DNA czyli tata

    • mozart Re: DNA czyli tata 21.07.08, 14:40
      Cytat:
      "Matką dziecka jest kobieta, która je urodziła" - brzmi definicja macierzyństwa.

      Czyli z definicji matka genetyczna juz nie...Czytamy dalej

      Cytat:
      Nie wydaje mi się natomiast, by przyjęte przez rząd rozwiązanie kwestii ojcostwa
      służyło ochronie dobra dziecka i praw mężczyzny, który [choć nie jest mężem]
      chce pełnić rolę ojca. Jeśli skłamie, uznając dziecko, po latach może pojawić
      się ojciec biologiczny, wytoczyć proces o unieważnienie uznania i żądać oddania
      dziecka.

      Lecz biologiczny ojciec juz tak. Co ciekawe:

      Cytat:
      Zmienia się sytuacja par niemałżeńskich. Do tej pory mężczyzna za zgodą
      niezamężnej matki po prostu oświadczał, że uznaje dziecko, i był wpisywany do
      jego aktu urodzenia. Teraz może to zrobić, tylko jeśli jest ojcem genetycznym.

      Wychodzi na to, ze ojcowie genetyczni sa bardziej uprzywilejowani niz genetyczne
      matki, zas rola kobiety sprowadza sie jedynie do inkubatora :lol:
    • ptr0 Re: DNA czyli tata 21.07.08, 17:40
      Moim zdaniem nie ma prawa. Trzeba uszanować to że nie każdy któremu przytrafiło
      się dziecko chce to dziecko wychowywać. Taka wizyta dziecka po latach w domu
      biologicznego rodzica może skończyć się tylko źle. Po co leźć do biologicznego
      rodzica? Żeby wysłuchiwać że jest się pomyłką, ciężarem, balastem którego
      należało się pozbyć? Rodzic biologiczny który kiedyś oddał nie przyjmie nas z
      otwartymi ramionami. Możemy co najwyżej mu napsuć w teraźniejszym związku, ale
      co da taka zemsta? Dla mnie matka i ojciec to zawsze są te osoby które chciały i
      wychowywały dziecko. To że czasem nie są to biologiczni rodzice nie ma znaczenia.
      • heterofob2 Re: DNA czyli tata 21.07.08, 21:14
        dziecko ma prawo poznać swoje pochodzenie.

        na zachodzie wypracowano metody, aby nie dopuścić do emocjonalnego szantażu, to
        znaczy żeby dziecko nie nachodziło rodziców biologicznych (np. dla zemsty), ani
        też żeby rodzice biologiczni nie niepokoili adoptujących po latach, kiedy
        zmienili zdanie.

        jeden ze sposobów to wspomniane ograniczenie: dziecko pozna zawartość swojej
        teczki w momencie osiągnięcia pełnoletniości, a inny - wiele rozsądniejszy moim
        zdaniem - to zasada mówiąca, że dziecko ma się dowiedzieć o rodzicach
        biologicznych tylko minimum (bez adresu aktualnego zamieszkania), a więcej tylko
        za ich zgodą, a w kontaktach między nimi pośredniczy kompetentna i bezstronna osoba.
        --
        wiedza, że się "jest balastem, którego należało się pozbyć" jest niekiedy lepsza
        od niepewności i snutych latami domysłów.
    • ptr0 Nie kapuje... 21.07.08, 18:09
      Co to się porobiło, a kiedyś było tak prosto...
      • jjawor Dzieci adoptowane a biologiczni rodzice 21.07.08, 19:05
        Uważam, że w przypadku dzieci adoptowanych (podkreślam to słowo, w przypadku banków nasienia jestem za zachowaniem anonimowości) należy umożliwić im zdobycie danych biologicznych rodziców. To nie oznacza tłumów pukających do drzwi genetycznych matek lub ojców. Czasami choroba lub poprostu chęć pełnego określenia siebie motywuje dorosłych do ich szukania.
        Wcześniej padło zdanie 'kiedyś dzieciom nie mówiono, że byli adoptowani', niestety często efektem był szok przy np. transfuzji krwi, po śmierci rodzica a najczęściej dzięki uczynnej "pani X", która miała za długi język.
        A propos.. pamiętacie film 'Secrets and lies' Mike'a Leigh??
    • aurita DNA czyli tata 21.07.08, 19:37
      Ja rozumiem ze musi byc jakas regulacja prawna i ze temat jest trudny, ale nie
      oszukujmy sie ile w Polsce jest surogatek (tzn kobiet z obcym genetycznie
      zarodkiem w brzuchu) a ilu ojcow ktorzy genetycznie nie sa ojcami? W kwestii
      kobiet i surogatek, tak naprawde to prawo niewiele zmienia: do tej pory dziecko
      urodzone przez pania A, bylo dzieckiem pani A dopoki sie go nie zrzekla na rzecz
      pani B i pana B (oboje musieli adoptowac). Teraz to dziecko prawnie bedzie pani
      A i pana B, ponadto jezeli pani B zajdzie w ciaze z jajka (dawstwo oocytow) pani
      A, to wedlug nowej ustawy bedzie to dziecko pani B a pani A nawet gdyby
      zapragnela swojego jajeczka z powrotem moze sie pocalowac w... . Takie dziecko
      ma oficjalnie jedna jedyna matke, pania B i chyba wedlug tej ustawy nie musi
      informowac dziecka ze genetyczna matka jest pani B?

      Nie wiem tylko w jaki sposob taka ustawa nie jest sprzeczna z konstytucja ktora
      wyraznie mowi ze nie mozna nikogo dyskryminowac ze wzgledu na plec.
      I wydaje mi sie ze kobiety znowu potraktowano jak dodatek do macicy. Czy macica
      jest wazniejsza czy geny. Ciekawe pytanie.
Pełna wersja