Tysiące podpisów przeciw sześciolatkom w szkołach

    • yayka Nie skarżymy- PYTAMY. 02.06.08, 14:14
      Żeby było jasne:
      1. Nie skarżymy tylko pytamy RPO o opinię w sprawie reformy.
      Niestety MEN nie przewidział ani spotkań z rodzicami ani nie
      odpowiada na maile, listy i zapytania- wsytąpienia medialne Hall
      ze zmiennymi poglądami na temat reformy i padające tam ogólniki
      nie są dla nas merytoryczną rozmową.

      2. Minister Hall lekceważy rodziców i dzieci, ale my rodzice nie
      lekcewaźżymy swoich rodzicelksich obowiązków i chcemy zapewnień,
      że dzieci będą miały albo tak samo jak w przedszkolu (warunki
      lokalowe, żwyieniowe i opieka) albo lepiej a nie- GORZEJ.

      3. Nie protestujemy przeciwko 6-latkom w szkołach tylko przeciwko
      obecnemu projektowi reformy.

      3. Uważamy, że 6-latki mogą chodzić do szkoły- jeśli byłyby
      przygotowane wcześniejszą obowiązkową zerówką.

      4. Uważamy, że publiczna szkoła podstawowa może być dobrą szkołą i
      dla 6-letnich maluchów i dla innych dzieci, jeśli tylko będzie w
      niej coś więcej niż dobre chęci i ciężka praca nauczycieli oraz
      finansowanie przez rodziców kredy i papieru toaletowego.
      Czas przestać wierzyć, że wystarczy chcieć, że i tak jesteśmy
      lepsi od innych krajów choć biedniejsi i z dumą pokazywać dyplomy
      uczniów na tle starych ławek i koszmarnych boisk szkolnych.

      Nasze dzieci, nasza praca, nasze podatki, nasza droga do
      demokracji są warte tego, żeby rodziców i dzieci traktować jak
      obywateli-partnerów-wyborców i mieć pomysły na nasze życie
      bardziej długofalowe niż kilkuletni tryb wyborczy. My nie chcemy
      być rządzeni, my chcemy jako społeczeństwo mieć rząd, który
      będzie reprezentował i dbał o nasze (dorosłych i dzieci)
      interesy. O swój niech zadba na końcu, w przeciwnym razie
      będziemy protestować. Nasi rodzice z pokolenia PO nauczyli nas,
      że warto nie rezygnować z prawa do decydowania o swoim życiu:-))).

      pełna treść listu do RPO na www.szeciolatki.tox.pl
      Maja MK
    • moni2000 Tysiące podpisów przeciw sześciolatkom w szkołach 02.06.08, 14:28
      Ja podpisałam się pod tym protestem. Nie uważam, ze polskie szkoły są choć w
      najmniejszym stopniu przygotowane na przyjęcie tak małych dzieci, i uczyni im
      się w ten sposób więcej szkody niż pożytku. Hasło o wyrównaniu szans
      edukacyjnych tylko dobrze brzmi, w praktyce nic za tym nie idzie. Takie szanse o
      wiele lepiej wyrównywać przez umożliwienie dzieciom dostępu do przedszkoli, a
      jak z tym jest wszyscy wiemy.
      Nie odnosiłabym się też bezkrytycznie do doświadczeń innych krajów z młodszymi
      dziećmi. Sama nie tak dawno czytałam artykuły o rozpaczliwym stanie publicznej
      oświaty w Wielkiej Brytanii (dzieci od 5 roku życia w szkole). Są kraje gdzie
      jest to 7 rok życia i takich lamentów nie ma.
    • kylax Bardzo dobry pomysl. 02.06.08, 22:22
      1. Mlodsze dziecko jest bardziej chlonne od starszego, a co za tym idzie ma
      dodatkowy okres na nauke podstaw, dzieki czemu zyskuje bonus, w postaci
      zwiekszonej ilosci czasu, na poszerzanie swej wiedzy.

      2. Dziecko NIE MOZE zyc pod kloszem rodzicow, gdyz tworzy to nieporadnych
      zyciowo, mlodych niedorajdow, jakich pelno mamy w Polsce.

      3. Proces socjalizacji powinien zaczynac sie jak najszybciej. W przeszlosci
      rodzice pragneli, aby ich dzieci jak najszybciej przechodzily kolejne stopnie w
      drabinie spolecznej.

      4. Wspolczesne spoleczenstwo to spoleczenstwo jedynakow, a jedynacy najczesciej
      sa rozpieszczani przez swych rodzicieli, co nie wyjdzie im na dobre.
      • tuitam_online Re: Bardzo dobry pomysl. 02.06.08, 22:35
        kylax napisał:

        > 1. Mlodsze dziecko jest bardziej chlonne od starszego, a co za tym
        idzie ma
        > dodatkowy okres na nauke podstaw, dzieki czemu zyskuje bonus, w
        postaci
        > zwiekszonej ilosci czasu, na poszerzanie swej wiedzy.
        Przecież cykl edukacyjny nie zostanie wydłużony. Czasu będzie tyle
        samo. To może zacznijmy posyłać do szkoły oseski (te z grudnia póją
        we wrześniu w brzuchu mamy) - grunt , że wszyscy będą mieli równe
        szanse zostania idiotami.

        > 2. Dziecko NIE MOZE zyc pod kloszem rodzicow, gdyz tworzy to
        nieporadnych zyciowo, mlodych niedorajdow, jakich pelno mamy w
        Polsce.

        Tak jest, dzieci najlepiej od razu do domu dziecka.
        >
        > 3. Proces socjalizacji powinien zaczynac sie jak najszybciej. W
        przeszlosci rodzice pragneli, aby ich dzieci jak najszybciej
        przechodzily kolejne stopnie w
        > drabinie spolecznej.
        Mógłbyś podać jakieś uzasadnienie tego twierdzenia?


        >
        > 4. Wspolczesne spoleczenstwo to spoleczenstwo jedynakow, a
        jedynacy najczesciej
        > sa rozpieszczani przez swych rodzicieli, co nie wyjdzie im na
        dobre.
        I dlatego najlepiej wszystkich równo zgnoić - i jedynaków, i
        niejedynaków?
        • kylax Odpowiadam na Twoje uwagi. 02.06.08, 22:57
          > Przecież cykl edukacyjny nie zostanie wydłużony. Czasu będzie tyle
          > samo. To może zacznijmy posyłać do szkoły oseski (te z grudnia póją
          > we wrześniu w brzuchu mamy) - grunt , że wszyscy będą mieli równe
          > szanse zostania idiotami.
          >

          Ten jeden rok wydluzy cykl edukacyjny. A jezeli projekt rzadowy tego nie
          przewiduje, to nalezy go zmienic tak, aby ten fakt uwzglednial.

          > Tak jest, dzieci najlepiej od razu do domu dziecka.

          Idealem cywilizacji sa hiszpanscy 30-latkowie, ciagle nie majacy rodziny i
          mieszkajacy z rodzicami???????????? 18 lat to granica, po ktorej mlody czlowiek
          powinien wyprowadzac sie od rodzicow. To tworzyloby zdrowe spoleczenstwo.

          > Mógłbyś podać jakieś uzasadnienie tego twierdzenia?

          Przez caly okres trwania cywilizacji, w roznych kulturach byl ustalony wiek lub
          rozne rytualy, po osiagnieciu/przejsciu ktorych mlody czlowiek zostawal uznawany
          za w pelni doroslego i nawet nastepnego dnia mogl zostac przywodca danej
          spolecznosci. Rodzice pecznieli z dumy, gdy ich potomkowie stawali sie dorosli.
          W dzisiejszej cywiliacji mamy wyzelowanych maminsynkow i rozwrzeszczane
          coreczki, ktorzy popelniaja samobojstwa z powodu bzdur typu nieszczesliwa
          milosc, niezdany egzamin i inne blachostki.

          > I dlatego najlepiej wszystkich równo zgnoić - i jedynaków, i
          > niejedynaków?

          Nie pisalem nic o gnojeniu, po prostu stwierdzilem fakt, ze jedynactwo to
          szkodzenie wlasnemu dziecku.
          • tuitam_online Re: Odpowiadam na Twoje uwagi. 02.06.08, 23:58
            Gdzie w projekcie MEN masz wydłużenie cyklu edukacyjnego? Bo imho
            nadal są klasy I-III, IV-VI w podstawówce itd. Nie ma tylko zerówki.
            Po prostu 6-latki pójdą do I klasy i rok wcześniej zdadzą maturę.
            Jeśli ma być inaczej to pokaż mi gdzie to jest napisane.

            > Idealem cywilizacji sa hiszpanscy 30-latkowie, ciagle nie majacy
            rodziny i mieszkajacy z rodzicami????????????
            Ten obraz to mi się z Włochami kojarzy. Na pewno chodzi o Hiszpanię?

            > 18 lat to granica, po ktorej mlody czlowiek powinien wyprowadzac
            sie od rodzicow.
            I zacząć zarabiać na studia, wynajem mieszkania, życie i tzw
            rozrywkę. Obstawiam, że początkowo skończyłoby się głównie na
            rozrywce ;-)
            >To tworzyloby zdrowe spoleczenstwo.
            Zdrowe, mieszkające na świeżym powietrzu pod mostem. Co by może
            nawet współgrało z "rytuałami" (vide niżej)

            >Rodzice pecznieli z dumy, gdy ich potomkowie stawali sie dorosli.
            Zapewne, ale teraz mamy inne rytuały i inne zwyczaje...Nie chcemy
            chyba cofać się w epokę kamienia łupanego. Ja tam nie mam wcale
            ochoty mieć tuzina dzieci, zbierać dla nich dżdżownic jako pokarmu
            wysokobiałkowego i czekać aż mój dzielny facet z naszyjnikiem z
            niedźwiedzich pazurów przyniesie mi tura na pieczeń.

            > W dzisiejszej cywiliacji mamy wyzelowanych maminsynkow i
            rozwrzeszczane
            > coreczki, ktorzy popelniaja samobojstwa z powodu bzdur typu
            nieszczesliwa
            > milosc, niezdany egzamin i inne blachostki.
            Taa, i pójście rok wcześniej do szkoły to zmieni? Nie wpłynie też to
            zapewne na to, że te dzieci przestaną być jedynakami.
            • kylax Widze, ze pragniesz upadku Zachodu. 03.06.08, 00:11
              Widzisz, w takich krajach islamskich 19-latek zostaje przywodca najwiekszej
              partii politycznej w panstwie (Pakistan) lub dumnym ojcem, a moze nawet dowodca
              partyzantki.

              I nie chodzi mi o to, ze mamy prowadzic wojny, ale przetrwanie cywilizacji
              zalezy od silnych mezczyzn i silnych kobiet, a wspolczesna Europa to bezdzietna,
              roszczeniowa i niesamodzielna jedza, ktora cierpi na omamy dotyczace jej
              rzekomej 'potegi'.
              Pogadamy za 30 lat, mam nadzieje, ze intensywnie zglebiasz nauki Mahometa.
              • undomestic_goddess Re: Widze, ze pragniesz upadku Zachodu. 03.06.08, 08:48
                > I nie chodzi mi o to, ze mamy prowadzic wojny, ale przetrwanie
                cywilizacji
                > zalezy od silnych mezczyzn i silnych kobiet, a wspolczesna Europa
                to bezdzietna
                > ,
                > roszczeniowa i niesamodzielna jedza, ktora cierpi na omamy
                dotyczace jej
                > rzekomej 'potegi'.
                > Pogadamy za 30 lat, mam nadzieje, ze intensywnie zglebiasz nauki
                Mahometa.

                Spoleczenstwo bedzie silne, jesli silna bedzie rodzina, a poki co
                rzad robi wszystko, co tylko moze, by ja oslabic. Przy czym
                zakladam, ze pojecie silnej rodziny dzis to nie to samo, co silna
                rodzina w przeszlosci.

                Mysle o rodzinie, w ktorej dziecko/dzieci maja rodzicow, ktorzy
                je/ich wychowuja, w ktorej obecny jest ojciec, ktory nie ucieka
                przed zmienianiem pieluch i umie obslugiwac pralke, a matka moze
                pracowac i nie jest obywatelem drugiej kategorii, a do tego system
                nie mowi rodzicom, ze wie lepiej, co dla ich dzieci jest lepsze
                (pomijam patologie podpadajace pod kodeks karny).

                Druga rzecz - nie jest nagannym edukowanie 6-latkow, nietrafiony
                jest sposob, w jaki MEN chce to przeprowadzic, bo o fali w szkolach
                podstawowych kazdy slyszal, teraz jedynie, by nowej reformie zrobic
                dobry PR nie pisze sie o tym.

                Nie zgadzam sie, by tak male dzieci trafily do szkolnych lawek z
                obecnym programem, zeby moje dziecko z 2002 bylo ograniczane w
                rozwoju i nudzilo sie w pierwszej klasie powtarzajac z rocznikiem
                2003 ten sam program. Nie zgadzam sie na przeladowane szkoly, brak
                miejsc w liceach i na studiach, zmeczonych i sfrustrowanych
                nauczycieli i de facto spisanie na straty 2 rocznikow NASZYCH dzieci.

                A co do socjalizowania, to poki system wie lepiej i pozwala na
                katowanie dzieci, niech sie nie wypowiada w kwestiach lzejszych
                takich jak wychowywanie, bo poki dzieci nie maja zapewnionej
                nietykalnosci cielesnej jako podstawy, to inne proby reformowania
                tej diedziny sa dla mnie dzialalnoscia namiastkowa, bezsensowna i na
                pokaz.

                Ta reforma uderza w cale spoleczenstwo, ale przede wszystkim w moje
                dziecko, z ktorego p Hall chce sobie zrobic krolika doswiadczalnego.

                Moze socjalizowanie dzieci zaczac od obowiazku przedszkolnego dla 4-
                latkow?
    • tuitam_online Ankieta na stronie MEN 02.06.08, 23:34
      www1.reformaprogramowa.men.gov.pl/
      Jak się poklika w te piękne obrazki to można sobie poczytać nt zmian
      oraz wypełnić ankietę.
      • gobi05 ta reforma nic nie reformuje 10.06.08, 14:16
        www1.reformaprogramowa.men.gov.pl/pobierz.php?f=opis_planowanych_zmian.pdf

        Szkoła przyjaźnie wymagająca
        REFORMA PROGRAMOWA
        Opis zmian potrzebnych w systemie edukacji

        Jak widać na pierwszej stronie projektu reformy programowej
        dotyczy ona całego systemu edukacji. Jest to bardzo ważny
        fakt ponieważ edukacja to nie tylko szkolnictwo, ale również
        szkoły wyższe, Zakłady Doskonalenia Zawodowego i rozmaite
        firmy prowadzące kursy i wystawiające certyfikaty.

        Mamy rozmaite podmioty prowadzące usługi edukacyjne
        i spodziewamy się, że system edukacji uwzględnia całość.
        Projekt jednak skupia się na zmianach organizacyjnych
        i podstawie programowej od przedszkola po szkoły
        ponadgimnazjalne. Tak wiec nie mamy tu do czynienia
        z reformą systemu edukacji ale szkolnictwa powszechnego.
        Czy to źle? Bardzo źle, ponieważ zmiany mają dotyczyć
        działania szkół (głównie państwowych) a nie efektów
        nauczania. Usługa ma być taka sama, tylko inaczej opisana.
        Ta reforma nic nie reformuje.

        Slogan "szkoła przyjaźnie wymagająca" ma sugerować
        bezpieczeństwo ucznia i wysoki poziom nauczania.
        To niestety tylko reklama, by nie rzec kłamstwo.
        - Szkoła nie stanie się przyjazna dla rodziców,
        bo jakoś nie widać stosownych przepisów. Rodzice
        mają mieć możliwość zapisania dziecka do świetlicy
        (również na czas ferii) - to dobrze, ale w tym celu
        nie trzeba robić aż reformy.
        - Rodzice mają brać udział w konstruowaniu szkolnego
        programu wychowawczego, konstruowanego w oparciu
        o "diagnozę problemów wychowawczych w szkole"!
        Czy naprawdę wychowanie ma na celu zwalczanie problemów?
        Zawsze myślałem, że wychowujemy do czegoś: do dorosłego
        życia, do umiejętnego zarządzania czasem itp. Teraz jednak
        widzę, że wychowanie to "wypracowane przez społeczność
        szkolną wartości, tradycja szkolna, obyczaje i uroczystości,
        problemy środowiska szkolnego". Nie ma się co dziwić,
        bo szkolne "wychowywanie" będzie takie samo, jak do tej pory
        (Rady Rodziców). Czy trzeba w tym celu aż robić reformę?
        - Bezpieczeństwo dzieci nie poprawi się, ponieważ nie ma
        żadnych przesłanek ku zmianom. Sześciolatki wcześniej
        poczują jak to jest w szkolnym molochu.
        - Darmowe podręczniki - czy do tego trzeba reformy??
        - Równy dostęp do edukacji - to było dobre hasło w XIX wieku,
        ale teraz? Na ile ten dostęp jest nierówny? Że niektóre
        dzieci chodzą do przedszkola, a inne nie? To może by
        najpierw wprowadzić refundację opłat za przedszkole?
        Mniej mącenia, a efekt podobny - więcej dzieci zostanie
        zagonionych do placówek. Zauważmy, że pierwszy wykres
        (nazwany "Wykres 2. Liczba dzieci w wieku 6 lat w latach
        2004-2015") jest kłamliwy: słupek rocznika 2005 odpowiada
        wartości 38 tysięcy i ma wysokość taką jak złożenie słupków
        roczników 2008 i 2009 - odpowiednio 35 oraz 34,8 tysięcy.
        Pamiętajmy, że 35+34,8=69,8 i jest O WIELE WIĘKSZĄ liczbą,
        niż 38! Ordynarna manipulacja przykrywająca fakt,
        że w przełomowym roku szkoły podstawowe borykać się będą
        z potwornymi problemami w imię niepotrzebnej reformy.
        Szkoły mnie niespecjalnie obchodzą, ale dzieci szkoda.
        (to był pierwszy akapit pierwszego rozdziału)

        Przesłanki reformy:
        - Skuteczniejsze wyrównywanie szans edukacyjnych przez
        zapewnienie lepszego dostępu najmłodszych dzieci do edukacji.
        "Bardzo mądre głowy" zakładają, że wszystkie dzieci są
        jednakowe i jeśli zagonimy je w tym samym wieku do ławek,
        to będą się jednakowo łatwo uczyć. To podobnie jakbyśmy
        je ubrali w jednakowe mundurki i oczekiwali, że będą
        uczyć się jednakowo chętnie. To bzdura! Poza tym "lepszy"
        nie znaczy jednakowy. Czyli od początku wiadomo, że szanse
        nie będą wyrównywane.

        - Poprawa efektów kształcenia na dwóch ostatnich etapach
        edukacyjnych.
        Jaki jest związek zebrania sześciolatków i siedmiolatków
        w jednej klasie z poprawą efektów kształcenia w liceum
        albo z wprowadzeniem zajęć modułowych "z puli zajęć
        rozwijających"? Czy dodanie obowiązków uczniom wymaga
        aż reformy edukacji? Nie można po prostu ZAPROPONOWAĆ
        uczniom ciekawe zajęcia prowadzone przez dobrze
        przygotowanych ludzi?

        - Podniesienie rangi nauczania języków obcych w polskich
        szkołach.
        Dwa języki obce - już mi sie odechciało tego komentować.
        To ma być ta "wymagająca" szkoła. Jeden język, czy pięć -
        jaka to różnica, skoro efekty są żałosne? Pieniędzy,
        pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy brakuje! Nie tędy droga...

        - Wdrożenie elastyczniejszego modelu kształcenia, lepiej
        dopasowanego do indywidualnych potrzeb i zdolności uczniów.
        To mają być te zajęcia modułowe? Wyjdzie jak zwykle...
        Obym był złym prorokiem.
        (To był drugi akapit pierwszego rozdziału)

        I jeszcze ostatnie zdanie z pierwszego rozdziału: "Zgodnie
        z potrzebami gospodarki i rynku pracy podwoi się liczba
        maturzystów wybierających kierunki ścisłe i techniczne."
        To bardzo ciekawy aspekt reformy, ale tylko dyskretnie
        zaznaczony - a dużo pytań ciśnie się na usta (klawiaturę).

        Rozdział drugi: Jakość i Zaufanie.

        "Reforma programowa przesunie dzisiejszy nacisk
        z deklaratywnego określania treści, które w szkole
        powinny być nauczane, na ścisłe zdefiniowanie standardów
        wiedzy i umiejętności, które będą wymagane na koniec
        danego etapu edukacji."

        Choć mogłoby się wydawać, że jestem totalnie przeciwny
        reformie szkolnictwa, to pragnę podkreślić, że to zdanie
        ogromnie mi się spodobało. Widzę tu podobieństwo do moich
        własnych przemyśleń.

        Niestety "Wdrażanie tego planu rozpocznie się od roku
        szkolnego 2009/2010 (...)" co oznacza, że wyjdzie
        jak zawsze... Rzecz w tym, że najpierw trzeba coś przygotować
        i pokazać, a dopiero później można to realizować,
        najlepiej w wersji wdrożeniowej, tylko dla chętnych.
        Tymczasem tutaj robi się eksperymenty na żywych
        pacjentach. Nasze dzieci to nie króliki proszę Państwa!

        Pokażcie te standardy!!!

        Czego tak naprawdę potrzeba? Moim zdaniem potrzebne jest
        przeformułowanie zadań stawianych przed systemem edukacji.
        Należy rozdzielić trzy aspekty: nauka prowadząca do zdobycia
        kwalifikacji zawodowych (matematyka, biologia, języki itp.),
        wychowanie społeczne i kulturalne (pierwsza pomoc, polityka,
        prawa konsumenta itd.), sprawy osobiste (gotowanie, planowanie
        rodziny, finanse...).

        Potrzebne jest uporządkowanie wymagań.
        Należy sformułować standardy dla tych zajęć, które mają być
        prowadzone w szkołach. Wówczas można podzielić je na etapy
        i przygotować kursy (podobne do matematyki w klasie piątej
        podstawówki, na przykład) je realizujące.

        Potrzebna jest ogromna elastyczność placówek szkolnych
        pozwalająca uczniom na realizowanie kursów w indywidualnym
        tempie. Co za tym idzie, grupy uczniów złożone z jednego
        rocznika przestają mieć sens, podobnie jak uczenie się
        tego samego materiału przez uczniów zgromadzonych w jednej
        sali szkolnej.

        Nauczyciel ma *pomagać* w uczeniu się, ale głównym źródłem
        wiedzy mają być pomoce naukowe. Do reformy szkolnictwa
        w moim rozumieniu niezbędne są dobrze przygotowane
        i kompletne zestawy pomocy naukowych: podręczniki, prezentacje,
        testy komputerowe, ćwiczenia i inne. Niezbędny jest kontakt
        z nauczycielami - choćby emailowy - oraz obecność kompetentnego
        opiekuna naukowego.

        Potrzebne jest wcześniejsze przygotowanie treści nauczania
        i pomocy naukowych.
        Należy powołać zespoły naukowców i praktyków przygotowujących
        wszystkie kursy: treści nauczania i pomoce naukowe.
        Dopiero mając pełny komplet planowanych zajęć od przedszkola
        po maturę, z możliwością wyboru zawodówki, technikum lub
        liceum, można zacząć eksperyment.
        Należy wyznaczyć szkoły eksperymentalne realizujące
        zreformowane nauczanie, nie szczędząc pieniędzy na kadry
        żeby "eksperymentalni" uczniowie nie byli pokrzywdzeni
        z powodu niedociągnięć profesorów i magistrów.
    • trojurszula Tysiące podpisów przeciw sześciolatkom w szkołach 11.06.08, 09:58
      uważam, że wysyłanie razem dzieci 7-letnich po zerówce i sześcioletnich bez
      zerówki jest krzywdzące i nie daje równych szans,zróbcie od razu ośle
      klasy.Poza tym nie jest szkolnictwo przygotowane na przyjęcie do gimnazjów ,
      szkół średnich itd.. studiów podwójnej liczby uczniów. Ktoś kto to wymyślił
      eksperymentuje na najwyższych wartościach człowieka czyli jego dzieciach.
      Zadbajcie lepiej o równe szanse do wiedzy dla biednych i bogatych, bo wszystko
      idzie w tym kierunku, że niektóre dzieci już z urodzenia będą przypisane do
      służby. Co by nie mówić PRL dawał równe szanse kto się chciał uczuć to mógł.
      RP coraz bardziej rozwarstwia nie tylko dorosłe społeczeństwo, ale już na
      etapie przedszkola. Z poważaniem matka dziecka urodzonego w 2003 roku. Dajcie
      mu spokojnie żyć.
      • gobi05 oczywiście, że krzywdzące 12.06.08, 07:52
        Jeśli normalnie do klas pierwszych przychodzi
        40 tysięcy dzieci, a z powodu reformy ma przyjść
        70 tysięcy dzieci, to ktoś tu ma nie po kolei
        w głowie.
        Równie dobrze można by pomyśleć o stopniowym
        wprowadzaniu młodszego rocznika do klasy pierwszej,
        np. co roku biorąc dzieci z zakresu 14 miesięcy
        (rocznik + 2 miesiące) przez 6 lat. Wtedy liczność
        klas wzrośnie na sześć lat o 16% co tak bardzo
        nie będzie utrudniać sytuacji jak wzrost o prawie 100%.
        Można pomyśleć, ale trzeba mieć głowę a nie garnek.

        Mylisz się - PRL nie dawał równych szans, bo były
        bardzo duże grupy wyklucznych, którzy już od podstawówki
        wiedzieli że mają iść do zawodówki. Teraz (odgórnie)
        prawie wszyscy mają ambicje ukończenia uczelni czegoś
        i czegoś, bo w zawodówkach i technikach zmniejszono
        ilość pozwoleń na otwieranie klas pierwszych.
        Po ogólniaku nadal nie masz fachu, więc musisz uczyć się
        dalej - taki sposób przesuwania bezrobocia o 3 lata.
        Wtedy nie brakowało tępoty na uczelniach, ale to była
        tępota dobrze urodzona. Teraz jest tępota wszystkich
        stanów (że tak się wyrażę górnolotnie).
    • mrowka269 Tysiące podpisów przeciw sześciolatkom w szkołach 15.07.08, 21:55
      wizje p.minister nie mają nic wspólnego zwiedzą naukową dotyczącą "konstrukcji
      psychiki człowieka".
    • kylax Szkola ma uczyc nie tylko wiedzy. 15.07.08, 22:45
      Ale takze funckjonowania w danym spoleczenstwie, wlacznie z radzeniem sobie z
      trudnymi i stresujacymi elementami codziennosci. Najwiekszym idiotyzmem jest
      moim zdaniem tzw. domowa edukacja, tworzaca zyciowe kaleki, siedzace na socjalu
      i narzekajace na wszystko, jak ma miejsce w USA.
      • wet3 Tysiace podpisow przeciw... 15.07.08, 23:35
        I zupelnie slusznie, ze nie chca. Szesciolatki byc moze sa dojrzale
        do szkoly pod wzgledem umyslowym, ale zdecydowanie nie sa dojrzale
        pod wzgledem fizycznym i emocjonalnym.
Pełna wersja