia.
    • milet1 Odpowiedź jest bardzo prosta, 28.10.09, 14:15
      Jesteśmy samotni, gdy umiera nasze pokolenie. Moja babcia była potwornie
      samotna, nie dlatego, ze nie miała rodziny, ale dlatego, ze umarli jej
      rówieśnicy. Dzieci, ani tym bardziej wnuki - nie zapełnią pustki, bo nie mogą.
      Dlatego szukajcie przyjaciół w każdym wieku.
    • sarahsarah Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.10.09, 15:14
      tak, mnie tez uderzylo w historii pani Barbary, ze zaluje, ze ma synow a nie corki, i zapytalabym ja, dlaczego automatycznie usprawiedliwia synow, natomiast w roli opiekunek najcheteniej widzialaby obce sobie osoby, czyli ich zony???
    • bertrada Jak zasłużyłam na samotną starość? 28.10.09, 15:17
      To wszystko przez to, że system opieki i leczenia psychiatrycznego jest w
      powijakach. Parafrazując tekst z pewnego filmu, tym paniom naprawdę nic nie
      jest z czym nie poradziłby sobie głupi prozac. I powinien on być podany nie
      teraz, tylko co najmniej 50lat wcześniej.

      Ludzie mają to do siebie, że uciekają od osób, które mają skomplikowaną
      psychikę. Z dobrego domu nikt nie ucieka, od fajnej matki i babci dzieci się
      nie odsuwają. Nie można liczyć na to, że młode pokolenie okaże się litościwe
      albo będzie miało wybujałe poczucie obowiązku i zaciśnie zęby, przyklei sobie
      uśmiech do twarzy i będzie niańczyć znienawidzoną seniorkę. Zwłaszcza jak
      odziedziczy po rodzicach zaburzenia psychiczne, przez które też będzie
      kalekami życiowymi.
    • abhaod "Boję się, że umrę i nikt nie będzie wiedział. " 28.10.09, 18:12
      a czegu tu się bać, że innym będzie śmierdziało ? ich problem :)
      • 48xmax1 Re: A ja marze o domu starcow...na starosc 14.03.10, 15:11
        www.augustinum-wohnstifte.de/html/bna_rundgang.htm
        Ale takim i mam tam rezerwacje;) Niestety komunizm przewalil
        wszystko...kogo w Polsce stac na godziwa "wlasna" starosc??? No
        wlasnie w komunie wszystko smierdzi: ubikacje publiczne i kolejowe
        jako symbol:(
Pełna wersja