Nie zapraszajmy Afgańczykom gości na ich wesele

07.03.09, 11:26
punkt dla autora.

Podobny przykład to przejęcie doliny Swat w Pakistanie przez talibów:
lokalni mieszkańcy niedawno oddali głosy w wyborach na proliberalne,
sekularne partie. Talibowie nikogo tam nie "wyzwolili", tylko terrorem
przejęli władzę i zmusili do posłuchu.


"Most Pakistanis are shocked by the prospect that, in the Swat Valley,
thieves could have their hands cut off and adulterers could face
stoning in the future."

"The valley's residents have little in common with the bigoted Taliban.
Only last year, local citizens voted the Islamists out of office and
gave the overwhelming majority of their votes to the SEMI-SECULAR,
LIBERAL Awami National Party. But then they were again left with the
Taliban, with the consent of the army and Pakistani President Asif Ali
Zardari."


www.spiegel.de/international/world/0,1518,609575,00.html
    • timoszyk Re: Nie zapraszajmy Afgańczykom gości na ich wese 07.03.09, 19:43
      Jakie wlasciwie sa cele tych gonitw po Afganistanie? Jesli celem bylo ukaranie
      winnych zamachu na WTC, to chyba 7 lat wystarczy, by tego dokonac. Zreszta te
      powiazania nie byly wcale tak oczywiste. Sprawcy byli glownie obywatelami Arabii
      Saudyjskiej, a to ze przebywali w Afganistanie nie musi swiadczyc o czymkolwiek.
      Zabojca prezydenta Kennedy'ego przebywal w Moskwie, ale z tego powodu Ameryka
      nie dokonala inwazji na ZSRR.
      Mozna domniemywac, ze kontrola Afganistanu spodobala sie licznym strategom USA i
      innych krajow o podobnej mentalnosci. Samo w sobie nie jest taka mysl zdrozna,
      bo od zarania dziejow silniejsze kraje usilowaly kontrolowac slabsze, ale kazda
      mysl musi byc poparta srodkami materialnymi wystarczajacymi do jej zrealizowania.
      Tak sie nie stalo, mimo parokrotnego odtrabiania, ze "zwyciestwo" juz sie
      dokonalo. Jesli nie starczylo 7 lat, to nie wystarczy i nastepne 70. Czy ktos
      pamieta zwyciestwo nad wrogiem po siedmiu latach porazek w jakiejkolwiek
      nowozytnej wojnie? Nie chce, by ktos mi podawal przyklad Wojny Stuletniej, czy
      jakiejs takiej sprzed wiekow.
      Z jednej strony wmawia sie nam, ze oto mamy w Afganistanie demokracje, kobiety
      odslaniaja twarze, dzieczeta chodza do szkol, a z drugiej podejmuje sie decyzje
      o wyslaniu tam nowych oddzialow.
      Partyzanci potrzebuja poparcia lokalnej ludnosci jak kania dzdzu. Bez tego
      poparcia mozna ich wylapac w kilka dni. Widac wiec talibowie to poparcie
      posiadaja, przynajmniej w niektorych prowincjach.
      Moze wiec czas juz dac spokoj Afganistanowi i zadeklarowac dla zachowania
      twarzy, ze cele inwazji zostaly osiagniete, jak sie to zawsze w takich wypadkach
      czyni. Jest to o tyle proste, ze nigdy nie zostaly te cele jasno sformulowane.
      Zreszta do klamstw politykow nie przywiazuje sie zbyt duzej wagi, bo czynia to
      kazdego dnia.
      I bez tego trzeba bedzie kiedys stamtad sie wycofac, bo poza wszystkim innym
      mamy kryzys i brakuje forsy na bardziej podstawowe sprawy, niz budowanie
      pseudoimperiow.
      Polska dziala pod naciskiem mocniejszych od siebie jako dostawca stosunkowo
      taniego miesa armatniego. Nam sie wmawia, ze zolnierz polski nabywa tam "cennego
      doswiadczenia". Jesli jednak przyszle wojny prowadzone przez Polskie maja miec
      tylko charakter obronny, to jakie zalety ma zdobywanie doswiadczenia w wysokich
      gorach w pogoni za pasterzami-partyzantami? Ani nasi potencjalini przeciwnicy
      pasterzami nie sa, ani my sami nie mamy zamiaru w takich sie przeistoczyc. Nawet
      przed wyjazdem do Afganistanu trzeba wysylac zolnierzy poza Polske na cwiczenia,
      tak bardzo nasze realia roznia sie od afganskich.
      Wiec jest to sciemnianie. Dla polskiej obronnosci byloby lepiej te pieniadze
      przeznaczyc na nowoczesny sprzet i wyszkolenie zolnierzy w poslugiwaniu sie nim.
      Jednakze opieranie sie naciskom poteznych sojusznikow musi byc latwe.
      Natchnieniem dla mnie jest czasem potepiany doszczetnie francuski marszalem
      Petain, przywodca rzadu kolaborujacego z Hitlerem. Majac tak slaba pozycje nie
      ulegl naciskom i nie wyslal swych odzialow do pomocy Niemcom!
      Obserwujac naszych politykow mozna odniesc wrazenie, ze podejmuja decyzje o
      wysylaniu polskich zolnierzy z rozkosza wielka, bo lubia byc poklepywani po
      ramionach.
      Moze warto, by sie czegos nauczyli nawet od Petaina?

      Waclaw Timoszyk
    • o_linek na manewrach w Polsce też giną żołnierze 08.03.09, 13:09
      1/ Trzeba w różny sposób szkolic zołnierzy. Czy mają w koszarach pić
      wódkę ? Zajęcia praktyczne są potzrebne, może nie na tak długo.
      Trzeba ich dobrze w Afganistanie i Iraku lepiej zabezpieczyć.
      Tylko ,że renty dla każdego i przyśpieszone emerytury kosztują.


      2/ Jeśli chodzi o referendum w każdej sprawie, to jestem temu
      przeciwny. Nie mam zamiaru kilka razy w roku, brać udział w
      referendum. Szkoda mi czasu na rzeczy oczywiste i sprawy religijno -
      swiatopoglądowe. od tego jest Rząd i Sejm ,żeby sie tym zajmował.
      Rozumiem ,że są osoby , które się w tym wyżywają szukając agentów
      wśród polityków i działaczy opozycji. Wybiórczo zaglądając do teczek
      w IPN. Mnie to mało interesuje. Chcę normalnie żyć . W końcu moi
      rówieśnicy i nasi rodzice o to walczyli. Walka dla samej walki mnie
      nie interesuje. Chce sie kochać , pić wino i śpiewać . Cieszyć się
      końcówką życia i przyszłością moich dzieci a może i wnuków.
      pzdr
      • billy.the.kid Re: na manewrach w Polsce też giną żołnierze 08.03.09, 14:10
        z dwojga złego chyba lepszym złem byłoby picie wódki w koszarach.
      • timoszyk Re: na manewrach w Polsce też giną żołnierze 08.03.09, 19:50


        > 1/ Trzeba w różny sposób szkolic zołnierzy. Czy mają w koszarach pić
        > wódkę ? Zajęcia praktyczne są potzrebne, może nie na tak długo.
        > Trzeba ich dobrze w Afganistanie i Iraku lepiej zabezpieczyć.
        > Tylko ,że renty dla każdego i przyśpieszone emerytury kosztują.
        >

        Zajecia praktyczne sa potrzebne i nikt tego nie kwestionuje. Chodzi jedynie o
        to, by byly to zajecia w warunkach zblizonych do ewentualnej wojny jakiej kiedys
        Polska moze sie spodziewac. Nie bedzie to jednak wojna z partyzantami, a wojna z
        dobrze uzbrojona armia atakujaca nasz kraj



        >
        > 2/ Jeśli chodzi o referendum w każdej sprawie, to jestem temu
        > przeciwny. Nie mam zamiaru kilka razy w roku, brać udział w
        > referendum.

        Nie kazdy musi. Obowiazku nie bedzie. Zawsze tylkko czesc spoleczesnstwa
        aktywnie uczestniczy w zyciu publicznym.

        Szkoda mi czasu na rzeczy oczywiste i sprawy religijno -
        > swiatopoglądowe. od tego jest Rząd i Sejm ,żeby sie tym zajmował.
        > Rozumiem ,że są osoby , które się w tym wyżywają szukając agentów
        > wśród polityków i działaczy opozycji. Wybiórczo zaglądając do teczek
        > w IPN. Mnie to mało interesuje. Chcę normalnie żyć .

        Kiedy decyzje podejmuja inni, albo wbrew nam, to zycie staje sie udreka i daleko
        jest do normalnosci. Wlasnie sprawe teczek, lustarcji i IPN mozna by zalatwic w
        systemie referendalnym zgodnie z wola wiekszosci. Inaczej wszystko rozgrywa sie
        gdzies za kulisami, a zwykly czlowiek nie ma nic wplywu.


        Chce sie kochać , pić wino i śpiewać . Cieszyć się
        > końcówką życia i przyszłością moich dzieci a może i wnuków.
        > pzdr

        Kazdy by chcial, ale jakos tak jest, ze bez wysilku samo nic stac sie nie chce.
        Dotyczy takze spraw publicznych. W Szwajcarii glosuje sie regularnie co trze
        miesiace, takze w referendach. Moze jednak warto brac przyklad z tych, ktorzy
        robia cos dobrze?

        Waclaw Timoszyk
    • jwojcie Szacunek dla autora 16.03.09, 10:39
      Na tle płytkich artykułów na temat Afganistanu, czytając ten artykuł ma się
      przynajmniej wrażenie, że pisze go osoba kompetentna.
Pełna wersja