eva15
06.08.08, 19:53
Jakiej to niby "legitymizacji" swojej polityki wschodniej Niemcy
potrzebują? I czemu to akurat Polska mogłaby jej udzielić, o
jakim "moralnym legitymiźmie" Polski tu mowa?
Niemcy, jak sam autor wie, na Ukrainie już są. Są dużo prężniej i
potężniej niż Polska, bez oglądania się na Unię i bez proponowania
kolejnych rozdyskutowanych ciał i gremiów, jak choćby Partnerstwo
Wschodnie. Niech to sobie będzie polski "sukces", Niemcy swoje
sukcesy mierzą ilością zakupionych firm, banków, ubezpieczeń i
nieruchomości na Ukrainie oraz wielkością eksportu do tego kraju.
Rzeczywiście Niemcy są tam dziś 2.największymm rozgrywającym i
liczyć się muszą z 1.rozgrywającym, czyli z Rosją, która via
cypryjskie spółki dokonuje razem z Niemcami podziału "łupów", no i z
USA mającymi tam swoje interesy.
Obawiam sę, że ani Niemcy ani Rosjanie nie będą w przyszłości
potrzebować polskiej "moralnej legitymizacji", skoro dotąd się
świetnie bez niej obeszli. Naturalnie, Niemcy będąc głównym filarem
EU uprzejmie wysłuchają polskich propozycji.
Tylko co właściwie dokładnie Polska proponuje? Wspierana mocno przez
Polskę "pomarańczowa rewolucja" dała już Niemcom, w przeciwieństwie
do Polski, ogromne korzyści gospodarczo-polityczne, cóż może to
jeszcze przebić? Autor pisze, że Polska mogłaby pomóc przyspieszyć
przyjęcie Ukrainy do EU. A to już myślenie życzeniowe, tu się drogi
Niemcie i Polski rozchodzą.
Ukraina i Gruzja do EU nie wejdą. Nie leży to w interesie większości
państw utrzymujących Unię (z wyjątkiem GB). Główny płatnik - Niemcy
nie są dziś skłonne do płacenia via EU subwencji kolejnemu krajowi w
zamian za wejście na jego rynki. Niemcy, Francja i kilku innych
chętnie też widzą Ukrainę jako kraj niezrzeszony w EU, z tanią siłą
roboczą i brakiem unijnych standardów socjalnych - po co przenosić
produkcję do Chin, skoro można sobie zrobić przy poklasku
Juszczenki "Chiny" pod bokiem?
Niemcy(i Francja)nie są również skłonne do oddania kolejnej części
władzy w rozrastającej się Unii, bo jeszcze bardziej byliby
zredukowani do zakrzykiwanej dojnej krowy. Dokładnie tak to widzą,
choć oczywiście w twarz polskim partnerom nie powiedzą.
Berlin wyciągnął lekcję z polskich nauk i jest to lekcja dla Ukrainy
i Gruzji gorzka - koniec z mnożeniem w EU państw blokujących wszelką
współpracę E.Zachodniej z Rosją oraz niszczących normalne z nią
stosunki. Koniec z kolejnym finansowaniem wrogich sobie koncepcji.