UE w Awinionie o misji w Gruzji

06.09.08, 09:50
"Niektórzy w Unii chcą iść o wiele dalej i w późniejszym terminie
wysłać siły także do samej Abchazji i Osetii Południowej. Tak mówił
unijny przedstawiciel ds. stosunków zewnętrznych UE Javier Solana."
__________

Nawet wiemy którzy "niektórzy". Niektórzy z tych "których" to by
nawet chętnie pognali na Moskwę, jedni na kucyku z drewnianią
szabelką, a drudzy wymachując paktem Ribbetrop-Mołotow. Nareszcie
można by się odegrać. Fajnie by było.

A Solanie pewnie się marzy takie bombardowanie Moskwy jak swego
czasu Belgradu... Ech fajnie było, jak mógł zrzucać bomby na miasto.
    • pimpus18 Typowy artykuł - we właściwej optyce, 06.09.08, 10:39
      no, sprzeczny i bez sensu.

      A co właściwie te unijne policjanty i wojaki miałyby tam robić?
      Pilnować żołdaków Sraaakaszwilego, żeby się odwieść ich od kolejnych zbrodni?
      Przecież w ogóle nawet nie potępili Gruzji za jej dotychczasowe postępowanie i zbrodnie.

      To może będą chronić mieszkańców Osetii przed Gruzinami?
      Dotąd jakoś się na tym odcinku zupełnie nie popisali.
      Zakłamanie w europejskich mediach, pomoc humanitarna tylko dla zbójeckich Gruzinów, wakacje tylko da gruzińskich dzieci, aby mogły się podleczyć z przeżytych traum - osetyjskie dzieci muszą sobie radzić same.

      Cyniczna i wewnętrznie sprzeczna polityka UE prowadzi do absurdów także na tym polu.
      • hohlik3 Re: Typowy artykuł - we właściwej optyce, 06.09.08, 10:48
        Spoko luz, to przekaziory robia brudna robote
        www.russiatoday.com/news/news/29988
        Tak sobie mysle kiedy powstanie prawo ograniczajace stronniczosc i przywracajace rzetelnosc dziennikarska...:(
        • pimpus18 Hohlik, 06.09.08, 11:02
          przykład idzie z góry. Nie zauważyłem, żeby były jakieś różnice między wierchuszką unii i "przekaziorami". Może Ty?

          Chcą się dowiedzieć prawdy, powiadasz. Chawalebny zamiar - ale czemu dopiero teraz? Toć to już miesiąc mija.
          W międzyczasie uchwalili tam różne bzdury. Nie mogli z tym poczekać i najpierw się dowiedzieć tej ich "prawdy"?

          Stronniczość zawsze była, jest i będzie.
          Trzeba tylko pozwolić innym być stronniczymi na ich (inny, stronniczy) sposób.

          No nie pozwalają.

    • madd-a-lena UE w Awinionie o misji w Gruzji 06.09.08, 12:21
      MNie irytuje insza rzecz. Jakiś czas temu trąbiło się w mediach, że mamy problem z policjantami. Znaczy poważne braki kadrowe. I co, niedość ze mało policjantów pilnuje naszych ulic to jeszcze tym deficytem będziemy dzielić się z Gruzją?! Szlag mnie trafia normalnie.
    • washington84 Postep nastapil 06.09.08, 16:17
      Jak stwierdza GW "Tyle miałoby początkowo patrolować teren Gruzji przy granicy
      z Abchazją i Osetią Południową" Wynika z tego jasno ze Abchazja i Osetia do
      Gruzji nie naleza bo sa oddzielone od Gruzji granica. Czego maja wiec pilnowac
      Polscy najemnicy? Chyba tej granicy a wiec strzec nowej intergralnosci Gruzji.
      A co sie stanie w przypadku ponownego ataku Gruzinow na Osetie aby odbic kraj
      ktory wlasciwie nigdy do Gruzji nie nalezal? Osetynczycy juz po roku panowania
      gruzinskiego oderwali sie od Gruzji, mieli dwa referenda gdzie zdecydowana
      wiekszosc Osetynczykow wypowiedziala sie za niezaleznoscia od Gruzji. Rosjanie
      znow wkrocza rozwalajac w strzepy pol Gruzji w ktorej bezrobocie jeszcze przed
      wojna wynosilo 42%. A zlapani do niewoli polscy najemnicy byc moze zostana
      wymienieni za jakis innych jencow. Dobrze ze w Polsce mozna szybko uruchomic
      te tajne wiezienia dla terrorystow. Bedzie mozna ich potrzymac bez sadu.
      • rocco-siffredi Re: Postep nastapil 06.09.08, 16:27
        Pracownicy ambasady FR mysla ze naprawde uksztaltuja czyjakolwiek opinie piszac
        na forum gazety?
        ;-)
        • washington84 Re: Postep nastapil "Nasz" minisiter znowu nasz 06.09.08, 16:41
          Pracownicy ambasady "jedynej demokracji" na bliskim Wschodzie mysla ze naprawde
          uksztaltuja czyjakolwiek opinie piszac na forum swojej gazety!
          Anne Applebaum i Radek Sikorski
          Data: 17-04-2005 o godz. 10:36:40
          Temat: „Nasz” Minister Spraw Zagranicznych


          On – dyrektor w American Enterprise Institute (AEI), czołowym prawicowym
          think-tanku, czyli osrodku eksperckim, ona – komentatorka liberalnego
          „Washington Post”. Polak-katolik i Amerykanka z żydowskiej rodziny. Korespondent
          wojenny w Afganistanie, nagrodzony World Press Photo, i dziennikarka najbardziej
          prestiżowych tytułów, laureatka nagrody Pulitzera. Przystojny 42-letni były
          wiceminister w dwóch prawicowych rzadach i 40-letnia delikatna, subtelna kobieta
          z nieodłacznym sznurem pereł wokół szyi.

          Staja się znani jako „power couple”, para z wpływami na politykę rzadu i opinię
          elit – mówi obserwator polityki amerykańskiej. Być może wkrótce powróci na
          polskie salony, bo choć w Waszyngtonie dziennikarska kariera Anne Applebaum
          kwitnie, o Radku Sikorskim coraz częsciej mówi się jako o kandydacie na ministra
          spraw zagranicznych w przyszłym prawicowym rzadzie. A on daje do zrozumienia, że
          dobrej oferty nie odrzuci: – To, co robię, sprawia mi wiele satysfakcji. Ale
          marzyłem o służbie wolnej Polsce, więc poważna propozycja zostanie przeze mnie
          poważnie rozważona.

          Ekspercki szyk

          „Poważny” to słowo-klucz do nowego wizerunku Sikorskiego. W barwnej biografii
          akcenty rozłożone sa tak, by swiatło padało na elementy heroiczne i rzetelna
          edukację. Młody licealista zaangażował się w Solidarnosć. Stan wojenny zastał go
          w Londynie, gdzie został politycznym emigrantem. Skończył Oxford i jako
          korespondent wojenny londyńskich gazet ruszył na walkę z komuna do Afganistanu.
          W jednym z pokoi domu Sikorskiego i Applebaum w Chavy Chase pod Waszyngtonem
          wisi portret królowej brytyjskiej. On nosi się po anglosasku, a u znajomych pije
          wyłacznie herbatę parzona w imbryku z tradycyjnym angielskim okryciem. – U
          innych osób zahaczałoby to o snobizm, pozerstwo. U Radka to rodzaj gry z życiem.
          Przyjmuje taka konwencję, my wiemy, że to konwencja, i bawimy się nia – mówi
          Piotr Paszkowski, tłumacz, przyjaciel Sikorskiego i Applebaum.

          Sikorski podkresla doswiadczenie w rzadowym fotelu, gdy był wiceministrem obrony
          narodowej, a potem spraw zagranicznych. Ale nade wszystko ważna w życiorysie
          jest praktyka eksperta. Od trzech lat jest dyrektorem Nowej Inicjatywy
          Atlantyckiej w AEI, placówki bardzo wpływowej w konserwatywnej administracji
          George’a Busha.

          Nowa Inicjatywę utworzył John O’Sullivan, były doradca Margaret Thatcher,
          przyjaciel Sikorskiego z czasów studenckich, by wyjaaniać nieporozumienia między
          Europa a Stanami Zjednoczonymi i uczulać amerykański establishment na sprawy
          „nowej Europy”.

          Waszyngtońskie biuro Radka Sikorskiego miesci się na drugim piętrze wysokiej
          kamienicy. W eleganckich wnętrzach urzadzonych w starym, dobrym stylu, wsród
          antyków i skórzanych foteli, gosciom udziela się atmosfera elitarnego klubu, w
          którym niespiesznie pali się cygara, z pasja, lecz bez zacietrzewienia,
          dyskutuje o polityce. I jada roboczy lunch. – Mawiamy, że klucz do sukcesu AEI
          to intelekt i dobra kuchnia. Ludzie z rzadu i Kongresu chętnie daja się
          zapraszać na posiłki do instytutu – wyjasnia Sikorski. W „fabryce idei” – tak
          nazywa swój think-tank – bastionie neokonserwatyzmu, ze aciany spoglada Margaret
          Thatcher, Zbigniew Brzeziński. Na półce z ksiażkami statuetka Feliksa
          Dzierżyńskiego. – Nasz rodak – zauważa z przekasem Sikorski. W instytucie
          codziennie powstaje kilka artykułów i opracowań.

          Do tej pory w kraju był znany z ułańskiej fantazji, odrobiny szaleństwa, „strefy
          zdekomunizowanej” we własnym dworku w Chobielinie i radykalnych, jasno
          wyrażanych pogladów. Zdarzało się o nim słyszeć historie takie jak ta z 1989 r.,
          kiedy wracajac do Polski po przymusowej emigracji kupił sobie terenowe
          Mitsubishi z napędem na cztery koła i silnikiem Diesla. Taki polecili mu
          mudżahedini. Miał się sprawdzać najlepiej, bo, jak Sikorski tłumaczył znajomym,
          diesel trafiony rakieta pali się wolniej.

Pełna wersja