Wasze ciała to wesołe miasteczka

02.06.09, 08:08
Zgadzam sie co do rosolu - bardzo rzadko mozna znalezc ten prawdziwy. Szkoda.
Zgadzam sie tez z rybami - najlepsze sa przepisy typu "ryba w sosie" - to juz
definitywnie swiadczy o wieku padliny.
Generalnie najlesze i najswiezsze rzeczy w zyciu udalo mi sie jesc w...
upalnej Grecji.
    • bosman_maly Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 08:40
      Mikrofalówka szkodzi temperaturą a smażenie, gotowanie to niby co? I
      gdzie ekologia gdy mikrofalówka podgrzewa tylko żywność a piecyk
      wszystko dookoła?
      • megasceptyk Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 09:15
        Eh, znowu urban legend dla matołó i matolic.

        Mikrofalówka jest na tyle magicznym urządzeniem
        dla laika, że z lubością przypisuje się jej
        magiczne właściwości, tajemne moce
        i złowrogą tajemność przyczajoną
        w tych malutkich mikrofalach
        których nikt nigdy nie widział
        a one tam są!

        Mikrofale oszczędzają więcej witamin
        niż klasyczne gotowanie
        czy gotowanie na parze.

        Co do smaku niech każdy sobie odpowie,
        jak mu smakują różne potrawy
        przygotowane na różne sposoby.

        Np. ziemniaka takiego jak z ogniska nie zrobi się w piekarniku.
        Tak samo nie uwędzi się mięska inaczej niż w wędzarni.
        • egzystencjalne_znuzenie Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 12:22
          Pewien dr fizyki tez mnie przed mikrofalowka ostrzegal. Chodzilo o
          drgania, ktorych czestoliwosc milion razy przekracza te ktore
          wytwarzaja nasze komorki. Ostrzegal przed wbudowywaniem we wlasne
          cialo tak potraktowanego pozywienia.
          15 lat temu uzywalem mikrofalowki ile wlezie. Cialo potem przez
          dlugi czas musialo sie regenerowac.
          • crame Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 12:28
            O prosze, pewien dr fizyki nawet!
          • misiator665 Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 12:42
            Stajesz sie chlopie moim prywatnym guru od powtarzania glupot...
            • egzystencjalne_znuzenie Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 14:58
              Ignacemu Semmelweis tez tak truli, ze jesli czegos nie widac, to nie
              istnieje. A drgania, czestotliwosci, cykle, heheh, to dla glupoli.
              Pozwolcie, ze bede wierzyl komus, kto wie troche wiecej niz fani
              mikrofalowek.
          • furry Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 15:33

            > Pewien dr fizyki tez mnie przed mikrofalowka ostrzegal. Chodzilo o
            > drgania, ktorych czestoliwosc milion razy przekracza te ktore
            > wytwarzaja nasze komorki.

            /facepalm/
          • megasceptyk Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 15:52
            pewien doktor fizyki
            to może u mnie fiolki myć,
            Kaszpirowski też jest pewnym doktorem
            tak samo jak inne magiczne istoty z Irlandzkich legend.
            • egzystencjalne_znuzenie A wierz sobie w co chcesz... 02.06.09, 22:18
              Przeprowadzone niedawno badania pokazują, że potrawy przyrządzane
              w kuchenkach mikrofalowych doznają molekularnych uszkodzeń.
              Spożywanie wywołuje nienaturalne zmiany we krwi i układzie
              immunologicznym człowieka.

              Na początku 1991 roku głośno było o pewnym procesie w Oklahomie.
              Niejaka Norma Levitt miała operację biodra, która zakończyła się jej
              zgonem z powodu prostej transfuzji krwi, po tym jak
              pielęgniarka “podgrzała krew do transfuzji w kuchence mikrofalowej”!

              Podniesienie temperatury jedzenia włożonego do mikrofali to tylko
              jedna z wielu rzeczy jakie mikrofale zmieniają.

              Istnieje rozległa literatura naukowa dotycząca niebezpiecznego
              wpływu promieniowania mikrofalowego na żywe organizmy - kontynuował
              Hertel. - Dlatego zadziwiające jest, jak niewiele zrobiono, aby
              zastąpić tę szkodliwą technologię inną, pozostającą w zgodzie z
              naturą. Wytworzone technicznie mikrofale działają na zasadzie prądu
              zmiennego. Atomy, cząsteczki i komórki poddawane temu silnemu
              promieniowaniu zmieniają polaryzację od 1 do 100 miliardów razy na
              sekundę. Żadne atomy, cząsteczki czy komórki jakichkolwiek żywych
              organizmów nie są w stanie wytrzymać przez dłuższy czas takiego
              nacisku niszczącej siły, nawet przy niewielkim, mierzonym w
              miliwatach, natężeniu. Ze wszystkich naturalnych substancji, które
              są spolaryzowane, tlen występujący w cząsteczkach wody wykazuje
              największą wrażliwość. Sposób, w jaki ogrzewają mikrofale, polega
              zatem na wytwarzaniu tarcia poprzez nacisk wywierany na cząsteczki
              wody. Ich struktura molekularna zostaje rozbita i ulegają one
              deformacji (izomeryzm strukturalny). Stają się one jakościowo
              upośledzone.

              To samo gwałtowne tarcie oraz deformacje atermiczne, które mogą
              powstać w naszych ciałach podczas wystawienia ich na działanie
              radaru lub mikrofal, występują w cząsteczkach żywności
              przygotowywanej w kuchence mikrofalowej. W rzeczywistości kuchenka
              pobiera wtedy moc około 1000 lub więcej watów. To promieniowanie
              powoduje zniszczenie i deformację cząsteczek oraz wytworzenie
              nowych, nieznanych człowiekowi i naturze, związków (zwanych
              radiolitycznymi).


              HANS HERTEL jest pierwszym naukowcem, który podjął i prowadzi
              szczegółowe badania nad wpływem pożywienia poddanego działaniu
              promieniowania mikrofalowego na krew i fizjologię ludzkich
              organizmów. Te ograniczone, ale dobrze zorganizowane badania
              dowiodły wyraźnie szkodliwego działania kuchenek mikrofalowych i
              przygotowywanych w nich pokarmów. Wniosek był oczywisty: gotowanie
              za pomocą mikrofalówek zmienia pożywienie w taki sposób, że ma to
              negatywny wpływ na krew użytkownika i może prowadzić do pogorszenia
              jego stanu zdrowia.


              • megasceptyk To są fakty gamoniu magiczny 03.06.09, 16:00
                oczywiście, że promieniowanie może uszkodzić ŻYWY organizm
                bo go po prostu ugotuje.

                I to właśnie jemy, ugotowane czyli uszkodzone
                organizmy żywe (czyli nieżywe :) ).

                I teraz najlepsze,
                ciepło z płomienia,
                ogniska czy gazu w kuchence
                to też mikrofale.




        • arkaszka1 expert 02.06.09, 16:40
          Przedstawianie p. Madgdy jako wyroczni to duże nadużycie, byłem na
          kuchni w jej 2 lokalach, nie wiem jak przeszły odbiory sanepidu, syf
          jak mało gdzie, warunki pracy koszmar, swoją drogą nie polecam też
          sfinksów, wiekszośc z nich od zaplecza to koszmar, strach sie czegoś
          dotknać.
    • skuti Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 08:58
      -Pierogi z mięsem (poza pierogarniami) ....
      bo co Kosciuszko ma pierogarnie i juz w pierogarniach wszystko jest na 100% OK
      • emterabel Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 09:08
        Raczej chodzi o to, że w pierogarniach mięso jest składnikiem tylko i wyłącznie
        pierogów natomiast w restauracjach do pierogów (pewnie również uszek i
        krokietów) ładuje się mięso, które jest stare, nadpsute albo wróciło
        niedojedzone od klienta - wkłada się takie do maszynki do mielenia, intensywnie
        soli i pieprzy, dodaje cebuli i farsz gotowy.
    • jotembi brr 02.06.09, 09:06
      niby sporo z tego człowiek skądś tam wie
      ale woli nie pamiętać ;)

      no to trochę kasy przyoszczędzę gotując (z upodobaniem, a jakże) w
      domu
      zaraz jeszcze dziecku podsunę tekścik do przeczytania i przestanie
      się rwać do knajpy ;)

      fajny tekst swoją drogą, dzięki gazeto!
      • jszafranski Re: brr 02.06.09, 11:02
        przeczytaj tez ta ksiazke "Kill Grill" , jest wydana w POlsce.
    • pisior23 Mój kolega sikał do napojów w... 02.06.09, 09:09
      Mój kolega ze studiów dorabiał sobie jako kelner w pewnej drogiej warszawskiej
      restauracji, gdzie przychodziło mnóstwo snobów. Nie byli zbyt mili dla
      kelnerów i uważali się za "bogów". Dlatego mój kumpel zafundował im eliksir
      bogów w postaci odrobiny moczu w napojach. Niektórzy idioci zamawiali lane
      piwo albo jeden kieliszek wina, bo nie chcięli płacić za całą butelkę...
      Kumpel zawsze później pytał, jak smakował posiłek i wino i nieraz nasłuchał
      się peanów o swoim moczu :)
      • krzyk007 Re: Mój kolega sikał do napojów w... 02.06.09, 10:04
        > Mój kolega ze studiów dorabiał sobie jako kelner w pewnej drogiej warszawskiej
        > restauracji, gdzie przychodziło mnóstwo snobów. Nie byli zbyt mili dla
        > kelnerów i uważali się za "bogów". Dlatego mój kumpel zafundował im eliksir
        > bogów w postaci odrobiny moczu w napojach. Niektórzy idioci zamawiali lane
        > piwo albo jeden kieliszek wina, bo nie chcięli płacić za całą butelkę...
        > Kumpel zawsze później pytał, jak smakował posiłek i wino i nieraz nasłuchał
        > się peanów o swoim moczu :)

        Twój kolega jest żałosnym, tchórzliwym d.u.p.k.i.e.m.
        Niedobrze mi się robi jak czytam o takich szmaciarzach.
        • crame Re: Mój kolega sikał do napojów w... 02.06.09, 11:41
          Ta bajka o koledze-sikaczu-studencie, jest starsza od Ciebie.
        • panistrusia Re: Mój kolega sikał do napojów w... 02.06.09, 12:33
          A co złego jest w zamówieniu jednego kieliszka wina???
        • troll_bagienny Nie ma to jak "burak" w restauracji 02.06.09, 12:43
          Ludzie potrafią być naprawdę chamscy dla obsługi, ale czasem ta
          obsługa sobie na to zasłużyła. Ja mam m.in. niemiłe wspomnienia z
          Poznania, kiedy to jedna z pań jeszcze przed przyniesieniem dań
          przywaliła taki oto tekst:"no tak mi państwo niepewnie wyglądają,
          proszę najpierw zapłacić, będzie jeden problem z głowy". Dodam, że
          akcja wydarzyła się na rynku, odtąd chętniej korzystam z tamtejszych
          barów mlecznych, gdzie nikt mnie z góry nie traktuje jak złodzieja,
          a jeszcze ciepłym uśmiechem obdarzy. W Krakowie z kolei w większości
          knajp kasę kładzie się pod serwetkę i można spokojnie udać się w
          siną dal, oczywiście są tacy, co czekają na resztę, zamiast zostawić
          napiwek, ale to ich sprawa, zwłaszcza, że obsługa bywa niemiła tak z
          zasady, po krakowsku dla "obcych" (czyt. wrocławian, warszawiaków -
          tych zwłaszcza, bo stołeczność ukradli ;)). Nie ma to jednak, jak
          nadęte panny-studentki dorabiające w knajpach do stypendium i
          obrażone na cały świat. Ten wzrok wzgardliwy i popędzanie, żeby
          szybciej złożyć zamówienie i wyrzuty, kiedy np. na stole sałatka z
          oliwek pojawia się bez oliwek, a klient to reklamuje. Mnie "urzekła"
          ich niechęć do cudzoziemców, w poznanym przeze mnie przypadku, do
          Turków, którzy chcieli wziąć resztki jedzenia na wynos. Rzecz
          praktykowana w całej Europie, u nas - nowość. Pani przerażona chyba
          perspektywą przekazania próbki do Sanepidu dosłownie wyrwała talerz
          jednemu z biesiadników i uciekła z nim do kuchni. A jeszcze rzuciła
          w przelocie: czarne świnie i tyle ją widziano. Uroki polskich
          jadłodajni. A propos plucia do napojów i jedzenia - co to za
          przyjemność z zemsty, skoro delikwent nie wie nawet, że "naznaczono"
          mu posiłek? W ten sposób, nie znając sobie sprawy, nawet gó... w
          cieście zje i się nie zorientuje.
      • nroht Re: Mój kolega sikał do napojów w... 02.06.09, 10:08
        nie ma się czym chwalić. Kolega prostak opowiadał drugiemu i razem rechotali nad
        swoją głupotą...
      • magatamo Re: Mój kolega sikał do napojów w... 02.06.09, 10:29
        i nieraz nasłuchał
        > się peanów o swoim moczu :)

        gratuluję kolegi idioty, rzeczywiście ma się czym chwalić, mam nadzieję ze w
        macu podadzą mu shaki z plwociną, a w szpitalu wit c zamiast morfiny
    • zalobanarodowa Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 09:16
      Znam ten rynek i powiem wam. Jedzcie dalej po restauracjach ludzie. Tam wam
      dają odpadki których by pies nie ruszył i się z was śmieją jak patrzą jak to
      jecie. Dla obsługi restauracji jesteście zwykłymi frajerami i głupkami
      płacącymi ciężkie pieniądze za śmieci.
    • bambussi to GDZIE można dobrze zjeść??? 02.06.09, 09:25
      to GDZIE można dobrze zjeść? np. w takiej Warszawie...

      macie jakies typy naprawdę dobrych restauracji? (bo przecież na
      głodniaka nie będę robił tych wszystkich opisanych w artykule
      procedur żeby sprawdzić po kolei ileśtam restauracji)

      (co do Grecji to 100% racji - nawet w barze na rogu ulicy jedzenie
      wydawało mi się świeższe niż w niezłych polskich restauracjach -
      oczywiście trzeba wybierać knajpy gdzie siedzą też miejscowi a nie
      sami turyści)
      • ignispl Re: to GDZIE można dobrze zjeść??? 02.06.09, 10:28
        To proste. Jadać ryby morskie jak najbliżej morza. Oczywiście takie gatunki, które w tym morzu wystepują bo jakoś pangi dziekiej nie uswiadczysz. Oscypki i żentycę w górach. Ryba chocby najświeższa, po zamrożeniu zawsze nabedzie intensywniejszego zapachu a mięso będzie miało inną konsystencję. Wyjątkiem są tutaj śledzie solone i w zalewie bo te wraz z czasem nabywają walorów smakowych.
        • tigga_11 niestety, niestety... 02.06.09, 11:09
          > To proste. Jadać ryby morskie jak najbliżej morza

          Chyba najbliżej Makro. Świeża to co najwyżej nad naszym morzem może
          być flądra bo łowią ją z łódki i idzie na czarno do smażalni.
          Ewentualnie niekiedy dorsz, ale to też rzadko. W większości to nie
          jest dorsz bałtycki, tylko np. z morza północnego czy atlantycki.

          Uwaga, teraz będzie niespodzianka: OKRES OCHRONNY NA DORSZA TRWA OD
          POCZĄTKU CZERWCA DO KOŃCA SIERPNIA :-))) Więc teksty w caaałe
          wakacje pt. "świeża ryba" oznaczają co najwyżej "świeżo rozmrożona
          ryba".

          Sorry, ale po prostu tak jest wygodniej w knajpie. Zamrożone to
          zamrożone a pierdzielić się ze świeżyzną w upale... Pamiętaj że nad
          morzem większość smażalni jest mocno prowizoryczna i wysublimowanych
          systemów chłodniczych tam nie uświadczysz...

          > Oscypki i żentycę w górach.

          Tak, jak wiesz w której bacówce kupisz oryginalny oscypek z owczego
          mleka. Nie łudź się - nie ma tyle owiec w Polandzie żeby wykarmić te
          hordy oscypkami. Głównie wciskają ci chamski oscypek z krowiego
          mleka, to już też przemysł.
          • sokolasty Re: niestety, niestety... 02.06.09, 11:20
            tigga_11 napisał:


            > Głównie wciskają ci chamski oscypek [ser górski lub uscypek, przypis
            cytanta]
            z krowiego
            > mleka,

            Który barwę ma nie z dymu, ale z herbacianej kąpieli :)
          • ignispl Re: niestety, niestety... 02.06.09, 13:40
            JA jestem znad morza. I badam te ryby zawodowo.
            Makro nie ma nic wspólnego ze smażalniami bo dorsz przerobiony i zamrozony jest droższy od przyłowu sprzedanego na lewo przez rybaków. Niestety. Stornia i turbot zreszta też chodza raczej świeże z tych samych powodów.
            Trzeba po prostu szukac smażalni w poblizu przystani rybackich. Jednodniowa ryba na lodzie to nie rzadkość wbrew pozorom.
            • tigga_11 Re: niestety, niestety... 02.06.09, 14:03
              ignispl napisała:

              > JA jestem znad morza.

              JA też ;-) I mam kolegę zawodowo posiadającego smażalniobar na
              Skwerze Kościuszki. :-)

              > Makro nie ma nic wspólnego ze smażalniami bo dorsz przerobiony i
              zamrozony jest
              > droższy od przyłowu sprzedanego na lewo przez rybaków.

              Tak, ale ten lewy dorsz nie ma szans zmierzyć się z wakacyjnym
              popytem. Poza tym halibuty, łososie, pangi (fu) to już 200% nie od
              rybaków.

              > Trzeba po prostu szukac smażalni w poblizu przystani rybackich.

              Częściowo zgoda, ale nie można tego uważać za regułę a w ludnych
              miejscach można się srogo naciąć. Większe prawdopodobieństwo takiej
              zależności występuje w mniejszych miejscowościach. Ale to rozpoznać
              możemy my, mieszkając nad morzem. Turysta podczas krótkiego pobytu
              ma śladowe szanse.

              Nad jednym się będę upierał. Smażalnie OK - kombinują z lewą rybą.
              Ale knajpy się nie pitolą - zobacz jak wyglada Makro w Gdyni po
              remoncie, nowe stoisko rybne. Oni właśnie się targetują na
              restauracje.
              • ignispl Re: niestety, niestety... 02.06.09, 14:27
                Zgadzam się. Ale trzeba ci pamietać (oh nie jestes kobietą! przepraszam) kolego, że:
                a. to że kumpel ma smażalnię nie oznacza że wszystkie sie zachowują taj jak ta jego
                b. pytanie pierwotne brzmiało: "gdzie mozna dobrze zjeść?" a ja odniosłam się do szans zjedzenia świeżej ryby nad morzem (może nieprecyzyjnie ale ogólne pryncypia wyboru pozostaja aktualne)
                c. głupoty turystów żrących pangę i halibuta oraz rybę maślaną nie zamierzam leczyć. Syzyfowa praca i co ja będę robic krzywdę naszym lokalnym biznesmenom?
                • ignispl Re: niestety, niestety... 02.06.09, 14:28
                  Przepraszam za błędy gramatyczne i ortograficzne. Troche sie spieszę, pisząc posty w tzw. międzyczasie.
                • tigga_11 Re: niestety, niestety... 02.06.09, 14:43
                  ignispl napisała:

                  > a. to że kumpel ma smażalnię nie oznacza że wszystkie sie
                  zachowują jak ta jego

                  Ależ oczywiście, lecz działa to też i w drugą stronę, wyjątkiem to
                  on nie jest. Zwłaszcza że patrząc na statystyczną zawartość tacek i
                  tak musi zasuwać po halibuta, łososia itp. więc bierze wszystko z
                  jednego źródła. Swoją drogą podzielam Twoje zdumienie, jak można
                  sobie budować wyobrażenie wyjątkowej swieżości takich ryb akurat nad
                  Bałtykiem niż gdzie indziej.

                  Ja bym powiedział tak, że po wstępnym kryterium (bliskość źródła)
                  szukałbym punktów w mniej eksponowanych turystycznie miejscach i
                  z "krótkim" menu. Czyli właściwie skorzystać z rad z artykułu...

                  A najlepiej zdybać łodziowych i zapytać do której te ryby opychają.
                  W Jastarni widziałem nawet zjawisko barteru - ryba z połowu za
                  kolejkę browarów...
        • crame Re: to GDZIE można dobrze zjeść??? 02.06.09, 11:39
          Niemiecki Stiftung Warentest, testowal swieze ryby i mrozone pod wzgledem swiezosci.
          Mrozone ryby bezposrednio na statku sa zawsze swieze.[Dostaly ocene dobra i
          b.dobra,] nawet w najdalszym zakatku Europy, pod warunkiem, ze nie zostal
          przerwany proces mrozenia w trakcie transportu. Ze swiezymi, ktore dotarly 3 lub
          4 dni pozniej do sklepow nie bylo najlepiej, mimo deklaracji "swieza".
          Ide o zaklad, ze nie rozpoznasz ryby rozmrozonej od swiezej, jezeli obie beda
          juz na talerzu!
          A propos rybek w zalewach, najlepsze jakie jadlem to byly sardyny w zalewie
          cytrynowej, w Szwajcarskich alpach.
          Nie wiem dlaczego oscypki trzeba jest w gorach?
          • ventus_historicus Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 11:58
            Mrożona ryba to tylko marny substytut. Proces mrożenia niszczy delikatną
            strukturę tkanki mięsnej, co w przypadku delikatnego rybiego mięsa daje
            zdecydowanie negatywny wpływ na dalszy proces obróbki i finalne walory konsumpcyjne.

            W przypadku niektórych gatunków ryb nie ma specjalnego problemu z pozyskaniem
            świeżego produktu ponieważ można zakupić żywe ryby. W krajach o bardziej
            rozwiniętej niż w Polsce kulturze spożycia ryb są też sklepy gdzie codziennie są
            dostarczane ryby z nocnego połowu.

            Można więc kupić świeże ryby i owoce morza, ale wyłącznie tam gdzie w handlu
            obowiązują jeszcze zasady przyzwoitości i na pewno nie są to sklepy należące do
            wielkich sieci - im się to po prostu nie opłaca.
            • tigga_11 Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 12:07
              ventus_historicus napisał:

              > W przypadku niektórych gatunków ryb nie ma specjalnego problemu z
              pozyskaniem świeżego produktu ponieważ można zakupić żywe ryby.

              W Polsce??? Co poza karpiem można kupić? Jeżeli już to naprawdę w
              niszowych sklepach, albo kilka gatunków w Makro (i to nie każdym).

              > W krajach o bardziej rozwiniętej niż w Polsce kulturze spożycia
              ryb...

              I tu jest pies pogrzebany. W PL spożycie ryb to: piątek, wigilia,
              smażalnia nad morzem i paluszki kapitana Iglo. Nie wspominam nawet
              już średniego spożycia, bo jest krotnie mniejsze niż w zach. Europie.
              • ventus_historicus Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 12:19
                tigga_11 napisał:

                > W Polsce??? Co poza karpiem można kupić? Jeżeli już to naprawdę w
                > niszowych sklepach, albo kilka gatunków w Makro (i to nie każdym).

                Gdzieniegdzie można kupić żywe pstrągi z hodowli, albo ryby słodkowodne z
                gospodarstw rybackich. Były też próby wprowadzenia na rynek sprzedaży żywych
                łososi. Niestety z omawianej już przyczyny, czyli słabej konsumpcji ryb w
                Polsce, zakończyły się fiaskiem.
            • crame Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 12:13
              Chyba lekko przesadziles z tym substytutem? Widziales testy,w ktorych kucharze z
              dwoma gwiazdkami Michellina, nie mogli rozpoznac ryby swiezej od rozmrozonej?
              Jak najbardziej zgadzam sie z Twoim zdaniem o przyzwoitosci w handlu. Nalezy
              wspierac lokalnych malych sklepikarzy, sprzedajacych wysokiej jakosci produkty,
              tak jak to mozna zauwazyc Niemczech, Italii, Francji.Bardzo podoba mi sie
              powrot do regionalnych tradycji kulinarnych z srodziemnomorskimi lub
              orientalnymi akcentami.
              • tigga_11 W jednym zgoda 02.06.09, 12:25
                Zgoda, że nad morzem łatwiej o świeżą rybę. Ale to łatwiej też
                oznacza trochę podchodów: trzeba wiedzieć kiedy i gdzie. Trzeba
                podjechać na plażę do Sopotu (chociaż słyszałem żę zaczynają już
                kombinować, zwłaszcza z wędzonymi), do Orłowa do Mechelinek albo w
                każdej innej nadmorskiej wsi zapytać się o łodziowych (najczęściej
                trafia się flądra). Albo popłynąć samemu na dorsza kutrem (polecam -
                przednia zabawa, nawet dla nie-wędkarzy).

                Ale te ryby niezmiernie rzadko trafiają do sklepów. Co najwyżej
                do "centrali" gdzie wpadają już w "proces".

                A ponieważ artykuł był o gastronomii to podkreślę - szansa że ta
                ryba z łodzi trafi do gastronomii jest mikra.
                • tigga_11 miało być dwa posty niżej @ventus_historicus n/t 02.06.09, 12:27
                • ventus_historicus Re: W jednym zgoda 02.06.09, 12:32
                  tigga_11 napisał:

                  > A ponieważ artykuł był o gastronomii to podkreślę - szansa że ta
                  > ryba z łodzi trafi do gastronomii jest mikra.

                  Niestety to prawda. W Gdyni, mieście leżącym nad morzem, gdzie dalej łowi się
                  ryby, gdzie w okolicy są hodowle ryb i gospodarstwa rybne nie zjesz w normalnej
                  restauracji dobrej świeżej ryby.
                  • tigga_11 Alga??? 02.06.09, 12:50

                    > Niestety to prawda. W Gdyni, mieście leżącym nad morzem, gdzie
                    dalej łowi się
                    > ryby, gdzie w okolicy są hodowle ryb i gospodarstwa rybne nie
                    zjesz w normalnej
                    > restauracji dobrej świeżej ryby.

                    Kiedyś, za poprzedniego ustroju w Gdyni na 10-go lutego (przed
                    skrzyżowaniem z Wł. IV, tam gdzie teraz jest Lukas) była knajpa
                    rybna, nazwa jakoś na A. W latach 70-tych były tam ryby w akwariach
                    i przyrządzano je jak w Japonii – na oczach, na świeżo. Ja znam to
                    tylko z opowiadań, pamiętam tylko sklep rybny obok, który był pełen
                    dóbr z Dalmoru – kraby, kalmary (mrożone, częściej puszkowane) i
                    ciekawostka – kryl. Tym nas władza chciała żywić zamiast mięsa…
                    • ventus_historicus to była Aloza :-) 02.06.09, 13:09
                      Nazwa pochodzi od bardzo smacznej ryby z rodziny śledziowatych żyjącej w Bałtyku
                      i wodach okalających wybrzeża Europy.
                      Kalmary i kerguleny pamiętam ale kryla to tam nigdy nie widziałem.
                      Swoją drogą kerguleny czasami pojawiają się w naszych sklepach i w dzisiejszych
                      czasach. Polecam spróbować przyrządzić je w galarecie. Są bardzo smaczne.
                      • tigga_11 Re: to była Aloza :-) 02.06.09, 13:33
                        > Kalmary i kerguleny pamiętam ale kryla to tam nigdy nie widziałem.

                        Kryl był w zamrażarkach, taka kostka białego czegoś. W ZSRR naród to
                        jadł więc toarzysze obwołali to naszą przyszłością (prościej było
                        wybudować trawlery i wysłać na Ocean Arktyczny niż "uzdrowić"
                        produkcję mięsa). A że wyglądało to jak plankton to nie dziwota że
                        ludzie nawet o tym słyszeć nie chcieli.
                        • ventus_historicus Kryl - socjalistyczna krewetka 02.06.09, 13:40
                          tigga_11 napisał:

                          >
                          > Kryl był w zamrażarkach, taka kostka białego czegoś. W ZSRR naród to
                          > jadł więc toarzysze obwołali to naszą przyszłością (prościej było
                          > wybudować trawlery i wysłać na Ocean Arktyczny niż "uzdrowić"
                          > produkcję mięsa). A że wyglądało to jak plankton to nie dziwota że
                          > ludzie nawet o tym słyszeć nie chcieli.

                          "Socjalistyczna krewetka" ;-)
                          Nie przyjął się, nie miał szans, bo kto wtedy wiedział co to krewetki?
                          Swoją drogą podobno te skorupiaki są całkiem smaczne i zarówno Japończycy jak i
                          Koreańczycy sporo tego łowią.
                          • tigga_11 Re: Kryl - socjalistyczna krewetka 02.06.09, 13:52
                            ventus_historicus napisał:

                            > Swoją drogą podobno te skorupiaki są całkiem smaczne i zarówno
                            Japończycy jak i
                            > Koreańczycy sporo tego łowią.

                            1) Już nie tak sporo, bo połowy ograniczyły konwencje - ze względu
                            na fakt że jest to główny pokarm np. wielorybów
                            2) Głównie idzie na pasze i do przemysłu "odżywkowego" - kwasy
                            tłuszczowe, DHA itp
                    • ignispl Re: Alga??? 02.06.09, 13:48
                      tigga_11 napisał:

                      >
                      > > Niestety to prawda. W Gdyni, mieście leżącym nad morzem, gdzie
                      > dalej łowi się
                      > > ryby, gdzie w okolicy są hodowle ryb i gospodarstwa rybne nie
                      > zjesz w normalnej
                      > > restauracji dobrej świeżej ryby.
                      >
                      > Kiedyś, za poprzedniego ustroju w Gdyni na 10-go lutego (przed
                      > skrzyżowaniem z Wł. IV, tam gdzie teraz jest Lukas) była knajpa
                      > rybna, nazwa jakoś na A. W latach 70-tych były tam ryby w akwariach
                      > i przyrządzano je jak w Japonii – na oczach, na świeżo. Ja znam to
                      > tylko z opowiadań, pamiętam tylko sklep rybny obok, który był pełen
                      > dóbr z Dalmoru – kraby, kalmary (mrożone, częściej puszkowane) i
                      > ciekawostka – kryl. Tym nas władza chciała żywić zamiast mięsa…
                      Aloza? Dobre tam było jedzonko. Szczególnie kalmarki w sosie. Anyway, daje sie zjeść dobrą i świżą rybę w Gdyni. Trzeba tylko odpowiednio poszukać. No i poza sezonem, bo wtedy to sie serwuje najgorszy chłam.
                      Polecam chatę rybaka. Kiedys mieli świezutkie dorsze. Tawerna Orłowska jest niezła. Przystań w sOPOCIE. Nautilus w Gdańsku. Tam jest świeżo zawsze i bezwzględnie choc ceny też są zatykające.
              • ventus_historicus Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 12:28
                crame napisał:

                > Chyba lekko przesadziles z tym substytutem? Widziales testy,w ktorych kucharze
                > z
                > dwoma gwiazdkami Michellina, nie mogli rozpoznac ryby swiezej od rozmrozonej?

                Niestety nie przesadziłem. Ja rozpoznaję bez problemu.
                Swoją drogą to nie chce mi się wierzyć by dobry kucharz nie potrafił odróżnić
                ryby świeżej od rozmrożonej.
                W przypadku ryb o widocznej strukturze mięsa, czyli np. dorsza, łososia czy
                halibuta, jest to ewidentnie rozpoznawalne. Ryba inaczej dzieli się na kawałki
                pod palcami.
                Dla ludzi którzy mają okazję jadać świeże, nie zamaskowane jakimiś sosami ryby
                różnica jest również wyraźnie wyczuwalna w smaku i konsystencji gotowego dania.
            • ignispl Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 13:44
              ventus_historicus napisał:

              > Mrożona ryba to tylko marny substytut. Proces mrożenia niszczy delikatną
              > strukturę tkanki mięsnej, co w przypadku delikatnego rybiego mięsa daje
              > zdecydowanie negatywny wpływ na dalszy proces obróbki i finalne walory konsumpc
              > yjne.
              >
              > W przypadku niektórych gatunków ryb nie ma specjalnego problemu z pozyskaniem
              > świeżego produktu ponieważ można zakupić żywe ryby. W krajach o bardziej
              > rozwiniętej niż w Polsce kulturze spożycia ryb są też sklepy gdzie codziennie s
              > ą
              > dostarczane ryby z nocnego połowu.
              >
              > Można więc kupić świeże ryby i owoce morza, ale wyłącznie tam gdzie w handlu
              > obowiązują jeszcze zasady przyzwoitości i na pewno nie są to sklepy należące do
              > wielkich sieci - im się to po prostu nie opłaca.
              Na przykład świeżą rybę można kupić na przystaniach rybackich i na hali rybnej w Gdyni. Smażąlnie koło przystani maja w większości świezynę na składzie bo kupują od rybaków. Bez kosztów transportu.
              • ventus_historicus Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 14:00
                ignispl napisała:


                > Na przykład świeżą rybę można kupić na przystaniach rybackich i na hali rybnej
                > w Gdyni. Smażąlnie koło przystani maja w większości świezynę na składzie bo kup
                > ują od rybaków. Bez kosztów transportu.

                Z halą rybną w Gdyni jest pewien problem, za dużo stoisk w stosunku do popytu i
                brak klimatyzacji źle wpływający na świeżość ryby latem. Kilka warstw ryby na
                lodzie nie zapewnia odpowiedniego schłodzenia tym które są na wierzchu.
                Kupienie tam zupełnie świeżego fileta z dorsza w inne dni niż czwartek czy
                piątek jest raczej niewykonalne, ale i tak hala rybna jest o wiele lepsza niż
                oferta zwykłych sklepów czy to co można znaleźć na stoiskach rybnych w
                hipermarketach.
                • ignispl Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 14:18
                  ventus_historicus napisał:

                  > ignispl napisała:
                  > Z halą rybną w Gdyni jest pewien problem, za dużo stoisk w stosunku do popytu i
                  > brak klimatyzacji źle wpływający na świeżość ryby latem. Kilka warstw ryby na
                  > lodzie nie zapewnia odpowiedniego schłodzenia tym które są na wierzchu.
                  > Kupienie tam zupełnie świeżego fileta z dorsza w inne dni niż czwartek czy
                  > piątek jest raczej niewykonalne, ale i tak hala rybna jest o wiele lepsza niż
                  > oferta zwykłych sklepów czy to co można znaleźć na stoiskach rybnych w
                  > hipermarketach.
                  Blisko ideału sa rybacy jedynie i to zaprzyjaźnieni. Choc znam dwa stoiska gdzie mozna kupic świeżą rybkę po zaczajeniu sie na przyjście "połowu" a nawet uzyskać info telefoniczne o czasie dostawy :D
                  • tigga_11 Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 14:30
                    ignispl napisała:

                    > Blisko ideału sa rybacy jedynie i to zaprzyjaźnieni. Choc znam dwa
                    stoiska gdzi
                    > e mozna kupic świeżą rybkę po zaczajeniu sie na przyjście "połowu"
                    a nawet uzys
                    > kać info telefoniczne o czasie dostawy :D

                    Szkoda tylko, że nawet w nadmorskim mieście przypomina to podchody
                    za babą z baleronem w stanie wojennym ;-)
              • tigga_11 Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 14:05
                ignispl napisała:

                > Na przykład świeżą rybę można kupić na (...) hali rybnej w Gdyni.

                Oj, na hali "udało" mi się parę razy naciąć...
                • ignispl Re: Ryba świeża a mrożona 02.06.09, 14:19
                  W ten sposób droga przedmówczyni to możemy dojść przy niewielkim nakładzie sił do wniosku, że nia ma świeżych ryb bo pływaja takowe wyłacznie daleko od strefy polskiej. :0
            • wen_yinlu Re: Ryba świeża a mrożona 03.06.09, 20:35
              W "barbarzyńskich" Chinach to nawet można palcem żywą upatrzoną rybę w zbiorniku
              pokazać i za kilka minut usmażoną zjeść... patrząc kucharzowi na ręce (i tak na
              ulicy stoi często).
              Oni zresztą tak mają z różnymi stworzeniami, zabiją prawie na oczach (te
              mniejsze oczywiście) a potem smażą i się je.
          • tigga_11 Re: to GDZIE można dobrze zjeść??? 02.06.09, 11:58
            crame napisał:

            > Nie wiem dlaczego oscypki trzeba jest w gorach?

            Bo to taki chwytliwy marketingowy bełkot. Ryba = nad morzem. Oscypek
            = w górach. Do prostej logiki to przemawia. Dodatkowo ludzie
            pielęgnują wspomnienia z czasów gdy nie istniały jeszcze tak
            rozwinięte przetwórstwo i logistyka i rzeczywiście nad morzem
            łatwiej było o rybę a oscypek poza Podhalem był nieosiągalny.
            • ventus_historicus Swieża ryba jest tylko blisko wody! 02.06.09, 12:12
              Są takie paskudne z mojego punktu widzenia słowa, jak logistyka i optymalizacja
              kosztów, na które jako wielbiciel ryb reaguję nerwową wysypką.

              Niestety smutna prawda jest taka, że Polacy jedzą mało ryb i w związku z tym nie
              bardzo opłaca się handlować u nas dobrą czyli świeżą rybą. Przez dobrą rybę
              rozumiem bardzo świeżą i nigdy nie mrożoną rybę. Takiej, morskiego pochodzenia,
              ryby nie kupisz zbyt daleko od miejsca połowu właśnie z powodu logistyki i
              opłacalności transportu.
              Ponieważ mieszkam bezpośrednio nad morzem i mam okazję kupować ryby bezpośrednio
              po połowie lub ryby z hodowli to wiem jak wspaniałym produktem są niezniszczone
              procesem mrożenia ryby.
              • crame Re: Swieża ryba jest tylko blisko wody! 02.06.09, 12:27
                "Ponieważ mieszkam bezpośrednio nad morzem..."
                Fajnie :-)
                • ventus_historicus Re: Swieża ryba jest tylko blisko wody! 02.06.09, 12:37
                  crame napisał:

                  > "Ponieważ mieszkam bezpośrednio nad morzem..."
                  > Fajnie :-)

                  No dobrze ;-)
                  Nie mam domu na palach bezpośrednio nad morskimi wodami, ale w porównaniu do
                  większości czytelników tego forum odległość domu od morza mniejsza niż 200m
                  pozwala mi na pewne uproszczenie :-)
          • ignispl Re: to GDZIE można dobrze zjeść??? 02.06.09, 13:42
            A jadłeś kiedyś oscypka z folii ze sklepu? Ohyda. Natomiast świeże oscypki mieszkając na Pomorzu, jadłam kupione od górali na targu (przyjeżdżali z Zakopca porannym pociągiem) oraz w górach. Żentycę tylko w górach świeżą można wypić. No i jak sie wyczai taka prawdziwą bacówkę a nie kupuje na krupówkach to i prawdziwe oscypki mozna dostać.
            • tigga_11 confused 02.06.09, 13:48
              No to nie kumam, bo zaczełaś pisać schematycznie że np. ryba - to
              nad morzem. A dochodzimy do tego samego, że nie liczy się
              lokalizacja a źródło. A źródła są teraz tak łatwo dostępne że możesz
              zjeść świetną rybę w górach i świetny oscypek na plaży :-)
              • ignispl Re: confused 02.06.09, 13:57
                tigga_11 napisał:

                > No to nie kumam, bo zaczełaś pisać schematycznie że np. ryba - to
                > nad morzem. A dochodzimy do tego samego, że nie liczy się
                > lokalizacja a źródło. A źródła są teraz tak łatwo dostępne że możesz
                > zjeść świetną rybę w górach i świetny oscypek na plaży :-)
                Rany! Ja tłumaczę że z powodu źródeł dostawy np. ich bliskości łatwiej jest trafić knajpę serwującą dobrą morską rybę nad morzem niż w górach. TAk samo jest z oscypkiem. To jest za trudne czy jak? W Gdyni są knajpy ze świeżą morską rybą i jest ich więcej niz w takim np. Krakowie.
              • ventus_historicus Re: confused 02.06.09, 14:09
                tigga_11 napisał:

                > No to nie kumam, bo zaczełaś pisać schematycznie że np. ryba - to
                > nad morzem. A dochodzimy do tego samego, że nie liczy się
                > lokalizacja a źródło. A źródła są teraz tak łatwo dostępne że możesz
                > zjeść świetną rybę w górach i świetny oscypek na plaży :-)

                Będę marudny. Świetna to może być tylko bardzo świeża, niemrożona ryba. Inne
                mogą być po prostu smaczne lub dobrze przyrządzone.
                A w świetne oscypki na plaży nie jestem w stanie uwierzyć!
                Świetny oscypek powinien być wykonany wyłącznie z owczego mleka a znaleźć
                takiego to i w górach, po znajomości trudno.
                Na plaży możesz jedynie kupić lepszy lub gorszy wyrób oscypkopodobny!
                • tigga_11 .... 02.06.09, 14:23
                  Może za bardzo wnikamy w szczegóły?

                  Generalnie chodziło mi to, że bliskość źródła nie jest żadną
                  gwarancją, zwłaszcza w świecie taniej logistyki i przemysłu
                  przetwórczego. Większe znaczenie ma chyba podejście właściciela
                  knajpy, jego uczciwość i nastawienie. Niestety dla turystów mało kto
                  się będzie starał - oni i tak są w tej knajpie raz, maks. 2 razy. I
                  tak tylko posługując się kryterium "blisko źrodła" wsuwasz mrożonkę
                  patrząc się na przystań.

                  Przykład? Kiedyś bar Przystań w Sopocie brał rybę od lokalnych
                  rybaków, teraz przy tym przerobie to nie próbują nawet o tym
                  wspominać. A gawiedź z Wwy i Polandu zasuwa tam, bo przecież są przy
                  przystani i ryba jest świetna. Wierz mi, że z takiego błędu
                  wyprowadzam co roku wielu.

                  Jeżeli właścicielowi zależy na tym żeby zrobić knajpę ze świeżyzną
                  to zrobi to i bez straty np. w Warszawie. Jeżeli mogą tam dojechacć
                  świeże mule to dojedzie i ryba na lodzie. Oczywiście za odpowiednią
                  cenę.

                  Podsumuję - tak, nad morzem ŁATWIEJ, ale to dopiero preludium do
                  poszukiwań, żaden to klucz do kulinarnej szczęśliwości :-(

                  pozdrawiam heimat-rodaków ;-)
            • ignispl Re: to GDZIE można dobrze zjeść??? 02.06.09, 13:52
              Więc tigga proszę wyluzuj z brakiem logiki. Sędzią jesteś że tak sie pchasz do oceniania innych? I pomyśl sama żeby sie nie ciskać.
      • troll_bagienny Pozostaje bar mleczny 02.06.09, 12:51
        Jako, że miasto dopłaca do tego interesu, kontrole tam są częstsze,
        Sanepid pojawia się regularnie. To raz. A dwa - jedzenie może marne -
        i z wyglądu, i (czasem)smaku, ale nikt cię nie wydyma finansowo. Ja
        tam lubię takie przybytki, a dla przyjemności to czasem do kawiarni
        sobie wpadnę, na przysłowiową wuzetkę z kawą, a nie zaraz, żeby się
        w eleganckiej knajpie delektować pozornymi rarytasami, które leżały
        koło odpadków. W barze mlecznym masz na widoku kotły i kucharki,
        które to przygotowują, struć się tym nie da, bo by masowe zatrucie
        było i na szeroką skalę, biorąc pod uwagę liczbę osób korzystających
        z tego typu formy żywienia. Wielu moich bogatych znajomych nie widzi
        nic obciachowego w korzystaniu z "mleczaków" i nawet lubią się tam
        spotkać na zasadzie awangardowego podejścia do "clubbingu".
        • panistrusia Re: Pozostaje bar mleczny 02.06.09, 13:18
          > sobie wpadnę, na przysłowiową wuzetkę z kawą, a nie zaraz, żeby się

          A możesz przytoczyć to przysłowie o kawie i wuzetce? Bo nie znam, a
          chciałabym.
          • krosta_na_dupie Re: Pozostaje bar mleczny 02.06.09, 13:29
            "Kawa i wuzetka są obowiązkowe. Bijemy się o Złotą Patelnię"...
            • zalobanarodowa Re: Pozostaje bar mleczny 02.06.09, 13:51
              To nie przysłowie, to cytat z filmu.
              • panistrusia Re: Pozostaje bar mleczny 02.06.09, 13:57
                Szczerze mówiąc, to ja WIEM, że takie przysłowie nie istnieje. Ale
                cicho sza;)
    • rcnr Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 09:35
      Najbardziej śmieszy mnie, że o zdanie na temat restauracji pyta się kogoś od
      Polskiego Jadła, czyli marki która jest dla mnie już kompletnie skończona.
      Fatalne jedzenie, przynajmniej w Poznaniu. A tłumaczenie kelnerki, że inne
      dania, czyli te droższe są lepsze, jest po prostu dla mnie śmieszne. W kilku
      innych miastach już zamknęli lokale bo były chyba nierentowne. Polskie Jadło,
      stanowczo odradzam.
      Tak tylko wtrącam swoje dwa grosze.
    • netfun Anchois 02.06.09, 09:57
      "A Magda Gessler dorzuca: - I żeby anchois nie było z Helu, bo
      śmierdzi śledziem."

      Ot, powiedziala paniusia, co wiedziala - anchoisa smierdzi tak
      okropnie, ze polski sledz przy tym czyms to wrecz rozami pachnie.
      • ventus_historicus Re: Anchois 02.06.09, 13:19
        netfun napisał:

        > "A Magda Gessler dorzuca: - I żeby anchois nie było z Helu, bo
        > śmierdzi śledziem."
        >
        > Ot, powiedziala paniusia, co wiedziala - anchoisa smierdzi tak
        > okropnie, ze polski sledz przy tym czyms to wrecz rozami pachnie.

        Pani Gessler pewnie miała na myśli nie zapach anchois, ale to z czego jest
        zrobiony dany produkt. Prawdziwe anchois jest wyłącznie z sardeli. Produkty "z
        Helu" są ze śledzia, moskalika (małe niedorosłe śledzie) lub szprotów.
        • netfun Re: Anchois 02.06.09, 13:28
          Nie wiem, co pani Gessler powiedziec chciala.
          Ale zabrzmialo to strasznie snobistycznie - sledz jest be, anchois -
          cacy.
          Bo sledz lub moskalik jest polski, a sardelowe anchois -
          "zagramaniczne".
          Na mozg im pada juz w tej "stolycy".
          • tigga_11 Pani Gessler chciała powiedzieć że... 02.06.09, 15:52
            Anchois ze śledzia to tak jak wyrób czekoladopodobny albo schabowy z
            szynki albo masło z margaryny albo "wino" z syropu i spirytusu itp...

            Wiem, niektórym różnicy nie robi. Widać to z artykułu.
    • bialystok.pl Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 09:57
      I śmieszno i straszno.
      Bo z jednej strony - każdy kombinuje jak może. Restauracje to jedno,
      firmy masarnicze i każde właściwie przetwórstwo (rybne, owocowe) -
      to drugie. Tam - na produkcji, na którą nikt nigdy we "właściwym"
      momencie(czyli podczas procederów "optymalizujących koszty
      produkcji") nie trafi (wszystkie kontrole i wizyty muszą być
      zapowiedziane) - dzieje się pierwsza część tej historii. Czyli
      nastrzyki, konserwanty i "drugie życie" mięs.

      Każdy biznes nastawiony jest na zysk. To niestety fakt, że te
      droższe restauracje często bardziej pilnują jakości, ale nawet tam
      dąży się do optymalizacji wydatków i maksymalizacji zysków.

      W każdym kraju (no, może poza Tunezją - tam dobre są tylko dżemy)
      można znaleźć coś pysznego i nadziać się na trutkę (jak Gahan z
      Depeche Mode w Grecji, który ponoć leczy jelita do dziś). W krajach
      Europy Wschodniej jest podwójnie niebezpiecznie, bo nasze kuchnie
      opierają się o smażone, panierowane, ciężkie jedzenie - tu
      możliwości rzeźby na produkcie są praktycznie nieskończone.

      Japonia ma wspaniałą kuchnię - tam rybę zabija się i przyrządza na
      oczach klienta. Czy daje to jednak gwarancję, że wszystko jest
      świeże? Pewnie też niekoniecznie, bo wspomniany glutaminian być może
      również tam ma swoich zwolenników.

      Taki świat. Gdyby chcieć jeść zdrowo i bezpiecznie, należałoby
      wynieść się w wolne od zanieczyszczeń tereny (lasy Amazonii?),
      stworzyć tam kawałek własnej uprawy ekologicznej i spożywać
      wyłącznie to, co wyszło spod własnego obucha.
      • lokis76 Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 10:18
        prawda to wszystko bialostoczczaninie .. ale jakies takie straszne w
        sumie
      • rheinhart Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 04.06.09, 08:17
        Czesc 'Bialystok', Ty na powaznie z tym dzemem w Tunezji?? :-))
        Pol zycia spedzilam w krajach arabskich, w Tunezji bylam u znajomych, i musze Ci
        powiedziec, ze w restauracjach jedzonko bylo bardzo dobre.Brik jadles? Roznego
        rodzaju grillowane miesa? Ryby?
        Wiec skad Twoj wniosek? Moze byles w jakims tzw. 'resorcie' czyli hotelu-centrum
        wakacyjnym, gdzie w kolo macieju podaja tzw.jedzenie miedzynarodowe, czyli bez
        smaku i niedobre...?
        A z twierdzeniem, nie pozbawionym jakiejs logiki, ze zeby zdrowo jesc, trzeba
        wyniesc sie do Amazonii, to jednak na powaznie nie sposob sie zgodzic. Tam gdzie
        mieszkam (Europa Polnocna)juz od wielu lat istnieja systemy kontroli jakosci
        zywnosci, w tym ekologicznej. Istnieja rowniez takowe certyfikaty europejskie.
        Napewno nie jest to 100-procentowa 'czystosc',jak bylo w 19-ym wieku. Wystarczy,
        ze rolnik gdzies dalej uzywa insektycydow, i moze nawiac je rowniez na pole
        ekologiczne.Ale i tak bedzie to ulamek tego, co wchloniesz, jedzac np.owoce
        bezposrednio spsikiwane chemia, albo mieso wolowe pelne hormonow wzrostu i
        antybiotykow ktorymi naszpikowane sa krowy za ich nieszczesnego zycia.
        Wiec jasne, nawet opcja 'ekologiczna' nie jest perfect (drogo), ale jest jak
        najbardziej realna. Warto sie dowiedziec.
    • t.o.m.e.k Co za beznadziejny artykuł 02.06.09, 10:09
      Jako "autorytety" - dwoje restauratorów, którzy (jak należałoby się
      domyślać) nic nie mają sobie do zarzucenia, a wszystko innym.
      Szkoda, że ani oni, ani autor nie byli łaskawi wymienić nazw tych
      knajp, w których zetknęli się z tymi wszystkimi nieprawościami, o
      których tak barwnie opowiadają.
      Od strony dziennikarskiej też wtopa. Co to za stwierdzenie:
      "Restauracje nastawione tylko na zysk kupują "wysokowydajne" mięso,
      czyli nastrzyknięte wodą z solą....". A czy są restauracje
      nastawione 'nie tylko na zysk'? To na co jeszcze? Każde
      przedsiębiorstwo z definicji nastawione jest TYLKO na zysk, bo TYLKO
      dzięki zyskowi może przetrwać, funkcjonować i się rozwijać. Pytanie,
      jakimi metodami ten zysk wypracowuje, jest już chyba zbyt
      skomplikowane dla redaktora.
      Artykuł generalnmie utrzymany w poetyce charakterystycznej m.in. dla
      Wprost - bezładna wyliczanka faktów, bez jakichś ogólniejszych
      wniosków, czy nawet idei przewodniej. Na stronie głównej straszy
      jakiś osyfiały talerz, z tekstu niby wynika, że nie jest tak źle,
      ale właściwie nic nie wynika, bo nie poparty jest tak naprawdę
      ŻADNYMI konkretami tylko składa się z jakichś luźnych dywagacji
      autora i "ekspertów". Szkoda, bo sam temat jest oczywiście
      interesujący i mógłby stanowić kanwę do całego cyklu artykułów, no
      ale został potraktowany jak klient w polskiej restauracji. Menu
      obiecuje Bóg wie co, a klient ostatecznie dostaje rozwodniony
      rosołek i nastrzyknięty słoną wodą stek...
      • tigga_11 zbyt prosto rozumujesz 02.06.09, 11:15
        Tobie to chyba trzeba pisać definicjami i cytując paragrafy.

        > Każde przedsiębiorstwo z definicji nastawione jest TYLKO na zysk,
        > bo TYLKO dzięki zyskowi może przetrwać, funkcjonować i się rozwijać

        Tak, definicja się zgadza, pierwsze kolokwium z teorii zaliczone.

        Jeżeli nie dostrzegłeś dość popularnego uproszczenia to rozwinę, w
        tym przypadku zysk można osiągnąć rżnąc po chamsku klienta (bo i tak
        nie wróci albo się nie pozna) patrząc krótkowzrocznie na pieniądze
        które zaraz zostawi, albo dbając o jego zadowolneie i lojalność -
        patrząc na te pieniądze które on lub jego nzjomi będą zostawiać w
        przyszłości.

        Ale to nie był artykuł o ekonomii, więc nie czepiaj się uproszczeń i
        definicji.
        • t.o.m.e.k Re: zbyt prosto rozumujesz 02.06.09, 13:32
          tigga_11 napisał:

          >
          > Tak, definicja się zgadza, pierwsze kolokwium z teorii zaliczone.
          >
          > Jeżeli nie dostrzegłeś dość popularnego uproszczenia to rozwinę, w
          > tym przypadku zysk można osiągnąć rżnąc po chamsku klienta (bo i
          tak
          > nie wróci albo się nie pozna) patrząc krótkowzrocznie na pieniądze
          > które zaraz zostawi, albo dbając o jego zadowolneie i lojalność -
          > patrząc na te pieniądze które on lub jego nzjomi będą zostawiać w
          > przyszłości.
          >
          Wiem o czym to był artykuł - nie czepiam się urpszczeń tylko stylu,
          w jakim został napisany i tego, że taką miałką pisaniną zmarnowano
          naprawdę ważny temat.

          No i oczywiście zgadzam się z tym co powyżej. Polska specyfika
          handlu - 'maksymalny zysk, mały obrót - a jak ci się nie podoba to
          wypier...', obowiązuje chyba w każdej dziedzinie, a w gastronomii
          przede wszystkim. Nikogo - poza paroma wyjątkami - nie interesuje,
          czy klient wróci do takiej czy innej knajpy, bo jak nie on, to
          przyjdzie inny, którego i tak będzie można orąbać. Dlaczego? Dlatego
          że polski rynek wciąż nie jest rynkiem konsumenta tylko sprzedawcy
          (tudzież 'reklamodawcy'). Nie ma organizacji konsumenckich, nie ma
          monitoringu jakości towaru i usług, nie ma piętnowania nieuczciwości
          z podawaniem nazw i nazwisk, nie ma standardów odnośnie obsługi, nie
          ma choćby blado zarysowanych zasad etyki handlowania. Zasada jest
          jedna - kroić frajerów jak się da. A frajerzy dają się kroić, bo po
          pierwsze nie mają wyboru, a po drugie zgadzają się na to (10 zł za
          piwo na rynku w Poznaniu, Warszawie czy Krakowie to już powoli
          standard, podobnie jak 30 i więcej złotych za kawał podeszwy w
          kształcie mięsa, 3 ziemniaczkami na krzyż i ochłapem surówki).
          Media nie będą się otwarcie angażowały w działania pro-konsumenckie,
          bo są to działania anty-producenckie i anty-handlowe, a przecież to
          nie konsumenci dają reklamy tylko ta 'druga strona'. I koło się
          zamyka - niby się coś pisze, powstają takie pozorowane artykuliki
          jak ten, ale wszystko w granicach 'przyzwoitości', bo przeca
          napiszemy coś nie tak i ważny reklamodawca się obrazi...
          A z czego żyłyby wówczas lamerskie gazetki typu Logo czy Avanti?
          • tigga_11 Ja bym to podsumował tak: 02.06.09, 13:45
            1. Krojenie frajerów występowało występuje i będzie występować
            zawsze i wszędzie. Zwłaszcza "przemysł turytyczny" jest wielką
            machiną do krojenia frajerów. Dlaczego? Dlatego że 98% turystów nie
            wróci już w to samo miejsce, więc po co się starać. I tak skroją cię
            w PL, Czechach, Hiszpanii, Włoszech, Francji, wszędzie. Stąd mądra
            rada o rozpoznawaniu dobrych knajp przy drodze - stawaj tam gdzie
            dużo samochodów a zwłaszcza TIRów. Mój ojciec poznał tą radę od
            Hiszpanów w latach 70-tych więc to nie jest rodzima mądrość.

            2. Tak długo jak nie wychowamy sobie kultury kulinarnej, że będziemy
            w stanie rozpoznawać takie tricki jak w artykule - tak długo knajpy
            będą nas walić w rogi. Ponieważ nasza kultura żywieniowa jest raczej
            niskich lotów - poszukiwania dobrych knajp jeszcze długo będą
            sportem.

            3. Na szczęście potęga internetu odciska swoje piętno i na tej
            działce. Wystarczy zajrzeć np. na gastronautów żeby odsiać trochę
            plew, a resztę sprawdzić samemu.
            • avvg Re: Ja bym to podsumował tak: 02.06.09, 15:21
              Serwis Gastronauci to plewa sama w sobie
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=287&w=76326452&a=76326452
    • szalonyluk Polskie Jadło - placki ziemniaczane 02.06.09, 10:52
      W Czechowicach reklamują placki ziemniaczane prosto z pieca opalanego drewnem.
      Faktycznie stoi gościu przy piecu i coś tam pichci na oczach gości. W
      rzeczywistości wyjmuje placki już usmażone z lodówki i w tym piecu je tylko
      podgrzewa. Podobnie robią z innymi daniami. Żenada Panie Kościuszko
      • vela_bono Re: Polskie Jadło - placki ziemniaczane 02.06.09, 11:00
        Anchois smierdzi?
        Smierdzielismy moi znajomi i ja, po powrocie z ktoregostam pobytu w
        hiszpanskiej restauracji pani Magdy Gessler (na Nowym Swiecie),
        poniewaz nieopatrznie siedlismy w sali z barem - nastepnego dnia
        musialam uprac wszystkie ubrania, bo smierdzialy jak antyczna frytka.

        A w sumie lubilismy ze znajomymi tam chodzic...
        • j-50 Re: Polskie Jadło - placki ziemniaczane 02.06.09, 11:52
          Czasami to co śmierdzi jest właśnie znakomite. Moja kochana
          włochatka nie zje tego, co ja jako śmierdzące zjadam.
          Ale chodzi tu o zupełnie co innego. O zwykły syf. Typowy dla Polski.
          Ściera jak skarpeta - dotąd w użyciu, dopóki nie spadnie na dół po
          rzuceniu o sufit. Takie skarpety ja toleruję i jestem do tego od
          dawna przyzwyczajony (sprawa skrajnych warunków, znanych tylko
          niewielu facetom). Ale nie toleruję syfu w kuchni oraz syfu ze
          sklepu.
    • magdahautesalpes Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 11:16
      nie jadam czesto w polskich restauracjach
      co zauwazylam i czego bardzo mi brak to wody serwowanej w karafce
      tak jak we Francji czy Italii
      u nas niestety trzeba w dalszym ciagu bulic za mineralna nie zawsze
      dobrej marki
      • j-50 Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 11:41
        Jestem starodawny. Jem tylko to, co ugotuje moja kobita. Tylko jej
        wierzę. Ale i tak się przejeżdżam na tym. Chodzi bowiem o to, że
        nawet kumata w gotowaniu kobitka operuje tym co kupi. A to jest
        bardzo często syf niesamowity.
        Raz pewnego statku szypra
        Przeokrutna myśl dręczyła.
        Myślał biedak, że ma trypra,
        A to była zwykła kiła!
        • megi163 Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 11:49
          j-50 napisał:

          > Jestem starodawny. Jem tylko to, co ugotuje moja kobita. Tylko jej
          > wierzę. Ale i tak się przejeżdżam na tym. Chodzi bowiem o to, że
          > nawet kumata w gotowaniu kobitka operuje tym co kupi.
          Szczerze życze ci smacznego-zwłaszcza jak będziesz jadł takiego
          kurczaczka w 4 życiu którego ci zonka przygotuje!!!
          • j-50 Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 12:09
            Jesteś producentką drobiu? Bo jeżeli nie - to żresz syf. Smacznego
            życzy murzynek bambo z reklamy wiadomej kurczaków.
      • crame Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 11:55
        Picie wody jest jeszcze w Polsce niezbyt popularne. Chociaz i tak jest lepiej
        niz jakies 25 lat temu, wtedy woda mineralna na stole byla synonimem ubostwa i w
        zadnym porzadnym domu nie zaproponowano by szklanki woda gosciom.
      • jamesonwhiskey Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 12:56
        > co zauwazylam i czego bardzo mi brak to wody serwowanej w karafce
        > tak jak we Francji czy Italii

        slonko w restauracjach francji italii czy gdzie indziej dostajesz kranowe wiec
        nie wiem za czym tu tesknic,
        • olita23 Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 03.06.09, 00:50
          tylko ze kranowa wtych krajach jest tysiac razy lepsza niz w polsce, w madrycie
          woda z kranu jest lepsza od mineralnej dla mnie, w uk tez najczesciej pijam
          kranowe, mam nadzieje ze w polsce sie to zmieni kiedys, w mojej malej wiosce pod
          wroclawiem mamy studnie glebinowa i woda z kranu jest calkiem calkiem....oby tak
          dalej..
    • j-50 Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 11:25
      Najpierw jest świeżym (rzeczywiście świeżym). Potem jest
      już "świeżym". W tym celu myje się go detergentami i szoruje
      szczotką, wąchając skutki. Trzecie życie kurczaka zaczyna się, gdy
      po wielu myciach nie zostanie kupiony. Wtedy, po dobrym umyciu,
      zamraża się go. W tym życiu kurczak staje się mrożonym. Gdy jednak i
      wtedy nie zostanie kupiony, to wtedy czeka go czwarte życie
      kurczaka. Idzie wtedy na rożno i jest sprzedawany jakom "świeży
      kurczak z rożna". Może wtedy mieć nawet od roku do kilku lat (w
      skrajnych przypadkach).
      A teraz opowieść o kaszance. Usłyszałem ją we wrockowym barze w
      Rynku od człowieka zatrudnionego w zakładach mięsnych. Zwierzę jest
      prowadzone do betonowego basenu. Tam strzela mu się w łeb (specjalny
      przyrząd z bolcem) lub paralizuje elektrycznie. Natychmiast potem
      podrzyna się tętnicę. Krówka wtedy szczy pod siebie, a jednocześnie
      krew wypływa. To razem idzie na przerób na kaszankę.
      • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 11:31
        Skomentuję to krótko: człek i tak nie wie z czego tyje.
        • rad.ekg Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 12:32
          Nie ma to jak rozmawiac samemu ze soba. Zapomniales sie przelogowac? Moze
          powinienes uzywac dwoch/trzech przegladarek?
          • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 13:15
            Ja mam przeglądarkę w swej pamięci operacyjnej. Ty nie masz takiej
            szansy. Nawet dobrej szynki nigdy nie próbowałeś. Nie wiesz zatem o
            czym mówisz. Za parę lat będziesz się zachwycał szynką z 60% wody,
            bo dzisiaj jest w niej 70% wody. Będziesz szamał chemię i ciamkał
            jak świnia na żołędziach. Bo sam nie wiesz co jest naprawdę dobre i
            jak się to robi.
            Wielce ci współczuję, człowieku. Żywisz się g. i jesteś z tego
            zadowolony.
            • troll_bagienny Ludzie, jedzcie gó...... 02.06.09, 13:48
              ...miliony much nie mogą się mylić!
            • rad.ekg Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 14:00
              Nie jadam miesa. Tylko ryby, surowe.
      • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 11:35
        A mogę też o przetworach mlecznych parę "smakowitości" opowiedzieć.
        Mój ojciec z tego powodu nigdy nie pił mleka, ani nie jadł
        przetworów mlecznych. Inny rodzinnik do tej pory prosi, aby go przy
        jedzeniu nie pytać o jego epizod pracy w zakładzie mleczarskim.
        Wszystkim życzę smacznego oraz wiedzy z czego tyjecie.
        • megi163 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 11:45
          j-50 napisał:

          > A mogę też o przetworach mlecznych parę "smakowitości"
          opowiedzieć.
          > Wszystkim życzę smacznego oraz wiedzy z czego tyjecie.
          ...jak masz tyle ""ale"" do wszystkiego-to co jesz i pijesz
          człowieku??
          Nie w każdym zakladzie pracuje CHAMSTWO ktore psuje efekty swojej
          pracy.Mam nadzieje że tacy pracownicy są świadomi że kiedyś i oni
          (oczywiście nieświadomie) moga sie natknąć na swoje''wynalazki''
          • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 11:55
            Chrzanisz głupoty!
            Ci pracownicy wcale nie chcieli tak robić. Byli przymuszani do tego
            przez swoich szefów! Jakby tego nie robili - to natychmiastowy spad!
            To jest u nas bardzo częste nadal. Sama nie wiesz z czego tyjesz -
            powtarzam. Żresz syf i mlaskasz. Jak ten krokodyl żrący padlinę.
          • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 11:59
            Droga megi - ja pamiętam czasy starodawne. Komusze, przed Gomułką i
            Gomułę. Wtedy szynka była naprawdę szynką. Ty z pewnością nie masz
            żadnej możliwości wiedzieć co to jest PRAWDZIWA SZYNKA. Żresz zwykłe
            g. i pasiesz nim swego chłopa!
            • crame Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 12:34
              Ta starodawna szynka byly dobra i prawdziwa, poniewaz bylo jej malo. Kosztowala
              majatek i jak wszystko co bylo w czasach mlodosci jest idealizowane.
              • porshe Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 12:49
                a róbcie sobie co chcecie. Ja tam miałem marzenie - domek z kawałkiem ziemi. Na
                tej ziemi pasie się krówka - jest świeże mleko. Obok mam kury - to się nazywa
                świeżość, jeśli od zarżnięcia do podania nie mija więcej niż 3 godziny. Może
                staw wybuduję, to i rybki świeże będą. Resztę ogródka zajmują grządki z
                warzywami. W pobliżu nie ma drogi (znaczy jest, ale jedzie tam jedno auto na
                dzień, jak nie mniej), poświęcam temu inwentarzowi i ogródkowi dużo czasu, ale
                przynajmniej wiem, co jem!

                A znam również kilka knajpek (wraz z kucharzami), w których mogę spokojnie
                zaspokoić głód i nie kosztuje mnie to srasznie - po co mi chodzić do
                super-fancy-restauracji, skoro efekt końcowy jest ten sam, a obsługa milsza i
                cena bardziej przyjazna portfelowi?
                • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 13:05
                  Blat daję! I tak właśnie ma być! Nasza wieś żywi się znacznie lepiej
                  niż ci z miast. Jak słabo bulą - to niech się trują. A zarabia na
                  tym skoczny cwaniak w skupie. Rolnik jednak tego nigdy nie zje, bo
                  ma swoje. Jak za Gomuły i Stalina.
              • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 12:56
                Różnie to bywało. Za Gomuły szynka wcale nie była rzadka. Ale to
                zależy co nazywać szynką. Bo ja od dwudziestu paru lat takiej szynki
                nie widzę i nie jem. Wnioskuję zatem, że sprawa jest prosta jak
                drut. Mieliśmy za komucha wyroby czekoladopodobne - a teraz mamy
                szynkopodobne. Jaka różnica? Nooo - poważna! Przy podobnych
                zarobkach za Gomuły jak dzisiaj kostka masła 250 g kosztowała 16 zł
                (tańsze) oraz 17,50 (droższe). W tym czasie czekolada kosztowała 19
                zł. To dlatego w naszym społeczeństwie zachował się zwyczaj
                darowania czekolady na różne okazje. Zupełnie dziś bezsensowny. Tak
                jak z darowaniem paczki kawy. Która jest dziś tania, ale w
                świadomości społecznej ciągle jest towarem luksusowym.
                Przypominam zatem ceny dawne. Kiełbasa zwyczajna kosztowała 36 zł za
                kilo (zarobki podobne jak dzisiaj). Papierochy kosztowały 2-4 zł.
                Ceny zwykłej wódy nie podam, bo ona się zmieniała w szerokim
                zakresie - od 16 zł do ponad 100 zł, zależnie od roku. I była
                konfekcjonowana we flachach od 1 litra (dawniej) do 0,33 (np. w
                Inowrocławiu, decyzją rady miejskiej). Co skutkowało w ten sposób,
                że zamiast kupować pół litra, ludzie kupowali 0,66.
                Za Gomułki w latach 50. kiełbasa była spożywana proletariacko: pod
                piwko lub wódeczkę. Za Jaruzela była na kartki. Jej spożycie było
                jednak znacznie większe niż dzisiaj - abstrahując od jej jakości.
                Jednak pamiętać należy, że wtedy dodawano do tej kiełbasy co
                najwyżej papier toaqletowy, a dzisiaj dodaje się po prostu wody i
                chemikaliów. Wybór - proszę bardzo, razcek taki czy owaki jest
                dzisiaj gwarantowany. Bez palenia szlugów, którte oczywiście drożeją
                raz na miesiąc.
            • ventus_historicus Dobra szynka nie wymaga powrotu lat 50 02.06.09, 12:42
              Kupienie dobrej szynki nie jest dzisiaj specjalnym problemem. Należy jedynie
              pamiętać by nie szukać wśród produktów w cenie niższej niż 30zł za kg.
              Innym wyjściem jest zrobić ją sobie samodzielnie. Trochę zabawy z peklowaniem i
              wędzeniem i masz szynkę jaką chcesz.
              • j-50 Re: Dobra szynka nie wymaga powrotu lat 50 02.06.09, 13:20
                ventus! Ty człowieku zupełnie nie wiesz co to jest słowo "szynka"!
                Nie manipuluj kosztami. Tu należy manipulować tradycją.
                Ja ciebie jedno powiem. Jak Polak Polakowi. Od wieków wiedział Polak
                jak należy robić szynkę i innne przetwory. I nigdy to nie były
                wynalzki chemii. Tu dedykuję fragment piosenki z Zakopanego.
                "Chemia nauką przyszłości
                Ch.! Fikus rzekł do gości!"
                • ventus_historicus Re: Dobra szynka nie wymaga powrotu lat 50 02.06.09, 13:44
                  j-50 napisał:

                  > ventus! Ty człowieku zupełnie nie wiesz co to jest słowo "szynka"!
                  > Nie manipuluj kosztami. Tu należy manipulować tradycją.
                  > Ja ciebie jedno powiem. Jak Polak Polakowi. Od wieków wiedział Polak
                  > jak należy robić szynkę i innne przetwory.

                  To to ja o tym samym mówię - o szynce produkowanej tradycyjnymi metodami. Jak
                  sobie sam zrobisz szynkę to chyba wiesz czego do niej dodałeś. Zakładam
                  oczywiście, że nie kupisz mięsa w Makro, Real'u czy Biedronce.
            • megi163 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 12:43
              I tu się mylisz!!! Ja do tej pory jem SZYNKE a nie wyrób szynko
              podobny-bo robie ją sama!!!
          • j-50 Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 12:38
            Ostatecznie życzę ci smacznego. Jeżeli wiesz w ogóle co to jest
            smaczne żarcie. Ale ja powątpiewam. Sądzę, że nigdy nie miałaś do
            czynienia z naprawdę dobrym zakupem do zrobienia dobrego żarcia.
            Nasze wywaalenie komuny polaega na specyficznym wyborze. Za komuny
            dodawano zmacerowany papier toaletowy do wyrobów (zwłaszcza do
            pasztetówki). Teraz zaś dodaje się G. DO WSZYSTKIEGO! Dlatego
            nazywam Polaków g.jadami. Bo oni nimi są. Tylko poosły i
            zwani "sernatorzy" żywią się wydzielinami otworów seksualnych
            pewnych ryb - co nazywają kawiorkiem. I w czym się lubują, nie
            żywiąc się niczym innym. Oczywiście na nasz koszt.
            • dfgfdg Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 15:06
              Ty masz chyba jakis problem sam ze soba. Wszystkim ublizasz ze zra gowno i nie
              wiedza co to dobre jedzenie. Pochwal sie wiec psycholu co ty na codzien zajadasz.
              • letalin Re: Kurczak ma kilka żyć 02.06.09, 15:21
                dfgfdg napisał:

                > Ty masz chyba jakis problem sam ze soba. Wszystkim ublizasz ze zra
                gowno i nie
                > wiedza co to dobre jedzenie. Pochwal sie wiec psycholu co ty na
                codzien zajadas
                > z.

                Lepiej nie wiedziec! Od tego się pod deklem kiełbasi.
        • annniii Słodka niewiedza.... ;) 02.06.09, 15:41
          Czasem naprawdę pewnych rzeczy lepiej jest nie wiedzieć...
      • zmichalg1 Re: Kurczak ma kilka żyć 03.06.09, 13:00
        hehe... jest jeszcze jedno życie owego kurczaka, gdy nie sprzeda się jako
        "kurcze pieczone", to jest skubany z mięsa i idzie do sałatki z kurczaka

        Ale popatrzmy na to inaczej...
        Czy ktoś z nas we własnym domu postępuje inaczej? Ja mam zasadę, że jedzenia się
        nie wyrzuca, o ile nie jest to naprawdę konieczne.
        Przyznaję, że raz się lekko podtrułem parówkami "z zapaszkiem", ale to naprawdę
        wyjątkowe przypadki.
        Już niejednokrotnie podejrzana wędlina szła do płukania a potem na patelnię i
        nic nikomu złego się nie stało.

        A w knajpach bywam rzadko. Dla mnie to snobizm. Sam sobie potrafię przygotować
        jedzenie. Odjechanych w kosmos frykasów typu "surdukurdupier w sosie szarleruła"
        jeść nie muszę. Szkoda mi na to kasy.
      • krzemiennik Re: Kurczak ma kilka żyć 03.06.09, 22:06
        Niestety spora część tego jest prawdziwa :(
    • megi163 Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 11:39
      Ciekawa jestem czy pracownicy restauracji(tych którzy sikają do
      napoji )jak jadą na urlop to stołują się w restauracjach-życze
      im ''napoju'' z wkładką!!!
    • pomara22 Promieniowanie w mikrofalowce?! 02.06.09, 12:07
      Elżbieta Zakrzewska, która kształci kucharzy w warszawskiej szkole
      pomaturalnej,[...]
      Poza tym pod wpływem promieniowania potrawy tracą wrażliwe na temperaturę
      witaminy C, K i A.

      -
    • boykotka Staram się nie jadać po za domem 02.06.09, 12:15
      Najpierw zrezygnowałam z MC Donalds, gdzie po 1 m-cu
      stołowania "urosłam" w biodrach, później z reszty barów i
      restauracji, gdy w jednej z "lepszych" warszawskich restauracji
      podano mi posiłek na niedomytym talerzu. Niestety wyobraźnię mam
      nadmierną a jeżeli ktoś życzy sobie 100zł za kawałek pizzy na
      niedomytym talerzu, to wybaczcie.
    • j-50 Rosół z kury, rosół z kury! 02.06.09, 12:21
      Wyciągamy kurę z dziury. Smarujemy ją maścią po brzuchu. I cóż
      widziem - kura znika w żołądku!
      To trawestacja maści na szczury ze starych szmoncesów - ale jakże
      dziś aktualnych.
      Dzisiaj jeswteśmy truci żywnością nie nadającą się do spożycia. Moja
      babcia takiego kuraka nigdy by nie zjadła. Przypominam przy tej
      okazji, że kura była w dawnym gospodarstwie rolniczym w Polsce
      traktowana wyjątkowo. Nie kończyła swego życia na rożnie. Długie
      lata znosiła jaja i rolnik z tego się cieszył. Dopiero jak ktoś w
      rodzinie zachorował, to kurę się rębało. Cała rodzina wtedy prawie
      płakała. Rosół z kury był wtedy u nas LEKARSTWEM! Na gruźlicę i
      syfilicę, na grypcia i trypcia.
      • ventus_historicus Nie tylko rosół i nie tylko z kury 02.06.09, 12:54
        Zawodzi cię nieco pamięć. Z drobiu nie tylko kury rosołowe się jadało.
        W biednych rodzinach wiejskich drób rzeczywiście był hodowany wyłącznie dla jaj
        a zjadało się go jedynie przy specjalnych okazjach. Jednak nie jest to powód do
        uogólniania.
        W ofercie handlowej były zarówno kury rosołowe jak i specjalnie tuczone pulardy
        czy młode, delikatne kurczęta.
    • geoslaw Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 12:40
      Z tego co wiem to cytaty Bourdaina pochodza z jego ksiazki "Kitchen
      Confidental", po drugie to ten kucharz ni jak nie ma sie do top restauracji
      chefow typu MP White, G Ramsey czy Blumenthalera. Czy praktyki jakie on
      opisuje moga dziwic? Chyba tylko tych ktorzy nigdy nie pracowali na kuchni.
    • fiedor88 Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 13:00
      Pewien mój znajomy pracował kiedyś jako kelner w jednej z restauracji w
      Bielsku-Białej, uważanej za dość dobrą. Od tamtej pory nigdy już nie jada w
      podobnych lokalach...
    • aneta1008 Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 13:27
      Niezłe sposoby mają kucharze na sprawdzenie restauracji! Bardzo pomocne, choć nie powiem, żebym zamierzała, tak jak Piotr Adamczewski, zmierzać do kuchni restauracyjnej.
      A swoją drogą to ładnie nas w tych restauracjach oszukują - nadpsute mięso podawać, bo po niemal spalonym nic nie widać? Blee
    • krosta_na_dupie Złudzenie luksusu 02.06.09, 13:28
      Generalnie Polacy lubią wierzyć, że są wyjątkowi, a u nas, póki co,
      wyjścia do knajpy to wyjątek, a nie norma. Pomijam kluby z
      dyskoteką, gdzie się chodzi wyrwać panienkę/faceta i/lub zalać ryja,
      nota bene drogim i podlewanym wodą alkoholem. We Francji, Anglii,
      Niemczech, Belgii, nie mówiąc już o USA, ludzie traktują restauracje
      nie jak ośrodki kultu, tylko jako miejsca, gdzie idzie się coś zjeść
      kilka razy w tygodniu, a w weekend to na pewno. U nas nawet MC
      Donald's bywa atrakcją, a ilość hamburgerów w przeliczeniu na pensję
      Polaka jest mikroskopijnie mała, porównując te proporcje z
      zagranicą. W Polsce wyjście do knajpy w dwie pary to nadal luksus
      zarezerwowany dla nielicznych i tylko od czasu do czasu. Ceny też
      nie zachęcają. I nie mówię tu o sieciach typu "Sfinks", które
      żadnymi restauracjami nie są, tylko fast-foodami z ładniejszym
      wystrojem i obsługą kelnerską, nic więcej. Moi znajomi zawsze
      podkreślają, że idą do "znanej modnej restauracji", jest to element
      lansu, a nie potrzeba spożywania. I że woda mineralna za 20 PLN? No
      problem. Polak nie ma kasy, ale robi wszystko, żeby inni dookoła
      widzieli, że jednak go stać. Choć na codzień narzeka, że ledwo wiąże
      koniec z końcem.
      • netfun Re: Złudzenie luksusu 02.06.09, 13:37
        Slusznie prawisz.

        A to slowo "lans" wywoluje u mnie drgawki.
        Ktos, kto potrzebuje sie, za przeproszeniem, "lansowac", musi miec
        straszne kompleksy.
        • troll_bagienny Re: Złudzenie luksusu 02.06.09, 14:03
          Towarzystwo "z jajem" nie pójdzie do "Belvedere" w Łazienkach, bo
          się wyrzyga z powodu tej całej szopki począwszy od kelnera, poprzez
          danie, a na cenie produktu skończywszy. A i tak marnie karmią, a do
          tego wystawiają stoliki na zewnątrz, gdzie w niedalekiej odległości
          emeryci i turyści wygłodniałym wzrokiem obserwują konsumentów, aż im
          się pewnie jeść odechciewa. A wypad do baru mlecznego czy jakiejś
          niezobowiązującej knajpki to załatwienie problemu pustego żołądka na
          totalnym luzie, choć wypada nie zapominać o zasadach dobrego
          wychowania. "Lans" i "trendy" to moje "ulubione" słowa powtarzane do
          bólu przez media. "Be cool" - i mam ochotę dać twórcy tej prawdy
          objawionej centralnie w ryj. Ludzie z prowincji często chcąc
          podkreślić swoją przynależność do wielkiego miasta - z racji
          zamieszkania lub dostąpienia łaski edukacji, uprawiają ww. zjawiska
          celem udowodnienia wszem i wobec, że wyrwali się z wiochy na salony.
          Ktoś, komu wiejskie pochodzenie nie przeszkadza, ani specjalnie nie
          zwraca uwagi na opinię tłumu, ma w dupie narzucone "trendy" i
          wpieprza bułkę z kefirem zagryzając kaszanką na ławce w parku.
          Kolesie klony z wysokich budynków-korporacji są dobrzy w tej całej
          szopce. Stoi taki przed chińską budką pod Pałacem Kultury, dzwoni mu
          komóra, a ten odbiera i mówi mniej więcej tak: "jestem właśnie na
          lunchu z kontrahentem", a wpieprza kurczaka z pędami bambusa, aż
          miło.
          • komentatur Re: Złudzenie luksusu 02.06.09, 15:15
            To kto jest "fajny" i gdzie moze isc zjesc zeby swojej "fajnosci"
            nie zatracic niebacznym wyjsciem nie tam gdzie trzeba? ;)
    • troll_bagienny Hardcore miejscowej kuchni 02.06.09, 13:45
      Jak ktoś jest hiper-masochistą, polecam knajpy zlokalizowane w tzw.
      miejscowościach wypoczynkowych, tam nawet świeżą rybę kucharz w
      gó... przemieni. Po długim pobycie w toalecie na przydrożnej stacji
      benzynowej w drodze powrotnej ze Stegny (nadmorskiej miejscowości
      wypoczynkowej) nie polecam kotleta de volaile z gumowymi frytkami i
      połówką pomidora pokrojoną na 3 plasterki za 30 PLN-ów (jedno danie
      na plastykowej tacce, bez napitku), gdyż mam w pamięci nie tylko
      uciążliwą sraczkę, lecz również tłum w knajpianym ogródku, brudne
      stoliki i wyjątkowo "asertywną" obsługę, jak również smród odpadków
      w upalny lipcowy dzień, wydobywający się z
      pobliskiego "kompostnika". Jeszcze mi życie miłe, w związku z tym, w
      ramach odpowiedzi na zdzierstwo, chamstwo i badziewie, następnym
      razem przyjadę z własnym prowiantem, bo póki co, może i plaża są
      jeszcze w niektórych miejscach za darmo.
    • jo.hanna dla mnie artykul jest nierzetelny 02.06.09, 14:25
      argumenty zerzniete z ksiazki Bourdaina "Kitchen Confidential", ktora pojawila
      sie w Polsce jako "Kill Grill", wnioski wyciagane pochopnie. Nie mowiac juz o
      ekspertach, tez z branzy, wiec czy jest to reklama ich restauracji na zasadzie
      "my to jestesmy inni". Kuriozalne stwierdzenie pani Gessler ze czuje smak
      glutamitatu, substancji bezsmakowej :-). Itd...itd...itd.

      'Did you hear that? We are about to lose are home, and all he thinks about is
      soft-shelled crabs.' Offended, Brunetti objected: "That's not all I think
      about.' 'What else, then?' 'Risotto.'(D. Leon "Friends in high places")
    • klaranyc Re: Wasze ciała to wesołe miasteczka 02.06.09, 14:47
      Amerykanie mają obrzydliwy zwyczaj przewijania niemowlaków na stołach
      w restauracjach i kawiarniach. Bleeeeee. W Polsce jeszcze tego nie
      widziałam, ale przecież my wszystko ślepo kopiujemy, więc pozostaje
      tylko czekać...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja