wlodzimierz.ilicz
12.04.09, 12:13
Znowu te absurdy na tle wydarzenia sprzed 2000 lat, gdy niejaki
Joshua, żydowski dysydent rozbijający jedność religijno-polityczno-
społeczną ówczesnego narodu żydowskiego pozostającego pod okrutna
okupacją Rzymu, został przez przywódców tegoż narodu zadenucjowany
rzymskim władzom okupacyjnym w celu radykalnego usunięcia.
To typowa rozprawa z awanturnikiem dzielącym walczący naród na
frakcje, gdy pilnie potrzebna była jedność w walce ze wspólnym
wrogiem.
Takie sądy kapturowe są częste i dziś np. wśród Irakijczykow
walczących z okupacją USA.
Nieszczesny Joshua pełniący rolę swojego rodzaju proroka, (jakich
wielu było wtedy wśród uciśnionych Żydów) do końca liczył na cudowny
ratunek. Zrozumiał, że to naprawdę koniec dopiero gdy
powiedział: "Boże, czemuś mnie opuścił?".
Nieliczna sekta zwolenników Joshuy z wielką wiarą oczekiwała
cudownego zmartwychwstania skazanego.
W celach propagandowych zaczęto nawet rozpowszechniać takie pogłoski
by podnieść się na duchu.
Potem długo oczekiwano jeszcze zapowiedzianego końca świata i sądu
ostatecznego, który rzecz jasna nie nadszedł do dziś.
Sekciarze rozproszyli się potem po całym cesarstwie oferując biednym
i prześladownym alternatywną religię wobec panujacej wiary w sytych
i zadowolonych bogów rzymskich, z którymi bedacy i niewolnicy nie
mieli nic wspólnego.
I to cała historia.
Po co więcej fantazjować?